„Na pewno zemdleję przy pobraniu” – takie myśli mamy w głowie częściej niż mogłoby się wydawać. Tymczasem wiedza o stanie zdrowia nie odbiera spokoju, lecz daje sprawczość. O lęku przed badaniami, unikaniu diagnozy i budowaniu zdrowotnych nawyków Anna Augustyn-Protas rozmawia w podcaście „Jak zdrowie” z psycholożką Joanną Chmurą. Sponsorem odcinka jest Diagnostyka.
Badania profilaktyczne należą do tych tematów, które większość z nas uważa za ważne. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba przejść od deklaracji do działania. Kolejny miesiąc mija bez morfologii, kolejny rok bez kontroli znamion czy wizyty u specjalisty. Powodów zawsze znajdzie się wiele: brak czasu, nadmiar obowiązków, zmęczenie. Pod powierzchnią bardzo często kryje się jednak coś znacznie silniejszego – lęk.
Jak wynika z danych przywołanych w rozmowie, aż 60 proc. Polaków nie wykonuje regularnych badań profilaktycznych. Skąd bierze się ten paradoks? Dlaczego troszczymy się o samochód, przeglądy techniczne i aktualizacje telefonów, a własne zdrowie często odkładamy na później?
Lęk przed pobraniem krwi, niepokój związany z wizytą u lekarza czy odkładanie badań na bliżej nieokreślone „kiedyś” rzadko wynikają z lenistwa. Częściej są efektem doświadczeń, przekonań i wzorców, które nosimy od lat.
– „Jest wiele powodów. Po pierwsze, jesteśmy młodą demokracją i często nie mamy w rodzinach nawyku profilaktyki, a po drugie na pewno jest w nas lęk przed autorytetami, trudno nam zbudować partnerską relację z osobami w służbie zdrowia” – zauważa Joanna Chmura.
Przez dekady zdrowie było dla wielu osób tematem pojawiającym się dopiero wtedy, gdy organizm wysyłał wyraźny sygnał alarmowy. Profilaktyka nie stanowiła codziennego nawyku, lecz reakcję na problem. Nic dziwnego, że wielu z nas nadal traktuje wizytę w placówce medycznej jako coś nieprzyjemnego, a nie naturalny element dbania o siebie.
Psycholożka zwraca uwagę także na relacje z autorytetami. Wiele osób nadal obawia się zadawania pytań lekarzowi, proszenia o dodatkowe wyjaśnienia czy konsultowania diagnozy. Tymczasem partnerska relacja zwiększa poczucie bezpieczeństwa i ułatwia podejmowanie zdrowotnych decyzji.
Każdy zna kogoś, kto od miesięcy odkłada badania. Kogoś, kto mówi: „Jeszcze coś mi znajdą”, „Na pewno wszystko jest dobrze” albo „Zrobię to po wakacjach”.
Mechanizm psychologiczny stojący za takim zachowaniem jest dobrze znany. Unikanie przynosi natychmiastową ulgę. Nie idziemy na badanie, więc przez chwilę nie musimy mierzyć się z niepewnością. Problem polega na tym, że rzeczywistość pozostaje taka sama, niezależnie od tego, czy chcemy ją zobaczyć.
Lęk przed diagnozą bywa również lękiem przed zmianą. Wynik może przecież oznaczać konieczność leczenia, zmiany stylu życia lub skonfrontowania się z własną kruchością. Człowiek woli więc trwać w stanie pozornego bezpieczeństwa.
Paradoks przybiera czasem jeszcze bardziej zaskakującą formę.
Jak zauważa Anna Augustyn-Protas, istnieje spora grupa osób, które wykonują badania, ale później nie odbierają wyników. Samo pobranie krwi staje się wtedy próbą uspokojenia sumienia, natomiast najważniejszy krok – poznanie informacji o swoim zdrowiu – zostaje pominięty.
Ogromne znaczenie ma sposób, w jaki zostajemy przyjęci w placówce medycznej. Atmosfera, komunikacja i poczucie bezpieczeństwa wpływają na nasze doświadczenie bardziej, niż mogłoby się wydawać.
– „To niezwykle ważne, kogo w placówce medycznej mamy po drugiej stronie i kto nas przed podróż diagnostyczną przeprowadza” – podkreśla Joanna Chmura.
Empatia nie jest dodatkiem do medycyny. Dla wielu pacjentów stanowi warunek, by wrócić na kolejne badania.
– „Zawód medyczny jest podbny do nauczyciele – może tyle zdziałać dobrego w punktach styku” – mówi psycholożka.
Jedno spokojne wyjaśnienie procedury, kilka słów wsparcia czy cierpliwa odpowiedź na pytania mogą zmienić całe doświadczenie związane z diagnostyką. Szczególnie wtedy, gdy ktoś mierzy się z lękiem przed igłami, omdleniem lub samą wizytą.
Jeszcze kilkanaście lat temu wiele tematów związanych ze zdrowiem kobiet funkcjonowało niemal wyłącznie w sferze prywatnej.
– „Pamiętam, jak w czasach mojej młodości kobiety w pewnym momencie zaczynały mówić szeptem: idę zrobić badanie na kobiece sprawy. A teraz o menopauzie i perimenopauzie jest głośno i to jest wspaniałe” – wspomina Joanna Chmura.
Zmiana języka zmienia również rzeczywistość. Gdy zaczynamy otwarcie mówić o menopauzie, zdrowiu hormonalnym czy profilaktyce ginekologicznej, maleje poczucie wstydu. Łatwiej wtedy zgłosić się do specjalisty i potraktować zdrowie jako ważną część codzienności.
Profilaktyka zdrowotna mężczyzn pozostaje jednym z największych wyzwań.
– „Profilaktyka mężczyzn to jest jeszcze inny temat, bo tam mamy przekonanie o omnipotencji. Zrobienie badań jest przyznaniem się do słabości” – zauważa psycholożka.
Wielu mężczyzn wychowywano w przekonaniu, że siła oznacza odporność na ból, zmęczenie i choroby. Badania profilaktyczne mogą być więc odbierane jako sygnał słabości, choć w rzeczywistości świadczą o odpowiedzialności.
Konsekwencje tego myślenia bywają poważne. Choroby wykrywane są później, leczenie staje się trudniejsze, a szanse na szybki powrót do zdrowia maleją.
Kultura sukcesu nauczyła nas, że emocje należy kontrolować, eliminować i pokonywać. W przypadku zdrowia taka strategia często się nie sprawdza.
– „Nie wyrzucajmy lęku za siebie, bo on wróci. Lęk to nie jest błąd systemu, to jest adekwatna emocja do sytuacji” – podkreśla Joanna Chmura.
Fakt, że boimy się przed badaniem nie oznacza, że dzieje się coś złego. Organizm reaguje w naturalny sposób na sytuację, która wiąże się z niepewnością.
Zamiast udawać, że nie ma problemu, warto nazwać emocje, zaakceptować ich obecność i mimo wszystko wykonać kolejny krok.
– „Warto zaprzyjaźnić się z lękiem” – dodaje psycholożka.
Przyjaźń z lękiem nie polega na rezygnacji z działania. Wręcz przeciwnie. Pozwala działać pomimo niepokoju.
W mediach społecznościowych łatwo odnieść wrażenie, że dbanie o siebie wymaga całego zestawu codziennych rytuałów. Poranna joga, medytacja, suplementacja, odpowiednia dieta, zimne prysznice, ekspozycja na światło, określona liczba kroków.
Nadmiar zaleceń może jednak prowadzić do przeciążenia.
– „Nasłuchałam się na warsztatach osób, które wpadają w błędne koło dbania o siebie: zaczynają dzień od jogi, wody z cytryną, patrzenia w światło i jest tych rytuałów tyle, że już w sumie nie wiadomo, co robić ze sobą. Wszędzie, tak samo w profilaktyce zdrowotnej, ważny jest umiar i tzw. złoty środek” – mówi Joanna Chmura.
Profilaktyka nie wymaga perfekcji. Wymaga regularności. Jedno wykonane badanie znaczy więcej niż najbardziej ambitny plan, który nigdy nie zostanie zrealizowany.
Zdrowotna troska zaczyna się od relacji. Pacjent ma prawo szukać lekarza, diagnosty czy specjalisty, przy którym czuje się bezpiecznie i wysłuchany.
– „Czasem mamy lęk, żeby być lojalnym, nie zdradzić lekarza, a warto szukać osoby, która nas serdecznie zaprosi do świata diagnostyki. To tak jak w życiu wiele spraw wygląda inaczej z różnych perspektyw” – podkreśla Joanna Chmura.
Medycyna nie opiera się wyłącznie na technologii i wynikach badań. Tworzą ją również, a może przede wszystkim ludzie, którzy pomagają przejść przez proces poznawania własnego zdrowia.
Sponsorem odcinka jest Diagnostyka.