– „Mam w sobie zachwyt nad cudem świata, tą zmiennością życia” – mówi Kasia Miller i trudno o lepsze zaproszenie do rozmowy o miłości, która nie dotyczy drugiego człowieka, lecz samego istnienia. Skąd bierze się zachwyt nad życiem mimo bólu, rozczarowań i niepewności? Dlaczego umiejętność przeżywania smutku okazuje się równie ważna jak zdolność do odczuwania radości? O tym Joanna Olekszyk, redaktorka naczelna „Zwierciadła”, rozmawia z psycholożką i psychoterapeutką Kasią Miller w szóstym odcinku podcastu „Przerwa na kawę o miłości”. Sponsorem odcinka jest marka Pandora.
Miłość do życia rzadko rodzi się z wielkich wydarzeń. Znacznie częściej wyrasta z pozornie nieistotnych chwil, które zostają z nami na zawsze. Kasia Miller wraca pamięcią do obrazu z dzieciństwa. Miała zaledwie trzy lata, kiedy stojąc na zielonej łące, pod błękitnym niebem, w zielonej sukience, poczuła nagły zachwyt nad światem. Nie mówi o spektakularnym przełomie, lecz o prostym odkryciu: „jaki ten świat jest piękny”.
Właśnie z takich doświadczeń rodzi się postawa, która później pozwala przetrwać znacznie trudniejsze momenty. Psycholożka przyznaje, że do dziś nosi w sobie zachwyt nad cudem świata i nieustanną zmiennością życia. Zachwyt nie oznacza jednak naiwności ani ucieczki od rzeczywistości. Przeciwnie – pozwala widzieć ją pełniej.
Rozmowa szybko schodzi z poziomu idealistycznych wyobrażeń na grunt codzienności. Joanna Olekszyk pyta wprost, czy obok kolorów istnieje również szarość. Odpowiedź nie pozostawia złudzeń. Świat jest miejscem nieustannego ścierania się dobra i zła, ale sposób patrzenia na tę walkę zależy od nas.
Kasia Miller przywołuje zdanie, które od lat jej towarzyszy. Można wierzyć, że „dobro zawsze mija, a zło zawsze wraca”, można jednak wybrać odwrotną perspektywę – że „zło zawsze mija, a dobro zawsze wraca”. Już jako dziewczynka zdecydowała, że druga wersja bardziej jej się opłaca. Nie dlatego, że jest łatwiejsza, lecz dlatego, że daje siłę do życia.
Bliska jest jej również idea „jedności przeciwieństw”. Świat może być jednocześnie cudowny i straszny, życie potrafi być dobre i trudne zarazem. Największą sztuką okazuje się czerpanie radości z tego, co dobre, przy jednoczesnym uczeniu się wytrzymywania tego, co bolesne. Paradoksalnie właśnie taka postawa, jak mówi psycholożka, sprawia, że dobrych doświadczeń pojawia się więcej.
Miłość do życia często zaczyna się od wrażliwości na piękno. Kasia Miller opowiada, że już jako dziecko pisała krótkie wiersze. Jeden z pierwszych pamięta do dziś: „wierzby rysunek na niebie cieniutkim pędzlem nakreślasz i zapach wody dalekiej chłodniejszą farbą kładziesz”. Nie jest to przypadkowe wspomnienie. Pokazuje, jak wcześnie nauczyła się patrzeć na świat z uważnością.
Piękno pozostaje dla niej nie luksusem, ale życiową koniecznością. Muzyka, taniec, dzieci, zwierzęta, książki czy zaskakujące koincydencje tworzą przestrzeń, bez której – jak przyznaje – nie potrafiłaby żyć. Nawet doświadczenie zawodowe psychoterapeutki pokazuje, że literatura pomaga lepiej rozumieć człowieka. Szczególne miejsce zajmuje tu powieść „Małe dzieci” Toma Perrotty’ego, która, jak mówi, wiele jej dała jako terapeutce.
W kulturze sukcesu chętnie opowiadamy o szczęściu, znacznie rzadziej o smutku. Tymczasem psycholożka przekonuje, że uciekanie od trudnych emocji odbiera nam możliwość prawdziwego przeżywania życia.
Kiedy dopada ją smutek, nie próbuje go zagłuszać. Mówi do siebie: „smutek jest dla każdego, posiedź sobie w nim, przepuść go przez siebie”. W podobnym duchu tłumaczy, że umiejętność cieszenia się wymaga równoczesnej zgody na smucenie się. Dopiero przepuszczanie przez siebie całego wachlarza emocji sprawia, że życie staje się autentyczne, a nie jedynie poprawne.
Jednym z najmocniejszych momentów rozmowy jest refleksja o trosce o samego siebie. Kasia Miller nie pozostawia miejsca na wątpliwości – każdy z nas ma obowiązek się sobą opiekować, ponieważ nikt nie wie lepiej, czego naprawdę potrzebujemy.
Takie podejście nie ma nic wspólnego z egoizmem. Przypomina raczej odpowiedzialność za własne życie. Psycholożka opowiada również o ogromnej pracy wykonanej nad swoim wewnętrznym światem. Przyznaje, że ogromną rolę odegrało „przerobienie” wewnętrznego rodzica, zwłaszcza mamy, na dobrego, wspierającego dorosłego. Obok tej wewnętrznej przemiany ogromnym źródłem siły pozostaje także jej dziecko.
Paradoks cierpienia polega na tym, że właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy wsparcia, często odwracamy się od innych. Kasia Miller uważa takie zachowanie za jeden z najczęstszych błędów. Izolacja wzmacnia przekonanie, że nasz ból jest największy i wyjątkowy.
Właśnie dlatego tak wysoko ceni pracę terapeutyczną w grupach. Spotkanie z historiami innych ludzi pozwala odzyskać proporcje, zobaczyć własne doświadczenia w szerszym kontekście i poczuć wspólnotę zamiast samotności.
Joanna Olekszyk mówi podczas rozmowy, że życie pozostaje dla niej tajemnicą i często dopiero po latach odsłania sens wydarzeń, które wcześniej wydawały się niezrozumiałe. Kasia Miller odpowiada własną metaforą. Człowiek przypomina jej misternie utkany kilim – złożony z wielu historii, kolorów i doświadczeń.
Najbardziej fascynują ją właśnie ludzkie opowieści. Wystarczy spojrzeć na drugiego człowieka z życzliwością, by dostrzec jego niepowtarzalność i – jak mówi – zobaczyć jego cud. Sama określa siebie jako osobę dobrą w „dopieszczaniu”, czyli dostrzeganiu potencjału i wzmacnianiu tego, co w ludziach wartościowe.
Dlaczego tak trudno zobaczyć własne dobre strony? Psycholożka zachęca, by zadać sobie pytanie: „co ci przeszkadza, żeby nie widzieć w sobie dobrych rzeczy?”. Odpowiedzi często prowadzą do dzieciństwa, rodzinnych przekonań albo lęku przed oceną. Wiele osób nadal słyszy w głowie wyobrażone komentarze: „co by mama powiedziała?” albo „co powie partner, jeśli będę z siebie zadowolona?”.
Miłość do siebie nie polega jednak na budowaniu iluzji wielkości. Kasia Miller przestrzega przed językiem „naj”. Zamiast powtarzać sobie, że jest się najpiękniejszym czy najmądrzejszym, lepiej zauważać konkretne cechy: „bywasz zabawna”, „bywasz pomocna”, „bywasz pomysłowa”. W takich zdaniach kryje się więcej czułości i prawdy niż w pustych superlatywach.
Finał rozmowy przynosi jeszcze jedną ważną refleksję. Psycholożka nie lubi pytań w rodzaju: „co mam zrobić, żeby tak nie było?”. Znacznie ważniejsze wydaje się zrozumienie, skąd bierze się nasze doświadczenie, z czego zostało zbudowane i jaką funkcję pełni. Dopiero wtedy możliwa staje się prawdziwa zmiana.
Miłość do życia nie okazuje się więc spontanicznym darem, który jedni dostają, a inni nie. Staje się codziennym wyborem: zachwycać się światem mimo jego niedoskonałości, pozwalać sobie na wszystkie emocje i z życzliwością patrzeć zarówno na innych, jak i na samego siebie. Być może właśnie dlatego dobro rzeczywiście ma szansę wracać.
Rozmowa Joanny Olekszyk i Kasi Miller pokazuje, że miłość nie jest wyłącznie uczuciem skierowanym do drugiego człowieka. Przejawia się również w zachwycie nad światem, trosce o własne emocje, uważności wobec innych i codziennych gestach, które budują relacje. Właśnie z takiego myślenia wyrasta kampania BE LOVE marki Pandora. Przypomina, że miłość jest przede wszystkim postawą – czymś, co wyrażamy każdego dnia wobec bliskich, ale także wobec samych siebie. Nie musi być spektakularna ani idealna. Czasem oznacza zgodę na własną wrażliwość, innym razem odwagę, by dostrzec dobro mimo trudniejszych doświadczeń. Bo miłość, o której mówi Kasia Miller, nie kończy się na romantycznych relacjach. Staje się sposobem patrzenia na życie – z większą czułością, uważnością i wdzięcznością za wszystko, co nas spotyka. Taki właśnie wymiar celebruje kampania BE LOVE, zachęcając, by nie tylko mówić o miłości, ale przede wszystkim nią żyć.