1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Detoks od cukru jest możliwy

Detoks od cukru jest możliwy

Fit young woman fighting off bad food on a  blue background. Concept of diet and healthy lifestile
Fit young woman fighting off bad food on a blue background. Concept of diet and healthy lifestile
Zdarza ci się zjeść obiad tylko po to, by zaraz po nim skonsumować słodki deser popity napojem gazowanym? Uważaj - możesz poważnie przedawkowywać cukier! A jest on równie uzależniający jak inne używki – alarmują eksperci. Ile cukru możemy zjadać, jak zrobić od niego detoks - szybko, skutecznie i na całe życie!

Z pozoru niewinne zamiłowanie do słodkiego może i nie wygląda na szkodliwe, kiedy jesteśmy jeszcze młodzi, prawda jednak jest taka, że większość ludzi zjada za dużo cukru. Jeszcze kilka lat temu według zaleceń WHO maksymalna dzienna dawka cukrów prostych dodanych wynosiła ok. 10 łyżeczek na jedną osobę. W tej chwili norma podawana przez WHO spadła już o połowę.

– Współczesny człowiek średnio spożywa około dwudziestu łyżeczek cukru dziennie, co znaczy, że przekracza normę czterokrotnie – mówi technolog żywienia Magdalena Kuklik.

Cukier w chlebie

Tak wysokie spożycie cukru wynika z faktu, że często zjadamy go nawet o tym nie wiedząc.

– Cukier jest dziś obecny w wielu przetworzonych produktach. Mało kto wie, że producenci, aby uatrakcyjnić smak, dodają go do chleba, smakowych jogurtów czy do pseudo-zdrowych soczków owocowych – mówi Magdalena Kuklik.

Warto więc czytać etykiety i pamiętać o tym, że skład podany jest zawsze na opakowaniu produktu w kolejności od tego składnika, którego jest najwięcej.

– Jeżeli na pierwszych 3 miejscach w składzie znajdziemy takie rzeczy jak cukier czy syrop glukozowo-fruktozowy, a często się zdarza, że obydwa naraz są bazowymi składnikami jakiegoś produktu, to musimy być świadomi, że kupujemy tak naprawdę cukier z dodatkami – tłumaczy ekspertka.

Pijani od grzyba

Badania naukowe przeprowadzane na całym świecie już dawno udowodniły, że z pozoru niewinne słodycze spożywane w nadmiarze przez dłuższy czas mogą wyrządzić poważne szkody w naszym organizmie, od nadwagi po problemy z sercem, krążeniem, podwyższonym poziomem cholesterolu, czy zwiększonym ryzykiem zachorowania na cukrzycę, a nawet zaburzeniami pracy mózgu. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego cukier uzależnia? Z badań wynika, że problemem jest pewien występujący w naszych jelitach grzyb Candida albicans. Nadwyżka cukru w naszej diecie staje się dla niego pożywką i powoduje jego nadmierny rozrost, co z kolei zaburza normalny, zdrowy skład flory jelitowej.

– Duża podaż cukrów prostych, które nie są szybko wchłonięte z jelit, bo jest ich za dużo na raz, powoduje rozrost Candida albicans. Przetwarzając ten cukier zabiera nam cynk oraz wydziela produkty przemiany materii, do których należą m.in. związki alkoholu zatruwające naszą wątrobę i mózg. Powoduje, że człowiek jest „pijany", przez co gorzej się kontroluje, częściej doświadcza stanów hipoglikemii (silnego głodu) i znów zjada cukier, żywiąc grzyba.– mówi dr nauk med. Magdalena Golachowska z wrocławskiego Instytutu Psychodietetyki, wykładowca Państwowej Medycznej Wyższej Szkoły Zawodowej w Opolu i Uniwersytetu SWPS.

Słodki… nałóg

– Cukier jest nałogiem silniejszym niż kokaina, co pokazały liczne badania na zwierzętach, dlatego uzależnienie od niego, które przejawia się w ciągłej chęci zjedzenia czegoś słodkiego, to nie żart – mówi dr Golachowska.

Eksperci są zdania, że powinniśmy z nim walczyć tak samo jak z każdym innym uzależnieniem - skutecznie i całkowicie. Detoks na krótką chwilę nie ma żadnego sensu.

– Kilkudniowe detoksy od cukru nic nie dają, a wręcz szkodzą, zwłaszcza emocjonalnie. Najlepiej ograniczyć do minimum ilość słodkiego i przy tym pozostać. Taki detoks ma sens, bo robi się go raz, ale porządnie i na całe życie – tłumaczy dietetyk.

Istnieją różne strategie odstawiania cukru. Jeśli do tej pory był on dla nas tylko źródłem energii, wystarczy zmienić dietę. Jednak jeśli doszło już do przerostu grzyba Candida albicans, najprawdopodobniej potrzebna będzie konsultacja z lekarzem i leczenie antybiotykami.

Czasami słodycze mogą być dla nas pewnego rodzaju nagrodą albo przyjemnością lub kojarzyć się nam z różnymi emocjami, takimi jak: bezpieczeństwo, akceptacja, smutek czy samotność.

– W takim wypadku w strategii odstawiania trzeba przede wszystkim znaleźć zamienniki na te potrzeby, a nie słodziki jako zamienniki na cukier – radzi dr Golachowska.

Często zdarza się bowiem, że jesteśmy po prostu uzależnieni od słodkiego smaku.

– Receptor słodkiego może być pobudzany przez glukozę, fruktozę, sacharozę, maltozę, syropy i słodziki. Warto tu zaznaczyć, że od fruktozy (cukier owocowy) tyje się bardziej niż od sacharozy – mówi dietetyk.

Czym zastąpić cukier?

Decydując się na detoks, musimy być przygotowani na kryzys, czyli moment, w którym dopadnie nas silne pragnienie zjedzenia czegoś słodkiego. Najtrudniej bywa popołudniami i wieczorem. Dobrze jest mieć wtedy jakąś alternatywę.

– Zamiast ciastka na deser, można zjeść płatki wysokobłonnikowe z jogurtem, albo świeży dojrzały owoc. Z owocami nie należy jednak przesadzać, bowiem niektóre z nich zawierają bardzo dużo fruktozy – mówi Magdalena Golachowska.

Dobrą informacją jest to, że coraz więcej Polaków zdaje sobie sprawę z cukrowego problemu. Najlepszym dowodem na to jest rosnąca popularność, a co za tym idzie także coraz większy wybór żywności, która cukru nie zawiera.

– Coraz więcej osób poszukuje takich właśnie produktów, które zapewnią im zdrową i pełnowartościową dietę. Pomagają one nie tylko chorym, np. diabetykom, ale też wszystkim, którzy postanowili wyeliminować cukier ze swojego jadłospisu – mówi Magdalena.

Materiały prasowe MixIt

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Bezy francuskie z kremem kawowym i karmelem

Połączenie słodkiej bezy z kawą i słonym karmelem to uczta dla zmysłów. (fot. iStock)
Połączenie słodkiej bezy z kawą i słonym karmelem to uczta dla zmysłów. (fot. iStock)
Kto się boi bezy? Ten będzie musiał swój strach okiełznać. Kruchutkie, białe piękności budzą zachwyt i pożądanie, ale nierzadko też mnóstwo obaw, szczególnie u tych, którzy pragną zmierzyć się z nimi po raz pierwszy.

Tymczasem, nie taki diabeł straszny. Odrobina serca wystarczy, by odwdzięczyły się pięknym wyglądem oraz idealną kruchością. W przypływie słodkiej fantazji, wymyśliłam sobie bezy orzechowe z kremem o smaku kawy oraz słodko-słonym sosem karmelowym. Pojawiły się jednak wątpliwości, czy to aby nie za dużo szczęścia na raz. Ostatecznie więc, zamiast orzechowych, zrobiłam klasyczne bezy francuskie. Reszta pozostała bez zmian. Efekt przerósł moje oczekiwania. Beziki wyszły naprawdę fantastyczne.

Składniki

Bezy:
  • 4 białka (w temperaturze pokojowej)
  • 125 g cukru
  • 125g cukru pudru
  • szczypta soli
Krem:
  • 250ml śmietany kremówki
  • 250g mascarpone
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 4-5 łyżeczek bardzo drobno zmielonej kawy lub 2-3 łyżeczki kawy instant (rozpuszczonej w 1 łyżce gorącej wody)
Słony karmel:
  • 200g cukru
  • 2 łyżeczki wody
  • 120ml śmietany min. 12% 
  • 1/2 łyżeczki soli
Białka z dodatkiem soli zaczynamy ubijać na najniższych obrotach miksera, w miarę ubijania zwiększając prędkość. Gdy staną się białe, zaczynamy stopniowo, po łyżce, wsypywać cukier.

Kiedy piana będzie już sztywna i błyszcząca, wyłączamy mikser i delikatnie łączymy ją z cukrem pudrem.

Na papierze do pieczenia rysujemy kółka - ich wielkość uzależniamy od rozmiaru bezików, który chcemy finalnie uzyskać. Papier kładziemy na blasze. Kółka przy pomocy szprycy lub łyżki wypełniamy ubitą pianą. Połowie bezików nadajemy bardziej płaską formę, gdyż będą one stanowiły spody.

Blachę wkładamy do nagrzanego do 120 st. C piekarnika. Pieczemy około 1,5 godziny. Wyłączamy piekarnik, pozostawiając w nim bezy na co najmniej kilka godzin.

Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem. Następnie łączymy ją z mascarpone. Dodajemy kawę mieloną lub wlewamy ostudzony kawowy napar. Całość mieszamy.

Do garnuszka wsypujemy cukier. Zalewamy wodą. Mieszanie surowo wzbronione! Całość podgrzewamy, aż cukier się roztopi i lekko zbrązowieje (skarmelizuje). Wówczas wlewamy śmietanę (zawartość garnuszka mocno się wówczas wzburzy) i energicznie mieszamy. Na końcu wsypujemy sól. Sos zdejmujemy z ognia i zostawiamy do wystygnięcia.

Na bezach przeznaczonych na spody kładziemy grubą warstwę kremu. Przykrywamy je bezowymi wierzchami i polewamy sosem karmelowym.

  1. Kuchnia

Przepis na domową konfiturę z cytryn

Cytryny kocham przez cały rok, jednak tylko zimą przyrządzam z nich konfiturę. Wyrazistą, cierpko-słodką, szalenie wciągającą. (Fot. iStock)
Cytryny kocham przez cały rok, jednak tylko zimą przyrządzam z nich konfiturę. Wyrazistą, cierpko-słodką, szalenie wciągającą. (Fot. iStock)
Od grudnia do marca mój świat pachnie cytrusami. Co roku, niecierpliwie czekam na inaugurację sezonu. Stęskniona, zachłannie się rzucam, zwykle najpierw na pomarańcze. Potem swoje 5 minut mają mandarynki i sprawiedliwe, drugie 5 ich siostry - klementynki. Po drodze zawsze znajdę czas dla grejpfrutów. A cytryny kocham przez cały rok, jednak tylko o tej jego porze przyrządzam z nich konfiturę. Wyrazistą, cierpko-słodką, szalenie wciągającą. Spróbujecie?

  • cytryny 1 kg
  • cukier 1 kg
  • woda 4 szklanki
Cytryny bardzo starannie szorujemy w gorącej wodzie. Wkładamy do garnka, zalewamy zimną wodą i odstawiamy na 24 godziny. Nazajutrz zmieniamy wodę i gotujemy w niej cytryny przez 30 minut. Odcedzamy. Ponownie wkładamy do garnka i zalewamy świeżą wodą. Pozostawiamy na kolejne 24 godziny.

Następnego dnia wyjmujemy cytryny z wody i kroimy w kosteczkę, usuwając pestki. Z 1 litra wody i 1kg cukru zagotowujemy syrop. Wkładamy do niego rozdrobnione owoce i gotujemy na wolnym ogniu do czasu, aż cytryny staną się bardzo miękkie i przezroczyste, a konfitura osiągnie pożądaną konsystencję. Gotową i wrzącą przekładamy do wyparzonych i wydezynfekowanych słoików. Zakręcamy je i stawiamy do góry dnem do całkowitego wystygnięcia.

  1. Zdrowie

Uzależnienie od słodyczy. Coraz więcej osób traci kontrolę nad „cukrowym” nałogiem

Jedzenie słodyczy - nałóg naszych czasów, coraz trudniejszy do opanowania i niebezpieczny dla zdrowia. Prowadzić może do rozwoju insulinooporności i cukrzycy. Świadczy o tym, jak bardzo nie umiemy radzić sobie ze stresem (fot. iStock)
Jedzenie słodyczy - nałóg naszych czasów, coraz trudniejszy do opanowania i niebezpieczny dla zdrowia. Prowadzić może do rozwoju insulinooporności i cukrzycy. Świadczy o tym, jak bardzo nie umiemy radzić sobie ze stresem (fot. iStock)
Słodycze lubi prawie każdy. Coraz częściej spotykamy się jednak z problemem silnego uzależnienia, gdy „ochota na coś słodkiego” przechodzi w kompulsywne objadanie się. Kiedy tracimy kontrolę nad umiłowaniem do słodkości i wpadamy w „lepkie” sidła nałogu? – O coraz bardziej powszechnym zjawisku cukrowego uzależnienia mówi Mikołaj Choroszyński, psychodietetyk, autor książki „Uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”.

Jak poważnym problemem jest uzależnienie od słodyczy? Z czym spotyka się Pan na co dzień w swojej pracy psychodietetyka? Problemem ten dotyka osób w każdym wieku. Zauważyłem, że szczególnie zaognił się w czasie lockdownu, kiedy w marcu ludzie zamknięci w domach przestali radzić sobie ze stresem. Moje materiały odnośnie uzależnień od cukru, czy słodyczy zyskały znaczną popularność, a w ankietach większość osób zgłosiła mi, że cukier i słodycze oraz żywność komfortowa są dla nich poważnym zagrożeniem. Sam zauważyłem na swoich social mediach bardzo wzmożoną aktywność i dużo zapytań odnośnie tego, jak poradzić sobie z problemem uzależnienia, stąd też rozwiązaniem jest moja książka.

Przytoczyć mogę tutaj mój post, w którym zapytałem zebranych osób, czy uważają, że słodycze są dla nich problemem… i w przeciągu 2 godzin otrzymałem około 500 komentarzy. Niektóre z nich były naprawdę emocjonalne i chwytające za serce. To utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję, aby wyciągnąć dłoń do osób potrzebujących, które często nie znają drogi wyjścia z błędnego koła.

„Mam problem i to poważny. Jak jem słodkości to nie panuję nad tym. Chowam się przed mężem, córkami. Czekam tylko na okazję, włącznie z nocami…” – wypowiedź internautki
Czy mamy jakieś wiarygodne statystyki i badania z ostatnich lat w kwestii uzależnienia od cukru, na które warto się powołać? Kiedyś nikt nie uważał tego za problem... Faktycznie, kiedyś niewiele się o tym wspominało, ale nasze środowisko zmieniło się znacznie w przeciągu ostatnich 30 lat. Żywność wysoko przetworzona i komfortowa atakuje nas z reklam i stron internetowych. Wszechobecny stres i napięcie oraz brak sposobów radzenia sobie z trudnymi emocjami powodują, że łatwo jest sięgnąć po coś działającego doraźnie. W tym miejscu pojawiają się słodycze.

Nie mamy co prawda dokładnych danych statystycznych, jednak obserwuję tu pewną tendencję. Dobrze ją widać na przykładzie rozwoju insulinooporności. Szacuje się, że insulinooporność w najbliższych latach może dotknąć nawet 70% społeczeństwa. Natomiast nieleczona, w przeciągu 20-30 lat, może zamienić się w pełno wymiarową cukrzycę drugiego typu oraz szereg chorób metabolicznych, niezwykle niebezpiecznych dla zdrowia.

Problem uzależnienia od cukru jest tak istotny, że wszystkich pacjentów nie jestem w stanie przyjąć. Dlatego od maja prowadzę webinary na temat uzależnienia od słodyczy, przedstawiając skuteczne narzędzia do zmiany nawyków. Staram się, aby proces ten był łatwy i przyjemny. W moim przypadku bardziej przypomina on grę polegającą na poszukiwaniu sposobów i prowadzeniu pamiętnika.

Co powoduje, że tak łatwo uzależniamy się od cukru? Czy jednym z powodów jest to, że cukier obecnie dodawany jest do większości produktów? Smak słodki jest pierwszym smakiem jaki poznajemy dostając pokarm od mamy. W tym wypadku cukier dodawany do produktów spożywczych jest wynikiem naszego pożądania smaku słodkiego, a nie powodem dlaczego go pożądamy. Wystarczy nawet niewielka ilość dodana do produktów wytrawnych, by pobudzić zmysły odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Nasz organizm bazuje na glukozie, czyli cukrze prostym bez którego nie ma życia. Glukoza jest nam tak niezbędna, że potrafimy ją wytworzyć nawet z innych substratów, takich jak białka czy tłuszcze. Nawet w trakcie głodu organizm zawsze zachowuje odrobinę cukru, aby zasilać mózg i erytrocyty, czyli czerwone komórki krwi.

Mamy poza tym dobrze wykształcony sensor smaku słodkiego, stąd też dodaje się cukier do różnego rodzaju produktów, nawet tych wytrawnych, żeby podbić ich smakowitość, a nas pobudzić do zjedzenia większej ich ilości. W niektórych badaniach na zwierzętach cukier i pożądanie smaku słodkiego były silniejsze od narkotyków, takich jak metamfetamina czy kokaina, a zwierzęta wybierały częściej wodę, która była z rozpuszczoną glukozą niż z narkotykiem.

Jak wygląda mechanizm uzależnienia? W przypadku alkoholu, czy narkotyków mamy do czynienia ze stanem odurzenia. Palacz wchodzi w stan lekkiej euforii i ukojenia.  A co nam daje cukier? Mechanizm uzależnienia od słodkich produktów jest bardzo podobny do uzależnienia od alkoholu czy narkotyków. Cukier oddziałuje na mechanizmy nagrody bardzo silnie, więc wydziela produkcję dopaminy - ważnego neurotransmitera, który odpowiada za utrzymanie naszej motywacji. System ten jest również zaangażowany w powstawanie uzależnienia. Dostarczając substancję psychoaktywną wyzwala się całą kaskadę endorfin dających nam niesamowite uczucie przyjemności. Jednak z  czasem układ nerwowy staje się odporny, więc dawka zaczyna wzrastać, aby dać ten sam poziom przyjemności…  czyli mamy tutaj znowu bliźniaczy mechanizm, jak w przypadku uzależnienia od innych substancji.

„Dla mnie słodycze stały się problemem, który spędza mi sen z powiek. Mówię często o sobie, że jestem gorsza od alkoholika. Jak idę w tango, to niekiedy 2-3 tygodnie jem tylko słodycze, od rana do wieczora.” – wypowiedź internautki
Opinie, którymi dzieliły się ze mną niektóre osoby, były naprawdę poruszające. Część osób jest w stanie powstrzymać się od cukru, zrobić sobie cukrowy detoks. Jednak później, jeśli chociaż kęs słodkiego pojawia się w ich diecie, wpadają w ciąg, który może trwać tygodniami lub nawet miesiącami. Zupełnie jak alkoholik po pierwszej lampce czy kieliszku. Spotkałem się z przypadkami osób, które w takim ciągu potrafią od rana do wieczora jeść same słodycze. Dziennie kilka tabliczek czekolady i jakieś ciasteczka, nie jedząc żywności konwencjonalnej. Żadnej kanapki, żadnego warzywa, nic.

Czy częściej uzależniają się kobiety, czy mężczyźni? Jest to wyjątkowo interesujące pytanie, ponieważ sam szukam na nie odpowiedzi. Zauważyłem, że większość osób, zgłaszających się do mnie lub biorących udział webinarach, to blisko w 95% kobiety. Praktycznie wszystkie 500 komentarzy pod moim postem było napisanych przez kobiety. Z pewnością zachodzą pewne różnice w fizjologii mężczyzn i kobiet, to też zauważa się w przypadku uzależnienia od alkoholu czy nikotyny (kobiety mają większe skłonności do uzależnień według niektórych badań). Natomiast ja zastanawiam się, czy kobiety po prostu nie szukają części pomocy opowiadając o swoim problemie. Mężczyźni są bardziej skryci, a w naszym społeczeństwie mężczyźni nie potrafią opowiadać otwarcie o swoich emocjach i potrzebach… co też przekłada się na długość życia (statystycznie żyją około 8 lat krócej niż kobiety). Różnice te zacierają się w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie panuje większa świadomość. Tak więc problem może dotyczyć również mężczyzn, tylko, być może, nie ma społecznego pozwolenia na to, aby mężczyzna otwarcie mówił o swoich słabościach.

Niektórzy wybierają tak zwane „zdrowe rozwiązania”: miód, syrop daktylowy lub inny, ksylitol – czyli zdrowsze zamienniki, niby pod kontrolą, ale tak naprawdę pokazują, że ze słodkiego smaku po prostu nie mogą czasem zrezygnować… Zawsze lepsze rozwiązanie będzie miało również lepsze korzyści dla zdrowia. To, że łakniemy smaku słodkiego jest faktem. W książce opisuję zasadę 80/20: jeżeli zadbamy odpowiednio o swoje żywienie to nawet, gdy produkty przetworzone będą stanowiły 20% kaloryczności diety, organizm jest w stanie to obciążenie wytrzymać. Nasze zalecenia żywieniowe wskazują, żeby ilość cukru w diecie nie przekraczała 10%, co dla przeciętnej osoby wynosi około 50 g. (czyli równowartość czterech łyżek cukru lub dwóch łyżek miodu)… a weźmy pod uwagę fakt, że cukier dodawany jest również do produktów, które normalnie konsumujemy, takich jak płatki śniadaniowe, sosy, dressingi, gotowe dania garmażeryjne, czy jedzenie serwowane na mieście. Cukier pojawia się w napojach, jogurtach, nawet w wędlinach znajdziemy dodatek cukru. U niektórych pacjentów, z którymi współpracuję, całkowita rezygnacja jest jedynym wyjściem, żeby wyrwać się z nałogu. U innych wystarczy więcej samokontroli.

„Dopóki nie musiałam przestać jeść ich całkiem, nie sądziłam, że jestem uzależniona. Przy odstawianiu był problem. Walczyłam kilka razy, po kilka tygodni, miesięcy…” – wypowiedź internautki
W swojej książce „Uzależnienie od słodyczy” porusza Pan temat wychodzenia z nałogu i odzyskiwania kontroli nad nawykami żywieniowymi. Jak można z tego wyjść? Proponuję mój autorski 5-stopniowy model zmiany nawyków żywieniowych FitMIND, gdzie przechodzimy przez 5 etapów. Etap pierwszy to zatrzymanie procesu, etap drugi to odzyskanie kontroli nad zachowaniem, etap trzeci to zmiana zachowania i dopiero etapem czwartym jest wprowadzenie indywidualnego modelu odżywiania. Z kolei etap 5, moim zdaniem najważniejszy, to utrzymanie nowych nawyków. Warto zwrócić uwagę na to, ile osób jest w stanie zrzucić kilogramy, albo zrezygnować z cukru, jednak dlaczego prawie nikt nie jest w stanie tego utrzymać? Jeżeli mamy ograniczone zasoby, energię i czas to warto skierować na ten ostatni etap szczególną uwagę rozpoczynając współpracę ze specjalistą. Natomiast wiele osób, zaczynając zmianę i chcąc zrezygnować z cukru czy słodyczy, zaczyna od razu od diety. Więc przeskakują trzy pierwsze etapy! Bez przejścia poprzez poszczególne stopnie nie ma możliwości trwałej zmiany nawyków i wyeliminowania słodyczy na dobre, a właściwie do odzyskania nad nimi kontroli, bo to jest celem całej terapii.

Na jak długą pracę nad sobą trzeba się przygotować rzucając „słodyczowy” nałóg? Ile czasu trwa proces wychodzenia z nałogu? Ma Pan liczne doświadczenia w pracy z takimi osobami. Uważa się, że im dłużej trwa niechciane zachowanie, tym więcej czasu będzie trzeba przeznaczyć, aby z niego całkowicie zrezygnować. Tak więc na pierwszy etap potrzeba około dwóch miesięcy, lecz żeby go utrwalić potrzeba jednego miesiąca na każdy rok trwania niechcianego nawyku. Tak więc, jeżeli od pięciu lat słodycze są problemem to będzie potrzeba 2 miesięcy wychodzenia + 5 miesięcy utrzymania - czyli regularnej pracy, aby trwale pozbyć się tego nawyku. Wiem, że wydaje się długo, dlatego przedstawiam sposoby na to, aby praca nad nowym nawykiem była ekscytująca i pełna zabawy. Można dobierać różne rozwiązania, żonglować nimi i wszystko notować w dzienniku, aby znaleźć najlepszą drogę dla siebie. Wiedzę z książki przekazuję też od maja na webinarach, które są praktycznym rozwiązaniem pokazującym jak wprowadzić nawyk w życie. Dodatkowo prowadzę grupę „uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”, w której wzajemnie sobie pomagamy i dzielimy się swoimi trudnościami oraz sukcesami. Grupa prężnie się rozrasta, więc serdecznie zapraszam wszelkie osoby, które szukają pomocy lub wsparcia.

„Potrafię wyjść do sklepu po np. sól, a wrócić z torbą słodyczy…” – wypowiedź internautki
Co może być skuteczną motywacją dla cukrowego nałogowca, żeby wyjść z uzależnienia? Hasło „Zdrowie”, jak wiadomo, nie działa na każdego… Przede wszystkim potrzebna jest wiedza i świadomość. Zdrowie może być tylko pustym hasłem, lecz jeżeli poznamy, co kryje się po drugiej stronie - z pewnością dokonamy właściwych wyborów, aby chronić nasze zdrowie i nasze życie. W imię zasady, że lepiej być zdrowym biedakiem niż schorowanym milionerem. Jak mawiał pewien indyjski filozof odnośnie palenia papierosów „możesz palić papierosy, lecz proszę cię, rób to świadomie. Jeżeli ze świadomością będziesz palił każdego papierosa to nie rzucisz palenia, bo rzucane palenie ma tendencję do powrotu. Paląc świadomie papieros sam wypadnie z ręki”. Badania to potwierdzają, że wystarczy przed posiłkiem zastanowić się, chociaż przez chwilę, jak wpłynie on na moje zdrowie? Czy jedząc słodycz nie pozbawiam  się możliwości zjedzenia czegoś dużo bardziej odżywczego, regenerującego i wspierającego pracę mojego organizmu? W końcu jesteśmy tym, co jemy.

Fragment książki „Uzależnienie od słodyczy”

...Mechanizm ten może wyglądać następująco. Nie wysypiasz się tyle, ile potrzebujesz. Organizm odczuwa zmęczenie jako stres, więc sięgasz po coś na ząb, by złagodzić nieprzyjemne objawy. W wielu badaniach potwierdza się, że nawet godzina snu mniej, wiąże się z większą zachcianką na słodycze i jedzenie komfortowe oraz większą ilością spożywanych kalorii. Różnice były spore, średnio sięgały 385 kcal dziennie! Ponadto wiele osób konsumuje dodatkowe kalorie całkowicie podświadomie. Przeważnie w postaci smakowitych dodatków lub przekąsek. Czasami w ciągu dnia skuszą się na jakąś słodycz w przelocie lub wieczorem chapną coś w kuchni na stojąco. Co ciekawe zapytani później, nawet tego nie pamiętają.

Tak więc przykładowy dzień po krótszej nocy może wyglądać Tak: Rano nie mamy energii, aby wstać, przesuwamy moment wyjścia z łóżka do ostatniej chwili. W ciągu dnia jeszcze wszystko jest ok. Można ratować się kawą, herbatą czy energetykiem (pamiętajcie, że herbata jest również mocnym stymulantem!). Często w ciągu dnia stymulanty działają tak skutecznie, że nie odczuwamy efektów niedospania. Problem zaczyna się wieczorem. Po całym dniu w pracy czy szkole wracamy do domu i całkowicie puszczają wszystkie hamulce. Nie ma już wystarczająco siły na trzymanie mentalnej gardy, a siły nie ma, bo noc była zarwana... Wracając więc do domu, wieczorem zaczyna się uaktywniać syndrom szperacza-podjadacza.

Błędne interpretowanie sygnałów płynących z naszego organizmu i nieumiejętność prawidłowego nazywania emocji ma też swoją fachową nazwę - aleksytymia. Aleksytymię można porównać do daltonizmu. W jednym zaburzeniu nie rozpoznaje się kolorów, nie można więc dokładnie opisać tego, co się widzi. W drugim zaburzeniu, nie można trafnie opisać tego, co się czuje, więc trudno znaleźć prawidłowe sposoby na poprawę samopoczucia...

Mikołaj Choroszyński jest magistrem żywienia i dietetyki oraz absolwentem studiów podyplomowych na kierunku psychodietetyka (Uniwersytet SWPS), obecnie w trakcie doktoryzacji z nauk medycznych. Jest wykładowcą akademickim w Wyższej Szkolenie Inżynierii i Zdrowia w Warszawie i Warszawskiej Uczelni Medycznej im. Tadeusza Koźluka oraz właścicielem poradni dietetycznej Bdieta. Specjalizuje się w dietetyce klinicznej. Jest także autorem pierwszej na polskim rynku książki o diecie przeciwdziałającej chorobom neurodegeneracyjnym „Dieta MIND. Sposób na długie życie”. Od maja 2020 prowadzi darmowe webinaria i grupę wsparcia w zakresie radzenia sobie z uzależnieniem od tzw. comfort foods (słodycze, fast food, słone przekąski).

  1. Zdrowie

Cukrzyca - jak możemy się przed nią uchronić?

Regularne monitorowanie poziomu cukru we krwi pozwala trzymać chorobę w ryzach. (Fot. iStock)
Regularne monitorowanie poziomu cukru we krwi pozwala trzymać chorobę w ryzach. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Na cukrzycę zapada coraz więcej osób i to w coraz  młodszym wieku. Przyczyny tego zjawiska wbrew pozorom nie kryją żadnej straszliwej tajemnicy: tkwią w diecie. Dlaczego? – tłumaczą specjaliści

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Jednym z czynników ryzyka wystąpienia cukrzycy typu II (insulinoniezależnej), która stanowi ok. 80 proc. przypadków, jest nadwaga. Czasem nawet pięć nadprogramowych kilogramów może dać początek chorobie. W przypadku zaś cukrzycy typu I (insulinozależnej) znaczenie ma także rodzaj produktów, jakie jadamy. Ustalono, że nadmiar mleka i jego pochodnych może przyczynić się do pojawienia się choroby. Jej rozwojowi może też sprzyjać naprzemienne głodzenie się i objadanie, bo trzustka bardzo źle znosi taką „kaloryczną huśtawkę”. Niezwykle istotne jest więc to, w jaki sposób zrzucimy zbędne kilogramy i ustabilizujemy metabolizm. Najlepszy sposób polega na spożywaniu nieprzetworzonych, niskokalorycznych i niskotłuszczowych produktów z przewagą węglowodanów złożonych. Powinny zawierać odpowiednią ilość składników odżywczych i przeciwutleniaczy (ich niedobór przyspiesza tycie!). Warto też wiedzieć, że produkty, takie jak marchew, fasola, awokado, czosnek, płatki owsiane oraz otręby owsiane i pszenne, zawierają naturalne substancje normalizujące poziom glukozy we krwi. Ważne jest jednak nie tylko to, co jemy, lecz również jak. Najlepiej jeść pięć razy dziennie niewielkie porcje, wtedy bowiem łatwiej utrzymać właściwy poziom cukru we krwi, zapobiec napadom głodu i uregulować przemianę materii.

Zachęcam do regularnego zażywania leków homeopatycznych (Kreosotum, Taraxacum czy Yucca), które zapobiegają cukrzycy oraz ograniczają ryzyko powikłań, jeśli choroba została już stwierdzona. Ale odradzam przyjmowanie ich na własną rękę, bo rodzaj specyfiku i dawki może ustalić tylko lekarz.

Herbatka ochronna

Doskonałym dodatkowym sposobem chroniącym przed rozwojem cukrzycy jest regularne picie naparu z kłącza perzu, ziela rdestu ptasiego i liścia szałwii (po 50 g). łyżkę wymieszanych ziół zalewamy szklanką wrzątku i odstawiamy na 20 minut. Przecedzamy i pijemy po obiedzie przez 5 dni w tygodniu. Kurację można stosować wiele miesięcy.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej 

Ajurweda widzi cukrzycę jako problem metaboliczny wywołany przez nadmiar energii vata i kapha - łączy ją też z zaburzeniami trawienia. Jak uchronić się przed cukrzycą? A jeśli już ją stwierdzono, jak zniwelować jej skutki? Odpowiedź jest jedna – zasadnicza zmiana diety i przyzwyczajeń żywieniowych. Dzięki niej odpocznie układ pokarmowy, wzmocni się metabolizm i obniży poziom cukru we krwi.

Dzień rozpoczynamy od szklanki ciepłej wody z łyżką soku z cytryny. Śniadanie powinno się składać, przykładowo, z 2 kromek chleba pełnoziarnistego z masłem i szklanki ciepłego przegotowanego mleka. Pół godziny później można zjeść jakiś sezonowy owoc. Na lunch wybieramy ugotowane na parze warzywa, np. kalafior, kabaczek, pomidor, szparagi, rzepę. Można je zastąpić zupą warzywną. Dobrym dodatkiem są: pieczywo pełnoziarniste oraz kiełki, sałata, fasola mung, ryż (w niewielkich ilościach), lekkostrawne rośliny strączkowe (np. soja). Warto codziennie pić odpowiednik indyjskiej maślanki, czyli jogurt naturalny zmiksowany z wodą (1:1) ze szczyptą soli oraz ewentualnie kminkiem. Po południu dobrze nam zrobi szklanka herbaty ziołowej lub świeżo wyciśniętego soku z ulubionych warzyw. Na obiad wystarczą gotowane warzywa, kiełki, serek wiejski (indyjski panir), talerz surówek z sezonowych warzyw. Jeśli nadal będziemy głodni, posiłek można uzupełnić kromką pełnoziarnistego pieczywa. Przed snem wypijamy szklankę przegotowanego ciepłego mleka.

Surowe owoce i warzywa są dopuszczalne, ale nie przesadzajmy z ich ilością. Bezwzględnie odstawmy kawę, czarną herbatę, alkohol oraz produkty z rafinowanej mąki. Oczywiście stanowczo odradzam palenie papierosów.

Pamiętajmy o codziennej dawce ruchu – niech to będzie choćby półgodzinny spacer. Polecam ćwiczenia jogi, bo działają detoksykująco i stymulująco na narządy wewnętrzne, w tym trzustkę. Powinniśmy jednak znaleźć nauczyciela jogi, który dobierze odpowiednie dla nas pozycje.

Popraw metabolizm

Poprawę stanu zdrowia uzyskamy, stosując regularnie produkty, które polepszają przemianę materii i regulują poziom cukru we krwi:

  • Zmieloną kozieradkę lub kurkumę spożywamy 2 razy dziennie po 1/2 łyżeczki z ciepłą wodą. Kurkuma jest skuteczniejsza po zmieszaniu w proporcji 1:1 z owocem amla.
  • Sok ze świeżej kareli (50 ml) pijemy codziennie rano na pusty żołądek. Warzywo to po ugotowaniu można także zjeść na lunch czy obiad. (Wszystkie trzy produkty regulują poziom cukru we krwi).
  • Zioła o nazwie Triphala (łyżeczkę) zażywamy z ciepłą wodą lub mlekiem każdego wieczoru – oczyszczają jelita i krew oraz wzmacniają ogień trawienny.

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Ta przewlekła choroba na ogół daje o sobie znać między 40. a 60. rokiem życia. Medycyna mongolska jej profilaktykę i leczenie uzależnia od ochrony i regeneracji wątroby, która – niczym wielka oczyszczalnia – usuwa z organizmu toksyny, a także współodpowiada za trawienie. Gdy jej praca jest zaburzona, odbija się to głównie na sercu i trzustce. Wtedy może pojawić się miażdżyca i – coraz częstsza ostatnio – cukrzyca. Dlatego kontrolujmy przynajmniej raz w roku, czy poziom cukru we krwi nie przekracza 120 mg/dl, czy nie ma cukru w moczu, a także czy wątroba pracuje prawidłowo (świadczą o tym wartości tzw. transaminaz). Jeśli któryś z wyników odbiega  od normy, trzeba skonsultować się z lekarzem, zwłaszcza gdy dodatkowo występują takie objawy, jak chudnięcie, wzmożone pragnienie i oddawanie moczu, ciągłe zmęczenie i świąd skóry.

W wielu przypadkach w początkach cukrzycy, szczególnie typu II, można ją opanować za pomocą właściwej diety i indywidualnie dobranych zabiegów, np. akupunktury. Dzięki temu nie dochodzi do groźnych powikłań, jak jaskra czy tzw. stopa cukrzycowa.

Zarówno osoby narażone na wystąpienie tej choroby (np. z powodu otyłości), jak i już na nią cierpiące powinny przestrzegać kilku podstawowych zaleceń. Unikać pokarmów ciężkostrawnych, tłustych, ostro przyprawionych i kwaśnych, bo podrażniają wątrobę. Z tego samego powodu muszą ograniczyć alkohol i kawę. Absolutnie konieczne jest pozbycie się nadwagi, najlepiej pod okiem lekarza.

Solenie organizmu

Polecam systematyczne kąpiele z użyciem soli z Morza Martwego lub soli bocheńskiej. Oczyszczają organizm z toksyn, poprawiają przemianę materii oraz dostarczają skórze cennych minerałów i niwelują jej świąd (częsty objaw przy cukrzycy). Kąpiel w soli robimy sobie co drugi dzień przez dwa–trzy tygodnie, kurację można powtarzać po tygodniu bądź dwóch tygodniach przerwy.

  1. Zdrowie

Dieta Dąbrowskiej - efekty, zasady postu leczniczego Dr Dąbrowskiej

Dr Ewie Dąbrowskiej marzy się własna klinika, żeby móc nie tylko leczyć w niej cięższe przypadki pod stałym nadzorem, lecz także szkolić następców (Fot. archiwum prywatne)
Dr Ewie Dąbrowskiej marzy się własna klinika, żeby móc nie tylko leczyć w niej cięższe przypadki pod stałym nadzorem, lecz także szkolić następców (Fot. archiwum prywatne)
Dieta Ewy Dąbrowskiej - słyszał o niej każdy, kto interesuje się zdrowym odżywianiem. I nic dziwnego, bo swoją dietę warzywno-owocową propaguje już od 30 lat. Przez ten czas post Dąbrowskiej praktykowało tysiące osób. Dla nich dr Ewa Dąbrowska to autorytet. Ale ma też krytyków uznających jej propozycje za zbyt radykalną. Niechętnie udziela wywiadów, bo, jak mówi, nie zależy jej na rozgłosie, tylko na zdrowiu ludzi. Dla nas zrobiła wyjątek.

Nadzoruje pani leczenie w wielu ośrodkach, przyjmuje pacjentów, pisze książki, wykłada. Skąd ma pani na to siłę? Ze swojej diety?
Nie jestem na tej diecie cały czas. Ale moje odżywianie bardzo się zmieniło w porównaniu do tego, jakie było kiedyś. Poszerzam wiedzę na temat tego, co jest zdrowe, i to jem.

Czyli co dokładnie?
Warzywa, w tym zielone, owoce, nieoczyszczone ziarna, orzechy, dobre oliwy, kiszonki, ryby i czasami jajka. Raz w tygodniu, w piątki, jem tylko warzywa, przede wszystkim surowe, nawet ich nie mieszam w sałatki, tylko po prostu chrupię. Natomiast w moim żywieniu nie ma mięsa ani nabiału, no i oczywiście cukru. Nie kupuję go od lat, w domu używamy miodu, jemy owoce i bakalie. Staram się pić dużo rozmaitych soków, zwłaszcza z zielonych warzyw, bo po prostu dobrze się po tym czuję.

Niedobór białka w pani diecie krytykują lekarze.
Człowiek dorosły, który już nie rośnie, nie potrzebuje aż tyle białka. Wiele chorób cywilizacyjnych pochodzi z przebiałczenia.

A dzieci potrzebują?
Widziałam dzieci, którym rodzice wykluczali białko z diety, i one słabo rosły. Dlatego uważam, że dzieci powinny jeść białko z dobrych źródeł. Natomiast nam, dorosłym, nadmiar białka nie służy. A to między innymi dlatego, że ma czynniki stymulujące podziały komórek, co nie jest obojętne dla zdrowia. W naukowych artykułach pisze się o związku jedzenia nabiału z przerostem prostaty lub rakiem piersi czy prostaty, a mięsa – z różnymi zwyrodnieniami, naroślami, rozrostami, także nowotworowymi, i miażdżycą. Z tym, że jedni ludzie, genetycznie obciążeni, będą narażeni na te choroby bardziej, inni mniej.

Pani dieta, mówi się o niej post Dąbrowskiej, jest bardzo restrykcyjna, nie ma w niej nie tylko białka, cukru, ale także tłuszczów. Czy to nie ryzykowne? Niektóre witaminy, w tym A, przyswajają się tylko z tłuszczami.
Popatrzmy na zwierzęta. Nawet te najsilniejsze, jak szympansy, goryle, krowy, jedzą tylko rośliny i nic im nie brakuje. Nie stwierdzono, żeby miały braki witaminy A. Dokładnie badałam naszą dietę, zawiera pięciokrotnie mniej białka i cukru, dużo beta-karotenu, ma także tłuszcze, choć w ilości 20-krotnie niższej niż w normalnym jadłospisie. Probiotyki zamieniają błonnik w kwas masłowy, który też jest tłuszczem, dlatego nie ma żadnych problemów z przyswajaniem witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.

Krytycy podnoszą zarzut, że w tak ubogiej diecie może brakować mikroelementów.
To jakieś nieporozumienie! Trudno sobie wyobrazić, żeby człowiek na diecie warzywno-owocowej dostawał ich za mało. W warzywach mamy potęgę nie tylko mikroelementów, ale też witamin, polifenoli, chlorofilu. Nasza dieta to prawdziwy zastrzyk minerałów i najzdrowszych bioaktywnych substancji.

Nie ma więc obaw, że dieta mogłaby coś zaburzyć w organizmie?
Żadnych. Jedząc warzywa i owoce, niczego nie ryzykujemy. Problem może być tylko taki, że trzeba redukować pewne leki, na przykład w insulinooporności. Bo jeżeli chory na diecie nie obniży insuliny, może mieć bardzo poważne niedocukrzenie. Opublikowałam trzy artykuły na temat tego, co nasza dieta robi z organizmem po dwóch, czterech, sześciu tygodniach.

I co robi?
Obniża tylko to, co jest za wysokie, co mogłoby zagrażać zdrowiu. Na przykład wagę, a co za tym idzie – zły cholesterol, nadmiar kwasu moczowego. Jednocześnie podwyższa zbyt niskie parametry do poziomu normy, natomiast wszystko, co dobre dla zdrowia, utrzymuje się w normie. To niemożliwe, żeby post spowodował niedobór czegoś potrzebnego dla zdrowia.

Podkreśla pani, że w pani poście chodzi nie o to, żeby schudnąć, ale żeby uruchomić mechanizmy samouzdrawiające. Na czym to samouzdrawianie polega?
Długo tego sama nie rozumiałam. No bo jak wytłumaczyć fakt, że gdy jemy jarzyny, to zły cholesterol się obniży, a dobry wzrośnie? Dlaczego rośnie to, czego ktoś ma za mało, na przykład albuminy (białko), których poziom w czasie postu się zwiększa, choć wyjściowo było ich za mało, a białek prawie nie jemy? A jak to się dzieje, że ilość zapalnych białek gamma-globuliny obniża się, jeśli była wysoka, ale zawsze do poziomu normy? Przez wiele lat zajmowałam się porfirią skórną, rzadko spotykanym zaburzeniem przemiany porfiryn, i próbowałam zrozumieć, dlaczego pacjenci, u których stwierdzałam braki kwasów tłuszczowych omega-3 w krwinkach, po dwóch tygodniach warzywnej diety mieli je już w normie, mimo że nie jedli żadnych olejów omega-3.

Już pani to zrozumiała?
Tak, wiadomo to dzięki epokowemu odkryciu, jakim było zidentyfikowanie w 2000 roku ludzkich genów. Okazało się, że mamy ich od 20 do 25 tysięcy. Nawet nie umiem znaleźć słowa, jak wspaniale skonstruowany jest nasz materiał genetyczny. To majstersztyk. Geny reagują na wszystko, co nas otacza: na aktywność ruchową, myślenie, stres, życie duchowe i oczywiście jedzenie. Na przykład jemy białko i organizm doskonale wie, że w tym momencie trzustka powinna „wyprodukować” sok trawiący białko, a nie sok trawiący węglowodany. W genach mamy zakodowaną normę, a post naprawia geny i dlatego przywraca do normy wszystkie przemiany – stąd pochodzi samouzdrawianie. Czy to nie wspaniałe?! To jest właśnie ta genialna „rozmowa” jedzenia z naszymi genami, one bezbłędnie odpowiedzą na każdy sygnał.

I w tej „rozmowie” tkwi tajemnica działania tej diety?
Tak, to warunek niezbędny, bez tej „rozmowy” człowiek by nie przeżył w środowisku, gdyż stale musimy się adaptować do zmieniającego się otoczenia. Ale jeżeli jemy zbyt dużo białka, bo lubimy, i przekraczamy swoje normy, to białko będzie odkładane, co też zależy od genetyki. Mogą wtedy pojawić się ostrogi piętowe i przykurcze stawów. Na naszej diecie dostarczamy wielokrotnie mniej białka niż w normalnej diecie, więc organizm nadmiary „zjada”, co nazywa się autofagią. To najwspanialszy mechanizm samoleczący, za którego odkrycie Japończyk Yoshinori Ōsumi otrzymał w 2016 roku Nagrodę Nobla.

Słyszałam, że to pani należy się ten Nobel, bo w swojej diecie już dawno wykorzystała pani ten mechanizm.
To zdecydowanie przesadzone głosy. Ja po prostu od dawna przeczuwałam, że nasz organizm, tak fenomenalnie skonstruowany i tak genialnie działający, nie może być pozbawiony mechanizmów samonaprawczych. To wydawało mi się niemożliwe. I pisząc pracę naukową, wpadłam na to, że tym mechanizmem, który włącza – jak kluczem – samoleczenie, jest post. Potem zostało to nazwane autofagią. Ale żeby autofagię uruchomić, trzeba gwałtowne odciąć dostarczanie węglowodanów i białka.

A nie wystarczy w tym celu po prostu mniej jeść, ale wszystko?
Nie. Gdy stosujemy dietę niskokaloryczną, możemy, owszem, wyszczupleć, ale nie uruchomimy samoleczącego mechanizmu, który włącza odstawienie węglowodanów i białek. Samo to, że w naszej diecie jest mało cukru, hamuje produkcję insuliny. To niesłychanie istotne, bo insulina nakręca bardzo wiele procesów odkładania: miażdżycy, tłuszczu.

Co się dzieje w organizmie, gdy dochodzi do autofagii?
Może zobrazuję to przykładem: oddajemy popsuty samochód do kasacji, a mechanik mówi, że można go naprawić – wyjąć zepsutą część, np. akumulator, i wstawić nową. No więc jeżeli tym autem jest nasza komórka, to ją też można naprawić. I takie zadanie spełnia nasz „mechanik”, czyli post – wymienia np. zniszczone mitochondria, które produkują w komórce zbyt mało energii (z jedzenia), i w ich miejsce wstawia nowe, zdrowe mitochondria. Na tym właśnie polega autofagia – to takie sprzątanie wszelkich zwyrodniałych struktur i białek w komórkach, także bakterii i wirusów. Po co więc niszczyć cały organizm leczeniem inwazyjnym, skoro możemy leczyć tylko to, co jest chore, nawet w komórce. A w procesie autofagii właśnie tak się dzieje.

Nie ma niepożądanych skutków ubocznych?
Niektórzy mają tak zwane kryzysy ozdrowieńcze w postaci bólów głowy, wysypek, biegunki, stanów podgorączkowych. To objawy eliminacji toksyn, które świadczą o włączeniu samoleczenia. Na szczęście są krótkotrwałe. Na początku trochę się martwiłam, bo niektórym osobom w czasie postu spadała liczba białych krwinek biorących udział w budowaniu odporności. Ale niedawno odkryto, że w procesie autofagii niszczone są wszystkie stare formy krwinek białych. Mamy na szczęście jeszcze komórki macierzyste, które post aktywuje, nie jest ich za wiele, ale dają gwarancję, że dzięki nim odtworzy się nam cały układ immunologiczny. Regeneracja na naszym poście jest spektakularna, odmładzamy się, umysł lepiej pracuje, poprawia się odporność, ruchy stają się sprężyste.

Jak długo trzeba pościć, żeby ten efekt osiągnąć?
Dużo ludzi zadaje mi to pytanie, a ja odpowiadam: tego dowiem się od was. Uważam, że sześć tygodni to optymalny czas, choć zdarzają się osoby, które tylko tak się żywią, ale ja tego nie popieram.

Dlaczego?
Bo badania pokazują, że podstawą zdrowej diety są warzywa, owoce i ziarna, a w naszej diecie ziaren nie ma. A nie ma, bo odcinamy dowóz kalorii i także białka, cukrów i tłuszczów. Tymczasem różne pestki, nasiona, orzechy, strączki są bardzo odżywcze i przerwałyby post. Włączenie ich do zdrowej diety już po poście, z dodatkiem ryb, utrzymuje nasz organizm w zdrowiu.

A co z nabiałem, dlaczego nam ma szkodzić?
Człowiek pierwotny nie znał krowy, miał geny zaprogramowane głównie na warzywa, owoce i ziarna. Krowa, podobnie jak zboża, pojawiła się dopiero 10 tysięcy lat temu. To dla naszych genów za krótki czas na przeprogramowanie i u wielu osób, zwłaszcza obciążonych genetycznie, geny „nie rozumieją” mleka czy glutenu zbóż. Niedostrojone geny odpowiadają na „obce” sobie jedzenie atakiem przeciwciał, podobnie jak na przykład na bakterie. Dlatego trzeba wykonać test na nietolerancje pokarmowe, który wykrywa te przeciwciała, i wykluczyć takie pokarmy z diety.

Jakiś przykład skutków nietolerancji pokarmowej?
Hashimoto to choroba autoagresywna, która polega na tym, że organizm wytwarza przeciwciała niszczące tarczycę. Okazuje się, że są to reakcje krzyżowe. To znaczy, że te same przeciwciała przeciwpokarmowe są także tymi niszczącymi tarczycę. Badałam częstość nietolerancji pokarmowych w tej chorobie i okazało się, że aż 90 proc. chorych ma nietolerancję na białka zbóż, czyli chleb, nawet razowy, tak więc te osoby nie powinny jeść chleba ze zbóż, tylko z gryki albo chleb jaglany. A nasz post skutecznie obniża przeciwciała przeciw tarczycy.

Z tego, co pani mówi, wynika, że wszyscy możemy sobie pomóc w prosty sposób. Dlaczego nie korzysta z pani doświadczeń medycyna?
To pytanie nie do mnie. Jako lekarz pracowałam bardzo wiele lat w klinice, na oddziale chorób wewnętrznych, i byłam przekonana, że leczenie, które stosuję, jest prawidłowe. Bo rzeczywiście leki zawsze dawały efekty: spadał poziom cukru, cholesterolu, wyrównywało się ciśnienie.

Tylko leków nie można odstawić.
No właśnie. Dlatego zaczęłam szukać innych metod, żeby zlikwidować przyczynę chorób, a nie skutek.

Niektórzy zarzucają pani, że dieta dietą, a potem przychodzi efekt jo-jo.
Po poście ważna jest zmiana stylu życia i praktykowanie okresowych postów, żeby uchronić się przed efektem jo-jo. Dlatego od dawna stawiam na edukację, uświadamianie ludzi. Tu, w ośrodkach, wygłaszam kilkugodzinne prelekcje, jak stosować dietę i jak z niej wychodzić, odsyłam do książek moich i mojej synowej.

Nie wszystkich stać na pani kurację.
Można zrobić ją samemu. Informacje na temat diety są powszechnie dostępne. Założyliśmy z synem Instytut Promocji Zdrowia pod moim nazwiskiem, w ramach którego prowadzimy różne akcje na temat zdrowego żywienia, stworzyliśmy aplikację (ewadabrowska.com.pl), kanał na YouTubie. Mamy ponadto grupę facebookową, ludzie dzielą się doświadczeniami, co jest bardzo pomocne, bo w czasie postu potrzeba wsparcia. Więcej informacji znajduje się na mojej stronie internetowej (www.ewadabrowska.pl).

Jak żyć, żeby zapobiegać chorobom?
Zawsze w zgodzie z naturą, ale tego musimy się na nowo uczyć. Tak jak wszystko we wszechświecie podlega prawom, tak samo prawom podlega styl życia człowieka, również duchowość, którą regulują przykazania Dekalogu. Ważne są sen, ruch, brak stresu. No i zdrowe jedzenie, w tym zieleniny, a wśród niej jej prawdziwego króla, czyli jarmużu. Dobrze jest też choć raz w tygodniu robić sobie posty warzywne.

Ma pani jakieś inne życie poza pracą?
Tak, rodzinę, ogród. Gotuję, sprzątam, szyję, ale też uwielbiam czytać, ciągle szukam wiedzy na temat żywienia, to moja pasja. Zauważyłam, że jeżeli rozmawiam z osobą, która przeszła tę dietę i uzyskała efekty, to mnie to szalenie ładuje, dodaje mi to skrzydeł.

Pani marzenia?
Marzy mi się własna klinika, żeby móc nie tylko leczyć w niej cięższe przypadki pod stałym nadzorem, lecz także szkolić następców. Mam świadomość, jak bardzo potrzeba wieloośrodkowych badań naukowych dotyczących naszego postu warzywno-owocowego, aby stać się wiarygodnym. Hipokrates uważany za ojca medycyny już przed 2500 laty mówił, że to właśnie pożywienie ma być lekarstwem. Oby nie trzeba było czekać następnych tysięcy lat, żeby dowieść, że miał rację.

Dr Ewa Dąbrowska, lekarka popularyzująca dietę owocowo-warzywną jako metodę leczniczą, autorka wielu książek na ten temat, m.in. „Diety dr Ewy Dąbrowskiej”.