1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Menopauza, czyli rytuał przejścia. Rozmowa z ginekolożką Christiane Northrup

Menopauza, czyli rytuał przejścia. Rozmowa z ginekolożką Christiane Northrup

Ginekolożka i położniczka Christiane Northrup wyjaśnia, jakie zmiany w życiu przynosi kobietom menopauza. (Fot. archiwum prywatne)
Ginekolożka i położniczka Christiane Northrup wyjaśnia, jakie zmiany w życiu przynosi kobietom menopauza. (Fot. archiwum prywatne)
Koniec czy początek? A może po prostu naturalny etap rozwoju, niepotrzebnie demonizowany w zachodnim społeczeństwie. O wyjaśnienie, jakie zmiany w życiu (i jakie możliwości) przynosi kobietom menopauza – poprosiliśmy ginekolożkę i położniczkę Christiane Northrup.

Mam przyjaciółkę, która spodziewała się menopauzy, a jednak kiedy poczuła to charakterystyczne uderzenie gorąca i miała wrażenie, że zaraz wybuchnie – przeżyła spore zaskoczenie. Zatem jakie symptomy powinny nam wskazywać zbliżanie się menopauzy?
To stopniowy proces, a stan, który poprzedza menopauzę, nazywamy perimenopauzą. Zaczyna się od nieregularnych miesiączek po czterdziestce, co wcale jednak nie oznacza, że nie możesz zajść w ciążę. Miewałam pacjentki przekonane, że weszły w menopauzę, gdy tymczasem spodziewały się dziecka. Wynika to stąd, że po 40. roku życia wzrasta wydzielanie FSH – hormonu folikulotropowego, odpowiedzialnego za dojrzewanie pęcherzyka Graffa w organizmie. Łatwiej też wtedy o ciążę mnogą, bo wzrost FSH może spowodować uwolnienie dwóch lub więcej jajeczek.

Wracając jednak do menopauzy, uważam, że to rodzaj odrodzenia duszy, w którym na pierwszy plan wychodzi to, kim naprawdę jesteś i czego pragniesz. Jeśli więc we wcześniejszych latach zaniedbywałaś swoje potrzeby, ciało zacznie ci sygnalizować menopauzę objawami, których nie sposób przeoczyć. Oczywiście inny wariant teoretycznie też jest możliwy i jeśli zdrowo się odżywiasz, masz czas dla siebie i swoich pasji, regularnie ćwiczysz, nie masz podwyższonej insuliny z powodu dużej ilości rafinowanych węglowodanów w diecie, spędzasz dużo czasu na świeżym powietrzu i słońcu, chodzisz boso po ziemi – to możesz przejść przez menopauzę bez większych objawów i po prostu któregoś dnia zorientować się, że od dłuższego czasu nie miałaś okresu. Umówmy się jednak, że taki wariant nie jest zbyt realny w naszej kulturze.

Czego więc możemy się spodziewać?
Najpierw pojawią się uderzenia gorąca, którym towarzyszą nocne poty oraz bardzo często bezsenność. Zdarza się kołatanie serca, które za pierwszym razem potrafi przestraszyć. Kobieta wciąż jednak może miesiączkować, a niekiedy miesiączki są bardzo obfite i poprzedzone migrenami. Brak snu powoduje wyczerpanie, które może przerodzić się w depresję. Do tego dochodzą wahania nastrojów: drażliwość, a czasem wręcz wściekłość. Ważne jest, by poznać przyczynę swojej złości i dać jej ujście. Nie uzasadniać jej stwierdzeniem, że to tylko hormony, ponieważ w okresie menopauzy na światło dzienne wypływają wszelkie niedokończone sprawy z przeszłości.

W jaki więc sposób możemy skorzystać ze zmian w ciele, które przynosi okres perimenopauzy i menopauzy?
Uważam, że dolegliwości menopauzy warto odbierać nie tylko na poziomie fizycznym, ale i symbolicznym. Uderzenia gorąca to nic innego jak pochłanianie przez ogień starych przekonań, nocne poty to odtrucie organizmu, kołatanie serca to skoki napięcia, które symbolizują transformację, a wahania nastroju mogą być spowodowane hormonami, ale bywają też sygnałem wewnętrznej mądrości, próbującej zwrócić na siebie uwagę. Jeśli pojawia się w tobie złość, musisz sobie na nią pozwolić i dać jej upust. Nawet jeśli będzie to oznaczało wytłuczenie całej porcelanowej zastawy. Moim pacjentkom radzę uderzać zwiniętym ręcznikiem o futrynę drzwi lub krzesło, krzycząc przy tym: „Nienawidzę, gdy twoje serce jest zamknięte na mnie”. Dla wielu z nich jest to wyzwalające doświadczenie.

Jak mentalnie przygotować się na to, co nas czeka?
Najlepszym sposobem na przygotowanie się do menopauzy jest przypomnienie sobie, kim byłaś i co kochałaś jako dziesięcio- czy dwunastolatka, zanim weszłaś w okres dojrzewania i zaczęłaś wypełniać narzucone ci społeczne powinności. Oczywiście większość kobiet nie jest na tyle proaktywna, by samej z siebie podjąć działania i wrócić do dawnego „ja”, dlatego ciało nam o tym przypomina. Uderzenia gorąca, bezsenność, migreny, wahania nastrojów, obfite miesiączki i nieregularne krwawienia to wszystko sygnały z ciała, by zająć się sobą. Nawet jeśli wierzysz w równouprawnienie, przekaz dotyczący roli kobiety w społeczeństwie wciąż cię dotyczy, bo ciało w pewnym sensie oczyszcza się z globalnego doświadczenia kobiet w przeciągu stuleci. Musisz przygotować się na czas w jaskini. Wiele moich pacjentek mówi mi, że gdyby przez te dwa lata nie musiały składać ubrań, zmywać naczyń i przygotowywać jedzenia dla rodziny – doświadczenie menopauzy byłoby dla nich w porządku. Niestety, mało kto może sobie pozwolić na dwa lata odosobnienia, zatem zamiast tego warto uważnie obserwować, co się z nami dzieje. I pamiętać, że objawy menopauzy mijają. Stanowią część przystosowania się do zmian hormonalnych, które zachodzą, gdy biologiczna uwaga przełącza się z prokreacji na rozwój osobisty.

A co dzieje się w tym czasie z hormonami?
Najpierw, w trakcie perimenopauzy, stopniowo spada poziom progesteronu, zaś estrogen pozostaje w granicach normy lub rośnie. Dochodzi do tzw. dominacji estrogenowej, która nasila się w czasie właściwej menopauzy. Po menopauzie zmienia się proporcja związków estrogenowych w ciele kobiety – dominującym związkiem nie jest już odpowiedzialny za płodność estradiol, tylko estron, który prawdopodobnie ma chronić serce, funkcje mózgu i wytrzymałość kości. Z kolei hormony FSH i LH, odpowiedzialne wcześniej za owulację, w trakcie perimenopauzy stają się niestabilne, a im bliżej menopauzy, tym bardziej. Osiągają nową, wyższą normę, w której pozostają do końca życia kobiety.

Warto zauważyć, że na naszą równowagę hormonalną w trakcie menopauzy ma wpływ wiele czynników, a zwłaszcza wysoki poziom insuliny i hormony stresu. Życie w stresie powoduje uwolnienie z nadnerczy kortyzolu i adrenaliny. Jeśli do tego zajadasz stres ciasteczkami, bajglami czy innymi rafinowanymi węglowodanami, które powodują wyrzut insuliny do krwi, poziom progesteronu, testosteronu i estrogenu wzrośnie. I o uderzenia gorąca nietrudno. Dodatkowo kortyzol blokuje wydzielanie oksytocyny, hormonu przywiązania. Dlatego w okresie menopauzy wiele kobiet doświadcza kryzysu w związkach.

A jak mają się do tego emocje? Czy to one wpływają na hormony, czy jest na odwrót?
Działa to w dwie strony. Dla równowagi hormonalnej warto zadbać o równowagę emocjonalną i jak najczęściej wzbudzać w sobie współczucie, wdzięczność i miłość do świata. Wtedy w twoim sercu wytwarza się stan zwany koherencją, który można odczytać za pomocą elektrokardiogramu. Poziom DHEA w nadnerczach się zwiększa, co równoważy twoje pozostałe hormony. To stan, w którym przytulasz się do ukochanej osoby, głaszczesz psa albo oglądasz kocięta na Instagramie. Czujesz się błogo, miękko i dobrze. W osiągnięciu go pomaga też spokojny, długi oddech przez nos. Pacjentkom przechodzącym menopauzę radzę, by przyklejały w widocznych miejscach karteczki z przypominajką „oddychaj”. Warto wiedzieć, że oddychanie przez usta jest naszą reakcją na stres. Niemowlęta oddychają tylko przez nos. Konie, nawet podczas wyścigów, oddychają wyłącznie przez nozdrza. Taki oddech aktywuje układ przywspółczulny, czyli odpowiedzialny za odpoczynek, oraz nerw błędny, a tym samym sprowadza cały system nerwowy do równowagi. A to w efekcie równoważy hormony.

Spotkałam się z opinią endokrynologa, który mówił, że menopauza to faktycznie przełom fizjologiczny, natomiast nie ma uzasadnienia dla tzw. andropauzy, bo hormony męskie nie przestają nagle pracować, tylko sukcesywnie ich produkcja maleje.
To bardzo ciekawe zjawisko. Uważa się, że z wiekiem poziom testosteronu u mężczyzn spada, jednak znam mężczyzn po siedemdziesiątce z bardzo wysokim poziomem testosteronu. Ich organizm zaczyna natomiast produkować więcej estrogenu i stąd biorą się na przykład kłopoty z erekcją. Warto wiedzieć, że zmiana dokonuje się również na poziomie energetycznym. Erekcja nie wynika już z popędu ani z uwarunkowanej ego potrzeby pokazania, jakim jest się sprawnym kochankiem, ale z miłości i bliskości, co łączy się z czakrą serca. Mężczyzna chce przejść na emeryturę, uprawiać ogród albo podróżować po świecie kamperem. A to niekoniecznie musi spodobać się jego partnerce, która po menopauzie czuje w sobie więcej sprawczości i zapału do działania.

A co sądzi pani o hormonalnej terapii zastępczej?
Zwykle radzę zacząć od zmiany diety. Świetnie sprawdza się zarówno dieta ketogeniczna, oparta na tłuszczach i eliminująca zboża, jak i jej całkowite przeciwieństwo, czyli dieta makrobiotyczna, składająca się głównie z ziaren i zbóż. Każda z nich powinna być uzupełniona dużą ilością zielonych, liściastych warzyw. Do tego warto dołączyć ziołolecznictwo. Polecam na przykład pochodzące z Birmy i Tajlandii ziele o dużej zawartości estrogenu – Peraria Muerifica. Dobry będzie też niepokalanek pospolity, choć na efekty jego działania trzeba poczekać, a wiele kobiet chwali sobie również korzeń pluskwicy groniastej. Czasami to wystarczy, by złagodzić dyskomfort menopauzy, ale bywa i tak, że trzeba czegoś więcej. Leki należy jednak dobrać indywidualnie z lekarzem, a hormonalna terapia zastępcza powinna być całkowicie indywidualnym wyborem.

W książce „Mądrość menopauzy” pisze pani, że w tym okresie także w kobiecym mózgu zachodzą zmiany. Na czym one polegają?
Perimenopauza jest bramą do wieku mądrości. Podczas menopauzy możesz mieć uczucie dziwnej waty w mózgu, nie pamiętać nazw czy imion albo nawet schować telefon w lodówce. Oczywiście to budzi obawy związane z demencją czy chorobą Alzheimera. Chodzi jednak o to, że mózg się przestraja. Lewa półkula na jakiś czas pozostaje w uśpieniu, zachęcając kobietę do korzystania z intuicji i zharmonizowania ze swoimi emocjami i wewnętrzną mądrością. Po menopauzie do głosu zaczyna dochodzić prawa półkula mózgu. Pojawia się przestrzeń na muzykę, kreatywność, sztukę i radość życia. Kobiety w wieku 60, 70 i 80 lat mogą uprawiać najlepszy seks w swoim życiu! To, że wiele z nas uważa, że po pięćdziesiątce jest za późno na nową pasję czy karierę, to wyłącznie konstrukt kulturowy.

A czym jest tytułowa „mądrość menopauzy”?
To zrozumienie, że menopauza jest odrodzeniem duszy w ciele bez konieczności umierania. To wiosna drugiej połowy życia. Patriarchat dewaluuje starsze kobiety, bo boi się ich mocy! Oczywiście to, w którym kierunku podążysz, jest twoim wyborem. Możesz wzrastać, ale możesz też się w sobie zapaść. Wiele kobiet po pięćdziesiątce choruje, kurczy się, wręcz znika. Warto jednak pamiętać, że hormony, które przed menopauzą służyć miały płodności, teraz działają na korzyść witalności. Służy nam choćby wysoki poziom hormonu LH, za którego sprawą byłyśmy wcześniej tak elektryzujące dla mężczyzn podczas owulacji. Po menopauzie ten stan będzie się utrzymywał do końca życia!

Christiane Northrup, lekarka medycyny, ginekolożka-położna z ponad 25-letnim doświadczeniem klinicznym i medycznym. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu. Rozmowa z ginekolożką dr Preeti Agrawal

Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych kobiecych chorób widać, że wiele z nich ma źródło właśnie w tej sferze. (Fot. iStock)
Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych kobiecych chorób widać, że wiele z nich ma źródło właśnie w tej sferze. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Akt miłosny na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku. Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Dziś chciałabym porozmawiać z panią o seksie widzianym oczami ginekolożki. Czy pacjentki często zwierzają się pani ze swojego życia seksualnego?
Bardzo rzadko zdarza się, żeby mówiły wprost. Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas nigdy tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych chorób widzę czasem, że kobieta może mieć z seksem jakiś problem. Nigdy sama nie zaczynam rozmów o tej sferze życia, czekam, aż zrobi to pacjentka. Czasami wystarczy pokazać, że chce się słuchać, lekko naprowadzić.

A jakie problemy zdrowotne ma pani na myśli?
Bardzo częstym schorzeniem mającym źródło w życiu seksualnym są nawracające zapalenia pochwy, częste infekcje. Jeśli nie skutkuje zmiana diety i inne metody leczenia, staram się naprowadzić delikatnie rozmowę na temat jakości życia seksualnego pacjentki. I zazwyczaj odpowiedź jest taka sama – kobiety często nie chcą współżyć ze swoimi partnerami, ale zmuszają się do tego, bo myślą, że tak trzeba, że taki jest obowiązek żony, narzeczonej, partnerki. W głębi duszy nie chcą tego, więc ciało im sprzyja, broni się przed niechcianym seksem. Kobieta nie ma poczucia bezpieczeństwa, nie ma zaufania, jej ciało się nie otwiera. Kiedy tak się dzieje, trudno czerpać przyjemność ze współżycia. A że podczas infekcji nie uprawia się seksu, kobieta jest usprawiedliwiona. Ciało samo rozwiązuje za nią problemy.

Czy jeszcze jakieś inne schorzenia natury ginekologicznej mówią, że sfera seksualności u nas kuleje?
Podobnie rzecz się ma z mięśniakami. Jeśli odpadają czynniki natury medycznej, a widzę, że kobieta jest smutna, zniechęcona, w dodatku problem się pogłębia, delikatnie szukam przyczyn w relacjach. I słyszę często: „on chce codziennie, a ja nie mam siły ani ochoty”, „zamykam oczy i czekam, aż skończy”, „nie chcę mieć z tym nic wspólnego”, „nigdy nie miałam orgazmu”, „on mnie unika, już mnie nie pragnie”. Nieudane życie seksualne w związku jest zazwyczaj symptomem głębszych, bardziej złożonych problemów.

Jakich?
Weźmy pod uwagę choćby taki przypadek: para boryka się z niepłodnością, choć nie ma ku temu żadnych medycznych wskazań, bo oboje są zdrowi. Przeszli dziesiątki badań, ale nikt nigdy nie zapytał ich o życie seksualne! Kiedy pytam kobietę, jak wygląda jej relacja z partnerem, jak często uprawia seks, słyszę, że ona właściwie nie czuje ochoty na zbliżenia, bo ma do męża pretensje, bo on jest pracoholikiem, wraca późno i wcale się nią nie interesuje, bo cały wolny czas spędza przy komputerze... Ciało tej kobiety nie jest gotowe na przyjęcie dziecka, powiedziałabym nawet, że się przed nim broni. Ono nie ma ochoty otwierać się przed tym mężczyzną, a co dopiero tworzyć nowe życie! Jeśli między partnerami jest dobrze, życie powstaje samo z siebie. Jeżeli ludzie są zdrowi, kochają się, uprawiają dobry seks, który jest wzajemnym dawaniem i braniem, nie trzeba się specjalnie starać o dziecko.

Ale w języku polskim słyszymy, że ona daje, a on ją bierze, albo już ją wziął. To chyba wiele mówi o naszym sposobie myślenia o seksie? Tu nie ma równowagi w dawaniu i braniu...
Rzeczywiście. Dobry seks, który daje siłę, szczęście i, co ważne, także zdrowie, jest wbrew pozorom trudną sztuką i trzeba się napracować, żeby ją posiąść. To nie tylko penetracja, ale całe nasze życie. Dzisiejszy pośpiech nie sprzyja seksowi. Nie widzimy siebie nawzajem w biegu życia. Często się zdarza, że nawet kiedy jesteśmy razem, tak naprawdę razem nie jesteśmy, bo jest z nami włączony telewizor czy komputer: coś, co odwraca uwagę od siebie nawzajem. Czasami wystarczy spojrzeć sobie nawzajem głęboko w oczy, by naprawdę siebie zobaczyć. Bardzo ważna jest także rozmowa. Warto nauczyć się, jak słuchać siebie bez pretensji, oskarżeń i za każdym razem próbować wyjaśnić sobie do końca wszystkie problemy. Zadbać o odpowiednią oprawę aktu miłosnego, zrobić z niego ceremonię. A potem uważnie wsłuchać się w siebie i w ciało partnera. Seks na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Kochający się ludzie mogą podczas aktu seksualnego uzdrawiać siebie nawzajem. Ale, jak już mówiłam, to trudna sztuka. Znacznie łatwiej jest uprawiać seks mechaniczny. Nie ma w nim jednak możliwości dalszego rozwoju, to droga donikąd, akt, który może jedynie na chwilę przynieść nam ukojenie, spuścić z nas napięcie.

Domyślam się, że my, kobiety, na każdym etapie życia borykamy się z innymi problemami natury seksualnej. Zacznijmy od młodych dziewczyn – co z ich seksem?
Często zgłaszają się dziewice, które mimo że są w dobrej relacji, nie potrafią zacząć współżycia. Uważają, że coś jest nie tak z ich błoną dziewiczą, bo penetracja jest dla nich bardzo bolesna. Rzeczywiście, zdarza się, że fałd błony dziewiczej utrudnia wejście do pochwy, ale to bardzo rzadkie przypadki. Kiedy zaczynamy rozmawiać, okazuje się, że gdzieś kiedyś zdarzyło się coś, o czym zapomniały, o czym nie chciały pamiętać – najczęściej chodzi o molestowanie, kiedy były małymi dziewczynkami. To się zdarza przerażająco często. Osoby skrzywdzone, nadużywane w dzieciństwie mają poważne problemy z życiem seksualnym. Są to jednak przypadki, które można skutecznie leczyć psychoterapią. Jest jeszcze sprawa antykoncepcji. Z badań wynika, że kobiety, które zażywają pigułki antykoncepcyjne, po dwóch latach ich brania w 80 proc. przypadków cierpią na suchość pochwy i nawracające stany zapalne; spada też libido. Dobrze o tym wiedzieć.

A młode mamy, które na forach internetowych skarżą się, że nie chcą, a muszą?
To częsty problem moich pacjentek. Młode mamy bywają wyczerpane do cna opieką nad noworodkiem, mają duże deficyty snu, ich ciało jeszcze nie zregenerowało się po ciąży i porodzie, a mężczyźni oczekują, że będzie tak samo jak przed ciążą. Seks jest wymianą energii. Jeśli ktoś sam nie ma energii, nie ma czego wymieniać. Kiedy młoda mama wypocznie i się porządnie zregeneruje, wszystko wróci do normy.

A kobiety będące w wieku menopauzalnym?
Z moich obserwacji wynika, że najczęściej spotykanym problemem u kobiet w tym okresie życia jest suchość pochwy, która sprawia, że penetracja jest bolesna, nieprzyjemna. Jednocześnie u tych pacjentek, o których wiem, że mają udane życie seksualne, obserwuję, że ten problem nie występuje. Wręcz przeciwnie, uważają one, że dopiero seks w tym wieku jest satysfakcjonujący, pasjonujący, wspaniały. Już nie zajdą w ciążę, mają odchowane dzieci, doświadczenie życiowe, które sprawia, że wiedzą, czego chcą, i duże zaufanie do partnera. To pokazuje nam, że dobry seks bierze się z dobrych relacji – z samym sobą i partnerem. Kiedy kobieta czuje się w związku bezpieczna, może z niego czerpać dużo radości. Dopiero kiedy ludzie połączą się ze sobą na wszystkich poziomach, mogą mieć naprawdę dobry seks.

Ale o tym nikt nam nie mówi, nikt nas seksu nie uczy. Jeśli już coś się mówi, to z jednej strony w kategoriach grzechu, brudu, niechcianych ciąż, wirusa HIV i chorób wenerycznych. Z drugiej strony mamy pornografię, która tworzy fałszywy obraz seksualnej rzeczywistości.
A seks to bardzo ważna część życia człowieka, ogromna siła napędowa, życiodajne źródło szczęścia i radości. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku, że nie jest gwałtem na własnym ciele, zawoalowaną formą prostytucji. Bardzo często nasze blokady wynikają z tego, jak nam tę sferę życia pokazali rodzice. Na przykład normalną rzeczą jest, iż dzieci między 3. a 6. rokiem życia badają swoje ciało, masturbują się, poznają siebie same...

I jeśli usłyszą od mamy, że od dotykania siebie „tam” uschną im ręce, konsekwencje łatwo przewidzieć. Można się od takiego bagażu uwolnić? Od blokującego poczucia winy, wstydu?
Uważam, że należy zacząć od rozmowy z partnerem. Jeśli problem okazuje się niemożliwy do rozwiązania, można szukać pomocy w literaturze. Ja swoim pacjentkom polecam „Rytuały więzi małżeńskiej” napisane przez małżeństwo Rileyów, ale na rynku wydawniczym jest mnóstwo wartościowych pozycji. Dalszym etapem jest psychoterapia, dzięki której można dotrzeć do źródła naszych problemów. Zapewniam, że przy odrobinie pracy nad sobą widać efekty, także jeśli chodzi o nasze samopoczucie i zdrowie.

Cały czas mówimy o życiu seksualnym w związkach, małżeństwach. A co z seksem samotnych?
Jeśli mam przed sobą 40-letnią dziewicę, która mieszka z mamą, w ogóle nie rozmawiam z nią o seksie, bo wiem, że mogłabym ją urazić. Należy do grupy osób, które całkiem wyparły swoją seksualność – ta sfera życia dla nich nie istnieje. Druga grupa kobiet to te panie, które nie uprawiają seksu, bo czekają na tego jednego jedynego. Trzecia to te kobiety, które uprawiają przypadkowy seks z przypadkowo poznanymi mężczyznami. Każdy ma swoją prawdę i swoje życie. Ale jeśli chodzi o zdrowotną stronę seksualnej abstynencji, to nie ma ona konkretnych konsekwencji dla naszego zdrowia.

A przypadkowy seks?
Dziś już choroby weneryczne, takie jak kiła czy rzeżączka, występują niezmiernie rzadko. Powinniśmy się obawiać wirusów – HIV, HPV czy chlamydii. Osoby, które decydują się na przypadkowe kontakty seksualne, muszą popracować nad swoją odpornością. To bardzo ważne.

Czy wiele z pani pacjentek jest zadowolonych ze swojego pożycia?
Z moich obserwacji wynika, że to niestety bardzo niewielki procent; szacuję, że około 20–30 proc. Pamiętajmy, że na nasze życie seksualne składa się wiele czynników: przeszłość, wychowanie kulturowe, rodzinne, tradycja, dotychczasowe doświadczenia (zwłaszcza pierwsze kontakty zostawiają w nas ślad), akceptacja własnego ciała, poziom stresu, zmęczenia, dieta, używki, jakość naszego związku – jednym słowem, wpływ i znaczenie ma wszystko. Dodatkowo my, kobiety, mamy zakodowane głęboko w sobie lęki i urazy wynikające z patriarchalnego wychowania, z tego, że nasze matki i babki często bywały wydawane za mąż za mężczyzn, których nie kochały, że całe życie, zanim pojawiły się powszechnie dostępne środki antykoncepcyjne, obawiały się niechcianych ciąż albo ciągle w tych ciążach były... To także spore obciążenie, z którego często nie zdajemy sobie sprawy.

Czytałam ostatnio, że potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn są różne, bo pobudzają zupełnie inne ośrodki w mózgu.
Myślę, że wyjaśnienie, dlaczego mężczyźni – oczywiście w dużym skrócie – chcą często, szybko, z wieloma partnerkami i z pominięciem gry wstępnej, a kobiety długo, czule, w odpowiedniej oprawie i z jednym, wynika z prostego faktu, iż dla kobiety otwarcie swojego ciała i wpuszczenie do środka mężczyzny wiąże się z wielką odpowiedzialnością. Kobieta, jeśli zajdzie w ciążę, nie ucieknie od niej. To na niej spocznie odpowiedzialność za nowe życie. Dla mężczyzny konsekwencje stosunku nie są tak wiążące. Dlatego my, kobiety, potrzebujemy dowodów szacunku, czułości, zapewnień o miłości. Musimy zaufać, żeby poczuć się bezpiecznie i otworzyć się na mężczyznę.

Dr n. med. Preeti Agrawal specjalista medycyny integracyjnej. Jest doktorem nauk medycznych, ukończyła medycynę integracyjną na Uniwersytecie Arizona Center for Integrative Medicine. Jest specjalistą II stopnia z ginekologii i położnictwa. Prezes Fundacji Kobieta i Natura, założycielka pierwszego w Polsce ośrodka leczenia integracyjnego. W okresie 1995-2001 odbyła szereg staży naukowych specjalizacyjnych w Niemczech (m.in. ośrodek Integracyjnego Leczenia Nowotworów prof. Alexandra Herzoga), Danii, Anglii i Kanadzie. Jest autorką m.in. książek: „Zdrowie jest w nas”, „Siła jest w Tobie” i „Droga do siebie”.

  1. Psychologia

Autoterapia dla tych, dla których doba jest za krótka

Uważność jest ponadczasowa. Możesz pędzić w wyścigu szczurów i mieć czas za wroga. A możesz czuć, że czas płynie zgodnie z twoim wewnętrznym rytmem. (Fot. iStock)
Uważność jest ponadczasowa. Możesz pędzić w wyścigu szczurów i mieć czas za wroga. A możesz czuć, że czas płynie zgodnie z twoim wewnętrznym rytmem. (Fot. iStock)
Wypisz wszystkie sprawy do załatwienia w ciągu dnia. Policz, ile zajmą ci czasu. Jeśli plan okazuje się nierealny, zrewiduj go.

Jak się czujesz, kiedy wyjmujesz z planu wybrane zadania? Niepotrzebna, mniej ważna, bezsilna? Spróbuj przez jeden dzień być mniej ważną i sprawdź, co to zmienia w twoim życiu. Czy inni też to zauważają?

Który z powodów ,,niewyrabiania się” dotyczy ciebie? Odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę, zbytnie skupianie się na szczegółach, brak umiejętności ustalania priorytetów czy brak asertywności? A może jeszcze coś innego? Skoncentruj się na tym powodzie, a nie na ,,niewyrabianiu się”. Czy przeszkadza ci to również w innych dziedzinach życia? Możesz też zapisać się na warsztaty zarządzania czasem.

Przypomnij sobie, jak reagują inni, gdy narzekasz, że z niczym się nie wyrabiasz. Współczują ci, podziwiają cię, twierdzą, że jesteś bardzo efektywna? Każda pozytywna ocena wzmacnia twój syndrom niewyrabiania się. Nic dziwnego, że nie opłaca ci się z tego rezygnować. Jeśli pewnego dnia nie wytrzymasz i pękniesz, otoczenie z pewnością będzie ci współczuć: ,,Nic dziwnego, tyle na siebie wzięła”. Miłe, ale w końcu o tobie zapomną, bo nie ma ludzi niezastąpionych.

Przyjrzyj się sobie w lustrze. Kogo widzisz? Osobę silną, pełną mocy czy przestraszoną, załamaną, zagubioną? Maska osoby wiecznie zabieganej w końcu przestanie działać. Przyjmij postawę: ,,Sama decyduję, które obowiązki biorę na siebie, a które deleguję na innych”. Zanim wykonasz ruch w kierunku działania, np. wyciągnięcie ręki, sprawdź, czy ciało jest gotowe, by go wykonać.

Trenuj przed lustrem komunikaty: ,,Nie zrobię tego, bo jestem zmęczona”, ,,Muszę odmówić, bo jestem bardzo zajęta”, ,,Zrobię to, ale za tydzień”. Dbaj o spójność między tym, co mówisz, a tym, co pokazuje twoje ciało. Dzięki temu ludzie przyjmą każdą twoją decyzję.

Zdrowy związek z czasem

Specjalizujący się w praktykowaniu uważności psychoterapeuta Pavel Somov namawia do zaprzyjaźnienia się z czasem. Jego metoda nie polega na porządkowania czasu w plany i punkty, tylko w spojrzeniu na niego z innej strony. Wewnętrznej. Zwykle czujemy się oddzieleni od tego, co się wokół nas dzieje. Raczej walczymy z rzeczywistością, a nie płyniemy wraz z nią. Opieramy się lub naciskamy. Do rzeczywistości w naszej percepcji należy także czas. I jego też gonimy, usiłujemy przechytrzyć. Nasza świadomość istnieje na tle czasu. Postrzegamy go jako ruch, przepływ, ciągłą zmianę dekoracji. Tak się dzieje, jeśli jesteśmy oddzieleni. To jest męczące. Tymczasem wystarczy wejść w stan bycia. Bycie jest kontrastem między naszą subiektywną trwałością i obiektywną nietrwałością wszystkiego, co jest wokół nas. My sobie wydajemy się stali, trwali, niezmienni, a czas nam ucieka. W ciszy bycia dzieje się odwrotnie. Nasze ja wydaje się płynne, rozszerza się, jest poza nami, a czas znika, nie liczy się. Kiedy doświadczamy chwili, zaczynamy być, odradzamy się, a świat na zewnątrz nas się zmienia. Jak taki stan osiągnąć? Musimy pamiętać, że żyjemy. To my jesteśmy dla czasu, nie on dla nas. Zauważysz to, jeśli zwolnisz i zaczniesz być. Wreszcie w przyjaźni z czasem.

Jeśli musisz pytać siebie około godziny 12, jak minął ci ranek, oznacza że żyjesz bezmyślnie, nieuważnie. Możesz pamiętać, że jadłaś kanapkę z serem, ale jeśli nie wiesz jak ona dokładnie smakowała, gdy ją jadłaś, nie było cię wtedy ze sobą. Brak uwagi jest odpowiedzialny za stres związany z upływem czasu. Receptą na to jest życie jakby w ciągłej medytacji. Polega ono na tym, żeby być świadomym każdej swojej myśli i uczucia. Boisz się, że nie zdążysz? Oznacza to, że myślisz o przyszłości i masz w sobie lęk. Nie ma cię w chwili obecnej. Jeśli byłabyś tu i teraz, czas by się rozszerzył. Swoim lękiem nie tworzyłabyś napięcia. Byłoby tylko twoje bycie. Nie wyklucza ono oczywiście działania, nadal jechałabyś samochodem w korku, ale nie byłoby myśli o spóźnieniu i nie byłoby lęku. Kiedy my jesteśmy wewnętrznie spokojni, świat też taki się staje. Sznur samochodów w końcu rusza, a nawet jak spóźniasz się do pracy, nikt tego nawet nie zauważa. Nie dzieje się nic złego.

Uważność jest ponadczasowa. Możesz pędzić w wyścigu szczurów i mieć czas za wroga. A możesz czuć, że czas płynie zgodnie z twoim wewnętrznym rytmem. Ponadczasowość oznacza bycie ponad czasem, czyli w praktyce trzeba przestać zwracać uwagę na czas. Kiedy świadomie angażujesz się w rzeczywistość, ignorujesz czas. Po prostu robisz to, co robisz. A kiedy spoglądasz na to, jak minął dzień, czujesz go jako własną obecność pełną doświadczania. To, według Pavla Somova, jest zdrowy związek z czasem.

  1. Zdrowie

Macica - centrum kobiecego ciała

W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. (Ilustracja: iStock)
W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. (Ilustracja: iStock)
Macica to bardzo ważna część ciała kobiety przez całe jej życie. To w niej znajduje się istotne źródło naszej kreatywnej energii. Zauważyłam, że kiedy kobieta jest zmuszana do rezygnacji ze swoich potrzeb, marzeń, pasji, odbija się to na zdrowiu tego organu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Zapytam przewrotnie: po co nam macica?
Żeby przekazać dalej życie. Macica to miejsce przejścia z jednego świata do drugiego, nasz pierwotny dom. Miejsce, z którego wszyscy pochodzimy. Jedynie kobieta jest obdarzona tą wielką odpowiedzialnością i wielkim darem tworzenia nowego życia, a potem wydawania go na ten świat. Właśnie dlatego, że posiada macicę.

Macica ma wiele znaczeń. To symbol kobiecości, płodności, macierzyństwa i odrodzenia…
W naturze wszystko się odbywa cyklicznie: pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy mórz, i ten cykliczny rytm objawia się także w naszej macicy w postaci miesiączki. Dzięki temu jesteśmy w bliskim kontakcie z innymi narządami naszego ciała i procesami, jakie w nim zachodzą.

W takim razie dlaczego tak często wycina się kobietom macice...
Medycyna konwencjonalna traktuje macicę jako pojemnik na nowe życie i nie docenia jej innych istotnych funkcji, kiedy kobieta przestaje miesiączkować. A przecież macica to bardzo ważna część ciała kobiety przez całe jej życie. Tam znajduje się istotne źródło naszej kreatywnej energii. Z moich obserwacji wynika, że kiedy kobiety gromadzą w sobie dużo żalu, pretensji, złości, często prowadzi to do powstania chorób.

Rozumiem, że dotyczy to również macicy?
Zauważyłam, że kiedy kobieta jest zmuszana do rezygnacji ze swoich potrzeb, marzeń, pasji, odbija się to na zdrowiu tego organu. Jak powiedziałam, za pomocą macicy kobieta łączy się z samą sobą. Kobietami stajemy się dzięki macicy i jajnikom, które wydzielają hormony i kształtują nasz sposób postrzegania świata. Jeśli kobieta jako dziewczyna nie była szanowana przez swoich najbliższych, nie widziała szacunku dla swojej matki, często zdarza się, że podświadomie odcina się od własnego ciała, bo myśli, że jako kobieta jest niewystarczająco wartościowa. Taka blokada może być źródłem problemów ze zdrowiem objawiających się zaburzeniami miesiączkowania, mięśniakami czy endometriozą, czyli rozrostem błony śluzowej macicy. Kiedy źle myślimy o sobie i naszej kobiecości, nasze narządy nie czują się kochane i akceptowane. Bolesne miesiączki są nawet symboliczne – bycie kobietą jest bolesnym doświadczeniem. Na pewno niewłaściwa dieta jest czynnikiem, który potęguje dolegliwości, ale nigdy nie bywa pierwotną przyczyną kłopotów ze zdrowiem macicy.

Choroby macicy wiele mówią o tym, jak kobieta przeżywa swoje relacje. I niestety, mogą dać o sobie znać, kiedy kumulujemy w sobie trudne uczucia, uciekamy od problemów. Bo przecież negatywne emocje to energia, która musi znaleźć ujście. Emocje związane z poczuciem godności, własnej wartości, szacunkiem do siebie samej w przypadku kobiet gromadzą się w macicy.

A jak jest w kulturze Wschodu?
Wschodnie kultury lepiej łączą kobietę z jej macicą. Od zawsze podkreślało się w nich kobiecość przez ubiór, różne ceremonie i rytuały, przez tańce, w których kobiety mocno ruszały biodrami. W Indiach kobiety często ubierają się tak, że brzuch jest widoczny. Żadna się go nie wstydzi, nie mówi: mam duży brzuch. Fobia, żeby koniecznie mieć idealnie płaski brzuch, dbanie, żeby go nie było, jest też jakąś formą odrzucenia swojej kobiecości. Powiedziałabym wręcz, że akceptowanie własnego brzucha i jego afirmowanie przyczynia się do zmniejszenia problemów z wagą i szerzej ze zdrowiem. To pewien rodzaj profilaktyki. Nie oznacza to jednak, że w kulturze Wschodu nie istnieje problem deprecjonowania kobiecości. Fundamentem zdrowia dla wszystkich kultur jest świadome wychowanie dziewczynek w taki sposób, żeby w pełni akceptowały swoje ciało.

Spotkałam się z teorią, że nagminne i często nieuzasadnione zabiegi histerektomii, czyli usuwania macicy, można interpretować jako przejawy patriarchatu, wymierzonej w kobiety agresji.
Patriarchalny sposób myślenia o ciele jest typowy dla stechnicyzowanej medycyny Zachodu. Dominuje pogląd, że kiedy jest problem, należy go szybko wyeliminować, bez głębszego poszukiwania przyczyn. Macica zdaje się wywoływać tylko dwa skojarzenia – ciąża i problemy. Odcina się ten organ od pozostałych części ciała kobiety. Tymczasem jest on właśnie w bardzo silnym związku ze środowiskiem. Jeśli w macicy pojawia się problem, jego przyczyny mogą leżeć w innych sferach naszego życia.

Statystyki mówią, że około 40–50 proc. kobiet choruje na mięśniaki macicy.
I ponad połowa z nich ma usuniętą macicę. Rozwiązania proponowane przez medycynę konwencjonalną częstokroć nie są w stanie sprostać kobiecym problemom hormonalnym (jak np. krwotoczne miesiączki), które pojawiają się w okresie premenopauzalnym. Być może ta bezradność i brak innych pomysłów na leczenie prowadzi do tego, że jedyną drogą wydaje się zabieg usunięcia macicy. Tłumaczy się: „Pani nie będzie rodzić, wytniemy macicę. Chronimy panią w ten sposób przed rakiem”. Mówi się o zwycięstwie techniki, gdyż macicę można usunąć drogą pochwową lub metodą laparoskopową, bez nacinania powłok brzusznych. Bardzo dobrze, że mamy takie możliwości, ale to nie oznacza, że trzeba wszystkim kobietom profilaktycznie wycinać macice.

Kiedy więc poddawać się zabiegowi histerektomii?
Ważne jest, aby indywidualnie oceniać każdy przypadek. Zawsze należy rozważyć, co możemy zyskać, a co możemy stracić poprzez operację. Kiedy rozpoznano nowotwór złośliwy, należy usunąć macicę – wówczas dzięki temu zabiegowi ratujemy życie. Ale, niestety, macice usuwa się z byle przyczyny, nawet z powodu małych mięśniaków. Ostatnio miałam pacjentkę, kobietę 42-letnią, której lekarz z powodu czterocentymetrowego mięśniaka zalecił natychmiastowe usunięcie macicy. Była przerażona. A zabieg wcale nie był potrzebny. Szacuje się, że tylko około 15 proc. zabiegów histerektomii jest koniecznych.

Co w takim razie powinna zrobić kobieta, której lekarz zaleca usunięcie macicy?
Zebrać opinie kilku specjalistów. Jeżeli wykluczono w danym przypadku raka, kobieta nie cierpi, a ma małego mięśniaka, powinna tylko regularnie się badać – co trzy miesiące wykonywać USG narządów rodnych drogą pochwową, sprawdzać poziom hormonów. Warto wiedzieć, że po menopauzie mięśniaki wyraźnie się zmniejszają. Przyrost mięśniaków można też hamować, regulując gospodarkę hormonalną. Na przykład za pomocą diety obfitej w błonnik, ograniczenia spożycia cukru, jedzenia dużej ilości ryb, kaszy i warzyw. Bardzo pomocne jest także włączenie suplementacji nienasyconymi kwasami tłuszczowymi: omega-3 i omega-6. Swoim pacjentkom polecam również dostępne na naszym rynku mieszanki ziołowe oraz naturalne hormony.

Czy po usunięciu macicy pojawia się menopauza?
Nie zawsze. Oczywiście, jeśli usuwa się macicę razem z jajnikami, kobieta jest kastrowana i menopauza się pojawia. Jeśli jajniki zostają, ich funkcja u wielu kobiet powraca.

Drugim problemem związanym z macicą jest endometrioza. Klasyczna medycyna także nie zna jej przyczyn. Mówi się o zaburzeniach hormonalnych.
Z biochemicznego punktu widzenia przyczyną endometriozy czy problemów miesiączkowania są rzeczywiście zaburzenia hormonalne. Ale u źródeł tych zaburzeń są niemal zawsze nagromadzone, tłumione emocje. Endometrioza jest problemem młodych kobiet wychowujących się w napiętych warunkach rodzinnych. Mogą to być częste kłótnie w domu, rozwód rodziców, alkoholizm, brak szacunku dla kobiecego ciała wyrażany przez ojca lub matkę. Jeśli dziewczyna nie czuje się kochana i akceptowana przez rodziców, nie nauczy się szacunku do siebie samej i będzie miała niskie poczucie własnej wartości. Będzie odcinała się od swojego ciała, od swojej macicy. Początkowo te emocjonalne i psychiczne problemy mogą objawiać się zaburzeniami miesiączkowania; później zaś – w postaci endometriozy. Jeśli dziewczyna znajdzie w sobie dość siły, żeby zmierzyć się z destrukcyjnymi wewnętrznymi wzorcami, wszystko ma szanse wrócić do normy. Ale jeśli wda się w toksyczny związek, jest duże prawdopodobieństwo, że choroba się rozwinie. Mogą pojawiać się bolesne miesiączki, torbiele endometrialne, bolesne stosunki. Endometrioza może również tworzyć stany zapalne w jelitach, pęcherzu moczowym, zrosty w okolicy miednicy małej, które utrudniają potem zajście w ciążę.

Leczenie endometriozy też jest objawowe...
Tak. Zazwyczaj stosuje się terapię hormonalną albo w niektórych przypadkach, kiedy pojawiają się guzy, operuje się chirurgicznie. Tyle że znów nie docieramy do źródła problemów, jedynie je wyciszamy. Często także zaleca się, żeby kobieta zaszła w ciążę. Tylko dlaczego miałaby to robić, skoro nie planuje dziecka? Kobiety, które jeszcze nie decydują się na ciążę, biorą często silne hormony, które nie zawsze są dobrze tolerowane przez ich organizm. Właściwie nieznanym, a skutecznym sposobem leczenia endometriozy jest podejście holistyczne. Ważnym elementem takiej terapii jest postawa pacjentki, która bierze czynny udział w leczeniu i jest otwarta na pracę nad sobą. Oczywiście w leczeniu holistycznym operacje nie są wykluczone. Ale po operacji można – rozumiejąc przyczyny – zapobiec nawrotom choroby.

Jak powinnyśmy dbać o nasze macice?
Dbanie o macicę jest dbaniem o siebie samą. Bądźmy w kontakcie ze swoim ciałem. Przyjmijmy miesiączkę jako przejaw zdrowia, jako subtelny mechanizm informujący, co dzieje się w naszym ciele. Realizujmy pasje, pamiętajmy o swoich potrzebach. Dbajmy o nasze macice tak, jak dbamy o nasze dzieci.

Preeti Agrawal doktor nauk medycznych, specjalista z ginekologii i położnictwa oraz specjalista medycyny integracyjnej. Obszarem jej zainteresowania jest medycyna holistyczna i psychosomatyczna. Prowadzi praktykę lekarską, wygłasza wykłady, od 8 lat prowadzi centrum medyczne medycyny integracyjnej. Jest autorką m.in. książek: "Zdrowie jest w nas", "Siła jest w Tobie" i "Droga do siebie". 

  1. Psychologia

Stopy i nogi to podstawa niezależności - tłumaczy Wojciech Eichelberger

Stopy i nogi to nasz kontakt z Ziemią, nasze ugruntowanie i siła. Co zrobić, żeby stać mocno na nogach? (fot. iStock)
Stopy i nogi to nasz kontakt z Ziemią, nasze ugruntowanie i siła. Co zrobić, żeby stać mocno na nogach? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zdejmij buty, pończochy i popatrz na nie. Twoje stopy i nogi. Pozwól im chodzić boso. Nie dlatego, że są erotycznym gadżetem, ale dlatego, że to podstawa niezależności. Uwolnij stopy, wzmocnij nogi, a uwolnisz też siebie i ruszysz za swoją gwiazdą – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Ty jako psycholog patrzysz i widzisz – idzie kobieta. Z nogami po szyję. I co sobie wtedy myślisz?
Współczuję… bo to, co najważniejsze w naszym życiu, zaczyna się i zależy od silnych, sprawnych nóg. Być samodzielnym to tyle, co stać na własnych nogach. Nogi kobiet nie mogą służyć do ozdoby. Nie mogą też być erotycznym gadżetem, jak tego chcą mężczyźni. Bo nogi to fundament ludzkiego poczucia równowagi, mocy, oparcia w sobie i autonomii – zarówno w wymiarze fizycznym, jak i psychicznym. Jeśli z nogami coś jest nie tak, to ciało i psyche za to płacą. Na przykład płaskostopie – spowodowane często tym, że rodzice zbyt wcześnie stawiali nas na nogach – powoduje zablokowanie stawów skokowych, iksowanie kolan, nieprawidłowe obciążenie stawów biodrowych itp. A w efekcie trudno nam bez wysiłku i z gracją się poruszać, uprawiać sport. Osłabia się nasza pozycja w grupie, co negatywnie odbija się na poczuciu wartości itd. Widać, że nierozwinięta w pełni, słaba stopa wpływa na wiele wymiarów życia. Najbardziej widocznym jest skłonność do wypychania kolan do tyłu. Optymalnie kolana powinny być lekko ugięte. To podstawa poczucia ugruntowania, czyli mocnego stania nogami na ziemi, czytaj: autonomii, a także niezbędne wsparcie dla inklinacji wolnościowych. Wyprostowane kolana osłabiają czworogłowy mięsień uda, który powinien amortyzować wstrząsy i gwałtowne zakręty na drogach naszego życia, a także dźwigać jego ciężar. Słaby mięsień czworogłowy sprzyja obawom przed wyzwaniami i niechęcią do brania na siebie ciężaru odpowiedzialności.

Wiemy o stopach tylko tyle, że to erotyczny gadżet...
No dobrze, niech sobie stopy będą erotycznym gadżetem mężczyzn, ale kobiety muszą pamiętać o tym, że to podstawowy element konstrukcji ich ciał. Mają pełnić służbę i dlatego muszą być mocne, elastyczne i mieć dwa wysklepione podbicia: poprzeczne i podłużne, które pełnią funkcję resora i amortyzatora. Brak wysklepionych podbić sprawi, że trudno się będzie na coś wybić, doskoczyć do jakiegoś poziomu, wspiąć się wysoko, a nawet stanąć na palcach, aby coś dalej zobaczyć. Trudno też gonić i uciekać, podskakiwać z radości, gnać przed siebie i ruszyć w długi marsz. Wszystkie te niemożności sprawią, że nie będziemy w stanie dotrzymać kroku i pozostaniemy w tyle, co skaże nas na uzależnienie od silniejszych i sprawniejszych. Stopy nie służą tylko do stania na ziemi. Są ważnym energetycznym połączeniem z ziemią i regulatorem termostatu organizmu. Żeby stopa mogła sprostać wszystkim tym obowiązkom, trzeba od urodzenia dostarczać jej stymulacji. Dotykanie i masaż stóp zarówno u dzieci, jak i u dorosłych wpływa dobrze na wiele życiodajnych organów. W podeszwach stóp znajdują się neuroreceptory, które potrafią optymalizować pracę różnych urządzeń organizmu. Więc chodźmy jak najwięcej, gdzie się da, na własnych nogach. Ograniczajmy czas, jaki nasze stopy spędzają w pokrowcach – nie odcinajmy ich od świata. Chodzenie w butach na sztywnych podeszwach wyłącza z użycia do 30 proc. mięśni stóp. Używajmy stóp. Stymulujmy, chodząc boso po ziemi, po piasku, po lesie, a nawet chwil parę po śniegu i, oczywiście, po domu. Nagrodą będzie lepszy kontakt ze światem, lepsza regulacja temperatury ciała, więcej zdrowia oraz poczucia swobody i niezależności.

Jak Wojtek Cejrowski – boso przez świat.
W tej sprawie to bardzo dobry wzorzec. Stopy mają podobną wrażliwość jak dłonie, dlatego gdy jesteśmy na bosaka, czujemy więcej. Przez lata prowadziłem intensywne kilkudniowe terapie grupowe. Gołe stopy były wtedy dla mnie pomocą. Dodawały energii i pozwalały więcej czuć. Ale, niestety, większości warsztatów nie da się prowadzić na bosaka ze względu na etykietę stroju. Stóp nie sposób się nachwalić. W podstawowym wymiarze wpływają na całe nasze życie, na to, że możemy poczuć tę pewność: Jestem, stoję i się nie boję. Nawet przedmiotem erotycznej fascynacji stają się 
z tego właśnie powodu, że są świetnie unerwione i wrażliwe, są optymalnym kanałem dotykowego dostępu do drugiego człowieka. W grze erotycznej: zaczynamy na ogół od dłoni, bo są bliżej serca, a potem szukamy kontaktu ze sferami intymnymi poprzez stopy. Bo dłoniom bliżej do serca, a stopom do genitaliów. Dlatego dotykanie stóp jest przez ludzi odbierane jako bardziej erotyczne niż dotykanie dłoni.

Co więc jest z seksem, gdy mamy płaskostopie?
Jak już powiedzieliśmy, stopa, która nie jest odpowiednio wykształcona, silna i żywa, stanowi dla reszty ciała mało stabilną podstawę. Sprawność seksualną i siłę doznań seksualnych mogą wtedy ograniczać źle ustawione stawy biodrowe, czyli zablokowane biodra i nadmiernie wklęsły lędźwiowy odcinek kręgosłupa (kifoza). Krótko mówiąc, na płaskich stopach może być trudniej dotrzeć do zdrojów seksualnej rozkoszy głęboko ukrytych w dżungli naszych nieświadomych możliwości.

I to już tak będzie przez całe życie?
Korekta i poprawa są zawsze możliwe, jeśli się do tego przyłożymy. A przyłożyć się łatwiej, gdy zrozumiemy znaczenie i korzyści wynikające z naprawczych działań. Poczucie się we własnym ciele wygodnie, bezpiecznie i godnie bardzo wiele zmienia. Nieporównywalnie więcej niż poczucie się wygodnie i bezpiecznie w dobrym samochodzie. Lepiej więc inwestować w ciało. Bo prawdziwie stojąc na własnych nogach, nie musimy się wywyższać, wspinać się na palce ani szpanować imponującymi fasadami powyżej bioder i pasa – ani więzić w nadętej klatce piersiowej uczuć i tęsknot naszego serca. Po prostu sobie jesteśmy, bez problemów przyjmując pory roku, wichury i kaprysy pogody – jak dobrze zakorzenione drzewo.

A więc ortopeda obok psychoterapeuty – na brak szacunku dla samego siebie...
Mądry ortopeda, który potrafi spojrzeć na całą budowę ciała. Ale jest też gałąź psychoterapii, która jako kanału dotarcia do osobowości i jej korekty używa ciała. Znajdziemy w niej wiele ćwiczeń sprawdzających sprawność stóp i nóg. Jedno z nich to przysiady na jednej nodze. Stajemy na niej z palcami stopy skierowanymi w przód, drugą nogę unosimy i chwytamy mocno za palce stopy. Kolano uniesionej nogi może być ugięte. Drugą rękę wyciągamy przed siebie. Następnie, prostując  uniesioną nogę, robimy przysiad (pośladek dotyka pięty, pięta – podłoża) i dźwigamy się w górę. W ten sam sposób sprawdzamy drugą nogę. Wykonanie tego ćwiczenia jest bardzo trudne. Niemniej cierpliwe ćwiczenia doprowadzą nas prędzej czy później do upragnionego rezultatu.

Ilustr. Paweł Jońca Ilustr. Paweł Jońca

Zawsze miałam kompleks grubych nóg, bo w młodości biegałam i jeździłam na rowerze, więc wyrobiłam sobie mięśnie.
To, co mówisz, streszcza problem damskich nóg. Kobiety gremialnie porzucają możliwość czucia się wygodnie i autonomicznie na własnych nogach na rzecz wypełniania męskich stereotypów. Widać ciągle najważniejsze jest to, by podobać się mężczyznom. Nie dawniej niż sto lat temu doceniano jeszcze siłę nóg, także kobiecych. Szczupłe nogi nie były w cenie, świadczyły bowiem o tym, że kobieta jest słaba, niewydolna: nie będzie mogła długo iść, pracować, krzątać się, dźwigać brzucha, gdy będzie w ciąży, nosić dziecka – w ogóle trudno jej będzie zachować równowagę w trudnych okresach życia. Gadżetem seksualnym była wtedy mocna, umięśniona noga.

To jak modne, szczupłe nogi mają się do naszej emancypacji?
Tu emancypacja jest pozorem. Kobiety ulegają złudzeniu, że to jest ich, że one z takimi nogami się najlepiej czują. Ale to mężczyźni wymyślili ten kanon kobiecej urody, bo daje im on szansę na kontrolę i przewagę nad kobietami. W tym kanonie wyraża się męska tęsknota za kobietą dzidzią ledwie trzymającą się na cienkich ziksowanych nóżkach i chyboczącą na obcasach. Słabe stopy i słabe nogi równa się niesamodzielność. Dodatkowe destrukcyjne działanie tego stereotypu polega na tym, że instaluje on negatywny stosunek do własnego ciała u kobiet, które z różnych powodów nie są w stanie mu sprostać. Taki wewnętrzny konflikt dodatkowo pozbawia je sił i uzależnia od mężczyzn.

Skoro szczupłe nogi to słabość, to czemu prezeski i kobiety władzy są szczupłonogie?
Pani Merkel nie musi udawać modelki, aby podobać się mężczyznom i światu. Ma realną władzę i realne osiągnięcia. Tylko te kobiety, które nadal aspirują i walczą na męskim boisku, utrzymują swoje ciała w morderczej dyscyplinie. Im mniej ciała, tym lepiej. Poza tym gdzieś w tyle ich głowy jest zawsze jakiś mężczyzna, o którego uznanie zabiegają, któremu chcą coś udowodnić. Często jest to nadmiernie wymagający ojciec. Kobieta, która ma przekonanie, że musi się bardzo starać o swoje prawo do autonomicznego bytu na tym męskim świecie, gotowa jest doprowadzić się do ostateczności. Oddajmy też sprawiedliwość tym prezeskom, które aby sprostać konkurencji i obciążeniom, bardzo dbają o siłę swoich ciał – w tym stóp i nóg – chodzą na siłownię, na jogę, jeżdżą na rowerze, zatrudniają indywidualnych trenerów. Ich celem nie jest podobanie się mężczyznom, lecz bycie sprawną, zdrową i silną.

Co kobieta może zmienić, zmieniając swoje nogi? Czy rozwiązaniem dla modelki jest siłownia?
Oczywiście. A przede wszystkim bieganie, gry, które wymagają dużo od nóg. Odrzucenie lęku przed ćwiczeniami, przed tym, że wyrobią się jej mięśnie. Po to są nogi, żeby miały mięśnie. Taka postawa, że nogi to tylko skóra i kości, czyli gadżet seksualny, ma krótkie nogi, ponieważ w końcu przestajemy funkcjonować na rynku seksualno-politycznym, bo się starzejemy, a poza tym ten mężczyzna, o którego uznanie tu szło, znajduje czasem młodszą i wtedy trzeba stanąć na własnych nogach – a nie ma jak. I dlatego o mocne nogi trzeba dbać od początku, zwłaszcza gdy się jest „długo- i szczupłonogą. Dlatego kobiety uzależnione od wysokich obcasów albo z jakichś powodów zmuszone na nich chodzić po domu powinny chodzić na bosaka. A najlepiej ćwiczyć nogi, konstruując domowe obuwie, które pod palcami ma grubszą podeszwę niż pod piętą. Taki but można samodzielnie wykonać z drewniaków. W takim bucie stopa jest ustawiona tak, jakbyśmy cały czas szli pod górę. To sprawia, że trzeba ugiąć kolana, naciągnąć ścięgno Achillesa i zmusić do pracy mięsień czworogłowy uda. Jeśli jeszcze zadbamy o to, żeby nie iksować kolan, czyli stawiać stopy na zewnętrznych krawędziach, to pomału, dzięki cierpliwej i ciężkiej pracy, zdołamy zmienić ważny wymiar życia. Pomaganie ludziom w sposób integralny musi uwzględniać wymiar ciało/psyche i ugruntowanie człowieka, zanim zaczniemy pracę nad sprawami trudniejszymi: z poziomu uczuć, związków, poczucia wartości, kontroli, sprawczości i seksualności itd.

Każesz pacjentom chodzić w butach z obcasem z przodu?
Zachęcam do ćwiczeń domowych lub udziału w specjalnych warsztatach. Alexander Lowen, jeden z twórców psychoterapii, która uznaje ciało za główny kanał dotarcia do nieświadomości i pracy nad nią, stworzył trzy podstawowe procedury do pracy z różnymi obszarami ciała. Dla nóg zalecał także chodzenie na bosaka po piasku, mielenie palcami drobnych kulek lub ziaren, bieganie po plaży. Można też gołe stopy postawić na początku szala i zwijać go pod nie palcami. Są też ćwiczenia bardziej wymagające. Pierwsze składa się z trzech pozycji, zaczynamy od tzw. żabki. Przysiad na obu nogach, stopy równoległe, barki pomieszczone między kolanami, a więc stopy są dociążone i oparte na zewnętrznych krawędziach. I tak próbujemy wytrzymać, przezwyciężyć pierwszą i drugą barierę bólu. Ale gdy ból jest ostry, kłujący, wtedy powoli wstajemy. Tak rozciągamy stawy i ustawiamy to, co jest wadliwie ułożone, we właściwej pozycji. Przyzwyczajamy nogi do większych obciążeń. Kolejna pozycja to tzw. małpa. Wstajemy z żabki, ale tylko unosząc biodra, głowa w dole, ręce zwisają luźno, palce dłoni lekko dotykają podłogi, stopy jak przyklejone do ziemi, zawsze w tym samym miejscu, kolana lekko zgięte, skierowane na zewnątrz. Stoimy i przekraczamy drugą i trzecią granicę bólu. Następnie pomalutku się prostujemy, głowę podnosimy na końcu, ale ręce unosimy tak, jakbyśmy obejmowali drzewo. I tak się ta trzecia pozycja nazywa: drzewo. I znów stoimy tak, jak długo możemy wytrzymać. W miarę jak będziemy dochodzić do wprawy, wzmacniać się i naprawiać nogi, te ćwiczenia mogą trwać znacznie dłużej.

Moda odsłoniła męskie stopy. Czy za tą zmianą w wizerunku poszła jakaś głębsza przemiana?
Tak, dzięki temu męskie stopy stały się obecne w świadomości mężczyzn jako część ciała, a tego mężczyznom brakowało. Brakowało więc im podstawy tej cielesnej wrażliwości, jaką daje chodzenie na bosaka, świadomość stóp. Mężczyźni i kobiety powinni chodzić w klapkach, w takich, które trzeba przytrzymywać palcami – to ważne zwłaszcza dla ludzi z płaskostopiem – choć na początku będzie trudno.

Mottem naszego cyklu o ciele jest zdanie z twojej książki, że ciało i dusza to dwie emanacje tego samego. A jeśli tak jest, to czym jest to, co przez nie emanuje?
Ty. Ty emanujesz przez swoje ciało, psychikę i ducha. To, co emanuje, jest stałe, niezależne i niezmienne. Tworzy jedynie przestrzeń, by formy, które przyjmuje, mogły się w pełni wyrazić, zrealizować swój potencjał.