1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Serotonina i dopamina – neuroprzekaźniki, które wpływają na nasz nastrój

Serotonina i dopamina – neuroprzekaźniki, które wpływają na nasz nastrój

W okresie jesiennym, gdy często mamy obniżony nastrój, powinniśmy łapać każdy promień słońca oraz dbać o taką dietę i takie czynności, które pomogą nam utrzymać odpowiedni poziom neuroprzekaźników. (Fot. iStock)
Chemia mózgu podlega zmianom, nieraz bardzo szybkim, zarówno we właściwym, jak i niepożądanym kierunku. Kluczową kwestią jest doprowadzenie do takiego stanu, w którym wszystkie neuroprzekaźniki współdziałają w optymalnym – co w żadnym razie nie znaczy niezmiennym ‒ zakresie.

Do najpospolitszych neuroprzekaźników pobudzających należą: glutaminian, noradrenalina i adrenalina. GABA i serotonina to z kolei przykłady neuroprzekaźników hamujących. Z kolei acetylocholina oraz dopamina – o której z pewnością już słyszałaś/słyszałeś – to związki chemiczne, które mogą odgrywać rolę zarówno hamującą, jak i pobudzającą – w zależności od tego, w którym miejscu mózgu się znajdują. Jeśli wszystkie neuroprzekaźniki funkcjonują prawidłowo, umysł jest stabilny, a procesy poznawcze doskonale funkcjonują.

Warto dowiedzieć się nieco więcej o tych niezwykłych związkach chemicznych ze względu na rolę, jaką odgrywają w pracy układu nerwowego – a więc i w naszym życiu.

Serotonina – hormon szczęścia

Choć serotonina należy do grupy najszerzej badanych neuroprzekaźników, jest jednocześnie jednym z trudniejszych do zrozumienia. Najlepiej znana jest ze swego wpływu na nastrój i emocje – stąd nazwa „hormon szczęścia” – odgrywa też ważną rolę w procesach zawiadujących wieloma funkcjami mózgu, takimi jak sen czy apetyt. To nie wszystko – serotonina między innymi ma udział w regulacji procesów trawiennych. Co może zaskakiwać: najnowsze badania wskazują, że nawet 95 procent serotoniny występującej w całym organizmie mieści się w przewodzie pokarmowym!

Wróćmy na moment do udziału serotoniny w pozytywnych emocjach. Warto wiedzieć, że produkuje ona „szczęście” tylko wówczas, gdy działa w optymalnym zakresie. Oznacza to, że gdy serotoninowy system zawodzi, pojawiają się zaburzenia o różnorakich objawach – od poważnych stanów depresyjnych (niedobór serotoniny) po zaburzenia rytmu serca i napady padaczkowe (nadmiar serotoniny). Pomijając przypadki wymagające leczenia i stosowania medykamentów, sami możemy wpływać na organizm, by był zdolny produkować odpowiednie ilości serotoniny i je użytkować. Najlepszym sposobem na to jest po pierwsze, zapewnienie sobie odpowiedniej dawki aktywności, co pozwala się wyciszyć, po drugie, włączenie do menu suplementów i/lub superfoodów, które są źródłem budulca wspomagającego produkcję serotoniny na właściwym poziomie zgodnie z zapotrzebowaniem w danych okolicznościach, oraz po trzecie, spożywanie codziennie produktów wspierających zdrowie mózgu i jelit.

Serotonina ma wpływ na:

  • nastrój i zachowania społeczne,
  • poczucie zadowolenia i spokoju,
  • apetyt i napady łaknienia,
  • jakość snu,
  • popęd płciowy i sprawność seksualną,
  • pamięć i uczenie się.

Serotonina i depresja

Depresja to zaburzenie występujące znacznie powszechniej, niż mogłoby się wydawać. Według szacunków Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego każdego roku na depresję zapada jedna osoba na piętnaście, a w ciągu swojego życia doświadczy jej co szósty człowiek. Jest to choroba o wielu aspektach i obliczach. Nikt, nie wyłączając specjalistów, nie ma pełnego obrazu co do jej przyczyn, choć do czynników depresjogennych powszechnie zalicza się kwestie genetyczne, biochemiczne, osobowościowe oraz środowiskowe, by wymienić tylko niektóre. Dobre wieści są takie, że jednocześnie depresja należy do zaburzeń psychicznych najłatwiej poddających się leczeniu: 80 do 90 procent osób ze zdiagnozowaną depresją pozytywnie reaguje na terapię. Jednak wbrew dość powszechnemu przekonaniu, że serotonina to antidotum na depresję, założenie to jest dość dalekie od prawdy, a poza tym nie wszystkie przypadki depresji mają swoje źródło w problemach z serotoniną (zarówno gdy mowa o ilości, jak i funkcjonowaniu neuroprzekaźnika). Mimo to działanie na rzecz wspierania właściwej funkcji serotoniny (oraz wszystkich innych neuroprzekaźników) może być dobrym punktem wyjścia, gdy depresja się pojawi.

Dopamina – pozytywny „nakręcacz”

Ach… te motyle w brzuchu i nie tylko! Dopamina jest niezwykle plastycznym neuroprzekaźnikiem i jeśli uda się ją zaprzęgnąć do działania na naszą korzyść, zapewni dodatkowy zastrzyk chęci i determinacji, a także fantastycznie pobudzi procesy poznawcze. Jak już wspomniałam, dopamina może działać zarówno jako neuroprzekaźnik hamujący, jak i pobudzający, a jej istotne role w organizmie są różnorakie, włącznie z regulacją pracy układu krwionośnego i nerek. Jeśli chodzi o mózg, to jest szczególnie znana ze swoich zdolności manipulowania zachowaniem ze względu na aktywowany przez nią sygnał nagrody, a jej oddziaływanie na procesy poznawcze zostało już dobrze rozpoznane. Z drugiej jednak strony w świecie medycyny ten neuroprzekaźnik cieszy się nie najlepszą opinią, ponieważ jego nadprodukcja może prowadzić do poważnych problemów.

Możemy się pokusić o takie porównanie: wśród wszystkich występujących w organizmie neuroprzekaźników dopamina odgrywa rolę włącznika ożywiającego rozwydrzonego łobuziaka, którego wszyscy w sobie nosimy. Mózg bardzo lubi stan zadowolenia i pozytywnego „nakręcenia”, jaki daje zalew dopaminy, który może zostać zainicjowany, gdy na przykład kupisz sobie coś, co już od dawna za tobą chodziło. Problem w tym, że zamiast się tym zadowolić, mózg zaczyna domagać się więcej takich doznań. A wiesz, co szczególnie mocno wznieca reakcję dopaminową? Niespodzianki! […]

Pomyśl o mediach społecznościowych – jest całkiem możliwe, że pozwalasz sobie na codzienną dawkę przyjemności, biorąc w nich bardziej lub mniej aktywny udział. Niekończące się przewijanie w poszukiwaniu kolejnych zdjęć, wpisów, filmików czy innych drobnych „niespodzianek” powoduje jeden maleńki wyrzut dopaminy za drugim, co na poziomie biochemicznym jest bardzo uzależniające, ponieważ mózg nie przestaje wołać: „Jeszcze, jeszcze!”. Twórcy stron internetowych doskonale znają ten mechanizm i umiejętnie go wykorzystują – czasem wspierając się specjalistami, których zadaniem jest przyciągać uwagę, byśmy poświęcali jak najwięcej czasu na zapoznawanie się z podawanymi przez nich treściami, na przykład reklamowymi.

Nie chodzi tylko o media społecznościowe. Twórcy wielu aplikacji również wykorzystują psychologiczne sztuczki. Na przykład niektóre aplikacje fitness przyznają „punkty” za liczbę godzin spędzonych na ćwiczeniach lub liczbę kroków, które się danego dnia zrobiło. Z kolei osoba ucząca się języka obcego za pomocą aplikacji za poprawnie wykonane zadanie zarobi porcję „klejnotów” i zostanie nagrodzona animacją fajerwerków. Nawet w mojej ulubionej aplikacji medytacyjnej zainstalowany jest licznik wskazujący, ile dni z rzędu oraz ile godzin w sumie medytowałam. Na zakończenie każdej sesji otrzymuję mały zastrzyk dopaminy, gdy obserwuję, jak liczby na liczniku wędrują coraz wyżej i wyżej… I tym chętniej wracam do medytowania.

Czy w takim razie dopamina jest dobra, czy zła? Jak w przypadku większości rzeczy jest i taka, i taka. Z jednej strony motywuje nas do dalszych działań i nagradza satysfakcją, z drugiej – można w niej upatrywać źródła uzależnień. Dopaminowa „gorączka” jest jednym z powodów, dla których tak trudne jest odstawienie wielu środków odurzających, a osoby zażywające kokainę czy sięgające po nikotynę potrzebują coraz większych dawek, żeby osiągnąć oczekiwany stan. Podobnie rzecz ma się z hazardzistami, którzy wpadają w uzależnienie, nie potrafiąc zrezygnować z emocji towarzyszących kolejnej próbie, która może przynieść upragnioną wygraną. To jednak nie koniec: zawód sprawia, że poziom dopaminy wręcz spada – to zjawisko nosi nazwę „błędu przewidywania nagrody”. Na przykład jeśli otwierasz urodzinowy prezent z nadzieją, że w środku znajdziesz upragnione trampki, o które prosiłaś/prosiłeś, a zamiast nich odkryjesz parę drapiących wełnianych skarpet, doświadczysz spadku dopaminy zamiast jej zastrzyku.

A jednak dopamina może przynosić wiele korzyści. W prehistorycznych czasach to właśnie ona motywowała ludzi do poszukiwania żywności, budowania schronienia i wytwarzania narzędzi, dzięki czemu wykonywanie niebezpiecznych bądź nowych zadań, które stały się konieczne do przetrwania, zaczynało wręcz sprawiać przyjemność, a nawet w dobrym znaczeniu uzależniać.

Dziś nie trzeba przedzierać się przez leśne gęstwiny w poszukiwaniu jagód, żeby doświadczyć dopaminowej nagrody. Czy zdarzyło ci się kiedyś poświęcić sporo weekendowych godzin na koszenie trawnika lub mycie samochodu, by na koniec poczuć niekłamaną satysfakcję, która była dla ciebie wystarczającą nagrodą za porządnie wykonaną pracę? To właśnie działanie dopaminy. Wyznaczanie sobie celów i osiąganie ich, niezależnie od ich wielkości i doniosłości, to najlepszy sposób na naturalne podniesienie poziomu dopaminy. Co ciekawe, ponieważ znaczna część mózgu bierze udział w kontrolowaniu dłoni (ruch i dotyk), im bardziej „namacalne” zadanie sobie wyznaczysz, tym większą odczujesz satysfakcję po jego osiągnięciu. Mam dobą wiadomość: gotowanie – w szczególności w oparciu o nowe przepisy – to doskonały przykład na praktyczne, wymagające pracy rąk i zorientowane na łatwo osiągalny cel działanie w naturalny sposób prowadzące do wzrostu poziomu dopaminy!

Dopamina ma wpływ na:

  • nastrój i zachowanie,
  • kontrolę motoryczną,
  • motywację i determinację,
  • koncentrację i pamięć.

Fragment z książki: „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć”

Smart Plants Julie Morris Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze