Nigdy wcześniej nie produkowaliśmy tyle żywności. A jednak świat zmaga się jednocześnie z otyłością, głodem i niedożywieniem. 1,2 miliarda ludzi nie stać na odżywcze i zdrowe żywienie. Czy jest sposób na wyjście z tego błędnego koła?
Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 10/2026.
Jak będzie wyglądał nasz obiad w 2075 roku? Czy na talerzach pojawi się mięso wyhodowane w laboratorium, sery produkowane bez udziału krów albo jedzenie pochodzące z drukarki 3D? A może największą rewolucją nie będą nowe produkty, tylko zmiana naszego myślenia o jedzeniu. To pierwszy z serii felietonów o kuchni przyszłości. Zagłębiając się w rozważaniach filozoficznych, czytając raporty i prognozy naukowców, miałam wrażenie, że konieczny jest krok wstecz zamiast pędu do przodu. Zatrzymanie się, zobaczenie, czym dysponujemy i jak lepiej z tego korzystać.
Dziś wiemy, że choć Zielona rewolucja, zapoczątkowana w latach 60. ubiegłego wieku, uratowała przed głodem setki milionów ludzi, przyczyniła się również do intensyfikacji rolnictwa, większego zużycia nawozów i pestycydów, degradacji części gleb oraz uproszczenia upraw.
Nigdy wcześniej nie produkowaliśmy tyle żywności. A jednak świat zmaga się jednocześnie z otyłością, głodem i niedożywieniem. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, w 2024 roku ponad miliard ludzi choruje na otyłość, około 670 milionów doświadcza głodu (1 osoba na 12, przy czym w Afryce to aż 1 osoba na 5), a 1,2 miliarda ludności nie stać na odżywcze i zdrowe jedzenie.
Coraz więcej ekspertów uważa więc, że dieta przyszłości musi polegać na mądrzejszym wykorzystywaniu tego, co już produkujemy. Pandemia, wojna w Ukrainie czy napięcia na światowych szlakach handlowych pokazały, jak kruche potrafią być globalne łańcuchy dostaw.
Na Kongresie Kobiet usłyszałam, że posiadanie własnych nasion jest ważnym elementem naszego osobistego bezpieczeństwa żywieniowego. I nagle przypomniały mi się kobiety uciekające z Ukrainy, które podróżowały właśnie z nasionami. Nigdy wcześniej nie pomyślałam, że garść nasion może być ważniejsza od zapasu makaronu.
A przecież właśnie od nich zaczyna się całe bezpieczeństwo żywnościowe.
Przyszłość to z pewnością w dużej mierze nauka i technologia. W kolejnych miesiącach opowiem państwu, co już się dzieje. Ale napiszę także o ziemniaku. Zapoznając się z prognozami i raportami FAO (Organizacja ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa), zrozumiałam, że potrzebne nam dobre prawo, edukacja, inwestycje w kierunku zrównoważonego rozwoju, silna współpraca naukowców z rolnictwem oraz odpowiedzialni konsumenci.
Jedną z najczęściej przywoływanych koncepcji jest dieta planetarna. To model żywienia (pisałam już o nim tutaj i w mojej książce) opracowany przez międzynarodową komisję EAT-Lancet. Nie zakłada, że wszyscy zostaniemy weganami. Zachęca natomiast do większego udziału warzyw, owoców, roślin strączkowych, pełnych zbóż i orzechów, przy jednoczesnym ograniczeniu czerwonego mięsa i cukru. Szacuje się, że taki sposób żywienia mógłby zapobiegać nawet blisko 11 milionom przedwczesnych zgonów rocznie, a jednocześnie zmniejszać presję na środowisko. Może więc kuchnia przyszłości nie zaczyna się od drukarki 3D ani mięsa komórkowego. Może zaczyna się dziś – od pytania, czy naprawdę potrafimy szanować jedzenie, które już mamy.
Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Prowadzi blog kachblazejewska.pl, autorka „Poradnika pozytywnego jedzenia” i podcastu „Jelita – twój drugi mózg” (na: zwierciadlo.pl).