fbpx

Powikłania po grypie są tak samo groźne jak choroba. Nie lekceważ ich!

Powikłania po grypie są tak samo groźne jak choroba. Nie lekceważ ich!
Z grypą się nie pracuje. Z grypą leży się w łóżku. (Fot. Getty Images)

Niby nic takiego. Gorączka, bóle mięśni, niektórzy mają pokusę, żeby, kiedy poczują się odrobinę lepiej, wrócić do normalnej aktywności. Nie róbmy tego. – Grypa to choroba, która może grozić powikłaniami. Poważnymi. Takimi jak zapalenie płuc czy mięśnia sercowego  – przestrzega specjalistka chorób wewnętrznych Anna Plucik-Mrożek.

Jesienią zawsze wraca temat grypy. A ten rok jest szczególny, bo na sezon grypowy nakłada się pandemia COVID-19. Czy to znaczy, że będzie dwa razy trudniej?
Jeśli spojrzymy na statystyki – na stronach Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego są przedstawione bardzo rzetelnie – zobaczymy dwie rzeczy. Wiosną tego roku, kiedy zamknęliśmy się w domach, zaczęliśmy się izolować, było o ok. 200 tysięcy zachorowań mniej niż w ubiegłym sezonie. Trzy miliony 700 tysięcy – w stosunku do czterech milionów w roku poprzednim. Izolacja działa nie tylko na COVID-19, ale i na inne infekcje. Tylko że teraz izolacja została jednak znacząco rozluźniona i raczej nie da się wrócić do tego, co w marcu.

A co będzie, jeśli przyjdzie zapowiadana druga fala pandemii?
Zastanawiam się, czy to nie będzie raczej medialna druga fala. Bo przecież wirus występuje w każdej strefie klimatycznej, mamy zachorowania i w Brazylii, i na kole podbiegunowym, i na równiku. Temperatura nie ma na niego chyba znaczącego wpływu, może trochę wilgotność, ale nie aż tak. Druga fala – jeśli przyjdzie – będzie więc wynikała raczej z tego, że ludzie mają dość i nie trzymają się już zasad, nie mają na to już wystarczająco siły i motywacji.

Tak, rozluźniamy zasady. I my sami sobie, i rządzący nam.
No i pewnie będą efekty. Jednak ciągle w miejscach publicznych nosimy maseczki, w szkołach są stosowane środki ochronne. W przychodniach i szpitalach też zachowujemy większą ostrożność. Mam więc nadzieję, że i zachorowalność na grypę będzie mniejsza.

Myśli pani, że więcej osób zdecyduje się teraz na szczepienie?
Tak, już to widzę, pytają mnie o możliwość zaszczepienia ludzie, którzy do tej pory nie szczepili się nigdy. Teraz o tym myślą. Oczywiście od myśli do decyzji droga długa, ale już samo to, że się zastanawiają, to jest coś. W aptekach ludzie pytają o szczepionki znacznie częściej. Myślę, że wyszczepialność będzie lepsza.

A z tym akurat mamy problem od lat.
Tak, szczepi się u nas mniej więcej cztery procent społeczeństwa. A liczba zachorowań jest zależna od liczby szczepień. My mamy najniższą wyszczepialność w Europie i jedną z najwyższych zachorowalność.

Czym grozi grypa?
To oczywiście jest tak, że osoby starsze, z wieloma dodatkowymi chorobami, z obniżoną odpornością, przechodzą grypę ciężej. Śmiertelność nie jest wysoka – na 3 mln 700 tys. chorych mamy zaraportowane 64 zgony. Choć śmiertelność w grypie jest akurat niedoszacowana. Bo jeśli w wyniku grypy osoba starsza ma problemy z sercem, trafia do szpitala i tam umiera, to w karcie zgonu będzie mieć wpisane: serce, a nie grypa.

Ale nie mówimy tylko o śmierci. Samo przejście grypy przyjemne nie jest. Wysoka gorączka, czasem i 40 stopni, bóle każdego mięśnia, osłabienie takie, że i 20-latek ma kłopot z dojściem do toalety. No i parę dni trzeba przeleżeć, zrezygnować z pracy, z aktywności. Zdarzają się też powikłania po grypie. Na przykład dwa lata temu – obserwowaliśmy to z kolegami – na izbie przyjęć mieliśmy bardzo dużo przypadków młodych ludzi, 30, 35 lat – przychodzili z dusznością i okazywało się, że mają zapalenie mięśnia sercowego. Oczywiście jeśli ktoś jest młody i generalnie zdrowy, to mu to przejdzie, ale nie ma co ukrywać – jego serce nie wychodzi z takiej przygody zupełnie bez szwanku. Jakieś delikatne uszkodzenia w tym mięśniu są, taki człowiek będzie więc bardziej narażony na choroby serca w wieku późniejszym.

Zapalenie oskrzeli, zatok, opon mózgowych – to wszystko są pogrypowe powikłania. Może też pojawić się wirusowe zapalenie płuc, podobne do tego, które obserwujemy w przebiegu COVID-19, następuje śródmiąższowe uszkodzenie tkanki płucnej. Część tych zmian się cofa, ale może zostać włóknienie – jeśli zwłóknieje tkanka śródmiąższowa na zewnątrz pęcherzyka płucnego, to pęcherzyk nie ma już takiej jak wcześniej możliwości wymiany gazowej, czyli doprowadzania tlenu do krwi, odżywienia i utlenowania każdej komórki ciała. Wszystko wskazuje na to, że w przypadku grypy takich przypadków jest mniej niż przy COVID-19, ale jeśli dopadnie to akurat ciebie, to jest ci wszystko jedno, czy jesteś w mniejszości, czy w większości… Ale pamiętajmy, w przypadku grypy mamy możliwość zapobiegania – czyli szczepionkę. Trudno mi zrozumieć, że ludzie nie chcą z tego korzystać. A w tym roku to szczególnie ważne, bo objawy grypy mogą przypominać COVID-19. Jeśli będziemy przed grypą zabezpieczeni, wyeliminujemy podejrzenie zakażenia tą chorobą.

Czym jeszcze grypa może się skończyć?
Nadkażeniami bakteryjnymi. Zaczyna się od wirusowego zapalenia płuc. Wirus grypy ma enzymy uszkadzające nabłonek dróg oddechowych, dochodzi do obrzęku nabłonka – a to niejako otwiera drogę bakteriom. To częste powikłanie grypy, częstsze niż zapalenia mięśnia sercowego. Dotyka dość dużej liczby chorych – najczęściej tych, którzy albo grypę lekceważą, albo są słabsi z natury. Starsi, mniej odporni.

I wtedy nie unikniemy kuracji antybiotykowej?
Tak, antybiotyki działają tylko na bakterie, grypy się nimi nie leczy, ale te nadkażenia bakteryjne są dość częste. Taka choćby sekwencja zdarzeń: grypa, leżę w łóżku trzy dni, czwartego czuję się lepiej, więc wstaję, a piątego wraca wysoka gorączka. To może być sygnał, że dochodzi do nadkażenia bakteryjnego.

Rozumiem, że jeśli dopadnie nas grypa, to branie środków zwalczających objawy i chodzenie do pracy jest działaniem, którego pani raczej nie poleca?
Mamy powszechny kult pracy. I tego, żeby się nie dać chorobie. Na szczęście coraz więcej ludzi – i pracowników, i pracodawców – rozumie, że nie tędy droga. Z grypą się nie pracuje. Z grypą leży się w łóżku. Jeśli „przechodzimy” zwykłe przeziębienie, pewnie nic strasznego się nie stanie, przy grypie może. Ale – i to w gruncie rzeczy plus – normalna aktywność przy grypie nie jest taka prosta, objawy tej choroby nie jest łatwo zwalczyć środkami maskującymi objawy. Choć i tak część chorych próbuje.

Może teraz, przy pandemii, będziemy bardziej o siebie dbać?
To na pewno. Bardziej się boimy, uważniej się sobie przyglądamy, także jako społeczeństwo jesteśmy mniej tolerancyjni niż wcześniej – wystarczy, że ktoś zakaszle, od razu inni patrzą na niego podejrzliwie, boimy się zachorowania. No i są procedury – choćby w szkołach, w przychodniach.

Naprawdę warto dbać o siebie. Udawanie bohatera może źle się skończyć. Jeśli nasz układ odpornościowy jest zajęty walką z chorobą, a my mu jeszcze dokładamy roboty, bo idziemy na przykład do pracy, gdzie dopada nas stres, zmęczenie, to choroba trwa dłużej, ciężko nam z niej wyjść, a potem łatwiej zapaść na kolejną infekcję. Czasem widać taką sekwencję: chorujemy, lekceważymy objawy, bierzemy leki maskujące, idziemy do pracy, niby nam przechodzi, kilka dni jest ok, a potem znowu coś się dzieje. I tak przez cały sezon – raz w miesiącu chorujemy.

Czyli osłabiamy swoją odporność?
Tak. Jeśli jest choroba, nie dokładajmy sobie nic więcej, pozwólmy organizmowi sobie z nią poradzić. Inaczej skutki będą odwrotne od zamierzonych. Zachorowałeś? Połóż się do łóżka. Trzeba dać sobie trochę luzu, to zmniejsza ryzyko powikłań. No i jeszcze raz powtórzę: trzeba się szczepić. Ja przeszłam grypę raz w życiu, byłam wtedy na stażu w szpitalu, do dziś to pamiętam, choć nie miałam żadnych powikłań. Szczepię się co roku. Ze względu na siebie i na moich pacjentów. Są wśród nich starsi ludzie, nie chcę ich narażać.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze