fbpx

Dziękuję ci, że byłaś

Dziękuję ci, że byłaś
fotochannels.com

Każde rozstanie jest bolesne, ale my komplikujemy je jeszcze bardziej, unikając jednoznacznego komunikatu: „Odchodzę, moje uczucia się skończyły” – mówi psychoterapeuta Andrzej Wiśniewski.

– Dlaczego tak trudno nam się rozstawać? Przecież spotkania i rozstania są wpisane w nasze życie.    
– Kiedy ludzie się spotykają, to choć są niepewni, ostrożni, pełni obaw, choć testują, czy zostaną przyjęci, mają zazwyczaj dla siebie dobre uczucia. Natomiast w czasie rozstania dominują te negatywne. Spodziewamy się ich ze strony partnera, ale my też przecież je żywimy.

– Rozstanie trudniej znieść osobie porzucanej?
– Myślę, że każdej ze stron jest trudno, natomiast osobie porzucanej należy się wyjaśnienie, dlaczego partner podejmuje taką decyzję. I tego wyjaśnienia najczęściej nie ma, bo albo porzucający znika jak sen złoty, albo chce za wszelką cenę odejść i kłamie lub oskarża partnera. A tak naprawdę do każdego rozstania doprowadzają dwie strony. Rzadko dochodzi do tego z winy jednej.

– Nawet jeśli ta osoba zdradza?
– Nie usprawiedliwiam tego, kto zdradza, uważam jednak, że zdrada jest efektem bardzo ciężkiego kryzysu w związku i pracują na nią obie strony. Obydwie są odpowiedzialne na przykład za brak rozmów, które mogłyby ten związek chronić. Co więcej, spotkałem wiele osób zdradzonych, które mówiły, że muszą podziękować tej trzeciej osobie, bo ich związek po zdradzie zdecydowanie się poprawił. Czasem zdrada pozwala ludziom dotrzeć do najgłębszych pokładów swoich uczuć, a nawet uchronić ich przed rozstaniem.

– Ale bywa, że lepiej się rozstać.
– Uważam, że zawsze zdecydowanie lepiej walczyć o związek, choć oczywiście niektórych nie da się uratować, bo są tak destrukcyjne, że ludzie nie mają szans na normalne życie. Obserwuję pary, których miłość umiera śmiercią naturalną. Ci ludzie odsuwają się od siebie, coraz mniej ich łączy poza tym, że razem mieszkają. Gdy któreś z nich decyduje się na rozstanie, to nagle jakby budzi uczucie bliskości po drugiej stronie. Celowo mówię „jakby”, bo najczęściej nie chodzi tu o odkrywanie wartości partnera i ożywienie do niego uczuć, tylko o to, że ta osoba czuje się porzucona, a więc spada jej poczucie własnej wartości. I walcząc o partnera, tak naprawdę walczy o pozytywny obraz samej siebie. Myślę, że w rozpaczliwej obronie związku jest też bardzo często walka o dobrą samoocenę.

– W jaki sposób najczęściej ludzie się rozstają?
– Stosują różne wybiegi. Znam mężczyznę, psychologa zresztą, który zaprosił swoją żonę na wspaniałą kolację, w czasie której zakomunikował jej, że to ich pożegnalne spotkanie, bo właśnie odchodzi. Dla tej żony to musiał być dramat. Otrzymała bowiem dwa sprzeczne komunikaty: z jednej strony prezent, a z drugiej cios. Niektórzy ludzie próbują osłodzić drugiej stronie złą nowinę, choć tak naprawdę chronią w ten sposób siebie: zobacz, jak ja się chcę z tobą kulturalnie rozstać, nie możesz mieć do mnie pretensji. Jeszcze inni zrzucają winę na różne okoliczności.

– Jaki błąd popełniają i jedni, i drudzy?
– Unikają jasnego komunikatu: „Odchodzę, moje uczucia się skończyły, moja decyzja jest przemyślana”. Usiłują kluczyć i wskutek tej niejednoznaczności pojawia się u partnera cała masa różnych fantazji, przypuszczeń, nadziei, no i to nakręca dramat. Trudno wyobrazić sobie sytuację, aczkolwiek znam takie, że ludzie siadają i rozmawiają: Dobrze mi było z tobą w tym i w tym, dziękuję ci za to, ale w tym i w tym czułem się fatalnie.

 

Czy przyjaźń po rozwodzie jest możliwa?
– Propozycja przyjaźni ma często dwa cele. Pierwszy: „Nie mogę cię kochać, ofiaruję ci przyjaźń, nie miej do mnie pretensji”. Drugi: „Nie możesz mnie kochać, to chociaż ofiaruj mi przyjaźń”. No i sytuacja staje się trudna, bo jeżeli tak określi się relacje, to ludzie zaczynają mieć nadzieję, że z tej przyjaźni uda się wrócić do związku. Przyjaźń jest możliwa w związkach, które dawno już się rozeszły, w których uczucie wygasło.

– Opisane przeze mnie byłe małżeństwo wyjeżdża nawet – ze swoimi nowymi partnerami i dziećmi – na wakacje.
– Moim zdaniem ktoś musi w tym czworokącie cierpieć albo cierpią wszyscy po trochu. Ludzie, którzy chcą się rozstać, bo coś się skończyło, rozstają się i nie mówią: „Chcę być twoim przyjacielem”. Owszem, powinni zawrzeć kontrakt dotyczący wychowania dzieci, bo to jest bardzo ważne, żeby przy rozstaniu nie wciągać ich w spory. Niestety, dzieci są często kartą przetargową – wygrywa ten, kto ma z nimi lepszy kontakt, albo ten, kto ukarze drugą stronę jego zakazem.

– Osoba inicjująca rozstanie czasem się asekuruje, żeby w razie czego móc wrócić.
– Czasem ludzie wiążą się z trzecią osobą, ale nie zrywają głównego związku, jak gdyby mówiąc: „Ty się o mnie staraj”. I partner rzeczywiście się stara, więc porzucający znajduje się w uprzywilejowanej sytuacji, bo starają się o niego dwie osoby. Najczęściej postępują tak ludzie, którzy czują się zdominowani. To rodzaj odwetu i rozpaczliwa próba zastąpienia miłości władzą, bo władza jest substytutem miłości: „Skoro nie możesz mnie kochać, to będę cię kontrolował”. Są też pary, ja je nazywam „na gumce”, w których raz jedna, raz druga strona odchodzi, czyli każde z nich naprzemiennie zdobywa władzę.

– Jak wobec tego się rozstawać?
– Jasno komunikować swoją decyzję i nie lawirować. Akceptować prawo osoby porzucanej do złości, rozpaczy, poczucia bycia oszukaną. Mieć świadomość, że skoro odchodzę, to też krzywdzę i muszę to przyjąć na siebie. Rozstanie to przeżycie traumatyczne. Otwiera całą przestrzeń do spekulacji, co by było gdyby, do oskarżania siebie, partnera. Czasami ciągnie się latami, uniemożliwiając ludziom rozpoczęcie sensownego życia. Znam kobietę, która bardzo cierpiała po rozstaniu z mężem. Syn, chcąc ją pocieszać, próbował wejść w rolę dorosłego, na co ona powiedziała: „Ja muszę sama sobie z tym poradzić, ty idź się uczyć, potem pójdziemy do kina”. I tak to powinno wyglądać.

Andrzej Wiśniewski  – psychoterapeuta z Laboratorium Psychoedukacji, doktor filozofii. Jest kierownikiem Studium Terapii Rodzin i superwizorem treningu psychologicznego i psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Żonaty, ma córkę.