fbpx

Pochwal mnie

Wiele lat temu, gdy prowadziłem aktywne życie, a czas płynął wolniej i był bardziej gęsty, odwiedziłem znajomą. Nie pamiętam, czy moje intencje były czysto towarzyskie, pamiętam tylko, że mało kto wtedy miał telefon i wpadało się, ot tak, bez zapowiedzi. Nic dziwnego, że nie zdążyliśmy wypić herbaty, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Stanęła w nich znana warszawska nauczycielka. Niewiasty piły alkohol, ja nie. Ile straciłem w życiu przez swoją alkoholową wstrzemięźliwość.

Gdy na chwilę wyszedłem z pokoju, usłyszałem, jak nauczycielka, już mało przytomna, mówi do przyjaciółki: „No, nareszcie poszedł do domu, całe szczęście…”. I tu nagadała na mnie to i owo. A ja właśnie wracam – pobladła i wypiła kolejny kieliszek, potem następne, pewnie z rozpaczy, że taki nietakt.

Musiałem ją potem pijaną gdzieś odwozić, nosić… Ach, gdyby jej uczniowie to widzieli, byliby zachwyceni.

A teraz mogę coś powiedzieć w formie poetyckiej prozy: żyłem tyle lat i nie wiedziałem, co mówią za moimi plecami, jak wy nie wiecie, drodzy czytelnicy. Dopiero teraz, gdy mam już skręcony kark, czasami udaje mi się przeczytać stare wypłowiałe napisy na swych plecach. I szepty zakrzepłe jak zacieki. Ilu głupstw bym nie zrobił, gdybym je usłyszał i przeczytał wcześniej. Usiadłbym na krześle nieruchomo, zamknął oczy. I na wszelki wypadek przestał oddychać.

Czy nie lepiej więc mieć w nosie czyjeś opinie? Ale gdy z kolei zobojętniejemy na naganę i pochwałę, czy nie zmieni to nas w myślącą roślinę? Człowieczeństwo to też próżność, ale i blizny, jakie żłobią w nas czyjeś słowa.  

Znałem wielu słynnych ludzi. I wiem, że powszechne uwielbienie, nawet Nagroda Nobla, nie chronią przed niepokojami na temat własnej wartości. Wszyscy potrzebujemy pochwał, chociaż wielu to ukrywa. Pochlebcy dobrze o tym wiedzą. I mają rację, nic tak nie zdobywa serc jak pochwała. Pamiętam radość Czesława Miłosza, gdy pochwaliłem kilka jego nowych wierszy. Nie mogłem się nadziwić – kim jestem, że tak się cieszy? Ale nie zapomnę też swojej głupoty, gdy podczas telefonicznej z nim rozmowy wspomniałem, że jakiś narodowy idiota w swej książce gromi go za brak patriotyzmu. Nie przyszło mi do głowy, że książkę od razu kupi i będzie potem rozpaczać, o czym dowiedziałem się od jego młodej znajomej. Powiedziała mi: „Wiesz, jakiś idiota wspomniał mu o książce innego durnia i biedak teraz się okrutnie trapi”.

Wielcy sławni i bogaci, którzy zbudowali zamki warowne pewności siebie, muszą nieustannie je zaopatrywać w wodę i w jedzenie. Potrzebują potwierdzeń na tyle licznych, by utrzymać w mocy tę wielką budowlę. Dziecko nie dosyć chwalone wyrośnie na człowieka, który całe życie będzie musiał karmić swoją niepewność. Zaś chwalone nadmiernie stanie się narcyzem, maniacko potwierdzającym swą wielkość.

Pochwała przenika człowieka słodkim dreszczem, to widać. Ale niektórzy reagują niepokojem. Chcą jej jak wszyscy, ale budzi ona wewnętrznego krytyka, który szepce: nie zasługujesz. Wątpliwości co do własnej osoby dręczą bowiem każdego. Dlatego wymyśliliśmy miłość – jak napisał Emil Cioran – „milczący układ między dwojgiem nieszczęśników, dzięki któremu mogą się oni wzajemnie wychwalać i przeceniać”.

A czemu tak źle reagujemy na samochwałę? W końcu jest uczciwy i szczery, bardziej niż my, którzy udajemy skromność. Swym zadowoleniem nas pomniejsza. A przecież przyznaje się na głos, jak bardzo jest niedopieszczony. I musi pieścić się sam. Biedny. Ale czy my byśmy czynili inaczej, gdyby nie lęk przed śmiesznością i dobre obyczaje?