Na czym to polega i jak to zrobić, czyli rozmnażanie roślin

Tworzony przez lata ogród to ogromny majątek. Z jednej strony założenia, z drugiej rośliny, no i jeszcze nasza ogromna praca, której w żaden sposób nie da się wycenić. Szukamy więc rozwiązań, które pozwolą nieco zaoszczędzić na wydatkach. Dzięki własnym sadzonkom co prawda nie zaoszczędzimy sił, ale pieniądze – i owszem.

Nagrodą będzie też satysfakcja z każdego własnoręcznie wyhodowanego egzemplarza. Robiąc sadzonki, dzieląc byliny czy przygotowując odkłady, będziemy mieć pewność, że nowa roślina będzie identyczna jak mateczna, czyli zachowa wszystkie te cechy, dla których postanowiliśmy ją rozmnożyć. Wbrew pozorom to wcale nietrudna sztuka, a nazywamy ją rozmnażaniem wegetatywnym.

Sadzonki z krzewów

Najlepszy okres ich przygotowania to koniec maja i czerwiec, choć bywa, że wegetacja nieco się przedłuża, więc i my zyskujemy nieco więcej czasu. W każdym razie ważne jest, by wierzchołek pędu, z którego będziemy robić sadzonkę, nie był ani zbyt giętki, ani zupełnie zdrewniały. Najlepiej, by po wygięciu się łamał. Ucinamy pęd – może być wierzchołkowy lub tegoroczną gałązkę – i tniemy na 7-9 centymetrowe kawałki, używając ostrego sekatora. Jeśli roślina ma duże liście, część z nich usuwamy, by ograniczyć parowanie, czyli spowolnić nieco procesy życiowe. Ważne, by takie zabiegi przeprowadzać, gdy jest pochmurno lub wręcz deszczowo. Nie można robić tego w pełnym słońcu, bo rośliny bardzo szybko stracą wodę, zwiędną i zginą.

Odcięte fragmenty umieszczamy w podłożu – najlepiej w specjalnym do sadzonek – na głębokości około 2-3 cm w zależności od ich wielkości. Można też zastosować ukorzeniacz, który ochroni przed szkodnikami i przyspieszy tworzenie się młodych korzonków. Doniczki z sadzonkami stawiamy w odsłoniętym od bezpośredniego światła miejscu i często zraszamy. Po kilku tygodniach, próbując wyciągnąć roślinkę z doniczki, poczujemy opór – to znak, że „trzyma” się podłoża nowymi korzonkami. Jeśli sadzonki były trzymane we wnętrzu, przed wysadzeniem do ogrodu należy je zahartować, czyli wystawić na kilka dni na dwór. Nie na mocne słońce!

Po zahartowaniu mogą powędrować na swoje stałe miejsce. Wiele osób nie ma czasu lub ochoty na przygotowywanie specjalnego miejsca na sadzonki w domu, więc upraszcza cały proces i fragmenty pędów umieszcza wprost w ziemi. Pamiętajmy tylko, by pędy umieszczać w zacisznym miejscu, osłoniętym od wiatru i słońca. No i konieczne jest utrzymywanie wilgoci w podłożu!

Możemy też ściąć pędy wierzchołkowe (tak by miały 3-4 liście) pod tym liściem, który jest najniżej – ten usuwamy. Sadzonkę możemy obsypać ukorzeniaczem (do roślin zdrewniałych) i umieszczamy w podłożu (zdecydowanie polecałabym specjalne do rozsady) w małej doniczce i ustawiamy w jasnym miejscu (ale nie na bezpośrednim słońcu, które spaliłoby młodą roślinkę). Od czasu do czasu roślinę zraszamy – takie podlewanie jest najbezpieczniejsze – i nakrywamy słoikiem, który podnosimy codziennie, by wymienić powietrze, lub podziurkowaną torebkę foliową. Po około 3-4 tygodniach roślina wytwarza własne korzenie. Przed wysadzeniem do właściwego pojemnika, zahartujmy ją, zdejmując „pokrowiec”.

Z wycieczką na dwór poczekajmy, aż ustabilizuje się pogoda. W ten właśnie sposób rozmnażamy między innymi pelargonie, koleusy (ozdobne pokrzywki), fuksje, margerytki, heliotropy. To jeśli chodzi o rośliny, które najczęściej są hodowane w pojemnikach, a co z całą resztą?

(…)

 

Więcej w książce „Maja w ogrodzie wiosna/lato.” Mai Popielarskiej, Wydawnictwo Zwierciadło. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.