Strach przekuty w gniew

Elisabeth Åsbrink, szwedzka pisarka i dziennikarka. (Fot. Roberto Ricciuti/Getty Images)
Elisabeth Åsbrink, szwedzka pisarka i dziennikarka. (Fot. Roberto Ricciuti/Getty Images)

Szwecja to dla nas kraj równouprawnienia, mrocznych kryminałów i dobrego designu. Reportażystka Elisabeth Åsbrink burzy te stereotypy i stara się pokazać prawdziwą twarz tego kraju. Zastanawia się nad definicją szwedzkiej tożsamości.

Elisabeth Åsbrink potrafi słuchać jak nikt. Bardzo aktywnie. Zadaje właściwe pytania, zwraca uwagę na szczegóły. Po chwili łatwo się pogubić, kto z kim przeprowadza rozmowę, kto kogo odpytuje. Gdy historia mojej rodziny zostaje już wyłożona niczym karty na stół, a ja zachodzę w głowę, jak to się stało, Åsbrink zaczyna mówić o swojej i daje mi jeszcze więcej.

Od lat krytycznie wypowiadasz się o szwedzkiej historii i wizerunku Szwecji jako sprawiedliwego społecznie państwa, które zawsze postępuje przyzwoicie. Czy wytykano ci kiedyś, że pozwalasz sobie na krytykę, a nie jesteś prawdziwą Szwedką?
Przecież jestem.

Mieszkasz w Szwecji od zawsze, ale nie masz szwedzkich rodziców.
To prawda. Moi rodzice – Angielka i Węgier – zawsze mówili o Szwecji jak o jakimś innym kraju, jakby w ogóle w niej nie mieszkali. To było dla mnie mylące, bo w końcu urodziłam się w Szwecji [śmiech]. Oni mieli swoje ojczyzny, do których w rozmowach wracali, a ja przez długi czas czułam się jak obcokrajowiec. W dodatku dopóki nie poszłam do szkoły, nawet nie próbowałam szwedzkiego jedzenia, które wydawało mi się dziwne. Moje włosy były inne, ciemne i kręcone. Zawsze chciałam być, jak Agnetha z zespołu Abba, wysoką blondynką, a nie byłam [śmiech]. W dodatku do 14. roku życia odsuwałam od siebie myśl, że jestem Żydówką.

Dlaczego?
Nie chciałam dźwigać tego ciężaru. Dopiero kiedy skończyłam 14 lat, zrozumiałam, że to moje dziedzictwo i muszę wziąć za nie odpowiedzialność. Bo moja rodzina zginęła w Holokauście. A mając 22 lata, pojechałam do Egiptu. W zderzeniu z tamtą rzeczywistością zrozumiałam, jak inny jest mój sposób myślenia. Że chcę być wolną, niezależną finansowo kobietą, chcę wchodzić w związki bez konieczności zawierania małżeństwa, chcę móc studiować, pracować i mieć dzieci – to Szwecja obudziła we mnie te idee, a przez lata się one umocniły. Nagle okazałam się bardzo szwedzka.

W książce "Made in Sweden..." autorka burzy wiele stereotypów dotyczących Szwecji (Fot. Getty Images)
W książce „Made in Sweden…” autorka burzy wiele stereotypów dotyczących Szwecji (Fot. Getty Images)

W wydanej właśnie w Polsce książce „Made in Sweden. 60 słów, które stworzyły naród” piszesz, że jako dziecko często pytano cię, skąd jesteś, ale potem już nie. Co się wydarzyło pomiędzy?
Dwie rzeczy, natury ogólnej i prywatnej, obie w tym samym czasie. Ta pierwsza wtedy, gdy Szwecja zaczęła przyjmować imigrantów z Grecji, Turcji, Włoch, a kiedy miałam 25 lat, także z Somalii. Przyjezdni wyglądali jeszcze bardziej egzotycznie niż ja, więc nagle przestałam się wyróżniać. W tym czasie zaczęłam też pracować w radiu i telewizji jako dziennikarka. Mój status społeczny wzrósł i przestano mi zadawać takie pytania.

Czy myślisz, że twoi rodzice traktowali Szwecję jako miejsce tymczasowe do życia?
Może matka tak o tym myślała, ale ojciec uciekł z komunistycznych Węgier, aresztowaliby go, gdyby wrócił do kraju. Niemniej rodzice zawsze czuli się – i czują – bardzo odrębni od Szwedów, jakby zawsze byli obcy. I myślę, że to po nich odziedziczyłam.

Jesteś jednocześnie szwedzka i obca w swoim kraju?
Tak, ale w moim przypadku to akurat dobrze. Pisarz powinien mieć w sobie takiego obcego, innego. Jako pisarka jestem jednocześnie w środku sytuacji i patrzę na nią z zewnątrz, a to ważne, żeby móc widzieć rzeczy obiektywnie.

Holokaust jest obecny w tym, co piszesz. Jak twoi rodzice na to zareagowali?
Do książki „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” potrzebowałam wypowiedzi matki, która zwykła mówić, że jej ciemna karnacja to rezultat hiszpańskich korzeni. Odmówiła, mówiąc, że ludzie się dowiedzą, że jest Żydówką. Uspokoiłam ją, że nikt nas ze sobą nie połączy, bo przecież wyszłam za mąż i mam inne nazwisko. Na co ona odrzekła: „A to dobrze, nikt nie pomyśli, że jesteśmy spokrewnione”.
Po publikacji „W Lesie…” to właśnie naziści mnie atakowali, próbując rozpętać antysemicką kampanię, ale to się na szczęście nie udało. Krytykowano mnie też za zbyt negatywne podejście do szwedzkiej historii, ale muszę przyznać, że najbardziej negatywne komentarze dostaję za krytyczne pisanie o Polsce i Węgrzech. Obywatele tych państw myślą, że jestem po prostu Żydówką, a nie Szwedką. Za to dziś mój strach przekuwam w gniew. Wkurzają mnie wszelkie przejawy rasizmu. I nie chodzi tylko o antysemityzm, ale o każdy rasizm, zwłaszcza teraz, gdy w Szwecji mamy nazistów na ulicach, co jest szokujące.

Opowiedz o tym.
Ostatnio w centrum Sztokholmu jakaś kobieta wdała się w rozmowę z grupą rozdającą ulotki z nazistowską treścią. Zauważyłam, że jeden z nich nagrywa ją z ukrycia w celach propagandowych. Pomyślałam, że muszę ją chronić, więc zaczęłam filmować jego. To tacy ludzie jak oni zamordowali moich przodków, trzy osoby z mojej rodziny zostały zagazowane w Auschwitz. Dlatego nie pozwolę się zastraszać, nie pozwolę im niszczyć mojego życia i demoralizować społeczeństwa. Ostatnio zostali zaatakowani moi przyjaciele, namalowano im swastyki na drzwiach. To okropne. I chociaż sama bardzo się boję, to jestem też strasznie wkurzona.

W „Made in Sweden…” burzysz liczne stereotypy dotyczące Szwecji jako kraju, gdzie kobiety i mężczyźni mają równe płace i jest świetny socjal. W Polsce symbolem tego, co dobre w Szwecji, od lat jest Ikea.
Można powiedzieć, że Ikea jest lustrem, w którym przegląda się Szwecja. No i sztandarowym produktem eksportowym. Łączy w sobie wszystko: świetny pomysł biznesowy, młodych projektantów, którzy kopiują światowe trendy, no i meble na każdą kieszeń. To genialny biznes, ale cieniem kładzie się na nim karta jej właściciela Ingvara Kamprada. Kiedy pisałam „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”, spotkałam się z nim. Wówczas już wszyscy wiedzieli o jego sympatiach faszystowskich podczas drugiej wojny światowej.

Nie on jeden.
To prawda, w Szwecji jest wielu ludzi, którzy dali się uwieść nazistom, lubili Niemców, bali się Stalina, więc postawili na Hitlera. Także reżyser Ingmar Bergman w wieku 16 lat był nazistą, ale szybko zmienił zdanie. Za to Kamprad w rozmowie ze mną wszystkiemu zaprzeczał, dopóki nie udowodniłam, że był aktywnym nazistą jeszcze długo po wojnie. I w tym sensie Ikea i Kamprad są lustrem Szwecji, bo Szwecja wciąż nie rozliczyła się ze swojej przeszłości. Przychodzą do mnie ludzie, mówiąc, że nie rozpoznają swojego kraju w mojej książce.

Każdy chce myśleć dobrze o sobie i swoim kraju.
No tak, to normalne, ale ważne, żeby znać swoją historię – nie po to, żeby się obwiniać, ale żeby podejmować właściwe decyzje dziś. Myślę, że Szwecja ma nieczyste sumienie, bo zgodziła się niemal na wszystko, czego zażądał od niej Hitler, a jednocześnie zachowała neutralność i współpracowała z aliantami. To oznaczało, że po wojnie kraj był w bardzo dobrej sytuacji: nie został zbombardowany, nie miał obozów, szybko też zaczął się wzbogacać i to zostawiło część winy w naszej zbiorowej świadomości. Mój mąż jest Duńczykiem i powtarza, że gdyby zapytać Duńczyka, co dla niego jest najważniejsze, to odpowiedziałby, że słowa: „Jestem wolny”. Dla Szweda to będzie: „Jestem dobry”. W Wielkiej Brytanii: „Jestem niezależny”. Co by to było dla Polaka?

„Mam rację”.
Doskonale, bo te wszystkie stwierdzenia nie są prawdziwe: Duńczycy nie są wolni, Szwedzi dobrzy, Brytyjczycy niezależni, a Polacy nie mają zawsze racji.

Piszesz w książce, że język to władza, bo kształtuje rzeczywistość, nazywa ją. Co stało za napisaniem książki „Made in Sweden…”, która pozornie wygląda jak leksykon wpadających w ucho ciekawostek?
Moja książka jest reakcją na to, że prawicowi populiści w Szwecji zaczęli mówić o szwedzkich wartościach na zasadzie: to jest szwedzkie, a to nie, dzieląc świat na biało-czarny.

Ludzie lubią proste odpowiedzi.
Oczywiście, i szybko pojawiły się głosy, że wartości, o których mówią populiści, są uniwersalne, a nie szwedzkie. Ale z tą opinią też się nie zgadzam. Oczywiście, możemy mówić o wartościach, które są szczególnie polskie czy szwedzkie, bo wynikają z historii, geografii, polityki czy nawet klimatu. Ale jest coś, czego prawicowi populiści nigdy nie zrozumieją – wartości się zmieniają. Szwedzkie wartości w połowie XIX wieku, które mówiły, że kobiety nie mogą dysponować swoim dochodem, dziś tymi wartościami już nie są. Ale wytłumaczę ci, o co mi chodzi. Kiedy zaczęło się państwo polskie?

W X wieku.
A to, co robią populiści, to biorą jakiś wycinek z waszej historii i mówią: „To jest Polska”. I Polską nie jest to, co było na początku, ani to, co jest teraz, tylko ten fragment, który im pasuje. To samo zrobili w Szwecji. I dlatego kończę książkę fragmentem o języku suedi, który oznacza „szwedzki”, a pochodzi z języka arabskiego. Dziś to drugi najliczniej reprezentowany język w Szwecji. Nagle cały kontekst imigrancki przestaje być niebezpieczny, a staje się ciekawy, prawda?

Ciekawy, a jednak przez wielu trudny do zaakceptowania. Jak myślisz, dlaczego?
Z tego samego powodu, dla którego ludzie boją się wszelkich ruchów. Ja jestem za nie wdzięczna, na przykład za kobiecy ruch wyzwoleńczy, który u nas powstał dość późno, w 1974 roku. Wcześniej Szwedki jeździły dokonywać aborcji w komunistycznej Polsce. Wtedy w Polsce kobiety miały więcej władzy, by samodzielnie decydować o swoim ciele niż dziś.

To prawda.
To wszystko rozbija się o lęk przed zmianą, ale wiąże się z pewnym myślowym błędem. Wydaje nam się, że jest jakiś czas w naszej przeszłości, kiedy wszystko działało, jak należy, i było dobrze. A potem ludzie namieszali i teraz to trzeba sprzątać. A przecież tego porządku nigdy nie było! Żyjemy w niepokojących czasach, kiedy wiele rzeczy się zmienia, rosną różnice w dochodach i niesprawiedliwość społeczna. Ludzie martwią się o to, co stanie się z ich rodziną, i chcą czuć się bezpieczni, dlatego każdą zmianę uważają za złą.

W wywiadach powtarzasz, że Szwecja przeżywa kryzys tożsamości i że jedynym wspólnym mianownikiem, który łączy starą Szwecję z dzisiejszą, jest chyba już tylko Astrid Lindgren.
W pewnym sensie, bo chodzi o romantyczną wizję wiejskiej, sielskiej Szwecji, którą można znaleźć w jej cudownych książkach dla dzieci. Od tego czasu Szwecja przeszła kilka intensywnych przemian. Sama dorastałam w niekomercyjnym społeczeństwie i cieszę się, że pewne rzeczy się zmieniły, nawet takie trywialne jak to, że alkohol jest bardziej dostępny czy że w telewizji jest więcej kanałów, które otwierają nas na świat. Z drugiej strony – takie obszary jak edukacja czy zdrowie przeszły w ręce prywatnego biznesu, co uważam za niekorzystne. A w 2016 roku przybyli do nas uchodźcy, którzy zmienili i zmieniają Szwecję. Jest jeszcze podwalina, która stoi u podstaw idei obywatelskości Szwecji.

Co masz na myśli?
W Europie i Szwecji zawsze przyjmujesz obywatelstwo swoich rodziców, nieważne, gdzie się urodzisz. W krajach imigranckich, jak USA czy Kanada, obywatelstwo opiera się na terytorium. Dla mnie, osoby, która urodziła się w Szwecji i została uznana za Węgierkę, to piękna idea, że zostajesz obywatelem kraju, w którym przychodzisz na świat. Nie liczy się etniczność, tylko konstytucja i zasady, których ty przysięgasz przestrzegać. Mam nadzieję, że za 20 lat Szwecja zaakceptuje swoją tożsamość – miejsca, dokąd przyjeżdżają ludzie z całego świata, by zacząć nowe życie i wychowywać dzieci. Dziś przeżywamy w Szwecji zderzenie starego wizerunku z nową rzeczywistością i to się musi zmienić.

Jaką wartość, według ciebie typowo szwedzką, cenisz najbardziej?
Wiarę w drugiego człowieka. Według badań większość Szwedów wierzy, że może zaufać obcej osobie. Ufam, że jeśli zostawię tu torbę i za chwilę po nią wrócę, to ona wciąż tu będzie. To dla mnie coś pięknego, ta idea, że świat jest dobrym miejscem i że możesz polegać na ludziach, których nie znasz.

Elisabeth Åsbrink, rocznik 1965 r.; szwedzka pisarka i dziennikarka, autorka książek: „Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia”, „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”, „1947. Świat zaczyna się teraz”. Laureatka Nagrody Augusta oraz Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.

 

Made in Sweden, książka ukazała się nakładem wydawnictwa Wielka Litera
„Made in Sweden, 60 słów, które stworzyły naród”, książka Elisabeth Åsbrink ukazała się nakładem wydawnictwa Wielka Litera.