Znany przede wszystkim z ról mężczyzn o wrażliwej psychice Ethan Hawke przez wielu znawców kina uważany jest za jednego z najbardziej niedocenionych amerykańskich aktorów. Zapewne dlatego, że nigdy nie zdobył Oscara, choć nominowany być czterokrotnie: dwa razy za występ aktorski i dwa razy za scenariusz. Ostatnio na jego konto trafiła piąta nominacja – tym razem za rolę pierwszoplanową. Czy w końcu uda mu się sięgnąć po statuetkę? Bez względu na werdykt, jedno jest pewne: świat kina byłby znacznie uboższy bez jego talentu.
W trakcie swojej przeszło 40-letniej kariery zagrał w ponad 100 produkcjach. Aktorstwo to jednak zaledwie czubek góry lodowej jego aktywności. Nieustannie lawiruje między graniem w filmach i serialach, reżyserią (również teledysków) i pisaniem scenariuszy. I chociaż pracuje w branży od lat 80., nigdy nie grał według zasad hollywoodzkiej machiny i konsekwentnie ucieka przed etykietką gwiazdora. Jest też jednym z niewielu aktorów, którzy grają przede wszystkim dla sztuki, nie dla pieniędzy. To podejście pozwoliło mu zyskać wiernych fanów i zdobyć doświadczenie w niemal każdym gatunku.
Ethan Hawke (Fot. Sara Jaye/Getty Images)
Przyznaje, że ma obsesję na punkcie czasu: „Aktorstwo zmusza do bycia świadomym czasu. Szczególnie pokazuje mi to praca z Richardem Linklaterem. Często myślę, że czas jest głównym bohaterem wszystkich filmów, które razem zrobiliśmy”. A razem zrobili ich aż 9. Dziś ciężko uwierzyć, że debiutował jako nastolatek, gwiazdą został w wieku 18 lat dzięki „Stowarzyszeniu Umarłych Poetów”, a dekady później wciąż gra. Teraz, gdy czyta nowy scenariusz, zapomina jednak, że nie jest już młody. „Czytam: »Billy, lat 19, jeździ na deskorolce” i myślę: „O, to moja rola”. Po chwili uświadamiam sobie: „Ojciec Billy’ego, lat 55, szorstki i zniszczony”. To jestem ja!”. Czas jednak zdaje się mu sprzyjać. Aktor ma teraz szansę na Oscara za pierwszoplanową rolę w filmie „Blue Moon”, a jego fani są zgodni: Ethan Hawke jest jak dobre wino – z wiekiem tylko zyskuje.
Ethan Hawke urodził się 6 listopada 1970 r. w Teksasie. Dorastał jednak w New Jersey, a po rozwodzie rodziców przeniósł się wraz z matką do Nowego Jorku. Już jako 13-latek zaczął uczęszczać na lekcje aktorstwa, a w wieku 15 lat zadebiutował w filmie sci-fi „Odkrywcy” (1985), w którym wystąpił też River Phoenix. Film nie odniósł sukcesu, a Hawke na skutek pierwszego zawodowego rozczarowania porzucił na parę lat aktorstwo i zajął się nauką. Wrócił dopiero jako wrażliwy Todd Anderson w głośnym „Stowarzyszeniu Umarłych Poetów” (1989) z Robinem Williamsem. Nagle wszystko się odwróciło. Występ zapewnił mu nie tylko popularność, ale też otworzył drzwi do wielkich projektów i sławy.
Lata 90. były dla niego czasem, w którym ugruntował swoją pozycję jako „głos pokolenia”. W „Orbitowaniu bez cukru” (1994) z Winoną Ryder – dramacie o grupie 20-latków stojących w obliczu dorosłości – po raz pierwszy pokazał pełnię swojego potencjału, grając chłopaka, który wszystko kwestionuje – trochę buntownika, trochę filozofa z podwórka. Status idola, w szczególności żeńskiej części publiczności, zapewniła mu natomiast rola w „Przed wschodem słońca” (1995) Richarda Linklatera, kultowym romansie o dwójce turystów, którzy spotykają się w pociągu do Wiednia i spędzają razem dzień.
W 1997 r. zagrał natomiast w dystopijnym thrillerze sci-fi „Gattaca – szok przyszłości”, jednak z wiekiem zaczął bardziej starannie dobierać role, stawiając przede wszystkim na takie, które zostawią trwały ślad w pamięci widza. Taką produkcją okazał się dramat kryminalny „Dzień próby” (2001), w którym zagrał u boku Danzela Washingtona. Rola policjanta, który dołącza do skorumpowanego wydziału narkotykowego, okazała się też sporym wyzwaniem, ale opłacało się podjąć rękawicę, bo kreacja zapewniła mu pierwszą aktorską nominację do Oscara. Kolejną otrzymał natomiast za występ w w kręconym przez 12 lat dramacie o dojrzewaniu „Boyhood” (2014).
W międzyczasie intensywnie pracował też w teatrze, występując m.in. na Broadwayu, a także rozwijając się w zakresie reżyserii i scenopisarstwa. Udało mu się nawet zgarnąć jeszcze dwie nominacje do Oscara, tym razem w kategorii „scenariusz adaptowany”, za filmy „Przed zachodem słońca” (2004) i „Przed północą” (2013), które razem z „Przed wschodem słońca” tworzą dziś kultową, uwielbianą przez widzów trylogię.
Ethan Hawke i Uma Thurman poznali się w 1997 r. na planie filmowym, czyli w okolicznościach, w których – jak wyjaśnia aktor – emocje i wyobraźnia tworzą wyjątkową, choć często złudną bliskość. – W naszej pracy istnieje pewna intymność wyobraźni. To jak gra w butelkę, niebezpieczna i ekscytująca – tłumaczył, dodając, że właśnie to „niebezpieczeństwo” jest najbardziej pociągające. Wiele godzin spędzonych razem zaowocowało więc przyjaźnią, która następnie przerodziła się w gorące uczucie.
Aktorzy pobrali się w 1998 r. i mają razem dwójkę dzieci: córkę Mayę (ur. 1998) i syna Levona (ur. 2002), którzy również są aktorami. W 2003 r. para ogłosiła jednak separację, w dwa lata później ich małżeństwo oficjalnie dobiegło końca. Rozwód odcisnął jednak na aktorze piętno. Dopiero po latach przyznał jak ciężkie była dla niego uwaga mediów w tym czasie („To było upokarzające, nawet jeśli pisali o nas dobrze”) i przeprowadzenie przez to dzieci. – Zazdroszczę ludziom, którzy rozstają się polubownie – dodał, choć tak naprawdę rzadko wypowiada się na ten temat publicznie. Mówi jedynie, że związek z Thurman był młodzieńczym błędem i w pewnym sensie skutkiem „pościgu za filmową magią”.
W 2008 r. aktor poślubił Ryan Shawhughes, która wcześniej pracowała jako niania jego dzieci. Ma z nią dwie córki, a ich związek wydaje się szczęśliwy i stabilny. Co ciekawe, druga żona aktora również pracuje w branży filmowej jako aktorka i producentka.
W ostatnich latach szczególnie upodobał sobie kino akcji, niepokojące dreszczowce i komercyjne projekty. Oglądaliśmy go m.in. w „Tesli” (2020), gdzie zagrał główną rolę, serialu „Ptak dobrego Boga” (2020), wojennym „Zamachu” (2021), horrorze „Czarny telefon” (2021), thrillerze akcji „Wikingu” (2022), marvelowskim serialu „Moon Knight” (2022), a także netflixowym hicie z serii „Na noże”, czyli „Glass Onion” (2022). W 2022 r. zapowiedział jednak, że poważnie myśli o przejściu na emeryturę i godnym pożegnaniu się z widzami. Całe szczęście odwiódł go od tego Richard Linklater, który posunął mu pod nos scenariusz filmu „Blue Moon”, biografii amerykańskiego tekściarza Lorenza Harta.
Dziewiąta współpraca duetu Hawke-Linklater (wcześniej nakręcili razem m.in. „Boyhood” i trylogię „Przed wschodem słońca”) wycisnęła jednak z aktora siódme poty. Główny bohater filmu to bowiem postać, która nieustannie z czymś się zmaga. Jeśli nie z problemami natury psychicznej, to z uzależnieniem od alkoholu. Z jednej strony nienawidzi siebie, a z drugiej – uważa się za mądrzejszego od wszystkich innych. – To było jedno z najtrudniejszych wyzwań w mojej karierze. Wymagało ode mnie sięgnięcia granic swoich możliwości i wyjścia poza ramy własnej tożsamości – wyznaje aktor. To rola wyjątkowa również jeśli chodzi o aspekt fizyczny. Owszem, ogolenie głowy i doklejenie sobie tupeciku samo w sobie nie tworzy dobrego występu, ale z pewnością pomogło aktorowi wczuć się w tę niejednoznaczną postać. Wysiłek się jednak opłacił, bo Hawke otrzymał za kreację nominację do Oscara, po raz pierwszy w kategorii „aktor pierwszoplanowy”.
Czytaj także: Narodziny autora. „Nowa fala” Richarda Linklatera to film, który o francuskim kinie mówi z miłością, ale i łobuzerskim uśmiechem
Ostatnio mogliśmy oglądać go również w serialu „Mroki Tulsy”, gdzie brawurowo wcielił się w dziennikarza śledczego, którego uparte dążenie do prawdy wpędza go w liczne tarapaty. – Utożsamiam się z nim. To Don Kichot, który goni za wiatrakami i wpada na śmigła. Jest marzycielem, idealistą i egocentrykiem, który nie dostrzega swoich słabych punktów. Zawsze mówi i robi to, co słuszne, ale też niewłaściwe. Do tego gość zatrzymał się mentalnie w 1996 roku. Nadal nosi te same spodnie, co wtedy, i słucha tej samej muzyki. Podziwiam go i nie pamiętam, kiedy tak wkręciłem się w postać – mówi aktor.
Wygląda na to, że Hawke jeszcze długo nie zrezygnuje z aktorstwa. Emerytura może poczekać. – Jestem świadomy, ile drogi już przebyłem, ale czuję też potrzebę pracy – przyznaje. Dla fanów aktora nie ma chyba lepszej wiadomości.