1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Szadek Marka Niedźwiedzkiego

Szadek Marka Niedźwiedzkiego

Honorowy ambasador niedźwiedzi. Starszy kawaler. Temat pracy dyplomowej: „Technologia i organizacja budowy pawilonu handlowego SPS 1300”. Ojciec powtarzał mu: „Synu, radio chleba nie daje”. Któregoś dnia Marek Niedźwiecki przywiózł mu bochenek chleba wileńskiego i masło. Jego głos jest sexy, zdobył niejedno kobiece serce. Jednak on po 23.00 wyłącza telefon. Co wtedy robi? Bóg raczy wiedzieć.

 

Dom

Gliniano drewniany, stuletni, należał do dziadków. Kiedyś poczułem, że jedna ze ścian jest ciepła. W domu wybuchł pożar. Paliło się! To była ogromna trauma. Jeszcze długo potem wydawało mi się, że w każdym domu choć raz musi się palić. Przeraźliwie bałem się straży pożarnej i syren. Śniło mi się to po nocach. Nigdy nie chciałem zostać strażakiem. Gdy po godzinie 18 podawano w Jedynce komunikat przeciwpożarowy, wychodziłem, żeby tego nie słyszeć. Teraz bardziej się boję, że mi zaleje mieszkanie, bo moja sąsiadka już trzy razy to zrobiła.

Święta Bożego Narodzenia w domu pachniały zupą grzybową i świeżą jodłą. Któregoś roku moja siostra, usiłując założyć szpic na czubek choinki, przewróciła ją tak, że potłukły się wszystkie bombki. Wtedy tato nas wszystkich zaskoczył. Wyszedł z domu i wrócił z nowym kompletem bombek. To było wydarzenie! Pamiętam je do dziś, bo nie byliśmy bogatą rodziną. Czekoladę czy pomarańcze jadło się tylko w czasie świąt i to jedną rozkrawaną na całą rodzinę. A tu nowe bombki.

Byłem typowym dzieckiem z prowincji i miewałem z tego powodu kompleksy, zwłaszcza gdy dostałem się do liceum w Zduńskiej Woli, która wydawała mi się olbrzymim miastem. Jeździło się tam do kina na panoramiczne filmy, na zakupy, do kawiarni. Mówiło się wtedy, że jedzie się do miasta.

Mama była moją wychowawczynią i było to czasem dobre, a chwilami fatalne. Komfort polegał na tym, że mogłem przewidzieć, kiedy będzie klasówka, i dzięki temu cieszyłem się w klasie, że tak powiem, popularnością. Za to nigdy nie mogłem pójść na wagary ani chuliganić z chłopakami. W podstawówce i średniej byłem prymusem. Nie wkuwałem, ale zapamiętywałem raz przeczytane informacje i byłem wygadany. Wyższą szkołę, Politechnikę łódzką, skończyłem na trójkę.

Kościół

Mieszkaliśmy przy ulicy Kościelnej 8, w pierwszym domu przy kościele, nasze życie było więc siłą rzeczy przez kościół mocno zdeterminowane. Dwa kroki od domu dzwonnica biła na każdą mszę. Jako wyrostki wchodziliśmy na nią. To było ogromne przeżycie – zobaczyć dzwon z tak bliska. Moi dwaj bracia i ja byliśmy oczywiście ministrantami. Wchodziliśmy do kościoła z lekkim strachem, ale teraz gdy czasem spotykam się z moim kolegą księdzem Zdzisławem, pytam go zawsze: dlaczego są tylko ministranci, a nie ma maksistrantów?

Masarnia

Podobno przed wojną na dziesięciu rzeźników w Szadku ośmiu nosiło nazwisko Niedźwiecki. Był to fach z dziada pradziada, ale niestety ani moja siostra, ani dwaj bracia, ani ja nie poszliśmy śladem tradycji. Mój tata był pasjonatem swojego zawodu. Przyrządzał mnóstwo specjałów, przy czym nie była to zwykła kaszanka czy kiełbasa. Specjalnością był schab zawinięty w pęcherz, najpierw pieczony, a na koniec wędzony. Rzeźnik to w ogóle fantastyczny fach. A jeśli potrafi się robić takie kotlety mielone jak mój ojciec... Nigdy nie udało mi się znaleźć tego smaku, choć od kilku lat bawię się w te kotlety, eksperymentuję. Moja koleżanka w radiu powtarzała mi wciąż: „Rzuć w cholerę to, co robisz, i zajmij się tym gotowaniem. Mógłbyś na tym zarobić jakąś kasę”.

W czasach kartek żywnościowych swoją kartkę zawsze oddawałem mamie. Miała większe szanse na jej wykupienie, gdyż była żoną nie byle kogo, bo pana Wojtka Niedźwieckiego, kierownika masarni. Nawet za biednych czasów nie brakowało nam mięsa. Zdarzało się, że wybierałem z baleronu takie tłuste oka. Jednym słowem, mięsny dobrobyt.

Do masarni przychodziłem bardzo często: zanosiłem tacie drugie śniadanie albo wołałem go na obiad. Tata opowiadał, że stawałem na stole, mówiłem wierszyk i dostawałem w nagrodę kawałek kaszanki od jego kolegów. Nie lubiłem tego miejsca. Miało dziwny zapach. A rzeźnia była już całkiem przerażająca. Widziałem wiszące półtusze, ale nigdy nie odważyłem się, żeby zobaczyć śmierć zwierząt. Sprawę rekompensował fakt, że za tym budynkiem rosły leszczyny z mnóstwem orzechów laskowych, a niedaleko był staw, na którym jeździliśmy zimą na łyżwach.

Dworzec kolejowy

Symbol moich dziecięcych marze . Dworzec miał w sobie coś magicznego, była tu na przykład kasa, w której można było kupić bilet i uciec na koniec świata. Przychodziłem tu, by poczuć atmosferę, posiedzieć w poczekalni, popatrzeć na pierwszy pociąg, który przyjedzie. Chodziłem na tory, liczyłem pociągi, wagony, wymyślałem zabawy typu, jak będzie parzysta liczba, to spełni się moje marzenie. Dworzec działał na mnie tak sugestywnie, że czasami wydawało mi się, że naprawdę wyjeżdżam.

Cmentarz św. Idziego

W niedzielę po obiedzie przychodziło tu całe miasto. Na groby rodzinne i na spacer. W Szadku są dwa cmentarze, jeden nazywa się choleryczny, bo przed wojną dużo ludzi zmarło tu na cholerę. Za moich czasów obydwa traktowane były jak parki, przez które przechodziło się przy okazji wyprawy do lasu albo na kolejowy dworzec. Wszystkie drogi wiodły przez cmentarz. Nie bałem się go, nie wywoływał u mnie także smutku. Kiedyś nawet wydawało mi się, że widzę tu ducha dziecka. Szarówka, lato, wieczór. Szedł tuż nad grobami. Jeszcze widno, już ciemno. Moja wyobraźnia pracowała. Może naprawdę widziałem to dziecko? Kto wie?

Las

Cały Szadek otaczają lasy. Wakacje to jagody, maliny, poziomki. Moje dzieciństwo to również zbieranie grzybów. Suszyło się je, gotowało, marynowało. Kiedyś z siostrą nazbieraliśmy mnóstwo kurek i jedną surojadkę, którą postanowiliśmy dodać do potrawy, żeby smak był trochę inny. Niestety, surojadka okazała się muchomorem i wszystko trzeba było wyrzucić. To była dla nas wielka tragedia. Kurki zbiera się przecież całymi godzinami. Każdy z nas miał swoje ulubione miejsce, gdzie znajdował prawdziwki, maślaki czy krawce, czyli czerwone koźlaki. Na dalsze wycieczki jeździliśmy najczęściej wozem konnym. Moi rodzice skrzykiwali się ze swoimi znajomymi, a my, dzieciarnia, wskakiwaliśmy na wóz i start. Moje ulubione grzyby? Prawdziwki oczywiście. Mam swój sekretny przepis. Chyba jednak się nim teraz podzielę. No to bach. Prawdziwki trzeba przekroić wzdłuż na pół. Potem na oliwie zeszklić na patelni pokrojony w talarki ząbek czosnku. Ale tylko na moment, żeby nie zgorzkniał! Gdy tylko zaczyna skwierczeć, kładzie się na niego grzyby. Sól, pieprz i pod przykrywkę. Jeśli grzyby szybko nie puszczą wody, można jej ciut dolać, żeby się nie spaliły. Gdy woda już odparuje, przewraca się prawdziwki na drugą stronę. I już. Kulinarne zjawisko w trzy minuty.
 

Kino Rolnik

Tu po raz pierwszy widziałem film „Lecą żurawie” z Tatianą Samojłową oraz „Markizę Angelikę” z Mich`ele Mercier, w której się kochałem. Rzędy zaczynały się od czwartego, potem był piąty, szósty, za to nie było pierwszego, drugiego i trzeciego. Trzecie, czwarte i piąte krzesło to były miejsca w drugiej strefie, a od szóstego była strefa pierwsza. Najważniejsze było więc wykupić piąte krzesło w piątym rzędzie. Było na samym środku i na dodatek taniej, bo w drugiej strefie. Taka skomplikowana myśl twórcy. Absurd.

Foto: Łukasz Gawroński

Mój brat obejrzał „Przybycie tytanów” 20 razy. Po latach przyznał się, że stosował taką oto metodę, żeby nie było, że ciągle przesiaduje w kinie. Szedł na film, a kiedy następował nudniejszy moment, wybiegał, wracał do domu, żeby się pokazać, i z powrotem na „Przybycie tytanów”. Czasem pani kierowniczka wchodziła na salę, a nas było tam najczęściej 8-9 osób, takie minimum do wyświetlenia, i pytała: Chłopcy, czy dziś mam zagrać „Biały kieł” czy „Rancho Texas”? Przy czym mówiła „rancho”, a nie „ranczo”. I wszyscy krzyczeli wtedy: „Rancho Texas, Rancho Texas!!!”.

W kinie miałem okazję, by zobaczyć kawałek świata, te filmy przenosiły mnie w inną rzeczywistość, poza Szadek, bo jeździłem tylko czasem do Zduńskiej Woli czy rzadziej do Sieradza, np. do szpitala na wycinanie migdałków, albo sporadycznie do łodzi, 36 km, ale to już była prawdziwa wyprawa. Jeździłem tam, by wysłać przesyłkę do ZSRR, do koleżanki z Omska, ponieważ korespondowałem wtedy z wieloma osobami, głównie dziewczynami, bo one lubiły pisać. Poznałem je podczas mojej pierwszej wycieczki zagranicznej do Moskwy, Leningradu i Lwowa z nauczycielem rosyjskiego z liceum. Podobno mój adres pojawił się nawet w jakiejś rosyjskiej gazecie. To bardzo możliwe, bo w pewnym momencie zasypały mnie sterty listów. Pisałem po rosyjsku i niemiecku: Ich habe deinen Brief erhalten. Takie tam.

Rynek

Wszyscy się tu spotykaliśmy. To był taki trochę park z wielkimi topolami i ławkami. Byłem popularnym kolesiem do umawiania. Dziewczyny lubiły mnie, bo byłem wysokim szczuplakiem z czarnymi włosami, wtedy jeszcze nie nosiłem okularów. W przedszkolu bawiliśmy się czasem w doktora. Nie wiedzieliśmy nawet, o co chodzi, ale wydawało nam się, że tak jest fajnie, bo to może być coś złego. Dopiero w liceum jednak zacząłem szaleć za dziewczynami. Zazdrościłem kolegom, którzy wciąż zmieniali narzeczone i byli bawidamkami. Ja trzymałem dystans, byłem wyciszony i to raczej dziewczyny mnie wybierały, a potem zdobywały. Tak mi chyba zostało? Jeździliśmy na wspólne rajdy, pojawiły się pierwsze prawdziwe pocałunki, przechadzki po lesie. Ela, Mariola, Baśka, uuu, jednak trochę ich było, ale ja byłem raczej wierny. Jeśli byłem w związku z Mariolą, to nie interesowałem się innymi. Mariola mieszkała w Zduńskiej, 12 km od Szadka. Pisaliśmy do siebie każdego dnia, mimo że widywaliśmy się codziennie w szkole. Pisanie listów było istotne, czekałem na nie, znaczyły dla mnie bardzo, bardzo dużo. Wiele z nich mam do dziś.

Była jeszcze Jagoda i z nią trochę inaczej wyglądała historia. „Chodzisz ze mną?” – spytałem. „No tak, chodzę”. Czy teraz jeszcze tak się mówi? W Jagodzie kochali się wszyscy, ale tylko ja tańczyłem z nią w parze, chodziłem na prywatki i pota cówki. Istniał też niestety ktoś taki jak Jędrek... W walce z nim o Jagodę straciłem ząb. To była jedyna moja bójka w dzieci stwie. Prawy prosty, lewy sierpowy, trochę krwi.

W każdą środę na rynku odbywał się owocowo warzywny targ. Nazywaliśmy go środa. Będzie środa, oznaczało, że będzie targ. Kręcono na nim przed laty film: „Spotkanie ze szpiegiem”. Film kręcony w Szadku – coś takiego, święto niemal! To była środa, czyli targ. Filmowy szpieg chodził po nim i czymś handlował. Przez ostatnie siedem minut to nawet mój dom widać. Tak mi się majaczy, że ktoś stoi w oknie. Może to ja tam stoję?

Remiza

Budynek, który powstał już za mojego życia. Odbywały się tu akademie, uroczystości, konkursy, zabawy, wesela. Przeniosły się tu z kina. Majówki organizowało się w lesie. Przyjeżdżała strażacka orkiestra dęta, siedząc na przyczepie traktora, grała, a myśmy tańczyli dokoła na wyłożonej podłodze, wszyscy, dzieci i rodzice. Można było napić się oranżady albo poszaleć w lesie. W remizie dostałem statuetkę Człowiek XX wieku w Szadku. Nie mój tato, nie pan Kowalski, ci, których kojarzyłem jako wielkich i ważniejszych, tylko ja! Parę lat temu, gdy odbywały się tu Dni Szadka, burmistrz wezwał mnie i spytał, czy mógłbym przywieźć kogoś znanego. Przywiozłem „Sierotę” (Marka Sierockiego) i tak oto zostałem Bogiem. Gdy „Sierota” zrobił dyskotekę, to cała Zduńska Wola przyjechała.

Szkoła

We wtorki, czwartki i soboty przyjmował dentysta. Nienawidziłem tych dni, uciekałem zawsze na koniec korytarza, żeby nie zobaczył mnie Seweryn, pomocnik stomatologa. W klasie siedziałem jak mysz pod miotłą, żeby tylko nie wszedł i nie powiedział: „Niedźwiecki, do dentysty”. To była trauma, bo wtedy bolało zawsze, nie istniały przecież znieczulenia, a borowano napędzaną nożnie machiną. Dramat, dramat, dramat!

Szkoła to także kółko recytatorskie, które chyba trochę mnie ośmieliło. Moja pani od polskiego powiedziała, że jest konkurs recytatorski i może wziąłbym udział. Miałem donośny głos i jakoś mi szło. Dotarłem nawet do centralnych eliminacji i dostałem wyróżnienie. Myślę, że to był pierwszy krok w kierunku radia. Poza tym dzięki wierszom uczyłem się ładnie mówić po polsku. Wtedy pokochałem poezję. Recytowałem Broniewskiego i Majakowskiego – takie były czasy. Ale nie tylko patriotyczne historie.

Ja nie chcę wiele: Ciebie i ziele , i żeby wiatr kołysał gałęzie drzew, i żebym wiersze pisał o tym, że... każdy nerw, każda chwila samotna, każdy ból – jakże częsty, jak częsty! – zwiastuje otchła , mówi: nieszczęsny...”

Czytałem to nocami w Trójce. Mało kto wiedział, że to Broniewski. Kobiety pisały: „Zrozumiałam, przyjeżdżam, czekaj na mnie na dworcu”. Przestałem więc czytać, kiedy okazało się to zbliżeniem na zbyt intymną odległość. Do dzisiaj jednak mam słuchaczki, które piszą do mnie różne dziwne rzeczy. Raz spytała mnie jakaś dziewczyna, czy jestem tym Niedźwieckim, który ją wykorzystał w 1984 roku na wakacjach, bo tak jej się wydaje, że to ja.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

W upały pijmy lassi!

Mango lassi z wanilią i kardamonem to hinduski specjał, który od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. (Fot. iStock)
Mango lassi z wanilią i kardamonem to hinduski specjał, który od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. (Fot. iStock)
33 stopni Celsjusza w cieniu. Jak przeżyć? Zwiewna sukienka w kwiaty, słomkowy kapelusz, hektolitry wody i... rozpaczliwe poszukiwanie chwili wytchnienia. Znacie to?

Ku pokrzepieniu rozpalonych serc i ciał, moje myśli biegną w bardziej skwarne zakątki świata. Ot, takie Indie na przykład. Tam mają przecież jeszcze cieplej! Czerwiec to sam środek pory monsunowej, więc nie dość, że wściekle parno, to jeszcze leje jak z cebra. Nie ma czego zazdrościć. Można współczuć. Świadomość, że gdzieś jest gorzej, od razu poprawia mi nastrój. W ramach solidarności ze wszystkimi dręczonymi upałem, wznoszę toast szklaneczką lassi: cieszmy się z tego, co mamy! Zauroczona orzeźwiającą mocą mango lassi z wanilią i kardamonem, postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu hinduskiemu specjałowi. Od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. Ogromną popularność zawdzięcza swoim niesamowitym właściwościom przynoszenia ulgi podczas upału, co w takim kraju jak Indie, jest na wagę złota.

Tradycyjne lassi to mieszanka mleka, jogurtu i wody różanej, przyprawiona kminem, kardamonem, chili lub garam masala. Bardzo osobliwą odmianą tego napoju jest bhang lassi, mająca w swoim składzie wyciąg z liści i kwiatów konopi indyjskich. Obecnie szalenie modne są owocowe wersje na słodko. Prym wśród nich wiedzie mango lassi, którym raczę się regularnie przy takiej aurze jak dziś.

Mango lassi z wanilią i kardamonem

  • mleko 1 szklanka
  • gęsty jogurt naturalny 1 szklanka
  • cukier z prawdziwą wanilią 1 opakowanie
  • miód 1 łyżka lub do smaku
  • mango 1 dorodna sztuka
  • cynamon mielony ½ łyżeczki
  • kardamon mielony ½ łyżeczki

Mango obieramy ze skórki i kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do blendera. Wlewamy mleko i jogurt. Dodajemy cukier waniliowy oraz miód. Całość miksujemy. Napój przelewamy do szklanek lub pucharków. Posypujemy mieszanką cynamonu z kardamonem. Podajemy schłodzony. Z podanych składników otrzymamy niemałą, romantyczną porcję dla dwojga.

  1. Moda i uroda

Oversize - co to za trend w modzie? Jak go nosić ?

Vicher (Fot. materiały prasowe)
Vicher (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 22 Zdjęcia
Moda na oversize zostanie z nami na dłużej, bo jest bardzo wygodna i bardzo praktyczna. Ale co to właściwie znaczy „oversize” i jak nosić takie ubrania?

Bizuu (Fot. materiały prasowe)Bizuu (Fot. materiały prasowe)

Co to jest oversize ? Jak nosić ubrania oversize?

KappAhl (Fot. materiały prasowe)KappAhl (Fot. materiały prasowe)

Ubrania oversize, to takie, które są dla nas specjalnie za duże. Żeby uzyskać taki efekt najprościej jest oczywiście kupić T-shirt lub koszulę w większym niż nasz standardowy rozmiar. Popularnym sposobem jest też zakładanie przez kobiety męskich koszul lub swetrów. Dziś jednak wiele marek produkuje ubrania oversize (już wyjściowo o takim kroju), wtedy ich konstrukcja jest inna i lepiej leży na kobiecej sylwetce. W końcu nawet ubrania oversize mają swoje rozmiary (choć zdarzają się też tzw. one size - czyli w jednym rozmiarze dla wszystkich). Z łatwością możemy kupić taką „za dużą koszulę” , która będzie stylowa i modna. Bez problemu dostaniemy ją także w wersji eleganckiej, która jak najbardziej sprawdzi w się pracy. Ubrania oversize niekoniecznie muszą być casualowe.

Bialcon (Fot. materiały prasowe)Bialcon (Fot. materiały prasowe)

Jak nosić koszule oversize? Jak nosić swetry oversize?

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Najbezpieczniej zestawiać szerszą górę z węższym dołem. Czyli do obszernej koszuli dobrze bedą wyglądały węższe jeansy, cygaretki czy w wersji bardziej swobodnej leginsy. Możemy ją też połączyć z szortami (także szerszymi) lub z krótszą spódniczką. Jeżeli lubimy eksperymenty możemy zestawić oversizową górę z szerszym dołem (szerokie spodnie, spódnica maksi), tylko wtedy warto włożyć chociaż część koszuli czy swetra do spodni/spódnicy, żeby zaznaczyć talię. To będzie wyglądało korzystniej dla sylwetki.

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Kiedy nosić ubrania oversize?

The Odder Side (Fot. materiały prasowe)The Odder Side (Fot. materiały prasowe)

Właściwie nadają się na każdą okazję. Oversizowe sukienki zestawione z butami na obcasie będą wyglądały bardzo elegancko, z trampkami natomiast zyskają luzu. Co ważne oversizowe kroje sprawdzają się podczas upałów ( nic nas nie uciska, nie obciera, a powiewający materiał wręcz chłodzi), no i są bardzo łaskawe dla sylwetki (pomogą nam ukryć co chcemy). Uwaga - osoby niewysokie - powinny zachować ostrożność przy bardzo szerokich sukienkach maksi, bo mogą ich przytłoczyć. W tej sytuacji lepiej postawić na krótsze modele lub takie, które kończą się przed kostką. Odsłanianie najwęższych części ciała (kostki, nadagrstki) odciąży sylwetkę i nada jej lekkości (ten patent sprawdza sie nie tylko w ubraniach oversize).

Loriini (Fot. materiały prasowe)Loriini (Fot. materiały prasowe)

  1. Moda i uroda

Wygoda na pierwszym miejscu – odkryj modne sukienki dresowe!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Twoje życie to niekończący się sprint? Praca, dom, spotkania z przyjaciółmi i wieczory spędzane na angażującym hobby? Jeśli szukasz ubrań, które wyglądają modnie, a przy tym pozwalają czuć się swobodnie przez cały dzień, czas odkryć sukienki dresowe! Wybierz model skrojony idealnie pod Twoje potrzeby.

Sukienka dresowa – alternatywa dla klasycznych dresów

Dres dresowi nierówny. Lubimy wygodę, jednak dresowe bluzy i spodnie nie zawsze pozwalają nam poczuć się kobieco. Na szczęście sukienki dresowe w niczym nie przypominają wyciągniętych, poplamionych zestawów, kojarzonych z oglądaniem „Netflixa” pod kołdrą i z paczką czipsów u boku.

Współczesne sukienki dresowe to strój 2w1: są funkcjonalne, a przy tym świetnie wyglądają. Ich atutem jest miękkość tkaniny, która układa się przyjemnie pod palcami. W sukience dresowej możesz komfortowo pracować z domu. A kiedy dołączysz do wideospotkania albo otworzysz drzwi kurierowi, nie będziesz musiała się wstydzić. Dodatkowo sukienkę zakłada się w mgnieniu oka, bez wystawania przed szafą przez pół godziny. Narzucasz ją na siebie i gotowe!

Trendy 2021: sukienki dresowe na każdą okazję

Dresowe sukienki zaskakują swoją uniwersalnością. Widzisz sukienkę z dzianiny dresowej i myślisz: „Wygodna, ale niezbyt elegancka”? To modowy mit! Wszystko zależy od koloru i kroju konkretnej sukienki. Modele w stonowanych barwach założysz nawet do pracy, a na nieformalne spotkania (randka, wyjście z przyjaciółmi, kawa z mamą) możesz wybrać te w mocnych kolorach. Z kolei sukienki neonowe stworzą cudowny duet z opaloną skórą – to idealny wybór na lato!

Sukienki dresowe mogą mniej lub bardziej przylegać do ciała. Podkreślają kobiece kształty lub kreują oversizowy look, ozdobiony przyciągającą oko taśmą przy dekolcie. Bardzo popularne są też modele ze ściągaczem w pasie, które pięknie wyeksponują figurę klepsydry. Duże znaczenie ma również wykończenie sukienki. Asymetryczny dół optycznie wyszczupli sylwetkę, a urocze falbanki nadadzą stylizacji figlarnej dziewczęcości.

Na lato, na zimę – sukienki dresowe modne przez cały rok

Ubrania z dzianiny dresowej możesz śmiało nosić przez okrągłe 365 dni w roku! Letni look od tego ze śniegiem w tle odróżnią jedynie dodatki. W chłodniejszych miesiącach sukienkę dresową wzbogać ciemnymi rajstopami, kardiganem, skórzaną torbą i botkami lub kozakami. W sklepach znajdziesz nawet modele z golfem! Latem sukienka dresowa będzie prezentowała się wyśmienicie, jeśli dodasz do niej balerinki lub adidasy i obowiązkowe okulary przeciwsłoneczne. Przewiewna sukienka z kimonową, luźną górą sprawi, że poczujesz azjatycki vibe.

Fot. materiał partneraFot. materiał partnera

Jak nosić sukienki dresowe? Inspirujemy!

Poznałaś już zalety tego typu sukienek, ale nadal nie jesteś przekonana? Nie wiesz, jak je „ograć”, aby stworzyć niebanalne i praktyczne stylizacje? Prezentujemy kilka pomysłów na zestaw z sukienką dresową w roli głównej.

  • Na spacer, na wycieczkę – w takich sytuacjach najlepiej sprawdzi się sukienka z rękawami ¾, do kolan lub do połowy uda. Myśl praktycznie – wybierz model z kapturem i pojemnymi kieszeniami. Całości młodzieżowego, trochę nonszalanckiego stroju dopełni jeansowa narzutka lub kurtka bomberka. Dorzuć modne sneakersy i plecak, a zyskasz wygodny i stylowy wygląd.
  • Kiedy ruszasz w miasto i marzysz o stylizacji „z pazurem”, załóż sukienkę dresową z dodatkiem metalicznych aplikacji lub ze spódnicą z ekoskóry. Kiedy zarzucisz na nią nieśmiertelną ramoneskę, świat będzie stał przed Tobą otworem!
  • Na ważną okazję – myślisz, że w sukienkach dresowych nie możesz wystąpić np. na przyjęciu w ogrodzie lub na urodzinach rodzeństwa? To błąd! Wystarczy, że zdecydujesz się na odpowiedni model. Sukienka dresowa z elegancką wstawką, np. paskiem delikatnego tiulu, błyszczącymi cekinami lub perłową aplikacją, to super kobiecy strój.

Ogromny wybór sukienek dresowych w różnych kolorach i fasonach, eleganckich i bardziej sportowych, znajdziesz na: https://jestesmodna.pl/

  1. Psychologia

Czy potrafisz docenić swoją codzienność?

Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Dzień powszedni kojarzy się nam z rutyną, szarością i znojem. A przecież jest i może być wyjątkowy. Jeśli tylko nasz umysł będzie obecny tu i teraz, dziwiący się wszystkiemu i wiecznie ciekawy świata.

Stawianie znaku równości między codziennością a szarzyzną jest trochę jak nielubienie własnych płuc, które pracują bez przerwy, by utrzymać nas przy życiu. Bo nawet jeśli nie umiemy docenić wyjątkowości chwili, to powinniśmy cenić naszą powszedniość. Ona jest jak węgiel i diament. Oba związki mają taki sam skład i tylko od nas i naszej pracy zależy, czy nasza codzienność będzie pierwszym czy drugim.

Podstawowe wartości

Postarajmy się spojrzeć na nią jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. Na przykład przygody, które tak lubimy, mogą się nam przydarzać tylko dzięki codzienności, która stanowi dla nich idealną oprawę. Dni wolne od pracy, weekendy i święta są atrakcyjne głównie przez odmienność.

Tak to jest zorganizowane, by codzienność ze swoim znojem, powtarzalnością i szarością podkreślała odświętność – tak jak głos szczekającego w oddali psa podkreśla ciszę nocy. Wiele osób potrzebuje pięciu dni pracy, stale w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi, wypełniając te same obowiązki – żeby naprawdę poczuć, docenić i przeżyć weekendy. To pasuje nam także w kontekście religijnym: Stwórca przez sześć dni pracował, a jeden dzień wypoczywał.

Codzienność to podstawa, kwintesencja naszego istnienia, bo:

  • daje poczucie bezpieczeństwa. Jest swego rodzaju koleinami pozwalającymi nam działać jak automat. O tej samej godzinie dzwoni budzik, który wyłączamy tym samym ruchem ręki, po czym spuszczamy z łóżka nogi tym samym gestem w te same, stojące w tym samym miejscu kapcie. Z jednej strony – nuda, ale z drugiej – wszystko jest na swoim miejscu. Gdyby coś się zmieniło, dopiero zaczęlibyśmy się niepokoić… Zwykle boimy się, że jak znikną znane nam ramy, rozpadniemy się na kawałki. Te wszystkie automatyzmy i nasze rutyniarstwo są spoiwem, które nas przed tym chroni.
  • jest podstawą bliskości. Związki między ludźmi zacieśniają się nie tylko podczas romantycznych kolacji przy świecach czy w chwili wręczania raz na jakiś czas bukietu kwiatów. Buduje je przede wszystkim zwykła codzienność – wspólne robienie zakupów, gotowanie posiłków i ich spożywanie, sprzątanie czy organizacja życia dnia powszedniego. Ludzi spajają drobne gesty, które mówią, że jesteśmy dla siebie ważni i pamiętamy o sobie na co dzień, a nie tylko przy wielkich okazjach.
  • ukorzenia w teraźniejszości. Człowiek ma tendencje do wybiegania myślą w przyszłość, błądzenia w przeszłości, tworzenia równoległych rzeczywistości, najmniej uwagi poświęcając swojemu „tu i teraz”. A przecież chwila obecna jest tak naprawdę wszystkim, co mamy, nawet jeśli mijające sekundy są do siebie podobne jak dwie krople wody. Kiedy funkcjonujemy automatycznie – bezmyślnie, bezrefleksyjnie i rutynowo – nie przeżywamy świadomie naszego życia, pozwalamy mu przepływać gdzieś obok, ślizgamy się tylko po samej jego powierzchni, wyczekując urlopu czy momentu, kiedy wydarzy się coś nadzwyczajnego. A co z czasem, gdy nie dzieje się nic? Czy naprawdę musi pozostać stracony, niezauważony, niedoceniony? „Teraz” jest wszystkim, co mamy. W tym kontekście, nie ceniąc codzienności, nie cenimy własnego życia. Jaki jest tego efekt? Z każdą minutą życie niczym piasek przepływa nam przez palce.

Koniki z karuzeli

Pewna historia dla dzieci opowiada o konikach z karuzeli – marzyły, żeby jak prawdziwe konie pobiegać sobie po łące. Któregoś dnia zebrały się na odwagę i uciekły! Popędziły co sił na łąkę, a tam… biegały cały czas w kółko, bo nic innego nie przyszło im do głowy. Podobnie jest z nami: automatyczne, bezrefleksyjne podążanie każdego dnia tym samym torem otępia nas. I trudno się temu dziwić. Codzienność przypomina nieco marsz przez pustynię: wciąż mijamy wydmy, a wszystkie wydają się być identyczne... W dodatku przed nami podążają całe pokolenia, które nauczyły się żyć w sposób zautomatyzowany. Wyrastając w takim schemacie trudno zachować świeżość spojrzenia na codzienność. Ale czy nie można tego zmienić? Można. I warto to zrobić. Trzeba tylko włożyć w to nieco wysiłku, bo gra się toczy o najwyższą stawkę – o nasze życie. Wygramy, jeśli nasze codzienne istnienie stanie się bardziej świadome. Ale ta metamorfoza musi się dokonać w umyśle, nie na zewnątrz!

Znudzeni poszukujemy zwykle nowych wrażeń, podróżujemy, zapisujemy się na różne niezwykłe kursy, wchodzimy w nowe ekscytujące związki… Tylko że nowość stymuluje na krótki czas, po czym szybko przestaje być nowością i znowu dopada nas nuda. Bez świadomej zmiany w ogólnym nastawieniu do życia nie będziemy potrafili dostrzec, że niepowtarzalna i cenna jest tak naprawdę każda jego minuta.

Powrót do teraźniejszości

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi – jakby cudem było wszystko”. Zdecyduj się żyć według drugiej części tej maksymy.

Jeśli ci to pomoże – wieszaj sobie w widocznych miejscach karteczki, które będą cię napominać, żeby być uważnym i obecnym. Wykorzystaj również potęgę zmysłów. Ich obserwacja pozwoli mało uważnemu człowiekowi wrócić do chwili obecnej – bo one są „tu i teraz”. Czym innym jest zapamiętanie zapachu kwiatu, a czym innym – czucie go. Zmysły pracują dla nas bez przerwy, ale czy potrafimy z tego korzystać? Czy ktokolwiek, np. myjąc naczynia, zwraca uwagę na to, jak jego dłonie „czują” wodę – jej fakturę, siłę strumienia, temperaturę? Wchodząc w kontakt ze zmysłami zaczniesz przeżywać i celebrować każdą chwilę swojego życia.

Zrób sobie ćwiczenie: codziennie 10 minut poświęć na świadome wejście w kontakt ze zmysłami. Najpierw usiądź spokojnie, rozejrzyj się, postaraj się zapamiętać wszystkie detale i szczegóły otoczenia. Potem zamknij oczy i wychwyć jego zapachy, usłysz dźwięki, poczuj na skórze wiatr, słońce czy mróz. Przekonasz się, że nawet to, co jest ci znane, jest bogate w nowe niezwykłe doznania – tylko trzeba je dostrzec.

Prawdziwą plagą naszych czasów, pokazującą, jak bardzo nie szanujemy codzienności, jest robienie dwóch lub trzech rzeczy naraz. Tłumaczymy to pośpiechem, tym, że życie tego od nas wymaga, że obowiązki gonią... – ale tak naprawdę wyrażamy w ten sposób brak szacunku dla obecnej chwili, nie jesteśmy w stanie być w żadnej z nich. Kiedy robimy jednocześnie więcej niż jedną rzecz, działamy jak automat. Staraj się żyć najpiękniej, jak tylko potrafisz – to zakłada obecność.

I nie chodzi tu bynajmniej o perfekcjonizm, bo on zakłada porównywanie się. Nie ukierunkowuj się na superwyniki. Po prostu pięknie żyj. Zachowuj świadomość, ciekawość i poczucie, że w to, co w danej chwili robisz, wkładasz całego siebie. I nie zrażaj się, jeśli ci coś nie wychodzi. Bądź jak dziecko, które w kaloszkach buszuje po łące. Fascynuje je i żaba, i mucha, i kropla rosy, i to tak bardzo, że maluch kuca, by im się przyjrzeć. Nie myśl, że wszystko widziałeś. Przecież każda żaba jest inna.

To może być trudne, ale jeśli choć raz na 5 minut, raz na 5 godzin, a nawet raz na 5 dni wyrwiesz się z rutyny i naprawdę zauważysz trzymaną w dłoni szklankę, to już będzie dobry początek.

  1. Psychologia

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach i czego się boją?

Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić.  (Fot. iStock)
Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. (Fot. iStock)
Przeceniamy, co może nam dać mężczyzna, a nie doceniamy tego, co możemy sobie dać same - przekonuje Katarzyna Miller i wyjaśnia, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.

Gdy facet ignoruje kobietę to ważny sygnał w relacji. Wiele kobiet niszczy partnerów i związek przez nieumiejętność komunikacji. Wszystkie ciężkie sprawy emocjonalne nie są dla facetów - są dla psychoterapeuty.

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach? Czego się boją?

Poniżej lista przydatnych wskazówek:

  • Facet boi się kobiet, które nie dają mu przestrzeni. Niektóre kobiety trzymają faceta telefonami, SMS-ami, bo boją się, że jak dostanie za dużo wolności, to je zdradzi.
  • Facet nie lubi czuć się jak w pułapce.
  • Facet nie lubi, jak kobieta zmienia się po tym, gdy już stanowią związek. Czyli na początku była słodka, dzika, lubiła seks po butelce szampana, nie dbała o kasę, a nagle jest już z nim i zaczyna... wchodzić do łóżka z wałkami, krzyczy na niego, gdy się spóźnia, zaczyna go rozliczać z jego pracy i z tego ile on zarabia... I odwrotnie: na początku związku gra megasilną laskę, która poradzi sobie ze wszystkim, a później okazuje się słaba, płaczliwa i przytulona do jego koszuli - "ratuj mnie"...
  • Czego jeszcze mężczyźni nie lubią w kobietach? - Facet nie lubi czuć się oszukiwany dwiema wersjami kobiety: na etapie zdobywania i na etapie związku. Lepiej mu pokazać się od początku taką, jaką jesteś, bo wtedy on będzie wiedział od początku, czy cię chce.
  • Faceci boją się kobiet, które chcą mieć za dużo... Wiele kobiet tak robi: nie wystarcza im to, że mają fajnego faceta, ale zaczynają chcieć, żeby zapewniał im coraz więcej rzeczy materialnych i atrakcji - ich apetyt róśnie. Pojawiają się wymagania: co one powinny mieć, co dzieci powinny mieć itd. Kiedy facet tłumaczy, że jemu jest dobrze z tym, co mają, one oskarżają go o brak ambicji i siły męskiej. Facet zaczyna się męczyć przy takiej kobiecie i czuć, że jest niewystarczający. Często wtedy znajduje kochankę, żeby też dać coś sobie za ciężką pracę.
  • Faceci boją się kobiet, które nie mówią, o co im chodzi, nie mówią wprost tylko czekają aż się facet domyśli, a jak się nie domyśli, to zaczynają go niszczyć i poniżać...
  • Faceci boją się kobiet, które używają seksu jako broni i karzą brakiem seksu.
  • Faceci boją się kobiet, które nudzą się w czasie seksu lub seks jest dla nich jawnie nieprzyjemny.
  • Faceci nie lubią, gdy kobiety mówią... o innych facetach z podziwem, zaangażowaniem i podnieceniem: "A ten mój kolega z pracy, to naprawdę jest taki młody, a taki utalentowany...".
  • Faceci uciekają zawsze od królowych dramatu życiowego, biedy i klęski... To jest coś, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.
  • Kiedy facet pragnie kobietę? - Faceci lubią być potrzebni - tak, lubią ratować z opałów, ale jak kobieta zaczyna dramatyzować sytuację, dodawać do niej wszystkie złe aspekty, dodawać emocje, lęk, czarną przyszłość... Wtedy facet chce uciekać.
  • Faceci boją się kobiet, które wyolbrzymiają zagrożenie, czekając na to, aż facet je wybawi.
  • Faceci boją się sytuacji, w której kobieta jest równocześnie twarda i zimna. To jest dla nich koszmar! Możesz być twarda w swoim postanowieniu, ale ciepła dla niego - wtedy postawisz na swoim, ale nie zniszczysz mężczyzny, a jak robisz i to i to - on poczuje się odcięty i nieważny.
  • Faceci boją się oszukiwania i zdrad... to jest znak, że nie dał sobie rady, nie zaspokoił kobiety. Jego ego bardzo cierpi.
  • Faceci boją się kobiet, które walczą o moc i pozycję. Lubią takie, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. Taka walka jest dla nich wyjątkowo trudna i jeżeli naprawdę masz tę moc i pozycję, to wykorzystaj ją tylko wtedy, gdy chcesz się go pozbyć.

Kiedy facet pragnie kobietę? - Tak naprawdę, facet lubi fajne, pozytywne, lubiące życie i siebie kobiety... No i lubiące seks. Znajdź sobie fajnego chłopa i daj mu żyć... - podkreślają autorki książki „Instrukcja obsługi faceta”.

Więcej w książce „Instrukcja obsługi faceta” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, Wydawnictwo Zwierciadło.