fbpx

Historia innego kalibru – Gaja Grzegorzewska, Grób

Gaja Grzegorzewska "Grób"
mat. prasowe

Nie od początku wierzyłam w Gaję Grzegorzewską. Po jednej z pierwszych polskich pisarek, które od początku specjalizowały się w powieściach kryminalnych, oczekiwałam bowiem czegoś innego.

Gaja Grzegorzewska "Grób"
mat. prasowe

Mianowicie, że w swojej poetyce i wymiarze światopoglądowym będą one bardziej kobiece. Fakt, iż wiodącą bohaterką, liczącej już cztery części serii, uczyniła Grzegorzewska kobietę – prywatną detektywkę Julię Dobrowolską, niewiele tu jednak zmieniał. Przeszkadzała mi i ona i nadmiar wątków, przemocy, komiksowych rozwiązań i ogólnie chwytów à la Tarantino, którego nie jestem entuzjastką. Ale jednocześnie znajdowałam w nich sporo czegoś, co kazało mi dać autorce przedłużony kredyt zaufania. Zatem niemało humoru (zupełnie nie w stylu Joanny Chmielewskiej), wielki talent do kreowania oryginalnych postaci i mnóstwo dowodów na nieokiełznaną wyobraźnię.

Niedługo musiałam czekać, żeby poczuć pełną czytelniczą frajdę. A przyniosła mi ją trzecia powieść w dorobku młodej autorki „Topielica” (2010), zasłużenie uhonorowana Nagrodą Wielkiego Kalibru. Bohaterka wprawdzie pozostała taka sama, innych „znaków firmowych” także nie zabrakło, ale Grzegorzewska zdecydowała się wreszcie na jeden tylko, po raz pierwszy naprawdę racjonalnie umotywowany, wątek kryminalny i ściśle współgrający z nim wątek obyczajowy. Zrozumiałam wtedy, co mi przeszkadzało w dwóch jej pierwszych powieściach: nadmiar wszystkiego, który służył zapewne pokazaniu całego wachlarza możliwości.

Trudno powiedzieć, czy „Grób” jest dowodem na to, iż Grzegorzewska zmierza ku powściągliwości, ale niewątpliwie nie ma w tej książce żadnego przypadkowego elementu, żadnego efektu, który niczemu by nie służył. Szalony i ryzykowny koncept, o jakim można powiedzieć tylko tyle, że powiązany jest z nekrofilią, poprowadzony i uzasadniony został tak, że w trakcie lektury skłonni jesteśmy w niego uwierzyć. Dać się ponieść iluzji, wejść w powieściowy świat z uszami i nie zgłaszać żadnych zastrzeżeń. O to przede wszystkim chodzi w powieści kryminalnej czy science-fiction, o czym Grzegorzewska doskonale wie i do czego bez problemu potrafi już nakłonić swojego czytelnika.

„Grób” to jednak nie tylko sprawnie opowiedziana historia kolejnego śledztwa, lecz także książka, w której Julia Dobrowolska nareszcie dojrzewa, że tak to ujmę. Dojrzewa w podwójnym sensie. Po pierwsze, śledztwo w sprawie tajemniczego samobójstwa studentki zmusza ją do tego, żeby skonfrontowała się ze swoją przeszłością i sprawami, o których za wszelką cenę chciałaby zapomnieć. Innymi słowy: dojrzewa do tego, aby stawić czoła czemuś, co jest dla niej niezwykle bolesne. Po drugie, dzięki wprowadzeniu tego wątku i wyjaśnieniu zagadki blizny na twarzy, jakiej Julia z niewiadomych powodów nie chce się pozbyć, dojrzewa jako bohaterka – staje się postacią z krwi i kości, a nie tylko wysportowaną, wyszkoloną w sztukach walki lalunią przebraną w markowe ciuchy (cokolwiek przez to odklejoną od polskiej rzeczywistości). Znów nie chciałabym zdradzać, o co dokładnie chodzi, w każdym razie „Grób” jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że Grzegorzewska mogłaby pisać literaturę niekoniecznie rozrywkowego kalibru.

Gdyby tylko chciała. Zapewne nie zechce. Chociaż, kto ją tam wie ? – widać już przecież, że na pewno nie spocznie na laurach.

Gaja Grzegorzewska, Grób, EMG, Kraków 2012,s.325

?>