fbpx

Władysław Broniewski – pomiędzy romantyczną wizją świata a samczą chucią i brutalnością

Władysław Broniewski - pomiędzy romantyczną wizją świata a samczą chucią i brutalnością
Władysław Broniewski na kiermaszu książki w Alejach Ujazdowskich, Warszawa 1958. ( Danuta B. Łomaczewska/East News)

Nie było w naszym kraju pisarza równie rewolucyjnego i popieranego przez władze komunistycznej Polski, co Władysław Broniewski. A że w latach PRL-u poezja była ważna, zadręczano dzieci i dorosłych jego wierszami. Jeden szczegół: odcięto mu w tamtym czasie połowę biografii. Mało kto wiedział, jak innym był człowiekiem w młodości.

Gdyby do jednej celi wsadzić dwa wcielenia Broniewskiego: tego sprzed II wojny i powojennego autora „Słowa o Stalinie”, zapewne rzuciliby się sobie do gardeł. Mimo krańcowych różnic tych dwóch Władysławów Broniewskich wiele łączyło: obaj byli szlachetni, krewcy, uczuciowi, autentyczni. Obaj byli kabotynami. Z własnego dzieciństwa pamiętam, jak Broniewski czasami dzwonił do mojego ojca [poety Mieczysława Jastruna – przyp. red.] w środku nocy – taki miał zwyczaj – i recytował mu wiersze. Przypominam sobie poranną irytację ojca z tego powodu.

Cnota stanęła na przeszkodzie

I wojna światowa, miliony giną w bezsensowej rzezi narodów, a on ucieka z gimnazjum, żeby iść do legionów Piłsudskiego. Walczy na wielu frontach, wykazując się szaleńczą odwagą. Szybko awansuje, zostaje młodym kapitanem. Po wojnie to samo – przerwie studia filozoficzne i popędzi znowu walczyć – z Rosją (1920–21). Broniewski ma wtedy jeszcze mały dorobek poetycki, za to imponujący medalowy: Virtuti Militari i pięć Krzyży Walecznych. Można powiedzieć, że przez kilka lat codziennie igrał ze śmiercią. Kiedy czyta się jego dzienniki z frontu, nie mieści się w głowie, jak z tego wychodził cało. Łatwo mógł wtedy uwierzyć w swoją nieśmiertelność. Skąd mógł wiedzieć, że po latach zabiją go nałogi, których nabył na wojnie?

Dzienniki zaczął pisać w roku 1918. „Śmietnik umysłowy” – tak je określił. Ale to poruszający dokument z linii frontu, także jego bojów z kobietami.

Romantyczne widzenie płci przeciwnej i świata przeplata się u poety z samczą chucią i brutalnością. To też zasługa wojny. Na przepustkach w Warszawie bywa romantykiem. Trochę mu w tych sprawach przeszkadza dolegliwość zaliczana powszechnie do grupy wstydliwych, tryper. Jednak energicznie zaleca się do panien, choćby do tej w teatrze: „Począłem trącać jej nogę pod krzesełkiem. Za trzecim razem manewr ten, niezręcznie przeprowadzony, wywołał z jej strony zapytanie: »Czy pana przedstawienie nie zajmuje?«”.

A już blisko linii frontu odbywało się to tak: „Dla ścisłości zaznaczę, że pomimo iż elektryczność zgasła o północy, nikt nic nie skorzystał, bowiem cnota stanęła na przeszkodzie. Dziwna jakaś logika tych kobietek: przychodzą do kawalerskiego mieszkania na całą noc, bawią się i piją lepiej niż kokoty i w rezultacie prawią o swej niewinności. Skorzystałem tyle, że jedna podrapała mi całą twarz, a druga zemdlała podczas przypuszczanego przeze mnie ataku, tak, że musieliśmy ją nieść. Tak więc, spaliwszy się na panewce, o trzeciej zły poszedłem spać”.

Przez całe swoje życie zdawał się rozdarty między wizją romantyczną a prymitywnymi męskimi odruchami, którym łatwo ulegał po alkoholu, a pić będzie coraz więcej.

Pokładam się na meblach

Janinę Kunig poznaje pod koniec 1924 roku. On, legionista, kapitan rezerwy, poeta. Kunig to zapalona komunistka. Przychodził pod jej okno, pod dom na ulicy Pięknej, gwizdał melodię „O seniora, seniorita…”. Janina otwierała okno i spuszczała sznurek, do którego przywiązywał ogromny bukiet różowych piwonii. Przekonywał ją do swoich uczuć: „Spać nie mogę, włóczę się po mieszkaniu, pokładam na różnych meblach i ciągle, ciągle myślę o tobie”. Szybko staną się parą, ale zamieszkają ze sobą dopiero w roku 1926. Niedługo po ślubie urodzi im się córka Joanna, zwana Anką.

Wraz z upływem czasu żona Broniewskiego coraz bardziej fanatycznie będzie się angażować w lewicową działalność. W latach 40. i 50. Janina stanie się słynną stalinowską wiedźmą, groźnym partyjnym dygnitarzem. Wszyscy będą się jej śmiertelnie bali. Tuwim miał kiedyś zemdleć, kiedy na niego surowo spojrzała.

Oczywiście młody Broniewski także komunizował, współpracował z literackimi i politycznymi pismami, po drodze zdarzyło mu się sanacyjne więzienie (po latach wyda mu się sielanką w porównaniu z więzieniami sowieckimi, z których cudem uszedł z życiem). A jednak poezja była dla niego ważniejsza niż polityka. Miał niezwykły talent słowotwórczy, rym dobitny i niemal naturalny. Zawsze brakować mu jednak będzie głębi psychologicznej, czułość pojawi się dopiero po wojnie w wierszach do zmarłej córki Anki. Będzie też znakomitym tłumaczem poezji i prozy, genialnie przełoży „Martwe dusze” Gogola. Nawet w najgorszych czasach stalinowskich będą powstawać jego co prawda polityczne, ale warsztatowo świetne agitki.

Na razie jednak nie ma mowy ani o czasach stalinowskich, ani nawet o tym,
że hitlerowcy mają zamiar napaść na Polskę. Jest międzywojnie, niekoniecznie czas sielanki, szczególnie gdy ktoś musi wyżyć ze sztuki. Wiadomo, że Janina bała się za niego wyjść. I to wcale nie z powodu nędzy, o wiele bardziej przerażał ją jego hulaszczy tryb życia. A już najdziwniejsze, w jakich okolicznościach zdecydowała się w końcu przyjąć oświadczyny. Było tak: odtrącany przez nią Władysław nosi się z zamiarem odebrania sobie życia (będzie miał podobne pomysły jeszcze nieraz), a następnie z ogromnej swej rozpaczy wdaje się w romans. Pocieszycielka zachodzi w ciążę, Broniewski błaga ją o aborcję. Od razu informuje też Janinę o tym dramacie. Ta nagle zdaje się mieć niezmierzone pokłady zrozumienia dla duszy poety. Pocieszycielka przerywa ciążę, a Janina Kunig wbrew zdrowemu rozsądkowi godzi się na ślub. Co na to powiecie?

Po ślubie jest tylko gorzej, żyją w dwóch różnych rytmach. Ona pracuje w szkole, on odsypia nocne eskapady. Wciąż prześladuje ich brak pieniędzy. Choć Janina jest w ciąży, nie dojada. A kiedy na świat przychodzi Anka, Broniewski, mimo że szaleńczo zakochany w córce, nie zmienia trybu życia. Wkrótce wda się w kolejny romans, z młodszą o prawie 15 lat studentką prawa Ireną Hellman. Żona zabiera wtedy dziecko i wyprowadza się ze wspólnego mieszkania. Brat młodziutkiej Ireny w obronie honoru siostry proponuje poecie pojedynek. Biją się na szable. Obaj są tylko trochę poszkodowani, kosmyk włosów, który poeta stracił w pojedynku, wysłał kochance. Wiosną 1938 roku Janina występuje o separację.

Pięć dób śpiewania

Rozwieść uda im się dopiero w komunistycznej Polsce. A zanim to nastąpi,
Władysław pozna kobietę, która zostanie jego drugą żoną – Marię Zarębińską, aktorkę wychowującą córkę z poprzedniego związku, Maję. Na pierwszej randce mówią o wojnie. Już niedługo poeta napisze słynny wiersz „Bagnet na broń”.

Rok 1939, początek kampanii wrześniowej. Broniewski jedzie rowerem z Warszawy aż za Lwów w poszukiwaniu swojego pułku. Przegra z czasem, będzie świadkiem, jak Armia Czerwona wkracza do Lwowa. Mój ojciec też był wtedy we Lwowie. Z Broniewskim i z liczną grupą znanych pisarzy. Do końca życia wspominał ten czas ze zgrozą – głód i strach, chociaż potem nastąpiły czasy jeszcze gorsze. Rosjanie zainteresowali się grupą literatów, potrzeba im było propagandowej poezji i prozy, należało ich tylko złamać. 23 stycznia 1940 roku Broniewski, Aleksander Wat i kilku innych pisarzy zostaje aresztowanych po słynnej bójce w restauracji. To prowokacja tajnej sowieckiej policji. Zdarzenie znamy z wielu relacji, m.in. Wata: „W pewnej chwili jakaś »pierepałka«, niedobra rozmowa między Władkiem a sowietem, widzę, że Broniewski zacina zęby, mówi przez zęby. […] ktoś daje komuś w mordę, ktoś ściąga obrus, wszystko leci na podłogę”. Kilku pisarzy zostaje aresztowanych przez NKDW, w tym Broniewski.

Spotkają się z Watem w sowieckim więzieniu. Przesłuchiwani, oskarżani, maltretowani. Broniewski straci wszystkie zęby. Wat tak go zapamięta z tamtego czasu: „Szczerze go podziwiałem. Ja chodziłem inteligenckim krokiem, biegałem w kółko po tej celi. A on – zazdrościłem mu tego – chodził żołnierskim krokiem, wybijał takt i śpiewał wszystkie
legionowe pieśni. Cały czas śpiewał, pięć dób śpiewał”. Wat się załamał, Broniewski nie – po czterech miesiącach został przetransportowany do słynnego więzienia śledczego NKWD na Łubiance, spędził tam 13 miesięcy. Wywieziony do Saratowa, a następnie do Ałma Aty, 7 sierpnia 1941 roku został wypuszczony z więzienia po amnestii wynikającej z układu Sikorski–Majski. Wstąpi do armii polskiej formowanej w ZSRR pod dowództwem gen. Andersa, pojedzie z 2 Korpusem przez Irak do Palestyny.

Myślał, że będzie tam tylko kilka miesięcy, zostanie dwa lata. Pracuje w wojskowej redakcji, zwiedza Palestynę, ma spotkania w socjalistycznych kibucach, pytany o Rosję cedzi przez zęby: „To jest państwo rządzone terrorem i despotyzmem, zaprzeczającym wszelkiej wolności”. Ma napady chandry i melancholii. Martwi się o Marię Zarębińską i jej córkę,
tęskni, deklaruje miłość. Co nie przeszkadza mu w burzliwych romansach. Zakochiwał się zwykle na zabój, a potem równie ciężko z uczucia się wygrzebywał.

W kwietniu roku 1943 Zarębińska trafia na Pawiak. Kiedy wojna się kończy, Broniewski dowiaduje się, że zginęła w Oświęcimiu. Rozpacza, pisze o niej wiersze. Pije na umór. I zaczyna myśleć o powrocie do kraju. Podobnie jak Tuwim, jak Słonimski. Waha się. Wiedział o Rosji dużo, więcej niż inni, ale jednocześnie fatalnie czuł się poza Polską. Właśnie wtedy nieoczekiwanie przychodzi szokująca wiadomość: Maria jednak żyje, przeżyła obozy, choć jest bardzo chora. Poeta pisze do niej list: „Miła, nie mogę jeszcze uwierzyć w to szczęście, jeszcze nie mogę się otrząsnąć z tego ostatniego półrocza, kiedy Ciebie opłakiwałem”. I dodaje: „Byłem Ci na ogół biorąc wierny…”. Już wie, że wróci, pisze wiersze, które aprobują tę decyzję. Znajomi są zaskoczeni, niektórzy uważają to za zdradę. Jerzy Giedroyc opowiadał mi o tym przed laty. Mówił, że mimo wszystko nigdy nie przestał go lubić. A Broniewski odwiedzał go potajemnie w Maisons-Laffitte.

Słowo jak dzwon

Na lotnisku w Warszawie wita go Maria, zmieniona, chora po obozach. Stolica jest w ruinie. Znani pisarze mieszkają na razie w Łodzi. Maria zagra jeszcze w sztuce specjalnie dla niej wystawionej. Będzie leczona, także za granicą, ale umrze w roku 1947. Broniewski przenosi się do Warszawy, na luksusową aleję Róż. Pisarze są kupowani przez partię nie tylko mieszkaniami, ale też literacką sławą, mają być inżynierami ludzkich dusz. A on uwielbiał być uwielbiany. W późniejszym czasie dostanie od państwa dom, gdzie teraz mieści się jego muzeum. Byłem tam niedawno: uderza, jak skromny, wręcz spartański jest jego pokój. Pycha artysty dotyczyła tylko poezji. W 1949 roku Broniewski pisze słynne „Słowo o Stalinie”: „Potrzebny jest maszynista,/którym jest On:/towarzysz, wódz, komunista /– Stalin – słowo jak dzwon!”.

Nawet po ujawnieniu zbrodni stalinowskich będzie bronił tego wiersza. Irena Szymańska, redaktorka wyboru jego poezji, opowiadała, jak buntował się, kiedy proponowała mu, żeby go usunąć. Zanim się wreszcie zgodził, długo protestował, twierdząc, że genialny. A jednak w roku 1954 potrafił odmówić Bierutowi napisania nowego hymnu Polski.

– Pójdzie pani w Tatry? – pytanie to Broniewski zadaje Wandzie Burawskiej, która ma wkrótce zostać jego ostatnią, trzecią żoną. Poznali się jeszcze przed wojną, na nartach, na Hali Gąsienicowej. I zapomnieli o sobie. Ponownie spotkali się jesienią 1946 roku w Belwederze, podczas posiedzenia Biura Odbudowy Stolicy. Przewodniczył nie kto inny, a właśnie prezydent Bierut. Potem znowu nie widzieli się z Wandą prawie rok. We wrześniu 1947 roku niezależnie od siebie jadą wypocząć do Zakopanego. Wpadają na siebie podczas spaceru. Miesiąc po powrocie do Warszawy zamieszkali razem. A wiosną 1948 roku wzięli ślub. Ani Anka, ani córka Zarębińskiej, Majka, nie rozumiały, dlaczego tak szybko. Nie upłynął nawet rok od śmierci Marii. Nowa małżonka szybko okazuje się jędzą. Nie znosi ani córki poety, ani pasierbicy. Jak się zdaje, w ogóle nie lubi ludzi, a przede wszystkim znajomych męża. Kira Gałczyńska, córka Konstantego, wspominała: „Budziła we mnie lęk. Była niesympatyczna, surowa, oschła, apodyktyczna”. Wat wspominał wspólny pobyt z małżeństwem Broniewskich w domu pracy twórczej w Oborach pod Warszawą. Któregoś dnia zobaczył poetę wybiegającego z pokoju, rozebranego, z zapuchniętymi oczyma i jakimś ciężkim przedmiotem w ręku. Gonił żonę. „Albo chciał ją zabić, albo był w potrzebie seksualnej” – opowiadał Miłoszowi. „Ożenił się z nią po pijanemu” – twierdził z kolei Marian Brandys. Była to jedyna kobieta w życiu Broniewskiego, o której nie napisał wiersza.

Niech idą w słońcu matka, siostra, córka

Rodzinne piekiełko stanie się prawdziwym piekłem, kiedy córka poety popełni samobójstwo. Gaz. Broniewski nie wierzy, że sama odebrała sobie życie, zostawiając jego wnuczkę – trzyletnią Ewę. Tym bardziej nie wierzy, że w pewnym sensie jest współwinny tragedii. Anka miała romans z pisarzem Bohdanem Czeszką, który chciał prawdopodobnie z nią zerwać. Broniewski kilka dni przed katastrofą był z wizytą u córki, a ona dała mu listy – zapewne właśnie od kochanka. Błagała, żeby ojciec je otworzył i poradził jej, jak ma postąpić. Odmówił. Napisze o Ance wiele pełnych bólu wierszy.

Stopniowo stacza się w alkoholizm. Ma koszmarną żonę, jest zależny od komunistycznego reżimu. Okrutne, ale celne, niestety, zdają się słowa Wata, który tak go podziwiał z czasu więziennej próby: „Tym straszniejszy jest komunizm, że z tak wspaniałego człowieka potrafił w ostatnich latach jego życia zrobić szmatę”.

Wyrokiem śmierci będzie dla Broniewskiego rak gardła. Poeta odejdzie w roku 1962. Ale do końca zachowa wojenną odwagę i spojrzy śmierci w oczy. Przewidując swój pogrzeb, napisze: „A na samym końcu niech idą w słońcu/Matka, siostra, córka – dzieło rodzenia,/I jasno będzie na końcu,/Do widzenia”.

Korzystałem z takich książek, jak: „Pamiętnik” Władysława Broniewskiego (Krytyka Polityczna), „Broniewski. Miłość, wódka, polityka” Mariusza Urbanka (Iskry) oraz „W słowach jestem wszędzie… Wspomnienia o Władysławie Broniewskim” zebrane i opracowane przez Mariolę Pryzwan (PIW).

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.

  • Polecane