fbpx

Duże rodziny 3+

Duże rodziny 3+
123rf.com

Najpierw statystyka: rodziny wielodzietne w Polsce to 5 % wszystkich rodzin z dziećmi. Wychowują one aż 13 % wszystkich dzieci w kraju. 90 % z tych rodzin żyje poniżej minimum socjalnego, co piąta duża rodzina nie ma pralki automatycznej. A teraz emocje i skojarzenia ze słowem rodzina wielodzietna: rodzina patologiczna, dysfunkcje, alkohol, bezrobocie, bieda, przemoc, luki w edukacji. Prawda, że tak (czasami) myślicie?
Tymczasem 20 % rodziców licznego potomstwa w dużym mieście ma wyższe wykształcenie. Wielu uprawia wolne zawody, na dużą rodzinę decydują się świadomie, realizując własny, śmiały pomysł na życie. I nie wszyscy są katolikami. Jak żyją naprawdę? Poznajcie ich.

Tu jest pełna rodzina

Ola i Maciek (Ona: redaktorka, polonistka, malarka, artystka. On: zasadniczo – pilot małych samolotów, kiedy trzeba tłumacz, łamacz tekstów. Mają czterech synów). Spotykamy się tuż po 8 rano w ich domu. Starsi synowie – gimnazjalista i piątoklasista właśnie pobiegli (nieco spóźnieni) do szkoły. Młodsi: cztero- i dwulatek, dokazują w domu. W czasie rozmowy zabiorą mi notes, telefon, długopis i klucze do samochodu. W zamian otrzymam końcówkę do robota kuchennego i promienny uśmiech. Herbatę pijemy, siedząc: po turecku na stole (ja), na materacu (Maciek), na podłodze (Ola). Odkąd najmłodszy rozbił sobie głowę, ściągając na siebie krzesło, krzeseł w domu brak. Ogólne wrażenie: klimatyczna mieszanka sielanki i rozgardiaszu.

Jak to jest mieć tak dużą rodzinę? Bywa fajnie – opowiada Ola – dwójka dzieci mojego brata, przyjeżdżając do nas, zawsze wygłasza kwestię: ”Bo tu jest pełna rodzina”. Lubimy być razem, pocelebrować drobne przyjemności: górę kanapek do ulubionego filmu puszczanego na rzutniku wieczorem czy fajny obiad przygotowany przez starszego syna. Przekomarzamy się, śmiejemy, żartujemy. Czas tylko dla nas? Rzadko. Bardzo rzadko, ale staramy się. Ostatnio udało nam się pograć wieczorem w badmintona. Położyliśmy maluch spać, starsi zostali na straży, a my pognaliśmy do pobliskiej szkoły na małą rozgrywkę z przyjaciółmi.

Wyzwania? – Ciągle, każdego dnia. Nie mamy stałego rytmu pracy, pracujemy w różnych dniach tygodnia, o najrozmaitszych porach. Trudno w takiej sytuacji mówić o jakiejkolwiek organizacji dnia, rytmie, schemacie. Tego brakuje nam najbardziej. No i oczywiście pieniędzy. Przy takiej ilości dzieci idą jak woda. Oboje musimy zarabiać – trochę maluję, robię stroiki świąteczne, tworzę i sprzedaję naczynia z ceramiki, prowadzę w domu warsztaty plastyczne, w przedszkolu – zajęcia ceramiczne. O czym marzę? O roli kury domowej – śmieje się Ola. – O tym, żeby mąż zarabiał na naszą rodzinę. Nie mam nic przeciwko roli kury domowej – gotowaniu, opiece nas dziećmi, oddawaniu się mojej pasji. W codziennym chaosie brak mi czasem uważności na wszystkich członków rodziny. Efekt jest taki, że najwięcej uwagi dostają najgłośniejsi. A mój spokojny piątoklasista tygodniami dusi w sobie różne kłopoty. Mam wtedy straszne wyrzuty sumienia! – dodaje.

Plusy dużej rodziny? – Starsze dzieci są odpowiedzialne, uważne na potrzeby innych, opiekuńcze. Natomiast matczyna nadopiekuńczość nie jest problemem rodzin wielodzietnych – ze śmiechem kończy Ola.

Jak oni znajdują na to czas

Ewa i Paweł (Ona: projektantka odzieży, biżuterii i ceramiki. On: operator kamery. Mają pięcioro dzieci). Odwiedzam ich po 9 rano, w drzwiach mijam Pawła, który idzie… pobiegać. I wtedy ja, mama dwójki całkiem dużych dziewczyn, z zazdrością myślę: Jak oni znajdują na to czas!?

W domu wita mnie Ewa z 2-miesięczną córeczką. 2-letni synek rysuje przy stoliku, pozostała trójka w przedszkolu i szkole. Ewa proponuje herbatę i szarlotkę własnego wypieku. – Teraz nie pracuję regularnie – zaczyna – kręcę się po domu i nie mogę się zorganizować. Wbrew pozorom trudno być tylko w domu. Brakuje mi wychodzenia do pracy, to wprowadzało w nasze życie ład, strukturę – mówi.

Pytam o blaski i cienie życia w dużej rodzinie. – Same blaski! – ze śmiechem odpowiada moja rozmówczyni. Większa ilość dzieci w rodzinie powoduje, że są one wrażliwsze na siebie nawzajem, zwracają uwagę, jak komuś coś się dzieje. I to jest fajne. Myślę, że ten czas z dzieciakami tak naprawdę jest bardzo krótki. Za chwilę będą miały swój własny świat, sprawy, przyjaciół – my już nie będziemy ich codziennością. Mam nadzieję jednak, że drogowskazem – tak. Krótko dzieci są z nami – wzdycha Ewa.

Dopijamy herbatę. Wraca zdyszany Paweł i już od progu okazuje się, ze jest jednak coś (ktoś), kto ład w życie wprowadza. – Ewuś – mówi pięknie – masz jeszcze 15 minut i musisz usiąść do pracy, a ja wezmę dzieci – przypomina. Ewa robi misterne relikwiarze, ostatnio na zamówienie prymasa zrobiła piękny relikwiarz na słynną ampułkę z krwią Jana Pawła II, teraz na zamówienie lokalnej wspólnoty.

Co jest najważniejsze w dużej rodzinie? – To żeby para, rodzice, znajdowali czas dla siebie. Tylko dla siebie. Trudne, ale wykonalne. Ważne, aby kształtować pewne rodzinne rytuały. My mamy wspólną modlitwę jako stały punkt dnia i rekolekcje jako stałe punkty w roku – wylicza Ewa.

Słabe punkty tej opowiastki? – Jednak są – uśmiecha się Ewa. To finanse i podział obowiązków. Jednego i drugiego staramy się pilnować i kontrolować. Nie zawsze się udaje – przyznaje.

Maturę mam dzięki synowi!

Tomek i Irena. (Ona: późna studentka, pisze właśnie pracę magisterską na wydziale prawa. On: pracownik obsługi technicznej w dużej międzynarodowej firmie, z zamiłowania muzyk. Lubi bluesa. Rodzice trójki dzieci, związek nieformalny).

Dom pełen zwierząt. Przyjaźni domownicy. Co daje duża rodzina? – Motywację do działania – odpowiada bez zastanowienia Irena. Jak najstarszy syn był mały ( teraz gimnazjalista) postanowiłam zdać maturę, teraz kończę pracę magisterską. Myślę o doktoracie. Jest wesoło, kolorowo, nienudno. Czuję, że żyję. Choć bywa niełatwo. Podkreślam – bywa! – dodaje.

Money, money, money

Trudności finansowe – to główny problem z jakim borykają się wielodzietni. (Lub jak podkreślił jeden rozmówca – duże rodziny – słowo wielodzietna kojarzy mu się pejoratywnie, przedmiotowo. Coś jak „krowa wysokomleczna”). Najczęściej jedno z rodziców musi z pracy zrezygnować, drugie zarabia na rodzinę. Wydatki są ogromne – nawet państwowe przedszkole – jest płatne, koszt ok. 300 zł od malucha.

Czują się w Polsce pozostawieni sami sobie. Niewspierani przez państwo, przez społeczeństwo odbierani często jako patologia. A wystarczyłby drobne ustępstwa – zniżki w kinach, środkach transportu, przedszkolach. Może pora to zmienić? Niech przekonają nas liczby. Niemcy wydają na pomoc dużym rodzinom 2,2% PKB; Dania 3,3 %; Francja 2,6; zaś Polska …0,4!