1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Międznarodowy Festiwal Sztuki Wizualnej "Inspiracje"

Międznarodowy Festiwal Sztuki Wizualnej "Inspiracje"

Pod hasłem "Paradise" przygotowano 7. edycję odbywającego się w Szczecinie Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Wizualnej "Inspiracje", który odbywa się w dniach 9-12 czerwca 2011.

Organizatorzy przygotowali ponad 40 koncertów, wystaw, happeningów, z udziałem artystów reprezentujących różne dziedziny twórczości.

Festiwal ten łączy wszelkie dziedziny sztuki współczesnej: rzeźbę, malarstwo, fotografię, instalacje przestrzenne, grafikę, muzykę i inne działania artystyczne krążące wokół jednej myśli przewodniej.

Geneza słowa "paradise" wywodzi się z perskiego określenia ogrodu lub ogrodzonego miejsca, miejsca idealnego, synonimu obfitości i szczęścia.

"To uporządkowana przestrzeń, w której wszystko istnieje w symbiozie pośród piękna i doskonałości. Panuje tu porządek, zasady są znane, a ich złamanie równa się wykluczeniu. Czym współcześnie jest paradise? To raj-marzenie czy ułuda, której monotonię i tak coś każe nam złamać? Odpowiedzi na te pytania szukać będą artyści" - mówi współtwórczyni festiwalu Monika Gawęcka.

Gośćmi festiwalu będą m.in.: kontrowersyjna rosyjska grupa "Aes+F", czeski prowokator-performer David Černý, specjalistka˙w dziedzinie zapachów Sissel Tolaas, autorka palmy na Rondzie de Gaulle'a˙w Warszawie Joanna Rajkowska, Maurycy Gomulicki, Zorka Wollny, Dominik Lejman oraz kompozytor i producent muzyczny Andrzej Smolik.

Zaplanowano m.in. pokaz multimedialny w technologii mappingu 3D - czyli projekcji przestrzennych obrazów na ścianach konkretnego budynku, któremu towarzyszyć będzie muzyka przygotowana specjalnie na tę okazję przez Łukasza Górewicza.

Prezentacje festiwalowe można zobaczyć w szczecińskim Muzeum Narodowym, klubie XII Muz, a także na ulicach miasta. Ruszyły już warsztaty prowadzone przez Pascale Peyret, których uczestnicy budują miasto ze starych, zużytych części komputerowych. Francuska artystka w projekcie "Green Memory" sieje nasiona roślin w instalacjach ze zbędnego sprzętu komputerowego, promując w ten sposób proekologiczne podejście do życia.

Festiwal "Inspiracje" trwa od 9 do 12 czerwca 2011.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Warsaw Gallery Weekend - zobacz, jak wygląda nowa polska sztuka

Late Night Music, Jan Porczyński, 2020, gwasz. Warsaw Gallery Weekend. (Fot. materiały prasowe)
Late Night Music, Jan Porczyński, 2020, gwasz. Warsaw Gallery Weekend. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
To już dziesiąty Warsaw Gallery Weekend. Jubileuszowa edycja przeglądu nowej sztuki odbędzie się w dniach 1-4 października. Weźmie w nim udział 29 galerii z Warszawy, Łodzi, Poznania, Gliwic i Katowic.

Jak co roku galerie specjalizujące się w sztuce współczesnej zapraszają na weekend wernisaży. Tegoroczna edycja Warsaw Gallery Weekend potrwa aż cztery dni, tak aby - w związku z ograniczeniami wynikającymi z pandemii koronawirusa - zapewnić większy komfort i bezpieczeństwo zwiedzania.

W tym roku w Warsaw Gallery Weekend weźmie udział 29 galerii: Biuro Wystaw, BWA Warszawa, Dawid Radziszewski, ESTA, Fundacja Galerii Foksal, Fundacja Profile, Galeria m², HOS gallery, Instytut Fotografii Fort, Jednostka, Le Guern, LETO, lokal_30, Monopol, Naga, Olszewski Gallery, Piktogram, Pola Magnetyczne, Polana Institute, Propaganda, Raster, Rodriguez, Serce Człowieka, Stereo, Szara, Szydłowski, WY, Wizytująca, Wschód.

Program tegorocznej edycji powinien ucieszyć miłośników fotografii - wiele prac, które będzie można oglądać w galeriach bazuje na tym medium.

Katarzyna Górna Chłopies #1, 2019-2020, fotografia analogowa, montaż cyfrowy, dzięki uprzejmości artystki i Biura Wystaw / Fundacji Polskiej Sztuki Nowoczesnej Katarzyna Górna Chłopies #1, 2019-2020, fotografia analogowa, montaż cyfrowy, dzięki uprzejmości artystki i Biura Wystaw / Fundacji Polskiej Sztuki Nowoczesnej

Jednym z ciekawszych punktów programu jest wystawa prac wiodących polskich fotografek: Weroniki Gęsickiej - laureatki wielu nagród, w tym Paszportu Polityki za rok 2019 w kategorii Sztuki Wizualne, i Magdy Hueckel - artystki wizualnej, fotografki teatralnej, scenografki i podróżniczki. Ich najnowsze dokonania będzie można oglądać w Galerii Jednostka na warszawskim Muranowie. „Cliffhanger” to prace z najnowszych projektów Weroniki Gęsickiej – „Holiday”, „Cocoon” i „Smash”. Powstają na bazie archiwalnych fotografii z banków zdjęć. Są próbą uchwycenia napięć i lęków, z którymi musimy się obecnie zmierzyć. Doniesienia o kolejnych zagrożeniach dotyczących przyszłości powodują, że zaczynamy przeczuwać koniec rzeczywistości, jaką znamy. Na sielankowych obrazach, które budują znaczną część naszego uprzywilejowanego świata, zaczynają pojawiać się rysy.

Weronika Gęsicka, Smash. (Fot. materiały prasowe) Weronika Gęsicka, Smash. (Fot. materiały prasowe)

Z kolei Magda Hueckel zaprezentuje cykl, który powstał na kanwie książki “Żenszczina” (transkrypcja rosyjskiego słowa ‘kobieta’), którą Magda Hueckel znalazła na targu staroci w Tbilisi. Autorem oryginału „Das Weib in der Natur- und Völkerkunde” wydanego w 1885 był Hermann Heinrich Ploss – antropolog i ginekolog, twórca współczesnej pediatrii i ginekologii. Ta książka to swoiste kompendium wiedzy, ukazujące kobiety z całego świata. Analizie poddane są różne aspekty; począwszy od anatomii, poprzez fizjologię, seksualność, pozycję społeczną, a skończywszy na roli kulturowej i obowiązujących tradycjach. Książka została dwunastokrotnie przedrukowana w różnych językach i uzupełniona o liczne ilustracje. Mimo, iż opracowanie ma charakter naukowy i swojego czasu było uznane za postępowe, dziś jego dziewiętnastowieczna narracja budzi niepokój. Rola kobiety sprowadzona jest przede wszystkim do funkcji prokreacyjnych. Analiza kobiecej cielesności przeplata się z wątkami o charakterze społeczno-kulturowym, omawiającymi tradycje, zabobony, zwyczaje. Książka przesycona jest brutalnymi ilustracjami m.in. praktyk medycznych, patologii oraz przemocowych zwyczajów (palenie na stosie, stygmatyzacja wdów, obrzezanie, skaryfikacja, obcinanie piersi i palców). Najbardziej dotkliwy jest jednak fakt, iż wiele z opisanych zwyczajów i stereotypów przetrwało do dzisiaj.

Magda Hueckel, zafascynowana archiwalnymi obrazami, dokonuje ich dekonstrukcji. Puste strony książki zapełnia obrazami poddanymi manipulacjom. Tworzy własną – trzynastą – groteskową edycję publikacji.

Magda Hueckel, praca z cyklu 'Żenszczina'. (Fot. materiały prasowe) Magda Hueckel, praca z cyklu "Żenszczina". (Fot. materiały prasowe)

Oprócz uroczystych wernisaży i możliwości zwiedzania wystaw, będzie można wziąć udział w spotkaniach z artystami. Szczegóły wydarzeń znajdziecie na stronie www.warsawgalleryweekend.pl

  1. Kultura

Land art, czyli sztuka ziemi

„Granite Crossing
„Granite Crossing" [Granitowe skrzyżowanie] pokazywane w ramach Berlin Gallery Weekend (2019). (Fot. East News)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Richard Long, najsłynniejszy piechur sztuki współczesnej. Artysta, który idzie przez świat i zostawia za sobą ślady. Wystawa „Wiek półcienia” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej to dobry pretekst, żeby zainteresować się jego twórczością. 

Artystyczne mody zmieniają się jak w kalejdoskopie, ale Richarda Longa ten problem nie dotyczy. Bo czy z mody może wyjść Ziemia – skała, glina, krajobraz – którą Long uczynił główną bohaterką, materią i tematem swojej twórczości?

Jak aktualna pozostaje jego sztuka, można się było przekonać w pierwszych tygodniach izolacji spowodowanej pandemią. Życie artystyczne zamarło wraz z całą resztą życia publicznego. Za zamkniętymi drzwiami Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie czekała gotowa wystawa „Wiek półcienia. Sztuka w czasach planetarnej zmiany”. Nie zdążyła się już otworzyć dla publiczności. Richard Long jest jednym z uczestników tej zamrożonej przez pandemię ekspozycji. Pokazywane jest na niej „Rzucanie kamieniem wokół szczytów MacGillycuddy’s Reeks”. Tytułowe szczyty to pasmo górskie w Irlandii, przez które w 1977 roku wędrował artysta. Jego przewodnikiem w tej wyprawie był kamień. Long znalazł go w górach i rzucił przed siebie, a następnie poszedł, by go podnieść i rzucić znowu – jeszcze dalej. Powtórzył tę operację 3628 razy, aż po trzech dniach okrążył całe górskie pasmo i odłożył kamień tam, gdzie go znalazł.

Po wyprawie sprzed lat zostało kilka fotografii, na których artysta zrobił rysunki. Przez pandemię nawet tej skromnej dokumentacji nie można było zobaczyć na żywo w murach MSN-u. Tymczasem praca Longa działa na wyobraźnię nawet mocniej w sytuacji, w której przez wiele tygodni główną, wręcz jedyną rozrywką ludzi na całym świecie stały się spacery.

„A Line in Norfolk” [Linia w Norfolk] z widokiem na Houghton Hall (2016). (Fot. BEW) „A Line in Norfolk” [Linia w Norfolk] z widokiem na Houghton Hall (2016). (Fot. BEW)

Nieszkodliwy dziwak

Cofnijmy się do połowy lat 60. Młody Richard Long (rocznik 1945), student prowincjonalnego college’u artystycznego w rodzinnym Bristolu, pewnej zimy rusza za miasto, by toczyć przed sobą śniegową kulę, a za sobą pozostawiać czarny ślad biegnący przez białe wzgórza. Utrwalony na fotografii rezultat tego działania przedstawił profesorom. Ci wezwali do szkoły rodziców i stanowczo poprosili, aby zabrać do domu studenta, który, jak sugerowali, nie jest do końca przy zdrowych zmysłach.

Wcale się tym nie zniechęcił. Przeciwnie, kontynuował swój marsz, a w 1967 roku wydeptał ścieżkę, która stała się jego przełomową pracą. Jadąc pociągiem na trasie Londyn  – Bristol, artysta wysiadł spontanicznie w połowie drogi i poszedł na łąkę. Chodził po niej w tę i z powrotem tak długo, aż zostawił w świeżej trawie wyraźny ślad, a następnie uwiecznił go na czarno-białej fotografii. Long studiował w tym czasie w Saint Martin’s School of Art w Londynie. W odróżnieniu od college’u w Bristolu w tej szkole trudno było kogokolwiek zaszokować ekstrawagancją. Problem w tym, że land art – sztuka ziemi – do której później zaliczano twórczość Longa, dopiero nabierał rozpędu, i to na razie tylko za oceanem, w ogarniętych kontrkulturową rewolucją Stanach. Także minimalizm i konceptualizm, kolejne nurty, z którymi krytycy wiążą dziś tego twórcę, nie cieszyły się jeszcze w brytyjskim świecie sztuki sławą. Dlatego zamiast na Wyspach, debiutancką wystawę solową Long zrobił w 1968 roku w Düsseldorfie, wówczas jednym z najciekawszych miejsc na artystycznej mapie Europy. W Anglii uważany za nieszkodliwego dziwaka, w Niemczech wędrowiec z Bristolu uznany został za rewelację.

 

Przez drogi i pola

Sukces, również komercyjny, uwolnił go od materialnych trosk życia codziennego i artysta mógł się poświęcić temu, co kochał najbardziej, czyli chodzeniu. W 1998 roku przemierzył na piechotę 1030 mile dzielące wysunięte najbardziej na południe i na północ krańce Wielkiej Brytanii. Marsz zajął mu 33 doby; każdego dnia Long układał przy drodze kamień, tworząc składającą się z 33 punktów, rozciągniętą na dystansie 1657 kilometrów linię przecinającą całą wyspę. Z kolei po słynnym „Five Day Walk” [Pięciodniowym marszu] z 1980 roku zostało sześć linijek tekstu, który Long umieszcza na ścianach galerii, jeżeli ktoś poprosi o wystawienie tej pracy. „Pierwszy dzień – dziesięć mil” – czytamy w pierwszej linijce. I dalej: „Drugi dzień – 20 mil. Trzeci dzień – 30 mil. Czwarty dzień – 40 mil. Piąty dzień – 50 mil. Z Totnes do Bristolu przez angielskie drogi i pola”.

Realista

Dziś już dobrze po siedemdziesiątce wciąż potrafi przejść z plecakiem 50 kilometrów dziennie i rozbić obóz w dziczy. „Moje kroki zostawiają ślad – mówi artysta. – Moje nogi niosą mnie przez krajobraz. To jakby mierzenie świata. Uwielbiam to połączenie z własnym ciałem”. Kiedy mówi takie słowa, brzmi jak performer, ale sam swoje prace opisuje w kategoriach rzeźby. Nie czyni przy tym różnicy między rzeźbami, które mają formę tekstu, krótkiej relacji z odbytego marszu, mapy czy rysunku, a monumentalnymi instalacjami, które układa w galeriach i miejscach publicznych. Tworzy je ze znalezionych patyków, rzecznych kamieni, fragmentów skał. Używa zawsze dwóch podstawowych form. Jedna to ścieżka, czasem biegnąca po linii prostej, innym razem po spirali. Druga forma to koło. Pierwsza symbolizuje drogę, druga miejsca, do których droga ta prowadzi. „Jestem realistą” – powiada Long pytany, do jakiego nurtu chciałby się zaliczać. I trudno się z nim spierać, bo czyż świat rzeczywiście nie składa się z miejsc i z dróg, które dzielą jedno miejsce od drugiego?!

„Berlin Circle”  [Berlińskie koło] w Muzeum Sztuki Współczesnej w  Hamburger Bahnhof (1996). (Fot. BEW) „Berlin Circle”  [Berlińskie koło] w Muzeum Sztuki Współczesnej w  Hamburger Bahnhof (1996). (Fot. BEW)
W podobny sposób artysta podchodzi do malarstwa. Jego obrazy to najczęściej ogromne kręgi, które odbija na ścianach galerii własnymi dłońmi, niczym prehistoryczny malarz jaskiniowy. Zamiast farby używa błota, najchętniej pochodzącego z delty rzeki Avon, która uchodzi do morza w Bristolu. Long odbywał swoje artystyczne marsze na całym świecie, ale zawsze wraca do rodzinnego miasta. Koła z błota mają krótki żywot, po zakończeniu wystaw zostają zmyte i zamalowane. Long nie dba o materialną trwałość swoich dzieł, lecz o żywotność stojącej za nimi idei. To myśl o mierzeniu świata własnymi krokami, a także o tym, że gdziekolwiek człowiek się pojawi, tam zostawia ślad, ale ów trop jest ulotny. Mienimy się panami przyrody, ale w rzeczywistości jesteśmy, tylko i aż, przechodniami w pejzażu natury. To przesłanie, które Richard Long wydeptywał przez 50 lat, brzmi szczególnie aktualnie dziś. Kiedy to natura daje nam lekcję na temat kruchości świata, jaki sobie stworzyliśmy.

Skrzyżowanie w Houghton, 2016. (Fot. East News) Skrzyżowanie w Houghton, 2016. (Fot. East News)

Wystawa „Wiek półcienia. Sztuka w czasach planetarnej zmiany” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie trwa do końca sierpnia.

  1. Kultura

Olafur Eliasson - cudotwórca

"Your Spiral View" (2002). ten ośmiometrowy kalejdoskop w zaskakujący sposób odbija rzeczywistość. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Tate Modern zorganizowało największą wystawę w dorobku Olafura Eliassona. Artysty, który posługuje się wodą, powietrzem, Światłem i przestrzenią ze swobodą, z jaką inni twórcy używają farb czy dłut.

Jest Islandczykiem, wychował się w Danii, pracuje w Berlinie, ale Londyn to specjalne miejsce na mapie jego kariery. Pod koniec zeszłego roku przywiózł tu z fiordu Nuup Kangerlua na Grenlandii sto ton fragmentów góry lodowej. Większość tych lodowych głazów stanęło przed Tate Modern – artysta ustawił je w kręgu i pozwolił im topnieć. Lód, który zamarzł 10 tys. lat temu, powoli, ale nieubłaganie znikał na oczach londyńczyków. Tak jak topnieją lodowce Grenlandii. Wszyscy słyszeli o ociepleniu klimatu, ale co innego wiedzieć, a co innego widzieć. „Zmiany klimatyczne wydają nam się abstrakcją – mówił artysta. – Grenlandia leży na końcu świata, procesy, które tam zachodzą docierają do naszych umysłów, ale nie odczuwamy ich fizycznie. Przywożąc fragmenty topniejącego lodowca do Londynu, chciałem przenieść narrację na temat globalnego ocieplenia do naszych ciał i emocji”.

Sztuczne słońce

W tym samym miejscu, tyle że 15 lat wcześniej, Eliasson zrealizował „The Weather Project” [Projekt pogodowy], pracę, która była przełomem w jego karierze – z artysty sławnego uczyniła go supergwiazdą. W ogromnej przestrzeni Hali Turbin Islandczyk zbudował sztuczne Słońce. Zrobił je z setek lamp emitujących pojedynczą, żółtą falę światła. Ułożył z nich półkole, które odbijało się w gigantycznym lustrze pokrywającym sufit hali. W ten sposób powstał pełny krąg słonecznego dysku. W powietrzu Eliasson rozpylił rozpraszającą światło mgłę z drobinek wody i cukru.

„Room for One Colour” (1997). Artysta wykorzystał fizyczne właściwości żółtego światła – publiczność oglądała wszystko „w sepii”. (Fot. materiały prasowe) „Room for One Colour” (1997). Artysta wykorzystał fizyczne właściwości żółtego światła – publiczność oglądała wszystko „w sepii”. (Fot. materiały prasowe)

Wrażenie było piorunujące: „The Weather Project” obejrzało dwa miliony ludzi. W Tate Modern do dziś nikt nie pobił tego rekordu, choć to jedno z najpopularniejszych muzeów sztuki współczesnej na świecie. Widzowie masowo kładli się na podłodze Hali Turbin, obserwując samych siebie w promieniach sztucznego słońca. Czasami grupy zwiedzających organizowały się, żeby ułożyć z własnych ciał teksty, nierzadko o politycznej wymowie. Eliasson wspomina, że w czasie trwania „The Weather Project” zadzwonił do niego znajomy. Ze słuchawki dobywał się radosny ryk z setek gardeł. Artysta myślał, że krzyczy publiczność jakiegoś rockowego koncertu, w rzeczywistości byli to jednak widzowie jego instalacji. Wiwatowali, bo właśnie ułożyli się na podłodze galerii w mało politycznie poprawny ogromny napis dotyczący ówczesnego prezydenta USA: „Fuck Bush”.

„Inside the Horizon” (2013). Gra ze światłem, lustrami i taflą wody w siedzibie Fondation Louis Vuitton w Paryżu. (Photo_Grottojpg_Iwan_Baan__Fondation_Louis_Vuitton) „Inside the Horizon” (2013). Gra ze światłem, lustrami i taflą wody w siedzibie Fondation Louis Vuitton w Paryżu. (Photo_Grottojpg_Iwan_Baan__Fondation_Louis_Vuitton)

Cuda od kuchni

Kilka lat później oglądałem wystawę Eliassona w Martin Gropius Bau w Berlinie. W jednej z sal wyjrzałem przez okno i zobaczyłem sąsiedni budynek, a w nim… samego siebie wyglądającego przez okno. Od razu przypomniałem sobie, że obok tej galerii nie stoi przecież żaden budynek. Widok na zewnątrz był zwierciadlanym odbiciem wykreowanym przez artystę. Eliasson jest mistrzem w używaniu luster, rozszczepianiu światła albo budowania przestrzeni oświetlonych tak, że ludzie wydają się w nich czarno-biali jak na starej fotografii. Jest jak cudotwórca, który rzeźbi w siłach natury i ludzkim postrzeganiu. Za tymi cudami stoją zaawansowane technologie, wiedza z zakresu nauk przyrodniczych i, przede wszystkim, liczna drużyna współpracowników. Artysta urządził swoją kwaterę główną w Berlinie, w starym browarze na Prenzlauer Berg. Pracuje dla niego na stałe prawie setka ludzi, rzemieślników, techników, ale również architektów, projektantów i uczonych. Wegańska kantyna w studiu Eliassona jest niemal równie sławna co jego instalacje, bo obok tworzenia wystaw i projektowania architektury (oraz działalności wydawniczej) artysta zajmuje się także eksperymentami w kuchni i jest nawet autorem książki kucharskiej. Oczywiście, bestsellerowej.

„Your Rainbow Panorama” (2011), czyli 150-metrowy spacerowy korytarz z tęczowych szyb, zbudowany na dachu ARoS Aarhus Art Museum w Danii. „Your Rainbow Panorama” (2011), czyli 150-metrowy spacerowy korytarz z tęczowych szyb, zbudowany na dachu ARoS Aarhus Art Museum w Danii.

Lepsze jutro

Krytycy Eliassona zarzucają mu, że jego twórczość to niekończący się festiwal trików, które nie służą niczemu poza dostarczaniem publiczności wrażeń, skądinąd wspaniałych. Eliasson uważa się jednak za artystę zaangażowanego. W odróżnieniu od gwiazd sztuki w rodzaju Damiena Hirsta, które lubią epatować ekstrawagancją i cynizmem, jest po skandynawsku skromny i demokratyczny. W wywiadach lubi powtarzać: „Nie jestem nikim wyjątkowym”, ale cele, które sobie wytycza, daleko przekraczają ambicje większości artystów. Eliasson przyjaźni się z Billem Gatesem, Kofi Annanem i innymi wielkimi tego świata. Regularnie odwiedza imprezy w rodzaju szczytu ekonomicznego w Davos, na którym globalni przywódcy debatują o przyszłości planety, „Nie jeżdżę tam, aby spotykać się ze światowymi liderami – mawia artysta – tylko żeby zostać światowym liderem”.

Olafur Eliasson i 'The Weather Project' 2003, jedna z nasłynniejszych jego prac pokazywana w Hali Turbin w Tate Modern. (Fot. materiały prasowe) Olafur Eliasson i "The Weather Project" 2003, jedna z nasłynniejszych jego prac pokazywana w Hali Turbin w Tate Modern. (Fot. materiały prasowe)

To tylko w połowie żart. Eliasson twierdzi, że we współczesnej kulturze dramatycznie nie doceniamy potencjału sztuki. Korzystamy zaledwie z ułamka jej kreatywnych możliwości, widząc w niej ozdobę, ekskluzywny towar, wyrafinowaną rozrywkę albo instrument polityki kulturalnej. Eliasson jest przekonany, że jeżeli chcemy rozwiązywać współczesne problemy w sposób innowacyjny, to przyszłości nie mogą projektować ekonomiści i politycy, lecz uczeni i artyści. Oglądając jego wystawę w Londynie, można uwierzyć, że w wizji artystokracji coś jest. Nie ma gwarancji, że gdyby Olafur Eliasson przejął władzę nad światem, potrafiłby zapewnić ludzkości lepsze jutro, ale na pewno by spróbował. I na pewno to jego jutro zrobiłoby na nas ogromne wrażenie. 

Wystawa "Olafur Eliasson: In real Life" w Tate Modern w Londynie trwa do 5 stycznia 2020 roku. 

 

 

  1. Kultura

Serial "Cień i kość" powróci z drugim sezonem

Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu
Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu "Cień i kość". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Gratka dla miłośników fantasy, których tej wiosny zachwycił nowy serial Netflixa "Cień i kość". Produkcja, oparta na bestsellerowych powieściach Leigh Bardugo o uniwersum Griszów, doczeka się drugiego sezonu.

Pierwsza część opowieści o uniwersum Griszów w ciągu 28 dni od premiery została obejrzana w ponad 55 milionach gospodarstw domowych. Serial znalazł się w zestawieniu TOP 10 w 93 krajach na całym świecie i zajął pierwsze miejsce w 79 krajach, w tym w Australii, Brazylii, Niemczech, Rosji, Hiszpanii, RPA i USA. Po jego premierze trylogia "Cień i kość" oraz składająca się z dwóch części powieść "Szóstka wron" powróciły na listy bestsellerów na całym świecie i przez ponad miesiąc utrzymywały się na pierwszym miejscu listy bestsellerów "New York Timesa". Niewątpliwy sukces wróżył kontynuację serialu - teraz jest to już oficjalne. „Cień i kość” doczeka się drugiego sezonu, a poinformowali o tym członkowie jego obsady.

- Piszę o uniwersum Griszów już od prawie dziesięciu lat, więc jestem zachwycona, że będziemy mogli kontynuować tę przygodę. Jest tak wiele miejsc, które ledwo zdążyliśmy odwiedzić i nie mogę się doczekać, aby przedstawić widzom więcej świętych, żołnierzy, bandytów, złodziei, książąt i szeregowców, którzy sprawiają, że ten świat jest tak zabawny do odkrywania. To będzie prawdziwa magia widzieć, jak nasza genialna, utalentowana obsada się powiększa - mówi autorka książek i producentka wykonawcza serialu Leigh Bardugo.

Drugi sezon serialu „Cień i kość” ma składać się z ośmiu godzinnych odcinków. Jessie Mei Li (Alina Starkov), Archie Renaux (Malyen Oretsev), Freddy Carter (Kaz Brekker), Amita Suman (Inej), Kit Young (Jesper Fahey), Ben Barnes (Generał Kirigan), Danielle Galligan (Nina Zenik) i Calahan Skogman (Matthias Helvar) ponownie wcielą się w swoje role. Dodatkowe szczegóły dotyczące castingu zostaną podane w późniejszym terminie.

"Cień i kość" miał swoją premierę na platformie Netflix w kwietniu tego roku. Serial jest osadzony w rozdartym wojną świecie, a jego główną bohaterką jest osierocona w dzieciństwie Alina Starkov, szeregowa żołnierka, która odkrywa w sobie nadzwyczajną moc mogącą być kluczem do wyzwolenia jej kraju. Ogromne zagrożenie ze strony Fałdy Cienia wisi nad krajem, a Alina zostaje odcięta od wszystkiego, co znała do tej pory, aby odbyć szkolenie wojskowe jako żołnierka elitarnej armii władających magią Griszów. Opanowanie nowych zdolności przychodzi jej z trudem i stopniowo zdaje sobie sprawę, że sojusznicy i wrogowie są dwiema stronami tej samej monety i nic nie jest tym, na co wygląda w tym niezwykłym świecie. Toczy się konflikt między niebezpiecznymi przeciwnikami, wśród których znajduje się także szajka charyzmatycznych przestępców. Przetrwanie będzie wymagało czegoś więcej niż tylko magii.

  1. Kultura

Festiwal Młodzi i Film – przegląd filmów, które warto zobaczyć

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)
Młodzi i Film to najstarszy w Polsce festiwal, podczas którego można zobaczyć tylko debiuty. Debiutowali na nim m.in. Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland, Xawery Żuławski, Łukasz Palkowski, Katarzyna Rosłaniec, Maria Sadowska, czy Jan P. Matuszyński.

Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych Młodzi i Film na stałe wpisał się już na mapę filmowych festiwali Polski, i jako jedyny w takim zakresie skupia się na najnowszych dokonaniach debiutujących reżyserów. Impreza obejmuje dwa konkursy: Pełnometrażowych i Krótkometrażowych Debiutów Filmowych, a także pokazy pozakonkursowe w sekcjach: Debiut zagraniczny, Na dłuższą metę (Debiut dokumentalny), Retrospektywy, czy pokazy filmów jurorów oraz pokazy specjalne, ale też spotkania Szczerość za szczerość z ekipami filmów konkursowych, spotkania branżowe dla uczestników festiwalu, czy klub festiwalowy, w którym odbywają się koncerty oraz autorskie spotkania Macieja Buchwalda pod hasłem "Zawód: aktor”. Wstęp na wszystkie wydarzenia otwarte festiwalu jest bezpłatny.

Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.

Każdego roku liczba zgłoszonych filmów do dwóch konkursów wzrasta - w tym to około 200 tytułów. Festiwal stał się też miejscem spotkań młodych twórców filmowych oraz aktorów. Gośćmi w ostatnich latach byli m.in.: Agata Buzek, Sylwia Chutnik, Jacek Borcuch, Zofia Wichłacz, Karolina Czarnecka, Bartosz Gelner, Marcin Kowalczyk, Bartosz Bielenia, Eliza Rycembel, Dorota Masłowska, Agnieszka Grochowska, Ewa Kasprzyk, Andrzej Grabowski, Katarzyna Herman, ale też Wojciech Pszoniak, Jerzy Bończak i Anna Dymna.

W tym roku szczególnej uwadze polecamy sekcję Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne, która powraca po rocznej przerwie. W jej ramach zobaczymy aż siedem pełnometrażowych filmów dokumentalnych:

„Furia”, reż. Krzysztof Kasior

Ola ma 25 lat, pracuje w call center w małym miasteczku. Nie dogaduje się z rodzicami, a w pobliżu nie ma nikogo naprawdę bliskiego. Kiedy problemy przybierają na sile, dostaje skierowanie na terapię. Jednak zamiast na kozetkę, zaczyna chodzić na treningi MMA, brutalne walki w klatce... Dokumentalna opowieść o Aleksandrze Roli, wyjątkowej i bezkompromisowej zawodniczce MMA, która ku zdumieniu całego środowiska, w ciągu roku pokonała wszystkie przeciwniczki w Polsce, mimo że trenować zaczęła niewiele wcześniej. Opowieść o marzeniach i spełnianiu wyznaczonych celów oraz cenie, jaką za to płacimy.

Kadr z filmu 'Furia'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Furia". (Fot. materiały prasowe)

„Krafftówna w krainie czarów”, reż. Maciej Kowalewski, Piotr Konstantinow

Po seansie spotkanie z twórcami i Barbarą Krafftówną

„W tej chwili nie wiem kim jestem. Wiedziałam kim byłam rano” – to zdanie zostaje w sercu na zawsze. Jak i spojrzenie, łagodnych zielonych oczu Barbary Krafftówny. Niech was to nie zmyli – w zaskakującym portrecie bohaterka bez wieku opowiada o sobie i świecie wyobraźni, który był dla niej ratunkiem (w trudnych chwilach) i inspiracją (na scenie). Jej świadectwo wzrusza: mądrej, czułej, na wskroś nowoczesnej i bystrej obserwatorki. Ale też osoby samotnej, która w zmieniającej się rzeczywistości co chwilę musiała definiować własną niezależność, aktorstwo, kobiecość. Krafftówna opowiadając o sobie przekracza granice realizmu, jest najmłodsza z nas wszystkich.

Kadr z filmu 'Krafftówna w krainie czarów'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Krafftówna w krainie czarów". (Fot. materiały prasowe)

„Między nami”, reż. Dorota Proba

Program Pierwszy Dokument

Intymny portret trzech związków. Trzy bardzo różne pary decydują się podjąć szczerą rozmowę, zainicjowaną zestawem pozornie prostych pytań. Powoli tworzy się przestrzeń dla wymiany skrywanych emocji i wyznań, nieoczywistych pragnień. Nie ma przepisu na udany związek, podobnie jest z filmem – coś co mogłoby wypaść jak zestaw truizmów, tutaj staje się prostolinijnym, dowcipnym, ale nade wszystko zaskakującym zapisem kilku wariantów tej samej historii o miłości. Cóż z tego, że opowiadamy cały czas to samo, pytanie jak to robimy. W życiu podobnie jak w kinie – warto się zaskakiwać.

Kadr z filmu 'Między nami'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Między nami". (Fot. materiały prasowe)

„Pollywood”, reż. Paweł Ferdek

Podróż do źródeł kina. Czym jest film? Skąd się wzięło to marzenie, by snuć opowieść na ekranie, by mamić innych swoimi wizjami? Czy kino to iluzja, czy prawda? Co nam daje, a co rekompensuje samym twórcom? I co tak naprawdę oznacza w tym środowisku sukces, jak go osiągnąć, a jednocześnie pozostać wiernym sobie? Autotematyczny film drogi, podczas której reżyser z Polski stara się odpowiedzieć na te najważniejsze z punktu widzenia filmowca pytania. Bo niezależnie od tego skąd pochodzisz, jeśli czujesz magię kina, to stajesz się częścią pewnej społeczności – ludzi światłoczułych.

Kadr z filmu 'Pollywood'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)

„Po złoto. Historia Władysława Kozakiewicza”, reż. Ksawery Szczepaniak

Po seansie spotkanie z twórcami i Władysławem Kozakiewiczem

Władysław Kozakiewicz podczas Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku nie dość że zdobył złoto i pobił rekord świata, to jeszcze, pod wpływem emocji i presji, wyprowadzony z równowagi przez sowiecką publiczność, pokazał jej tzw. wała. Niesportowy gest miał swoje symboliczne i polityczne znaczenie. Film w dynamiczny i dowcipny sposób opowiada o drodze jaką przebył słynny tyczkarz, stawia pytania o kryzys formy „Kozaka”, o emigrację, ale też o istotę sportu. Narratorem jest sam Władysław Kozakiewicz, a twórcom udało się wzbogacić jego wypowiedzi o unikatowe materiały archiwalne. Świetny montaż to kolejny atut tej produkcji.

Kadr z filmu 'Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza". (Fot. materiały prasowe)

„Toomanykicks”, reż. Dawid Wawrzyszyn

Pierwszy polski dokument o kolekcjonerach butów sportowych. Wnikliwa analiza pasji jedenastu bohaterów oraz przemian kulturowo-społeczno-gospodarczych, jakie zaszły w Polsce od 1989 roku. Pytanie o to, ile par to już za dużo, w świecie prawdziwych sneakerheadów nie istnieje. Dzięki nim poznajemy historię rozkwitu polskiego designu w ostatnich trzech dekadach wolności, ale dowiadujemy się też wiele o znaczeniu sportu i muzyki w ich życiu. Wielu bohaterów filmu osiągnęło sukces nie tylko w Polsce, ale także na arenie międzynarodowej.

Kadr z filmu 'Toomanykicks'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Toomanykicks". (Fot. materiały prasowe)

„Xabo, Ksiądz Boniecki”, reż. Aleksandra Potoczek

To nie jest hołd, pomnik, laurka na cześć. To intymny dziennik, który wyraża naszą wspólną, wielką tęsknotę – za pięknym i mądrym przewodnikiem, za doradcą, za człowiekiem, który wie więcej i zachowuje spokój mimo wszystko. Ksiądz Boniecki, który jest solą w oku instytucji kościoła i ma zakaz publicznych wypowiedzi do prasy – poza „Tygodnikiem Powszechnym” – cały czas jeździ na spotkania, rozmawia, pyta, słucha, daje odczyty, przynosi nadzieję. Podczas trzyletniej wędrówki wraz z księdzem Bonieckim ekipa przemierzyła 50 tys. kilometrów.

Kadr z filmu 'Xabo. Ksiądz Boniecki'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Xabo. Ksiądz Boniecki". (Fot. materiały prasowe)

Blok Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne będzie miał osobne otwarcie: w poniedziałek 14.06 o godzinie 16.30 tuż przed galowym otwarciem całego festiwalu. Sekcję dokumentalną zainauguruje w tym roku film „Krafftówna w krainie czarów” – piękny, kreacyjny filmowy portret dokumentalny w reżyserii Macieja Kowalewskiego i Piotra Konstantinowa. Barbara Krafftówna będzie Gościem honorowym wieczoru i wraz z twórcami po seansie spotka się z publicznością. Po rozmowie autorzy i Bohaterka filmu będą obecni na Gali otwarcia Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film 2021.