1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Ebooki pod choinkę

Ebooki pod choinkę

123rf.com
123rf.com
Książki należą od lat do najpopularniejszych prezentów świątecznych. Coraz częściej obok książki papierowej „pod choinkę“ trafia jej elektroniczny odpowiednik: ebook lub audiobook. 

Jeszcze do niedawna nowości na rynku ebooków pojawiały się z kilkumiesięcznym opóźnieniem w stosunku do książek tradycyjnych, ale obecnie większość tytułów ukazuje się jednocześnie w obu wersjach. W prezencie świątecznym możemy więc podarować aktualny bestseller. Najchętniej kupowane są eksiążki z kategorii kryminał i sensacja (19,5%), literatura piękna (17 %), fantastyka (9,8%), literatura faktu (5,8%) oraz romans i erotyki (5,5%). Jak pokazują wyniki Virtualo, w ostatnich miesiącach największą popularnością cieszyły się takie tytuły, jak: „Lampiony” Katarzyny Bondy, „Małe życie” Hanya Yanagihara, „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od 1492 do dziś” Howarda Zinna, „Droga królów” Brandona Sandersona, „Behawiorysta” Remigiusza Mroza, „Królow” Elżbiety Cherezińskiej czy „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins.

Ebooki i audiobooki są dostępne w coraz lepszych cenach. Średnia cena pojedynczego ebooka w najpopularniejszych kategoriach wynosi 19,80 zł, więc jest o 20-30 % niższa od książki drukowanej. Do tego niejednokrotnie organizowane są promocje umożliwiające zakup wybranych tytułów nawet 50% taniej czy wręcz w cenie 9,90 zł. Atrakcyjne ceny, duża dostępność tytułów, brak kosztów wysyłki i długiego oczekiwania na przesyłkę – to ogromne zalety książek elektronicznych, które coraz częściej przemawiają za kupnem literatury właśnie w takiej formie.

W naszym życiu coraz większą rolę odgrywa mobilność i eksiążki odpowiadają na tę potrzebę. Ponad 87% respondentów badania Virtualo podaje, że czyta ebooki na czytnikach, 8% na tablecie, 3% na smartfonie i tylko 2% na ekranie laptopa lub monitorze komputera. Urządzenia umożliwiające odczytanie książki elektronicznej są lekkie. Pod ręką można więc mieć jednocześnie kilkaset tytułów bez konieczności dźwigania ciężkich książek. Nic więc dziwnego, że książka elektroniczna staje się coraz bardziej pożądanym prezentem świątecznym.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Biblioterapia - terapia poprzez czytanie

Czytanie jest doskonałym panaceum na wszechobecny stres oraz pomaga w leczeniu różnych dolegliwości fizycznych i psychicznych. (Fot. iStock)
Czytanie jest doskonałym panaceum na wszechobecny stres oraz pomaga w leczeniu różnych dolegliwości fizycznych i psychicznych. (Fot. iStock)
Wpływu czytania na ćwiczenie pamięci, inteligencji, wzbogacenie słownictwa nie da się przecenić. Naukowcy różnych dziedzin twierdzą zgodnie, że czytanie jest doskonałym panaceum na wszechobecny stres oraz pomaga w leczeniu różnych dolegliwości fizycznych i psychicznych.

Czytanie nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Na tle innych krajów Europy Polska wypada bardzo słabo. Być może dlatego uważani jesteśmy za naród smutny, zestresowany i niezadowolony z życia. Tymczasem już w starożytności odkryto lecznicze zalety czytania, szczególnie na psychikę. W Grecji i Aleksandrii ludziom chorym zalecano lekturę Homera i Hezjoda. W średniowieczu, w chrześcijańskiej Europie leczenie chorych wspomagane było literaturą pobożną. W XVIII i XIX wieku terapię polegającą na czytaniu świeckich i religijnych książek stosowano w szpitalach w Anglii, Francji, Niemczech i Szkocji. W XX wieku opracowano metodę leczenia literaturą, tzw. biblioterapię.

Badania nad wpływem książek na czytelnika potwierdzają, że biblioterapia redukuje negatywne napięcia emocjonalne, pomaga kształtować pozytywny obraz własnej osoby, nastawia optymistycznie do otoczenia. Zaobserwowano na przykład korzystny proces zachodzący w psychice i świadomości podczas kilkukrotnego czytania tej samej lektury: świat opisany w książce staje się znany, a przez to bezpieczny, daje ukojenie i umożliwia przeżywanie trudnych sytuacji w poczuciu bezpieczeństwa. Czytając ten sam utwór kilka razy, czytelnik ma wrażenie, że to on zaczyna sprawować kontrolę nad tym, co się wydarzy. Odbiera wówczas rzeczywistość literacką jakby to nie autor książki, ale on sam kreował losy bohatera i wchodził z nim w różnego rodzaju interakcje.

Obecnie biblioterapię wykorzystuje się do pracy z dziećmi i dorosłymi, w przedszkolach i szkołach, w terapiach grupowych i indywidualnych, w szpitalach, hospicjach, ośrodkach pomocy społecznej i do pracy w placówkach geriatrycznych. Oprócz książek wykorzystuje się także materiały alternatywne, jak płyty z różnymi efektami akustycznymi, zabawki edukacyjne, gry dydaktyczne, terapeutyczne programy komputerowe, karty do nauki czytania. Działania biblioterapeutyczne podejmują specjalnie przeszkoleni bibliotekarze, nauczyciele, pedagodzy, psychologowie lub psychiatrzy.

Praca z pacjentem podzielona jest na kilka etapów: diagnoza problemu, dobór odpowiedniej literatury, czytanie indywidualne lub zbiorowe. Kolejnym krokiem jest dyskusja na temat tekstu, rysowanie postaci, oglądanie ekranizacji, które mają pobudzić pacjenta do refleksji. Następny etap to proces odreagowywania i akceptacji. Terapia kończy się zmianą postawy i zachowania pacjenta.

Ilona Kalinowska, psycholog dziecięcy z Warszawy, przytacza przykład zastosowania biblioterapii w pracy nad agresywną postawą grupy przedszkolaków wobec nowego kolegi:

Cykl spotkań biblioterapeutycznych rozpoczęliśmy od rozmowy w grupie dzieci i przyjrzeniu się problemowi. Następnie wraz z wychowawcą przygotowaliśmy historię o zwierzątkach, które nie mogły zaakceptować nowego mieszkańca lasu. Podczas kolejnych spotkań czytaliśmy bajkę, a potem o niej dyskutowaliśmy. Dzieci również rysowały swoich bohaterów tak, aby mogły ich lepiej zrozumieć. Cykl spotkań zakończył się pomyślnie, integracją nowego kolegi z grupą.

Od połowy XX wieku biblioterapię wykorzystuje się do pracy z osobami starszymi. Specjalnie opracowany program dla tej grupy wieku oparty jest na teorii Ericha Fromma – biofilii, czyli afirmacji życia, czerpaniu z niego radości i bazowaniu na mocnych stronach osobowości, nienaruszonych przez postępującą starość. Terapeuta wzmacnia pozytywne strony pacjenta, wzbudza w nim miłość do życia i skłania go do przeżywania piękna właśnie za pomocą literatury. Dla osób starszych, które mają problemy z czytaniem, opracowana jest metoda grupowej biblioterapii polegającej na czytaniu na głos lub opowiadaniu historii przez biblioterapeutę, a następnie wspólna dyskusja. Uczestnicy terapii mogą też pisać lub opowiadać własne historie, a nawet wiersze.

Sukces takiej terapii zależy od właściwego rozpoznania problemu pacjenta i dobrze dobranej literatury. Ponieważ jest to specyficzna grupa wiekowa, nie każda książka spełnia zadanie terapeutyczne, a na pewno nie nadają się książki takie, które podważają skutki leczenia chorób („Wyrok” Hildegardy Knef), opisują smutną starość („Wspomnienia Mosby’ego” Saula Bellowa), przedstawiają wizję śmierci („Zawał” Mirona Białoszewskiego) lub nie rozwiązane problemy życiowe („Anna Karenina” Lwa Tołstoja), czy opisują np. obozy koncentracyjne (źródło: IBIS sierpień 2002 (nr 17-18/2-3/2002).

Na stronach poświęconych biblioterapii podawane są przykładowe lektury terapeutyczne z podziałem na problemy:

  • rehabilitacja po wypadku: „Wichura i trzciny” Irena Krzywicka
  • kalectwo, nadzieja i praca nad sobą: „Taka się urodziłam” Denise Legrix
  • istota człowieczeństwa, miłość: „Listy” R. M. Rilke, „O sztuce miłości” Erich Fromm
  • praca nad sobą, samorealizacja: „Chata wuja Toma” Harriet Beecher-Stowe, „Udręka i  ekstaza” Irving Stone
  • sens życia – Bóg, wiara, modlitwa: „Modlitwa i czyn” Michael Quoist
  • problem wiary: „Szerszeń” Ethel Lilian Voynich
  • szczęście a samotność: „Dżuma”, Albert Camus
  • dobro i zło: „Mistrz i Małgorzata” Michał Bułchakow
  • lektura dla dzieci z dziecięcym porażeniem mózgowym: „Dziewczynka spoza szyby” Jadwiga Ruth Charlewska
  • problem niechcianej ciąży: „Zapach rumianku” Krystyna Siesicka
Dla dzieci, w ramach terapii baśnią wymieniane są utwory klasyczne, wśród nich:
  • „Kot w butach” – baśń poruszająca problem złych relacji z rodzeństwem
  • „Jaś i Małgosia” – lęk przed porzuceniem
  • „Kopciuszek” – rywalizacja rodzeństwa, brak miłości i uznania
  • „Brzydkie kaczątko” – brak akceptacji inności
W biblioterapii ważny jest taki dobór lektur, aby przedstawiony w nich problem był rozwiązywalny i dopasowany do usposobienia pacjentów i typu ich charakterów, a więc dla pobudliwych i impulsywnych – literatura o treści pogodnej i radosnej, a dla zmęczonych, wycofanych – literatura rozrywkowa i przygodowa. Ważne, aby po książki sięgać jak najczęściej, obdarowywać nimi bliskich, kształtować nawyk czytania już od dziecka, a wtedy życie nabierze piękniejszych barw.

  1. Kultura

Audiobook "Lesio" Joanny Chmielewskiej w interpretacji Tomasza Kota jest już dostępny

"Lesio" Joanny Chmielewskiej to audiobookowy debiut Tomasza Kota. (Fot. materiały prasowe)
Głęboki PRL, Polska w oparach absurdu i roztargniony architekt próbujący odnaleźć się w tej swoistej rzeczywistości. Przewrotną i zabawną historię Lesia Kubajka, bohatera powieści Joanny Chmielewskiej, przeczyta Tomasz Kot. To pierwszy z 10 bestsellerów pisarki, które w grudniu ukażą się w formie audiobooków w Storytel.

Joanna Chmielewska to popularna w latach siedemdziesiątych autorka powieści sensacyjnych, kryminalnych, humorystycznych i obyczajowych, które rozeszły się w naszym kraju w ponad sześciu milionach egzemplarzy. Jej twórczość zyskała uznanie nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Książki pisarki przetłumaczono na co najmniej osiem języków i wydano między innymi na Słowacji, w Rosji i Estonii. Dzięki Storytel, młodsi czytelnicy dowiedzą się na czym polegał fenomen twórczości Joanny Chmielewskiej i zapoznają się z historiami pełnymi zaskakujących zwrotów akcji, a ci nieco starsi przypomną sobie fascynujące powieści, pełne przezabawnych fabularnych wolt.

W pierwszej kolejności, już 3 grudnia, słuchacze będą mieli okazję spotkać się z postacią przezabawnego Lesia Kubajka. Utalentowany, ale nieco roztrzepany architekt, miota się pomiędzy swoimi romantycznymi marzeniami a przyziemnym, wciąż rzucającym mu kłody pod nogi życiem. Jego roztargnienie bezustannie pakuje go w tarapaty. Lesio wymyśla więc genialny jego zdaniem sposób na to, jak się z nich wyrwać. Planując zbrodnię doskonałą zapomina o tym, że przecież kłopoty to jego specjalność. I tak nieoczekiwany splot wydarzeń wplątuje go w serię tragikomicznych pomyłek.

Narratorem Lesio w audiobooku jest Tomasz Kot. I choć trudno w to uwierzyć, ze względu na jego bogate doświadczenie aktorskie, praca nad audiobookiem to pierwsze tego typu wyzwanie w jego karierze.

- Debiut w wieku 43 lat jest niezwykłym doświadczeniem. Starałem się najlepiej jak potrafię i zaszczycony jestem, że mój głos w audiobookowym garniturze połączył się z „Lesiem” Joanny Chmielewskiej. Był to dla mnie sprawdzian i rodzaj ćwiczenia nowej organizacji własnej uważności. Przystępowałem do pracy pełen obaw, ale po zakończonych nagraniach mogę wyznać, że zakochałem się w tym. Teraz czekam w napięciu na odbiór słuchaczy - mówi Tomasz Kot.

„Lesio” jest pierwszym z 10 audiobooków, prezentujących twórczość Joanny Chmielewskiej. W Storytel, co dwa dni, będą ukazywać się kolejne tytuły autorki. Już 5 grudnia, audiobook „Klin” rozpocznie serię zatytułowaną „Przygody Joanny”, czyli ośmioczęściowy cykl powieści, powiązanych ze sobą postacią głównej bohaterki, noszącej imię i nazwisko autorki. Seria utrzymana jest w konwencji kryminalnej  i sensacyjnej, ale nie brak w niej również wątków obyczajowych i humorystycznych. Natomiast 21 grudnia pojawi się wielki przebój „Studnia przodków”.

  1. Kultura

Najlepsze audiobooki - ranking najciekawszych audiobooków

Ranking najciekawszych audiobooków. (fot. iStock)
Ranking najciekawszych audiobooków. (fot. iStock)
Książki do słuchania stają się coraz bardziej popularne. Fenomen audiobooków to przede wszystkim kwestia dzisiejszego stylu życia - zabiegani, ciągle w ruchu sięgamy po nagrania książek, aby wykorzystać choć najkrótszą chwilę na kontakt z lekturą. Z coraz bogatszej i różnorodnej oferty wybraliśmy najciekawsze audiobooki, które warto poznać - oto ranking najlepszych audiobooków.

"Normalni ludzie", Sally Rooney

Jedna z najpopularniejszych powieści ostatnich lat, na punkcie której oszalało niejedno pokolenie. "Normalni ludzie" to opowieść o parze pochodzącej z zupełnie różnych światów. On - z niezamożnej rodziny, lubiany w szkole, ona - dziewczyna z bogatego domu, dziwaczka. I choć wydawałoby się, że ten temat stary jest jak świat - Rooney przedstawia go w taki sposób, który odbiega od znanych nam opowieści. Tematy poruszane przez autorkę dotykają jednak nie tylko kwestii pierwszych doświadczeń i problemów dojrzewania, ale również poszukiwania własnego "ja" oraz dalej istniejących i niezwykle silnych podziałów, u podnóża których najczęściej znajdują się pieniądze i status. "Normalni ludzie" będąca jedną z najbardziej tak poruszających i zmuszających do refleksji książek dostępna jest również w formie audiobooka.

Becoming. Moja historia”, Michelle Obama

Jeden z najciekawszych audiobooków polecanych do odkrycia, czyli historia Michelle Obamy. Odkąd świat zdał sobie sprawę, że jedna z najbardziej wpływowych i podziwianych kobiet na świecie, to także matka, żona i „zwykła” dziewczyna, która do wszystkiego musiała dojść ciężką pracą, miliony ludzi na całym świecie sięgnęły po jej historię. Michelle Obama opowiada o pierwszym spotkaniu z mężem, o ich wspólnej drodze do Białego Domu, a także o gorszych chwilach, pełnych wątpliwości i strachu.

"Opowieść podręcznej", Margaret Atwood

Ci, którzy jeszcze nie sięgnęli po książkę znakomitej Margaret Atwood albo nie widzieli serialu z Elisabeth Moss w roli głównej, powinni zdobyć tego audiobooka. Opowieść o antyutopijnej przyszłości, w której reżim zawładnął każdym aspektem ludzkiego życia. A zwłaszcza życiem kobiet, które od czasu wprowadzenia tzw. Republiki Gileadu sprowadzone zostały do roli robotów rodzących dzieci. Niesamowicie wykreowany świat przez Margaret Atwood to także przestroga, która w dzisiejszych czasach zdaje się nabierać nowego znaczenia. Na Audiotece, audiobook dostęny jest w wersji czytanej przez znakomitą Magdalenę Cielecką.

"Podpalacz", Wojciech Chmielarz

W rankingu najciekawszych audiobooków Storytel wskazuje m.in. na cykl opowieści Wojciecha Chmielarza – w tym pierwszą część serii z komisarzem Jakubem Mortką. W zimową noc w willi na warszawskim Ursynowie wybucha pożar, w którym ginie właściciel domu - biznesmen, a jego żona, celebrytka, zostaje ciężko poparzona. Przez krótką chwilę wygląda to na nieszczęśliwy wypadek, straż pożarna jest jednak przekonana, że do tragedii przyczynił się ktoś trzeci. Co gorsza, nie jest to pierwsze podpalenie, jakiego dokonano w ostatnim czasie. Jedna z bardziej trzymających w napięciu historii w sam raz do słuchania w formie audiobooka.

"Król", Szczepan Twardoch

Jednym z najlepszych polskich audiobooków jest bestseller Szczepana Twardocha - powieść o przedwojennych realiach życia w Polsce targanej coraz silniejszymi konfliktami, uprzedzeniami i problemami społecznymi. Osią wydarzeń jest tu życie niezwykle popularnego żydowskiego boksera - Jakuba Szapiro, który oprócz angażowania się w przyciągające tłumy widzów walki jest także prawą ręką Kuma Kaplicy - bojownika PPS, socjalisty i króla warszawskiego półświatka. "Król" to jeden z najbardziej polecanych adiobooków, który warto odświeżyć sobie również w związku z premierą nowego serialu Canal+ pod tym samym tytułem.

"Słowik", Kristin Hannah

Światowy bestseller i jeden z najciekawszych audiobooków w rankingu, opowiadający o dwóch siostrach i ich skomplikowanych relacjach. Isabelle i Vianne, dzieli wszystko: wiek, okoliczności, w jakich przyszło im dorastać, i doświadczenia. Kiedy w 1940 roku do Francji wkracza armia niemiecka, każda z nich rozpoczyna własną niebezpieczną drogę do przetrwania, miłości i wolności. Zbuntowana Isabelle dołącza do ruchu oporu, nie zważając na śmiertelne niebezpieczeństwo, jakie ściąga na całą rodzinę. Opuszczona przez zmobilizowanego męża Vianne musi przyjąć do swego domu wroga. Inspirowana życiorysem bohaterki ruchu oporu Andrée de Jongh opowieść o sile, odwadze i determinacji kobiet zachwyciła miliony czytelniczek na całym świecie.

  1. Kultura

Sto lat Herkulesa

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Najbardziej znany detektyw świata, Herkules Poirot, odcisnął piętno nie tylko na jednym gatunku literackim, ale na historii literatury w ogóle. Jest z nami już całe stulecie i nic nie wskazuje na to, aby jego przygody miały się zakończyć.

Na rynku pojawiła się bowiem nowa powieść Sophie Hannah pt. Morderstwa w Kingfisher Hill. Autorka za zgodą rodziny i właścicieli praw Agathy Christie kreuje dalsze losy słynnego detektywa. To już czwarta część nowych przygód Poirota – po Inicjałach zbrodni, Zamkniętej trumnie i Zagadce trzech czwartych – i na pewno nie ostatnia.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Powstają też kolejne adaptacje filmowe. Po zainscenizowanym z rozmachem Morderstwie w Orient Expressie z 2017 roku w reżyserii Kennetha Branagha, jednocześnie odtwórcy głównej roli, już w grudniu tego roku będziemy mogli obejrzeć jego kontynuację, Śmierć na Nilu. Obok Branagha, który ponownie stanie również za kamerą, zobaczymy m.in. Gal Gadot, Annette Bening czy znaną z serialu Gra o tron Rose Leslie.

Wiek od debiutu

Wszystko zaczęło się jednak dokładnie sto lat temu; jesienią 1920 roku ukazała się Tajemnicza historia w Styles. W tej książce Herkules Poirot pojawia się po raz pierwszy i to właśnie wtedy rodzi się jego legenda. Debiut Agathy Christie, w którym przyszła Królowa Kryminału nakreśliła postać niezwykle eleganckiego, choć miejscami ekscentrycznego – a już na pewno pedantycznego – detektywa rodem z Belgii, wcale nie zapowiadał wielkiego przełomu czy obietnicy kontynuacji na kartach kolejnych tomów. Nawet wydana dwa lata później powieść bez Poirota (Tajemniczy przeciwnik) czy następna, po roku, już z udziałem kultowego detektywa (Morderstwo na polu golfowym), które wyróżniały się solidną i precyzyjną strukturą fabularną, były znane głównie wielbicielom gatunku. Nie znaczy to jednak, że te trzy powieści były przeciętne czy też sztampowe. Bynajmniej! W trzech pierwszych książkach Agatha Christie uwypukliła najważniejsze cechy swojego stylu: zwięzłość, zegarmistrzowską precyzję w konstruowaniu intrygi, a także unikanie zbędnych elementów jak nic niewnoszące do treści opisy. Autorka już w tych powieściach wyróżniała się na korzyść spośród współczesnych twórców prozy gatunkowej. Jej pomysłowość, a także nieoczekiwane rozwiązania fabularne wprawiały czytelników to w zachwyt, to w zdumienie, to w szczery podziw.

Prawdziwy sukces i niemała popularność miały dopiero nadejść, a to za sprawą Zabójstwa Rogera Ackroyda, powieści, która została opublikowana w 1926 roku. Jakaż to była wówczas sensacja! Niezwykle trudno jest pisać o tym, kto okazał się mordercą i o czym jest sama opowieść (lub jak pomysłowo została skonstruowana), ale to dobrze – nie psujmy zabawy osobom, które nie miały jeszcze okazji zapoznać się z tym klasycznym dziełem. Warto wspomnieć jednak w tym miejscu, że już w dniu swojej premiery Zabójstwo Rogera Ackroyda okrzyknięto wyjątkowo nowatorskim majstersztykiem, a dziś powieść ta zajmuje 5. miejsce wśród 100 najlepszych powieści kryminalnych świata według Stowarzyszenia Pisarzy Literatury Kryminalnej (ang. Crime Writers’ Association, CWA) oraz 49. pozycję na liście 100 książek XX wieku przedstawionej przez czasopismo „Le Monde”. I, co ważniejsze, kolejne wydania tego tytułu (w Polsce wydawane przez Wydawnictwo Dolnośląskie) cieszą się ogromną popularnością po dziś dzień.

Dla przyszłej Królowej Kryminału i postaci wąsatego Belga Zabójstwo Rogera Ackroyda było jednak dopiero rozgrzewką.

Poirot ikoną gatunku

Christie wydała bowiem ponad 90 powieści i sztuk teatralnych, jako Mary Westmacott wyszła poza ramy kryminału, by pisać powieści obyczajowe, tworzyła też poezję i monumentalne dzieła wspomnieniowe (Autobiografię, Moją podróż po Imperium oraz Opowiedz, jak tam żyjecie). Jej prace przetłumaczono na 45 języków, a łączny nakład wszystkich jej książek to, bagatela, miliard kopii w języku angielskim oraz drugi miliard w pozostałych językach. Co jest takiego wyjątkowego w tych opowieściach, że czytają je kolejne pokolenia z niemal takim samym zaangażowaniem jak odbiorcy sprzed wieku?

– Niewątpliwie jest to splot kilku bardzo ważnych czynników, które sytuują twórczość Agathy Christie znacznie wyżej niż konkurencyjne książki – mówi Monika Kaczmarek, dyrektor wydawnicza grupy Publicat S.A., właściciela imprintu Wydawnictwo Dolnośląskie, które powieści Christie wydaje nieprzerwanie do ponad dwudziestu lat. – Przede wszystkim nie ma w tych historiach zbędnych i nużących fragmentów. Christie zawsze ceniła umiar, dokładność i precyzję. Umiała przyciągnąć tym czytelnika. Moim zdaniem, zwłaszcza w dzisiejszym zagonionym świecie, ta cecha nadaje jej powieściom nowoczesnego i łatwo przyswajalnego charakteru. Intryga, choćby nie wiadomo jak skomplikowana, daje się rozgryźć, nie sprawiając wrażenia wydumanej czy nieprawdopodobnej. Przeciwnie, wszelkie dziwne i niezrozumiałe wątki w pewnym momencie zgrabnie się łączą i nabierają sensu, prowadząc czytelnika do spektakularnego finału. Dziś mało kto potrafi tak pisać. Drugim, może nawet ważniejszym elementem są bohaterowie wykreowani na kartach jej powieści. Panna Marple, Tommy i Tuppence, ale przede wszystkim fenomenalny Poirot.

Herules Poirot jest jak chodzący wzorzec z Sèvres genialnego, ale jednocześnie nieco ekscentrycznego detektywa. Poirot to dandys, obsesjonat porządku i symetrii, analizujący najbardziej nietypowe, ale też mroczne zbrodnie za pomocą żelaznej logiki i chłodnej kalkulacji. Bardzo często stawia na psychologię; próbuje wejrzeć w sens postępowania oraz postawę złoczyńcy, wyobraża sobie jego sposób myślenia i działania, wnika w jego umysł na tyle skutecznie, że bywa zawsze o krok przed organami ścigania. A wszystko dzięki jego „małym szarym komórkom”, niekiedy nie ruszając się z domu i nie wstając z własnego fotela.

– Dzisiejsza popkultura wiele zawdzięcza Herkulesowi Poirot – opowiada Patryk Młynek z Wydawnictwa Dolnośląskiego. – Postać diablo inteligentnego detektywa, który jedynie dzięki bezbłędnej dedukcji dochodzi do prawdy, jest obecna w wielu współczesnych serialach, filmach, ale też w książkach. Popkultura lubi takich bohaterów. Z jednej strony mamy pewność, że nie zawiodą, a z drugiej tolerujemy ich liczne wady, które u innych bohaterów znacznie bardziej by nas irytowały. Zaryzykuję stwierdzenie, że tego wąsatego, niskiego Belga, który jako jedyny potrafi dojść do prawdy i uskutecznić sprawiedliwość, uwielbiamy właśnie dzięki jego wadom.

Nowe wydania na nowe czasy

W jubileuszowym 2020 roku (warto tu dodać, że obok 100-lecia debiutu jest to także 130-lecie urodzin Agathy Christie) Wydawnictwo Dolnośląskie postanowiło wydać dziesięć najlepszych tekstów Królowej Kryminału z Poirotem w roli głównej. Wszystkie tytuły będą zawierać posłowia badaczki literatury, prof. Anny Gemry z Uniwersytetu Wrocławskiego. Edycja w luksusowych twardych oprawach wydana zostanie etapami.

– Pięć wybraliśmy my wraz z ekspertami, pozostałe pięć wyłoniliśmy głosami czytelników w drodze plebiscytu, który, nawiasem mówiąc, okazał się bardzo popularny i sprawił nam wiele przyjemności – przyznaje Patryk Młynek z Wydawnictwa Dolnośląskiego. – Wyszło na to, że książki Agathy Christie nie tylko są ponadczasowymi bestsellerami, ale również mówi się o nich, poleca się je, analizuje. Po dziś dzień żyją one własnym życiem.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Jakie tytuły wejdą w skład dziesięcioczęściowego luksusowego zbioru? Obok Tajemniczej historii w Styles pozostałe typy wydawcy to Morderstwo w Orient Expressie, Śmierć na Nilu i ABC, które już zostały wydane w listopadzie 2019 roku, a także Zabójstwo Rogera Ackroyda. Natomiast najwięcej głosów we wspomnianym plebiscycie otrzymały: Pięć małych świnek (ponad 52 procent wskazań), Dwanaście prac Herkulesa (50 procent), Morderstwo w Mezopotamii (39 procent), Morderstwo w Boże Narodzenie (37 procent) oraz Kurtyna (35 procent). Na swoje ulubione tytuły można było głosować metodą wielokrotnego wyboru. Bonusowym, jedenastym tytułem będzie antologia dwunastu opowiadań Christie pt. „Zbrodnie zimową porą”.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

– Jesienią 2020 roku miały ukazać się wszystkie wymienione wyżej tytuły. Niestety, w wyniku pandemii koronawirusa musieliśmy nieco zmodyfikować nasze plany. Teraz zostaną wydane cztery książki, a pozostałe cztery prawdopodobnie na początku 2021 roku – mówi Monika Kaczmarek. – O szczegółach informujemy na bieżąco na naszym facebookowym profilu i na Instagramie @agathachristiepolska. Już teraz szykujmy się na wielkie święto: sto lat legendy Herkulesa i sto trzydziesty jubileusz narodzin Królowej Kryminału. Życzymy Wam przyjemnej i satysfakcjonującej lektury!

  1. Styl Życia

Sylwia Chutnik - kamikadze

Sylwia Chutnik (Fot. Marcin Łobaczewski)
Sylwia Chutnik (Fot. Marcin Łobaczewski)
Jej dzieciństwo to najpierw brokat i cekiny, a potem marzenie o irokezie i rebelia. Plus zawsze dla niej ważne książki. nie mówiąc już o tym, że Sylwia Chutnik jako niemowlę ledwo uszła z życiem, a jej krewka babcia gotowa była się za nią bić.

Tego nie mogę pamiętać, bo miałam tylko trzy miesiące. Mieszkaliśmy wtedy na warszawskiej Woli, razem z dziadkami od strony mojego taty. Blisko był szpital. To ważne, bo nieśli mnie tam na rękach bardzo chorą. Spędziłam w szpitalu pół roku. Trafiłam na oddział z odmą czy może pierwotnie z jakimś zapaleniem płuc, a po drodze zakażono mnie gronkowcem i sepsą. W każdym razie miałam umrzeć, mama do tej pory ma w swoich dokumentach karteczkę: dowód na to, że odprawiono za mnie mszę. W końcu wróciłam do żywych, ale zostało mi kilka pamiątek. Na przykład ślad, chyba po wkłuciach igły, na udzie. Charakterystyczne szlaki żył. Uważałam, że tworzą mapę, i bawiłam się, że to mapa skarbów. Dla mojej rodziny to doświadczenie musiało być traumatyczne, w domu jeszcze długo w ogóle się o tym nie mówiło. Chyba dopiero jak byłam nastolatką, trafiały do mnie takie opowieści jak ta, że moja mama, kiedy lekarz powiedział, żeby się ze mną pożegnała, bo na odratowanie mnie raczej nie ma szans, zemdlała na schodach szpitala. Albo że już jakiś czas później mój tata – perkusista – grał na ślubie Grażyny Torbickiej i w trakcie wesela odkrył, że na sali jest lekarz, który uratował mi życie. Oczywiście się we dwóch ubzdryngolili, tata dziękował, rzucał mu się na szyję. O, jeszcze jest historia o babci, jak wparowała do szpitala na salę, gdzie ja ledwo ciepła osuwałam się w niebyt, a jedna z pielęgniarek akurat piłowała paznokcie. Babcia, krewka dziewczyna wychowana na Ochocie, rzuciła się na nią z pięściami.

Nasz dom

Teraz, jako dorosła osoba, rozumiem, jak działa wzorzec. Dziewczynka socjalizowana do bycia miłą i sympatyczną obserwuje kobiety z najbliższego otoczenia. I widzi, że potrafią walnąć pięścią w stół, mogą zadecydować, mówią wprost, czego chcą, a czego nie. Moja mama też w niestandardowy sposób jest twarda, ale babcie to w ogóle niezłe wymiataczki. Ta druga krótko po wojnie razem z dziadkiem miała epizod squatowania. Ich dzieci były już na świecie, także młodszy brat mojej mamy, całkiem wtedy mały. Wiadomo, w zrujnowanej Warszawie zajmowało się, co tylko było można, ale przyszła milicja i chciała całą ich rodzinę wyrzucić z pustostanu. Babcia najpierw ukryła mojego dziadka pod pierzyną, a potem, jako że właśnie gotowała w wielkim garze pieluchy, chwyciła gar z wrzątkiem. Zagroziła milicjantom, że jak tylko przekroczą próg, obleje ich, siebie i dzieci. W skrócie: won stąd! Nie musiałam nawet słuchać tych opowieści z przeszłości. Widziałam, jak babcie funkcjonują na co dzień, że dziadkowie może robią dużo hałasu, ale wiadomo, kto rządzi. A jakiś czas po tamtej historii z pustostanem babcia z dziadkiem dostali mieszkanie w nowo wybudowanym domu, w ścisłym centrum Warszawy. Do tej pory tam mieszkają.

Skok na główkę

Wszystko to znam w formie anegdot, nigdy nie było na ten temat jakiejś poważniejszej rozmowy. To taka cecha mojej rodziny. Mówić o złych rzeczach? A po co to, na co? Ta wesołkowatość mnie zresztą wiele razy ratowała i ratuje do tej pory. Przede wszystkim poczucie humoru na własny temat. Autoironia pomagała mi uciekać z opresji i depresji. Od ciężkiego doła, że ja naprawdę odstaję, i to na wielu frontach, że nijak się nie dopasuję. I nie chcę się dopasować. Często słyszę, szczególnie teraz, po tym, jak zrobiłam coming out, że jestem odważna. Nie, nie jestem i nigdy nie byłam. W wieku ośmiu, może już nawet dziewięciu lat nie mogłam się pogodzić z tym, że tata odkręcił mi w sankach oparcie. Umierałam ze strachu, darłam się i cały czas zapierałam nogami przy zjeżdżaniu. To samo na huśtawce – robiłam wszystko, byle tylko nie rozhuśtać się na tyle, żeby całkowicie stracić kontakt z podłożem. To mi zostało, nadal jestem control freakiem, muszę mieć nad wszystkim kontrolę. Ale jest też we mnie coś takiego, że kiedy staje przede mną wyzwanie, kiedy tak bardzo jestem zestrachana, że nie podołam, to po prostu zamykam oczy i skaczę na główkę. Ta – nie wiem – skłonność, cecha bardzo się przydaje, kiedy jest się introwertyczką, a jednocześnie ma się silne poczucie bycia innym. Dlatego kiedy już trochę później, pod koniec podstawówki i w liceum, zaczęły się niewybredne komentarze i żarciochy na temat moich kolorowych włosów, ciuchów, kolczyków, kiedy zdarzało się, że na mnie zwyczajnie, po prostu pluli, to może i chciało mi się, jak małej dziewczynce, płakać, ale zamiast tego zapierałam się i kolejnego dnia wychodziłam znowu w tych ciuchach, kolczykach, z tymi włosami. Robiłam rzeczy, które chciałam robić. I to naprawdę nie jest kwestia odwagi. Może bardziej jakiś rodzaj bezczelności? Rozumianej nie jako arogancja wobec ludzi, ale upór, stupor. Nie oglądasz się za siebie, idziesz dalej. Kamikadze.

A rodzice wiedzą?

Po Woli były Bielany, ale do szkoły podstawowej dojeżdżałam na Żoliborz. Do kościoła też. Kościół Świętego Stanisława Kostki na tyłach placu Wilsona był super. Realizowałam się tam jako mała aktywistka. Byłam z życiem kościelnym mocno związana. Czasy Solidarności – kościół był miejscem, gdzie się dużo działo. Nie mówiąc o nieograniczonych ilościach zagranicznych słodyczy. Jako dzieci z represjonowanego kraju dostawaliśmy z Zachodu paczki, których zawartość rozdawano w salce katechetycznej. Była tam siostra zakonna, bardzo aktywna, zawsze z gitarą, organizowała jasełka i różne inne występy, w kółko były jakieś próby i mama mnie na nie odprowadzała. Już wtedy miałam ciągoty do intelektualnego życia wyższych sfer, a kościół tak mi się kojarzył. Czuło się, że walczymy, że to jest ważne, choć wtedy nie wiedziałam za bardzo, w związku z czym. Poza tym ta forma! Na bogato, wszędzie kwiaty. Robiło to na mnie wrażenie, moja przyjaciółka ze szkoły miała nianię i mieszkała w willi na Żoliborzu. To ciekawe, bo przecież mimo różnic klasowych chodziłyśmy do jednej klasy. Tymczasem ja po szkole wracałam do kawalerki przedzielonej szafą. Na religię chodziłam, dopóki była w kościele. A w momencie, kiedy została wprowadzona do szkół – moja piąta klasa podstawówki – przestałam. Uważałam, że religia i wiara to są nasze osobiste sprawy i że nie można robić kolejnej lekcji z tak ważnej rzeczy. A poza tym, co mają robić ci, którzy nie wierzą? To, że nie mieli wyboru, wydawało mi się bardzo niesprawiedliwe. Przez cały pierwszy rok, kiedy wprowadzili religię, byłam jedyna w szkole, która w czasie tych lekcji siedziała na korytarzu, w bibliotece albo w świetlicy, jak była otwarta. I przez cały rok, za każdym razem, któryś z nauczycieli podchodził i pytał, dlaczego tu siedzę. A ja za każdym razem odpowiadałam: bo nie chodzę na religię. „Dlaczego?”. Bo nie chcę chodzić. „A rodzice wiedzą o tym?”. Tak, wiedzą. To, że w tym wieku musiałam to mówić, tak jasno sformułować, było dla kształtowania moich poglądów totalnie ważne. Co na to moja rodzina? Oni, wierzący niepraktykujący, uważali, że to pierwsze oznaki buntu. Trochę wczesne, ale przeczekamy. Tak samo było z moim niejedzeniem mięsa. Myśleli, że mi w końcu kiedyś przejdzie.

Córka dansingu

Mój tata jako muzyk jeździł na tak zwane kontrakty. Dwu-, trzymiesięczne wyjazdy, grał gdzieś na statku między Finlandią a Polską. Albo jechał do Abu Zabi w ramach kontraktu z Pagartem. Przed rokiem 1989 to była jedyna agencja artystyczna, przez którą można było wyjechać oficjalnie, dostać paszport, pobierali oczywiście kosmiczne prowizje. Tata grał razem z moim wujkiem gitarzystą i przed wyjazdami często spotykali się w mieszkaniu mojej prababci, gdzie mieli bazę i trzymali wszystkie rzeczy. Tam się przygotowywali, czasem mieli jakieś próby. Moje wspomnienia z tamtego czasu są takie, że zajmują się mną te wszystkie ciocie, czyli dziewczyny, bo w ich zespole zawsze były dwie wokalistki, najlepiej blondyna i brunetka. I że mnie przebierają. Już wtedy wiedziałam, że chcę zostać artystką, cokolwiek to znaczy. Akurat wtedy chciałam chodzić odpierdzielona jak one, codziennie od rana do wieczora, mieć szalone życie. Na te wyjazdy jechały całe skrzynie ciuchów scenicznych. Brokat, cekiny, błysk, kicz, kicz, kicz, dansing. Coś, co razem z „Akademią pana Kleksa” ugruntowało mój gust. Dwa razy byłyśmy z mamą w trasie razem z nimi za granicą. Raz w Turku w Finlandii, raz w Berlinie Zachodnim. Szał. Większość zdjęć z tamtego wyjazdu to jestem ja wśród zabawek, nienaturalnie pobudzona. Samo to, że one tam były, to już było dla mnie wiele. Że są nieosiągalne, było w jakiś sposób oczywiste i nie wiązało się ze szczególnym żalem. Fajnie się było napatrzeć. Jak się dostawało z zagranicy katalog wysyłkowy, to te katalogi się pożyczało, kursowały po rodzinie, znajomych, sama oglądałam je z 50 razy dziennie, coś wycinałam i wklejałam do zeszytu. Pamiętam też ten zapach. Zapach luksusu. W zeszłym roku pojechałyśmy z moją mamą do Berlina i chodziłyśmy śladami tamtego wyjazdu, nas z roku 1986. Zrobiłyśmy sobie superzdjęcia, w tych samych miejscach, w których byłyśmy wtedy, mój syn był fotografem. Weszłyśmy między innymi do wielkiego centrum handlowego. Chodziłyśmy po nim teraz bez wielkiego wow. Ale ten zapach!

Klucz w zamku

Mama długo pracowała w gastronomii, w knajpie, na zmiany. Pachniała fryturą i papierosami. Cudzymi, bo sama nie paliła. Kiedy wracała z pracy po wieczornej zmianie, to ja, siedząc w mieszkaniu, z korytarza na klatce schodowej najpierw czułam moją mamę, a dopiero potem słyszałam dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Przychodziła, zdejmowała wszystko i od razu szła do łazienki, żeby tylko to z siebie zmyć.

Do zobaczenia

Kiedy miałam 11 lat, tata odprowadził mnie na przystanek tramwajowy, jechałam do szkoły. Pożegnaliśmy się, wiedziałam, że wyjeżdża na kolejny kontrakt. Kolejne dwa, trzy miesiące grania w Stanach. Następnym razem zobaczyliśmy się siedem czy osiem lat później, kiedy mógł już do Polski przyjechać. Tata został tam, zamieszkał niedaleko Nowego Jorku. Mieliśmy w tym czasie kontakt, ale telefoniczny i listowny. Kiedy wspominam swoje dzieciństwo, mam wewnętrzną cezurę. Na własny użytek używam sformułowania: „Jak jeszcze tata był z nami”, więc myślę, że to ważny punkt w ogóle w moim życiu, nie tylko w dzieciństwie. Właściwie non stop mam poczucie tymczasowości w kontaktach z ludźmi. Takie poczucie, że jest ktoś, i fajnie, ale ten ktoś w każdej chwili może zniknąć.

Wychowanie seksualne

Zostałam uświadomiona przez moją mamę. Subtelnie. Pamiętam, że posłużyła się broszurą zakupioną w kiosku Ruchu. Tytuł „Mamo i tato, opowiedzcie mi, skąd się wziąłem”. Niebieska okładka, dość niewielka pozycja, z ilustracjami. Wydanie kryzysowe, czas nie za dobry dla polskich książek. Już wtedy – a byłam może w czwartej klasie podstawówki i moja wyniesiona z podwórka wiedza na temat seksualności człowieka była naprawdę mikro – kuriozalny wydawał mi się obrazek przedstawiający, uwaga, ubrane postaci. Parę, która jest w uścisku, plus podpis: „Dzieci są, kiedy mama i tata się przytulają”. Nie pamiętam, żebym była przerażona dojrzewaniem. W ogóle ciało było dla mnie w jakiś sposób drugorzędne, to nie był dla mnie wielki temat. Chyba że w kontekście kreacji, przerabiania go na własną modłę. Miałam 16 lat, kiedy w Baszcie na moście Poniatowskiego, w pomieszczeniu nad knajpą dla harleyowców, zrobiono mi, osobie niepełnoletniej, pierwszy tatuaż. Sporo też dowiadywałam się o cielesności z książek, mam wrażenie, że to one mnie na różne doświadczenia przygotowały. „Czy już wtedy coś wiedziałaś, przeczuwałaś?”, „Kiedy się zorientowałaś?”. Tak, teraz często słyszę tego typu pytania. Przede wszystkim były inne czasy, nie mieliśmy nawet języka, słownictwa, sposobów na określanie siebie. Co mnie, nawiasem mówiąc, z wiekiem coraz mniej interesuje. Kocham tę albo tę osobę. Mój coming out był ważny ze względu na okoliczności, czułam, że ważne jest powiedzieć to, wyraźnie, właśnie teraz. Ale wtedy? Jesteś młoda, masz pierwsze doświadczenia, eksperymentujesz. Byłam inna, akceptowałam to, także w kwestiach seksualności. Po prostu zawsze podobali mi się i faceci, i dziewczyny. Oglądałam się za dziewczynami i mówiłam koleżankom, że są piękne i fajne.

Heca

Bardzo wcześnie przeczytałam „Bunt długich spódnic”, biografię Emmeline Pankhurst, założycielki i przywódczyni ruchu sufrażystek w Wielkiej Brytanii. Mocna rzecz, o rebelii, naparzaniu się z policją. Pamiętam wstrząsające sceny przymusowego karmienia Pankhurst w trakcie strajku głodowego w więzieniu. „Bunt…” leżał na działce moich dziadków, nie mam pojęcia, co tam robił, chyba los mi go zesłał. Ale jeszcze wcześniej czytałam, i to nie raz, „Dziewczynę i chłopaka, czyli hecę na 14 fajerek” Hanny Ożogowskiej. Bliźniaki, dziewczyna i chłopak, zamieniają się rolami i siostra jedzie za brata na wakacje w jedno miejsce, a on za nią w drugie. Był też serial, ale powieść lepiej pokazywała dziewczynkę, która musi zadbać, żeby wszystko było w rodzinie w porządku. Siostra godzi się przecież jechać i udawać chłopca, żeby ratować tyłek tego nieogara, swojego brata. Irytowało mnie to na bardzo podstawowym poziomie, „ej, czemu jego traktują inaczej?!”. Ten jego całkowity brak sprawczości. Aż mnie korci, żeby zajrzeć do tej książki teraz i zinterpretować ją genderowo.

Klub ludzi artystycznie niewyżytych

Miałam 12, 13 lat i mama nie pozwalała mi jeszcze wychodzić wieczorami. W sąsiedztwie mieszkał chłopak. Starszy ode mnie, punk z irokezem. Obserwowałam go z oddali, z okna, i na tle tych wszystkich ludzi widziałam tylko jego, bo się wyróżniał. Totalnie mi to imponowało. On mi się niekoniecznie podobał jako mężczyzna, ale był ucieleśnieniem pewnej idei. Chciałam być taka jak on. Latem jechałam na kolonie i wróciłam z nich już z nową fryzurą. Tak się złożyło, że reakcja mojej mamy na tę fryzurę została uwieczniona. Wujek pożyczył kamerę VHS i poszedł z moją mamą mnie odebrać, bo ja z tych kolonii wracałam autokarem. Na nagraniu widać, jak autokar wjeżdża, dzieciaki wysiadają i słychać głos mamy: „O, jest Sylwia, jest!”. Ja w tym samym momencie się odwracam i słychać takie „ooooo!”, tylko już trzy tonacje niżej. Czytaj: „O mój Boże!”. Od tych włosów poszło szybko. Porwane swetry, przestałam jeść mięso, no i trafiłam do Klubu. W gazecie „Filipinka”, którą czytałam, swoją rubrykę „Cześć, poeci i poetki” miała Danuta Wawiłow [1942–1999, poetka, prozaiczka, tłumaczka, autorka literatury dla dzieci, w tym słynnego wiersza „Daktyle” – przyp. red.]. Młodzi ludzie wysyłali jej swoje utwory, a ona je publikowała i komentowała. Wyczytałam, że raz w tygodniu spotyka się założony przez Wawiłow Klub Ludzi Artystycznie Niewyżytych. Ja, będąc wtedy jeszcze w podstawówce, powinnam iść z osobą starszą, ale poszłam sama. Taki moment w życiu, że wiesz już, kim chcesz być, potrzebujesz tylko wsparcia, potwierdzenia tej twojej intuicji, że dobrze kombinujesz. W Klubie znalazłam osoby myślące tak jak ja. Jedni z nas interesowali się filmem, inni fotografią, były punki, byli hip-hopowcy. Ważne było to, czego ci ludzie słuchali, co czytali, czym się interesowali, jak wyglądali. Dorwałam się do tego źródła wiedzy, pamiętajmy, że nie mieliśmy jeszcze Internetu. Czytaliśmy, tłumaczyliśmy poezję, przynosiliśmy swoje wiersze, omawialiśmy je. Ale to był pretekst, chodziło o to, żeby być razem. Trochę jak w kawiarniach literackich, już samo to, że nawzajem się inspirujemy, było ważne. Pisałam wiersze na maszynie do pisania, którą wtedy miałam, ozdabiałam kolażami lub swoimi rysunkami i robiłam z nich książeczki, które potem, jak ziny, odbijałam na ksero i rozdawałam. Nadal mam mnóstwo takich tomików, także tych pisanych przez innych. Zostało mi trochę przyjaźni. Klub to była szkoła życia, polana artystycznym kontrkulturowym sosem.

Gdyby

Liceum księgarskie wybrałam świadomie. Opcja licealna, ale z możliwością zrobienia dyplomu zawodowego: technik księgarstwa. Idealne miejsce – uwielbiałam książki – i dość niedaleko mojego domu. Klasa żeńska, w większości hipisiary, tylko my z koleżanką byłyśmy punkówami, grupa niezłych freaków. W drugiej klasie oblałam matmę. Jak dziewięć innych osób z klasy. Miałam rok do tyłu. Poznałam superfajne osoby, ale moje doświadczenie z edukacją w liceum oceniam raczej negatywnie. Gdybym tak zebrała to, co mówili do mnie nauczyciele i nauczycielki... Gdybym tylko miała cieńszą skórę… No cóż, to były intensywne lata, nie miałam czasu na naukę. Ale w ostatniej klasie się ogarnęłam. Wiedziałam już, że chcę iść na kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie bardzo ważne były punkty i wyniki na świadectwie maturalnym. Zorientowałam się, że wreszcie mam cel, wiem, po co mam się uczyć, i zupełnie inaczej zaczęłam podchodzić do tego, co mi proponowało szkolnictwo. No i miałam praktyki księgarskie. Potem pracowałam w Stanach w księgarni, już w czasie studiów w ramach wakacyjnej pracy. I nadal, kiedy wchodzę do jakiegokolwiek sklepu z książkami, mam odruch porządkowania. Kiedy coś jest źle rozplanowane, jestem okropna, mądrzę się potwornie. Potrafię nawet fukać jak Magda Gessler w „Kuchennych rewolucjach”. I tak sobie myślę, że gdyby to wszystko szlag trafił, gdyby była na rynku zapaść, gdybym straciła źródła dochodów – to w porządku, otworzę swoją księgarnię. Albo zatrudnię się w jednej z tych, które lubię.

Sylwia Chutnik, rocznik 1979. Pisarka, działaczka społeczna (założycielka Fundacji MaMa), feministka, publicystka, promotorka czytania. Była trzykrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike, za książki: „Kieszonkowy atlas kobiet”, „Cwaniary” i „W krainie czarów”. W lipcu tego roku oficjalnie dokonała coming outu jako osoba nieheteronormatywna.