1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Słynny fotograf agencji Magnum w Leica Gallery Warsaw

Słynny fotograf agencji Magnum w Leica Gallery Warsaw

Alex Webb, Leica Gallery
Alex Webb, Leica Gallery
Zobacz galerię 4 Zdjęcia

Barwne i unikatowe prace Alexa Webba, jednego najbardziej znanych fotografów słynnej agencji Magnum Photos, zostaną pokazane w Polsce. Wystawę zdjęć z trzydziestoletniego dorobku fotografa będzie można zobaczyć w Leica 6x7 Gallery Warszawa.

Wystawa „Wybór” prezentuje wybór fotografii z bogatego dorobku Alexa Webba, dokonany przez samego artystę. To świetna okazja do przyjrzenia się  różnorodności jego – dziś już prawie trzydziestoletniego – dorobku twórczego. Wyraziste, pełne koloru kadry powstały na ulicach Indii, Grecji, w Grenadzie, na Haiti, Kubie i w Meksyku. Fotografie wykonane w tych dwóch ostatnich miejscach są także tematem dwóch książek Alexa Webba („La Calle” i „Violet Isle”), będących elementem szerszej współpracy z żoną, Rebeką Norris Webb, także fotografką.

Unikalną wartość fotografie Alexa Webba zawdzięczają jego talentowi do uwieczniania enigmatycznych, paradoksalnych sytuacji. Bywa, że widoki i zdarzenia, które uda mu się uchwycić, stają się komentarzem do sytuacji gospodarczej lub politycznej danego kraju. Wiele z jego zdjęć wydaje się zbyt ciekawych i trafnych, aby były nieinscenizowane. Sam Webb proces swojej pracy opisuje, jako żmudny i często nieprzynoszący zamierzonych efektów. - Większość czasu spędzam spacerując ulicami z aparatem, prowadzony intuicją kieruję obiektyw na wybrane miejsca. Jedynie czasem bogowie fotografii są mi przychylni i pozwalają natknąć się na wyjątkowy moment  – relacjonuje w jednym z wywiadów Webb.

Alex Webb urodził się w San Francisco w 1952 roku. Fotografią interesował się od naj­młodszych lat. Studiował literaturę i historię na Harvardzie, oraz fotografię na Apeiron Photo Workshop w Millerton, Nowy Jork. Od 1979 roku jest członkiem słynnej agencji Magnum. Pierwotnie pracował w technice czarno-białej, portretując społeczny pejzaż Ameryki. Jego kadry były dowcipne i ironiczne, ale brakowało w nich ładunku emocjonalnego. Dopiero wyjazd na Haiti w 1975 roku zmienił jego podejście. Webb zobaczył surowy i groźny świat skąpany w intensywnych barwach. Chcąc uwiecznić kulturę, dla której kolor jest jednym z podstawowych środków ekspresji, zdecydował się porzucić czarno-białe kadry.

Ten krok był znaczący dla wypra­co­wa­nia jego unikalnego, rozpoznawalnego stylu, łączącego w jedność: barwne zdjęcie, spojrzenie dokumentalisty i indywidualną perspektywę. Inne cechy charakterystyczne zdjęć Webba to precyzyjna geometryczna kompozycja kadrów, gra punktami światła i cienia, jak również operowanie kilkoma planami tak, że każdy zawiera w sobie istotną treść.

Na warszawskiej wystawie będzie można zobaczyć fotografie wykonane w latach 80., 90. XX wieku oraz z początku XXI wieku. Wszystkie zdjęcia powstały przy użyciu aparatu Leica M, który jest jednym z ulubionych narzędzi pracy Webb’a.

Wystawa potrwa do 20 sierpnia 2017. Więcej informacji na .

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Maciej Nabrdalik – fotograf z duszą

Maciej Nabrdalik (Fot. Wojciech Grzędziński)
Maciej Nabrdalik (Fot. Wojciech Grzędziński)
Po studiach informatycznych mógł mieć pracę z przyszłością, a robienie zdjęć traktować jako dziecięcą pasję. A jednak został członkiem prestiżowej agencji fotograficznej i ma na swoim koncie wiele nagród za fotografie prasowe. Jak to jest, kiedy zajmujesz się zawodowo czymś, co cię naprawdę cieszy – pytamy Maćka Nabrdalika.

Studiowałeś informatykę, pracowałeś jako ratownik – jak to się stało, że w końcu wybrałeś fotografię?
Praca ratownika z założenia była zajęciem tymczasowym, pracą wakacyjną; a informatyka – wyborem pragmatycznym, wydawała się oferować atrakcyjną przyszłość. Zresztą pewnie wielu ludzi faktycznie tych atrakcji doświadczyło. Internet pojawił się w Polsce, gdy byłem w liceum. Wciągnął mnie świat, który otwierały komputery. Dzięki nim nawiązałem pierwsze międzynarodowe kontakty, zaczynałem podróżować. Fotografia towarzyszyła mi jako pasja i, jak to w życiu bywa, spotkałem na swojej drodze ludzi, którzy pozwolili mi uwierzyć, że ta pasja i dziecięca fascynacja może stać się również moją rzeczywistością. Do teraz zdarza mi się zastanawiać, jak to możliwe, że zajmuję się zawodowo czymś, co tak bardzo mnie cieszy.

Które z setek wykonanych zdjęć jest dla ciebie najważniejsze?
Ciągle wracam myślami do jednego. To fotografia rodziny uchodźców na brzegu wyspy Lesbos. Sfotografowałem ich tuż po wyjściu z pontonu, w którym ściśnięci z kilkudziesięcioma innymi ludźmi przemierzyli fragment Morza Egejskiego między Turcją a Grecją. Wtedy trudno było uzyskać nawet podstawowe informacje od uchodźców, większość chętnie dawała się fotografować, ale nie chcieli się przedstawiać. Często po wyjściu na brzeg darli swoje paszporty, obawiając się, że prawdziwa tożsamość może im zaszkodzić. Tę rodzinę widziałem dzień później w okolicach portu. Chciałem ponownie nawiązać z nimi kontakt, ale zanim udało mi się zaparkować, zniknęli mi z oczu. Ich obraz niejako prześladuje mnie od tego czasu. Ciekaw jestem, jak potoczyły się ich losy, wyglądali na silnych, w pewien sposób dumnych, i wraz ze znajomym dziennikarzem zastanawiamy się, jak można by ich odszukać, nie narażając ich. Nie chcemy robić tego przez media społecznościowe, bo być może tam, dokąd trafili, nie wszyscy znają ich przeszłość.

Kilka lat temu powiedziałeś, że od zawsze towarzyszył ci mit podróżującego fotoreportera. Czy to Ryszard Kapuściński zaszczepił w tobie takie myślenie?
Ryszard Kapuściński pojawił się na mojej drodze na tyle wcześnie, że zawód reportera funkcjonował w mojej świadomości od najmłodszych lat, bo dzięki mojemu wujkowi dziennikarzowi Kapuściński był w moim rodzinnym domu w dniu, kiedy się urodziłem, i na pamiątkę tego spotkania podpisał tomik swoich opowiadań „Busz po polsku”. Dzisiaj moje podróże nie służą już poznawaniu odległych zakątków świata, choć i to lubię, ale uważam, że reporter czy fotoreporter musi podróżować, bo w innym przypadku łatwo utknąć w bezpiecznej bańce.

Jesteś członkiem prestiżowej amerykańskiej agencji fotograficznej Photo VII, jednym z jej założycieli jest urodzony w Czechach Antonin Kratochvil. To ważna dla ciebie osoba, czego się od niego nauczyłeś?
Antonina chętniej niż nauczycielem nazywam mentorem. Wielu nauczycieli próbuje rzeźbić swoich wychowanków na postawie sztywnych założeń i swoich przekonań. Prowadząc ich za rękę w wyznaczonym przez siebie kierunku, Antonin pozwolił mi odkryć własną drogę. Asekurował, ale na długiej elastycznej linie. Pomógł mi zrozumieć, że każde bez wyjątku doświadczenie, które spotkało mnie w życiu – dobre i złe, może stać się moją siłą.

Krzyzys uchodźczy, 24 września 2015, Skala Sikamineas, Lesbos, Grecja. Rodzina uchodźców z Syrii odpoczywa na wybrzeżu greckiej wyspy Lesbos. (Fot. Maciej Nabrdalik) Krzyzys uchodźczy, 24 września 2015, Skala Sikamineas, Lesbos, Grecja. Rodzina uchodźców z Syrii odpoczywa na wybrzeżu greckiej wyspy Lesbos. (Fot. Maciej Nabrdalik)

Masz też za sobą rok na Harvardzie w ramach stypendium Nieman Foundation, najstarszego i najbardziej renomowanego programu kształcenia dziennikarzy z całego świata. Czego się tam nauczyłeś?
Ha! To będzie długa lista. Oczywiście w sensie dosłownym nauczyłem się wielu rzeczy, studiując u boku wybitnych profesorów, wśród ambitnych i zdolnych młodych ludzi, ale chyba najwięcej dowiedziałem się o sobie samym. Wiele rzeczy tam uporządkowałem, odświeżyłem, ułożyłem na nowo. Celem tego stypendium jest umacnianie dziennikarzy poprzez stworzenie im warunków do rozwoju zawodowego. Myślę, że jednym z ważniejszych elementów tego procesu jest odseparowanie całej grupy od wszelkich bieżących zadań zawodowych. W niemal terapeutycznej atmosferze mogliśmy zastanowić się także, dlaczego robimy to, co robimy. Nauczyłem się patrzeć na sprawy z wielu perspektyw, bo każda wypowiedziana myśl wracała do mnie po chwili w zupełnie nowym kontekście, przefiltrowana przez doświadczenia współstudiujących z różnych zakątków świata. Poza tym nauczyłem się, że zniknięcie z dotychczasowego krajobrazu na cały rok nie powoduje żadnej katastrofy. To doświadczenie pozwoliło mi zwolnić, spędzam mniej czasu w tzw. środowisku, łatwo przychodzi mi wyłączenie się z mediów społecznościowych.

W pewien sposób wszyscy mamy za sobą taki rok „zniknięcia” z krajobrazu… Przez ten czas nasze życie stanęło na głowie. Jak to wpłynęło na fotografię? Czy także tak mocno się zmieniła?
Diametralnie. Z jednej strony łatwiej fotografować ludzi w publicznych miejscach, bo czują się bezpieczniej za maseczkami, z drugiej strony – dużo trudniej o kameralne spotkania i intymne sytuacje, trudniej zostać zaproszonym do czyjegoś domu.

Odwiedzałeś z aparatem oddziały zakaźne, gdzie leżą chorzy na COVID-19.
Realizowałem zlecenie dla „The Wall Street Journal”. Zwykle nie zadaję sobie pytania „po co?”, bo na tym polega moja praca, ale tym razem musiałem sobie na nie odpowiedzieć, ponieważ kilkakrotnie pytano mnie, czy na pewno jestem gotów ponieść ryzyko, które z tym zleceniem się wiąże. Jednak podejmowanie takich decyzji przychodzi mi dość łatwo, bo wierzę w zdobywanie informacji, w uczenie się o świecie z pierwszej ręki. Epidemia wyniosła falę samozwańczych ekspertów, a robiąc zdjęcia na oddziałach, rozmawiając z chorymi, obserwując lekarzy i personel medyczny, rozumiem znacznie więcej niż wcześniej.

Masz na swoim koncie kilka książek, a ostatnia – „OUT” opowiada historie polskich osób LGBTQIA. Dlaczego wybrałeś ten temat?
To temat wybrał mnie. „OUT” należy do całej serii publikacji o społeczności LGBTQIA w różnych miejscach świata, powstałej z inicjatywy amerykańskiego wydawnictwa „The New Press” przy wsparciu fundacji Arcus. Do projektu zaprosił mnie zaangażowany w niego Jurek Wajdowicz, który prowadzi w Nowym Jorku studio graficzne EWS. W odróżnieniu od dwóch poprzednich „OUT” nie jest dla mnie książką fotograficzną – choć zlecono mi ją jako fotografowi i są w niej też oczywiście zdjęcia – a cyklem spotkań z ludźmi, którzy otwierali się przede mną, dzieląc się często najtrudniejszymi doświadczeniami. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Nie potrafię pewnie zrozumieć w pełni tego, jak przeżywają swoje traumy, ale dzięki kilkumiesięcznej pracy wiem, z czym się mierzą, czego się boją i jak bardzo ich życie jest trudniejsze od mojego.

A czego ty się teraz boisz?
Mam wrażenie, że ostatnio pewniej stąpam po ziemi. Nauczyłem się odróżniać lęk, który odziedziczyłem w procesie wychowawczym, od tego, który jest mój, czyli rodzi się z mojej wrażliwości, wiedzy, uczuć. Ten pierwszy konfrontuję do momentu, kiedy spotka się z tym moim. Respektuję granice własnych lęków, bo ufam swojej intuicji, rzadko mnie zawodzi, a aparat i zdjęcia zwykle są świetnym pretekstem do badania tych granic. Ostatnio wiele dotychczasowych doświadczeń nabrało zresztą nowych znaczeń, nawet to zdjęcie, o którym powiedziałem na początku, inaczej mnie dręczy, odkąd jestem tatą. Kwestie relacji, rodziny, pokoleń, poznawania świata nowymi oczami, ale też kruchości życia – zaczynają się jakoś bardziej ze sobą łączyć.

Maciek Nabrdalik, fotograf wielokrotnie nagradzany w polskich i międzynarodowych konkursach fotografii prasowej, w tym World Press Photo, Pictures of the Year International, The Best of Photojournalism. Laureat nagrody za Zdjęcie Roku Grand Press Photo 2007 i nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego.

  1. Materiał partnera

Wywoływanie zdjęć – przewodnik dla początkujących

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zdjęcia cyfrowe mają wiele zalet, ale warto również wywoływać ulubione fotografie, by wyeksponować je w domu lub zgromadzić w wygodnym w przeglądaniu albumie. Obecnie odbitki można zamówić online, w łatwy  sposób wybierając ich parametry, takie jak rozmiar, kadrowanie czy rodzaj papieru. Wbrew pozorom ma to całkiem duże znaczenie. Dowiedz się, na jakim papierze warto wywoływać zdjęcia.

Mat czy błysk?

Jedną z najważniejszych decyzji, jaką musisz podjąć przy zamawianiu wydruków zdjęć, jest ta dotycząca wykończenia papieru. Zarówno odbitki błyszczące, jak i odbitki matowe mają swoich zwolenników, a ich zalety są zgoła odmienne. Odbitki błyszczące to:
  • gładka powierzchnia,
  • żywe, wyraziste kolory, głębokie czernie
  • bardzo dobre odwzorowanie szczegółów,
  • świetny wybór do albumów.
Z kolei odbitki matowe wyróżniają się:
  • powierzchnią odporną na odciski palców i drobne uszkodzenia,
  • delikatniejszą kolorystyką,
  • brakiem refleksów świetlnych utrudniających oglądanie,
  • idealnymi parametrami do ekspozycji w ramkach, choć mogą być przechowywane również w albumach, a nawet „luzem” w pudełkach
To jednak nie wszystko! Jeśli decydujesz się na wywoływanie zdjęć online, możesz wybrać papier o wykończeniu jedwabistym. Nie odbija on światła podobnie jak ten matowy, dlatego wykonane na nim wydruki dobrze prezentują się w ramkach. Ma jednak unikalną fakturę, która sprawia, że fotografie prezentują się bardzo elegancko, jak wykonane przez profesjonalistę. Papier jedwabisty doda szyku Twoim ujęciom, dlatego często wykorzystuje się go podczas drukowania zdjęć ślubnych i innych ważnych pamiątek.

Zwróć uwagę na jakość papieru foto!

Dobranie właściwego papieru, na którym zostaną wydrukowane Twoje zdjęcia, jest wbrew pozorom bardzo istotnym czynnikiem podczas zamawiania zdjęć. W końcu przecież każdemu zależy, aby ulotne chwile złapane na fotografiach zachowały trwałość i niezmienną jakość na lata, by mogły się nimi cieszyć następne pokolenia. Dlatego jakość stosowanego w laboratorium fotograficznym materiału ma ogromne znaczenie.

W ofercie niemal każdego fotolabu znajdziesz papier w jakości standard oraz premium. Te dwa rodzaje nośnika różni przede wszystkim grubość (gramatura). Papier standardowy jest cieńszy i tańszy. Nie oznacza to jednak, że jest nietrwały. To nośnik wysokiej jakości, który idealnie nadaje się do wydruku różnych typów zdjęć, w szczególności mniejszych formatów. Przy wywoływaniu większych ilości możesz liczyć na bardzo przystępną cenę.

Papier premium jest nieco grubszy, dzięki czemu uzyskane odbitki sprawiają wrażenie bardziej solidnych. Jego dużą zaletą jest większa przestrzeń kolorystyczna. Za jej sprawą wydruki są znacznie żywsze i prezentują się bardziej profesjonalnie. To wybór dla tych, którym zależy na dokładnym odwzorowaniu każdego detalu zdjęcia oraz wydobyciu jego atutów.

W ofercie Foto Fujifilm znajdziesz również papier profesjonalny. To najgrubszy wariant, który gwarantuje uzyskanie doskonałych parametrów odwzorowania obrazu, głębokiej czerni, nasyconych barw i maksymalnej ostrości. To właśnie na takim nośniku drukowane są zdjęcia zawodowych fotografów. Pozwala on na wyeksponowanie ich wszystkich walorów.

Ostatnim rodzajem nośnika jest papier fotograficzny velvet o matowym wykończeniu i aksamitnej powierzchni. To dobry wybór dla ujęć, którym chcesz dodać elegancji, w szczególności zaś zdjęć artystycznych. Odbitki na papierze velvet mogą być eksponowane bez oprawiania w szkło i uzyskują unikalny charakter. Wyróżniają się też miękką kolorystyką.

Kadrowanie

Ostatnim, jednak równie ważnym parametrem przy zamawianiu zdjęć jest możliwość ich kadrowania, nawet na zwykłych odbitkach. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że większość fotografii, które obecnie wykonujemy smartfonem, ma spore różnice w proporcjach kadru w porównaniu do klasycznej odbitki 10x15 (format pocztówkowy). Ma to szczególne znaczenie w przypadku kadrów, w których znaczące elementy obrazu są na jego skraju. Takie istotne części zdjęcia są automatycznie ucinane. Dlatego warto poszukać serwisu, który umożliwia kadrowanie każdej fotografii indywidualnie. Na Foto Fujifilm masz pełną kontrolę nad tym, jak będą finalnie wyglądać Twoje zdjęcia na odbitkach.

  1. Kultura

Helmut Newton - władza, sława, bogactwo

„Crocodile Eating Ballerina”, Wuppertal (1983). (Fot. materiały prasowe; Helmut Newton Estate)
„Crocodile Eating Ballerina”, Wuppertal (1983). (Fot. materiały prasowe; Helmut Newton Estate)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Helmut Newton, jedna z największych i najbardziej kontrowersyjnych gwiazd fotografii modowej. Gdyby żył, skończyłby w tym roku sto lat. Jego dorobek jest nie tylko zbiorem wybitnych prac, lecz także przyczynkiem do dyskusji o seksizmie, przemianach wrażliwości i ewolucji wizerunku kobiety w społeczeństwie.

Stulecie urodzin to pretekst do organizowania mu wystaw, premiery poświęconego mu filmu dokumentalnego, ale też do rozliczeń z jego twórczością. W Toruniu możemy oglądać jego retrospektywę. Tytuł wystawy „Lubię silne kobiety” to cytat. Newton powtarzał tę deklarację przez całe życie, nierzadko w odpowiedzi na zarzuty o seksizm. Czy mówił szczerze?

Ulubiona bohaterka jego fotografii to rzeczywiście kobieta na swój sposób silna – supermodelka o nierealnie długich nogach, nienagannej urodzie, o wyzywającym wyrazie twarzy, prawdziwa walkiria stylu i seksapilu. Newton nie był zainteresowany zwykłymi ludźmi, fascynowali go „nadludzie”, a dokładniej mówiąc – „nadkobiety”. Patrząc na niektóre jego zdjęcia, trudno nie pomyśleć o kulcie ciała i siły, którym przesycona była sztuka III Rzeszy. To skojarzenie jest tak mylące, jak to tylko możliwe. A jednocześnie na swój sposób słuszne, nazizm wywarł bowiem ogromny wpływ zarówno na wrażliwość, jak i losy fotografa.

„Rue Aubriot”, fotografia Helmuta Newtona dla marki Yves Saint Laurent, Paryż (1975). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „Rue Aubriot”, fotografia Helmuta Newtona dla marki Yves Saint Laurent, Paryż (1975). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Kwintesencja piękna

Zanim został Newtonem, nazywał się Neustädter. Urodzony w 1920 roku w Berlinie w rodzinie przedstawicieli żydowskiej burżuazji, pierwszy aparat zdobył w wieku 12 lat. Dwa lata później odmówił uczęszczania do szkoły. Po następnych dwóch był już asystentem Yvy, pierwszej kobiety, której udało się w Berlinie przebić na rynku fotografii modowej. Berlin, w którym przyszedł na świat, uchodził za najbardziej dekadenckie miasto w Europie. Berlin, w którym dojrzewał – po dojściu Hitlera do władzy – stał się miastem niebezpiecznym, szczególnie dla młodego Żyda. W swej autobiografii fotograf wspomina narastający terror i grozę tamtych lat, przyznaje się jednak do swego rodzaju fascynacji estetyką reżimu. Wrażenie robiły na nim filmy Leni Riefenstahl, ulubionej reżyserki Hitlera. Jej prace, na czele ze słynnym dokumentem o olimpiadzie w 1936 roku, są kwintesencją nazistowskiej idei piękna. Młody Helmut wyciągnął z lekcji Riefenstahl swoje wnioski i nie wszystkie spodobałyby się hitlerowskim piewcom czystości rasy, zdrowia i siły. Wiele lat później, już po wojnie, miał zresztą okazję podyskutować o tym z Riefenstahl osobiście, kiedy spotkał się z reżyserką, by zrobić jej portret.

Tymczasem rodzina Neustädterów musiała uciekać z Niemiec. Rodzice udali się do Argentyny, on sam zaokrętował się na statek płynący do Chin, ale utknął w Singapurze. Próbował szczęścia jako fotoreporter prasowy, ale mu się nie powiodło. Po wybuchu drugiej wojny światowej brytyjskie władze kolonialne wysłały go wraz z innymi obywatelami Niemiec do obozu internowania w Australii. I to tam Helmut Neustädter stał się Helmutem Newtonem. Już w powojennym Melbourne otworzył studio fotograficzne. Poznał też miłość swojego życia, June Browne, aktorkę, modelkę i fotografkę, znaną pod pseudonimem Alice Springs. Newton lubił kreować się na kobieciarza, co nie przeszkodziło mu stworzyć związku, w którym wytrwał do końca swego 84-letniego życia. June towarzyszyła mu w życiu i pracy, współorganizując sesje, kuratorując wystawy i menedżerując karierę nie tylko swoją, lecz także męża.

„David Lynch and Isabella Rossellini”, Los Angeles (1988). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „David Lynch and Isabella Rossellini”, Los Angeles (1988). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Ryzykowna ścieżka

Było czym się zajmować, bo jego kariera nabierała rozpędu. Został zauważony przez redakcję brytyjskiego „Vogue’a” i ściągnięty do Londynu. Nie spodobało mu się tam, przeniósł się więc do Paryża. Zaczynały się lata 60., dekada obyczajowej rewolucji. Newton był na nią gotowy. Fotografia modowa często igra z erotyką, ale on wzniósł tę grę na nowy, nieznany wcześniej poziom. Przyprawiał swoje sesje aluzjami do kultury sado-maso, równie obficie korzystając z lekcji estetyki nazistowskiej, którą, chcąc nie chcąc, odebrał za młodu. Jego przewrotność polegała na przywłaszczeniu sobie wypracowanego w hitlerowskich Niemczech stylu po to, by go „zdeprawować”, odrzeć z figowych listków ideologii i odsłonić nagą, cyniczną prawdę: tym co, ludzi naprawdę ekscytuje, tym, co ich podnieca, jest dominacja nad innymi, a seks, bogactwo albo sława to tylko różne synonimy tego samego pojęcia: władzy. Nic dziwnego, że jego zdjęcia gorszyły odbiorców, ale im się podobały, a mówiąc dokładniej: podobały się właśnie dlatego, że były gorszące. Ta ryzykowna ścieżka już w latach 60. zaprowadziła go na szczyt, choć nieraz próbowano go z tych wyżyn strącić. Obrońców dobrego smaku do białej gorączki doprowadzały flirty gwiazdora z kiczem. Feministki krytykowały wizerunek kobiety zredukowanej do roli seksualnego obiektu.

„Arena” dla „New York Timesa”, Miami (1978). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „Arena” dla „New York Timesa”, Miami (1978). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Jeden z paradoksów jego twórczości polega właśnie na tym, że choć pracował przede wszystkim dla pism przeznaczonych dla kobiet, jego fotografie należą bez reszty do uniwersum męskiego spojrzenia i męskich erotycznych fantazji, lęków, fetyszów. Bohaterki inscenizacji Newtona rzeczywiście grają często role kobiet „silnych” i erotycznie dominujących, ale jednocześnie niepokojąco przypominają lalki – realistyczne zabawki w rękach dużego chłopca, który bawi się nimi przed obiektywem aparatu. Znamienne, że w swej późnej twórczości artysta eksperymentował z zastępowaniem żywych modelek manekinami i lalkami z sex shopów.

W nakręconym na stulecie urodzin fotografa dokumencie „Helmut Newton. Piękno i bestia” wypowiadają się: Claudia Schiffer, Isabella Rossellini, Grace Jones i wiele innych kobiet, które miały okazję pracować z Newtonem. Wszystkie mówią zgodnie, że choć namawiał je nierzadko do robienia przed obiektywem rzeczy perwersyjnych, nigdy nie czuły się przez niego poniżone czy uprzedmiotowione. Sam Newton tłumaczył, że to, co przedstawia na zdjęciach, jest inscenizowaną fikcją, która dotyka jednak pewnej niewygodnej prawdy: bogactwo, uroda, władza i erotyka po prostu są takie, jakimi je ukazuje – podniecające, okrutne i niebezpieczne. Osławiona redaktorka naczelna amerykańskiego „Vogue’a”, Anna Wintour, również występuje w roli jego adwokatki. Przyznaje jednak, że dziś taka fotografia, jaką uprawiał, byłaby już nie do pomyślenia. W latach 60. Newton wystawiał na próbę granice obyczajowej przyzwoitości. Dziś nie zmieściłby się w kryteriach politycznej poprawności. Jak na epokę #MeToo i #BlackLivesMatter jego twórczość jest zbyt maczystowska, zbyt biała, ostentacyjnie elitarna.

Portret fotografa: Helmut Newton pozuje z Sylvią Gobbel (1981). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) Portret fotografa: Helmut Newton pozuje z Sylvią Gobbel (1981). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Przybysz z innej epoki

W 2004 roku Helmut Newton zasłabł w Hollywood za kierownicą i zginął w wypadku samochodowym. Przebył w życiu daleką drogę od pogrążającego się w cieniu nazizmu Berlina lat międzywojennych do świata XXI wieku, Internetu, cyfrowych aparatów i nowych wyobrażeń o seksualności, kobiecości oraz o tym, co jest, a co nie jest etyczne w fotografii. Dziś wydaje się przybyszem z innej, odległej epoki. Ten dystans nie unieważnia jednak przyjemności zagłębiania się w perwersyjne, niepoprawne politycznie uniwersum jego fotografii. Jest to przyjemność grzeszna, może i godna potępienia, ale zarazem niezaprzeczalna. Podobnie jak niezaprzeczalne są osiągnięcia Helmuta Newtona, który – jak mało który fotograf w XX wieku – rozumiał, że piękno niekoniecznie musi iść w parze z dobrem.

Wystawa „Helmut Newton: Lubię silne kobiety” w CSW Znaki Czasu w Toruniu potrwa do 28 marca 2021 roku.

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.

  1. Materiał partnera

Prezent na święta? A może to coś więcej. Przyłącz się do akcji Answear

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy każdy z nas ma trochę więcej czasu dla siebie i swoich bliskich, to czas refleksji i przemyśleń. Dlatego marka Answear postanowiła zaprosić swoich fanów i klientów do akcji #CatchTheCharity z której całkowity dochód zostanie przekazany na wskazanych przez klientów sklepu dom dziecka.

Na początku był konkurs fotograficzny

Akcja charytatywna, do której zaprasza marka, została zapoczątkowana przez konkurs fotograficzny, który trwa nieprzerwanie od marca 2020, a wynikiem którego, jest nadesłanie ponad 15 000 zdjęć ukazujących najciekawsze momenty z życia ludzi skupionych wokół marki. Widząc zaangażowanie osób nadsyłających zdjęcia, Answear postanowił przekuć to na kolejny projekt, który zatrzymanym w kadrze chwilom daje kolejne życie. We współpracy z dwiema graficzkami powstała kolekcja limitowana, w skład której wchodzą plakaty i puzzle. Wszystkie produkty biorące udział w akcji możesz kupić tutaj.

Cały dochód ze sprzedaży tych produktów zostanie przeznaczony na cele pomocowe dla dzieci z domu dziecka.

Tym razem możemy więcej

To nie jest pierwsza inicjatywa marki, ale na pewno pierwsza świąteczna, do której chce zaprosić szersze grono. Bo w myśl hasła #WeAreTheAnswar to właśnie razem tworzymy coś wielkiego, to razem możemy przenosić góry, to razem możemy więcej. Produkty, które weszły w skład kolekcji limitowanej, są idealnym pomysłem na prezent, wykonane z myślą o współczesnych trendach nie tylko będą cieszyć oko, ale także będą przypominać realne wsparcie, jakie dał każdy z klientów, który kupi produkt.

”Pomoc domom dziecka wynika z wieloletniej tradycji pomocy takim ośrodkom, która została zapoczątkowana przez pracowników marki i przez nich samych z ogromnym sercem prowadzona. W tym roku – jakże innym od poprzednich, chcemy zaprosić do tej akcji także naszych fanów i klientów. Przygotowane przez dwie artystki Maję Nowakowską i Magdalenę Bażelę, plakaty i puzzle są urealnieniem myśli, że każda chwila, nawet ta uwieczniona na fotografii, może stać się pretekstem do czegoś o wiele większego.” – mówi Joanna Kosman, marketing manager Answear.com

 #WeAreTheAnswar

Zachęcamy Was do nabycia plakatów lub puzzli oraz wskazania domu dziecka, do którego sugerujecie, aby trafiło wsparcie. Możecie to zrobić pod instagramowym postem dedykowanym akcji #CatchTheCharity lub na stronie catchthecharity.answear.com

Answear to sklep multibrandowy zrzeszający ponad 300 marek z całego świata, to miejsce, w którym gromadzą się miliony klientów chcących zaspokoić swoje rozliczne potrzeby związane z odzieżą, butami i dodatkami.

To nie jest jedyny projekt o takim charakterze, którego organizatorem jest marka Answear. Na swoim koncie ma wiele projektów skierowanych do młodych, kreatywnych osób, do których należą między innymi: Bitwa Stylistów, #CatchTheMoment, Manifest Your Style czy wiele innych.

Marka skupia wokół siebie ludzi z pasją, którzy aktywnie współtworzą obraz otaczającego nas świata pop kultury. Takie podejście stanowi niezaprzeczalny wyróżnik Answear i silnie zaczyna plasować go w obszarze szeroko pojętego lifestylu.

  1. Styl Życia

Fotografia przyrody - jak to robią mistrzowie

(Fot. Stefan Christmann/Nature Talks)
(Fot. Stefan Christmann/Nature Talks)
Zobacz galerię 13 Zdjęć
Już w najbliższy weekend 12-13 grudnia odbędzie się festiwal fotografii Nature Talks Photo Festival. W tym roku, ze względu na pandemię, w formule online. Podczas imprezy zostanie ogłoszony Fotograf Przyrody 2020.

Miłośnicy fotografii i przyrody z całego świata połączą się wirtualnie. Nature Talks Photo Festival to wydarzenie poświęcone różnym gatunkom fotografii przyrodniczej: zdjęcia makro, fotografia krajobrazu, zdjęcia przyrody oraz tzw. story.

W tym roku uczestnikom festiwalu biorącym udział w imprezie zostanie udostępniona specjalna platforma do wymiany doświadczeń. W warsztatach mogą wziąć udział profesjonaliści i amatorzy.  25 najlepszych fotografów przyrody na świecie zapowiedziało swoje wykłady, podczas których podzielą się tajnikami swojej pracy i zaprezentują swoje najlepsze prace.

Kursy mistrzowskie poprowadzą w tym roku między innymi: Andrew (Andy) Parkinson z Wielkiej Brytanii - „Sztuka podświetlania”, Johan Lolos (Belgia) - „Wskazówki i triki, jak poprawić swój Instagram”, Emanuele Biggi (Włochy) - „Fotografia makro z szerokim kątem oraz innymi <szaleństwami>”.

W ofercie festiwalu znajduje się również możliwość przeglądu twojego portfolio zorganizowanego przez ekspertów.

Dochody z festiwalu i konkursu przeznaczone jest na wsparcie projektów związanych z ochroną przyrody na małą skalę, takich jak na przykład organizacja Butterfly Vlinderstichting lub Photographers Against Wildlife Crime.

Więcej na: www.naturetalks.com/festival-program