1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Książki o kobiecej mocy

Książki o kobiecej mocy

Przedstawiamy 8 książek o kobiecej mocy. (Fot. materiały prasowe)
Przedstawiamy 8 książek o kobiecej mocy. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
My, kobiety, mamy moc. Ma ona przeróżna oblicza - czasem jest niezwykle delikatna i subtelna, innym razem otula, koi i niesie dobro, jeszcze innym głośno krzyczy, kruszy mury i zmienia świat. Oto 8 książek o kobiecej mocy. Takich, które nie pozwalają zapomnieć o tym, co w nas najcenniejsze. 

„Biegnąca z wilkami” Clarissa Pinkola Estés

Clarissa Pinkola Estés, „Biegnąca z wilkami”, Wydawnictwo: Zysk i S-ka. Clarissa Pinkola Estés, „Biegnąca z wilkami”, Wydawnictwo: Zysk i S-ka.

To absolutny klasyk literatury i książka, którą powinna przeczytać każda kobieta. Na blisko 560 stronach Clarissa Estés odpowiada na ważne pytania dla każdej z nas - Jaka jest kobieta?, Jaka jest jej natura, pierwotne instynkty?, Czym kieruje się w życiu?, Kim by była, gdyby świat nie starałby się jej na siłę „ucywilizować”?.

Niektórzy uważają, że czasy, kiedy tak zwana kobieta niepokorna bywała wyklęta, należą do przeszłości. Jeśli była niepokorna, to znaczy postępowała zgodnie z naturą swojej duszy, to mówiło się, że jest "zła" lub że "zbłądziła". Te czasy nie minęły. Zmienił się tylko typ zachowań, które uznaje się u kobiet za niedozwolone.
(Clarissa Pinkola Estés, „Biegnąca z wilkami”, Wydawnictwo: Zysk i S-ka)
Clarissa Estes jest pisarką pochodzenia meksykańsko-hiszpańskiego, która została wychowana w poszanowaniu tradycji i w bliskości z naturą. "Biegnącą z wilkami" pisała ponad dwie dekady. To opowieść o kobiecie - silnej, dobrej, która ma pasję, jest z jednej strony kreatywna, a z drugiej dzika i kierująca się swoim instynktem. Clarissa Estés stworzyła niemal leksykon opisujący kobiecą psychikę, który pomaga współczesnym kobietom odnaleźć najsilniejsze cechy w sobie i porzucić konwenanse, w których tkwią. To książka, która porusza serca i i umysły.

„Biblia waginy” dr Jen Gunter

Dr Jen Gunter, „Biblia waginy”, Wydawnictwo: Marginesy. Dr Jen Gunter, „Biblia waginy”, Wydawnictwo: Marginesy.

"Mam misję – żeby każda kobieta zyskała rzetelną wiedzę na temat pochwy i sromu" - napisała we wstępie doktor Jen Gunter i słowa dotrzymała, bo jej "Biblia waginy" to najprawdziwsza biblia naszej kobiecości, która edukuje, otwiera oczy i uświadamia, jak niewiele wiemy o tak ważnej części naszego ciała. To książka z kategorii popularnonaukowych, która z jednej strony jest niesamowicie rzetelna, a z drugiej lekka i dowcipna. Znajdziemy w niej odpowiedzi na mnóstwo ważnych pytań, wokół których, z roku na rok, wzrasta ilość niesprawdzonych informacji. Doktor Jen Gunter to znawczyni kobiecego zdrowia i popularna lekarka, zwana dyżurną ginekolożką mediów społecznościowych. Przychodzi z "Biblią waginy" jak z odsieczą i daje ogrom wiedzy, wynikającej z jej niemal trzydziestoletniego czasu pracy. A do tego potrafi barwnie opowiadać: od anatomii przez skutki uboczne antybiotykoterapii po korzyści z przyjmowania probiotyków. Dawniej mity na temat kobiecego ciała rozprzestrzeniały się poprzez słowa naszych mam, babć, koleżanek – dziś za pomocą kilku kliknięć lądują w Internecie. Nieważne z jakiego źródła – liczy się to, jak wielką krzywdę mogą wyrządzić każdej z nas. Dzięki doktor Jen Gunter poznajemy swoją waginę. Dogłębnie.

„Boginie w każdej kobiecie” Jean Shinoda Bolen

Jean Shinoda Bolen, „Boginie w każdej kobiecie”, Wydawnictwo: Yemaya. Jean Shinoda Bolen, „Boginie w każdej kobiecie”, Wydawnictwo: Yemaya.

Ta pozycja ma w sobie coś z "Biegnącej z wilkami", jednak więcej w niej tytułowych bogiń, a mniej baśni i opowieści historycznych. "Boginie w każdej kobiecie" to szczegółowa podróż po kobiecej psychice, która nakreśla, jak pogodzić wewnętrzne boginie, by żyć w zgodzie z własną prawdziwą naturą. Kariera czy rodzina? Namiętny romans czy stabilne małżeństwo? Kompromis czy ostra rywalizacja? Pieniądze czy satysfakcja z pracy? Takie decyzje nie są łatwe, bo na naszą psychikę wpływają różne, czasem sprzeczne, siły wewnętrzne, przez autorkę przedstawiane pod postacią greckich bogiń. Hera pogania: "Kiedy wreszcie wyjdziesz za mąż?". Dla Demeter najważniejsze są dzieci. "Używaj życia, póki czas" - kusi Afrodyta. "Jeśli chcesz zrobić karierę, musisz skupić się tylko na tym" - ostrzega Atena. Której posłuchać? Jak dokonywać mądrych wyborów? Pomaga w tym Jean Shinoda Bolen, która od blisko 40 lat jest profesorem psychiatrii. Mieszka w USA i wykłada na University of California w San Francisco.

Sylwia Chutnik, 'Cwaniary', Wydawnictwo: Znak Literanova. Sylwia Chutnik, "Cwaniary", Wydawnictwo: Znak Literanova.

Książka do bólu współczesna, a jednocześnie ponadczasowa. "Cwaniary" to przede wszystkim powieść o kobietach silnych, bezkompromisowych i szalenie mądrych, a jednocześnie wrażliwych i skrzywdzonych. Halina, Celina, Stefa i Bronka walczą o sprawiedliwość względem kobiet. Walczą dosłownie. Halinie brzuch przeszkadza na tyle, że nie może już sobie pozwolić na walkę wręcz. Radzi sobie metalową pałką. Celina delikatnie wykręca ręce i stosuje ulubiony chwyt, aż człowiekowi łzy stają w oczach. Bronka potrafi wyprowadzić perfekcyjny cios, choć nosi szpilki i służbową garsonkę. Stefa ma fioletowy siniak pod okiem i dwójkę dzieci.

(Sylwia Chutnik, "Cwaniary", Wydawnictwo: Znak Literanova)
Mokotowski gang kobiet pomści niewybaczalne krzywdy. Ratuje kobiety uwięzione między odkurzaczem i pralką. Słyszy każdą wołającą o pomoc. A kiedy nie można już ukryć siniaków, a rozpacz wygrywa z wściekłością, superbohaterki wlatują przez otwarte okno i biorą w ramiona.

„Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet”, Francesca Cavallo, Elena Favilli

Francesca Cavallo, Elena Favilli, „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet', Wydawnictwo: Debit. Francesca Cavallo, Elena Favilli, „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet", Wydawnictwo: Debit.

Tę książkę powinna znać każda dziewczynka i młoda kobieta, choć zachęcam, by zapoznać się z nią niezależnie od wieku i płci. „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” to nowe wersje bajek, opowiadające historie niezwykłych kobiet - od Elżbiety I po Serenę Williams. Kobiet, które odmieniły bieg historii, mają na swoim koncie wyjątkowe naukowe odkrycia, były pionierkami i geniuszami w dziedzinie sztuki, walczyły o najważniejsze prawa ludzi, pokonywały przeciwności losu. Książka została zilustrowana przez sześćdziesiąt artystek ze wszystkich zakątków świata, wszystkie historie są utrzymane w konwencji bajki i każda składa się z jednostronicowego tekstu oraz wyjątkowego portretu. „Każda z tych stu historii dowodzi, że wierząc w coś całym sercem, zyskujemy siłę, by zmieniać świat” – czytamy w przedmowie. Ten zbiór zainspiruje nie tylko najmłodszych, ale i nieco starszych do tego, by wierzyli we własne siły, marzyli odważnie i pielęgnowali w sobie wewnętrzną siłę.

"Opowieść podręcznej",  Margaret Atwood

Margaret Atwood, 'Opowieść podręcznej', Wydawnictwo: Wielka Litera. Margaret Atwood, "Opowieść podręcznej", Wydawnictwo: Wielka Litera.

Na koniec książka, która stała się współczesnym symbolem walki o prawa kobiet, mimo, że po raz pierwszy została wydana ponad 30 lat temu. "Opowieść podręcznej" kanadyjskiej pisarki Margaret Atwood to wstrząsająca historia o przyszłości kobiet w świecie, w którym reżim i ortodoksja są jedynym prawem, a jedyną słuszną rolą kobiet jest rodzenie dzieci. Główną bohaterką jest Freda, Podręczna w Republice Gilead. Może opuszczać dom swojego Komendanta i jego Żony tylko raz dziennie, aby pójść na targ, gdzie wszystkie napisy zostały zastąpione przez obrazki, bo Podręcznym już nie wolno czytać. Co miesiąc musi pokornie leżeć i modlić się, aby jej zarządca ją zapłodnił, bo w czasach malejącego przyrostu naturalnego tylko ciężarne Podręczne mają jakąś wartość. Na podstawie „Opowieści podręcznej” Atwood, ponad 30 lat po jej wydaniu, powstał amerykański serial, który już od emisji pierwszego odcinka stał się fenomenem i jedną z najgłośniejszych produkcji ostatnich lat. "Opowieść podręcznej" dała przyczynek do wielu ważnych dyskusji, toczących się współcześnie niemal na całym świecie. Dyskusji o tym, czy przerażająca historia Atwood mogłaby okazać się naszą rzeczywistością.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Anna Dereszowska: „Świat byłby straszny, gdyby nie było w nim miejsca na książki”

Anna Dereszowska w spocie promującym plebiscyt Książki Roku 2020. (Fot. materiały prasowe)
Anna Dereszowska w spocie promującym plebiscyt Książki Roku 2020. (Fot. materiały prasowe)
Kocha literaturę, zarówno w formie relaksu, jak i… pracy. Bo zawodowo czyta audiobooki. W domu ma zatrzęsienie książek, zdarza się jej czytać kilka pozycji w jednym czasie. Anna Dereszowska opowiedziała nam o swojej miłości do czytania, książkach jej dzieciństwa i zarażaniu czytelniczą pasją swoich dzieci.

Jaką książkę ostatnio pani przeczytała?
„Firefly Lane” Kristin Hannah i jest to książka, która bardzo mi chodzi po głowie. Mimo, że to wyciskacz łez, cieszę się ogromnie, że miałam okazję ją przeczytać, zarówno nagrywając jej audiobooka, jak i później, prywatnie. Lubię książki z rodzaju takich „czytadeł” – to jest coś, co mnie odpręża, co jest mi potrzebne na co dzień. Mam wystarczająco dużo stresu i spraw do załatwienia, dlatego z przyjemnością sięgam po taką literaturę.

Czy w świecie, którym włada Internet, media i format wideo, jest jeszcze miejsce na książki?
Oczywiście, że tak! Świat byłby straszny, gdyby nie było w nim miejsca na książki. Literatura jest niezwykle istotna, dlatego wraz z narzeczonym wkładamy ogromny wysiłek w to, by nasze dzieci czytały. I okazuje się, że to działa. Córka, mimo że jest pełnokrwistą nastolatką i ma na głowie nauczanie zdalne, a co za tym idzie spędza mnóstwo czasu przy komputerze i telefonie, kocha czytać. Niedawno byliśmy na urlopie na Zanzibarze i Lenka w trakcie dwóch tygodni naszego pobytu tam przeczytała trzy i pół książki, a nie były to krótkie opowiadania.

Nie wszystkie dzieci jednak łapią książkowego bakcyla. Przypuszczam nawet, że większość z nich uważa książki za nieco przestarzałą formę rozrywki. Jak więc zachęcić dzieci do czytania?
Dzieci są zwierciadłem rodziców. To, jak myślą o świecie, jak podchodzą do drugiego człowieka, w jaki sposób komentują rzeczywistość, to wszystko jest odbiciem rodziców. Dotyczy to też książek. Jeśli dzieci widzą, że rodzice czytają, że literatura jest istotną częścią ich życia – sięgają po książki. Najważniejszy jest dobry przykład.

Podobnie jest z nauczycielami. Moja córka ma wspaniałą nauczycielkę języka polskiego, która ma świetne, nowatorskie podejście do dzieci i właśnie swoim przykładem zachęca je do czytania. W jej klasie dzieci nie czytają tylko lektur, ale też nowości wydawnicze, które ona sama przeczytała i poleca lub takie, które dzieci same wybierają. Należy się więc wielki ukłon w stronę polonistów, którzy są nauczycielami z powołania i podchodzą do młodzieży w bardzo zaangażowany sposób.

Co czytają pani dzieci?
Mamy w domu zatrzęsienie książek. Wczoraj z synem czytaliśmy książkę „Byli sobie wynalazcy” Alberta Barille, bardzo ciekawa. Na święta Maks dostał w prezencie wspaniale wydaną przez wydawnictwo Dwie Siostry książkę „Daj gryza. Smakowite historie o jedzeniu”. Uwielbiamy tez czytać książki Grzegorza Kasdepke. Z kolei Lenka próbowała ostatnio przebrnąć przez „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza.

Na jakich książkach pani się wychowała?
Pamiętam przede wszystkim pierwsze wydania „Poczytaj mi mamo”, ale też wiersze Jana Brzechwy, „Przygody kota Filemona” Marka Nejmana i Sławomira Grabowskiego, „Daktyle” Danuty Wawiłow - to były takie moje ukochane książki, które czytałam z rodzicami i które czytałam również swoim dzieciom. To książki, które kompletnie się nie zestarzały i sięgamy po nie z wielką radością.

Książki potrafią inspirować, zachwycać, czasem nawet zmieniać podejście do życia. Jaki tytuł jest pani szczególnie bliski?
„Mag” Johna Fowlesa. To książka, którą pierwszy raz przeczytałam będąc w liceum i od tamtej pory wracałam do niej parokrotnie. Odkrywam ją za każdym razem na nowo. Nie jest to wybitnie głęboka literatura, ale czyta się ją naprawdę wspaniale. A uwielbiam ją przede wszystkim dlatego, że czuję sentyment właśnie do czasów licealnych, kiedy moje życie się zupełnie zmieniało i kształtował się mój sposób myślenia.

Uwielbiam też „Buszującego w zbożu” J.D. Salingera i do niego mam chyba jeszcze większy sentyment, bo jego fragment mówiłam na egzaminach wstępnych do Akademii Teatralnej. Przypuszczam, że dzięki temu fragmentowi, a był on mi bardzo bliski, dostałam się do akademii.

Lubi pani sięgać również po nowości wydawnicze, często wiąże się to z pracą jako lektorka audiobooków. Czy istnieje tytuł, który mogłaby pani nazwać książkowym odkryciem ostatnich lat?
Zdecydowanie „Król” Szczepana Twardocha. To stosunkowo nowa książka, do której już zdążyłam wrócić. Uwielbiam też „Krótką historię czasu” Stephena Hawkinga, bo mimo tego, że jej temat jest trudny, napisał ją przecież wybitny intelektualista, czyta się ją z zapartym tchem.

Skoro była mowa o ukochanej książce, to jakie jest pani ukochane miejsce do czytania?
Do czytania potrzebuję klimatu, dlatego też bardzo lubię czytać w pracy! Uwielbiam zawodowo czytać audiobooki. To taki moment, kiedy muszę mieć wyłączony telefon, jestem sama, mam zazwyczaj jedynie zapaloną lampkę nad książką. I czytam. 4 godziny, bez przerwy. Jestem wtedy totalnie zaangażowana w historię z książki, nic nie odrywa mojej uwagi, nie słyszę wołania „mamo!”. Totalny relaks z książką, z którego jestem rozgrzeszona, bo przecież jestem w pracy.

Zdarza się pani sięgać po ebooki?
Czytam ebooki, choć nie ukrywam, że wolę książki w tradycyjnej formie. Jednak z racji tego, że mamy bardzo dużo książek w domu i staram się podchodzić do życia ekologicznie, czytam też książki w formie elektronicznej. Do kupna książek, razem z narzeczonym, podchodzę rozważnie. Te, które kupujemy, nie są przypadkowe. Czytamy o nich, sprawdzamy, pytamy znajomych czy są warte uwagi. Często też przed kupnem czytamy fragmenty, zawsze z legalnego źródła. Kiedy nie jestem przekonana, że dana książka jest „moją książką”, że chcę ją mieć na swojej półce, ale mam ochotę ją przeczytać – wybieram ebooki.

Czy oddała pani już swój głos w plebiscycie Książki Roku 2020?
Jest to jeszcze przede mną. Tak jak mówiłam w filmiku promującym akcję, być może oddam swój głos z wanny. (śmiech) A tak na poważnie, mam parę tytułów, które jeszcze chciałabym przeczytać, a plebiscyt trwa do końca lutego, więc mam czas. Wierzę w to, że plebiscyt zachęci ludzi do czytania książek i że tak różnorodne grono ambasadorów akcji zaszczepi w swoich odbiorcach miłość do literatury.

Głosy na Książki Roku 2020 można oddawać od 1 do 28 lutego 2021 pod adresem: https://lubimyczytac.pl/plebiscyt

  1. Kultura

Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku

Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku. (Fot. materiały prasowe)
Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Co sprawia, że wracają do nich kolejne pokolenia czytelników? Co jest w nich tak wyjątkowego? I dlaczego warto zajrzeć do nich akurat teraz? Klasykę literatury poleca szefowa kultury „Zwierciadła”.

George Orwell "1984", W.A.B.

George Orwell publikując krótko po II wojnie światowej swoje „1984”, może i domyślał się, że stworzył jedną z najważniejszych powieści XX wieku. Jednego na pewno przewidzieć nie mógł – że ta mroczna historia o totalitarnym państwie i o marzeniu o wolności i byciu kochanym, stanie się w latach 90. inspiracją dla twórców super popularnego reality show. Dzięki któremu nawet ci, którzy z książką nigdy nie mieli do czynienia, wiedzą, że jest ktoś taki jak Big brother. Czyli po polsku Wielki Brat. Naprawdę? No właśnie. „1984” ukazuje się u nas w nowym, zaskakującym tłumaczeniu (poprzednie przekłady pochodziły z lat 50. i 80.) Doroty Konowrockiej-Sawy. A wśród największych zaskoczeń jest brak powieściowego Wielkiego Brata. Tłumaczka jest wierniejsza oryginałowi. Co to znaczy? Odpowiedź w książce.

George Orwell '1984', W.A.B. George Orwell "1984", W.A.B.

Tomasz Mann, "Czarodziejska góra", Muza

Na ten opasły tom, ambitną klasykę literatury światowej, jest podobno w czasach pandemii zwiększony popyt. Przyczyn można by się upatrywać w podobieństwie sytuacji głównego bohatera – młodego niemieckiego inżyniera Hansa Castorpa – do niemal każdego z nas, próbujących jakoś się odnaleźć w wyjątkowych czasach pandemicznej izolacji i zawieszenia w czasie. Castorp przyjeżdża do szwajcarskiego Davos do sanatorium dla gruźlików położonego na szczycie góry, żeby odwiedzić kuzyna. Tyle że zdiagnozowana zostaje u niego gruźlica, i nasz bohater nagle zostaje zamknięty w miejscu, gdzie czas płynie dużo wolniej i gdzie życie ogranicza się do krajobrazu za oknem, własnego pokoju i jadalni, krótkich spacerów. Brzmi znajomo? Tomasz Mann pisał „Czarodziejską…” najpierw z myślą o krótkim opowiadaniu, tymczasem pracował nad nią aż dwanaście lat. A noblistka Olga Tokarczuk w jednym z nie tak dawno udzielonych wywiadów zdradziła, że tę powieść czytała pierwszy raz jako 15-latka, a ostatnio wróciła do niej po raz szósty.

Tomasz Mann, 'Czarodziejska góra', Muza Tomasz Mann, "Czarodziejska góra", Muza

Osamu Dazai "Owoce wiśni", Czytelnik

Shūji Tsushima (1909-1948), znany bardziej pod swoim literackim pseudonimem Osamu Dazai to jeden z najważniejszych XX-wiecznych japońskich pisarzy. Trzeba przyznać, że był pesymistą. Marzył o innej Japonii, ale jej nie doczekał. I to z rozczarowań powstała poruszająca proza: powieści i opowiadania. Jego „Owoce wiśni” to zbiór tekstów o miłości, żałobie, wojnie. Autor uchwycił stan ducha młodego pokolenia lat 30. i 40. „Kto wie, przyszłość może pokaże, że te nasze osobiste, fragmentaryczne opisy codzienności okażą się bardziej wiarygodne niż dzieła tak zwanych historyków”, pisał tyle dekad temu, mając rację. Na uwagę zasługuje też doskonały przekład Katarzyny Sonnenberg-Musiał. Bezpośrednio z japońskiego, co ważne, bo w przypadku literatury z tego kraju nadal zbyt często zdarzają się tłumaczenia wersji angielskich, zawsze ze stratą dla tekstu.

Osamu Dazai 'Owoce wiśni', Czytelnik Osamu Dazai "Owoce wiśni", Czytelnik

Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem", Albatros

W zeszłym roku głośno było o tym, że w Stanach HBO usuwa z platformy streamingowej „Przeminęło z wiatrem” z Vivien Leigh i Clarkiem Gablem. Z zapowiedzią, że tytuł wróci na platformę, ale towarzyszyć mu będzie potępiająca rasizm dyskusja o historycznym kontekście filmu. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy to aby nie za daleko idąca polityczna poprawność, lektura tekstu źródłowego, czyli powieści Margaret Mitchell z 1936 roku wiele w tym temacie rozjaśnia. I nie chodzi tylko o romantyzowanie secesji, niewolnictwa i handlu ludźmi. Czytamy tu na przykład, że poczciwa Mammy, niania Scarlett O’Hary „waruje w głębi pokoju jak wielki czarny cerber”. Że jej czarna twarz jest „smutna jak morda skrzywdzonego zwierzęcia”, z kolei Atlanta „jest pełna wyzwolonej murzyńskiej hołoty”. Warto mieć świadomość, że i film i książka są znakiem swoich czasów. I być na to przygotowanym sięgając po tę klasykę literatury, powieść – trzeba przyznać – świetnie skonstruowaną (nagrodzoną w 1937 roku Pulitzerem). Której ukazało się u nas niedawno specjalne ilustrowane wydanie – aż 1000-stronicowe.

Margaret Mitchell 'Przeminęło z wiatrem', Albatros Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem", Albatros

Shirley Jackson "Loteria", Wydawnictwo Marginesy

Przypadek „Loterii” jest dowodem na to, jak mało jest znana w Polsce klasyka literatury amerykańskiej. W Stanach Zjednoczonych „Loteria” to lektura szkolna. Dzieło pisarki Shirley Jackson, która mimo że zmarła stosunkowo młodo, bo w wieku 49 lat, zostawiła po sobie obszerny dorobek. Stała się też bohaterką i autorką skandalu, jaki wybuchł po tym, jak w 1948 roku „New Yorker” opublikował „Loterię” na swoich łamach. Redakcję już na drugi dzień po publikacji zalewać zaczęła fala listów od czytelników. Wiele osób przekonanych, że był to reportaż, a nie literacka fikcja, domagało się wyjaśnień. Jeszcze inni byli tak wstrząśnięci, że zrezygnowali z prenumeraty magazynu. Co wywołało wzburzenie? Żeby nie psuć nikomu suspensu, starczy chyba powiedzieć, że to coś dla tych, którzy lubią straszne historie. „Loteria” oryginalnie jest opowiadaniem, ale polski czytelnik może je poznać dzięki powieści graficznej. Stworzonej współcześnie przez wnuka pisarki Milesa Hymana. Niewiele tu słów, wiele klimatycznych kadrów, doskonale oddających specyficzny rytm opowiadania i tak samo budujących napięcie aż do finałowej sceny.

Shirley Jackson 'Loteria', Wydawnictwo Marginesy Shirley Jackson "Loteria", Wydawnictwo Marginesy

  1. Materiał partnera

Nikt nie jest tylko tym, na kogo wygląda. "Mistyfikator" Joanny Parasiewicz

Joanna Parasiewicz,
Joanna Parasiewicz, "Mistyfikator", Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Fascynująca opowieść o inności i odrzuceniu, lęku przed przemijaniem i maskach, za którymi każdy z nas się ukrywa. A także obraz codziennego życia w wielokulturowym Lwowie i ciemna strona Berlina lat 20., zwanego Sodomą i Gomorą Europy.

Joanna Parasiewcz w swojej nowej książce „Mistyfikator” snuje opowieść o Wiktorze Foglu, synu wariata i odmieńcu, wyśmiewanym z powodu nędznego pochodzenia oraz białej skóry i czerwonych oczu albinosa. Życie śmierdzącego zgniłą rybą sieroty z lwowskich podwórek zmienia spotkanie ze słynnym charakteryzatorem Miejskiego Teatru, który wprowadza go w tajniki kamuflażu,  a równocześnie uczy sztuki przetrwania w nieprzyjaznym świecie.

Pamiętaj, drogi Wiktorze, ludzie szukają dróg na skróty i często widzą to, co chcą zobaczyć. Albo to, co im umiejętnie pokażesz.
Wiktor Fogiel  z artyzmem tuszuje defekty urody i ściera upływ czasu z twarzy. Chce jednak czegoś więcej – chce czas oszukać…
Czas był pracodawcą Wiktora Fogla. Większość klientek zjawiała się w salonie o strzelistych oknach właśnie z jego powodu: pragnęły zetrzeć upływ czasu z więdnących twarzy, opadających powiek, kącików ust, szyi i policzków.
Wiktor Fogiel w poszukiwaniu lepszego życia opuszcza spalający się w ogniu narodowych ambicji Lwów i udaje się do Berlina – miasta rozpusty i dekadencji, domów uciech i kabaretów. Otacza go sława geniusza charakteryzacji i alchemika, który wynalazł eliksir młodej skóry. Dokąd zaprowadzą go podziw, pieniądze i namiętność…

- Do stworzenia historii Wiktora Fogla zainspirowała mnie broszurka wydana na potrzeby teatrów prowincjonalnych w XIX wieku – mówi Joanna Parasiewicz. - Był to wiekowy przewodnik po scenicznych makijażach i fryzurach. Instrukcje używania bielidła lub palonego korka, a także rady w temacie sztukowanych nosów z gipsu odsłaniały inny świat. Z praktyk i porad fachowców z wędrownych trup wyłaniał się teatr nieco inny, niż znamy. Pierwowzorem teatralnego wygi stał się Nikitin, Nikitin zaś potrzebował mieć czeladnika, ucznia, który w efekcie szybko przerósł mistrza…

Rozmawiamy z Joanną Parasiewicz, autorką „Mistyfikatora”, o czasie i jego przemijaniu, o talencie, który bywa błogosławieństwem i przekleństwem, a także o  miłości do wielokulturowego Lwowa i Berlina czasów swinga.

Cytując słownik, mistyfikacja to celowe wprowadzenie kogoś w błąd przez nadanie czemuś pozorów prawdy. Tym właśnie zajmuje się Wiktor Fogel, bohater Pani książki „Mistyfikator”?
Wiktor Fogel jest geniuszem charakteryzacji. Wykorzystuje swoje umiejętności, by ukryć czyjeś defekty bądź wydobywać piękno i im więcej wie, tym bardziej fascynuje go proces przeobrażania. Klientki czy pacjenci oddają się w jego ręce, ponieważ pragną czuć się lepiej w swojej skórze. A on akurat wyśmienicie potrafi im w tym pomóc.

Sławę i znaczenie buduje na ludzkim lęku przed przemijaniem, przed utratą młodości i urody?
Wiktor stał się poniekąd ofiarą fenomenalnego talentu. On nie łaknął sławy, ponieważ praca teatralnego charakteryzatora, przygotowanie aktora do roli, w zupełności go satysfakcjonowały. Jest taki moment w powieści, w którym Wiktor orientuje się, że jego umiejętności oferują mu pewną moc i możliwości, których nie miał wcześniej, niemniej do gigantycznej popularności przyczyniła się, jakbyśmy dziś powiedzieli, potrzeba rynku.

Czy rozpoczynając pracę nad książką, wiedziała Pani dokładnie, kim będzie i jak potoczą się jego losy, a może Wiktor Fogel wymknął się spod kontroli i kierował Pani „piórem”?
Zgodnie ze sztuką stworzyłam plan powieści wraz z rozpisaniem na role. Z czasem zauważyłam, że więcej energii pochłania mi planowanie niż samo pisanie. Zabrałam się więc za pisanie i wtedy o tym, co będzie dalej, decydowali już bohaterowie, których nagle dopuściłam do głosu.

Stworzyła Pani w powieści świat bez czerni i bieli, złożony, niejednoznaczny…
Moi bohaterowie kochają albo nienawidzą, bywają pełni sprzeczności i rzadko są „letni”. Targają nimi namiętności lub zwątpienie, niemal każdy kryje jakiś sekret. Jeśli przyznam, że inspirowało mnie życie, to będzie to tak banalne, jak najbardziej zgodne z prawdą.

Bohaterów „Mistyfikatora” łączy „trudny start”, doświadczenie inności i związanego z nim odrzucenia, determinacja w dążeniu do celu, pragnienie doskonałości... Istotą życia jest rozwój?
Wiktora i Lolę łączy talent, ale przede wszystkim zapał do tytanicznej pracy, która zmusza oboje do nieustannego doskonalenia umiejętności. Jedno w tej determinacji odnajduje sens życia, drugie zaś ukojenie.

Pasja i talent bywają błogosławieństwem i przekleństwem. Czym były dla Wiktora Fogla?
Pasja stała się dla Wiktora, chłopaka z dołów społecznych, przepustką do lepszego świata.

A miłość i namiętność?
Miłość i namiętność odkrył nieco później, ale to one wyzwoliły tę ciemną stronę geniuszu.

W Pani książce epizodycznie pojawia się wątek początków operacji zmiany płci i badań nad dysforią płciową. Czemu wydało się to dla Pani ważne?
Historia operacji zmiany płci jest młodą dziedziną. Niemniej, ponieważ powieść jest m.in. o pragnieniu przeobrażenia się i różnych przesłankach, jakie za tym stoją, a także o zmianie, która często oznacza trudne decyzje, niezrozumienie i poczucie wyobcowania, ten wątek naturalnie wpisywał się w moją opowieść.

Fascynująco opowiada Pani o Lwowie i Berlinie lat 20., które są tłem akcji „Mistyfikatora”. Dlaczego Lwów i Berlin, a nie na przykład Warszawa i Paryż?
Warszawa oraz Paryż są tłem akcji powieści „Uskrzydleni”, stąd wraz z „Mistyfikatorem” chciałam Czytelników zabrać do magicznego Lwowa i tętniącego dekadencją Berlina. Zarówno Berlin jak i Lwów są jednymi z moich genius loci i miastami, których klimat mnie urzeka. W Berlinie mam swoje ulubione miejsca, zaś Lwów jest w stanie oczarować każdego. Fascynuje mnie czułe piękno tego miasta, nostalgia, która unosi się między nadgryzionymi zębem czasu fasadami kamienic. Ta historia, która jest obecna na każdym kroku: na włazach studzienek z nazwami polskich firm sprzed wieku, misternym wykuszu nad oknem, podniszczonym witrażyku w bramie podwórka – studni, gdzie tak niedawno obchodzono jedne po drugich święta: katolickie, żydowskie i ewangelickie. Jest kilka miast, które kryją w sobie podobną magię i stąd staram się umieszczać tam akcję historii, żeby Czytelnika nimi zauroczyć i zaciekawić.

Codzienne życie „biednego Lwowa”, lwowscy artyści i ekscentrycy, ale też petersburska biała emigracja w Berlinie i tajemnice miasta świateł. Przedstawienie realiów wymagało zapoznania się z dokumentami, pamiętnikami…
Podczas pracy nad „Mistyfikatorem” wspomnienia i dokumenty dotyczące samego Lwowa urosły w stosik półmetrowej wysokości. Czytam sporo, niemniej zanim osadzę akcję w danym miejscu, muszę je odwiedzić osobiście. Czy jest to berliński Alexanderplatz, okolice Marmolady w austriackich Alpach - teatrum frontu pierwszej wojny czy wypalony ślad po Synagodze Złotej Róży we lwowskiej dzielnicy żydowskiej - potrzebuję poczuć klimat miejsca. Fabuła musi „siedzieć” w ówczesnych realiach. Równolegle zagłębiam się w ówczesną prasę i wspomnienia, korzystam z dobrodziejstw zagranicznych antykwariatów. To mrówcza praca, ale aby stworzyć wiarygodną scenę, potrzebuję wiedzieć, jakimi ulicami chodzą bohaterowie i jak wygląda okolica, co widzą z okna i co jedzą, a potem - gdzie się pójdą rozerwać? Dopiero gdy mam niezbędne szczegóły, konieczne rekwizyty, mogę zacząć opowiadać historię i tu jest prościej, bo ludzkie namiętności, obawy czy pragnienia są takie same, niezależnie od epoki i dekoracji.

W książce pojawia się cała plejada postaci, w tym kobiet, wykraczających poza przeciętność lub wyrzuconych na margines z powodu ułomności czy sposobu życia. Co Panią inspirowało?
Każdą postać lepię z kawałków, np. zaczynam od znaków szczególnych - tembru głosu czy dziwactw i nigdy nie jest to ktoś, kogo osobiście znam. Pracując nad bohaterem, nawet tym z trzeciego planu, dużo o nim myślę, a gdy już umiem długo o nim opowiadać, osadzam w wybranym kontekście, gotowych dekoracjach i zestawiam z innymi. Obserwuję, jakie interakcje zachodzą. To prawda, że nikt nie jest do końca dobry ani skończenie zły, ponieważ wszystko zależy od sytuacji, w jakiej się znajdzie, i jakiej naturze pozwoli wówczas dojść do głosu.

Czym dla Pani jest pisanie?
Pisanie jest moim sekretnym sposobem na podróże w czasie. Jest także życiową potrzebą, ponieważ ktoś kiedyś stwierdził, że zawsze pojawi coś do opisania, jakaś opowieść do podzielenia się. Jako opowiadacz historii mam w sobie potrzebę eksponowania tematów, które są niepopularne albo przykurzone. Stąd wielka wojna i początki lotnictwa w „Uskrzydlonych” i stąd na przykład Lwów, o którym mogłabym mówić bez końca. A że stale odkrywam takie arcyciekawe miejsca i zapomniane historie, to mam ochotę dalej pisać.

Jeszcze w tym roku ukaże się Pani kolejna książka. Uchyli pani rąbka tajemnicy?
Z przyjemnością. Nakładem Wydawnictwa Szara Godzina ukaże się historia żydowskiej baletnicy, tancerki prestiżowej berlińskiej szkoły w przededniu piekła nazizmu. Tę historię dawno temu usłyszałam od mojej przedwojennej cioci i miałam takie postanowienie, aby kiedyś opowiedzieć o Malce Freiman.

Joanna Parasiewicz absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistka prawa międzynarodowego. Frankofilka i wielbicielka kultury żydowskiej. Na co dzień zajmuje się działaniami promocyjno-marketingowymi jednej ze spółek technologicznych. Teksty jej autorstwa publikowane są w mediach biznesowych i branżowych. „Mistyfikator” to kolejna książka w jej dorobku po „Uskrzydlonych”, powieści historycznej o pierwszych lotnikach i czasach Belle Époque. 

„Mistyfikator” Joanny Parasiewicz ukaże się nakładem Wydawnictwa Szara Godzina 15 lutego 2021 r. Powieść będzie dostępna w internetowych i stacjonarnych księgarniach w całej Polsce. Poniżej fragment książki.

Joanna Parasiewicz, 'Mistyfikator', Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe) Joanna Parasiewicz, "Mistyfikator", Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe)

O czym marzysz, Wiktorze? Siny kłąb dymu leniwie rozpuszczał się w powietrzu i pokój wypełniał słodkawy zapach. – Ja wiem o czym – odpowiedziała, nie czekając na odpowiedź. – Marzysz o lepszym życiu, prawda? Jak każdy, ale nie każdy potrafi o to tak uparcie walczyć. – Posłała mu uśmiech kota z Cheshire. – Uwierz mi, znam wielu mężczyzn, ale rzadko spotykam takich, którzy naprawdę wiedzą, czego chcą od życia.

Wracając, chciał zajrzeć do madame Passerman, ale w pracowni gorsetów, podobnie jak w antykwarni Icka Szrajera, zakładzie jubilerskim Zimmermana i kaszarni Zalcmana, wszystkie drzwi i okna straszyły zabite na głucho nieheblowanymi deskami. Ktoś coś na nich obelżywego napisał, ktoś coś obelżywego wymalował. Wtedy Wiktor po raz pierwszy pomyślał, że to miasto przestało być jego i że zaczynało brakować mu powietrza. Na placach czuwały opancerzone pojazdy, których nikt tu wcześniej nie widział, wciąż przybywało mundurów ukraińskich i mundurów polskich. Przeklinano po ukraińsku i bluzgano po polsku, śpiewano Szcze ne wmerła Ukrajiny ni sława, ni wola, gdzie indziej grzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Na słupach i latarniach plakaty wzywały do obrony polskiego miasta, a obok po ukraińsku do odbicia spod jarzma Poljaków jedynej ojczyzny. Trwała próba sił.

To miasto było inne. Po wielkiej wojnie Berlin kipiał werwą niczym młody kleryk, który drapnął z klasztoru przed ceremonią obłóczyn. Nagle wolny, pełen buzujących pragnień, z szalonym apetytem po nużącym poście. Berlin chwytał życie łapczywie i bliżej mu było do żywiołowej natury Fanny niż ostrożnej melancholii Loli. Powietrze nasycała tu elektryczność spieszących tramwajów i pulsujących reklam. Hałasowały piętrowe autobusy i setki automobili, a granat nocy rozpalały jaskrawe neony. W nocy zresztą mało kto spał, ponieważ zdawała się niespokojna, migotliwa, wciąż było za głośno i zbyt intensywnie. Radośnie.

  1. Kultura

Najlepsze powieści obyczajowe - 5 nowości wydawniczych, które warto przeczytać

Polecamy najlepsze powieści obyczajowe  - 5 nowości wydawniczych. (Fot. materiały prasowe)
Polecamy najlepsze powieści obyczajowe - 5 nowości wydawniczych. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wielowątkowe historie, wzbudzające cały wachlarz emocji oraz ciekawi bohaterowie i ich przeżycia, które mogłyby się przytrafić każdemu z nas. Powieści obyczajowe pokocha każdy, kto chce oderwać się od swojej szarej codzienności w inną, mniej lub bardziej, szarą codzienność. Polecamy dobre książki obyczajowe - 5 nowości wydawniczych. 

"Zjadacz czerni 8" Katarzyna Grochola

Katarzyna Grochola, 'Zjadacz czerni 8', Wydawnictwo Literackie. (Fot. materiały prasowe) Katarzyna Grochola, "Zjadacz czerni 8", Wydawnictwo Literackie. (Fot. materiały prasowe)

Najlepsze książki obyczajowe - jaki autor jako pierwszy przychodzi na myśl? Z pewnością Katarzyna Grochola! Jej najnowsza powieść "Zjadacz czerni 8", która swoją premierę będzie miała 10 lutego, to historia oczywiście o miłości. Misterna mozaika postaci, miejsc i zdarzeń. Zaskakujący splot ludzkich losów, których tylko z pozoru nic nie łączy. I ON – zjadacz czerni. I tajemnicze 8. Historie bohaterów łączą się we wzór, który dla nich pozostaje nierozpoznany, a mimo to ma sens, jak wiele sytuacji, miejsc i zdarzeń w naszym życiu. Miłość nie jest jednowymiarowa, określona i zamknięta w ramie. Nie sprowadza się tylko do tęskniących za czułym dotykiem kochanków. Jest szansą na człowieczeństwo, mimo wszystko i na przekór. I jeśli podejmiemy próbę zrozumienia drugiego człowieka, może zdarzyć się cud. I o tym jest ta poruszająca powieść obyczajowa. O tęsknocie, nadziei i głębokim sensie przypadków, za które nie zawsze jesteśmy wdzięczni losowi.

"Droga, którą przeszłam" Agata Przybyłek

Agata Przybyłek, 'Droga, którą przeszłam', Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe) Agata Przybyłek, "Droga, którą przeszłam", Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe)

"Zamruczę ci" Agata Bieńko

Agata Bieńko, 'Zamruczę ci', Wydawnictwo Kobiece. (Fot. materiały prasowe) Agata Bieńko, "Zamruczę ci", Wydawnictwo Kobiece. (Fot. materiały prasowe)

Pod kołami samochodu Pauli ginie czarny kot, któremu niechcący odebrała ostatnie – siódme – życie. Właścicielka kota, stara cyganka, rzuca na dziewczynę klątwę. Z początku ta nic sobie z niej nie robi, jednak po roku ma za sobą trzy nieudane związki, niezliczone kłótnie, a do tego jej młodsza siostra właśnie planuje ślub! Nawet jej najlepsza przyjaciółka i współlokatorka Zosia, która „zna się na takich rzeczach”, niewiele może zdziałać. Grzegorz jest cenionym i zabójczo przystojnym ginekologiem mającym wokół siebie wianuszek kobiet także po pracy. To typowy gracz, który nie potrafi i nie chce zaangażować się w poważny związek. Dla Pauli miał być przygodą na jedną noc pozwalającą chociaż na chwilę odpędzić jej ponure myśli. Los jednak sprawia, że ciągle na siebie wpadają, mimo tego, że kompletnie nie potrafią się dogadać. Grzegorz nie zamierza stracić z oczu pięknej Pauli, a ta planuje wykorzystać go w nieustającej wojnie z matką, która nie chce dać jej spokoju. "Zamruczę ci" to powieść obyczajowa z przymrużeniem oka i nutką erotyzmu.

"Rozmowy z przyjaciółmi" Sally Rooney

Sally Rooney, 'Rozmowy z przyjaciółmi', Wydawnictwo W.A.B. (Fot. materiały prasowe) Sally Rooney, "Rozmowy z przyjaciółmi", Wydawnictwo W.A.B. (Fot. materiały prasowe)

Najnowsza powieść Sally Rooney, irlandzkiej pisarki, której międzynarodową sławę przyniosła książka "Normalni ludzie", na podstawie której powstał serial dostępny na platformie HBO. "Rozmowy z przyjaciółmi" to pozycja na pograniczu powieści obyczajowej i literatury pięknej. Mieszkająca w Dublinie Frances ma dwadzieścia jeden lat i chłodny umysł obserwatorki. Jest studentką i początkującą pisarką; ze swoją najlepszą przyjaciółką i byłą dziewczyną Bobbi występuje na slamach poetyckich. Przypadkowa znajomość z Melissą, popularną dziennikarką, której mąż Nick jest aktorem, otwiera im drzwi do świata pięknych domów, hałaśliwych przyjęć i wakacji w Bretanii. Gdy Frances i Nick niespodziewanie zbliżają się do siebie, błyskotliwa i stroniąca od uczuć Frances musi po raz pierwszy zmierzyć się ze swoimi słabościami. Premiera książki odbędzie się 24 lutego.

"Powrót" Nicholas Sparks

Nicholas Sparks, 'Powrót', Wydawnictwo Albatros. (Fot. materiały prasowe) Nicholas Sparks, "Powrót", Wydawnictwo Albatros. (Fot. materiały prasowe)

Nicholas Sparks - mistrz romantycznych historii oraz autor, którego praktycznie każda pozycja reprezentuje najlepsze książki obyczajowe. Jego najnowsza powieść "Powrót" utrzymana jest w duchu "I wciąż ją kocham" i "Pamiętnika". Ukrywający się przed światem lekarz i dwie kobiety, których sekrety zmienią jego życie… Trevor Benson nie zamierzał wracać do miasteczka New Bern w Karolinie Północnej. Głównie dlatego, że nie przewidywał, że podczas misji wojskowej, gdzie był lekarzem, dojdzie do tak strasznego wypadku jak ten, w którym został ranny. A wtedy stara, odziedziczona po dziadku chata, wydała mu się idealnym schronieniem. Trevor zdecydowanie nie przewidywał też, że w New Bern znajdzie kogoś, kto poruszy jego serce. Kiedy jednak spotyka Natalie, zastępczynię miejscowego szeryfa, nie może przejść obok niej obojętnie. Ale nawet gdy wydaje się, że Natalie odwzajemnia jego uczucia, nadal pozostaje zadziwiająco odległa… A Trevor zastanawia się, co kobieta ukrywa. Jego pobyt w New Bern dodatkowo komplikuje obecność ponurej nastolatki, Callie, która mieszka w przyczepie kempingowej przy drodze. Trevor ma nadzieję, że Callie wie coś o tajemniczej śmierci jego dziadka i za wszelką cenę próbuje wyciągnąć od niej wskazówki, które mogłyby rzucić na nią nowe światło. Nieustępliwa chęć poznania prawdy pozwoli Trevorowi zrozumieć prawdziwe znaczenie miłości i przebaczenia. I da mu ważną lekcję – o tym, że w życiu, aby iść naprzód, często musimy wrócić do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.

  1. Kultura

Autor kryminałów Bernard Minier o swoich książkach i procesie twórczym

Francuski pisarz kryminałów Bernard Minier zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu. (Fot. Joel Saget/AFP/East News)
Francuski pisarz kryminałów Bernard Minier zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu. (Fot. Joel Saget/AFP/East News)
Bernard Minier, autor serii kryminałów o komendancie Martinie Servazie w roli głównej, kładzie duży nacisk na prawdopodobieństwo wydarzeń. Każdą powieść dokładnie dokumentuje, a szczegóły śledztwa omawia z policjantami. Pytamy go o wydaną ostatnio „Dolinę” oraz o to, jak jego bohater i cała Francja zmieniły się przez dekadę, która upłynęła od premiery pierwszej części cyklu.

„Dolina” to siódma część cyklu kryminałów Bernarda Miniera z komendantem Martinem Servazem w roli głównej (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). (Fot. materiały prasowe) „Dolina” to siódma część cyklu kryminałów Bernarda Miniera z komendantem Martinem Servazem w roli głównej (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). (Fot. materiały prasowe)

W pańskich książkach mamy całą plejadę złożonych charakterów i temperamentów. Począwszy od głównego bohatera – komendanta Martina Servaza. Czytelnicy musieli czekać prawie osiem lat, żeby poznać jego historię. Czy pan od początku wiedział, jaki dokładnie będzie, czy także ewoluował on w pańskiej wyobraźni?
Jeśli dobrze pamiętam, bo seria ma już 10 lat, przeszłość Servaza została przywołana już w pierwszej książce z cyklu, „Bielszy odcień śmierci”. Dowiadujemy się tam, że jego rodzice już nie żyją, zresztą matka zmarła w dość przerażających okolicznościach. To stało się bez wątpienia traumą towarzyszącą bohaterowi przez całe życie, bo nigdy tak do końca nie wyrastamy z dzieciństwa, zwłaszcza po takich doświadczeniach. Oczywiście Servaz ewoluuje w miarę rozwoju fabuły, nie przygotowałem dla niego ścieżki rozwoju, bo nie planuję dokładnie, co będzie w kolejnych książkach. To zależy także w dużej mierze od osób, które spotyka na swojej drodze, jak w ostatnio wydanej „Dolinie”, gdzie wreszcie u jego boku pojawia się kobieta, Léa. To tak jak w życiu, nie wiemy, co przydarzy się nam jutro, kogo poznamy, w którą stronę skręcimy. I staram się zachować taką spontaniczność i pewną niewiadomą także w powieściach. Wracając do naszego bohatera, to od czasów „Kręgu” wiemy także, jak skończył jego ojciec, który nigdy nie doszedł do siebie po śmierci żony. Wpadł w alkoholizm i popełnił samobójstwo. To syn znalazł jego ciało. Czyli historię Servaza znamy tak naprawdę dość dobrze od dawna.

Tak, ale dopiero w „Siostrach” poznajemy początki jego kariery.
Owszem, w pierwszej części powieści jesteśmy świadkami pierwszego śledztwa, w którym uczestniczy Servaz. Zresztą jego zawodowym mentorem jest dość niepoprawny policjant, cierpiący na pewną odmianę borderline. Servaz – co zawsze podkreślam – to ktoś zwyczajny, normalny, kto zostaje skonfrontowany z nadzwyczajnymi okolicznościami. Chciałem w ten sposób uniknąć, mówiąc w dużym uproszczeniu, stereotypowego bohatera kryminału, czyli detektywa pijaka, przemocowego, który ciągle balansuje na krawędzi. Nie, Servaz jest kimś, kogo moglibyśmy mieć w rodzinie czy wśród przyjaciół. Czytelnik mógłby powiedzieć, że zna kogoś takiego. Mimo to oczywiście jest stawiany w sytuacjach, które same z siebie popychają go do ostateczności. Praca w policji, zwłaszcza w wydziałach kryminalnych, pozwala poznać najbardziej brutalną i mroczną część natury ludzkiej, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na osobowość. Nie można się nie zmienić, pozostać nienaruszonym, pracując przez lata w takich warunkach.

Jednak pański bohater zachowuje dużo wrażliwości. Kobieta, z którą spotyka się w „Dolinie”, jest lekarką, pracuje na oddziale dziecięcym, gdzie spotyka się z wszelkimi odmianami cierpienia. Martin zastanawia się, jak Léa jest w stanie to znieść, choć przecież jako policjant wiele widział.
Mimo że sami możemy unieść pewne rzeczy, zastanawiamy się, jak inni to robią. Martin kocha tę kobietę, a kiedy kogoś kochamy, bardziej niepokoimy się o niego niż o siebie samych. Léa jest silna, stanowi dla Martina opokę, punkt zaczepienia. Ma wreszcie kogoś, na kim może się oprzeć. I dlatego myśli: „ja dam radę, ale jak ona może znieść takie rzeczy?!”. Nie uważam się za kogoś nadwrażliwego, jednak, myśląc o lekarzach w szpitalach dziecięcych, zastanawiam się, jak oni są w stanie być świadkami takiego cierpienia, dzień po dniu. To wymaga bardzo silnej konstrukcji psychicznej.

W otoczeniu Servaza jest wiele innych silnych kobiet.
To nie było zamierzone, w trakcie pisania zorientowałem się, że w książce jest sporo silnych postaci kobiecych, które pojawiły się spontanicznie. W „Dolinie” mężczyźni są słabsi od kobiet, to one nadają kierunek wydarzeniom. Mamy Irène z żandarmerii, którą znamy z „Bielszego odcienia śmierci”, jest pani mer miasteczka, która o nie walczy,  jest Léa, która wspiera Servaza. Sam znam wiele silnych kobiet, jednak nie chcę w żaden sposób generalizować, bo literatura opiera się na jednostkach, ich życiu społecznym, prywatnym, intymnym. A jednostki to przeciwieństwo ogółu. To one zwyciężają w powieściach.

Jednostka żyje w społeczeństwie, w określonym środowisku. Życie bohaterów „Doliny” też jest zanurzone w rzeczywistości. Porusza pan aktualne problemy społeczne we Francji, jak agresja wobec policji, dewastowanie kościołów.
Chciałem przedstawić, co zresztą znajdzie się także w kolejnej części cyklu, którą właśnie piszę, obraz dzisiejszej Francji. Nie zapominajmy, że pod koniec 2018 roku i w 2019 roku przeżyliśmy bardzo poważny kryzys społeczny, nazywany ruchem żółtych kamizelek. Demonstracje w całym kraju obywały się w weekendy przez całe miesiące. W Paryżu doszło do zamieszek, zniszczono Łuk Triumfalny, Pola Elizejskie. Manifestacja mieszkańców zamkniętej doliny, którzy zaczynają się burzyć, to odbicie tych wydarzeń.

Zależy panu, żeby fikcja była silnie osadzona w rzeczywistości, a czy także z punktu widzenia geografii? Dorastał pan w Pirenejach, czy dobrze zna pan okolice, o których pisze, czy to raczej wytwór wyobraźni?
Bardzo dobrze znam Pireneje, u ich podnóży spędziłem pierwsze 18 lat życia. Studiowałem w Tuluzie, często tam wracam, znam tamtejszą komendę, regularnie spotykam się z miejscowymi policjantami. Często wymyślam miejsca, które nie istnieją, ale są podobne do prawdziwych, ponieważ te nigdy do końca nie odpowiadają moim potrzebom. Puszczam wodze wyobraźni, ale zawsze na bazie tego, co istnieje w naturze. Na przykład elektrownia wysoko w górach, która pojawiła się w „Bielszym odcieniu śmierci” funkcjonuje naprawdę, jednak gdzie indziej. Generalnie bardzo inspiruję się rzeczywistością, tyle że potem robię syntezę.

Zanim zaczął pan pisać, pracował pan w urzędzie celnym. Czy tamte doświadczenia przydają się jakoś w pisaniu?
Nie, w żaden sposób się do nich nie odnoszę. Przede wszystkim dlatego, że to zupełnie inny rodzaj pracy, inne uprawnienia. A poza tym działanie policji bardzo zmieniło się od tego czasu. To część administracji, która przeszła największą transformację. Widać to bardzo dobrze w „Siostrach”, które toczą się w dwóch epokach. Pierwsza część to lata 90., kiedy śledztwa były bardziej tradycyjne – są przesłuchania, przyznanie do winy. Natomiast w drugiej, rozgrywającej się obecnie, liczą się przede wszystkim ślady DNA, nagrania z kamer czy analiza połączeń komórkowych.

Pracuję w ten sposób, że zbieram informacje, robię dokumentację, rozmawiam z aktywnymi policjantami, pytam ich o szczegóły, które planuję, a oni mi mówią, czy to jest możliwe, czy nie. A jeśli jest możliwe, to jak to przeprowadzić. W „Dolinie” na przykład opisuję przesłuchanie przed komisją dyscyplinarną w policji. I w rzeczywistości wygląda ono tak jak w książce, rozmawiałem z policjantami, którzy mają za sobą takie przesłuchania, i opowiadali mi szczegółowo, jak wygląda procedura i jak silnej przemocy psychicznej byli poddawani. Panuje atmosfera strachu. Odniesienie do faktów jest dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza jeśli chodzi o śledztwo.

A na czym polega relacja policji i żandarmerii? W Polsce nie mamy takiego rozróżnienia, a w pańskich powieściach pojawia się rodzaj napięcia między nimi.
W uproszczeniu policja działa w miastach, żandarmeria – na wsiach, choć są od tego wyjątki. I jeszcze do niedawna jedni podlegali pod ministerstwo spraw wewnętrznych, drudzy – pod ministerstwo obrony. Zdarzają się wspólnie prowadzone śledztwa, ale w zasadzie obie służby bardzo ze sobą rywalizują i wzajemnie opowiadają kawały o sobie. Żandarmi to wojskowi, są postrzegani jako bardziej zdyscyplinowani, dwa najbardziej znane dziś laboratoria są w strukturach żandarmerii, nie policji. Jeśli w powieściach − co podkreślam − policja jest postrzegana lepiej, to dlatego, że żandarmeria mimo wszystko zachowuje image z czasów Louisa de Funèsa i żandarmów z Saint-Tropez sprzed 50 lat. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ale pokutuje.

Wracając do „Doliny”, to mam wrażenie, jakby Servaz odnalazł wreszcie trochę spokoju, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi powieściami, gdzie cały czas się o niego bałam, z pewnością nie jako jedyna. Bo co jeszcze mu się przydarzy...
Oczywiście musi przejść swoje, ale zaczyna żyć spokojniej. Ma koło siebie synka Gustava, więc zajmuje się chłopcem, co składa na niego nową odpowiedzialność, poza tym jest Léa. Tak, mniej się boi, jest mniej samotny. Wcześniej był jak pies czy kot bez właściciela, sam postrzegał siebie jak bezdomne zwierzę. Chciałem dać mu towarzyszkę, dom, trochę życia rodzinnego. Dlatego też, że nie mam ochoty pisać ciągle tego samego, ale i − jak powiedziałem – w życiu wszystko się zmienia i tak musi być też w książkach.

Rzeczywiście, od kiedy się pojawił, minęła dekada.
I nie można zapominać, jak bardzo zmieniła się przez te lata Francja. To już nie ten sam kraj, co w „Bielszym odcieniu śmierci”. Tytułowa „Dolina” to swoisty mikrokosmos, w którym są i piekarnia, i księżna de Guermantes. Odzwierciedla podzieloną Francję, w której społeczeństwo jest rozrywane z każdej strony. Mnożą się podziały społeczne, religijne, polityczne, to zresztą nie tylko problem Francji.

Zawsze zazdrościłam Francuzom umiejętności spokojnego dyskutowania mimo dzielących ich różnic.
To się skończyło. Widać to na przykładzie coraz bardziej agresywnych manifestacji czy w Internecie. W mediach społecznościowych pojawiają się tylko przeciwstawne wizje świata, kiedy ktoś wyraża jakąś opinię, jest dosłownie rozszarpywany przez tych, którzy myślą inaczej. Nie ma mowy o dialogu, od razu pojawiają się groźby, obelgi. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce...

Podobnie, co oczywiście nie jest żadnym pocieszeniem. Powiedział pan, że pisze kolejną książkę. Czy będzie się odnosić do czasów pandemii?
Tak, toczy się obecnie, podczas drugiej fali lockdownu we Francji. Wszyscy noszą maseczki, zatem i policjanci. Oczywiście nie bez przerwy, ale często, i podczas pisania uświadomiłem sobie, jakie to rodzi trudności. Wcześniej pisałem na przykład, że ktoś się uśmiechnął, a dziś nie mogę, bo przecież ukrywa to pod maską. Pozostaje tylko kontakt wzrokowy.

I kiedy ta powieść się ukaże?
Wiosną 2021 roku, kiedy będziemy już po drugiej fali.

„Dolina” także miała się ukazać wczesną wiosną, ale premiera została przesunięta.
Tak, ale miałem dużo szczęścia, bo sezon był bardzo krótki. Książka wyszła w maju jako pierwszy tytuł autora bestsellerów, zaraz po zakończeniu izolacji. Nie wiem, jak w Polsce, bo na przykład w Hiszpanii było inaczej, ale we Francji ludzie się wprost rzucili do księgarń. Pewnie już ich zmęczyło oglądanie seriali, więc sprzedaż książek była bardzo dobra. I to trwało przez całe lato, ale jesień znów przyniosła zamknięcie księgarń, więc premiery wrześniowe nie miały tyle szczęścia. A książka ma bardzo krótki żywot, nie da się już tego nadrobić.

Bernard Minier, francuski pisarz kryminałów. Zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). W 2019 roku Minier został laureatem Honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.