1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Wybrano najpiękniejsze zdjęcia Ziemi widziane z kosmosu

Wybrano najpiękniejsze zdjęcia Ziemi widziane z kosmosu

Zwycięska fotografia Adama Wasilewskiego w konkursie
Zwycięska fotografia Adama Wasilewskiego w konkursie "Seize the beauty of our planet". (Fot. cloudferro.com)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Konkurs "Seize the beauty of our planet" na najpiękniejsze zdjęcie satelitarne Ziemi został rozstrzygnięty. Zwyciężyła niezwykła fotografia obszaru granicznego między Kanadą a Grenlandią autorstwa Adama Wasilewskiego.

„Once upon a time on Ice Floe” - tak Adam Wasilewski zatytułował zdjęcie satelitarne, wykonane w lipcu 2020 roku na platformie Creodias, które później, decyzją internautów, zostało wybrane najpiękniejszym zdjęciem Ziemi w konkursie "Seize the beauty of our planet". Zdjęcie przedstawia obszar na granicy Kanady z Grenlandią i pochodzi z satelity Sentinel-2 programu Copernicus.

'Once Upon a Time on Ice Floe', Adam Wasilewski. (Fot. cloudferro.com) "Once Upon a Time on Ice Floe", Adam Wasilewski. (Fot. cloudferro.com)

Na drugim miejscu znalazła się fotografia autorstwa Magdaleny Świerczek-Gryboś, przedstawiająca okolice miasta Aubari położonego w południowo-zachodniej Libii.

Aubari, Libia, Magdalena Świerczek-Gryboś. (Fot. cloudferro.com) Aubari, Libia, Magdalena Świerczek-Gryboś. (Fot. cloudferro.com)

Natomiast na trzecim miejscu uplasowało się zdjęcie pozyskane przez Adrianę Marcinkowską-Ochtyrę, na którym widać Triest we Włoszech.

Triest, Włochy, Adriana Marcinkowska-Ochtyra. (Fot. cloudferro.com) Triest, Włochy, Adriana Marcinkowska-Ochtyra. (Fot. cloudferro.com)

Konkurs "Seize the beauty of our planet" został zorganizowany przez CloudFerro, dostawcę innowacyjnych usług przetwarzania w chmurze. Wybierano w nim najpiękniejsze zdjęcie Ziemi, wykonane za pośrednictwem platformy CREODIAS, która jest jedną z pięciu platform DIAS (Data and Information Access Services), zbudowanych i obsługiwanych przez CloudFerro w imieniu ESA w ramach programu Copernicus. Zapewnia ona łatwy i otwarty dostęp do ponad 18 petabajtów danych satelitarnych.

Oprócz trzech zwycięskich zdjęć, w konkursie wyróżniono jeszcze 10 - siedem pierwszych miejsc przyznali internauci w drodze otwartego głosowania online, kolejnych sześciu zwycięzców wybrało jury złożone z przedstawicieli Komisji Europejskiej, Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz firmy CloudFerro. Zwycięskie zdjęcia będą tworzyły kalendarz CloudFerro 2021, który trafi do najważniejszych instytucji i organizacji, które zajmują się obserwacją satelitarną Ziemi. Ponadto, autorzy wyróżnionych zdjęć zostali nagrodzeni voucherami na korzystanie z zasobów chmury obliczeniowej platformy CREODIAS, a laureaci trzech pierwszych miejsc otrzymali nagrody rzeczowe.

W kosmosie krąży ponad dwa tysiące satelitów, które zbierają obrazy i najważniejsze informacje o Ziemi i przestrzeni kosmicznej. Dzięki nim pozyskiwana jest ogromna ilość danych, które mogą pomóc służbom publicznym, firmom prywatnym, instytucjom naukowym w zapewnieniu różnorodnych zastosowań i rozwiązań poprawiających jakość naszego życia. Copernicus to ważny program obserwacji Ziemi Unii Europejskiej, koordynowany i zarządzany przez Komisję Europejską i realizowany przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA), którego celem jest świadczenie usług dostarczania danych w czasie zbliżonym do rzeczywistego, aby pomóc nam lepiej zrozumieć naszą planetę i prowadzić bardziej zrównoważoną gospodarkę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Maciej Nabrdalik - fotograf z duszą

Maciej Nabrdalik (Fot. Wojciech Grzędziński)
Maciej Nabrdalik (Fot. Wojciech Grzędziński)
Po studiach informatycznych mógł mieć pracę z przyszłością, a robienie zdjęć traktować jako dziecięcą pasję. A jednak został członkiem prestiżowej agencji fotograficznej i ma na swoim koncie wiele nagród za fotografie prasowe. Jak to jest, kiedy zajmujesz się zawodowo czymś, co cię naprawdę cieszy – pytamy Maćka Nabrdalika.

Studiowałeś informatykę, pracowałeś jako ratownik – jak to się stało, że w końcu wybrałeś fotografię?
Praca ratownika z założenia była zajęciem tymczasowym, pracą wakacyjną; a informatyka – wyborem pragmatycznym, wydawała się oferować atrakcyjną przyszłość. Zresztą pewnie wielu ludzi faktycznie tych atrakcji doświadczyło. Internet pojawił się w Polsce, gdy byłem w liceum. Wciągnął mnie świat, który otwierały komputery. Dzięki nim nawiązałem pierwsze międzynarodowe kontakty, zaczynałem podróżować. Fotografia towarzyszyła mi jako pasja i, jak to w życiu bywa, spotkałem na swojej drodze ludzi, którzy pozwolili mi uwierzyć, że ta pasja i dziecięca fascynacja może stać się również moją rzeczywistością. Do teraz zdarza mi się zastanawiać, jak to możliwe, że zajmuję się zawodowo czymś, co tak bardzo mnie cieszy.

Które z setek wykonanych zdjęć jest dla ciebie najważniejsze?
Ciągle wracam myślami do jednego. To fotografia rodziny uchodźców na brzegu wyspy Lesbos. Sfotografowałem ich tuż po wyjściu z pontonu, w którym ściśnięci z kilkudziesięcioma innymi ludźmi przemierzyli fragment Morza Egejskiego między Turcją a Grecją. Wtedy trudno było uzyskać nawet podstawowe informacje od uchodźców, większość chętnie dawała się fotografować, ale nie chcieli się przedstawiać. Często po wyjściu na brzeg darli swoje paszporty, obawiając się, że prawdziwa tożsamość może im zaszkodzić. Tę rodzinę widziałem dzień później w okolicach portu. Chciałem ponownie nawiązać z nimi kontakt, ale zanim udało mi się zaparkować, zniknęli mi z oczu. Ich obraz niejako prześladuje mnie od tego czasu. Ciekaw jestem, jak potoczyły się ich losy, wyglądali na silnych, w pewien sposób dumnych, i wraz ze znajomym dziennikarzem zastanawiamy się, jak można by ich odszukać, nie narażając ich. Nie chcemy robić tego przez media społecznościowe, bo być może tam, dokąd trafili, nie wszyscy znają ich przeszłość.

Kilka lat temu powiedziałeś, że od zawsze towarzyszył ci mit podróżującego fotoreportera. Czy to Ryszard Kapuściński zaszczepił w tobie takie myślenie?
Ryszard Kapuściński pojawił się na mojej drodze na tyle wcześnie, że zawód reportera funkcjonował w mojej świadomości od najmłodszych lat, bo dzięki mojemu wujkowi dziennikarzowi Kapuściński był w moim rodzinnym domu w dniu, kiedy się urodziłem, i na pamiątkę tego spotkania podpisał tomik swoich opowiadań „Busz po polsku”. Dzisiaj moje podróże nie służą już poznawaniu odległych zakątków świata, choć i to lubię, ale uważam, że reporter czy fotoreporter musi podróżować, bo w innym przypadku łatwo utknąć w bezpiecznej bańce.

Jesteś członkiem prestiżowej amerykańskiej agencji fotograficznej Photo VII, jednym z jej założycieli jest urodzony w Czechach Antonin Kratochvil. To ważna dla ciebie osoba, czego się od niego nauczyłeś?
Antonina chętniej niż nauczycielem nazywam mentorem. Wielu nauczycieli próbuje rzeźbić swoich wychowanków na postawie sztywnych założeń i swoich przekonań. Prowadząc ich za rękę w wyznaczonym przez siebie kierunku, Antonin pozwolił mi odkryć własną drogę. Asekurował, ale na długiej elastycznej linie. Pomógł mi zrozumieć, że każde bez wyjątku doświadczenie, które spotkało mnie w życiu – dobre i złe, może stać się moją siłą.

Krzyzys uchodźczy, 24 września 2015, Skala Sikamineas, Lesbos, Grecja. Rodzina uchodźców z Syrii odpoczywa na wybrzeżu greckiej wyspy Lesbos. (Fot. Maciej Nabrdalik) Krzyzys uchodźczy, 24 września 2015, Skala Sikamineas, Lesbos, Grecja. Rodzina uchodźców z Syrii odpoczywa na wybrzeżu greckiej wyspy Lesbos. (Fot. Maciej Nabrdalik)

Masz też za sobą rok na Harvardzie w ramach stypendium Nieman Foundation, najstarszego i najbardziej renomowanego programu kształcenia dziennikarzy z całego świata. Czego się tam nauczyłeś?
Ha! To będzie długa lista. Oczywiście w sensie dosłownym nauczyłem się wielu rzeczy, studiując u boku wybitnych profesorów, wśród ambitnych i zdolnych młodych ludzi, ale chyba najwięcej dowiedziałem się o sobie samym. Wiele rzeczy tam uporządkowałem, odświeżyłem, ułożyłem na nowo. Celem tego stypendium jest umacnianie dziennikarzy poprzez stworzenie im warunków do rozwoju zawodowego. Myślę, że jednym z ważniejszych elementów tego procesu jest odseparowanie całej grupy od wszelkich bieżących zadań zawodowych. W niemal terapeutycznej atmosferze mogliśmy zastanowić się także, dlaczego robimy to, co robimy. Nauczyłem się patrzeć na sprawy z wielu perspektyw, bo każda wypowiedziana myśl wracała do mnie po chwili w zupełnie nowym kontekście, przefiltrowana przez doświadczenia współstudiujących z różnych zakątków świata. Poza tym nauczyłem się, że zniknięcie z dotychczasowego krajobrazu na cały rok nie powoduje żadnej katastrofy. To doświadczenie pozwoliło mi zwolnić, spędzam mniej czasu w tzw. środowisku, łatwo przychodzi mi wyłączenie się z mediów społecznościowych.

W pewien sposób wszyscy mamy za sobą taki rok „zniknięcia” z krajobrazu… Przez ten czas nasze życie stanęło na głowie. Jak to wpłynęło na fotografię? Czy także tak mocno się zmieniła?
Diametralnie. Z jednej strony łatwiej fotografować ludzi w publicznych miejscach, bo czują się bezpieczniej za maseczkami, z drugiej strony – dużo trudniej o kameralne spotkania i intymne sytuacje, trudniej zostać zaproszonym do czyjegoś domu.

Odwiedzałeś z aparatem oddziały zakaźne, gdzie leżą chorzy na COVID-19.
Realizowałem zlecenie dla „The Wall Street Journal”. Zwykle nie zadaję sobie pytania „po co?”, bo na tym polega moja praca, ale tym razem musiałem sobie na nie odpowiedzieć, ponieważ kilkakrotnie pytano mnie, czy na pewno jestem gotów ponieść ryzyko, które z tym zleceniem się wiąże. Jednak podejmowanie takich decyzji przychodzi mi dość łatwo, bo wierzę w zdobywanie informacji, w uczenie się o świecie z pierwszej ręki. Epidemia wyniosła falę samozwańczych ekspertów, a robiąc zdjęcia na oddziałach, rozmawiając z chorymi, obserwując lekarzy i personel medyczny, rozumiem znacznie więcej niż wcześniej.

Masz na swoim koncie kilka książek, a ostatnia – „OUT” opowiada historie polskich osób LGBTQIA. Dlaczego wybrałeś ten temat?
To temat wybrał mnie. „OUT” należy do całej serii publikacji o społeczności LGBTQIA w różnych miejscach świata, powstałej z inicjatywy amerykańskiego wydawnictwa „The New Press” przy wsparciu fundacji Arcus. Do projektu zaprosił mnie zaangażowany w niego Jurek Wajdowicz, który prowadzi w Nowym Jorku studio graficzne EWS. W odróżnieniu od dwóch poprzednich „OUT” nie jest dla mnie książką fotograficzną – choć zlecono mi ją jako fotografowi i są w niej też oczywiście zdjęcia – a cyklem spotkań z ludźmi, którzy otwierali się przede mną, dzieląc się często najtrudniejszymi doświadczeniami. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Nie potrafię pewnie zrozumieć w pełni tego, jak przeżywają swoje traumy, ale dzięki kilkumiesięcznej pracy wiem, z czym się mierzą, czego się boją i jak bardzo ich życie jest trudniejsze od mojego.

A czego ty się teraz boisz?
Mam wrażenie, że ostatnio pewniej stąpam po ziemi. Nauczyłem się odróżniać lęk, który odziedziczyłem w procesie wychowawczym, od tego, który jest mój, czyli rodzi się z mojej wrażliwości, wiedzy, uczuć. Ten pierwszy konfrontuję do momentu, kiedy spotka się z tym moim. Respektuję granice własnych lęków, bo ufam swojej intuicji, rzadko mnie zawodzi, a aparat i zdjęcia zwykle są świetnym pretekstem do badania tych granic. Ostatnio wiele dotychczasowych doświadczeń nabrało zresztą nowych znaczeń, nawet to zdjęcie, o którym powiedziałem na początku, inaczej mnie dręczy, odkąd jestem tatą. Kwestie relacji, rodziny, pokoleń, poznawania świata nowymi oczami, ale też kruchości życia – zaczynają się jakoś bardziej ze sobą łączyć.

Maciek Nabrdalik, fotograf wielokrotnie nagradzany w polskich i międzynarodowych konkursach fotografii prasowej, w tym World Press Photo, Pictures of the Year International, The Best of Photojournalism. Laureat nagrody za Zdjęcie Roku Grand Press Photo 2007 i nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego.

  1. Kultura

Paszporty Polityki 2020. Oto najciekawsze osobowości minionego roku

Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Dziś wieczorem po raz 28. wręczono Paszporty Polityki, jedne z najważniejszych i najbardziej prestiżowych nagród w świecie kultury. Kogo wyróżniono w tym roku? Prezentujemy pełną listę laureatów. 

Paszporty Polityki to prestiżowa nagroda przyznawana przez tygodnik "Polityka" od 1993 roku. Wymyślił ją wieloletni szef działu kultury Zdzisław Pietrasik. Od 28 lat wręczana jest każdego roku młodym twórcom za wybitne osiągnięcia artystyczne. Artyści nagradzani są w następujących kategoriach: film, teatr, literatura, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna oraz, od 2016 roku, kultura cyfrowa. Od 2002 roku przyznawana jest także nagroda specjalna dla Kreatora Kultury. To wyróżnienie otrzymują osoby lub instytucje, które w sposób szczególny i niestandardowy przyczyniają się do krzewienia kultury polskiej w kraju i na świecie. W tym roku ogłoszono również wyjątkową Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna 2020. Wszystkich laureatów wyłania specjalna kapituła składająca się z dziennikarzy tygodnika "Polityka".

Tegoroczna edycja Paszportów Polityki z pewnością przejdzie do historii. Większość zaplanowanych na 2020 rok wydarzeń kulturalnych odwołano, przesunięto, a w najlepszym razie przeniesiono do sieci. Ucierpieli zatem wszyscy zatrudnieni w tej branży ludzie. Najbardziej – ci najmniej widoczni. Wśród artystów szczególnie mocno dotknięci zostali debiutanci wchodzący do rywalizacji o uwagę w potrzaskanym sezonie oraz ci, którzy są w najlepszym momencie swojej kariery, a ich najwybitniejsze osiągnięcia trafiają do zamrażarki albo prezentowane są na sali z ograniczoną widownią. Widząc, w jak dramatycznej sytuacji są twórcy kultury, tygodnik "Polityka" postanowił zatem  podwyższyć finansowy wymiar nagrody i po raz pierwszy w historii przyznać w tym roku paszportowe „diety” nie tylko nagrodzonym, ale również nominowanym we wszystkich kategoriach.

Wśród nominowanych do Paszportów Polityki w 2020 roku znaleźli się:
  • film: Jan Holoubek, Maciej Cuske, Piotr Domalewski;
  • teatr: Maciej Pesta, Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima, Teatr 21;
  • literatura: Igor Jarek, Mira Marcinów, Patrycja Sikora;
  • sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas, Karol Palczak, Joanna Piotrowska;
  • muzyka poważna: Ania Karpowicz, Krystian Lada, Martyna Pastuszka;
  • muzyka popularna: 1988 (Przemysław Jankowiak), Marek Pędziwiatr, duet Siksa;
  • kultura cyfrowa: Different Tales, One More Level, Ovid Works.

Nazwiska zwycięzców ogłoszono 26 stycznia 2021 roku, podczas gali transmitowanej na żywo przez telewizję TVN. Wręczenie nagród ze względów bezpieczeństwa odbyło się bez udziału publiczności i mediów.

Paszporty Polityki 2020. Najciekawsze osobowości minionego roku według tygodnika "Polityka"

Film: Piotr Domalewski

Reżyser, scenarzysta, dramaturg, aktor (rocznik 1983). Pochodzi z Łomży. Ukończył z wyróżnieniem Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie oraz reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zaczynał jako aktor Teatru Wybrzeże, grając m.in. w spektaklach Anny Augustynowicz. Występował na deskach Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu oraz w warszawskim Teatrze Roma. W 2017 roku jego pełnometrażowy debiut reżyserski „Cicha noc” (na podstawie własnego scenariusza) zdobył Złote Lwy na festiwalu w Gdyni, 10 Orłów i był nominowany do Paszportu Polityki. „Jak najdalej stąd” potwierdza jego autorską oryginalność, wyrażając zbiorowe odczucia Polaków AD 2020.

Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Teatr: Justyna Sobczyk (Teatr 21)

Aktorami Teatru 21 są osoby z zespołem Downa i autyzmem. Bazując na własnych doświadczeniach, poddają krytycznej analizie status prawny i społeczny osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Unikatowym treściom towarzyszy równie oryginalna forma, co razem uczyniło z Teatru 21 jedną z najbardziej cenionych grup teatralnych w kraju. Powstała w 2005 roku, ma na koncie kilkanaście różnorodnych, nierzadko brawurowych i dowcipnych spektakli, wyreżyserowanych przez swoją założycielkę Justynę Sobczyk i zrealizowanych z różnymi instytucjami i artystami. Od 2020 roku Teatr 21 prowadzi Centrum Sztuki Włączającej – społeczną instytucję kultury poświęconą twórczości artystów z niepełnosprawnościami i włączaniu w pole sztuki, kultury i nauki różnorodnych grup społecznych.

Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Literatura: Mira Marcinów

Filozofka i doktor psychologii. Urodziła się w 1985 roku w Szczecinku. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. W 2017 roku ukazał się tom 1. jej „Historii polskiego szaleństwa”. Wcześniej opublikowała „Na krawędzi wolności: szaleństwo jako wybór w filozofii Henryka Struvego” i – wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim – „Niezabliźnioną ranę Narcyza: dyptyk o nieświadomości i początkach polskiej psychoanalizy”. Rok temu została finalistką Nagrody Naukowej Polityki, a w tym roku otrzymała nominację za swój debiut prozatorski „Bezmatek” (wyd. Czarne), napisaną wyjątkowym, zarazem dzikim i precyzyjnym językiem opowieść o relacji córki i matki.

Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas

Mówi o sobie, że ma trzy tożsamości: artystki, Polki i Romki. I ta ostatnia, konsekwentnie znajdująca wyraz w jej sztuce, ujmuje widzów swą autentycznością. Urodziła się w 1978 roku, ukończyła ASP w Krakowie i po studiach powróciła w rodzinne strony; mieszka w Czarnej Górze, na granicy Spisza i Podhala. Z czasem wypracowała własny, charakterystyczny styl malarski charakteryzujący się bogactwem wyrazistych kolorów, mnogością ornamentów, dekoracyjnością, czerpiącą z etnograficznego dorobku wspólnoty. A równocześnie są to prace niezwykle narracyjne, niemal reporterskie sceny rodzajowe z życia rodziny, sąsiadów, romskich społeczności.

Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka poważna: Ania Karpowicz

Flecistka i organizatorka. Urodzona w 1983 roku w Warszawie, studiowała w Łodzi i Detmold. W latach 1999–2015 nagradzana na ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach. W latach 2006–2008 członkini European Union Youth Orchestra. W 2013 roku założyła kooperatywę muzyczną Hashtag Ensemble; zespół występuje na większości festiwali nowej muzyki w Polsce. Inicjowała szereg koncertów i festiwali, w tym WarszeMuzik, w ramach którego na podwórkach kamienic–ostańców getta warszawskiego grane są utwory kameralne kompozytorów – Żydów polskich. Jako solistka w swoim repertuarze kładzie szczególny nacisk na muzykę XX i XXI w. Angażuje się też w promocję twórczości kobiet.

Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka popularna: Siksa

Duet określany często jako punkowo–performerski, utworzony w 2014 roku przez wokalistkę, aktorkę i poetkę Alex Freiheit oraz basistę Buriego. Grupę założyli w Toruniu, mieszkają w Gnieźnie, a zagrali wspólnie ponad 250 koncertów w całej Polsce i za granicą. Ich występy to monologi Alex na tle przesterowanej gitary basowej. W interakcji z publicznością nabierają oryginalnych walorów dramatycznych. Nominację przyniósł im najnowszy album „Zemsta na wroga”, jak poprzednie podejmujący tematy seksistowskiej opresji. W proroczo gorącym, prowokującym, niestroniącym od wulgaryzmów stylu konfrontuje perspektywę feministyczną z postawami prawicowego radykalizmu.

Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Kultura cyfrowa: Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales)

W deklaracji, jaką niesie nazwa studia Different Tales, nie ma cienia przesady. To są rzeczywiście Inne Opowieści. Odmienne formą, jak i intencją, od tradycyjnych gier wideo – to interaktywna proza, ilustrowana statycznymi głównie obrazami, z dźwiękowym pejzażem w tle. Jak znakomite rezultaty można osiągnąć, podążając tą ścieżką, dowodził już debiut studia: „Wanderlust: Travel Stories”, który zaowocował nominacją do Paszportów w roku ubiegłym. Tym razem o nominacji przesądziła opowieść „Werewolf: The Apocalypse – Heart of the Forest”, historia studentki z USA, która przybywa do Puszczy Białowieskiej w poszukiwaniu swoich korzeni.

Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna otrzymał Artur Liebhart, dyrektor Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, natomiast tytuł Kreatora kultury przyznano Bożenie i Lechowi Janerkom. 

  1. Materiał partnera

Wywoływanie zdjęć – przewodnik dla początkujących

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zdjęcia cyfrowe mają wiele zalet, ale warto również wywoływać ulubione fotografie, by wyeksponować je w domu lub zgromadzić w wygodnym w przeglądaniu albumie. Obecnie odbitki można zamówić online, w łatwy  sposób wybierając ich parametry, takie jak rozmiar, kadrowanie czy rodzaj papieru. Wbrew pozorom ma to całkiem duże znaczenie. Dowiedz się, na jakim papierze warto wywoływać zdjęcia.

Mat czy błysk?

Jedną z najważniejszych decyzji, jaką musisz podjąć przy zamawianiu wydruków zdjęć, jest ta dotycząca wykończenia papieru. Zarówno odbitki błyszczące, jak i odbitki matowe mają swoich zwolenników, a ich zalety są zgoła odmienne. Odbitki błyszczące to:
  • gładka powierzchnia,
  • żywe, wyraziste kolory, głębokie czernie
  • bardzo dobre odwzorowanie szczegółów,
  • świetny wybór do albumów.
Z kolei odbitki matowe wyróżniają się:
  • powierzchnią odporną na odciski palców i drobne uszkodzenia,
  • delikatniejszą kolorystyką,
  • brakiem refleksów świetlnych utrudniających oglądanie,
  • idealnymi parametrami do ekspozycji w ramkach, choć mogą być przechowywane również w albumach, a nawet „luzem” w pudełkach
To jednak nie wszystko! Jeśli decydujesz się na wywoływanie zdjęć online, możesz wybrać papier o wykończeniu jedwabistym. Nie odbija on światła podobnie jak ten matowy, dlatego wykonane na nim wydruki dobrze prezentują się w ramkach. Ma jednak unikalną fakturę, która sprawia, że fotografie prezentują się bardzo elegancko, jak wykonane przez profesjonalistę. Papier jedwabisty doda szyku Twoim ujęciom, dlatego często wykorzystuje się go podczas drukowania zdjęć ślubnych i innych ważnych pamiątek.

Zwróć uwagę na jakość papieru foto!

Dobranie właściwego papieru, na którym zostaną wydrukowane Twoje zdjęcia, jest wbrew pozorom bardzo istotnym czynnikiem podczas zamawiania zdjęć. W końcu przecież każdemu zależy, aby ulotne chwile złapane na fotografiach zachowały trwałość i niezmienną jakość na lata, by mogły się nimi cieszyć następne pokolenia. Dlatego jakość stosowanego w laboratorium fotograficznym materiału ma ogromne znaczenie.

W ofercie niemal każdego fotolabu znajdziesz papier w jakości standard oraz premium. Te dwa rodzaje nośnika różni przede wszystkim grubość (gramatura). Papier standardowy jest cieńszy i tańszy. Nie oznacza to jednak, że jest nietrwały. To nośnik wysokiej jakości, który idealnie nadaje się do wydruku różnych typów zdjęć, w szczególności mniejszych formatów. Przy wywoływaniu większych ilości możesz liczyć na bardzo przystępną cenę.

Papier premium jest nieco grubszy, dzięki czemu uzyskane odbitki sprawiają wrażenie bardziej solidnych. Jego dużą zaletą jest większa przestrzeń kolorystyczna. Za jej sprawą wydruki są znacznie żywsze i prezentują się bardziej profesjonalnie. To wybór dla tych, którym zależy na dokładnym odwzorowaniu każdego detalu zdjęcia oraz wydobyciu jego atutów.

W ofercie Foto Fujifilm znajdziesz również papier profesjonalny. To najgrubszy wariant, który gwarantuje uzyskanie doskonałych parametrów odwzorowania obrazu, głębokiej czerni, nasyconych barw i maksymalnej ostrości. To właśnie na takim nośniku drukowane są zdjęcia zawodowych fotografów. Pozwala on na wyeksponowanie ich wszystkich walorów.

Ostatnim rodzajem nośnika jest papier fotograficzny velvet o matowym wykończeniu i aksamitnej powierzchni. To dobry wybór dla ujęć, którym chcesz dodać elegancji, w szczególności zaś zdjęć artystycznych. Odbitki na papierze velvet mogą być eksponowane bez oprawiania w szkło i uzyskują unikalny charakter. Wyróżniają się też miękką kolorystyką.

Kadrowanie

Ostatnim, jednak równie ważnym parametrem przy zamawianiu zdjęć jest możliwość ich kadrowania, nawet na zwykłych odbitkach. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że większość fotografii, które obecnie wykonujemy smartfonem, ma spore różnice w proporcjach kadru w porównaniu do klasycznej odbitki 10x15 (format pocztówkowy). Ma to szczególne znaczenie w przypadku kadrów, w których znaczące elementy obrazu są na jego skraju. Takie istotne części zdjęcia są automatycznie ucinane. Dlatego warto poszukać serwisu, który umożliwia kadrowanie każdej fotografii indywidualnie. Na Foto Fujifilm masz pełną kontrolę nad tym, jak będą finalnie wyglądać Twoje zdjęcia na odbitkach.

  1. Styl Życia

Najlepsze fotografie przyrody 2020

Fot. Roberto Marchegiani/NPOTY 2020 
Zdjęcie Roku 2020, Nagroda główna w kategorii Ssaki.
Fot. Roberto Marchegiani/NPOTY 2020 Zdjęcie Roku 2020, Nagroda główna w kategorii Ssaki.
Zobacz galerię 14 Zdjęć
Roberto Marchegiani, fotograf z Włoch, został zwycięzcą prestiżowego konkursu Nature Photographer of the Year 2020. Zwycięskie zdjęcie zrobił w Parku Narodowym Nakuru w Kenii. W galerii przedstawiamy też inne nagrodzone prace. 

Konkurs Nature Photographer of the Year odbywa się co roku w ramach międzynarodowego festiwalu Nature Talks Photo Festival. W tym roku impreza ze względu na pandemię, odbyła się w trybie on-line.

Magdalena Herrera - przewodnicząca jury (dziś pracująca dla „Geo France”, wcześniej dyrektor artystyczna i szef działu foto w "National Geographic" France, jurorka w wielu prestiżowych konkursach m.in. World Press Photo) uzasadniając wybór najlepszego zdjęcia podkreślała, że zdjęcie to wykracza daleko poza dokument przyrodniczy - jego stylistyka jest wręcz bajkowa. Zachwyca kontrast mrocznego lasu z gałęziami przypominającymi błyskawice i małą niewinną żyrafą. Rezultatem jest paradoksalnie poczucie harmonii i spokoju. Godne podziwu jest poetyckie ujęcie zdjęcia - możliwe tylko dzięki cierpliwości fotografa i szacunku dla tematu.

Fot. Roberto Marchegiani/NPOTY 2020. Zdjęcie Roku 2020, Nagroda główna w kategorii Ssaki. Fot. Roberto Marchegiani/NPOTY 2020. Zdjęcie Roku 2020, Nagroda główna w kategorii Ssaki.

Roberto Marchegiani zrobił zwycięskie zdjęcie w Parku Narodowym Nakuru w Kenii. Wybrał się na zorganizowane safari w porze deszczowej. Tuż przed zachodem słońca Roberto i jego przyjaciele zauważyli przechodzącą przed lasem grupę żyraf. Dzięki długiemu obiektywowi (600 mm) odkrył wspaniały widok na las, który bardzo go urzekł i zamiast robić zdjęcia przechodzącym żyrafom, trzymał kadrowanie w określonym wcześniej miejscu w lesie,  z nadzieją, że pojawią się tam żyrafy… I nadeszły.

W końcu zostałem nagrodzony moim uporem: żyrafy przeszły dokładnie w tym miejscu, w którym sobie wymyśliłem. Scena przypomniała mi jurajski krajobraz z roślinożernym dinozaurem stojącym w tej samej pozycji co żyrafa” - mówi Fotograf Roku 2020 Roberto Marchegiani.

  1. Kultura

Helmut Newton - władza, sława, bogactwo

„Crocodile Eating Ballerina”, Wuppertal (1983). (Fot. materiały prasowe; Helmut Newton Estate)
„Crocodile Eating Ballerina”, Wuppertal (1983). (Fot. materiały prasowe; Helmut Newton Estate)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Helmut Newton, jedna z największych i najbardziej kontrowersyjnych gwiazd fotografii modowej. Gdyby żył, skończyłby w tym roku sto lat. Jego dorobek jest nie tylko zbiorem wybitnych prac, lecz także przyczynkiem do dyskusji o seksizmie, przemianach wrażliwości i ewolucji wizerunku kobiety w społeczeństwie.

Stulecie urodzin to pretekst do organizowania mu wystaw, premiery poświęconego mu filmu dokumentalnego, ale też do rozliczeń z jego twórczością. W Toruniu możemy oglądać jego retrospektywę. Tytuł wystawy „Lubię silne kobiety” to cytat. Newton powtarzał tę deklarację przez całe życie, nierzadko w odpowiedzi na zarzuty o seksizm. Czy mówił szczerze?

Ulubiona bohaterka jego fotografii to rzeczywiście kobieta na swój sposób silna – supermodelka o nierealnie długich nogach, nienagannej urodzie, o wyzywającym wyrazie twarzy, prawdziwa walkiria stylu i seksapilu. Newton nie był zainteresowany zwykłymi ludźmi, fascynowali go „nadludzie”, a dokładniej mówiąc – „nadkobiety”. Patrząc na niektóre jego zdjęcia, trudno nie pomyśleć o kulcie ciała i siły, którym przesycona była sztuka III Rzeszy. To skojarzenie jest tak mylące, jak to tylko możliwe. A jednocześnie na swój sposób słuszne, nazizm wywarł bowiem ogromny wpływ zarówno na wrażliwość, jak i losy fotografa.

„Rue Aubriot”, fotografia Helmuta Newtona dla marki Yves Saint Laurent, Paryż (1975). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „Rue Aubriot”, fotografia Helmuta Newtona dla marki Yves Saint Laurent, Paryż (1975). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Kwintesencja piękna

Zanim został Newtonem, nazywał się Neustädter. Urodzony w 1920 roku w Berlinie w rodzinie przedstawicieli żydowskiej burżuazji, pierwszy aparat zdobył w wieku 12 lat. Dwa lata później odmówił uczęszczania do szkoły. Po następnych dwóch był już asystentem Yvy, pierwszej kobiety, której udało się w Berlinie przebić na rynku fotografii modowej. Berlin, w którym przyszedł na świat, uchodził za najbardziej dekadenckie miasto w Europie. Berlin, w którym dojrzewał – po dojściu Hitlera do władzy – stał się miastem niebezpiecznym, szczególnie dla młodego Żyda. W swej autobiografii fotograf wspomina narastający terror i grozę tamtych lat, przyznaje się jednak do swego rodzaju fascynacji estetyką reżimu. Wrażenie robiły na nim filmy Leni Riefenstahl, ulubionej reżyserki Hitlera. Jej prace, na czele ze słynnym dokumentem o olimpiadzie w 1936 roku, są kwintesencją nazistowskiej idei piękna. Młody Helmut wyciągnął z lekcji Riefenstahl swoje wnioski i nie wszystkie spodobałyby się hitlerowskim piewcom czystości rasy, zdrowia i siły. Wiele lat później, już po wojnie, miał zresztą okazję podyskutować o tym z Riefenstahl osobiście, kiedy spotkał się z reżyserką, by zrobić jej portret.

Tymczasem rodzina Neustädterów musiała uciekać z Niemiec. Rodzice udali się do Argentyny, on sam zaokrętował się na statek płynący do Chin, ale utknął w Singapurze. Próbował szczęścia jako fotoreporter prasowy, ale mu się nie powiodło. Po wybuchu drugiej wojny światowej brytyjskie władze kolonialne wysłały go wraz z innymi obywatelami Niemiec do obozu internowania w Australii. I to tam Helmut Neustädter stał się Helmutem Newtonem. Już w powojennym Melbourne otworzył studio fotograficzne. Poznał też miłość swojego życia, June Browne, aktorkę, modelkę i fotografkę, znaną pod pseudonimem Alice Springs. Newton lubił kreować się na kobieciarza, co nie przeszkodziło mu stworzyć związku, w którym wytrwał do końca swego 84-letniego życia. June towarzyszyła mu w życiu i pracy, współorganizując sesje, kuratorując wystawy i menedżerując karierę nie tylko swoją, lecz także męża.

„David Lynch and Isabella Rossellini”, Los Angeles (1988). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „David Lynch and Isabella Rossellini”, Los Angeles (1988). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Ryzykowna ścieżka

Było czym się zajmować, bo jego kariera nabierała rozpędu. Został zauważony przez redakcję brytyjskiego „Vogue’a” i ściągnięty do Londynu. Nie spodobało mu się tam, przeniósł się więc do Paryża. Zaczynały się lata 60., dekada obyczajowej rewolucji. Newton był na nią gotowy. Fotografia modowa często igra z erotyką, ale on wzniósł tę grę na nowy, nieznany wcześniej poziom. Przyprawiał swoje sesje aluzjami do kultury sado-maso, równie obficie korzystając z lekcji estetyki nazistowskiej, którą, chcąc nie chcąc, odebrał za młodu. Jego przewrotność polegała na przywłaszczeniu sobie wypracowanego w hitlerowskich Niemczech stylu po to, by go „zdeprawować”, odrzeć z figowych listków ideologii i odsłonić nagą, cyniczną prawdę: tym co, ludzi naprawdę ekscytuje, tym, co ich podnieca, jest dominacja nad innymi, a seks, bogactwo albo sława to tylko różne synonimy tego samego pojęcia: władzy. Nic dziwnego, że jego zdjęcia gorszyły odbiorców, ale im się podobały, a mówiąc dokładniej: podobały się właśnie dlatego, że były gorszące. Ta ryzykowna ścieżka już w latach 60. zaprowadziła go na szczyt, choć nieraz próbowano go z tych wyżyn strącić. Obrońców dobrego smaku do białej gorączki doprowadzały flirty gwiazdora z kiczem. Feministki krytykowały wizerunek kobiety zredukowanej do roli seksualnego obiektu.

„Arena” dla „New York Timesa”, Miami (1978). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „Arena” dla „New York Timesa”, Miami (1978). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Jeden z paradoksów jego twórczości polega właśnie na tym, że choć pracował przede wszystkim dla pism przeznaczonych dla kobiet, jego fotografie należą bez reszty do uniwersum męskiego spojrzenia i męskich erotycznych fantazji, lęków, fetyszów. Bohaterki inscenizacji Newtona rzeczywiście grają często role kobiet „silnych” i erotycznie dominujących, ale jednocześnie niepokojąco przypominają lalki – realistyczne zabawki w rękach dużego chłopca, który bawi się nimi przed obiektywem aparatu. Znamienne, że w swej późnej twórczości artysta eksperymentował z zastępowaniem żywych modelek manekinami i lalkami z sex shopów.

W nakręconym na stulecie urodzin fotografa dokumencie „Helmut Newton. Piękno i bestia” wypowiadają się: Claudia Schiffer, Isabella Rossellini, Grace Jones i wiele innych kobiet, które miały okazję pracować z Newtonem. Wszystkie mówią zgodnie, że choć namawiał je nierzadko do robienia przed obiektywem rzeczy perwersyjnych, nigdy nie czuły się przez niego poniżone czy uprzedmiotowione. Sam Newton tłumaczył, że to, co przedstawia na zdjęciach, jest inscenizowaną fikcją, która dotyka jednak pewnej niewygodnej prawdy: bogactwo, uroda, władza i erotyka po prostu są takie, jakimi je ukazuje – podniecające, okrutne i niebezpieczne. Osławiona redaktorka naczelna amerykańskiego „Vogue’a”, Anna Wintour, również występuje w roli jego adwokatki. Przyznaje jednak, że dziś taka fotografia, jaką uprawiał, byłaby już nie do pomyślenia. W latach 60. Newton wystawiał na próbę granice obyczajowej przyzwoitości. Dziś nie zmieściłby się w kryteriach politycznej poprawności. Jak na epokę #MeToo i #BlackLivesMatter jego twórczość jest zbyt maczystowska, zbyt biała, ostentacyjnie elitarna.

Portret fotografa: Helmut Newton pozuje z Sylvią Gobbel (1981). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) Portret fotografa: Helmut Newton pozuje z Sylvią Gobbel (1981). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Przybysz z innej epoki

W 2004 roku Helmut Newton zasłabł w Hollywood za kierownicą i zginął w wypadku samochodowym. Przebył w życiu daleką drogę od pogrążającego się w cieniu nazizmu Berlina lat międzywojennych do świata XXI wieku, Internetu, cyfrowych aparatów i nowych wyobrażeń o seksualności, kobiecości oraz o tym, co jest, a co nie jest etyczne w fotografii. Dziś wydaje się przybyszem z innej, odległej epoki. Ten dystans nie unieważnia jednak przyjemności zagłębiania się w perwersyjne, niepoprawne politycznie uniwersum jego fotografii. Jest to przyjemność grzeszna, może i godna potępienia, ale zarazem niezaprzeczalna. Podobnie jak niezaprzeczalne są osiągnięcia Helmuta Newtona, który – jak mało który fotograf w XX wieku – rozumiał, że piękno niekoniecznie musi iść w parze z dobrem.

Wystawa „Helmut Newton: Lubię silne kobiety” w CSW Znaki Czasu w Toruniu potrwa do 28 marca 2021 roku.

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.