1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Wszyscy jesteśmy Zachętą

Wszyscy jesteśmy Zachętą

"Prosta tęcza", Marek Sobczyk. (fot. archiwum Zachęty)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Polityczne zabójstwo, fałszywi naziści, gwiazdor filmowy z szablą, papież w opresji, obieranie ziemniaków, kwadratowa tęcza. Co tu się nie działo! Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych obchodzi 160. rocznicę urodzin. Piękny wiek.

Pierwsza nowoczesna polska instytucja zajmująca się sztuką aktualną. Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych powołali w 1860 roku, tuż przed wybuchem powstania styczniowego, artyści, mecenasi i działacze kulturalni. Najpierw przez 40 lat nie miało ono własnej siedziby. Kwaterę główną urządzono w Hotelu Europejskim, wystawy organizowano w różnych miejscach w Warszawie. Wiele z nich było głośnych, ale żadna tak, jak pokaz „Szału uniesień” Władysława Podkowińskiego.

Z nożem na własny obraz

Premiera „Szału…” miała miejsce w 1894 roku. Pierwszego dnia wystawy obejrzało ją tysiąc osób, a przez następny miesiąc kolejnych 12 tysięcy. W ówczesnej Warszawie to był absolutny rekord. Podkowiński należał do czołowych polskich impresjonistów, ale przy okazji tego dzieła odłożył na bok impresjonistyczne nowinki na rzecz ekspresyjnego symbolizmu. Przedstawienie nagiej dziewczyny na rozszalałym, demonicznym czarnym koniu gorszyło publiczność i, oczywiście, to zgorszenie podbijało tylko popularność erotycznego obrazu. W ostatnim dniu wystawy sam autor podgrzał i tak już rozpaloną do czerwoności atmosferę, rzucając się na własne dzieło z nożem. „Zrobiłem ofiarę z rzeczy, która w danej chwili była mi najdroższą – zwierzał się później pisarzowi Wiktorowi Gomulickiemu. – Zniszczyłem obraz, a kto wie, czy nie uśmierciłem zarazem talentu swego. (…) Chwila była piekielna. Rozdzierane płótno wydawało głos podobny do krzyku. A gdy w otworze, na kilka łokci długim, błysnęło białe drzewo rusztowania, strach mnie zdjął… bo podobne to było do kości, bielejących w rozpłatanym trupie”. Atak artysty podsycił tylko plotki, jakoby za „Szałem uniesień” krył się dramat niespełnionej miłości malarza. Obraz przeżył zamach, został odrestaurowany i wszedł do polskiego kanonu. Podkowiński przeszedł do legendy, a w niecały rok po skandalu w TZSP zmarł na suchoty.

Trzy strzały z browninga

W sześć lat po aferze Podkowińskiego, u progu nowego stulecia, Towarzystwo świętowało otwarcie własnej siedziby – gmachu Zachęty przy placu Małachowskiego. Reprezentacyjny budynek, który w stylu włoskiego renesansu zaprojektował Stefan Szyller, wybudowano dzięki ofiarności możnych darczyńców, ale też ze składek zwykłych obywateli.

Fotografia członków TZSP (1927), (Fot. archiwum Zachęty) Fotografia członków TZSP (1927), (Fot. archiwum Zachęty)

Galeria Zachęta, w której na stałej ekspozycji pokazywano między innymi „Bitwę pod Grunwaldem” Matejki, była wyrazem artystycznych, ale także narodowych aspiracji społeczeństwa, które samo sobie ten gmach ufundowało. Marzenia narodowe miały się wkrótce spełnić. Jest więc coś z gorzkiej ironii w tym, że wkrótce po odzyskaniu niepodległości to właśnie Zachęta stała się sceną jednego z fatalniejszych momentów w historii życia politycznego II RP. 16 grudnia 1922 roku na otwarcie dorocznego salonu TZSP przybył Gabriel Narutowicz, polityk, który od tygodnia był pierwszym prezydentem odrodzonego państwa. Jego wybór doprowadził narodową prawicę na skraj histerii. Na ulicach trwały starcia między zwolennikami i przeciwnikami prezydenta, lała się krew. Anonimowi korespondenci zasypywali go pogróżkami. Na wernisażu znalazł się człowiek, który nie poprzestał na słowach. Kiedy Narutowicz podziwiał obraz Teodora Ziomka pod tytułem „Szron”, ów osobnik wyciągnął browninga i oddał trzy – niestety celne – strzały. Prezydent zmarł na miejscu, na rękach poetki Kazimiery Iłłakowiczówny, która pierwsza pośpieszyła podtrzymać padającego. Tymczasem sprawca został pochwycony przez modernistycznego malarza Edwarda Okunia i adiutantów głowy państwa. Zamachowiec nie próbował uciekać: okazał się nim Eligiusz Niewiadomski, znany w środowisku malarz, historyk i krytyk sztuki, który zresztą brał udział w pracach komisji wybierającej dzieła na salon 1922 roku. Pasję dla sztuki Niewiadomski łączył z politycznym wzmożeniem, wściekły antysemita i antysocjalista był również krytykiem ówczesnej polskiej prawicy, którą uważał za zbyt mało radykalną.

Szabla i kamień

Echo strzałów, które padły wtedy w sali wystawowej, przypomina, że na dobre i złe sztuka nie mieszka w wieży z kości słoniowej. A już na pewno taką wieżą nie jest Zachęta, najważniejsza galeria w kraju, która zawsze była nie tylko sceną artystyczną, lecz także uczestnikiem przemian społecznych i areną politycznych wydarzeń. Tych ostatnich nie brakowało również po 1989 roku. Do historii Zachęty przeszła niesławna szarża Daniela Olbrychskiego. W 2000 roku aktor wybrał się do galerii z szablą Kmicica (rekwizytem z „Potopu”), by tym sarmackim orężem porąbać wystawę „Naziści” Piotra Uklańskiego. Można było na niej oglądać fotosy aktorów, którzy w filmach fabularnych wcielili się w hitlerowców. Wśród bohaterów wystawy znalazł się również fotos Olbrychskiego. Aktor kompletnie pogubił się na pograniczach rzeczywistości, fikcji oraz reprezentujących je obrazów i wyobraził sobie, że ktoś chce mu ubliżyć.

Daniel Olbrychski atakuje „Nazistów” Piotra Uklańskiego (2000). (Fot. archiwum Zachęty) Daniel Olbrychski atakuje „Nazistów” Piotra Uklańskiego (2000). (Fot. archiwum Zachęty)

Świst szabli nie umilkł jeszcze do końca w uszach publiczności galerii, kiedy w tym samym roku w Zachęcie pojawili się prawicowi posłowie na Sejm. Przybyli uratować woskową figurę papieża Jana Pawła II, którą włoski twórca Maurizio Cattelan przygniótł meteorytem. Parlamentarzyści uwolnili rzeźbę od ciężaru kamienia. Zresztą nie był to ciężar wielki: Cattelan wykonał meteoryt z papier mâché. Incydent byłby nawet zabawny, gdyby nie jego rozgrywający się w parlamencie dalszy ciąg, który przybrał postać antysemickiej nagonki wymierzonej w ówczesną dyrektorkę Zachęty, Andę Rottenberg.

„La nona ora” Maurizia Cattelana po interwencji polskich posłów (2000). (Fot. archiwum Zachęty) „La nona ora” Maurizia Cattelana po interwencji polskich posłów (2000). (Fot. archiwum Zachęty)

W świątyni sztuki?!

Równie wielkie emocje wywołało obieranie ziemniaków. Do tej pożytecznej roboty zabrała się w Zachęcie w 2001 roku Julita Wójcik. Jej performance sprowokował skandal nie mniejszy niż strzały, szabla i interwencja w sprawie papieża. Pytanie artystki o zwykłość sztuki i wartość codziennych czynności część opinii publicznej uznała za obraźliwe. Ale to oburzenie miało głębszy podtekst, podobnie zresztą jak akcja Wójcik, która ostentacyjnie obierając kartofle w świątyni sztuki, zwracała uwagę na pozycję kobiet – w domu, społeczeństwie, a także w życiu artystycznym.

Performance „Obieranie ziemniaków”Julity Wójcik wzbudził nie mniejsze emocje niż incydent z szablą (2001). (Fot. archiwum Zachęty) Performance „Obieranie ziemniaków”Julity Wójcik wzbudził nie mniejsze emocje niż incydent z szablą (2001). (Fot. archiwum Zachęty)

Performerce kilka lat później wtórował Krzysztof Wodiczko, który na fasadzie Zachęty wyświetlił ogromne wizerunki kobiet. Projekcja została tak wkomponowana w elewację, że bohaterki zmieniły się w kariatydy symbolicznie podtrzymujące fronton gmachu. Ale te „kariatydy” nie ograniczały się do milczącego wspierania struktury instytucji. Przeciwnie, mówiły. Opowiadały o przemocy domowej, której doświadczyły, a ich świadectwa niosły się na cały plac Małachowskiego.

Płótno

Zachęta uświetnia swój jubileusz wystawą „Żywe magazyny: Artibus”, którą na żywo oglądać będzie można, jak tylko znów będą mogły działać galerie i muzea, na razie dostępna jest online (galeria i muzea są otwarte od 1 lutego, przyp. redakcji). Tytułowe „Artibus”, mówiące o służbie sztuce, wzięto z inskrypcji widniejącej na frontonie siedziby instytucji. Ta siedziba to, jak we wspomnianej pracy Wodiczki, nie tylko miejsce, w którym prezentuje się dzieła, lecz także tworzywo używane przez artystki i artystów. Płótno, na którym twórcy kreują obraz współczesnej sztuki. W sensie symbolicznym, ale czasem także dosłownym, jak w pamiętnej realizacji Leona Tarasewicza z wystawy „Malarstwo polskie XXI wieku”. Artysta użył wówczas jako podobrazia całej zachętowskiej klatki schodowej, rozpościerającej się u stóp ikonicznej figury „Gladiatora” dłuta Piusa Dziekońskiego.

Instalacja malarska Leona Tarasewicza na schodach Zachęty z wystawy „Malarstwo polskie XXI wieku” (2006). (Fot. archiwum Zachęty) Instalacja malarska Leona Tarasewicza na schodach Zachęty z wystawy „Malarstwo polskie XXI wieku” (2006). (Fot. archiwum Zachęty)

Dobra instytucja artystyczna sama w sobie musi być swego rodzaju dziełem sztuki. Autor takiego instytucjonalnego dzieła jest zbiorowy. W jego tworzeniu uczestniczą artyści, ich prace, historia, polityka, ale także my, publiczność. Nasze przeżycia, refleksje i emocje. Jakość instytucji mierzy się tym, na ile potrafi zmieścić tak różnorodny zbiór autorek i autorów. Zachęta od 160 lat jest taką pojemną ideą. Z okazji jubileuszu składam jej najlepsze życzenia. 

Wystawę „Żywe magazyny: Artibus” można oglądać w formie wirtualnego spaceru na www.zachetaonline.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze