1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. "Cząstki kobiety" - o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

"Cząstki kobiety" - o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Cząstki kobiety" (dostępny na Netflix). W roli głównej nominowana do Oscara Vanessa Kirby. (Fot. materiały prasowe)
Życie co chwila coś nam daje i odbiera. A jednak z niektórymi stratami jest bardzo trudno się pogodzić, wydaje się to wręcz niemożliwe... O filmie Kornéla Mundruczó „Cząstki kobiety” z nominowaną do Oscara Vanessą Kirby, rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Zanim jeszcze zaczęłam oglądać „Cząstki kobiety“, już miałam poczucie, że nie chcę tego robić. To na obecny czas trudny film i temat.
Nie można zapominać, że wśród nieszczęść związanych z pandemią istnieje jeszcze normalne życie, w którym dzieją się takie historie jak w tym filmie. Utrata dziecka to niewyobrażalna tragedia, która pozostawia ból na całe życie. Jak sobie z tym poradzić, gdzie szukać pocieszenia, ratunku, wsparcia? Na te pytania próbuje odpowiedzieć film i może dlatego warto go zobaczyć.

„Cząstki” otwiera bardzo mocna scena porodu, pokazana w niemal naturalistyczny sposób, targająca naszymi emocjami na wszystkie strony. Od spokoju, przez zdenerwowanie, zaskoczenie, strach, panikę, przerażenie, ulgę i znowu wielki krzyk. Naturalizm w kinie to nie jest moja ulubiona forma, bo graniczy z szantażem emocjonalnym. Ale reżyser robi to oczywiście świadomie, czyni nas świadkami tego porodu.

A mnie właśnie ta naturalistyczna scena podobała się najbardziej, zobaczyłam w niej prawdę.
Ale co nam to daje? Czy taki rodzaj współodczuwania cierpienia głównej bohaterki przygotuje nas, kobiety albo parę, na tego typu sytuacje?

Czy ten film może być dla nas szczepionką na sytuacje w realnym życiu? Czuję, że po jego zobaczeniu jestem trochę silniejsza...
A ja czuję, że reżyser chciał nam pokazać parę, która podchodzi do życia z łatwością i optymizmem. Ci ludzie są przekonani o tym, że wszystko im się ułoży, mają nad tym kontrolę. Nawet w momencie silnego bólu porodowego nasza bohaterka uśmiecha się i stać ją na żarty. To było dla mnie zaskakujące. Wszystko zaczyna się walić w momencie, gdy okazuje się, że ich położna nie może przyjechać do porodu, zaczyna się panika, bo „jak to? Przecież my wszystko zaplanowaliśmy”. Przyjeżdża inna w jej zastępstwie, ale nic nie idzie zgodnie z planem. Ta scena uderza w nasze złudne przekonanie, że jesteśmy w centrum uwagi świata.

Jaka jeszcze scena cię uderzyła?
Ta, w której matka kupuje Marcie i Seanowi samochód – duży, z myślą o tym, że będą wozić w nim dziecko. Sean mówi, że przecież sam mógłby na niego zarobić, jednak szybko zgadza się i przyjmuje kluczyki do auta. W tej scenie po raz pierwszy zobaczyłam, że coś jest nie tak, może ten związek nie jest czysty w tym sensie, że ta para do siebie nie pasuje. Zaczęłam uważniej im się przyglądać.

Mnie z kolei najbardziej zainteresowały kompletnie odmienne reakcje – kobieca i męska – na stratę dziecka. Ona zamraża się emocjonalnie, a on chce jak najszybciej przeżyć to wszystko i rozładować złość, a także znaleźć winnego. Martha i Sean to dwa oddzielne elektrony, nie da się być drużyną w tej sytuacji, każdy musi to, co najtrudniejsze, przeżyć w pojedynkę.
Sean również cierpi. Widzimy, że nie jest w stanie poradzić sobie z bólem i stratą. Ale tojest film głównie o kobiecej samotności w tej tragedii. Z nieszczęściem, które spotyka Marthę, może sobie poradzić tylko ona sama.

Ten film mówi według mnie również o samotności matki głównej bohaterki, co zobaczyłam w kluczowej scenie, gdy wspomina własne dzieciństwo i czas wojny. Pragnie wtedy pokazać córce, że zawsze trzeba o siebie walczyć i „podnosić główkę”. Nie można się poddawać. Tymczasem Martha się poddała.

Uważasz, że matka chce zdopingować Marthę, która zamroziła się emocjonalnie?
Martha kompletnie się zamknęła i właściwie przestała żyć. I właśnie po to matka mówi do niej te słowa, żeby nią potrząsnąć. Uważam, że ta scena budzi w dziewczynie samoświadomość, daje impuls – nawet jeśli jest negatywny – do tego, żeby się pozbierać. Bo ona będzie szła przez życie z tym doświadczeniem bólu, straty, bezsilności wobec losu, a czas tylko trochę zabliźni jej rany. Myślę, że matka nie chciała, żeby życie jej córki było na zawsze stracone.

Ja odebrałam postać matki zupełnie inaczej, dla mnie jest niezwykle toksyczna. Zwłaszcza gdy mówi, że gdyby poród odbył się po jej myśli, czyli w szpitalu, nie straciliby tego dziecka. Wywołuje w córce poczucie winy i to mnie boli.
Tymi słowami trafia w sedno – to Martha zadecydowała, że będzie rodzić w domu, i gdy pojawiły się problemy, początkowo chciała tam zostać. To była jej decyzja i ona musi unieść jej konsekwencje. Nie szukam teraz winnego, chodzi o to, że ta scena pokazała mi olbrzymią samotność kobiety w tym problemie. A jaka była przyczyna śmierci dziecka? Tego się nie dowiadujemy.

Uważam, że przełomowy i kluczowy moment następuje po siedmiu miesiącach od straty dziecka, gdy Martha wywołuje wreszcie zdjęcia, które Sean zrobił podczas porodu, i żegna swoje dziecko.
Ale na początku nawet niewiele pamięta z tego, co się wtedy wydarzyło. Bo nie chce tego pamiętać. Zdjęcie uświadomiło jej, że to dziecko istniało naprawdę, całe zdarzenie stało się namacalne. Martha wraca do swojej traumy i dzięki tej konfrontacji i pogodzeniu się ze stratą wraca do życia. Nie potrzebuje już wyjaśniać swojego bólu i nieszczęścia błędem położnej.

Wydaje mi się, że większość par, nawet dobrze dobranych, w tej sytuacji by się rozpadła.
Z drugiej strony są pary, które przeżyły takie tragedie i nadal są razem, to doświadczenie może również scalić związek. Ale dla tej relacji nie widziałam przyszłości, oni byli zbyt różni. Sean to dość prosty facet. Niewiele mu potrzeba do satysfakcji życiowej.

Bardzo mu współczuję, że został pokazany w tak mało pogłębiony sposób. Scenarzystka Kata Wéber sama też straciła dziecko, być może to jest jakaś forma terapii i wylania z siebie żalu na mężczyznę, który poradził sobie z sytuacją w podobny sposób.
Ale reżyserem tego filmu jest mężczyzna, mamy więc żeński  i męski pierwiastek w tej opowieści. Partner Marthy został ukazany jako facet z pozoru silny, nieskomplikowany emocjonalnie, budowniczy wielkich mostów. Śmierć córeczki jest dla niego taką samą tragedią jak dla Marthy, tyle że on inaczej próbuje sobie z nią poradzić. Oskarża położną, chce wyciągnąć jak największe pieniądze za jej rzekomy błąd w sztuce. Uwodzi prawniczkę, która jest oskarżycielką. Krótko mówiąc, robi się z tego jakaś telenowela. Czytałam, że dla niektórych osób po różnych stratach wyzwoleniem okazuje się właśnie seks. Jakby popęd seksualny, który jest życiem, miał oddalić śmierć. To bardzo ciekawy mechanizm.

W końcu już Freud pisał o Eros i Tanatos, dwóch popędach sterujących życiem człowieka. Inny mechanizm to ten, że próbujemy wszystkiemu nadać sens. Taka strata nie ma żadnego sensu, nie wiemy, jak ją sobie wytłumaczyć.
Dlatego bohaterowie próbują to jakoś wymazać z pamięci. Zaczynają od nowa, ale każde inaczej. Martha jednak wierzy w życie, w to, że coś dobrego może w nim wykiełkować. Jak z pestek jabłka, które zbiera.

Przyznam, że mnie te pestki, symbolizujące jej nadzieję, trochę zirytowały, to było zbyt dosłowne.
Mnie to też zirytowało, ale może chodziło o szukanie znaków, dowodów na to, że przyszłość istnieje, że nie wszystko stracone? Zabrakło mi głębszej analizy tej transformacji Marthy.

Dla kogo ten film mógłby być terapeutyczny? Na pewno nie polecam go kobietom w ciąży ani ludziom, którzy przeżyli stratę dziecka czy poronienie, bo może spowodować powtórną traumatyzację.
Pokazałabym go wszystkim, którzy mają problemy z wyrażaniem emocji. „Cząstki kobiety” pokazują, że w kryzysie ratunkiem są dla nas inni ludzie. Nawet w momencie największego nieszczęścia, o które obwiniasz cały świat, warto się otworzyć na drugiego człowieka, okazać swój ból, swoją złość i rozpacz. Bo zawsze znajdzie się ktoś albo coś, co da ci iskierkę do życia i działania.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze