1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Poezja – cudowne antidotum na prozę życia

Poezja – cudowne antidotum na prozę życia

Wielu ludzi (po szkole) nie czyta później poezji z przyzwyczajenia, ale gdyby poznali ją bliżej, to mogliby ją bardzo polubić, bo w niezwykle syntetyczny sposób trafia do emocji. (Fot. iStock)
Poezja to wciąż cudowne antidotum na prozę życia. Skondensowana jak SMS, wielopoziomowa jak Internet, uniwersalna jak smartfon. Bliższa niż myślimy, szczególnie ta w „Nowych wierszach sławnych poetów” Grzegorza Uzdańskiego.

Z moich obliczeń wynika, że w tomiku „Nowe wiersze sławnych poetów” ma pan aż 67 osobowości. Jakie to uczucie w poniedziałek być Mickiewiczem, a we wtorek Szymborską, Konopnicką czy Herbertem?
Pewnie nieziemskie! Ale niestety nie wiem tak naprawdę jakie, bo staram się wczuć bardziej w styl poetów i poetek niż w ich osobowość – tego drugiego pewnie bym nie umiał. Nie jestem więc w stanie powiedzieć, jak zachowaliby się w zupełnie współczesnej sytuacji, ale dzięki licznym lekturom ich wierszy mogę wyobrazić sobie, który z bieżących tematów mógłby ich zainteresować i w jaki sposób by go przedstawili. Czytam i nasiąkam ich stylem, a później opisuję na przykład metro z perspektywy Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego, hat trick Roberta Lewandowskiego w meczu z Gruzją w stylu Jana Kochanowskiego, telewizor plazmowy z punktu widzenia Sylvii Plath czy obchody Dnia Kobiet w stylu Adama Mickiewicza. Tak właśnie powstają nowe wiersze sławnych poetów.

Każdy przerabiał to w szkole, ale jestem ciekawa, jak pan widzi na przykład styl Mickiewicza?
To trudne pytanie, bo nie rozkładam twórczości poetów na części pierwsze, nie analizuję środków stylistycznych i chwytów poetyckich. Odbieram ją i chłonę bardziej na wyczucie. Poza tym Mickiewicz jest inny w „Panu Tadeuszu”, a inny w „Dziadach” czy „Lirykach lozańskich”. Na pewno we wszystkich utworach niezwykle sprawnie używa miar wierszowych, przychodziło mu to bardzo naturalnie. W jego twórczości jest mnóstwo konkretów, które przedstawione są bardzo poetycko. A także ogromna ilość świetnego humoru, który jakoś podczas lektur szkolnych większości z nas niestety umyka.

Naprawdę jest humor w tych monumentalnych dziełach?
Oczywiście! Nawet w III części „Dziadów” są do pewnego momentu elementy humorystyczne, a już „Pan Tadeusz” jest wręcz nimi naszpikowany. To zresztą wspaniała lektura, która mocno cierpi na tym, że patrzymy na nią przez pryzmat epopei narodowej. Poza tym czytamy ją za wcześnie, dla trzynasto- czy czternastolatków niewspółczesne słownictwo i poetycka forma są nie do przejścia. W efekcie po szkole człowiek pozostaje z przekonaniem, że to ogromne nudziarstwo, szacowny utwór, do którego nie ma co wracać.

„Kim jest podmiot liryczny i do kogo się zwraca?” Do dziś pamiętam te szkolne analizy wierszy. Może dlatego tak rzadko sięgamy po nie jako dorośli?
Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, dlaczego tak niewiele osób czyta poezję. Być może w szkole utwory zbyt trudne wprowadzane są trochę za wcześnie? A może ich tematyka nie jest najlepsza? W moich wspomnieniach szkolnych dominują wiersze o wojnie, walce z zaborcami i patriotyzmie. Nie jestem pewien, czy to może dzisiaj jakiekolwiek dziecko fascynować i pociągać. W ten sposób na przykład Zbigniewowi Herbertowi robi się wielką krzywdę. Kiedy przeczyta się w szkole znakomite, ale moim zdaniem jak na Herberta dość słabe i pełne ciężkiego patosu „Przesłanie Pana Cogito”, a później klasistowską „Potęgę smaku”, to widzimy poetę na cokole, zapamiętujemy jako niezłomnego patriotę walczącego z komunizmem. Nuda, która dziś już nikogo nie obchodzi. A przecież Herbert ma mnóstwo niezwykle wzruszających wierszy, czule zanurzonych w zwyczajnym życiu. Zachwycające są jego malutkie prozy poetyckie, jak ta, w której opisuje leśniczego zamykającego na noc las wielkim kluczem, by nie dostał się do niego kot i nie narobił szkody. To naprawdę niewiarygodne, jak bardzo jego twórczość różni się od recepcji, jaką można mieć po szkole. Wydaje mi się, że wielu ludzi nie czyta później poezji z przyzwyczajenia, ale gdyby poznali ją bliżej, to mogliby ją bardzo polubić, bo w niezwykle syntetyczny sposób trafia do emocji, jak na przykład wiersze Juliana Tuwima, które są bardzo kunsztowne, ale też proste w odbiorze. Nie ma w nich żadnych dziwactw językowych, niezrozumiałych odniesień czy przekombinowanych metafor.

Czyli przyszłość poezji jest w rękach polonistów?
To chyba bardziej złożony problem i nie dotyczy tylko współczesności. Pięćdziesiąt czy sto lat temu poezja także była niszowa. Ile osób czytało wiersze Wisławy Szymborskiej, zanim dostała Nobla? Zapewne garstka fascynatów. Poeci mają szansę na większą rozpoznawalność w zasadzie tylko wtedy, kiedy dostaną jakąś bardzo prestiżową nagrodę. Choć w obecnych czasach jest jeszcze jeden klucz – Internet. Doskonale wykorzystał go Jakobe Mansztajn, który jest świetnym poetą, a jednocześnie współtwórcą popularnego bloga Make Life Harder, dzięki któremu stał się rozpoznawalny. Nie wiem jednak, jak to się przekłada na sprzedaż jego tomików.

Poezja nigdy nie była szczególnie dochodowym zajęciem. A w naszych czasach wdaje się wręcz archaizmem. Skąd więc pomysł na pisanie wierszy?
To zabrzmi banalnie, ale ja po prostu zawsze lubiłem poezję. Począwszy od Tuwima i Brzechwy, których w dzieciństwie czytała mi mama. Przez Szymborską, Herberta, Miłosza, Plath, Leśmiana i wielu innych, po których sam sięgałem już w podstawówce. Po genialnego japońskiego poetę Basho Matsuo, którego haiku odkryłem przypadkiem w tomiku wierszy odziedziczonym po przyszywanej babci, czy całkiem współczesną Justynę Bargielską, której twórczość uwielbiam. Mógłbym tak długo wymieniać. Czytanie wierszy zawsze sprawiało mi przyjemność. Ale szczerze mówiąc, ich pisanie nie idzie mi najlepiej. Mam chyba tak dużą świadomość różnych stylów, że kiedy zaczynam pracę nad własnymi utworami, niemal każdy wydaje mi się wtórny, zbyt zbliżony do konwencji któregoś ze znanych mi autorów. Za to pisanie pastiszy naśladujących dzieła sławnych poetów i poetek wychodzi mi podobno całkiem nieźle.

Nie da się ukryć. Stronę „Nowe wiersze sławnych poetów” na Facebooku śledzą ponad 34 tysiące osób. Jak to się zaczęło?
Od Juliana Tuwima i Antoniego Słonimskiego, a przede wszystkim ich tekstów zebranych w tomie „W oparach absurdu”, którymi zaczytywałem się na przełomie podstawówki i liceum. Znajdują się tam m.in. pastisze różnych poetów, czasem dość ostre, na granicy z parodią, śmieszą mnie one zresztą do dziś. To dzięki nim sam zacząłem pisać pierwsze teksty i szybko odkryłem, że to bawi nie tylko mnie, ale także moich znajomych. Na początku była to więc czysta rozrywka, zabawa towarzyska. Ale pewnego dnia koleżanka pokazała zaprzyjaźnionemu literaturoznawcy mój pastisz Herberta o polowaniu. Przez chwilę myślał, że to jakiś nieznany mu, nowo odkryty wiersz Herberta! Kiedy poznał straszną prawdę, że to nie Herbert, a jakiś podający się za niego koleś, był bardzo rozbawiony. Ta historia zainspirowała mnie do stworzenia strony z pastiszami.

A skąd się biorą tematy wierszy?
Wydawało mi się, że najzabawniej będzie, jeśli zderzę klasyków z tematyką bardzo współczesną, jak Facebook, Internet, maile, smartfony czy tablety. Na początku myślałem głównie o tym, żeby było śmiesznie. Z czasem jednak zacząłem opisywać w wierszach doświadczenia swoje i swoich znajomych. Dzięki temu zyskały one także wymiar pozahumorystyczny i mogły stać się bliskie części odbiorczyń i odbiorców, jak wiersz „Rok” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej czy „Instastory” Anny Achmatowej opowiadające o tym, jak po rozstaniu podglądamy w mediach społecznościowych profile swoich byłych partnerów. Kto choć raz tego nie zrobił? Albo „Status” Wisławy Szymborskiej o tworzeniu postów na Facebooku i sprawdzaniu ilości polubień. Niemal każdą treść można odnieść do siebie i jakoś się z nią utożsamić.

Może właśnie dlatego ludzie czytają poezję w pana wydaniu?
Jest lekko i zabawnie, a to zawsze przyjemne w odbiorze. Forma pastiszu ma jednak pewne ograniczenia, które trochę mnie krępują. Długo wahałem się, czy publikować wiersze poruszające tematy trudne, zaangażowane społecznie, bo miałem wrażenie, że ta humorystyczna klamra formalna nie pasuje do poważnej tematyki. Jak pisać pastisze o pandemii, kiedy wokół tylu ludzi umiera, traci pracę, wpada w depresję, boi się o życie własne i najbliższych? Ale już pisanie o mniej tragicznych, lecz też uciążliwych aspektach pandemii, otwierało pole do komedii. Zamknięcie nas w domach z jednej strony było straszne, ale z drugiej generowało mnóstwo naprawdę zabawnych sytuacji, jak choćby te lekcje na Zoomie, które opisałem w wierszu Szekspira. Mocnym przeżyciem była dla mnie także wyprawa po zakupy do sklepu spożywczego, jedynego czynnego w przygnębiająco opustoszałej galerii. Nie było w tym nic zabawnego, udało mi się jednak opisać to doświadczenie w formie pastiszu Słowackiego.

Myśli pan, że klasykom spodobałyby się ich nowe wiersze? Którzy z nich najbardziej by je docenili?
Mam nadzieję, że Tuwim i Słonimski, bo przecież sami pisali pastisze i byli moimi pierwszym poetyckimi idolami. Ich krytyka zabolałaby mnie pewnie najbardziej. Ale oczywiście chciałbym, żeby wszyscy z klasyków byli zadowoleni, choć zdaję sobie sprawę z tego, że każdy poeta i poetka to inna osobowość, odmienne poczucie humoru, wrażliwość i ego. W tomiku i na stronie jest też kilka pastiszy współczesnych autorów. Czasem zastanawiam się, czy je widzieli, co o nich sądzą, ale mam niewiele informacji zwrotnych.

Ktoś zareagował?
Znam tylko reakcję Szczepana Twardocha, bo na jednym z jego wieczorów autorskich czytałem pastisz o tym, jak napisałby „Władcę Pierścieni” Tolkiena. Był tym bardzo rozbawiony, a później miło nam się rozmawiało w kuluarach, więc wnioskuję, że mu się spodobało. Ja zresztą nigdy nie piszę tych pastiszy złośliwie, żeby obśmiać czyjąś twórczość. Wręcz przeciwnie. Inspiruję się tymi autorami, których najbardziej cenię.

Czytanie pastiszy wymaga znajomości oryginałów? Czy bez tego ma w ogóle sens?
Ma, tylko pewnie bywa mniej zabawne, choć to nie jest regułą. Nie znałem twórczości Przybyszewskiego, kiedy czytałem jej parodię napisaną przez Tuwima i Słonimskiego, a mimo to bardzo mnie śmieszyły ich utwory. Co więcej, z tych satyrycznych lektur wywnioskowałem, jaki jest styl Przybyszewskiego, a później okazało się, że moje wyobrażenia pokrywają się częściowo z rzeczywistością. Pastisz w przeciwieństwie do parodii nie wyolbrzymia karykaturalnie cech danego stylu, tylko stara się je oddać jeden do jednego. Cały dowcip polega więc na zderzeniu klasycznej formy ze współczesnymi tematami. Jeśli ktoś tego nie wyczuje, zawsze może pośmiać się z treści.

Widział pan film „Co przyniesie jutro” z Annette Bening?
Niestety nie.

To historia dojrzałej kobiety, którą po 30 latach wspólnego życia zostawia mąż, opowieść o wszystkich etapach straty i cierpienia, które pomaga przetrwać poezja. Niezwykle piękny obraz, ale czy czytanie wierszy naprawdę może być formą terapii?
Ostrożnie podchodzę do takich stwierdzeń. Poezja z pewnością może być odtrutką na prozę życia, pisząc, przetwarzam swoje uczucia i emocje na wiersz. To bez wątpienia jest wyzwalające, przypomina nawet proces terapeutyczny, a przynajmniej jakąś jego część. Czytanie wierszy działa podobnie. Ale są takie momenty, w których nawet najlepsza, najgłębsza i najbardziej emocjonalna twórczość nie jest w stanie pomóc. Wiem to z własnego doświadczenia. Jeśli ktoś naprawdę potrzebuje terapii, powinien na nią pójść. Poezja pomaga przetrwać gorsze dni, ale nie leczy.

„Nie wierzę, by poezja mogła zmienić świat. Prawdziwi twórcy zła nie czytają wierszy” – to słowa Wisławy Szymborskiej. A pan wierzy w to, że poezja może coś zmienić?
Na takim poziomie, o jakim mówiła Szymborska, na pewno nie. Stanisław Barańczak w jednym ze swoich tekstów skonfrontował cytat z Czesława Miłosza: „Czymże jest poezja, która nie ocala narodów ani ludzi?” i fragment „Wystana” Hugh Audena: „Nic się nie zdarza za sprawą poezji”. Te wypowiedzi są na pierwszy rzut oka przeciwstawne, ale Barańczak twierdzi, że obaj autorzy mają rację. I ja się z nim zgadzam. Poezja nie odmieni świata w dużej skali, ale bez wątpienia może wpłynąć na jednostki, ich wrażliwość, sposób postrzegania rzeczywistości. A to już jest coś.

Fot. materiały prasowe/ Jakub Celej

Grzegorz Uzdański: do niedawna nauczyciel filozofii i etyki w warszawskim Społecznym Gimnazjum nr 20 „Raszyńska”, autor strony „Nowe wiersze sławnych poetów” oraz powieści „Wakacje” i „Zaraz będzie po wszystkim”. Śpiewa i pisze teksty w zespole Ryby, pisał też teksty na płyty zespołów Extra i Jerz Igor. Występuje w grupach improwizacji komediowej, należy do grupy skeczowo-komediowej Wszystko Będzie Dobrze.

„Nowe wiersze sławnych poetów” Grzegorz Uzdański, Wydawnictwo Znak Literanova 2021

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze