1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Mick Rock – człowiek, który sfotografował lata 70.

Fotografia Rocka, która jeszcze pół wieku temu była rock and rollem, dziś jest sztuką. Na zdjęciu: Lou Reed, za obiektywem Mick Rock (Fot. materiały prasowe, Taschen Artists, Mick Rock 2012, Nathalie Rock, „Mick Rock. The Rise of David Bowie. 1972–1973”, wyd. Taschen, „Transformer”, wyd. Genesis Publications)
Nazywano go człowiekiem, który sfotografował lata 70. Przyjaźnił się z Davidem Bowiem, Lou Reedem czy Iggym Popem. Był twórcą legendarnych okładek płyt. Dzięki niemu rock and rolla można było nie tylko posłuchać, lecz także zobaczyć. Mick Rock zmarł w zeszłym roku w wieku 72 lat.

Nazwisko Micka – młodego Brytyjczyka, studenta neofilologii na Cambridge – predestynowało go do tego, kim został. Choć on sam zamierzał raczej zostać poetą symbolistą jak Rimbaud. Prawie się udało. Jego idol raczył się absyntem, seksem i narkotykami. Podobnie czynili poeci lat 60. i 70., z tym że ci absynt zastąpili LSD. Reszty dokonał rock and roll.

Utalentowany uczeń

Michael David Rock urodził się w 1948 roku jako… Michael Edward Chester Smith. Po raz pierwszy opowiedział o tym w 2017 roku w magazynie „Interview”, wyjaśniając, że pierwsze małżeństwo matki było nieszczęśliwe, dlatego wdała się w romans z amerykańskim lotnikiem. Owocem tego związku był on. Lotnik wyjechał, a matka wróciła na łono rodziny. Gdy Mick skończył dwa lata, rodzice zmienili w dokumentach jego nazwisko. Odtąd był Rockiem, synem Joan i Davida.

Uczył się w prestiżowej szkole Emanuel w londyńskim Battersea. „Odkąd skończyłem 12 lat, matka powtarzała wszystkim, że pójdę na Cambridge” – opowiadał. I dotrzymała słowa. Choć w Micku budził się już powoli gen buntownika, uznał, że najpierw zdobędzie dyplom – dla swojego własnego spokoju, ale głównie dla matki.

To LSD otworzyło mu „drzwi percepcji” (terminem tym, zaczerpniętym z głośnego eseju Aldousa Huxleya, nałogowo posługiwała się ówczesna młodzież) – w 1968 roku, podczas jednej z posiadówek u uniwersyteckiego kolegi. „Siedziałem w jego pokoju, wziąłem do ręki aparat fotograficzny i zacząłem się nim bawić. Za każdym razem, gdy nacisnąłem przycisk, świat eksplodował i widziałem zwielokrotnione kobiece twarze” – wspominał. Gdy ochłonął, zatęsknił za aparatem. A że znajomy i tak go nie używał, odsprzedał sprzęt Mickowi za 40 funtów.

Jedną z pierwszych osób, które sfotografował, był 23-letni Syd Barrett – złote dziecko rock and rolla, współtwórca i frontman Pink Floyd. Rock mówił o nim: „przepięknie wycieńczony chłopak”. Po załamaniu nerwowym, w konsekwencji którego odszedł z zespołu (koledzy pożegnali go fantastycznym 26-minutowym utworem „Shine on You Crazy Diamond”), próbował tworzyć własną muzykę. Właśnie przygotowywał album „The Madcap Laughs”. Potrzebował dobrej okładki. To był ten jedyny raz, gdy Mick nie odbył przed zdjęciami sesji jogi i obowiązkowego dziesięciominutowego stania na głowie. Potem stało się to jego rytuałem.

Zdjęcia przeszły do historii – pożółkłe tło, stary pontiac, puste wnętrza mieszkania przy Earl’s Court, bosy, rozczochrany muzyk, w tle jego naga dziewczyna. A za aparatem on, żółtodziób, działający intuicyjnie. Mick nie wiedział jeszcze, jak ustawić ostrość czy światła. Tak powstała jego pierwsza okładka płyty. Na kolejne zlecenia nie musiał czekać długo.

Nieświęta trójca

Wszystko zaczęło się od Davida Bowiego i krystalizującej się na początku lat 70. obrazoburczej sceny glamrockowej. Bowie długo próbował zaistnieć w przemyśle muzycznym zdominowanym przez gigantów, takich jak Beatlesi czy Rolling Stonesi. Chciał być częścią tak zwanej brytyjskiej inwazji na amerykańskim lądzie. Ale dopiero nowa dekada przyniosła zdeterminowanemu muzykowi popularność. Wszystko za sprawą jego alter ego – Ziggy’ego Stardusta, androgynicznego przybysza z Marsa. To był przełom. Nikt tak wtedy nie wyglądał. Nikt się tak nie zachowywał.

Zdjęcie powstało w Haddon Hall w Beckenham w 1972 roku. Sesja dla męskiego magazynu „Club International”. (Fot. materiały prasowe, Taschen Artists, Mick Rock 2012, Nathalie Rock, „Mick Rock. The Rise of David Bowie. 1972–1973”, wyd. Taschen, „Transformer”, wyd. Genesis Publications)

Mick Rock miał zrobić fotoreportaż dla magazynu „Oz” z koncertu młodego gwiazdora w Birmingham. Okazało się, że był to początek pięknej przyjaźni. „Mick widzi mnie tak, jak ja widzę siebie” – miał powiedzieć Bowie. A Rock się odwdzięczył: „Davidowi nie można zrobić złego zdjęcia”. Od tego czasu współpracowali stale i intensywnie.

Przede wszystkim miał intuicję, choć równie ważna była jego sprawność jako fotografa i spostrzegawczość. W 1973 roku w pociągu, w drodze do Aberdeen, Bowie i gitarzysta grupy Mick Ronson jedli lunch – kotlety wieprzowe, gotowane ziemniaki i groszek, wszystko polane masłem. Wtem Rock nacisnął spust migawki. Tak powstała jedna z jego najsłynniejszych fotografii, której siła kryła się w połączeniu najzwyczajniejszej chwili z egzotyką postaci. Wagon Bowiego cały był wynajęty. Muzyk chorobliwie bał się latać. To dlatego w 1973 roku trafił do Warszawy pociągiem, a na koncerty w Stanach płynął na pokładzie statku „Queen Mary”. Zmagał się z tym lękiem jeszcze długo. Tymczasem wtedy, na początku lat 70., fobia muzyka przyspieszyła karierę Rocka.

Droga do Aberdeen. David Bowie i gitarzysta Mick Ronson podczas lunchu. Piosenkarz chorobliwie bał się latać. Aż do 1976 roku w trasy koncertowe wyjeżdżał pociągami. (Fot. materiały prasowe, Taschen Artists, Mick Rock 2012, Nathalie Rock, „Mick Rock. The Rise of David Bowie. 1972–1973”, wyd. Taschen, „Transformer”, wyd. Genesis Publications)

Słuchał wtedy Grateful Dead, Boba Dylana, a nade wszystko The Velvet Underground. Muzyczny i lifestyle’owy Londyn był niegrzeczny, ale to Nowy Jork nadawał ton. Tak się złożyło, że do stolicy Wielkiej Brytanii przyleciał właśnie nowojorczyk Lou Reed, który porzucił The Velvet Underground na rzecz własnej kariery. Bowie zabrał Micka na jego koncert do King’s Cross Cinema 14 lipca 1972 roku, czego efektem było kilka zdjęć. W tym to, na którym Reed patrzy zagubionym wzrokiem w dal. Trafiło potem na okładkę albumu „Transformer”, wyprodukowanego zresztą przez Bowiego. Krążek miał się okazać wielkim sukcesem dzięki takim hitom jak „Take a Walk on the Wild Side” czy „Perfect Day”. Reed pokochał Rocka jak brata.

Następnego wieczoru, 15 lipca, do Londynu na jedyny koncert przybyli Iggy Pop i zespół The Stooges. Mieli tu nagrać swój trzeci album – „Raw Power”, którego produkcją również zajął się Bowie. Historia się powtórzyła – koncertowe zdjęcie półnagiego, wiszącego na statywie Popa okazało się tym jedynym. A płyta wkrótce stała się symbolem początku nowej punkowej generacji.

Bowie, Reed i Pop – nieświęta trójca, jak nazywał ich Rock – zostali jego przyjaciółmi na całe życie. A zdjęcia, które zrobił im w ciągu jednego roku, na stałe zapisały się w historii popkultury. Były nie tylko doskonałymi portretami największych w tym czasie gwiazd sceny muzycznej, lecz także ikonicznymi obrazami płciowej niejednoznaczności, awangardy, bycia outsiderem. „Lou natychmiast wybrał zdjęcie na okładkę. David w ogóle się nie interesował takimi rzeczami, a Iggy przez większość czasu po prostu żył w innej rzeczywistości. Kto dałby wtedy wiarę, że 50 lat później to Pop przeżyje wszystkich?” – zastanawiał się w jednym z live’ów na Instagramie Rock.

Lou Reed, David Bowie, Mick Jagger (Fot. materiały prasowe, Taschen Artists, Mick Rock 2012, Nathalie Rock, „Mick Rock. The Rise of David Bowie. 1972–1973”, wyd. Taschen, „Transformer”, wyd. Genesis Publications)

Na długo przed erą MTV

Przemysł muzyczny szybko wchłonął Micka Rocka. Przyjęło się mówić, że ma dobre oko do gwiazd. Nic dziwnego, że sesja z nim była marzeniem każdego muzyka z aspiracjami. Na przykład takiego jak Freddie Mercury, który jeszcze niedawno sprzedawał buty Davidowi Bowiemu w Kensington Market, gdzie z kumplem z zespołu, Rogerem Taylorem, prowadzili sklep z kolorowymi ubraniami. Teraz wypuszczali na rynek drugi album, „Queen II”, i potrzebowali czegoś spektakularnego. Rock miał świetny pomysł: członkowie bandu wynurzają się z ciemności. Zainspirowany zdjęciem Marleny Dietrich z filmu „Szanghaj Ekspres”. Nie była to jednak łatwa sesja. Zespół słynął z perfekcjonizmu, a Freddie miał wręcz obsesję na punkcie swojego wyglądu. Mick długo szukał odpowiedniego kąta, a gdy już go znalazł, Mercury przerwał ujęcie, by poprawić makijaż i sprawdzić w lustrze, czy dobrze pozuje… I właśnie w tym momencie Mick nacisnął spust migawki. Wyszło tak dobrze, że zespół zrekonstruował okładkę w teledysku do „Bohemian Rhapsody”.

Okładki albumów sfotografowanych przez Rocka: „Transformer” Lou Reeda, „End of the Century” The Ramones, „Queen II” Queen, „The Madcap Laughs” Syda Barretta, „Plastic Hearts” Miley Cyrus. (Fot. materiały prasowe)

Mówimy o latach 70., erze przed powstaniem MTV. Klipy były wtedy czymś nowym. W telewizji gościły jedynie w niektórych programach, jak „Top of the Pops” czy podczas nieobecności artystów na nagraniach. Bowie poprosił Rocka, aby wyreżyserował klip do jego piosenki „Life on Mars”, którą nucił w tym czasie cały świat, łącznie z brytyjską księżniczką Anną. Powstał teledysk prosty, wręcz minimalistyczny: mocno oświetlony muzyk na białym tle. Pomysł wynikał po części z ograniczonego budżetu, a po części z wrażliwości estetycznej Rocka. I był w niej konsekwentny. W ubiegłym roku, zapytany o ulubione klipy, wymienił te najbardziej surowe, opierające się upływowi czasu.

Nie lubił za to odpowiadać na pytanie o ulubione zdjęcie. Wykręcał się ulubioną ripostą: „To zależy od dnia tygodnia, tygodnia miesiąca, miesiąca roku albo od tego, czy akurat nie mam miesiączki. Mężczyźni też mają okres. Fazy księżyca mają wpływ i na nas”. Na Rocka silnie działał nie tylko księżyc, lecz także działały medytacja, LSD i kokaina. Do tego koktajlu dorzucał jeszcze papierosy i bezsenność.

Narkotyki niszczą Rocka, social media – rock and rolla

W latach 90., dawno po tym, jak sfotografował już Debbie Harry z Blondie, muzyków z Ramones, Syda Barretta, Mötley Crüe, Sex Pistols, Bryana Ferry’ego czy Queen, pozbawiony ubezpieczenia zdrowotnego i pieniędzy, popadał w coraz większe uzależnienie. Telefon przestał dzwonić, bo Rock zawalał terminy. Takiego trybu życia nie wytrzymywał jego organizm. Lekarzom ledwo udało się przywrócić go do życia, przeszedł zabieg wszczepienia bajpasów, a potem przeszczep nerki. Pobyt w szpitalu opłacił Andrew Oldham, dawny menedżer Rolling Stonesów. Pierwsze kwiaty przysłali najbliżsi przyjaciele – David Bowie i Lou Reed.

Lou Reed to oprócz Davida Bowiego najbliższy przyjaciel Rocka. To on pokazał mu mroczne oblicze nowojorskiego undergroundu. To on w latach 90. wspierał Rocka finansowo, kupując odbitki zdjęć i zlecając sesje zdjęciowe. Razem z Bowiem pierwsi wysłali kwiaty do szpitala, w którym ratowano fotografowi życie. (Fot. materiały prasowe, Taschen Artists, Mick Rock 2012, Nathalie Rock, „Mick Rock. The Rise of David Bowie. 1972–1973”, wyd. Taschen, „Transformer”, wyd. Genesis Publications)
Lou Reed (Fot. materiały prasowe, Taschen Artists, Mick Rock 2012, Nathalie Rock, „Mick Rock. The Rise of David Bowie. 1972–1973”, wyd. Taschen, „Transformer”, wyd. Genesis Publications)

Rzucił używki. „W moim wieku lepiej być nudnym, dzięki temu może pożyję trochę dłużej” – tłumaczył. Ale nie zwolnił tempa. Nowe milenium otworzyło przed nim nowe możliwości. Popkultura zachwyciła się znów latami 70., co pomogło Rockowi wrócić na szczyt. Nawiązał współpracę z dużymi wydawnictwami, w tym Taschen, z którym wkrótce miał wydać kilka albumów poświęconych Bowiemu.

Narzekał, że rock and roll przestał być językiem rewolucji, że już o nic nie walczy. Że muzyka stała się zbyt konserwatywna, aby pozwolić rozkwitnąć indywidualistom, takim jak on, Bowie, Reed czy Pop. Że media społecznościowe eksploatują młodych muzyków – pozwalają im zabłysnąć, ale tylko na chwilę. Za to polubił robienie zdjęć telefonem, używał też Photoshopa, żeby ożywić swoje stare odbitki.

Kocie obsesje i Miley Cyrus

Smukły, wysoki i zawsze z rozwianą fryzurą. „Włosy są częścią tego, co definiuje każde pokolenie, a ja uważam, że jestem nieodrodnym dzieckiem swojej generacji. Być może brzmi to dziwnie, ale spróbuj wyobrazić sobie Bowiego czy Iggy’ego bez włosów – nie byliby sobą” – żartował w dokumencie „Shot! The Psycho-Spiritual Mantra of Rock”, wyreżyserowanym przez Barnaby’ego Claya. Na opowiedzenie swojej biografii namawiano Rocka przez 15 lat.

Ostatnio najwięcej historii z dawnych czasów snuł w swoich cyklach na Instagramie. Wśród nich pojawiały się te o sesjach z: Lady Gagą, Tiną Turner, Alicią Keys, The Gossip, Dolly Parton, Kate Moss – którą zresztą stylizował sam Rock (główną częścią stylizacji jest pasek Lou Reeda), Ellie Goulding, Snoop Doggiem, Chemical Brothers, Kasabian, Daft Punk czy Madonną. Tej ostatniej zdjęcia zrobił w 1980 roku. Dopiero przyleciała do Nowego Jorku i chciała zahaczyć się w jakimś klubie jako tancerka. „Była w stanie zrobić wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę” – wspominał.

XXI wiek, a szczególnie jego druga dekada, sprzyjały Mickowi Rockowi. Wielki zachwyt popkultury latami 70. pozwolił fotografowi opowiedzieć na nowo swoją historię, wydać kilka albumów i zorganizować wiele popularnych wystaw. Gwiazdy zabiegały o jego względy – Rock fotografował najważniejszych muzyków. Na zdjęciu Mick z Courtney Love (Fot. Getty Images/Gallo Images)
Na zdjęciu Mick z Kelly Osbourne (Fot. Getty Images/Gallo Images)

Na planie zawsze kontrolował sytuację, na przykład poprzez to, że włączał bardzo głośno muzykę. W takich warunkach powstała na przykład okładka albumu Miley Cyrus „Plastic Hearts” w 2020 roku. Mimo że jeszcze sześć lat wcześniej Rock mówił w wywiadzie: „Sfotografowałbym Miley, ale nie ma w sobie dzikości lat 70.” – zdanie zmienił. Po sesji, która trwała podobno tylko cztery godziny, podsumował: „Zachwyciły mnie jej energia i dojrzałość. Pod pewnymi względami ta 28-latka jest o wiele dojrzalsza, niż był Lou Reed w wieku 72 lat”.

Ostatnio, mimo współpracy ze streetartowym artystą Fin DAC czy wystaw, działał nieco spokojniej. Podczas pierwszej fali pandemii, w kwietniu 2020 roku, przeznaczył swoje niepublikowane dotąd zdjęcia z lat 70. na wsparcie NHS, brytyjskiej służby zdrowia. Ale nic nie sprawiało mu takiej frajdy jak fotografowanie kotów, ze szczególnym uwzględnieniem jego maine coona. Robił to aż do śmierci 18 listopada 2021 roku.

Mick Rock (Fot. materiały prasowe, Taschen Artists, Mick Rock 2012, Nathalie Rock, „Mick Rock. The Rise of David Bowie. 1972–1973”, wyd. Taschen, „Transformer”, wyd. Genesis Publications)
Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze