1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Impresjonizm bagienny: film Pokusa

Impresjonizm bagienny: film Pokusa

fot. materiały prasowe Monolith
Zobacz galerię 7 Zdjęć
"Pokusa" nie zbiera najlepszych ocen, co trochę dziwi. Może zabrzmi to jak świętokradztwo, ale nowy film reżysera Lee Danielsa można stawiać w jednym rzędzie ze sławnym "Absolwentem" z 1967 roku. No, może z tą różnicą, że to Nicole Kidman i Zac Efron zagrali w obrazie prawdziwszym niż ten z Dustinen Hoffmanem.

fot. materiały prasowe Monolith/więcej w galerii

Lee Daniels podbił kinowy światek w 2009 roku, kiedy za wyreżyserowanie "Precious" (naszego "Hej, skarbie") dostał oskarowe nominacje w dwóch najważniejszych kategoriach. Wtedy jego widownia też dzieliła się na zachwyconych i oburzonych. Nikt nie pozostał nieporuszony. W zamyśle Danielsa podobnie miało być z "Pokusą". Zresztą, z każdym jego filmem. - Ludzie albo kochają moje filmy, albo ich nienawidzą. Nie chcę wzruszenia ramionami, braku reakcji, to szara strefa, która nikogo nie obchodzi - bojowniczo twierdzi w jednym z wywiadów reżyser.

Takie podejście może, rzecz jasna, prowadzić do sytuacji patologicznych, szokowania na siłę. Daniels nie jest jednak Quentinem Tarantino. Jak wielokrotnie podkreśla, dla niego najważniejsza jest prawda, danie głosu tym, którzy inaczej nie zostaliby usłyszeni, pokazanie twarzy, których w innych okolicznościach nie mielibyśmy okazji zobaczyć. - Ludzie mówią, że to szokujący film. Mnie szokuje to, że tak rzadko dostajemy w kinie prawdę o świecie - tłumaczy. Czy w "Pokusie" rzeczywiście przesadził?

Macy Gray, obsypana nagrodami piosenkarka, która gra tutaj służącą i narratorkę w jednej osobie, twierdzi, że "jest tam sporo szalonych rzeczy, których nigdy wcześniej nie widzieliście i to może nie trafiać w czyjeś poczucie smaku, ale i tak będziecie o tym rozmawiać". Ma rację: nie każdy może dobrze znieść np. scenę (pewnie jedną z najbardziej erotycznych w historii kina), w której Nicole Kidman, w więziennej sali wizyt, obok kilku innych osób, masturbuje się i głośno szczytuje wraz z siedzącym metr od niej, skutym kajdankami więźniem. (Nawet w filmie dowiadujemy się, że jeden z bohaterów "wrócił do domu i zwymiotował po tym, co zobaczył").

Wiele mówi się też o momencie, w którym postać Kidman, żeby pomóc poparzonemu przez meduzy chłopakowi, musi... nasikać na jego ciało. - Zrobiliśmy tą scenę i pomyślałem, że może z niej zrezygnujemy, żeby ludzie nie skupiali się na niej, żeby nie przesłaniała im reszty filmu - wspomina, dotykając sedna sprawy, Daniels. - Ale z drugiej strony: tak naprawdę się robi w takich sytuacjach, tak też napisał to autor książki, na podstawie, której powstał scenariusz... Poza tym, przekonała mnie ostatecznie Nicole, mówiąc "Lee, najpierw kazałeś mi na niego nasikać na planie, a teraz chcesz tego nie wykorzystać? Tylko spróbuj!" - dodawał z uśmiechem reżyser.

Wziąwszy pod uwagę, że sam poświęciłem ostatnie dwa akapity na pisanie o tym, co niby szokujące, zdaje się, że jego obawy były uzasadnione. Szkoda, bo mnie też ostrzegano przed "Pokusą" jako filmem, który chce na siłę szokować. Niepotrzebnie. Takie dosłowne spoglądanie na ten obraz, to po prostu błąd. Roztrząsanie konkretnych, oderwanych od całości scen podobnie, bo tutaj najważniejsze jest tak naprawdę Wrażenie (nie bez powodu z dużej litery).  Przekładając to na język malarstwa, nie ma tutaj ani krzty turpizmu, jest bardzo niewiele realizmu, ale za to całe mnóstwo impresjonizmu. Rozpływającego się, parującego, bagiennego impresjonizmu. To jeden z tych  filmów, który - mimo że jest bardzo dosłowny - przede wszystkim się "czuje".

"Pokusa" nie wie kim chce zostać, kiedy dorośnie - pisał w swojej, muszę przyznać, świetnie zatytułowanej recenzji jeden z niezadowolonych widzów. Na szczęście jego zarzut - to, że trudno wybrać tutaj przewodni wątek, głównego bohatera i najważniejszy temat - można bardzo łatwo przekuć w zaletę. Film Danielsa to rzadki przypadek takiego niemęczącego natłoku motywów. Jest trochę, jak połączenie "Absolwenta" (zagubiony, wyrzucony ze studiów chłopak wraca do swojej małej mieściny i na dodatek zakochuje się w 40-latce, już zakochanej w więźniu, którego nigdy nawet nie widziała), "Służących" (Floryda, to mimo wszystko amerykańskie południe, gdzie trudne przyzwyczajanie się białych, do nie-rasistowskiej rzeczywistości 1969 roku zawsze widać jaskrawiej), dowolnego ociekającego sexem, niespiesznego thrillera z aligatorami w tle. Filmu o kruchych, zagubionych, czasami nawet nienawidzących siebie ludziach. Opowieści o etyce dziennikarstwa śledczego i małomiejskiej, amerykańskiej mentalności w latach obyczajowych przemian.

Czemu jest tak tłoczno? Bo Daniels, jak sam przyznał, zakochał się w każdym ze swoich bohaterów i to widać. Widać też, jak zaczynają żyć własnym życiem dzięki temu jak daleko reżyserowi udało się popchnąć całą obsadę. - Poszliśmy z nim wgłąb bardzo ciemnej ścieżki, co było paradoksalnie bardzo oświecające. Z początku naprawdę się bałem i musiałem się szczypać widząc co na planie robi np. Nicole Kidman - mówił o wpływie Danielsa na swoich aktorów i dodawanie im odwagi, znany wcześniej z disnejowskich ról, Zac Efron. - Jedyny powód, dla którego aktorzy idą tą ciemną drogą, to Lee i zaufanie, które wzbudza. On rozumie ludzi i rozumie aktorów, wie jak wyciągnąć z nich więcej niż sami zdają sobie sprawę, że mogą są w stanie dać. Jako aktor, tylko w ten sposób możesz się czegoś nauczyć - dodaje David Oyelowo. Za swoją rolę nominację do Złotego Globów dostała już Kidman, dziwne, że za udawanie "barbie seksoholiczki" nie doceniono jej też w nominacjach Oscarowych.

"Pokusie" jako całości nagrody najwidoczniej pisane nie były, ale warto pamiętać, że to film niskobudżetowy (tak nisko, że Kidman sama zajmowała się swoimi włosami i makijażem). Jeden z tych, które jako aktor wybierasz zamiast wielkich produkcji, bo czujesz, że zyskasz na tym coś więcej niż pieniądze. Nawet jeśli widzowie ostatecznie nie będą pewni z czym to zjeść i jaką łatkę do tego przyczepić. Podsumowując: to niedroga i rzadka okazja przeniesienia się na 100 minut do stojącej na rozdrożu Ameryki samego końca lat 60-tych. Już to jest warte tych kilkunastu złotych. Osoby, które nie oczekują szybkiej akcji, nie powinny być rozczarowane

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze