Białe złoto – zwiedzamy Manufakturę Porcelany w Miśni

Manufaktura Porcelany w Miśni powstała w 1710 roku i działa do dziś. (Fot. Anna Janowska)

W skarbcu, na drewnianych półkach, stoi aż 700 tysięcy form do porcelany. Niektóre mają znajomy kształt dzbanków czy talerzy, inne zdradzają, co kryją w środku, dopiero po rozchyleniu gipsowych skorup. Od ponad 300 lat w najstarszej w Europie Manufakturze Porcelany w Miśni niewiele się zmieniło.

Gdy cienki pędzelek dotknie porcelany – jeszcze nieco żółtawej, tylko utwardzonej wstępnym wypaleniem w piecu – nie można się zawahać. Farba wsiąka w glinkę niezwykle szybko, nic nie da się poprawić. Malarka pracuje w pełnym skupieniu, opierając dłoń o drewnianą podpórkę. Cztery pewne ruchy pędzla i na rewersie dna filiżanki powstają dwie wygięte nieco kreseczki skrzyżowanych mieczy przecięte pionowymi myślnikami rękojeści. Tylko dwie osoby, zwane szermierzami, mogą malować logo Manufaktury Porcelany w Miśni (Meissen). Pracują w imponującym tempie. Malują 240 znaków na godzinę.

Dwa skrzyżowane miecze z tarczy herbowej elektorów saskich 
to znak rozpoznawczy Manufaktury Porcelany w Miśni. 
Są podobnie jak 300 lat temu malowane ręcznie. (fot. Anna Janowska)

Uzbrojona w miecze porcelana trafia do nadającego jej połysk szkliwienia. A potem do pieca, w którym wypala się ją przez 36 godzin (a czasem dłużej) w temperaturze 1400 stopni Celsjusza. Tak wysoka temperatura to nie lada problem – dość powiedzieć, że złoto topi się już w 1063 stopniach. Z tlenków metali, które wytrzymują tę temperaturę, powstają farby podszkliwne (innymi, mniej odpornymi, maluje się później na szkliwie). Tlenek antymonu daje kolor żółty, manganu – fioletowy, chromu – zielony, a kobaltu – słynny błękit kobaltowy używany w Miśni już od 1731 roku. Gdy nanosi się go na porcelanę – jak w przypadku mieczy – jest czarnozielony. Dopiero pod wpływem temperatury staje się cudownie niebieski, pięknie podkreślając idealną biel porcelany. To kolor charakterystyczny dla Miśni i jej najsłynniejszego roślinnego wzoru zwanego cebulowym. Skąd ta prozaiczna nazwa? Wszystko przez pomyłkę XVIII-wiecznych Europejczyków, którzy w zdobiącym chińską porcelanę nieznanym im owocu granatu dopatrzyli się swojskiej cebuli.

Charakterystyczny dla miśnieńskiej porcelany kobaltowy, nawiązujący do dalekowschodniej ornamentyki wzór nazywany jest cebulowym. Wszystko przez pomyłkę XVIII-wiecznych Europejczyków, którzy w zdobiącym chińską porcelanę owocu granatu dopatrzyli się swojskiej cebuli. (Fot. Anna Janowska)

Miśnieńska porcelana również powstała dzięki pomyłce. Jej historia zaczyna się na początku XVII wieku, gdy rządzący tymi ziemiami elektor Saksonii i król Polski August II Mocny polecił uczonym szukać sposobu na produkcję złota. Akurat niedaleko Drezna, pod Miśnią, odkryto w 1707 roku złoża glinki kaolinowej (dziś to najmniejsza kopalnia Europy). Jeden z naukowców użył białego pyłu z glinki w eksperymencie i zamiast złota stworzył porcelanę, którą zresztą – ze względu na bajońskie sumy, jakie trzeba było za nią zapłacić – szybko nazwano białym złotem. I tak w 1710 roku powstała w Saksonii działająca do dziś pierwsza w Europie Manufaktura Porcelany w Miśni. Wcześniej lekką i białą porcelanę produkowano tylko Chinach.

By masa z glinki kaolinowej, skalenia i kwarcu stwardniała 
i stała się śnieżnobiała, wypalana jest przez ok. 36 godzin 
w 1400 stopniach Celsjusza. (Fot. Anna Janowska)

Malarki, które tworzą wzory na błyszczącym szkliwie, mają do dyspozycji aż dziesięć tysięcy kolorów. Maria pracuje w manufakturze już 25 lat i specjalizuje się w miniaturach zwierząt. Właśnie pędzelkiem najcieńszym z cienkich maluje uszy i oczy figurce psa. Na jej biurku (bo malarki nie pracują w fabrycznej hali, ale w pokojach niczym w biurze) zebrało się całe stado zwierzaków i gdy się im uważnie przyglądam, dostrzegam, że każdy jest nieco inny. Nie da się ręcznie namalować dwóch identycznych wzorów i to właśnie jest dla koneserów jednym z uroków porcelany z Miśni.

Wszystkie wzory tworzone są ręcznie. Artystę można poznać 
po charakterystycznym stylu albo numerze na dnie naczynia. (Fot. Anna Janowska)

Koleżanka Marii przy biurku obok specjalizuje się w kwiatach. Właśnie płatek po płatku pokrywa nimi wazon większy niż ona sama, nad którym pracuje już ponad miesiąc.

Nawet dwa dni zajmuje procedura doklejenia do wyjętego 
z formy dzbana uszka i dzióbka. Trzeba porcelanie dać czas, by wyschła, i uważać, bo traci ona wtedy 16 procent swojej objętości. (Fot. Anna Janowska)

Przy biurkach modelarzy powstają figurki, z których Miśnia słynie, i pełne ozdób wazy czy zegary z amorkami.

Manufaktura Porcelany w Miśni słynie z realistycznych ręcznie malowanych motywów roślin i zwierząt (Fot. Anna Janowska)

Tu trzeba się cofnąć do samego początku procesu produkcji. Najpierw w masie podobnej do plasteliny powstaje model. Modelarka małym dłutkiem cyzeluje figurkę wróbla, a jej sąsiadka warsztat pracy ma obłożony fotografiami, rycinami i piórami papug, które właśnie rzeźbi.

Sekretem popularności miśnieńskiej porcelany
 jest staranne dopieszczanie każdego detalu. (Fot. Anna Janowska)

Gotową figurkę tnie się na części, będące wzorem dla gipsowych form, do których trafi masa z glinki kaolinowej, skalenia i kwarcu, czyli przyszła porcelana – na razie w płynie.

Pracownia modelarska – tu tworzy się nowe wzory. (Fot. Anna Janowska)

Wszystkie wzory form trafiają do skarbca kryjącego ich już 700 tysięcy – miski i filiżanki powstają na kole garncarskim.

Skarbiec Manufaktury Porcelany w Miśni (Fot. Anna Janowska)

Składaniem w całość wyjętych z gipsowych skorup części (może ich być nawet 60!) zajmuje się zespół siwobrodego Gerda. Wszystkie trzeba idealnie dopasować, bo inaczej figurka rozpadnie się w panujących w piecu 1400 stopniach Celsjusza. Cienkie części – jak nogi czapli czy ręce tancerki – podtrzymywane są przez podpórki.

Wyrażenie emocji jest dla twórców porcelany jedną z największych trudności. (Fot. Anna Janowska)

Jak mówi Gerd, żeby całość wyszła perfekcyjnie, trzeba jeszcze pamiętać, że porcelanowe elementy kurczą się podczas wypalania aż o 16 procent. A wcześniej, pod wpływem powietrza, zmniejsza się też surowa masa.

Już wiemy, co będzie dalej: wstępne wypalanie, malowanie tlenkami metali, szkliwienie, wypalanie, malowanie naszkliwne, znów wypalanie i szlifowanie. Wszystko ręcznie, dokładnie tak, jak robiono to 300 lat temu. Nic dziwnego, że porcelana z Miśni ze słynnym logo dwóch mieczy na denku jest nie tylko tak ceniona, ale i tak cenna.

Pełne inspiracji biurko modelarki, która pracuje 
właśnie nad figurką papugi. (Fot. Anna Janowska)