Kino kocha zemstę. W końcu bywa ona motorem napędowym spektakularnych pościgów, szczwanych knowań i pamiętnych dialogów takich jak: „Pomszczę ich w tym życiu lub następnym” z „Gladiatora”. Tylko no właśnie… odwet niekoniecznie przynosi filmowym bohaterom upragnione ukojenie, a widzom satysfakcję. Są jednak takie produkcje, które dają poczucie domknięcia – winni ponoszą konsekwencje swoich niecnych występków, ci dobrzy (lub przynajmniej lepsi) wracają do domu z tarczą, a kinomani odsłaniają zęby w szerokim uśmiechu. Oto kilka z nich.
Kiedy ktoś nas zrani, rodzi się pokusa, by odpłacić mu pięknym za nadobne. Ale czy zemsta jest najlepszą odpowiedzią na krzywdę? Psychologowie mają wątpliwości. Jak zaznaczał w rozmowie ze „Zwierciadłem” prof. Piotr Oleś, odegranie się zagwarantuje nam ulgę tylko w bliskiej perspektywie. W dłuższej może za to przysporzyć kolejnych przykrych doznań, takich jak poczucie winy. – Zemsta daje świadomość rewanżu, dzięki czemu człowiek przez krótki czas czuje się lepiej, ale nie daje trwałej satysfakcji. Z kolei przebaczenie wymaga więcej wysiłku, czasu i przepracowania krzywdy, za to uwalnia od ciężaru tzw. negatywnych emocji, które w sobie nosimy – tłumaczył, dodając jednak, że nasza reakcja powinna zależeć od konkretnych okoliczności. – Przebaczenie też nie jest receptą na każdą sytuację – podkreślał.
A ponieważ w kinie przewinienia często mają największy kaliber, a znajdująca się na granicy przeszarżowana wściekłość wygląda na ekranie efektowniej niż odpuszczenie win, twórcy chętnie sięgają po motyw zemsty. Tyle że… często potwierdzają w swoich scenariuszach spostrzeżenia psychologów.
Na próżno szukać prawdziwych happy endów choćby w słynnej trylogii Park Chan-wooka. Podobnie w „Thelmie i Louise” czy „Obiecującej. Młodej. Kobiecie” – bohaterki może i dopięły swego, ale zapłaciły za to najwyższą cenę. Nawet w „Kill Billu”, choć Quentin Tarantino pozwala żądnej odwetu Czarnej Mambie mieć ostatnie słowo i – w zalewie opowieści, w których protagonistki nie dożywają napisów końcowych – odjechać w stronę zachodzącego słońca, wybrzmiewa gorzka nuta. Obok zarzutów o fetyszyzację kobiecego cierpienia pojawiają się też przecież mniej jednoznaczne interpretacje finału. Tam, gdzie jedni widzą przede wszystkim łzy ulgi i radości, inni dostrzegają raczej przejmujący smutek.
Czy zatem są filmy, które pokazują, że sprawiedliwości może stać się zadość, i to bez utraty zbyt wielu włosów z głowy? Oto kilka tytułów, w których zemsta naprawdę miała słodki smak.
„Django” (2012)
Zemsta w wydaniu Tarantina zawsze jest brutalna – krwawe zwieńczenia to jego znak rozpoznawczy – ale, co istotne, bywa też satysfakcjonująca. Zniewolony Django (Jamie Foxx) zawiera układ z niemieckim łowcą nagród dr. Kingiem Schulzem (Christoph Waltz). Jeśli pomoże mu trafić na trop poszukiwanych braci Brittle, zyska wolność. Po udanych łowach razem podejmują się nowej misji: odnalezienia Broomhildy (Kerry Washington), żony Django, z którą kontakt utracił wiele lat wcześniej na targu niewolników. Ślady prowadzą ich na owianą złą sławą plantację Calvina Candiego (Leonardo DiCaprio), gdzie podstępem próbują przeniknąć do świata pozbawionego wszelkich skrupułów właściciela.
„Bękarty wojny” (2009)
Co prawda z niemieckiej nocy w Paryżu nie wszyscy uchodzą z życiem, ale trudno nie przyklasnąć efektom misternych intryg, które splatają się w jedną całość na premierze „Dumy narodu” w kinie Le Gamaar. Podczas gdy Shosanna Dreyfus (Mélanie Laurent) planuje zemstę za egzekucję swojej rodziny z rąk pułkownika SS (Christoph Waltz), amerykański porucznik Aldo Raine (Brad Pitt) prowadzi swoich ludzi – tytułowych „bękartów wojny” – na bezwzględną krucjatę przeciw nazistom. W szalonej fantazji mistrza kina zemsty wszyscy obierają za cel najwyższych przywódców III Rzeszy.
Czytaj także: Nowy thriller z motywem zemsty szturmem podbił Netflixa. Jedni są zachwyceni, inni żałują każdej minuty
„Od dziewiątej do piątej” (1980)
Kto kiedykolwiek marzył, by porachować się ze swoim szefem, ten powinien nadrobić „Od dziewiątej do piątej”. Gdy trzy pracownice czują, że miarka się przebrała, zaczynają nosić się z zamiarem dania nauczki swojemu uciążliwemu przełożonemu. Zbiegiem okoliczności wytwory ich wyobraźni stają się rzeczywistością. Pod nieobecność szefa Judy, Doralee i Violet (w tych rolach Jane Fonda, Dolly Parton i Lily Tomlin) zaczynają wprowadzać w biurze własne porządki.
„Służące” (2011)
Do małego miasteczka w Mississippi powraca ambitna Skeeter (Emma Stone). Młoda kobieta marzy o karierze pisarki, a swój debiut chce poświęcić pracującym u zamożnych rodzin z południa czarnoskórym służącym. Aibileen (Viola Davis) początkowo się waha, nie chcąc ujawniać brudnych sekretów. Kolejne upokorzenia skłaniają ją jednak do zwierzeń, z których powstaje książka przeciwstawiająca się rasizmowi i nadużyciom. Nie jest to opowieść o rewanżu w ścisłym sensie, lecz raczej o walce o swoje prawa i godność. Ale mamy tu też przecież słynną scenę z upieczonym przez Minny (Octavia Spencer) ciastem – kino zemsty absolutne.
„Zmowa pierwszych żon” (1996)
„Zmowa pierwszych żon” to idealny film do obejrzenia po rozstaniu. Komedia z Diane Keaton, Goldie Hawn i Bette Midler opowiada o trzech kobietach, których drogi przecinają się na pogrzebie przyjaciółki z czasów szkolnych. Nieboszczka sama odebrała sobie życie, nie mogąc poradzić sobie ze zdradą, jakiej dopuścił się jej mąż. Od słowa do słowa staje się jasne, że każda z nich była źle traktowana i ostatecznie porzucona przez życiowego partnera. Postanawiają więc połączyć siły i ramię w ramię wyrównać rachunki z niewiernymi eks.
Czytaj także: 5 filmów z Diane Keaton, które warto obejrzeć choć raz w życiu
„Wredne dziewczyny” (2004)
W historii kinematografii znajdziemy też całe mnóstwo filmów, które uczą, aby nie zadzierać z nastolatkami – od kultowego „Śmiertelnego zauroczenia” po netflixowe „Zróbmy zemstę”. Jednym z najpopularniejszych przedstawicieli gatunku są „Wredne dziewczyny”, których punktem wyjścia jest zinfiltrowanie nieświadomej zagrożenia grupy Plastików przez nową uczennicę Cady Heron (Lindsay Lohan). Za namową dwójki szkolnych wyrzutków dziewczyna wchodzi w szeregi elitarnej paczki zarządzanej przez okrutną Reginę George (Rachel McAdams) i zaczyna psuć im szyki.
„Żądło” (1973)
„Żądło” cofa nas do Stanów Zjednoczonych lat 30., gdzie Johnny i Henry (Robert Redford i Paul Newman) pragną pomścić śmierć swojego przyjaciela. Za wszystkim stoi wpływowy gangster (Robert Shaw), dlatego plan wymaga od nich szczególnej precyzji i sprytu. Dwóch drobnych naciągaczy opracowuje więc – dziś być może już nieco staromodne, ale nadal porywające – oszustwo wszech czasów, które ma doprowadzić do spektakularnej zemsty.
„Bezlitośni ludzie” (1986)
Zamożny Sam Stone (Danny DeVito) nosi się z zamiarem zamordowania swojej żony Barbary (Bette Midler), która stoi mu na drodze do pełni szczęścia u boku kochanki. Kiedy już zmierza do domu uzbrojony w chloroform, nieoczekiwanie wyręczają go porywacze. Chcąc zemścić się za kradzież pomysłów, na których zbudował swoją fortunę, uprowadzają nieszczęsną kobietę i żądają okupu. Stone nie zamierza jednak zapłacić im nawet złamanego grosza. Tymczasem Barbara zjednuje sobie sympatię swoich oprawców. Role zaczynają się odwracać – nowi sojusznicy wspólnie decydują się dać lekcję złodziejowi i niedoszłemu zabójcy. „Bezlitośni ludzie” przypominają, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.