Marta Waszkiewicz - Najgłośniejsze filmy Nowych Horyzontów wciąż można obejrzeć online. Zostało już tylko kilka dni
00:00
11:35
Jeszcze tylko do niedzieli 9 sierpnia możecie zaprosić Nowe Horyzonty do swoich domów i wybierać spośród ponad 100 tytułów dostępnych online. Od czego zacząć? Najlepiej ruszyć śladem pozycji, które podczas stacjonarnej części we Wrocławiu wywołały najwięcej emocji i gromadziły pełne sale publiczności.
Obraz na faktach, określony przez widzów i krytyków najważniejszym filmem dekady. 29 stycznia 2024 roku wolontariusze Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca odbierają telefon alarmowy. W Gazie w samochodzie znajdującym się pod ostrzałem uwięziona jest 6-latka, która błaga o pomoc. Ratownicy, starając się utrzymać z nią kontakt, robią wszystko, by dotarła do niej karetka. Dziewczynka ma na imię Hind Rajab. Dzieło Kaouther Ben Hani to przejmująca, głęboko humanistyczna historia ukazująca bohaterstwo zwykłych ludzi.
Czytaj także: Niech wszyscy ją usłyszą. „Głos Hind Rajab” to silny protest przeciw wojnie w Palestynie, który powinien dotrzeć jak najdalej
Młody DJ Denís pewnej nocy wraz z grupą przypadkowych znajomych włamuje się do eleganckiego, dużego domu na przedmieściach. Pijany i upalony, zasypia w sypialni, gdzie nad ranem znajduje go Bea, która wraca po długich godzinach pracy. Nieoczekiwanie tych dwoje odnajdzie w sobie nawzajem coś bliskiego. Kobieta w średnim wieku mierzy się z rozwodem i wizją wyprowadzki z domu. Denís z kolei marzy o karierze w Berlinie. Spędzą ze sobą dwie doby, podczas których nauczą się od siebie najważniejszych rzeczy, nawet jeśli ich drogi prowadzą w różne strony. Wyjdą ze skorupy i otworzą się na siebie. Ciepłe i przytulne wnętrza, pulsujące światła klubu, rozświetlone poranki i przyćmione wieczory – wszystko to pozwala wybrzmieć skrywanym emocjom i tęsknotom, ale prostota tego spotkania jest tylko pozorna: po nim nic już nie będzie takie samo.
Pełen czułości, humoru, czujnej obserwacji i ostrej krytyki relacji społecznych debiut reżyserski aktora Harrisa Dickinsona („Babygirl”, „W trójkącie”). Młody Londyńczyk (Frank Dillane) żyje na ulicy, zmaga się z uzależnieniem i codzienną walką o przetrwanie. Spędza dni, prosząc o drobne, a jednocześnie szuka kawałka dachu nad głową, miejsca, w którym mógłby ukryć swój nędzny dobytek. Kiedy nieznajomy chce zapłacić za jego posiłek, Mike postanawia skorzystać z okazji. Bohater bywa niewinny jak sierotka z bajki, pełen uroku, z jakim kojarzymy chłopięcą niedojrzałość, aby za chwilę zmienić się w drapieżnika i manipulatora. W drobnym Mike’u aktor pomieścił jeszcze dziecięcą złość, młodzieńczą beztroskę, wielki głód bliskości i agresję wybuchającą w nieoczekiwanych momentach.
Melancholijna, czuła i szydercza jednocześnie historia rozpadu rodziny oraz intymny portret zawieszenia, w jakim znajduje się małżeństwo i ich troje dzieci. Magnus jest marynarzem, a Anna to artystka marząca o wielkiej karierze. Każde z nich próbuje posklejać rodzinę, ale to on czuje się tym wyrzuconym za burtę. Studium rozstania jest tu okazją do przyjrzenia się mężczyznom zagubionym i szukającym dla siebie nowych ról. Nawigując pomiędzy porami roku i portretując surowy pejzaż Islandii, reżyser stworzył jeden z najwspanialszych hołdów złożonych miłości w kinie – przejmujący, powściągliwy i nieodparcie zabawny.
Czytaj także: Zabawna i podnosząca na duchu opowieść o życiu w separacji? Tak, to możliwe. Recenzja filmu „Miłość, która zostaje”
Prowokacyjny, zmysłowy i bezwstydnie romantyczny „Pillion” to połączenie queerowego romansu i komediodramatu, w którym Alexander Skarsgård i Harry Melling z humorem przełamują erotyczne tabu. Kiedy zabójczo przystojny Ray (Skarsgård) zostawia nieśmiałemu Colinowi (Melling) swój numer telefonu, ten bez wahania pozwala zakuć się w miłosne kajdany. Od tej pory zjawia się na każde wezwanie atrakcyjnego członka klubu bikersów. Nagła przemiana Colina to szok dla jego rodziców, a dla niego samego oszałamiająca nauka jazdy na tylnym siedzeniu. Utrata kontroli i całkowite oddanie – kto by pomyślał, że to takie przyjemne? „Pillion” brawurowo eksploruje również świat relacji BDSM oraz odważnie pokonuje wyboistą drogę do seksualnego i emocjonalnego przebudzenia.
Czytaj także: Układy samotności. Za ekwipunkiem do bondage’u bohaterowie „Pillon” ukrywają strach przed odrzuceniem [Recenzja]
368. dzień lata. Od wielu dni w Buenos Aires temperatura sięga 47 stopni. Miasto opuściła większość mieszkańców, a radia nadają wezwania do ewakuacji. Grupa znajomych sunie pustymi ulicami w kierunku dzielnicy rezydencyjnej. W opuszczonych willach czekają na nich baseny, których nikt już nie pilnuje, które będą dla nich schronieniem przed paraliżującym upałem i źródłem ulgi. Płyną, a raczej dryfują w kolejnych zbiornikach, przeskakują przez ogrodzenia i włamują się do następnych willi. To portret młodzieży, która nie wie, czy uciekać, stawiać opór, czy pozwolić dalej unosić się na wodzie. Minimalistyczny i oszczędny w formie film buduje obraz wyczerpania, eskapizmu i poczucia zawieszenia.
Kpiarska opowieść o nałogu w kobiecym wydaniu. Tytułowa pijaczka ze straceńczą determinacją przybywa do Berlina, aby wieść szampańskie życie. Jej plany biorą jednak w łeb w miarę utraty trzeźwości i spotkań z innymi pijanymi kobietami. Tabea Blumenschein drobi kroczki i plączą jej się nogi, a na ekranie prezentuje się bardziej jak modelka niż aktorka. Była zarówno projektantką kostiumów, krawcową, jak i ówczesną partnerką reżyserki. Co ciekawe, obrazy, które wspólnie wykreowały, magnetyzowały tak bardzo, że do twórczyń zwróciła się korporacja taksówkarska, aby wykorzystać w reklamie scenę z filmu.
Ojciec rozpaczliwie szuka córki na nielegalnych, pustynnych rave’ach w Maroku. Po kilku dniach tułaczki trafia jednak na bandę outsiderów i wraz z nimi zmierza pod granicę z Mauretanią, gdzie sytuacja wymyka się spod kontroli. „Sirât” to odjazdowe połączenie survivalowego thrillera z krytyczną perspektywą. Fenomenalnie nakręcony film trzyma w napięciu, zachwyca elektryzującą muzyką i nie daje o sobie zapomnieć. To film-przygoda, którego rewersem jest zaskakująca refleksja o współczesnym eskapizmie: polityka dopadnie nas zawsze i wszędzie, a otaczająca nas rzeczywistość to istne pole minowe.
Czytaj także: Myślałam, że idę na kolejnego „Mad Maxa”, z nowohoryzontowego kina wyszłam poruszona. „Sirât” Oliviera Laxe’a to danse macabre bez trzymanki
Nieprzewidywalna kinowa eskapada przez zapomniane prowincjonalne stadiony i boiska. Skąpany w letnim świetle melancholijny film to opowieścć o ojcu, który podąża tropem zaginionej córki, fotografki sportowej. I choć 28-latka nie chce być odnalezioną, ojciec werbuje jej kolegę i ruszają śladem ostatniego zlecenia kobiety. Znikanie, nieobecność, a nawet niewidzialność, są tu kluczowym motywem, więc „Spadający liść” to świetne ćwiczenie z percepcji i wyobraźni. Szczególnie że film w całości zrealizowano telefonem Sony Ericsson W595, kamerą o niskiej rozdzielczości. Ta surowość nie przesłania jednak pełnego miłości spojrzenia na miejsca utrzymywane przy życiu siłą młodości, marzeń i pasji.
Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami poruszająca i pełna nadziei opowieść o dojrzałej miłości, która okazuje się silniejsza niż życiowe kryzysy. Podnosi na duchu i przypomina, że nawet po największej burzy można odnaleźć spokój – jeśli idzie się razem. Raynor (Gillian Anderson) i Moth (Jason Isaacs), małżeństwo z wieloletnim stażem, tracą niemal wszystko – dom i bezpieczne życie. Zamiast się poddać, wyruszają w pieszą wędrówkę – ponad tysiąc kilometrów wzdłuż angielskiego wybrzeża. Z pustym kontem bankowym, namiotem i garścią rzeczy idą przed siebie, szukając ukojenia w otaczającej ich przyrodzie. Wkrótce odkryją, że mimo przeszkód, wciąż mają to, co najważniejsze – siebie nawzajem.
Czytaj także: Stracili wszystko, a potem… ruszyli w drogę. „Ścieżki życia” to film, który uczy, jak przetrwać każdy kryzys i zachować nadzieję
Połączenie queerowego romansu, teen-dramy i pasjonującego kina sportowego. Judo to dla nastoletniej Daphne cały świat. Gdy pod skrzydła bierze ją ceniony sensei, dziewczyna po raz pierwszy odkrywa gorzki smak porażki i cenę poświęcenia, a przeprowadzka do Aten odsłania przed nią nowe pokusy. „Bez szwendania się po mieście, alkoholu, chłopców i papierosów” – słyszy od surowego trenera Daphne, której upartość i naiwność mogą zaszkodzić jej w drodze po złoty medal Igrzysk Olimpijskich. W skupieniu na macie nie pomaga także filuterna Zoe z konkurencyjnej drużyny, która budzi w dziewczynie nieznane dotąd uczucie. Zniuansowany coming-of-age z reporterską uwagą i humorem portretuje dziewczyńskie środowisko judoczek – ich rozterki, emocjonalne treningi i hart ducha.
Jak to jest, że niektóre pary szybko się rozpadają, a inne potrafią przetrwać dekady? Czy podstawą dobrej związku są podzielane wartości, fizyczna bliskość, wierność, a może codzienny wysiłek włożony w budowę wspólnego życia? Posiłki, drobne gesty, spacery, spontaniczny taniec? Angela Schanelec szkicuje portret pary w kryzysie małżeńskim, jednak tym razem historia zostaje pokazana z charakterystycznym sznytem i metafizycznym pięknem. Kolejne sceny z życia naświetlają strukturę ich związku, jednak dotarcie do prawdy o tej relacji możliwe jest tylko poprzez analizę chwil. Życie to konstrukcja w procesie i nic dziwnego, że plac budowy jest główną metaforą tej opowieści.