1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Najstraszniejsza jest cisza. „NAZA” to dowód na to, jak banalne jest ludobójstwo XXI wieku [Recenzja]

Najstraszniejsza jest cisza. „NAZA” to dowód na to, jak banalne jest ludobójstwo XXI wieku [Recenzja]

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Kadr z filmu „NAZA” (Fot. materiały prasowe So FILMS)
Kadr z filmu „NAZA” (Fot. materiały prasowe So FILMS)
Niemal 25 minut aplauzu – krzyczały nagłówki po premierze filmu „NAZA”. Media epatowały rekordem, porównywały wynik z innymi historycznymi liczbami. Hałas wokół dokumentu w reżyserii Yuvala Abrahama i Rachel Szor narastał od momentu premiery w Wenecji. Ja, z pokazu prasowego, który odbył się kilka godzin przed czerwonym dywanem, zapamiętałam głównie ciszę. Bo „NAZA” jest właśnie o ciszy.

Milczenie w którym pełna sala spoglądała na napisy końcowe, a następnie ociężale opuszczała salę. Ale również głuchość której doświadczyłam na ekranie. Duet reżyserski kręcił film w nocy, na dachach wieżowców w Tel Awiwie, z daleka od dźwięków miasta, w odcięciu od codzienności, którą można było dostrzec przez oświetlone okna. Wybór podyktowany bezpieczeństwem rozmówców podkreślił jednak to, co w „NAZIE” przeraża najbardziej. Łatwość, z jaką jesteśmy w stanie zdystansować się od cierpienia.

Z jednej strony widzowie, którzy stoją i wiwatują przez pół godziny, z drugiej – obojętność świata wobec krzywd cywilów w Gazie. Paradoks wybiórczego zainteresowania, pokazuje, jak wiele zależy od prostej decyzji, by przejąć się czymś lub nie. Mieszkańcy Tel Awiwu wybierają to wygodniejsze. Przez okna widać jak zamożna klasa średnia prowadzi w swoich apartamentowcach spokojne życie. 70 kilometrów dalej, domy są równane z ziemią. Jeden po drugim. Od czasu do czasu odgłos spadającej bomby przerywa ciszę nocną, jednak sylwetki w oknach pozostają niewzruszone.

Spokój ducha mają zapewniony również pracownicy izraelskiego wywiadu. Swoją pracę wykonują w biurowych przestrzeniach. Wychodzą na kawę, na papierosa. Gapią się w komputer. Można pomyśleć, że pracują dla jednej z korporacji. Tym bardziej, że ich codzienne czynności ograniczają się do ogłupiającego klikania. Klik i tam w Gazie, kilkadziesiąt kilometrów od biurowca, pod gruzami, ginie cała rodzina.

Programem, który pomaga im w usprawnieniu codziennych zadań jest „Lavender”, sztuczna inteligencja analizująca setki danych z sieci telekomunikacyjnej, monitoringu, mediów społecznościowych, aby stworzyć listę celów. Mdła nazwa pasuje do biurokratycznego modelu ludobójstwa, który już 80 lat temu naziści testowali na narodzie żydowskim. Ironia ofiary, stającej się oprawcą nie uderza jednak 24 rozmówców Abrahama i Szor. Oni w spokoju tłumaczą swoją codzienną rutynę, rysują na kartce papieru przestrzenie, w których mordów dokonują jeszcze przed przerwą na lunch, znajomą architekturę bloków, które rozwalają.

Kadr z filmu „NAZA” (Fot. materiały prasowe So FILMS) Kadr z filmu „NAZA” (Fot. materiały prasowe So FILMS)

Jeden z informatorów mówi, że nie popiera metod Hitlera i bagatelizuje wszelkie podobieństwa. Drugi dystansuje się za pomocą hierarchicznego systemu – on tylko wykonuje rozkazy. Trzeci rezygnuje z poczucia winy na rzecz niezmąconej zabawy. Program, w którym pracuje, przypomina mu grę komputerową typu Counter-Strike, każde leżące ciało przynosi satysfakcję. Władze wojskowe oferują im opiekę psychologiczną, jednak ta wydaje się zbędna. Biurowe wnętrza, długi łańcuszek rozkazów, ściana z monitora zapewniają wystarczającą ochronę dla sumienia. Występujących w filmie agentów wywiadu skrywa cień, cyfrowa modulacja głosu i wizerunku. Twórcy dokumentu zrobili wszystko, by zapewnić im bezpieczeństwo. Tych, zależnych od pojedynczego kliknięcia klawiatury, nie chroni nikt.

Doprowadzonym do perfekcji nienazywaniem rzeczy po imieniu jest tytułowa „NAZA”. Akronim hebrajskiego wyrażenia „nezek agavi” w izraelskim żargonie wojskowym oznacza akceptowaną, wykalkulowaną liczbę cywilów, jaka może zginąć podczas ataku na dany cel. Zabicie jednego bojownika Hamasu, to koszt życia całej rodziny lub wszystkich mieszkańców budynku. Ale jest to koszt, który izraelskie wojsko jest gotowe zapłacić. Kiedy głowa rodziny wysyła dziecku lub żonie SMS-a, że za chwilę zjawi się w domu, agenci wywiadu, już przygotowują się do strzału. Tak działa pomocniczy protokół AI „Gdzie jest tata?” [„Where's Daddy?”]. Później wystarczy tylko wpisać liczbę NAZA do tabelki w raporcie. Zabijanie w XXI wieku, z dostępem do AI, jest banalnie proste i straszliwie sterylne – nie grozi pobrudzeniem rąk.

Producentem wykonawczym „NAZY” jest Jonathan Glazer, reżyser oscarowej „Strefy interesów” – filmu, który pozbawił Holocaust podniosłości, sprowadził masową zagładę do banału codziennych obowiązków. Pokazał, że śmierć milionów była ceną awansu społecznego kilku jednostek. Jego zaangażowanie w dokument Yuvala Abrahama i Rachel Szor wcale mnie nie dziwi. Pobudki Izraela są przecież takie same: dobrobyt, wygodnictwo, święty spokój. Nad sielankowym ogrodem rodziny komendanta Hössa czasami zbierały się czarne chmury z kominów, nad nowoczesnymi apartamentowcami w Tel Awiwie czasami przelatuje rakieta.

„NAZA” jest dokumentem, którego nie sposób oceniać w kategoriach filmowych. To dowód zbrodni przeciwko ludzkości, który, miejmy nadzieję, będzie kiedyś pokazywany na lekcjach historii. Twórcy doskonale zdawali sobie sprawę z wartości zebranego materiału. Nagrania odbywały się w ścisłej tajemnicy, a tytuł dołączono do Konkursu Głównego 83. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji w ostatniej chwili.

Yuval Abraham i Rachel Szor z Nagrodą Specjalną Jury na 83. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji Yuval Abraham i Rachel Szor z Nagrodą Specjalną Jury na 83. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji

Abraham i Szor chronią cennych informatorów, ale sami są gotowi ponieść konsekwencje. W tym momencie możliwość utraty izraelskiego obywatelstwa jest najmniejszym z ich problemów. Nacjonaliści jawnie grożą reżyserom i ich rodzinom śmiercią. To nie pierwszy raz, gdy duet ryzykuje życiem, by opowiedzieć światu o tym, co naprawdę dzieje się w Gazie. W nagrodzonym Oscarem dokumencie „Nie chcemy innej ziemi” (2024), Abraham i Szor wraz z palestyńskimi reżyserami: Baselem Adrą i Hamdanem Ballalem ujawnili wysiedlenia, do których izraelskie wojsko zmusza mieszkańców regionu Masafer Yatta. Za statuetkę Akademii Ballal zapłacił pobiciem i aresztowaniem przez żołnierzy Sił Obronnych Izraela. Cena jest wysoka, ale izraelscy wolą ją od straszliwej ciszy. Pozornego bezpieczeństwa czterech ścian postawionych na cmentarzysku.

Film „NAZA” można oglądać na ekranach polskich kin od 23 października.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE