fbpx

Gong Li – dziewczyna w czerwonej lektyce

Gong Li - dziewczyna w czerwonej lektyce
(Fot. Valérie Macon/AFP News/East News)

Gong Li to najbardziej rozpoznawalna chińska aktorka na świecie. W długo oczekiwanej ekranizacji Mulan gra czarny charakter, co nawiasem mówiąc, bardzo ją cieszy.

Podobno „Mulan” to ulubiona historia z twojego dzieciństwa. Tymczasem na disnejowską wersję adaptacji filmowej, w której zagrałaś czarownicę Xian Lang, spadła w Chinach fala hejtu za odstępstwa od oryginału. Czy to ci nie przeszkadza?
Nie. Co więcej, gram fikcyjną postać, której odpowiednikiem w oryginale jest mężczyzna. W przeciwieństwie do łagodnej i szlachetnej tytułowej bohaterki, której mieszam szyki, moja jest bogatsza, bardziej złożona. Nigdy nie kreowałam tak okrutnej postaci, ale pod koniec filmu widzowie zrozumieją, dlaczego Xian Lang taka jest.

Chińczycy uważają, że „Mulan” to nic więcej jak efektowna zbitka kulturowych stereotypów dla zagranicznego widza.
Chińczycy mają prawo do dezaprobaty, ale to nie znaczy, że mają rację. Ten film oparty jest na legendarnej chińskiej opowieści o wojowniczce Hua Mulan, która w przebraniu mężczyzny zajęła miejsce ojca w armii w Okresie Sześciu Dynastii. Ale nowozelandzka reżyserka Niki Caro kręci tę historię z zachodniego punktu widzenia i myślę, że to naprawdę dobra rzecz. W kinie nie chodzi przecież o odtwarzanie rzeczywistości w skali jeden do jednego, ale o oryginalność, bo kino to przede wszystkim odkrywanie nowych rzeczy. Ktoś napisał, że Hua Mulan zachowuje się jak Europejka lub Amerykanka. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że inteligencja bohaterki, jej spryt, wierność sobie nie stoją w sprzeczności z chińską tradycją.

Ty sama nie masz poczucia dyskomfortu, rozdarcia, które bierze się z życia między silnym przywiązaniem do tradycji a pędem ku nowoczesności?
Kiedy w Hollywood jakiś reżyser przychodzi do mnie ze scenariuszem i chce, żebym zagrała stereotypową Chinkę lub Azjatkę, która dzielnie walczy i szybko umiera, w ogóle mnie to nie interesuje. Teraz, w przypadku Xian Lang, tak nie było. Rola musi wykorzystywać mój potencjał. Właśnie dlatego nie chciałam zagrać dziewczyny Bonda w „Jutro nie umiera nigdy”, bo to nie była pełnokrwista postać, tylko element dekoracyjny, czekający na ratunek.

A co do tradycji – jestem za tym, żeby brać z niej to, co wartościowe, ale nie być jej niewolnikiem. Ogromnie się cieszę, że moje filmy budują mosty między kulturami. Ludzie na Zachodzie dostrzegają przeważnie negatywne strony życia w naszej kulturze, ale są w niej także pozytywy. Chiny to kraj wielkich różnic, a więc łatwo ulec pułapce stereotypu.

Twoje bohaterki są kobietami odważnymi, nie godzą się z ograniczeniami, które są im narzucane. Założę się, że właśnie ta niezależność jest tym, co cię łączy z nimi prywatnie.
Żyjąc w dwóch równoległych światach: chińskim i zachodnim, z czasem zrozumiałam, że muszę przestać przejmować się tym, co ludzie na mój temat mówią, i mieć odwagę żyć tak, jak chcę. Dziś lepiej kontroluję i swoje emocje, i moją grę. Nic mnie już nie zrani, nie zamierzam walczyć, by widzowie mnie lubili. Nie jestem celebrytką, co napełnia mnie dumą.

Pamiętam, jak wiele kontrowersji wzbudziła w Chinach twoja rola w melodramacie „Wyznania gejszy” w reżyserii Roba Marshalla.
Ja i Zhang Ziyi wcieliłyśmy się w japońskie gejsze, co wywołało oburzenie zarówno w Chinach, gdzie uważano, że zhańbiłyśmy ojczyznę, jak i w Japonii, gdzie twierdzono, że chińskie aktorki nie są w stanie przekonująco zagrać Japonek. I tu znów dają o sobie znać uprzedzenia. Na szczęście umiem sobie z nimi radzić. W tym wypadku ważne jest to, że moja bohaterka Hatsumomo jest kobietą wykonującą zawód, o którym nic wcześniej nie wiedziałam. Wyzwaniem było znalezienie sposobów, jakimi mogłabym wyrazić tę postać.

W „Mulan” grasz okrutną czarownicę, wtedy też byłaś tą złą gejszą.
Naprawdę tak myślisz? Nie sądzę, żeby Hatsumomo była do końca czarnym charakterem. To bardzo silna kobieta, zazdrosna, zacięta, ale nosząca w sercu wielki dramat. Nie wolno było jej się zakochać, to było dla niej bardzo bolesne.

Gong Li - dziewczyna w czerwonej lektyce
Gong Li jako obdarzona nadprzyrodzonymi mocami czarownica Xian Lang (Fot. Disney)

Od zawsze chciałaś być aktorką?
Byłam najmłodszym dzieckiem z piątki rodzeństwa. Mieszkaliśmy na prowincji, ojciec był profesorem ekonomii, matka nauczycielką. Jako dziewczynka lubiłam śpiewać i tańczyć. Chciałam uczyć muzyki dzieci w przedszkolu, a aktorką zostałam przez przypadek. Moja nauczycielka zabrała mnie na telewizyjny show kręcony w Shandong. Kiedy zobaczyła mnie reżyserka tego widowiska, dała mi tekst malutkiej roli. Spodobałam się, usłyszałam, że jestem naturalna. Namówiła moją mamę, żeby zapisała mnie do szkoły dramatycznej w Pekinie. I tak się stało. Myślałam o aktorstwie teatralnym, w ogóle nie marzyłam o sławie ani o kinie, ale kiedy pod koniec lat 80. zaczęłam pracować z Zhangiem Yimou [dziś jednym z najsłynniejszych i najbardziej cenionych chińskich reżyserów – przyp. red.], kino mnie wciągnęło.

Byłam pierwszą chińską aktorką, która mogła wyjeżdżać na Zachód na festiwale. Nie wykalkulowałam tego, miałam po prostu ogromne szczęście. Kiedy studiowałam w Pekinie, studentom nie wolno było grać w filmach, a więc pierwszy film z Zhangiem, „Czerwone sorgo” – jego i mój debiut – zrobiliśmy w czasie wakacji. Zagrałam tam dziewczynę zmuszoną do małżeństwa z trędowatym właścicielem tłoczni wina. Po tym, jak umiera jej mąż, moja bohaterka sama zaczyna decydować o swoim losie, przejmuje zakład i przewodzi lokalnej społeczności w walce przeciwko japońskim okupantom. Zhang dawał dużo wolności aktorom, stawiał na ich kreatywność, m.in. dzięki temu mam dziś świadomość tego, czym jest sztuka filmowa.

Chyba nigdy wcześniej świat nie interesował się Chinami w tak dużym stopniu jak obecnie. A ty jesteś nie tylko najbardziej znaną twarzą tego kraju, ale także lustrem, w którym odbiją się przemiany, jakie się w nim dokonały. Myślę o scenie otwierającej „Czerwone sorgo”.
To scena, w której widać mnie w lektyce, w drodze na ślub z mężczyzną, którego moja bohaterka nigdy wcześniej nie widziała. Bez jednego słowa starałam się pokazać kłębiącą się w mojej postaci mieszaninę ciekawości, zmysłowości, strachu i podniecenia wobec nieznanej przyszłości. Z perspektywy czasu myślę, że trudno wyobrazić sobie lepszą metaforę biednego kraju, który stał wtedy przed dramatycznymi zmianami.

Jak jesteś dziś odbierana w Chinach?
Tutejsi fani są zupełnie inni od tych na Zachodzie. W Chinach wielu ludzi naprawdę mnie kocha i interesuje się moim życiem. Ale w tej miłości zawsze znajdzie się odrobina zazdrości. Tu właśnie kryje się różnica. Podczas kiedy ludzie Zachodu są skłonni podziwiać ludzi sukcesu, w Chinach budzą oni często zazdrość. Prasa chińska jest bardziej obcesowa, zachodnia zachowuje jednak jakieś standardy. Swoją drogą za granicą zyskałam sławę na długo przed tym, zanim chińscy widzowie poznali moje nazwisko. Głównie z winy cenzury, która nie dopuściła do projekcji wielu filmów, w których wystąpiłam. Dziś jestem postrzegana jako pionierka walki z poglądem, że kobieta powinna być bierna i uległa. Uważam, że mam osobowość nowoczesnej, silnej Chinki. W każdej z moich ról przemycam część tej osobowości.

Nie planujesz pozostania w Hollywood na stałe?
Nie sądzę, żebym musiała osiadać w Hollywood. To raczej Hollywood zbliża się do Chin. Piszą tam coraz więcej interesujących scenariuszy dla Chinek i kobiet z innych części Azji. Jeszcze 20 lat temu Azjatki w amerykańskich produkcjach służyły głównie za efektowne ozdoby.

W ubiegłym roku wyszłaś za mąż za francuskiego kompozytora Jeana-Michela Jarre’a.
A wiesz, że kiedy byłam młoda, zanim jeszcze poszłam na studia, Jean-Michel Jarre przyjechał do Chin, żeby wystąpić w Zakazanym Mieście? Pamiętam, jak zafascynowana słuchałam go w radiu, ludzie nie tak często mieli wtedy telewizory. Nie wiedziałam wówczas, jak potoczy się moje życie, i nawet do głowy mi nie przyszło, że mogę poznać osobiście Jeana-Michela, a co dopiero się z nim związać [śmiech].

Gdybyś miała wymienić jedną cechę, której zawdzięczasz swój zawodowy sukces, co byś wymieniła?
Upór. Jestem upartą aktorką. Biorę tylko te role, które uważam za ważne. Nie boję się ryzyka i błędów, nienawidzę płaskich postaci. Czuję się bardzo dumna z tego, że jestem dobrze znana za granicą, bo dowodzi to tego, że mój upór się opłacił.

A nie zamierzasz stanąć po drugiej stronie kamery?
Nigdy nie myślałam o napisaniu scenariusza ani o samodzielnym wyreżyserowaniu filmu. Nie, chcę być aktorką i nie powinnam się rozpraszać.

Gong Li, rocznik 1965. Ma na koncie role w takich filmach, jak m.in.: „Czerwone sorgo”, „Zawieście czerwone latarnie”, „Żegnaj, moja konkubino”, „Cesarzowa”, „Miami Vice”. Gong Li jako obdarzona nadprzyrodzonymi mocami czarownica Xian Lang.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze