Dorota Wellman: Używaj ile się da

Dorota Wellman
Fot. Rafał Masłow

Dorota Wellman, energia dwudziestolatki, swoiste ADHD. Ma bzika na punkcie latania. Kolekcjonuje wrażenia i ludzi, nie przedmioty. – Życie to coś więcej niż jedzenie i wydalanie. To świadomość, po co tu jesteśmy. Wspólnie z Hanią Halek dociekają, po co…

Dorota Wellman
Fot. Rafał Masłow

W jaki sposób kosztujesz życie? Łyżeczką do herbaty, nożem, widelcem?

Wielkimi łychami. Ile się da! Chcę się nachapać życia, bo mam świadomość tego, że czas ucieka, wieczność czeka – jak mawiał klasyk. Mam w sobie zachłanność na doznania, ludzi, na życie.

Jesteś kolekcjonerką wrażeń?

Przede wszystkim wrażeń! Na przykład nigdy nie robię zdjęć z wakacji. Owszem, mam jakieś, bo ktoś je zrobił, ale sama – w życiu! Czuję zapach rozgrzanej ziemi, dojrzewających pomarańczy, porannego morza, które jeszcze jest chłodne, mgły, jeziora na Mazurach, tataraku, ryby, świeżości i bagienności jednocześnie… I tego nie odda żadna fotografia, bo w takich chwilach najbardziej liczy się „teraz”, ten moment między jednym a drugim mrugnięciem oka.

Chwila, w której czułaś się najpełniej?

Nie mam jednego takiego momentu. Używam życia codziennie, a ilość zajęć, które sobie sama dobieram, spotkań, wyjazdów i podróży jest ciągłym kompletowaniem doświadczeń i przeżyć. Dziś wieczorem mam na przykład bardzo trudne wyzwanie, będę rozmawiać z rodzicami dzieci homoseksualnych o tym, jak oswoić się z myślą, że dziecko wybrało inną opcję, niż się spodziewali, i wnuków jednak nie będzie. Dla każdego rodzica to wielkie przeżycie, a dla mnie wrażenie, które zabiorę ze sobą. Poznam tych ludzi i dowiem się, czy są odważni, czy nie, czy miłość zwyciężyła.

A gdyby okazało się, że twój syn jest gejem?

To bym go nadal kochała, i jego partnera również. Pewnie, że bym to przeżyła jako zmianę mojego myślenia, obrazu, marzeń, iluzji, jakie nosiłam w sobie wcześniej. Preferencje seksualne nie odcinają mnie jednak od mojego dziecka, które kocham ponad życie. Nie martwię się więc tym, że Kuba nie jest inżynierem, bo jest humanistą i studiuje amerykanistykę. Taką ma pasję. Kocha popkulturę, interesuje się filmem. Ale gdyby wybrał medycynę, też bym za nim podążała. Mam z Kubą fajne koleżeńskie relacje, przez całe życie rozmawialiśmy i rozmawiamy do tej pory. Uważam, że to jest mój największy sukces życiowy. Jest już na studiach, zaczyna nowy etap w życiu, a nasze relacje w ogóle się nie rozluźniają. Nasz dom jest pełen ludzi, dzięki czemu znam również jego znajomych, wiem, dokąd idą, jestem pewna, że dobrze się sobą zajmą. Uwielbiam słuchać tych młodych, gdy śmieją się do utraty tchu, kocham ich seanse filmowe, które odbywają się na strychu tuż nad moją głową do późnej nocy, to zamawianie pizzy, robienie sushi. Myślę, że wszystko to, na co nie pozwalamy – nie mówię tu o rzeczach szkodliwych, typu narkotyki – odsuwa nas od dziecka, bo nic o nim wtedy nie wiemy. Całe życie szłam za moim synem krok w krok, w związku z tym znam wszystkie gry, w jakie grał, jego fascynacje, filmy, które kocha, mody, którym ulega…