Margaret Atwood: „Jestem za stara, żeby bać się wielu rzeczy”

Margaret Atwood - Jestem za stara, żeby bać się wielu rzeczy
Margaret Atwood (Fot. BEW)

Margaret Atwood to autorka od dawna wymieniana wśród kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. I jedna z najważniejszych książkowych premier ostatnich miesięcy, kontynuacja „Opowieści Podręcznej”, na podstawie które powstał nie mniej znany serial. Z Margaret Atwood rozmawiamy o najnowszych „Testamentach”, o jej przekonaniach, nadziejach i lękach. I o tym, co się mówi o Atwood za jej plecami.

Ogłaszając, że „Opowieść podręcznej” będzie miała swoja powieściową kontynuację, zdradziłaś, że masz zamiar odpowiedzieć na pytania o Gilead [dystopijną krainę, w której rozgrywa się akcja książki – przyp. red.], jakie czytelnicy zadawali przez lata. O co pytali? Jak odpowiedziałaś?
Jedno z pytań brzmiało następująco: „Głęboko wierzę, że systemy totalitarne nie przetrwają. Niektóre z nich przetrwały dłużej niż inne. Dlaczego w końcu się jednak rozpadają?”. Cóż, istnieją różne scenariusze. Rozpad od wewnątrz, korupcja oraz czystki w obrębie elit; ataki z zewnątrz; sukcesja pokoleniowa. Pierwsze pokolenie cechuje zazwyczaj wielki zapał, drugie koncentruje się na administracji, trzecie pokolenie zaczyna myśleć: „Co my właściwie robimy?!”.

Akcja „Testamentów” toczy się 15 lat po tym, jak skończyła się „Opowieść… ”. Ciekawe, że włączyłaś do książki elementy znane z serialu telewizyjnego [chodzi o sezony, które czasowo wykraczają poza powieściową inspirację – przyp. red.].
Zależało mi na tym, żeby nie było rażących sprzeczności.

To działało w obie strony? Miałaś duży wpływ na to, co widzowie mogli zobaczyć na ekranie?
Wpływ tak, ale nie władze. To wielka różnica. Nie jestem osoba, która może ostatecznie decydować o czymkolwiek. Dlatego porozumiewałam się z Bruce’em [Millerem, scenarzysta serialu – przyp. red.]. Mówiłam mu na przykład: „Nie możecie uśmiercić tej osoby”.

Ta metoda się sprawdzała?
Cóż, Bruce nie zabił wspomnianej osoby. Ale i tak nie zamierzał tego zrobić. Jest na to za dobra.

Kogo masz na myśli? O która postać chodzi?
O ciotkę Lidie [ jeden z głównych czarnych charakterów w „Opowieści…”– przyp. red.].

A zdarzało się, ze twórcy serialu chcieli pociągnąć akcje lub poprowadzić postaci w kierunku, który twoim zdaniem zaburzałby reguły stworzonego przez ciebie świata?
Jest w książce parę rzeczy, których nie rozwinęli w całości, ale można to zrozumieć: mamy do czynienia z serialem telewizyjnym. W książce jest mowa o [obowiązującej w Gileadzie] całkowitej czystości rasowej. W przypadku serialu dałam jego twórcom wolna rękę. W filmie obsada jest wielokulturowa z kilku powodów. Miedzy innymi dlatego, ze serial, w którym występowaliby sami biali, byłby bardzo nudny.

Były pomysły, z którymi zupełnie się nie zgadzałaś?
Trochę się awanturowałam, ale to były całkiem skuteczne awantury. Myślę, że dla ludzi wiedzących coś o systemach totalitarnych pewnym problemem jest fakt, że niektóre z tych postaci przetrwały tak długo. Przecież już dawno zostałyby zastrzelone. Za dużo ludzi wie, co knuła June.

W „Testamentach” wspomniana ciotka Lidia stała się osoba znacznie bardziej złożona i współczująca, jest nie tylko sprawczynią, ale i o’ ara. Jak wyglądał rozwój tej bohaterki w twojej głowie? Dlaczego postanowiłaś, że będzie jedna z centralnych postaci w powieściowej kontynuacji?
Zastanawiałam się, w jaki sposób stajesz się tak wysoko postawiona osoba w systemie totalitarnym. Albo ślepo wierzysz w system od samego początku, a wówczas najpewniej zginiesz później podczas czystki, albo też jesteś oportunistka. Przyczyna może być też lęk albo kombinacja wszystkich tych rzeczy. Osobiście postawiłabym lek na pierwszym miejscu: jeśli tego nie zrobię, to mnie zabija. Ciotka Lidia wspina się po szczeblach kariery,
nie daje się zepchnąć z obranego kursu. A jednak nie jest autentyczną wyznawczynią. Zrozumiała, jaka władza dysponuje człowiek, który ma haki na innych, ktoś, kto zna brudne sekrety, których nie wyjawia.

Kiedy po raz pierwszy przyszedł ci do głowy pomysł, żeby stworzyć ciąg dalszy „Opowieści podręcznej”?
Niedawno przejrzałam swoje notatki i odkryłam, ze już w 1991 roku rozważałam możliwość napisania kontynuacji „Opowieści podręcznej”. Wtedy mogłam jeszcze po prostu wskoczyć w ten świat i przekonać się, co z tego wyniknie.

Po tylu latach musiałaś przeczytać „Opowieść…” na nowo? Coś cię szczególnie uderzyło?
Oczywiście. Zajrzałam tez do moich notatek – ponieważ w tamtych czasach nie było jeszcze Internetu, wycinało się rzeczy z gazet. O wszystkich tych kwestiach, o które dzisiaj się spieramy, o których dyskutujemy, dyskutowano już wtedy. Rasizm – ten temat nigdy nie zniknął, był zawsze obecny. Mówiło się o kultach religijnych podporządkowujących kobiety. O kradzieży dzieci – to motyw stary jak świat, o zmuszaniu kobiet do rodzenia dzieci – na miłość boską, to się działo już podczas wojny trojańskiej.

„Testamenty” były inspirowane którymś z aktualnych wydarzeń?
Nie chce wdawać się w szczegóły, ponieważ wtedy narzuca się czytelnikom interpretacje, a ja wole, żeby myśleli samodzielnie. Dlatego kiedy ludzie pytają: „Co się stało z Fredą?”, odpowiadam: „Zdecydujcie sami”.

A jednak „Testamentów” nie można tak swobodnie interpretować, jak „Opowieści podręcznej”.
Ta powieść jest bardziej domknięta. Ktoś powiedział: „O, jakie szczęśliwe zakończenie”. Cóż, nie dla wszystkich. Choć faktycznie zakończenie jest bardziej pozytywne, niż można by sądzić na pewnych etapach tej historii.

Co ty na to, ze twoja książka nabrała wydźwięku politycznego?
Uważam, ze wykorzystanie kostiumu podręcznej jako wyrazu protestu jest genialnym pomysłem. Nie wychylasz się, nie można cię uciszyć, bo w zasadzie nic nie mówisz, a jednak wszyscy wiedza, o co ci chodzi. To błyskotliwy manewr taktyczny.

Nie przygnębia cię, że ludzie dostrzegają echa twojej dystopii we współczesnej polityce?
Najlepiej byłoby, gdyby „Opowieść podręcznej” odeszła w zapomnienie jako znak minionych czasów, żeby moje ponure przestrogi się nie spełniły. Historia potoczyła się jednak innym torem.

Zarówno Freda w „Opowieści podręcznej”, jak i ciotka Lidia w „Testamentach” zastanawiają się, czy ktokolwiek przeczyta kiedyś ich słowa, czy ich historie będą coś znaczyły. Czy to przypadkiem nie odzwierciedlenie twojego własnego leku, że twoja praca pozostanie bez odzewu?
To dotyczy wszystkich, którzy piszą. Wszystkich. Także ciebie właśnie w tej chwili. Widzę, że notujesz, ale co będzie, jeśli redaktor ukręci łeb twojemu wywiadowi? Wtedy nie będziesz miała czytelnika. Ilekroć bierzesz narzędzie do reki – celowo nie mówię o długopisie i kartce, ponieważ pisać można i w kamieniu, i w drewnie – zakładasz istnienie czytelnika. I zawsze jest to czytelnik z przyszłości. Chyba że ktoś czyta ci przez ramie.
Pisarz zawsze jest oddzielony w czasie i przestrzeni od osoby, która będzie czytać jego książkę. Pisanie czegokolwiek zawsze jest skokiem w nieznaną przyszłość.

W przeszłości odrzucałaś etykietkę feministki, jednak wielu czytelników i krytyków dostrzega w twoich dziełach feministyczne koncepcje. Co czujesz, kiedy nazywają cię
ikona feminizmu?
Nie leży mi ta etykietka, dopóki posługująca się nią osoba jej nie zdežfiniuje. Należy spytać, o jaki feminizm chodzi. To tak, jakby ktoś cię zapytał, czy jesteś chrześcijanką. Ale jaka chrześcijanką? Czy jesteś kimś, kto tańczy z węzami, czy uważasz, że papież jest nieomylny? O czym my tu rozmawiamy? Podobnie z feministkami, które nieustannie odsadzają siebie nawzajem od czci i wiary. A zatem jakim rodzajem feministki jestem? Interesuje mnie uczciwość, jestem z natury egalitarystka, równy oznacza
dla mnie równy, nie zaś wyższy.

Ale nie sprzeciwiasz się nazywaniu twoich dzieł dystopijnymi?
Ponieważ wiem, co to znaczy. To społeczeństwo, które uznajemy za mniej pożądane niż to, w którym żyjemy. Utopia jest takim, w którym, jak zakładamy, sprawy będą wyglądały lepiej niż u nas. Ale – jak zwróciłam uwagę – dystopia jednych jest utopia innych i odwrotnie.

Czego obecnie najbardziej się boisz?
Za stara jestem, żeby bać się wielu rzeczy. Boisz się, kiedy jesteś młoda, kiedy masz 20 lat; nie osiągnęłaś zbyt wiele, wiec boisz sie o własna przyszłość, to oczywiste. Pełno w tobie nadziei, jesteś podniecona, ale i przestraszona. Tak wiec moje nadzieje, bardziej niż lęk, dotyczą młodych ludzi. To oni zmieniają dyskurs polityczny.

Czy myślałaś o napisaniu kolejnej książki o Gileadzie? Tak aby powstała trylogia.
Nie, jestem za stara.

A pracujesz nad następną powieścią?
To jedynie kwestia czasu: ile go zostało? W moim wieku napisanie powieści zajmuje mi, powiedzmy, cztery lata. Kto wie.

Brzmi to tak, jakbyś nie odczuwała szczególnie silnej presji, by napisać więcej. Jakbyś już nic nie musiała udowadniać.
Po prostu nie zostało już zbyt wiele czasu. To dlatego panuje taki szał wokół promocji tej książki. Wiem, co sobie myślą. Myślą: „A jeśli ona umrze? Och, lepiej się pospieszmy. Idźmy na całość. To ostatnia szansa”. Kiedy to mówię, rumienią się i nieśmiało przestepują z nogi na nogę. Nie mogą zaprzeczyć, że o tym myślą [śmiech].

To nad czym obecnie pracujesz?
Nad tomem wierszy. Jest krótki.

Margaret Atwood, rocznik 1939; kanadyjska pisarka, krytyczka literacka, aktywistka. Zdobywczyni Nagrody Bookera w 2000 i 2019 roku. Anglojezyczne wydanie jej książki „Opowieść podręcznej” sprzedano w nakładzie ponad ośmiu milionów egzemplarzy na całym świecie. Wielka Litera wydała właśnie jej kontynuacje pt. „Testamenty”.

© Copyright 2020 by The New York Times Company.
Tłumaczenie: Paweł Lipszyc. Skróty i przypisy od redakcji.