fbpx

Beyonce „4”

Beyonce „4”
Materiały prasowe

Najnowsza płyta rythm & bluesowej diwy to przeplatanka lirycznych ballad, dramatycznych miłosnych wynurzeń i tanecznych, czasem wzbogaconych o hip-hopowe wstawki piosenek.
Otwierające album „1 + 1” można zaliczyć do typowych, niczym się nie wyróżniających, ale solidnie napisanych i zaśpiewanych z uczuciem, „wolnych” piosenek dla par kołyszących się na parkiecie. Do żywszego tańca zachęca „Party”, urozmaicone o udział hip-hopowego artysty Andre 3000. Piosenka ma energię i dobre tempo, nie można jej jednak oskarżyć o choćby cień oryginalności. Podobnie wygląda cała płyta, w której najgorsze wrażenie, robią, co dziwne, single. „Best Thing I Never Had” to zupełnie nudna, rozwleczona, przedramatyzowana i do bólu popowa kompozycja bez polotu. Niby drapieżne, a tak naprawdę toporne i pozbawione prawdziwej werwy „Run The World (Girls)” byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby nie clip nieudolnie naśladujący dokonania Lady Gagi. Nie oznacza to jednak, że „4” jest całkowitą porażką – to przeciętny, ale solidnie zrobiony, przeznaczony do rozrywki produkt bez pomysłu. Widać to już po mało zachęcającym tytule.

Sony Music