1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Oriana Fallaci - legenda za życia

Oriana Fallaci - legenda za życia

Oriana Fallaci w programie telewizyjnym
Oriana Fallaci w programie telewizyjnym "Apostrophes" w 1977 roku. (Fot. Louis Monier/Rue des Archives/Forum)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy po ataku na wieże World Trade Center Oriana Fallaci napisała słynne „Wściekłość i dumę”, od dawna była na dziennikarskiej emeryturze. Jeszcze za życia stała się legendą, mitem. Tylko ile jest w tym micie prawdy?

Urodzona we Florencji 29 czerwca 1929 roku jako najstarsza z trzech sióstr (Neera i Paola również zostały dziennikarkami) powtarzała, że jest florentynką w mowie, w sercu i w myśli. A to znaczyło więcej niż bycie Włoszką. Jej ukochany pisarz Malaparte pisał, że Toskańczycy mają niebo w oczach i piekło w buzi. A ona była prawdziwą córą Toskanii.

W całym XX wieku nie było chyba dziennikarza, który by tak jak ona wyczuwał puls epoki, tęsknoty, marzenia i lęki społeczeństwa. Fallaci znała czytelnika i umiała do niego mówić.

Siedem grzechów

Pierwsze naprawdę duże pieniądze zarobiła na książkach o show-biznesie, bezlitośnie go obnażając. Objechała Amerykę, mając za przewodniczkę i szofera aktorkę Shirley MacLaine. Były w tej podróży jak Thelma i Louise. Hollywood, który poznała już w drugiej połowie lat 50., wydał się Orianie nowym cesarstwem rzymskim. Ociekał kiczem, roił się od władców.

„Kto myśli o Hollywood, natychmiast myśli o Marilyn Monroe. Byłam nieraz w Hollywood tego długiego nieznośnego lata, odwiedzałam domy gwiazd, jadłam z nimi, pływałam w ich basenach. Cierpiałam, kiedy płakały, kłamały, kiedy doznawały krzywd, ale nigdy nie rozmawiałam w cztery oczy z Jeane Mortenson, znaną jako Marilyn Monroe” – wyznała w książce „Siedem grzechów Hollywood”. Śledziła aktorkę, jeździła za nią, ale nie udało jej się do niej zbliżyć.

Za to zaprzyjaźniała się z wieloma innymi, a potem opisywała je bez retuszu. Orson Welles porównał ją do Maty Hari. Piękna, nieprzenikniona, potrafiła zrobić gigantyczny użytek ze zdobywanych przez siebie informacji. Również tytuł jej kolejnej książki nie pozostawia złudzeń. „Gli antipatici” [Egotyści] to 16 wywiadów z reżyserami, aktorami, pisarzami, jest nawet jedna najprawdziwsza księżna. Założyciela „Playboya” Hugh Hefnera porównała do faraona, który zdecydował się na życie w grobowcu. Wyśmiała jego złożoną z 48 pokojów rezydencję, po której snują się słynne „króliczki”. Hefner stworzył, we własnym odczuciu, raj na Ziemi i postanowił z niego nie wychodzić. – Jak to jest nie widzieć słońca, śniegu, deszczu, drzew, morza, nie oddychać świeżym powietrzem? – pytała. – Nie umiera pan z nieszczęścia?

Hefner nie rozumie. Przecież ma tyle pieniędzy.

– Tak, 70 zachwycających milionów zachwycających dolarów – wylicza mu Fallaci. I dodaje:

– Kto by pomyślał, panie Hefner, że nagie kobiety mają taką wartość.

Dzisiaj można sobie jedynie wyobrazić, jak na początku lat 60. czytano te wywiady. W mediach wciąż panował kult prywatności, kreowania gwiazd.

Za te „amerykańskie” książki kupiła posiadłość w Greve in Chianti w Toskanii, do której przyjeżdżały Sophia Loren, Ingrid Bergman, Anna Magnani… Mogłaby do końca życia obśmiewać blichtr, tymczasem szybko wspięła się na sam szczyt dziennikarstwa politycznego.

Bezużyteczna płeć

Wciąż jest początek lat 60., kiedy postanawia opisać sytuację kobiet, i to na całym świecie! Powtarza trasę Phileasa Fogga z książki Juliusza Verne’a. Jedzie do Pakistanu, Indii, Indonezji, Hongkongu, Japonii, na Hawaje, do Stanów Zjednoczonych. Szuka wolności, która stanie się jej podstawowym tematem, ale najczęściej trafia na zależność, podmiotowość kobiet, zwłaszcza w świecie islamu. Daje swojej książce tytuł „Il sesso inutile” [Bezużyteczna płeć]. Podobny temat podejmie w „Liście do nienarodzonego dziecka”, monologu kobiety, która zachodzi w ciążę.

Może dziecko urodzić i może go nie urodzić. Nie rozstrzyga, co będzie dla niego lepsze. I jaki będzie jego świat, jeśli urodzi się mężczyzną, a jaki, jeśli kobietą. Sama dwa razy była w ciąży i dwa razy poroniła. Swojej asystentce Danieli Di Pace wyznała krótko przed śmiercią, że była w ciąży w tym samym czasie co Sophia Loren z pierwszym synem.

– Ale Sophia siedziała grzecznie, tak jak kazał lekarz. Ja goniłam tematy, latałam po świecie. Straciłam dziecko. Ale gdybym je urodziła, nie mogłabym być Orianą Fallaci.

Kiedy realne stało się marzenie ludzkości o podboju kosmosu i lądowaniu na Księżycu, Oriana leci do Houston w Teksasie, aby poznać astronautów. Dwie książki, jakie temu poświęciła, dzieli jednak jedno z najważniejszych dla niej doświadczeń.

Nie zna jeszcze Wietnamu, kiedy pisze „Se il sole muore” [Jeśli Słońce umrze], książkę dedykowaną własnemu ojcu, który nie chce lecieć na Księżyc, bo nie ma tam kwiatów, ryb ani ptaków.

Kiedy Amerykanie jeszcze bardziej angażują się w wojnę wietnamską, Oriana trafia do Sajgonu. Niewysoka i drobna (metr pięćdziesiąt pięć, czterdzieści dwa kilogramy) zakłada ciężki hełm i amerykański mundur, bynajmniej nie stając po amerykańskiej stronie, po prostu może towarzyszyć żołnierzom. Będzie starała się być zawsze na pierwszej linii frontu.

W czasie drugiej wojny światowej jej ojciec był we włoskim ruchu oporu, do którego szybko wciągnął kilkunastoletnią córkę. Jako łączniczka przemycała granaty w główkach sałaty, wiozła je rowerkiem do partyzantów. Któregoś dnia w czasie bombardowania Florencji rozpłakała się. Ojciec uderzył ją w twarz: „Nie wolno ci się bać, słyszysz?!”.

Zapamiętała na zawsze. Nikomu już nie pokaże łez. Kiedy kończy się druga wojna światowa, Oriana ma 16 lat i stopień szeregowca. Za odprawę kupi buty siostrom.

Teraz, ponad 20 lat później, poznaje w Sajgonie przystojnego dziennikarza François Pelou z Agencji France Presse. Przypomina aktora Paula Newmana. Poza wszystkim Oriana ma słabość do odważnych mężczyzn, a Pelou zachowuje się tak, jakby nie znał strachu. – To facet, na którego trzeba spojrzeć więcej niż raz, jest inny od wszystkich, czymś intryguje – zanotowała 18 listopada 1967 roku. Była świadkiem, jak przez telefon udało mu się powstrzymać egzekucję partyzantów Wietkongu. Gdyby do niej doszło, Wietnamczycy zabiliby dwa razy tylu amerykańskich jeńców. Oriana krzyczała: Grazie, grazie! Zobaczyła w nim bohatera. Kogoś takiego jak ojciec.

Staną się z Pelou nierozłączni. A kiedy Oriana zechce pojechać sama na front, Pelou zostawi jej liścik: „Baw się dobrze!”. Jakby w ogóle się o nią nie bał. Toczą dyskusje o życiu i śmierci, a rozmowy o śmierci to rozmowy o miłości. Oriana planuje przyszłość. Pelou ma żonę. W 1968 roku AFP przenosi go do Rio de Janeiro. Tymczasem Fallaci leci do biednego Meksyku, który szykuje się do igrzysk olimpijskich. Studenci protestują przeciwko finansowaniu przez państwo tak wielkiej imprezy. 2 października Oriana jest z demonstrantami na placu Tlatelolco, który zamienia się w rzeźnię. Otacza go wojsko, strzela z ostrej amunicji do nieuzbrojonych cywilów. Do dzisiaj nie jest znana pełna lista ofiar. Oriana zostaje postrzelona, jest ciągnięta za włosy, wleczona po schodach, trafia do pomieszczenia pełnego zabitych i umierających. Przez pielęgniarkę udaje się jej przekazać wiadomość dla włoskiego ambasadora. Ze szpitala dyktuje relację o masakrze. Zdrowieć zamierza w Rio, u Pelou. Ale to już zmierzch ich relacji. Pelou nie chce zostawić żony. Wściekła Oriana wyśle jej wszystkie jego listy miłosne.

Mój człowiek

Wraca do Houston relacjonować lot człowieka na Księżyc. Ale tym razem jedzie, aby tych inżynierów snów rozliczyć. „Kiedy za sto, dwieście, tysiąc czy dwa tysiące lat będziemy świętować lądowanie na Księżycu, dobrze, aby ktoś nam przypomniał, że dwóch pierwszych mężczyzn na Księżycu zabiło wielu ludzi na wojnie – pisze w tej drugiej o astronautach książce »Quel giorno sulla luna« [Tego dnia na Księżycu]. – I myślę, że teraz, kiedy rakieta startuje z Ziemi, setki stworzeń umierają w Wietnamie. Każdy krzyczy o cudzie i w tej chwili przynajmniej jedna istota albo dziesięć umiera od kul”.

Opisując masakrę w My Lai w Wietnamie Południowym, cytuje amerykańskiego żołnierza: „Był tam stos trupów. I było tam małe dziecko w samej koszulce. Niczym więcej. I to dziecko wchodzi w ten stos trupów, żeby chwycić za rękę zmarłego”.

W Wietnamie robi swój pierwszy ważny polityczny wywiad z legendarnym generałem i dowódcą Võ Nguyênem Giápem.

W ciągu zaledwie kilku lat z dziennikarki piszącej o hollywoodzkich gwiazdach Oriana Fallaci przeistacza się w odważną korespondentkę wojenną, a w efekcie znaną na całym świecie dziennikarkę polityczną. Naprawdę trudno wskazać podobny przykład dziennikarskiej kariery.

Lata 70. i sam początek 80. to epoka Fallaci – postrachu dyktatorów i władców, adwokatki partyzantów. Nie ma litości. Strzela ostrą amunicją pytań. Czasem pozostawia zgliszcza. Doradca prezydenta Nixona Henry Kissinger zwierzył się jej, że czuje się samotnym kowbojem, który prowadzi karawanę (Amerykę). Wyszedł przed szereg, bo jeśli ktoś czuł się wówczas kowbojem, to Nixon. To zachwiało karierą Kissingera, który w swoich wspomnieniach żałuje, że w ogóle zgodził się na spotkanie z Fallaci.

Niewielu rozmówców lubiła. Kochała dwoje. Izraelską premier Goldę Meir, bo przypominała jej matkę. I greckiego rewolucjonistę Aleksandrosa Panagulisa. Spotkała go w sierpniu 1973 roku, tuż po jego wyjściu z greckiego więzienia, gdzie był okrutnie torturowany. Jego twarz przypominała jej twarz wielokrotnie ukrzyżowanego Chrystusa: – Kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy, wiedziałam, że już go nie zostawię.

Zamieszkali razem w Atenach, a potem we Florencji. Kiedy on wrócił do greckiej polityki, wciąż miał wrogów. 1 maja 1976 roku zginął w wypadku samochodowym w Glifadzie, jego samochód został zepchnięty przez inny. Oriana zadedykowała mu powieść „Un uomo” [Człowiek]. Opowiada w niej o ich wspólnym życiu i o swojej po nim żałobie.

Swój ostatni z politycznych wywiadów robi w 1982 roku, więc poświęciła im jedynie 13 lat. Coraz częściej mówi, że jest pisarzem. Tak, w rodzaju męskim.

Na ponad 20 lat zamknie się w nowojorskim domu, podejmując próbę napisania rodzinnej sagi Fallacich. Walczy z rakiem, tym Obcym, więc usiłuje się skupić na pisaniu. Chce zdążyć. 11 września 2001, pięć lat przed śmiercią Fallaci, wydarza się to, co na zawsze odbierze Orianie spokój i co skieruje ją znowu na front walki – atak terrorystyczny na wieże World Trade Center. Manhattan pokryty jest pyłem. Przypomina ten z Księżyca, który jeden z astronautów kiedyś położył jej na dłoni.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła". 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).