1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Pola Negri - dystyngowana, tajemnicza, szokująca

Pola Negri - dystyngowana, tajemnicza, szokująca

Pola Negri jako Tessa Brückmann w filmie
Pola Negri jako Tessa Brückmann w filmie "Decydująca noc" w reżyserii Nunzio Malasomma, 1938r. (Fot. Scherl/SZ-Photo/Forum)
Rówieśnica kina, wkleiła się w film, jakby powstał na jej zamówienie. Pola Negri, bezgłośna postać zabawnie truchtająca po ekranie, była dobrą aktorką. I nowoczesną kobietą. Pod koniec życia dostała propozycję roli od Spielberga. Za późno. Gwiazda, która cieszyła swym widokiem miliony widzów, sama traciła wzrok.

Miała długie, barwne, esencjonalne życie. Kariera światowa, sława pierwszej gwiazdy europejskiej, która podbiła Hollywood przed Marleną Dietrich i Gretą Garbo, pławienie się w luksusie złotej ery krainy snów i kontakt z najgłośniejszymi postaciami tamtych czasów. Ale los bywał złośliwy. Zaskakująco dużo dawał, ale zaraz odbierał.

Oczy szeroko otwarte

Tęczówki miała niebieskozielone. Chaplin nazwał je lagunami. Ciemną karnację Pola odziedziczyła po ojcu, Słowaku z domieszką krwi romskiej. Jerzy Chałupiec był blacharzem. Matka aktorki – Eleonora Kiełczewska – praczką. Pola, urodzona 3 stycznia 1897 r. w Lipnie jako Apolonia Chałupiec, miała marny start do kariery. Ale i przekonanie, że nie chce spędzić życia w zaborze rosyjskim. „Byłam ciekawa odległego i tajemniczego świata, który nie budził we mnie lęku, tylko bezgraniczną głęboką tęsknotę” – mówiła.

W zapoczątkowaniu drogi ku sławie paradoksalnie pomogło jej aresztowanie i zesłanie ojca na Sybir. Wtedy przeniosły się z matką do Warszawy. Pola trafiła do szkoły baletowej. Jednak wykryte u niej początki gruźlicy udaremniły karierę tancerki. Zdesperowana ubłagała wiceprezesa Teatru Wielkiego Kazimierza Hulewicza o zgodę na przystąpienie do egzaminu aktorskiego. Zdała. Szybko ujawniła pracowitość, talent i temperament. Zapobiegliwie pomyślała też, że kariery z własnym nazwiskiem nie zrobi; przyjęła pseudonim Pola Negri, od nazwiska włoskiej poetki Ady Negri.

Sukcesem scenicznym okazała się w jej wykonaniu rola ciemnoskórej tancerki Yannai w „Sumurun”. Po tym przedstawieniu Aleksander Hertz, szef wytwórni Sfinks, zaproponował 17-letniej Poli angaż. Pierwszym filmem z nią w roli głównej była „Niewolnica zmysłów”. Kolejne powielały schemat: Negri – wamp, prototyp femme fatale. Ale zagrała też żydowską studentkę w „Żółtym paszporcie”. Ta rola przyniesie jej kłopoty 20 lat później.

Tymczasem Niemcy wydają się kuszące, więc Negri wyjeżdża do Berlina. Szuka swojego miejsca w stolicy twórczego zapału, do której ciągnęli artyści całego świata. Zaczyna od filmów półerotycznych. Traf chce, że spotyka w Berlinie reżysera Ryszarda Ordyńskiego, który przeniósł pantomimę „Sumurun” z Warszawy do prestiżowego Deutsches Theater i znów proponuje jej współpracę.

Rola Yannai jeszcze raz staje się przełomem. Po aktorkę zgłosiły się niemieckie wytwórnie filmowe. I reżyserzy tej klasy co Ernst Lubitsch. W czasie pierwszej wojny światowej Pola miała już status gwiazdy w Niemczech. Największym jej osiągnięciem z tego czasu, a i biletem do Ameryki, okazała się „Madame Dubarry”. To na premierze tego filmu pojawia się Charlie Chaplin. Robi Poli reklamę w Stanach. Rok później w nowojorskim kinie Capitol odbywa się premiera „Madame Dubarry”. Sukces filmu i aktorki – niebywały.

Negri jest roztropnym reżyserem swojej kariery. Wie, że w Berlinie osiągnęła już wszystko. Zarobek zainwestowała w kamienice w Warszawie, Bydgoszczy, Żyrardowie. Od słynnego jubilera Margrafa odkupiła klejnoty Hohenzollernów, bo pieniądz tracił na wartości. I... wsiadła na transatlantyk.

Od pierwszego wejrzenia

„Łysy, białka żółte, łapy wiecznie spocone” – Rudolf Valentino nie był boski. Nosił tupecik, miał sławę hulaki i histeryka skupionego na tym, jak widzi go świat. Ale w kinie pozostawał bożyszczem kobiet. On i Pola poznali się na balu maskowym i do końca ich związek miał sporo z maskarady.

„Nasza miłość zrodziła się w piękną noc balową, przy dźwiękach leniwie zmysłowego tanga” – pisała aktorka. Wspominała też, jak na złotym łożu Rudolf rozsypał płatki ze świeżych róż. Ich związek mógł być korzystny dla karier obojga, stali się więc pierwszą „medialną parą Hollywoodu”. Ale nie mogło nie być w tym miłości, skoro Pola zdolna była do poświęceń. „Dużo złych, ciężkich chwil przeżyłam podczas naszego narzeczeństwa” – wspomniała. Mieli wiele wspólnego. Oboje byli przybyszami z daleka (on z Włoch), oboje temperamentni, uwielbiali tańczyć. Rudi chętnie gotował Poli, cieszyło ich normalne, domowe życie... Robili plany na przyszłość pomimo niechęci pani Eleonory do Rudiego i plotek o tym, jak kochanek wszech czasów jest ułomny w sypialni.

Odprowadziła go na stację, pocałowała na pożegnanie. Pojechał na plan „Syna szejka”. To było ich ostatnie spotkanie. 23 sierpnia 1923 roku odszedł Rudolf Valentino. Miał narastające dolegliwości żołądkowe. Pomimo operacji zmarł. Plotkowano, że otruła go kochanka... Kobiety zawiązały Stowarzyszenie Wdów po Valentino, niektóre odebrały sobie życie.

W tym amoku nie było miejsca na zawłaszczanie bożyszcza przez jedną kobietę. A na pogrzebie Valentino Pola odgrywała rolę wdowy. Histeryzowała, mdlała, całowała trumnę. Wydała dwa tysiące dolarów na kwiaty, które rzucono pod karawan. Prasa szybko postawiła zarzut, że Negri wykorzystała ten pogrzeb dla autoreklamy, bo pozowała do zdjęć, powtarzając wytrwale sceny rozpaczy. I to był dodatkowy gwóźdź do jej trumny. Amerykanki nie zamierzały wybaczyć.

Nie po raz pierwszy życiowe plany Poli legły w gruzach. Jeszcze w Warszawie jej narzeczonym był Stanisław Jerzy Kozłowski, młody malarz i literat. „Bogactwo intelektu wynagradzało niepozorność zewnętrzną” – pisała o nim. Zdążyła wystąpić w filmie według jego scenariusza, a gdy podupadał na zdrowiu – umieścić go „pod troskliwą opieką”. Wyjechała do Berlina. O śmierci ukochanego dowiedziała się z telegramu.

W 1919 roku Pola wychodzi za mąż. Wybrańcem jest porucznik hrabia Eugeniusz Dąmbski. Miłość od pierwszego wejrzenia, zwłaszcza że oblubieniec szczycił się herbem. Małżeństwo przetrwało do 1922 roku. Siostry hrabiego krzywiły się na mezalians, Polę nudziło życie w Sosnowcu z ubogim mężem, skupionym na marzeniu o karierze dyplomaty. Uciekła któregoś ranka, gdy jeszcze spał. Rozwiedli się.

Kolejną porażką miłosną Poli był Charlie Chaplin, najlepsza partia Hollywoodu. Ona twierdziła po latach, że bardzo o nią zabiegał, on starał się znaczenie tego związku bagatelizować. „Większość komików traci poczucie humoru, gdy chodzi o ich życie prywatne” – komentowała Pola postawę Charliego. Przyznała jednak: „Przy Chaplinie czułam przynajmniej, że żyję”.

Po śmierci Valentino szybko znów wyszła za mąż, za księcia gruzińskiego Sergiusza Mdivaniego. Poza tytułem nie wnosił on do związku wiele. Dlatego przezorna Pola pomyślała o... intercyzie. „Serż nie miał zmysłu do interesów” – pisała oględnie. Ale małżeństwo to miało dać jej inny skarb – dziecko. Była wtedy tak bogata, że mogła rzucić film. Niestety, poroniła. Niedługo potem rozwiodła się z Mdivanim.

Dopiero wiele lat później Pola Negri zawinie do swego portu. Będzie nim Margaret West, kompozytorka. Zamieszkają w San Antonio w Teksasie. Będą żyły w luksusie dzięki majątkowi Margaret, bo Pola straci całą europejską fortunę. West pod jej wpływem przejdzie na katolicyzm, ona pod wpływem West przyjmie obywatelstwo amerykańskie. Będzie to więcej niż przyjaźń.

Jak w soczewce

Nadekspresyjni, przerysowani w wyglądzie i reakcjach, zwłaszcza w zestawieniu z błahością fabuły. Gwiazdy filmu niemego grały chwilami jak w cyrku. Raczkujące kino było niezdarne, a aktorzy, pionierzy gatunku, musieli iść na żywioł. Pola była żywiołowa ponad miarę. Z czasem jednak jej gra przeistoczyła się z karykatury w szkic, a później w portret, kreślony miękką kreską. Jeśli jej zdjęcia i biografie znajdują miejsce w poważnych encyklopediach filmu, a jej nazwisko znane jest kinomanom świata, to nie dlatego, że była prototypem wampa, ale ze względu na jej dojrzałe aktorstwo i klasę.

Max Reinhardt w teatrze, a zwłaszcza Ernst Lubitsch w filmie okiełznali jej aktorskie ADHD. Że Pola przestaje drażnić, widać już w filmowej wersji „Sumurun”. A „Madame Dubarry” to popis subtelnego aktorstwa. Z czasem Pola Negri skupi w sobie więcej atutów: ujawni się jej zmysłowy głos i zdolności wokalne.

W Hollywoodzie znaczący krok dla swego aktorstwa uczyniła w filmie „Cesarzowa”. Gra tam władczą, a jednocześnie dużo bardziej elegancką od pierwowzoru carycę Katarzynę. Jej cesarzowa jest silna, ale pociągająca i zabawna. Kolejne role potwierdzą talent komediowy Poli. Tymczasem widać już oszczędne aktorstwo. I świadome kreowanie wizerunku mocnej, niezależnej kobiety. W „Hotelu Imperial” pokazała twarz porażającą smutkiem i emocjami. W filmie „Drut kolczasty” przejmująco ukazuje godność bohaterki i ból odrzucenia. Jest rok 1927. „Bądź prosty i naturalny” – radziła Negri adeptom zawodu w książce „Życie i marzenie w kinie”. Jako aktorka błyskawicznie przebyła długą drogę.

Kilka miesięcy później odciska ślady dłoni i stóp jako 11. w hollywoodzkiej alei Gwiazd, ale Paramount proponuje kontrakt na gorszych warunkach, a publiczność wypatruje już nowych idoli.

Negri opuszcza Amerykę po cichu, choć witana była tam jak bohaterka. Gdy statek „Majestic” z nią na pokładzie dopływał w 1923 roku do Nowego Jorku, z portu wyruszyły na spotkanie holowniki rozpylające wodę jak fontanny, a na nadbrzeżu czekała parada, transparenty i tłum dziennikarzy. Ledwie kilka lat minęło i cały ten entuzjazm zgasł.

W oku cyklonu

Po zmierzchu kariery hollywoodzkiej Negri wraca do Niemiec. Berlin lat 30. nie przypomina już wesołej stolicy kultury z poprzedniej dekady. Wprawdzie Pola nie występuje w filmach propagandowych Trzeciej Rzeszy, ale sam fakt, że zjechała do kraju Hitlera w chwili, gdy Dietrich go opuszczała, nie był fortunny. Szybko natrafia na kłopoty.

Goebbels stwierdza, że Negri posiada domieszkę krwi żydowskiej i zakazuje jej udziału w niemieckim filmie. Pola udowadnia, że jest inaczej. Podobno wstawia się za nią Hitler. Szef propagandy uchyla więc zakaz, ale za to Göring wytyka jej rolę Żydówki w „Żółtym paszporcie”. Atmosfera robi się gęsta. Pola kręci jeszcze trzy ważne filmy: „Moskwa –Szanghaj”, „Madame Bovary” oraz „Tango Notturno”, gdzie śpiewa swoim niskim kontraltem tytułowy przebój. Goebbels tymczasem cofa jej prawo wyboru scenariuszy, a wytwórnia szykuje dla niej film z wątkiem antypolskim. Takie krążą słuchy. Wobec tego Pola, mimo aktualnego wciąż kontraktu, ucieka z Niemiec do matki, do Francji. A w roku 1940 – po ataku Włoch na Francję – dociera do Lizbony, skąd odbija w kolejną podróż przez Atlantyk.

W Europie wrzeszczy Führer, w kinach amerykańskich – „Dyktator” Chaplina. Nie ma już spokoju z epoki niemego kina. W Hollywood Pola czuje się persona non grata. Dawna lokatorka obszernej rezydencji na wzór Białego Domu musi zadowolić się mieszkankiem w ubogiej dzielnicy i występami w nocnych klubach. Trzy lata później wystąpi jeszcze w filmie „Hi Diddle Diddle”, po którym nie dostanie przez wiele lat żadnej propozycji.

Spod ciężkiej powieki

Kiedy pojawiła się na przyjęciu w prostej sukni z etolą, mogła zabawić tam 20 minut, a i tak nazajutrz pisano tylko o niej. Tak było w latach 50. i 60. Pozostała dystyngowaną, tajemniczą damą. Tak, ta sama Negri, która na początku kariery krzyczała strojem, uczesaniem i makijażem. W czasach niemieckich wciąż patrzyła spod ciężkich powiek i mocno zaznaczonych brwi. Ale już wtedy kreowała swój wizerunek.

Szokowała, spacerując po ulicy z tygrysem na smyczy, wylansowała modę na długie buty z wysokimi obcasami, a także sandały noszone bez rajstop, za to z paznokciami u stóp pomalowanymi na czerwono. Stawała się wzorem dla kobiet. Kreowała nie tylko modę, ale i nowy typ kobiety. Grała bohaterki silne, niezależne, czasem władcze, a w życiu zaskakiwała wyzwolonymi poglądami. „W niektórych państwach cenzura zabrania pocałunku trwającego na ekranie trzy sekundy – pisała. – Na niektórych obrazach pocałunek trwa już trzy wieki. I będzie trwał dalej”.

Hollywood nie narzuciło jej stylu: „Nie zmienię fryzury tylko po to, by zadowolić właściciela kina w Mobile, w stanie Missisipi. Muszę być sobą”. Z czasem złagodziła makijaż. Kreacje nosiła eleganckie, proste i drogą biżuterię.

Ostatnią jej rolą była ekscentryczna kolekcjonerka klejnotów Madame Habib w „Księżycowych prządkach”. Negri pokazała w nim wielką klasę. Chciała, by wszystko odbywało się z dawną pompą. Na plan zwieziono więc prawdziwe diamenty, na premierę wiózł aktorkę czarny rolls-royce, a ona sama spacerowała z gepardem na smyczy.

Wykwintną toaletę z „Księżycowych prządek” i pantofle Pola przekazała Muzeum Teatralnemu w Warszawie. Osobiście nie pojawiła się w Polsce.

Ostatnie spojrzenie

Młody Steven Spielberg zaproponował jej w 1973 roku udział w „Sugarland Express”. Zaintrygowana pojawiła się na planie, poznała ekipę, w tym Goldie Hawn, ale nie zdecydowała się zagrać. Szkoda. Przeskoczyłaby do nowej epoki kina, a jej kariera zyskałaby mocną klamrę.

Życie ostatnio napisało inną puentę. Odnowiony film z Polą „Mania” pokazywano w stolicach Europy w związku z polską prezydencją w UE. Recenzentka „Guardiana” napisała o Negri: „Jest żywa i zmysłowa we wczesnych scenach… ale na krótko przed tragicznym finałem filmu jej wielkie oczy sprawiają wrażenie znękanych”.

Przed śmiercią jej oczy nie widziały nic. Umarła 1 sierpnia 1987 roku w San Antonio. Prasa poinformowała o odejściu „gwiazdy kina niemego, z pochodzenia Polki”. Lakonicznie. Ale Pola Negri nie potrzebowała przecież słów...

Korzystałam z książek: Wiesławy Czapińskiej „Polita”, Warszawa, 1983; Wiesławy Czapińskiej „Pola Negri – polska królowa Hollywood”, Warszawa, 1996; Poli Negri „Pamiętnik gwiazdy”, przeł. T. Evert, Warszawa 1976; oraz filmu „Pola Negri – życie jest snem w kinie” w reż. Mariusza Kotowskiego, USA, 2005.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła". 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).