Małgorzata Major - Od znachora do neurochirurga. Leszek Lichota ma patent na występy w lekarskim kitlu? [na 4 listopada, po g.9.00]
00:00
10:06
„Znachor” otworzył przed Lichotą nowe możliwości aktorskie. Netflix dostrzegając potencjał odtwórcy roli profesora Rafała Wilczura, zaledwie trzy lata później wyprodukował serial medyczny z główną rolą Leszka Lichoty. „Znieczulenie”, które od 4 listopada możemy oglądać na platformie streamingowej, to kolejne „medyczne” wcielenie aktora.
Gdy w 2023 roku Netflix wyprodukował nową ekranizację „Znachora” Tadeusza Dołęgi-Mostawicza, w sieci zawrzało. Dla części widzów tytułowym bohaterem, czyli profesorem Rafałem Wilczurem, na zawsze pozostanie Jerzy Bińczycki. Pozostali odbiorcy zaakceptowali Leszka Lichotę w nowej adaptacji słynnej powieści, a nawet dostrzegli niezwykły talent aktora i nadzwyczajną umiejętność odnalezienia się w trudnej roli.
„Znachor” Netflixa okazał się sukcesem na wielu polach. Nie tylko udowodnił, że nowe ekranizacje są potrzebne i pozwalają kolejnym pokoleniom widzów odnaleźć się w rozterkach bohaterów, których losy spisywali pisarze żyjący w ubiegłym stuleciu. „Znachor” w reżyserii Michała Gazdy zgromadził także utalentowaną obsadę aktorską z Leszkiem Lichotą na czele. Przypomniał, że wciąż mamy wybitnych aktorów gotowych wcielać się w najbardziej wymagające role.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Pierwszy polski serial medyczny Netflixa nadciąga. Leszek Lichota pokaże nowe oblicze jako neurochirurg, który wypowiada wojnę szpitalnemu systemowi
Dotychczas Lichota grał policjantów, strażników granicznych, polityków i zwykłych facetów. Tym razem miał okazję wcielić się w złożoną postać szanowanego lekarza, a gdy bohater traci pamięć, w wiejskiego znachora oraz robotnika wędrującego od wsi do wsi w poszukiwaniu zarobku. Te trzy odsłony bohatera dały aktorowi możliwość wykazania się w innym repertuarze niż dotychczas.
Warto przypomnieć, że przełomową rolą w karierze Lichoty był występ w popularnym serialu premium HBO zatytułowanym „Wataha”. Do dzisiaj serial uznawany jest za pierwszą produkcję premium w Polsce, nawiązującą do tradycji telewizji jakościowej, która na rodzimym rynku długo raczkowała. Od 2014 roku, kiedy serial debiutował, możemy mówić o przełomie w polskiej produkcji serialowej.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Lichota, Popławska i Topa wciągają w mroczną historię z Bieszczad. Granica skrywa więcej, niż mogłoby się wydawać
„Znachor” powstał blisko dekadę później i dał Lichocie szansę na zmianę aktorskiego emploi. Aktor pokazał, że świetnie odnajduje się w roli dojrzałych mężczyzn pogruchotanych przez życie. Nie konkurował o uwagę widza ze „Znachorem” w reżyserii Jerzego Hoffmana, ale zaproponował własną interpretację bohatera, którego tak bardzo kochają Polacy („Znachor” Hoffmana jest regularnie emitowany w polskich stacjach telewizyjnych z okazji 1 i 11 listopada, a także przy okazji świąt Wielkiej Nocy).
Bohater w interpretacji Leszka Lichoty jest mniej melodramatyczny, bardziej swobodny i pogodzony z losem. Bińczycki również stworzył bogatą i zniuansowaną postać, ale Wilczur w wydaniu Lichoty bliższy jest współczesnemu widzowi. Jako lekarz, ale i parobek ze wsi, który nie boi się niespodzianek od rzeczywistości, przypomina nam, że tytuły i „dekoracje” są tylko na chwilę, a przyzwoitość i szacunek wobec człowieka, na zawsze.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Nie ma sensu ponownie kręcić ekranizacji, która się udała? Ten film z Leszkiem Lichotą i Ignacym Lissem dowodzi, że jest inaczej
„Znachor” otworzył przed Lichotą nowe możliwości aktorskie. Netflix dostrzegając potencjał odtwórcy roli profesora Rafała Wilczura, zaledwie trzy lata później wyprodukował serial medyczny z główną rolą Leszka Lichoty. „Znieczulenie”, które od 4 listopada możemy oglądać na platformie streamingowej, to kolejne „medyczne” wcielenie aktora.
Najpierw był profesorem Rafałem Wilczurem, a teraz jako neurochirurg Dawid Łazarz leczy pacjentów w suwalskim szpitalu. O ile historia ze „Znachora” jest powszechnie znana – lekarz na skutek napadu traci pamięć i wiele lat włóczy się po wsiach lecząc mieszkańców i pracując jako parobek na roli, o tyle „Znieczulenie” to zupełnie nowa, współczesna historia.
fot. materiały prasowe
Dawid Łazarz jest ambitny, przekonany o swoim talencie i głodny sukcesów. Podejmuje się trudnych operacji, których inni lekarze z oddziału nie chcą przeprowadzać. Musi występować do komisji etyki lekarskiej na zgody na eksperymentalne zabiegi. Po jednej z takich operacji pacjent umiera, a bohater traci pracę. I tak warszawski neurochirurg trafia na prowincję.
Łazarz jedzie do swojego letniego domu w Suwałkach, ale po drodze trafia na katastrofę kolejową i pomaga poszkodowanym. Wiedząc, że w Warszawie nie ma do czego wracać, zatrudnia się w suwalskim szpitalu, gdzie szybko zaczyna się wyróżniać na tle kolegów.
Netflix chciał mieć swój dramat medyczny z prawdziwego zdarzenia i w dużej mierze swój plan zrealizował. „Znieczulenie” w wielu momentach działa bardzo skutecznie. Mamy charyzmatycznego bohatera, który słynie z odważnych decyzji na bloku operacyjnym. Nie jest doktorem House’m, nie szydzi z pacjentów, ani współpracowników. Jest empatyczny i zaangażowany, ale przyparty do muru przyznaje, że bywa zadufany w sobie i przekonany, że lepiej radzi sobie w pracy niż większość kolegów.
fot. materiały prasowe
Łazarz (swoją drogą, to ciekawe nazwisko nawiązuje do bohatera Nowego Testamentu, którego Jezus Chrystus wskrzesił po czterech dniach od śmierci) dynamicznie rozwija swoją karierę, ale i szybko ją rujnuje. Podejmując się eksperymentalnej operacji usunięcia guza mózgu w zaawansowanym stadium sprowadza na siebie kłopoty prawne i staje się obiektem śledztwa prowadzonego przez sąd lekarski. Jak sam mówi, wykluczenie z zawodu na rok, to już śmierć zawodowa, a bohaterowi grozi znacznie surowsza kara.
Leszek Lichota jako Dawid Łazarz, to zupełnie inny bohater niż grany przez niego trzy lata wcześniej Rafał Wilczur. Łazarz również przechodzi przemianę, ale przez większość czasu ma poczucie, że jego odwaga i skłonność do ryzyka pomaga mu rozwijać się jako neurochirurgowi i ratować życie pacjentów. Sądzi, że ważniejsze są jego umiejętności i decyzje przy stole operacyjnym niż przestrzeganie formalności prawnych.
fot. materiały prasowe
Na przestrzeni ośmiu odcinków mamy okazję poznać go dość dobrze, ale jak to w serialach medycznych bywa, ważny jest również drugi plan. Bohater nie żyje w próżni. W pracy spotyka specjalistów różnych dziedzin, w tym lekarkę psychiatrkę, z którą łączy go szczególna więź, mimo że psychiatrii nie traktuje jako ważnej dziedziny nauk medycznych. Wykazuje się ignorancją typową dla mężczyzn w jego wieku wychodzących z założenia, że wystarczy zagryźć zęby, wylać na kogoś swoją frustrację, albo wypić butelkę wódki, żeby dojść do siebie.
To dobra decyzja scenarzystów, aby nie budować idealnego wizerunku głównego bohatera. Dzięki temu Łazarz jest bardziej wiarygodny ze swoimi wadami i uprzedzeniami. Bohater zaniedbuje rodzinę, stawia pracę na pierwszym miejscu i nie dostrzega jak rozsypują się jego relacje z żoną i synem. Nieustannie rozczarowuje rodzinę składając obietnice bez pokrycia.
Twórcy „Znieczulenia” stanęli przed trudnym zadaniem chcąc wyprodukować jakościowy dramat medyczny. Polscy widzowie nakarmieni przesłodzoną estetyką „Na dobre i na złe” oraz uproszczonymi paradokumentami medycznymi oczekują mięsistej produkcji z pełnokrwistymi bohaterami. Mimo pewnych skrótów myślowych, „Znieczulenie” dostarcza rozrywkę na wysokim poziomie, a partnerujący Lichocie aktorzy i aktorki nie zawodzą.
Bardzo dobrze wypada postać grana przez Aleksandrę Popławską (Popławska występowała już z Lichotą we wspominanej „Watasze” z 2014 roku), podobnie jak kreacje stworzone przez Krzysztofa Stelmaszyka, Dorotę Kolak i Maszę Węgrocką.
Leszek Lichota ma szansę zostać ulubionym lekarzem Polaków, chociaż konkurencję ma całkiem sporą. Wystarczy wspomnieć, że w „Na dobre i na złe” od piętnastu lat występuje Michał Żebrowski jako profesor Andrzej Falkowicz, który przeszedł długą drogę od czarnego charakteru do bohatera niezwykle cenionego przez widownię.
fot. materiały prasowe
Biorąc pod uwagę globalny rozwój seriali medycznych i fakt, że „Na dobre i na złe” emitowane jest od 1999 roku, a „Chirurdzy” od 2005, widać że widzowie uwielbiają ten gatunek. Fenomen „The Pitt”, a wcześniej status kultowy produkcji „Ostry dyżur” dowiódł, że chcemy oglądać lekarzy, którym możemy zaufać. Chcemy wierzyć, że ktoś nam pomoże, gdy będziemy tego potrzebować. „Znieczulenie” ma sporą szansę na to, żeby odpowiedzieć na potrzeby widzów, nawet jeśli Dawid Łazarz czasem zachowuje się jak doktor House przekonany o swojej nieomylności.
Za to również kochamy „Znachora”. Rafał Wilczur jest przyzwoity i kompetentny, a Antoni Kosiba bezinteresownie pomaga potrzebującym ludziom. Dzisiaj zarówno Wilczur, jak i Łazarz mają twarz Leszka Lichoty.
Serial „Znieczulenie” od 4 listopada można oglądać na platformie Netflix.