Małe dzieci, mały problem, duże dzieci – duży problem. Kto wątpi w prawdziwość tego stwierdzenia, chyba nie ma jeszcze dorosłych dzieci. Między pokoleniami bardzo łatwo dochodzi do nieporozumień i konfliktów, a fakt, że nie mieszkają pod jednym dachem, może całkowicie pogrzebać ich kontakty. Zrozpaczeni rodzice często próbują odnowić zerwane więzi, ale bez radykalnej zmiany myślenia (i to po obu stronach), zazwyczaj niewiele da się zrobić. Terapeuta rodzinny doskonale to wie i podaje 3 sposoby na naprawę wzajemnych relacji.
Amerykański terapeuta rodzinny Jeffrey Bernstein bardzo często przyjmuje w swoim gabinecie rodziców, którzy żalą się na osłabiony kontakt ze swoimi dorosłymi dziećmi. Jego pacjenci czują się czują się odrzuceni przez najbliższe osoby, którym poświęcili tak dużą część swojego życia. Mimo prób ponownego zjednania sobie pociech, spotykają się z chłodem i rezerwą. Czują się też nieustannie obwiniani i niewystarczająco dobrzy, a to prowadzi u opiekunów do całkowitego emocjonalnego wyczerpania.
Terapeuta zauważa przy tym, że żalenie się na dorosłych synów i córki, co najczęściej ma miejsce w jego gabinecie, w niczym nie pomaga. Konieczna jest całkowita zmiana myślenia – zarówno u rodziców, jak i dzieci. Największą przeszkodą na drodze do pojednania jest niekończące się wzajemne obwinianie i licytacja, kto jest w sporze „górą”, a kto musi się podporządkować.
– Warto zrozumieć, że rodzice i ich dorosłe dzieci, którym udaje się odbudować bliskość, nie dochodzą do tego momentu dlatego, że jedna ze stron w końcu udowadnia drugiej, że nie ma racji. Ich relacje zaczynają się poprawiać, ponieważ uczą się odnosić do siebie w inny sposób, nawet jeśli zazwyczaj zmiana ta wychodzi od jednej osoby – tłumaczy Jeffrey Bernstein na łamach serwisu Psychology Today.
Jakie porady ma dla rodziców, którzy chcieliby uzdrowić swoje kontakty z dorosłymi dziećmi? Terapeuta wymienia trzy ważne prawdy, które warto sobie uświadomić, zanim znowu sięgniemy po telefon i zadzwonimy do najbliższych. Mogą one zmienić wszystko.
Jądrem każdego nierozwiązywalnego konfliktu, także tego pomiędzy rodzicami i dorosłymi dziećmi, są przemożne próby udowodnienia sobie nawzajem, kto ma rację. Usztywnianie się w swoim stanowisku nie pozwala żadnej stronie odstąpić nawet na krok od swojej racji – i to właśnie sprawia, że pozostajecie w toksycznym klinczu.
Jeffrey Bernstein twierdzi tymczasem, że poprawa więzi zaczyna się wtedy, gdy obie strony dopuszczają możliwość, że ich doświadczenia mogą się od siebie różnić i istnieć na równych zasadach. Rodzic może być przekonany, że wychowywał dziecko najlepiej, jak potrafił, a jednocześnie uznać, że pewne jego zachowania sprawiły dziecku ból. Podobnie dorosłe dziecko ma prawo do żalu i rozczarowania, ale nie oznacza to, że może bezkarnie ranić rodziców.
Zapamiętaj: rozumienie wzajemnych perspektyw nie wymaga rezygnacji z własnych uczuć ani granic. Przyznanie synowi bądź córce racji w jakiejś kwestii nie oznacza, że twoja perspektywa staje się nieważna. Pozwala natomiast przestać traktować każdą rozmowę jak próbę ustalenia winnego.
Łatwo uznać dorosłą córkę za egoistkę, a rodzica za osobę nadmiernie kontrolującą czy pozbawioną empatii. Gdy mamy do kogoś żal, lubimy go w sobie pielęgnować. „Ona jest taka niewdzięczna! Tak wiele dla niej zrobiłam. Jak ona może?” – lamentujemy, szukając u innych współczucia i napawając się swoim statusem ofiary. Takie etykiety utrudniają jednak porozumienie i sprawiają, że każda kolejna sytuacja staje się potwierdzeniem negatywnej opinii.
Warto spróbować spojrzeć na zachowanie bliskiej osoby z innej strony i nie przypisywać jej automatycznie najgorszych cech. Być może nie wynika ono ze złego charakteru, lecz z trudności w radzeniu sobie z emocjami? Może jest pokłosiem pewnych ograniczeń czy braku odpowiednich umiejętności komunikacyjnych? Nie oznacza to usprawiedliwiania krzywdzących zachowań ani zwalniania kogokolwiek z odpowiedzialności. Taka zmiana perspektywy pomaga jednak ograniczyć wzajemną niechęć i łatwiej dostrzec, co naprawdę stoi za konfliktem.
Kiedy między rodzicami a dorosłymi dziećmi narasta napięcie, łatwo zacząć koncentrować się wyłącznie na tym, co w waszej relacji szwankuje. Każda nieodebrana wiadomość, krytyczna uwaga czy nieprzyjemne wspomnienie mogą wówczas urastać do rangi kolejnego dowodu na to, że dziecko jest okrutne, egoistyczne, niewdzięczne itp. Z czasem takie spostrzeżenia mogą całkowicie zdominować nasze myślenie i – mówiąc dosadnie – obrzydzić nam kontakty z dorosłym synem lub córką.
Tymczasem warto świadomie zauważać również to, co w waszej relacji było (i jest) dobre. Zamiast kolekcjonować w pamięci wyłącznie przejawy wrogości, zwróć uwagę na to, za co możesz być dziecku wdzięczna – a czego być może nie dostrzegasz. Może syn i córka nie zgadzają się z tobą w każdej kwestii, ale za to interesują się twoim zdrowiem, zawożą do lekarza, robią drobne zakupy? Szczera rozmowa i podzielenie się przez dziecko tym, co je boli w waszych relacjach, to też dobry objaw, bo pokazuje, że w głębi serca zależy mu na uzdrowieniu kontaktów.
Docenianie takich gestów pozwala dostrzec, że relacja nie składa się wyłącznie z rozczarowań i konfliktów. Co więcej, wzmacnia pozytywne zachowania i daje obu stronom wiarę w to, że mogą się porozumieć oraz odzyskać utraconą bliskość.
Artykuł opracowany na podstawie: J. Bernstein, „3 Things Parents and Adult Children Did to Become Closer”, Psychologytoday.com [dostęp: 05.11.2026].