1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Organizacja pracy - co jest ważne?

Organizacja pracy - co jest ważne?

123rf.com
123rf.com
Zrobić więcej, nie zawsze znaczy lepiej – przekonujemy się o tym w pracy, kiedy mamy dużo zadań do wykonania w krótkim czasie. Jak być wydajnym w pracy, kiedy się śpieszysz?

1. Ustal, co masz zrobić najpierw. Jak się nad tym dobrze zastanowisz, nie każde zadanie na twojej liście zadań do wykonania jest tak samo ważne. Dokładnie ustal priorytety.

2. Daj sobie czas. On jest dla ciebie, choć ci się wydaje, że go nie ma. Kiedy się śpieszysz może być ci trudno zaplanować każdą minutę c
zy godzinę dnia. Rób to małymi krokami, na przykład daj sobie 45 minut na wykonanie danego, najważniejszego w tej chwili zadania.

3. Skoncentruj swoją uwagę.
Czyli wyłącz się ze wszystkiego innego i zajmij swoje myśli tylko jedną czynnością. Reszta świata niech przestanie istnieć.

4. Nie zajmuj się teraz nowościami.
Teraz, gdy masz w krótkim czasie zrobić coś, co masz do zrobienia, nie zajmuj się niczym nowym, nie wprowadzaj żadnych innowacji w rutynowe działania, tylko po prostu działaj.

5. Poszukaj zabójcy wydajności.
Jeśli nie możesz wykonać powyższych wskazówek, widać przyczyna twojej niskiej wydajności jest głębsza. Zastanów się, po co powstrzymujesz się przed tym, że coś należy zrobić teraz? Jeśli tak postępujesz, jak się czujesz? Bezradna? Beznadziejna? Przestraszona? Zagrożona? Czego się boisz? Odszukaj te uczucie i poczuj, aż minie.

6. Zarządzaj mądrze swoimi siłami. Dbaj o swoją życiową energię – d
obrze się wysypiaj, regularnie się ruszaj i odżywiaj tak, żebyś dobrze się czuła.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Dziecięce lęki często przenosimy na grunt zawodowy

Jeśli czujesz, że praca obarczona jest wieloma lękami, to chwieje twoim podstawowym poczuciem spełnienia. (fot. iStock)
Jeśli czujesz, że praca obarczona jest wieloma lękami, to chwieje twoim podstawowym poczuciem spełnienia. (fot. iStock)
Praca odtwarza mnóstwo podświadomych mechanizmów psychicznych. To pole, gdzie rozgrywają się nasze dziecięce lęki. Kiedy jakiś służbowy lęk nas zalewa, dobrze jest go dokładnie zbadać. Bo czasem strach jest „zamiast”, maskuje nasze dawne uczucia – twierdzi Tomasz Tuszewski, psycholog i psychoterapeuta

Ludzi można podzielić na dwie grupy: wewnątrz i zewnątrz sterownych. Pierwsi, źródeł sukcesów i niepowodzeń upatrują w sobie, drudzy poza sobą. A jeśli zewnętrznym czynnikom przypisują decydującą moc, czują, że nic od nich nie zależy, nad niczym nie panują – są bardziej lękowi. Gdy ktoś zdaje sobie sprawę, jak wiele zależy od niego, ma większe bazowe poczucie bezpieczeństwa, wie, że nawet jak będzie się źle działo, poradzi sobie. Stąd ci zewnątrz sterowni są bierni i boją się nowego, wewnątrz sterowni są aktywni i biorą byka za rogi.

Pewne czynniki zmniejszają lęk, np. świadomość, że mam fach, który jest poszukiwany; ogólne zaufanie do życia dyktujące, że nawet gdy ma się gorszy okres, to przy odrobinie wysiłku można poprawić swój los. – Ale gdy ktoś mówi, że zupełnie się nie boi straty pracy, przyglądam mu się uważniej – mówi psycholog Tomasz Tuszewski. To są ludzie, którzy boją się zależności, długiego zaangażowania. Takie osoby często zmieniają pracę z lęku, że ominie je coś lepszego. – W życiu prywatnym wybierają z reguły seryjną monogamię, a nie małżeństwo na całe życie – mówi psycholog. – To typowe dla osób, które w dzieciństwie doświadczyły nadmiernej zależności od rodziców, która naruszała ich bezpieczeństwo czy hamowała możliwość rozwoju.

Strach przed rywalizacją

– Zdarza się, że ktoś zupełnie sobie nie uświadamia własnej rywalizacyjnej postawy, albo czasem ją sobie uświadamia, ale nie akceptuje. W efekcie większość swoich impulsów projektuje na innych. Wtedy własna postawa wraca jako przekonanie, że w tej firmie jest ogólny wyścig szczurów. Budzi się lęk, że wszyscy chcą nas wygryźć – mówi psycholog.

Dlaczego wypieramy rywalizację i obarczamy taką intencją innych? Być może w dzieciństwie rodzice w ogóle nie uznawali rywalizowania. Prezentowali postawy typu „kiedy ludzie się kochają, nigdy nie jest im ciasno”, „nie pchaj się przed brata”. Taki model wychowania uczy dziecko, że trzeba wszystko oddać, nie pragnąć za dużo, nie starać się wyprzedzić innych.

Uświadomienie sobie, że rywalizujemy, choć nie mieści się to w naszym systemie wartości, generuje w nas lęk bycia zdemaskowanym. Skoro innym pokazujemy, że nam na awansie nie zależy, a jednocześnie chcemy mieć więcej, zdystansować innych – zaczynamy się bać kary. Bo co innego mogłoby nas spotkać, gdy zdemaskowana zostanie nasza np. chciwość?

I zaczynamy rozgrywać to na zewnątrz: to inni mają problem z rywalizacją, nie my. Korzenie zjawiska znów sięgają dzieciństwa: prawdopodobnie rodzice „krzywili” się, gdy chcieliśmy za dużo. Czuli się zagrożeni przez nasze osiągnięcia. Oczywiście, każdy rodzic powie, że chce, by jego dzieci odnosiły same sukcesy. To na świadomym poziomie. Na podświadomym czasem kryje się lęk, że dzieci go prześcigną. Kiedy to się zdarza, dziecko czuje się winne. W dorosłym życiu fakt, że przerasta zespół, wywołuje u niego poczucie winy, a impuls, by mieć coś więcej niż inni – wstyd.

Na szczyt? Za nic!

Co widzisz, kiedy patrzysz na szefa? Władzę, sukces, kompetencje? To dobrze. Bo niektórzy widzą głównie samotność. Badania nad wpływem stresu na zdrowie wykazały, że największy jego poziom to zmora menadżerów. Dlaczego? Bo brak im wsparcia społecznego. Nikt ich nie poklepie po plecach i nie powie „stary, jutro będzie lepiej”. Nie mogą się nikomu poskarżyć. Z tego powodu wiele osób się boi awansować.

– Ludzie boją się wykluczenia z grupy – tłumaczy Tuszewski. – Lęk budzi nie tylko konkretny awans, ale jakikolwiek większy sukces: boją się, że spotka ich zawiść kolegów. Sukces może izolować i każdy impuls, by chcieć czegoś więcej, powoduje lęk. To może prowadzić do postawy bierności.

Strach przed sukcesem paraliżuje jeszcze z innych powodów: możemy się obawiać, że jeśli już odniesiemy jeden sukces, trzeba będzie go powtarzać. To zmusza do ciągłej walki o pozycję – a przecież nikt nie może być najlepszy cały czas.

– To zależy od temperamentu: niektórych „kręcą” wysokie wymagania, fakt, że są wyraźniejsi, że inni myślą, iż stać ich na więcej – uważa psycholog. – Ale to niewielki odsetek. Sukcesu boją się osoby wysoko reaktywne. Silnie reagują na bodźce i raczej starają się je sobie ograniczać. Mogą marzyć o osiągnięciach, ale jednocześnie cenią sobie święty spokój i boją się wychylić, by tego spokoju nie stracić.

Taka osoba nie przyzna się do sukcesu, nawet jeśli go odniesie. Gdy na zebraniu koledzy zechcą oklaskać autora, powie „to nie ja, to zespół”. I więcej nie wychyli się z żadnym projektem. Może też tak zaprezentować swój pomysł, że nie zostanie przyjęty. Przecież próbowała, ale nie wyszło. To środowisko jest takie niedobre i nie ceni jej pomysłów… A święty spokój? Nic mu nie zagraża…

Jedni przystają, drudzy odstają

Pod jednym względem wszystkie grupy są do siebie podobne: ten, kto myśli inaczej, jest odrzucany. Pewien stopień konformizmu jest pożądany. Nie chodzimy w końcu do pracy, by odgrywać monodram ze sobą w roli głównej. Ale bywa, że boimy się „wychylić”, potakujemy...

Dostosowujemy się. Niektórzy za bardzo.

– Gdy dziecko wraca ze szkoły i zastaje pokłóconych rodziców i powietrze gęste od pretensji, a rodzice nie potrafią go od tego oddzielić, bierze na siebie poprawienie atmosfery. Odkłada swoje problemy i potrzeby, stara się pocieszyć, stanąć po czyjejś stronie. Jako dorosły czuje, że harmonia i bezpieczeństwo całego zespołu zależą od jego dostosowania się. Musi więc zrezygnować z tego, czego sam chce.

 
Czasem jednak chcemy odstawać. Czujemy się inni niż reszta i chcemy to zaznaczyć. – Pielęgnowanie w sobie przekonania o tym, że bardzo różnimy się od grupy, tworzenie nieadekwatnych obrazów, podkreślanie rozbieżności też może wypływać z lęku – podkreśla psycholog. – To może być strach przed tym, że jeśli spróbuję wejść do grupy, odrzucą mnie – więc dystansuję się z góry. Wchodzenie do grupy generuje sporo lęku, bo nigdy nie wiemy, co stanie się dalej… Przyjęcie przez grupę oznacza, że trzeba zaakceptować reguły, jakie w niej panują.

– Są zespoły ludzi, w których zaprzecza się pewnym emocjom. To tworzy niezwykle napiętą atmosferę. W niektórych środowiskach nacisk na dbanie o pozory jest szczególnie silny – mówi Tuszewski. – Kiedyś pracowałem z nauczycielami. W szkole narastała fala agresji wśród uczniów i wielu pedagogów źle sobie z tym radziło, nie tylko dlatego, że uczniowie byli trudni. W tej grupie nie można było powiedzieć „nie radzę sobie”, głośno przyznać się do słabości.

– Gdy nie można z nikim pogadać ani się przyznać do lęku, nie wiemy, jak z tego wybrnąć. Narasta presja, która się może skończyć nerwicą, zobojętnieniem na drugiego człowieka. Dobrze jest znaleźć w pracy kogoś, z kim można pogadać. Jest wtedy szansa, że zaczniemy odczarowywać niezdrowe zaprzeczenia, bo koledzy mogą przyznać, że też się czegoś boją – radzi Tuszewski.

Życie wśród wilków

Pod służbowym graniem może kryć się też wiele cech i uczuć, których w sobie nie akceptujemy. Przykład? Agresja. Są ludzie, którzy nawet na torturach nie przyznają, że odczuwają złość lub chęć, by komuś zrobić coś złego. Wtedy projektują: przypisują innym swoje emocje. To inni są agresywni, to środowisko jest wrogie – ale przecież nie ja. – Ktoś zwrócił nam uwagę, a nam się wydaje, że źle nas potraktował, że żyjemy wśród wilków – uważa Tuszewski.

Kiedy dopuścimy do siebie myśl, że agresywne impulsy są ludzkie, zaczynamy oswajać tę część naszej natury. Terapeutyzujące jest samo uświadamianie sobie, że różne zachowania nas złoszczą, że nie tylko padamy ofiarami czyjejś agresji, ale też czasem irytują nas inni. To zmniejsza lęk, sprawia, że nie jest tak obezwładniający.

Strach przed agresją często się łączy z lękiem przed krytyką. Jest on charakterystyczny dla osób nie tolerujących poczucia winy. I znów musimy się cofnąć do dzieciństwa. – W rodzinie nie było miejsca na błędy – mówi Tuszewski. – Kiedy błędy są dopuszczalne, dziecko to czuje, nawet jeżeli czasem jest karane. Jeśli błędy tolerowane nie są, nie można sobie pozwolić na żadne potknięcia – także w dorosłym życiu.

Poczucie winy jest całkowicie wypierane, ponieważ budzi nieznośny lęk. Tak silny, że w umyśle takiego człowieka nie ma miejsca na przyznanie się do jakiegokolwiek błędu. Rozgrywamy swoje problemy na zewnątrz, widząc siebie zawsze jako ofiarę sytuacji. Kiedy popełnimy błąd, uznajemy, że to wina kogoś lub czegoś. Im bardziej nam nie wychodzi, tym bardziej ustawiamy się w roli ofiary. – Takiej osoby nie można skrytykować nawet w koleżeńskich warunkach, bo zaraz poczuje się atakowana – tłumaczy Tuszewski. – Ponieważ zupełnie nie jest w stanie uznać, że coś zostało zawalone przez nią, nie przyjmie krytyki, powie najwyżej „znowu wszystko na mnie”.

Chętnie bym wam pokazał, ale…

Każdy, kto pisząc CV kiedyś nieco w nim przesadził, wie, jak nieprzyjemny jest lęk przed zdemaskowaniem. A że podoba się nam szacunek otoczenia, podtrzymujemy fałszywy wizerunek.

– Częściej tylko wyobrażamy sobie, że inni widzą nas jako lepszych – uważa Tuszewski. – Ale otoczenie wcale nie „kupuje” naszej wersji. Zauważa nasze ograniczenia, ale mimo to przyjmuje, akceptuje.

Są jednak osoby naprawdę kompetentne, które nie cenią same siebie i tylko czekają, aż ktoś je rozszyfruje. Skąd ten lęk? Może w dzieciństwie rodzice wciąż nas porównywali z rodzeństwem, które – oczywiście – zawsze wypadało lepiej? Może nigdy nie byli z nas zadowoleni i nigdy nie pochwalili, nawet, jeśli odnosiliśmy sukcesy? Może w dorosłym życiu widzimy, że osiągnęliśmy więcej niż rodzice i czujemy się z tego powodu winni, bo zgarnęliśmy dla siebie więcej niż ta najważniejsza osoba? Możliwy jest każdy z tych wariantów – i każdy z nich prowadzi do obniżonego poczucia wartości.

Na zakończenie: niezależnie od tego, z jakim problemem borykasz się w pracy i jakie prześladują cię lęki – nie pozwól sobie wmówić, że to „tylko praca”, że powinniśmy mieć w życiu ważniejsze rzeczy. Jeśli czujesz, że ci w niej nie idzie albo jest ona obarczona wieloma lękami, to chwieje twoim podstawowym poczuciem spełnienia. Masz prawo traktować ten problem poważnie.

Tomasz Tuszewski: psycholog, psychoterapeuta. Ukończył m.in. Studium Psychoterapii w Laboratorium Psychoedukacji i Studium Psychoterapii Analitycznej. Prowadzi praktykę psychologiczną od 1995 roku, aktualnie zajmuje się długoterminową psychoterapią indywidualną i grupową. Prowadzi również zajęcia w Studium Psychoterapii.

  1. Zdrowie

Główne rodzaje i skutki stresu – jak zwalczać jego skutki?

Stres mobilizuje nas do działania, podnosi poziom energii, stymuluje rozwój. Niestety, w dzisiejszych czasach nadmiar stresu, a może raczej nieumiejętność jego rozładowania, obraca się przeciwko nam. (fot. iStock)
Stres mobilizuje nas do działania, podnosi poziom energii, stymuluje rozwój. Niestety, w dzisiejszych czasach nadmiar stresu, a może raczej nieumiejętność jego rozładowania, obraca się przeciwko nam. (fot. iStock)
Najbardziej typową i odczuwalną reakcją ciała na stres jest silne spięcie mięśni, gotowych do wysiłku. W poszczególnych organach zachodzą błyskawicznie reakcje: serce i oddech przyspieszają, ciśnienie rośnie, wyostrzają się zmysły, obniża się odporność i maleje wrażliwość na ból. Ciało jest w pełnej gotowości, aby „się ratować”. 

Jednak pamiętajmy, że stres niejedno ma imię. Sprawdź, jakie są rodzaje stresu i których z nich doświadczasz!


Eustress – towarzyszy ekscytującym wydarzeniom. To pozytywny, a nawet niezbędny rodzaj stresu.

Under-stress – stres spowodowany niedociążeniem, bezruchem, znudzeniem, poczuciem beznadziei; przeciwieństwo eustresu.

Over-stress – nadmierny stres, pojawiający się wtedy, kiedy przekraczamy swoje możliwości (to ten z typów stresu, który towarzyszy np. biznesmenom, ale też maratończykom).

Dystres – czyli najbardziej typowy, długotrwały, objawiający się różnego rodzaju cierpieniem: frustracją, obawą, złością, zamartwianiem się, rozpaczą. Częste są też objawy fizyczne (psychosomatyczne).

Co powodują w organizmie wymienione główne rodzaje stresu?

Serce i układ krwionośny – stres wywołuje przyspieszone bicie serca, wzrost ciśnienia krwi i jej odpływ do mięśni z organów, co powoduje ich niedokrwienie;

Mózg – osłabia pamięć i koncentrację, zdolność do uczenia się, ponadto pod wpływem negatywnych typów stresu zwiększa się poziom beta-amyloidu peptydu, którego złogi uszkadzają tkankę mózgu i są przyczyną choroby Alzheimera;

Płuca i oskrzela – nasila objawy astmy, przewlekłe zapalenie oskrzeli oraz kaszel;

Układ trawienny – kortyzol pobudza komórki tłuszczowe do gromadzenia zapasów oraz zwiększa wydzielanie insuliny, co sprawia, że szybciej robimy się głodni;

Żołądek – następuje silne zwężenie naczyń krwionośnych, stąd wrażenie skurczu. Częsty stres powoduje uszkodzenia błon śluzowych żołądka;

Trzustka – wyrzut kortyzolu powoduje podwyższenie poziomu cukru we krwi, a to prowadzi do rozwoju cukrzycy;

Układ odpornościowy – stres hamuje aktywność limfocytów T, dlatego łatwiej wtedy o infekcje;

Włosy – zarówno rodzaje stresu fizycznego, jak i psychicznego mogą doprowadzić do nadmiernego wypadania włosów, a nawet łysienia plackowatego;

Mięśnie – kumulują napięcie, usztywniają się wskutek odczuwania jednego z wymienionych typów stresu, a to z kolei może osłabiać kręgosłup.

Czytaj więcej na temat stresu i skutków dla ciała w artykule:

  1. Styl Życia

Testy i ocena serwisu z audiobookami Storytel

Zobacz galerię 6 Zdjęć
Współczesny świat aplikacjami stoi. Jesteśmy online niemal w każdym obszarze życia, a ułatwiające życie widżety czy aplikacje właśnie, stały się nieodłącznym elementem codzienności. Finanse, rozrywka czy trening – niemal wszystkim zarządzamy z poziomu tego samego urządzenia, którym najczęściej jest nasz osobisty smartfon lub tablet. Cały nasz wielki świat w jednym małym miejscu.

Serial i dobra książka na ekranie telefonu

Szeroki dostęp do filmów i seriali online nikogo już nie dziwi. Co drugi znajomy opłaca abonament za usługę od jednego z dostawców tej domowej formy kanapowej rozrywki. Korzystamy z niej tym chętniej, im zimniej robi się za oknami, a pandemiczne czasy tylko tę potrzebę wzmagają. Niestety ma to również swoje ograniczenia, którymi coraz większa liczba ludzi nie ma ochoty się przejmować. Brak czasu i możliwości skupienia się, zmęczony po całym dniu pełnym wrażeń wzrok, to tylko kilka z nich. Właśnie dlatego coraz większym zainteresowaniem cieszą się audiobooki. Wygrywają tym, że słuchać ich można w dowolnym miejscu i o dowolnej porze, dodatkowo wykonując przy tym inne czynności, jak sprzątanie, jazda samochodem czy gotowanie obiadu na następny ciężki dzień. Wystarczy telefon, aplikacja Storytel oraz dobre słuchawki, żeby na chwilę zniknąć w zupełnie innym świecie.

A o wyboru mamy tych światów niemało! Platforma Storytel, w cenie abonamentu równej zaledwie jednej drukowanej książce, proponuje swoim użytkownikom prawdziwą ucztę gatunków i tytułów. Dla prawdziwych fanów znajdzie się niejedna powieśćsł kryminalna lub obyczajowa, a dla spragnionych dźwiękowych wrażeń dostępne są liczne słuchowiska. Tym pierwszym z pewnością spodoba się mrożący krew w żyłach „Zastrzyk śmierci”. Powieści Małgorzaty Rogali sprzedają się na pniu, a dzięki Storytel istnieje szansa zapoznania się z twórczością autorki poprzez rewelacyjnie przygotowaną wersję audiobooka. Nie jest to jednak lektura lekka, bo trup ściele się gęsto, a zagadki mnożą, dlatego „Zastrzyku śmierci” nie polecam tuż przed snem. Dużo lepiej sprawdzi się w roli towarzysza długiej wyprawy autem.

Kołysanka albo trening – słuchaj wszędzie

Jeśli jednak mamy ochotę na zasypianie przy dźwiękach ulubionej historii, serwis bardzo nam to ułatwia. W menu każdego audiobooka możemy bowiem ustawić czas, po jakim aplikacja wyłączy odtwarzanie danego tytułu i przejdzie w czas uśpienia. Po przebudzeniu, możemy wrócić do lektury w przerwanym miejscu i delektować się nią podczas porannej filiżanki kawy. Co więcej, istnieje również opcja zmiany prędkości odtwarzania, tak, aby dopasować ją do własnych preferencji. Jeśli więc lektor, naszym, zdaniem, czyta nieco zbyt wolno, możemy dodać mu nieco animuszu i podkręcić tempo.

Osobom mocno zapracowanym z pewnością przyda się bogata baza audiobooków mówiących o rozwoju osobistym, motywacji w biznesie, a także relaksacyjne słuchowiska, idealne by odpocząć przy nich na siłowni i skutecznie odciąć się od zgiełku dnia. Co bardzo istotne, aplikacja działa również w tle, dlatego wysyłanie wiadomości czy przeglądanie ważnych danych na telefonie zupełnie nie koliduje ze słuchaniem powieści, która na dobre nas wciągnęła. To bardzo wygodna funkcja, choć jeszcze niewiele aplikacji ją posiada. Storytel zdecydowanie wychodzi tu jednak naprzeciw oczekiwaniom. Nie bez znaczenia jest również fakt, że relaksem w formie audio możemy cieszyć się również offline. Wystarczy włączyć tę funkcję przy wybranym tytule, a książka błyskawicznie znajdzie się na półce naszej wirtualnej biblioteki, dzięki czemu będzie dostępna w każdym miejscu, nawet w zupełnej głuszy dzikich Bieszczad, gdzie o zasięg raczej niełatwo. Wspinaczka i książka w jednym? Brzmi jak relaks doskonały.

Jak widać, Storytel oferuje kilka ciekawych rozwiązań, które sprawiają, że czytanie staje się o wiele prostsze i wszędzie możliwe. W swojej bazie, oprócz audiobooków, serwis posiada także sporą ilość ebooków dla tych, którzy cenią sobie nieco bardziej tradycyjną formę literatury. Każdy tytuł jest odpowiednio oznaczony, aby nie budzić niepotrzebnych wątpliwości: rysunek okularów oznacza ebooka, a grafika ze słuchawkami oczywiście prowadzi nas do wersji audio. Co więcej, niektóre z pozycji proponują nam obie możliwości, co tylko potęguje poziom zadowolenia z usługi.

Aplikacja sama w sobie jest niezwykle czytelna i przejrzysta, intuicyjnie prowadzi nas od procesu rejestracji, aż po wszystkie dostępne opcje. Aby przekonać się czy taki sposób czytania sprawdzi się w naszym przypadku, Storytel oferuje nam kolejny bonus: 14 dni testowania zupełnie za darmo. Po tym czasie rusza subskrypcja, z której można także zrezygnować w dowolnym momencie. Chyba nie ma więc na co czekać. Rejestracja zajmuje tylko chwilę, a poziom satysfakcji rośnie z każdym nowym tytułem, szczególnie zaś po wysłuchaniu „Zastrzyku śmierci” w świetnym lektorskim wykonaniu Adama Baumana. Ten oraz inne pozycje, polecają się zawsze, nie tylko od święta.

  1. Styl Życia

Praca i partnerstwo – jak sobie radzić, gdy oboje pracujemy z domu? Co pokazują badania?

Wspólna praca pod jednym dachem wymaga nowych rozwiązań. (fot. iStock)
Wspólna praca pod jednym dachem wymaga nowych rozwiązań. (fot. iStock)
Kwarantanna, społeczny dystans, praca zdalna – nowa, zwykle dość trudna rzeczywistość dla większości z nas to skutek epidemii Covid-19. Jedyne, co nam pozostaje, to najczęściej przebywanie w towarzystwie najbliższej rodziny, partnera i domowników. Nigdy wcześniej nie byliśmy zmuszeni do tak intensywnego łączenia pracy z życiem rodzinnym. Dla wielu par to prawdziwe wyzwanie, aby na niewielkiej wspólnej przestrzeni połączyć swoje życia zawodowe z rodzinnymi i domowymi obowiązkami.

Niegdyś praca zdalna traktowana była jako benefit. Jednak, upragnione przez niektórych, przeniesienie życia zawodowego do domu może obfitować w wiele negatywnych skutków. Trudności z rozdzieleniem domowych i zawodowych czynności, które się obecnie pojawiają nie dotyczą nas indywidualnie (chyba, że mówimy o singlach). Przekładają się one coraz bardziej na nasz związek i rodzinę.

Jak w czasie pandemii radzą sobie pary w Polsce? Jak zareagowały na nagłą konieczność pracy zdalnej? Jak radzić sobie skutecznie z tymi nowymi wyzwaniami? – Zjawisku przyjrzał się dokładniej zespół badaczek z Uniwersytetu SWPS. Pierwszą część badań zrealizowano w ramach projektu „Pary w pandemii: radzenie sobie z konfliktami praca-dom i dom-praca w warunkach dystansu społecznego.”

- Okazało się, że z tą nagłą i wymuszoną pracą zdalną wiąże się cały wachlarz psychospołecznych konsekwencji. Z jednej strony badani podkreślali jej korzystne aspekty, jak oszczędzanie czasu związanego z dojazdami do firmy, poczucie mniejszego pośpiechu w ciągu dnia, czy pogłębienie relacji z partnerem lub partnerką. Z drugiej strony okazało się, że praca w firmie ma też sporo korzyści. Naszym rozmówcom brakowało codziennych rytuałów (jak ubieranie i malowanie się do pracy), czy kontaktów „na żywo” ze współpracownikami. Częstym problemem było poczucie ciągłego bycia w pracy i trudności w „odłączeniu się” od niej – podsumowuje dr Anna Studzińska.

Nigdy nie wychodzę z pracy… Konflikty praca-dom

Czego możemy się spodziewać przy połączeniu tych dwóch różnych światów? Otóż, jak zaznaczają autorzy badania „połączenie strefy zawodowej i domowej może prowadzić do pojawienia się lub nasilenia dwóch konfliktów: praca-dom i dom-praca.
  1. Konflikt praca-dom zachodzi, gdy wymagania i napięcia związane z pracą oddziałują na zdolność pracownika do wywiązywania się z obowiązków rodzinnych.
  2. Natomiast konflikt dom-praca odzwierciedla sytuację, w której wymagania związane z życiem rodzinnym ograniczają możliwość wykonywania obowiązków zawodowych.”
W obecnej sytuacji epidemicznej oba te konflikty zwykle się przenikają i jedno zadanie odbywa się kosztem innego. W sytuacji, gdy do obowiązków domowych dodamy jeszcze opiekę nad dziećmi, siłą rzeczy przeważał będzie konflikt dom-praca. W tej grupie badanych stosowanie różnych strategii wymaga albo dużej elastyczności, albo jest zwyczajnie niemożliwe. Rodzice, zamiast zajmować się planowaniem czasu i przestrzeni, po prostu reagują na sytuację na bieżąco.

Z kolei wiele par, nie obarczonych opieką nad dziećmi, wypracowało sobie konkretne modele działania. Ekspertki wskazały tutaj na dwie strategie radzenia sobie z konfliktem między pracą a domem: separacja oraz integracja. W pierwszej grupie badani wyznaczali ostre granice między pracą a domem, co dotyczyło zarówno fizycznego oddzielenia przestrzeni (zaadoptowanie nowej przestrzeni z przeznaczeniem na biuro) jak i psychologicznego rozdzielenia tych obszarów (przykłady? – wyznaczenie stałych godzin pracy i nieprzekraczanie wyznaczonego czasu, czy nawet nierozmawianie na tematy służbowe po zakończeniu służbowych obowiązków). Tymczasem w drugiej grupie, tak zwanych integratorów, oba światy dość płynnie przeplatały się ze sobą. Nie tylko nie przeszkadzał im taki stan rzeczy. Integratorzy doceniali nawet, że mogą planować działania zawodowe w czasie wykonywania obowiązków domowych (np. w trakcie sprzątania, gotowania) lub zrobić sobie przerwę w pracy kiedy tego potrzebują i poświęcić ją na chwilę odpoczynku.

- Wymagania, z którymi musimy radzić sobie na co dzień – zarówno te zawodowe, jak i związane z obowiązkami domowymi – wymagają od nas wysiłku, dlatego wyczerpują nas fizycznie i psychicznie. Wypracowane przez pary strategie to sposoby na redukowanie obciążeń, zarówno wprost, przez zmniejszanie ich natężenia, jak i pośrednio – poprzez dostarczenie zasobów do lepszego radzenia sobie z nimi – tłumaczy dr Ewelina Smoktunowicz.

Jak wygląda domowa „pandemiczna” regeneracja?

Część strategii, które wypracowało sobie wiele par, dotyczyło tego, w jaki sposób skutecznie odpoczywać i regenerować siły. Jak wymieniają psycholożki „sport, kontakt z naturą (gdy pozwalały na to obostrzenia epidemiologiczne) czy hobby były sposobem na relaks, ale również odreagowaniem niepewności wywołanych zmieniającą się rzeczywistością. Podobną funkcję spełniało poszukiwanie wsparcia bliskich lub specjalistów, a także pogłębianie i rozwijanie relacji z partnerem lub partnerką. Częstą praktyką było także redukowanie nadmiaru obowiązków, np.: poprzez robienie zakupów przez Internet, ograniczanie liczby spotkań czy nawet zmniejszenie wymiaru etatu.”

- Kobiety są bardziej obciążone zadaniami w domu niż mężczyźni. Dodatkowo rola pracy w ich życiu jest postrzegana jako mniej centralna. W naszym kolejnym badaniu przyjrzymy się temu, w jaki sposób strategie podziału obowiązków pomagają parom w radzeniu sobie z konfliktami ról, gdy obie osoby pracują z domu. (…) – przewiduje dr Marta Roczniewska.

Źródło: mat. pras. SWPS. na podstawie badań zrealizowanych, w ramach projektu „Pary w pandemii: radzenie sobie z konfliktami praca-dom i dom-praca w warunkach dystansu społecznego. Intensywne badanie podłużne w diadach”, przez dr Martę Roczniewską, dr Ewelinę Smoktunowicz, Ewę Makowską-Tlomak  z Uniwersytetu SWPS oraz dr Annę Studzińską z Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Warszawie.

  1. Psychologia

Sztuka ogarniania. Jak nauczyć nastolatka zarządzania czasem?

Rodzice starają się wyrabiać w dzieciach różne nawyki, tymczasem ważne jest, aby uczyli ich również zarządzania czasem oraz radzenia sobie z nadmiarem bodźców. (Fot. Getty Images)
Rodzice starają się wyrabiać w dzieciach różne nawyki, tymczasem ważne jest, aby uczyli ich również zarządzania czasem oraz radzenia sobie z nadmiarem bodźców. (Fot. Getty Images)
Rodzice skupiają się na tym, by wyrobić w dzieciach nawyk mycia zębów, zdrowego odżywiania i systematycznej nauki. Pedagożka i autorka książek dla młodzieży Ewa Nowak przekonuje jednak, że równie istotne – a może nawet ważniejsze – jest uczyć nastolatka, jak zarządzać czasem, radzić sobie z nadmiarem bodźców i cieszyć się życiem.

Na studiach uczyłam się, że przeciętnie podejmujemy 70–100 decyzji dziennie. Laureat Nagrody Nobla Daniel Kahneman − psycholog i ekonomista, który podważył model racjonalnego podejmowania decyzji − wyliczył, że najróżniejszych wyborów dokonujemy każdego dnia od dwóch do dziesięciu tysięcy! A nastolatki muszą ich dokonać więcej, gdyż nie mają jeszcze wykształconego automatyzmu wykonywania wielu czynności.

Dorastająca młodzież funkcjonuje dosłownie w huraganie bodźców: życie towarzyskie, wymagania szkolne i pozaszkolne, oczekiwania rodziców, społeczny przymus wyróżnienia się, a do tego obowiązkowo sport, jakieś wyszukane hobby, sympatia… Wszystkie te obszary generują mnóstwo bodźców, a każda decyzja w jednej sekundzie może odmienić nastrój nastolatka. Jutrzejszy sukces życiowy twojego dziecka będzie polegał na tym, że raz na zawsze wyrobi w sobie nawyk rozróżniania tego, co jest ważne, a co nie.

Skoro dziennie człowiek podejmuje aż tyle decyzji, dobrze postawić na to, żeby podejmować je mądrze. Bez względu na to, jak długo potrwa pandemia (na szkolnym krześle czy przed monitorem) twój nastolatek dokładnie teraz nabiera nawyków co do podejmowania decyzji. Warto go w tym dyskretnie wesprzeć. Już samo zaszczepienie wiedzy na ten temat bardzo mu w życiu pomoże.

Mniejsza dawka rodzica

Zacznijmy od najtrudniejszego, czyli od usunięcia się dorosłych na drugi plan. Kiedy twoje dziecko było dzieckiem, czyli do około 12. roku życia, byłeś w 100 proc. odpowiedzialny za to, jak ono radzi sobie z wyzwaniami. Miało prawo całkowicie polegać na tobie. Ten czas właśnie mija. Między 12. a 18. rokiem życia nastolatek musi płynnie przejść od całkowitego polegania na rodzicach i na podejmowanych przez nich decyzjach do całkowitego polegania wyłącznie na sobie. Jeśli to się nie uda, zdarzy się katastrofa. Wypuścisz z domu (albo wręcz nie wypuścisz) niesamodzielnego, nieumiejącego zadbać o siebie i swoje sprawy człowieka. Co to znaczy „zadbać”? Wiedzieć, na czym się skupić, co robić, w jakiej kolejności, kogo i kiedy poprosić o pomoc, jak nie zamęczyć samego siebie i najważniejsze: mieć długoterminową wizję swojego życia.

Nastolatek na pewno nauczy się po sobie sprzątać, nie umrze  z głodu i zorientuje się, jak zrobić pranie. Nawet jeśli nie wyniesie tego z domu, nic strasznego się nie stanie, bo „na swoim” opanuje te umiejętności w trzy dni. Dużo ważniejsze jest wyposażenie dziecka w narzędzia, które ułatwią mu życie, czyli umiejętność zarządzania sobą.

W książce „7 nawyków skutecznego nastolatka” Seana Coveya (syna autora bestsellerowych „Siedmiu nawyków skutecznego działania”) znalazłam zdanie:

„Jedną z podwalin mojej kariery były nawyki, które wyrobiłem w sobie jako nastolatek”
Kochany rodzicu, spójrz za siebie. Pomyśl, jakie są skutki twoich pozornie drobnych, jednostkowych decyzji, które podjąłeś w przeszłości. Wcale nie edukacja, ale kształtowanie charakteru jest najważniejszym zadaniem, jakie staje dziś przed młodym człowiekiem, a także przed jego rodzicami.

7 zasad Coveya

Nawet jeśli ty sam – dorosły rodzic młodego człowieka – masz problemy z zarządzaniem czasem, nic nie szkodzi. To świetna okazja, żeby wraz kształtowaniem nawyków u nastolatka wykształcić je w sobie. Popatrz na swoje dziecko – jak zabiera się do rozpoczęcia lekcji online lub odrobienia zadań na jutro. Czy ono wie, co robi, po co robi, co mu to da i jaki to ma sens? Zastanów się, czy na pewno udało ci się przekazać swojemu nastolatkowi, że – jak twierdzi Covey junior – fundamentem sukcesu w życiu jest siedem prostych zasad zarządzania czasem, decyzjami, czyli… sobą samym. Oto one:

1. Człowiek odpowiada za swoje decyzje. Dla ciebie to oznacza: uwolnić nastolatka od siebie. Pozwól mu być kowalem swojego losu. Nie pilnuj go stale, nie wypytuj, nie uprawiaj helikopterowego rodzicielstwa. Mówiąc krótko: zostaw go w spokoju. Niech popełni kilka drobnych błędów. Bez tego nie zrozumie, jak działa związek przyczynowo-skutkowy.

2. Zapisywanie celów pozwala utrzymać życiowy kurs. Zaproponuj, żeby zapisywał cele i to, jak zamierza je realizować. Zapisanie konkretów (po czym poznam, że to mi się udało, do kiedy itd.) daje ogromną siłę. Dlaczego nie uczymy się tego w szkołach, wciąż pozostaje dla mnie zagadką. Pamiętaj jednak, że cele to coś niezwykle intymnego. Nigdy nie zrozumiemy, dlaczego ktoś chce przebiec maraton, jeśli sami nie biegamy. Nie komentuj więc celów swojego nastolatka, a nawet nie staraj się dowiedzieć, jakie one są. Naucz go tylko, by je określał, zapisywał, czytał sobie od czasu do czasu. Samo to uruchomi w nim pokłady energii, o jakie siebie nie podejrzewał. A tak na marginesie – jakie cele ty, rodzicu, masz aktualnie zapisane?

3. Na początku najważniejsze. Jeśli twój nastolatek będzie robił to, co najważniejsze, z miejsca zdeklasuje rówieśników. Jeśli rano zrobi to, co najważniejsze, czyli nie przeglądanie fejsa, ale na przykład poćwiczenie na gitarze, narysowanie trzech stron komiksu, przebiegnięcie kilku kilometrów, wkucie tego, co zamierzał – to reszta pójdzie sama. Wielkie kamienie zrzucamy z barków na początku. Piasek dnia codziennego sypiemy potem. To dla dorosłych oczywiste, ale czy dla twojego nastolatka również?

4. Mentalność obfitości. Przekaż swojemu dziecku, że można mieć mentalność braku lub mentalność obfitości (charakterystyczną dla ludzi sukcesu). Nie ma pracy, wszystkie dobre stanowiska są już zajęte, liczą się znajomości, jest tylu poetów, po co nam kolejny, wygrany może być tylko jeden, nie wolno ci nigdy niczego stracić, bo już tego nie odzyskasz – to typowa mentalność braku. Przeciwieństwo to myślenie w stylu: starczy dla wszystkich. Jest wystarczająco dużo radości, miłości, pracy, klientów, ludzi. Nie musimy się o nic ścigać i koniecznie wygrywać, pokonywać wszystkich wokół i traktować ich jak wrogów. Strategia win-win (wygrany-wygrany) polega na tym, żeby życiowym paradygmatem nie był przymus zwyciężania, tylko kroczenia swoją własną drogą.

5. Słuchanie jest ważniejsze niż mówienie. Jeśli nastolatek nauczy się słuchać, będzie miał nawyk, żeby najpierw zrozumieć innych. Erudycja, ładna narracja, bogate słownictwo to ważne umiejętności, ale nic nie zastąpi umiejętności słuchania. Pokaż swojemu dziecku, jak utrzymywać kontakt wzrokowy, jak słuchać bez przerywania i zadawania denerwujących pytań. To nie idealizm. Wciąż istnieją ludzie sukcesu, którzy żyją lepiej niż inni tylko dlatego, że w młodości nauczyli się uważnie słuchać.

6. Doceniaj synergię. Człowiek to istota społeczna – powiedział Arystoteles, a powtórzył za nim Elliot Aronson. XXI wiek to wiek pracy zespołowej. Czas pandemii pokazał, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem, co się dzieje z energią bez szerokiego kręgu ludzi blisko siebie. Synergia to potęga. Ze szkoły twój nastolatek wyniósł doświadczenie, że współpraca z innymi to porażka. Tymczasem nawyk korzystania z synergii ma ogromne znaczenie dla przyszłości, gdyż obejmuje umiejętność rezygnowania z kontaktów z osobami, które nas osłabiają, odbierają wiarę w siebie lub sprowadzają na manowce. Jeśli twoje dziecko będzie umiało dobierać sobie ludzi, którzy je wesprą i wydobędą z niego wszystko, co najlepsze – wygrasz walkę o jego szczęście.

7. Pokaż mu, jak i kiedy „ostrzyć piłę”. Chodzi o czas na zbieranie sił. Czy twój nastolatek umie wyjść na rower, poczytać powieść, ugotować coś wyłącznie dla przyjemności? Sposób spędzania czasu wolnego to też nawyk, który notabene często decyduje o naszym życiowym sukcesie lub problemach (zdrowie psychiczne i fizyczne). Nawyk dotyczący regenerowania sił to zwykła, najczęściej wyniesiona z domu umiejętność.

Jeśli przeraziła cię ta lista – nie martw się. Po pierwsze, bez względu na to, co sądzisz o swoim dorastającym dziecku, ono takie nie jest. Obraz, jaki mają rodzice, zasadniczo odbiega od rzeczywistości, i to zarówno in plus, jak i in minus. A po drugie, cytuję za Seanem Coveyem:

„Człowiek jest silniejszy od wszystkich swoich nawyków”

Getting Things Done, czyli ogarnianie

W innej, także przeznaczonej dla nastolatków książce („Jak ogarnąć wiele spraw i zyskać mnóstwo czasu. Dla nastolatków”) autorzy – David Allen, Mike Williams i Mark Wallace – twórcy metody Getting Things Done piszą o nastolatkach tak: „W ciągu zaledwie paru lat będą musieli zdobyć podstawy samodzielnego radzenia sobie z wolnością, rosnącą złożonością spraw i nieokiełznaną naturą życia”. Podoba mi się, że autorzy dużą wagę przykładają do „bycia przygotowanym”, bo to bolączka pokolenia dzisiejszych nastolatków, którym wmówiliśmy, że każdy ma jakiś talent i każdemu należy się wszystko, o czym tylko zamarzy. Zastanów się, co dokładnie masz zrobić, jak chcesz to zrobić, kogo poprosić o pomoc, jakie pułapki czekają na ciebie po drodze. Kto lub co ci przeszkodzi? Kto lub co zazwyczaj ci pomaga i czy masz do tego teraz dostęp?

Poza siedmioma nawykami, które wyszczególnia Sean Covey, pomóż swojemu nastolatkowi wykształcić trwale także inne ważne umiejętności, radzenia sobie z nadmiarem napływających bodźców.

Na co zwracają uwagę Allen, Williams i Wallace?

Rejestrowanie. Jak mówił Albert Einstein, mózg jest od wymyślania, a nie do przechowywania danych. Warto kierować się nawykami geniuszy, dlatego pokaż swojemu nastolatkowi, że robienie list pomaga w życiu, odciąża głowę i daje poczucie kontroli. Kalendarz w telefonie w przypadku nastolatka nie musi być wypełniony spotkaniami, ale zadaniami na każdy dzień. Warto dla przyszłego życia zawodowego i osobistego nauczyć dziecko odruchu sprawdzania listy rzeczy na dziś. Rano, żeby wiedzieć, co jest najważniejsze, i wieczorem, żeby zastanowić się, dlaczego tego nie zrobił, skoro było na liście.

Umiejętność zamykania spraw. Sprawy otwarte, wiszące nad człowiekiem są źródłem ogromnego stresu i napięcia, ponieważ człowiek ma ograniczone zapasy dziennej energii umysłowej. Autorzy „Getting Things Done” podpowiadają, jak tworzyć listy kontrolne spraw i jak te sprawy zamykać.

Albo się czymś zajmujesz, albo nie. Yoda z „Gwiezdnych wojen” uczył: „Robisz albo nie robisz, nie ma prób”. Chodzi o to, żebyś przekazał swojemu dziecku, że odwalanie zadań to droga donikąd.

Prokrastynacja. Sama jestem klasycznym typem Smerfa Pracusia. Wszystko mam zawsze zrobione przed wymaganym terminem i nie rozumiem, jak można gotować sobie piekło udręki, jaką jest prokrastynacja. Jednak z obserwacji młodych ludzi wynika, że niemal wszyscy mają nawyk odkładania spraw, które i tak trzeba będzie wykonać – na ostatni moment lub po terminie. Gen masochizmu przybiera najróżniejsze formy, a jego konsekwencją, jak mówi teoria totalnej biologii, może być nawet choroba nowotworowa. Czy twój nastolatek wie, jak destrukcyjnym nawykiem jest odkładalnictwo?

Dorastający człowiek lubi zatracić się w tym, co robi. Kiedy już złapie za gryf gitary, to wióry lecą! Zapał jest cudowny, ale tylko ukierunkowany prawidłowo, czyli na cel. Warto wyrobić w nastolatku nawyk analizowania. Chwila przerwy, rozejrzenie się po własnym życiu, po metodach, jakie stosuję, i przypomnienie sobie, co w zasadzie chcę osiągnąć – to właśnie analizowanie. Nie chodzi o to, żeby cały czas być zajętym, co wielu ludzi lubi, ale o refleksję nad tym, dokąd moje działania prowadzą i czy na pewno to właśnie w tym miejscu zamierzam się znaleźć.

Praca domowa dla rodziców

Wyposażenie nastolatka w mocne, wiodące do sukcesu życiowego nawyki jest możliwe, ale na drodze na pewno stanie ci „falochron”, czyli psychiczna zapora, którą wielu nastolatków ma w głowie (właściwie w uszach) przeciw... wszystkiemu, co mówią rodzice. Najskuteczniej przyjmuje się umiejętności i wiedzę, do których doszło się samodzielnie (lub ma się takie przekonanie). Twój nastolatek chce być lepszy, bo człowiek pragnie się zmienić i stawać lepszym. Mamy w sobie takie pragnienie i ono wesprze cię w projekcie wyrobienia w nastolatku nawyków „zarządzania swoim życiem”, ale przygotuj się na to, że będzie stawiać opór, jeśli ty nachalnie będziesz tego wymagać. Dlatego:
  • Namów kogoś z rodziny, żeby podarował mu jedną (albo najlepiej od razu obie, bo nie da się z góry przewidzieć, która w nim znajdzie odbicie) z książek wspomnianych w tym tekście.
  • Opowiadaj nastolatkowi historie z drugiej ręki, czyli nie mówisz o tym, że taki leń jak on..., tylko że syn znajomej leżał godzinami i grał, aż nagle bach…
  • Szukaj okazji, żeby pogadać ze swoim dzieckiem, jaki wpływ mają twoje dawne, drobne decyzje na waszą teraźniejszość.
  • Pomyśl, co jest twoim słabym punktem w obszarze nawyków. Któreś zdanie tego tekstu znalazło w tobie silne odbicie? To znaczy, że ty też masz problem i nawet mimo woli przekazujesz go swojemu dziecku. Synergia kształcenia nawyków (w sobie i swoim dziecku) na pewno zadziała, a w każdym razie nic nie ryzykujesz, próbując.
Ewa Nowak, pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży; najnowsza nosi tytuł „Orkan. Depresja”.