1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Motywacja do zmiany pracy

Motywacja do zmiany pracy

123rf,com
123rf,com
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Z badania* serwisu Pracuj.pl wynika, że do zmiany pracy zachęcają nas przede wszystkim lepsze zarobki, możliwość rozwoju zawodowego i atmosfera w zespole. Wielu badanych deklarowało, że fakt bycia niedocenianych w obecnej pracy jest poważnym impuls do rozglądania się za nowym pracodawcą.

Jakie czynniki są decydujące dla poszukiwania nowej pracy?

  • zarobki - ważne dla 60% respondentów;
  • brak możliwości rozwoju, awansu – 57% badanych.
  • poczucie niedocenienia wskazało 43% badanych.
  • chęć zmiany branży -  23 %
  • niemożności pogodzenia życia zawodowego z prywatnym była decydująca dla 12% ankietowanych.
Zarobki są przyczyną zmiany pracy wspólną dla niemal wszystkich branż.  Jedynie specjaliści IT stawiają je na drugim miejscu, po rozwoju zawodowym. Wśród respondentów w wieku 26-30 lat, zarobki i brak możliwości rozwoju czy awansu to równorzędne czynniki skłaniające do dokonania zmian w życiu zawodowym  (po 65% wskazań). Pracownicy z kolejnej grupy wiekowej (31-40 lat) stawiają na pierwszym miejscu rozwój i awans (60% respondentów versus 57 % wskazań zarobków).

Motywator do poszukiwania nowych wyzwań zawodowych zmienia się także w zależności od poziomu wykształcenia. W przypadku osób z wykształceniem wyższym, zarobki i możliwość rozwoju miały niemal tę samą wagę. W przypadku osób z dyplomem MBA aspektem kluczowym jest możliwość rozwoju i awansu. Także osoby z wykształceniem podyplomowym stawiają na rozwój.

Kto jest najbardziej zdeterminowany do zmiany pracodawcy?

  • specjaliści zajmujący się marketingiem, reklamą i PR (60% pracowników twierdzi, że szuka pracy);
  • specjaliści ds. sprzedaży i obsługi klienta (56% szuka nowej pracy).
* badanie Pracuj.pl „Specjaliści na rynku pracy”,przeprowadzone przez Pracuj.pl metodą ankiety dostępnej online na grupie 4656 osób z min. 2-letnim doświadczeniem na rynku pracy, październik 2014, mat.pras.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak znaleźć pomysł na siebie? Radzi trenerka Iwona Firmanty

Kreowanie zawodowego planu B, jeżeli tylko pozwolimy sobie na pewną dozę otwartości i spontaniczności, może się przerodzić w ciekawą podróż w głąb siebie. (Fot. iStock)
Kreowanie zawodowego planu B, jeżeli tylko pozwolimy sobie na pewną dozę otwartości i spontaniczności, może się przerodzić w ciekawą podróż w głąb siebie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Czujesz, że dotychczasowe miejsce pracy już ci nie służy? Najwyższy czas rozejrzeć się za nowym pomysłem na siebie. Jak się do takiej zmiany odpowiednio przygotować, by nie podjąć decyzji zbyt pochopnie? I jak sprawdzić, czy nowe zajęcie, które sobie wymarzyłaś, rzeczywiście jest dla ciebie?

Powody chęci zmiany mogą być różne – kryzys w branży i wieści o kolejnych zwolnieniach kolegów po fachu, pogłoski w firmie o redukcjach lub zamknięciu naszego działu albo poczucie frustracji z powodu szklanego sufitu. Niezależnie od tego, jaki jest twój punkt wyjścia, jedno w takiej sytuacji jest pewne – że masz poczucie, że stare buty zaczęły cię uwierać i chcesz wymienić je na nowe. Tylko jak przekuć to doświadczenie w pozytywną sytuację – czyli zamiast szukać czegoś po omacku, znaleźć nowy pomysł na siebie, a może nawet „stworzyć” swoją pracę marzeń?

– Sytuacja pod tytułem „Chcę stworzyć plan B, ale nie mam pomysłu na nową siebie” to bardzo częsty problem, z którym zgłaszają się do mnie klienci. Szczególnie dotyczy to ludzi z pokolenia X, ponieważ w polskiej rzeczywistości jeszcze 15–20 lat temu nie uczono młodych tego, jakimi powodami kierować się przy wyborze określonego zawodu – mówi coach i trenerka umiejętności osobistych Iwona Firmanty. – W takich historiach często powtarza się pewien schemat, np. dziewczyna, która świetnie nadawałaby się do marketingu, bo ma wspaniały kontakt z ludźmi, trafia na ekonomię i potem ląduje w firmie, która ją zabija wewnętrznie. Szczególnie jeżeli otoczenie mówi jej: „Zostaw, nie zmieniaj, to dobra firma, dobra marka, dobre stanowisko”.

Strategia Sześciu kapeluszy de Bono

Nieznajomość siebie i własnych zasobów to pierwsza bariera hamująca na drodze do trafnego przedefiniowania siebie na nowo. Drugą często są emocje, które włączają się szczególnie w sytuacji nagłych zmian w otoczeniu i powodują, że zamiast na chłodno ocenić swoje kompetencje i opracować nowy scenariusz, nakręcamy się czarnymi wizjami i przez to osłabiamy samych siebie.

Iwona Firmanty wspomina szkolenie, podczas którego jej klienci dostali informację pocztą pantoflową, że w ich organizacji szykują się degradacje i zwolnienia na wyższych szczeblach. W chwili kiedy rozeszła się pogłoska o cięciach, wszystkich ogarnął strach – przed tym, co się dalej stanie i jak sobie poradzą. Nagle poczuli utratę bezpieczeństwa, choć do tej pory byli przekonani, że w ich branży nagłe zmiany nikomu nie grożą.

– Przeprowadziłam wtedy z grupą strategię sześciu kapeluszy de Bono. Ta metoda polega na spojrzeniu na problem z sześciu stron, w zależności od tego, jaki kapelusz założymy symbolicznie na głowę – opowiada coach.

I tak w sytuacji bardzo emocjonalnej zaczyna się od kapelusza czerwonego, który odpowiada za uczucia, impulsywność. Tutaj wylewamy wszystkie emocje: „Czuję się przerażona”, „Jestem frustrowana i przybita”. Jeżeli emocje są na tyle silne, że włącza się krytykowanie, oskarżanie innych, przechodzimy do kapelusza czarnego – odpowiadającego za negatywizm. Tu można z siebie wyrzucić myśli typu: „To niesprawiedliwe, jak oni mogli nas tak potraktować?!”, „No ładnie, teraz wyląduję bez pracy i z kredytem”. Następny jest kapelusz biały – czyli poziom neutralnych faktów typu: „Nie wiem, czy ta informacja jest prawdziwa, będę mogła ją zweryfikować dopiero w poniedziałek”. Później kapelusz żółty, czyli stacja optymizmu – a więc pozytywne nastawienie do nadchodzącej zmiany. I następnie kapelusz zielony, który odpowiada za nowe możliwości: „Co mi może dać ta sytuacja? Do czego mnie zmobilizuje?”. Ostatni jest kapelusz niebieski – czyli planowanie rozwiązania ze szwajcarską precyzją.

Iwona Firmanty opowiada, że na etapie zielonego kapelusza jednej z uczestniczek szkolenia wyklarował się pomysł na własny biznes – dziewczyna w chwilach stresu piekła wieczorami ciasta, które przynosiła potem do pracy, pod wpływem namowy kolegów postanowiła przekuć swoje hobby w działanie komercyjne – i założyć własny punkt ze zdrowymi domowymi wypiekami.

Uszyj sobie nowe buty: czas na przebranżowienie

Dobrze, tylko jak dotrzeć do swojego potencjału w sytuacji, gdy wiemy, że nie chcemy już robić tego, co do tej pory, ale zupełnie nie mamy nowego pomysłu na siebie?

Iwona Firmanty radzi, żeby zacząć od zebrania wszystkich swoich zawodowych złotych monet, czyli od zastanowienia się, jakie osiągnięcia mamy już na swoim koncie i o czym możemy powiedzieć, że jesteśmy w tym naprawdę dobrzy.

– Zazwyczaj w takiej sytuacji pracę z klientem zaczynam od matrycy kompetencji. Dana osoba ocenia swoje zasoby na dzień dzisiejszy. Wyłania się z tego obraz, w czym jest mocna, co do tej pory wypracowała. I to może być pierwsza wskazówka na temat tego, w którą stronę się kierować.

Jak radzi trenerka, następna rzecz, na której powinniśmy się skupić, to zastanowić się, co takiego potrafimy robić, co może przydać się ludziom. – W dzisiejszych zabieganych czasach zarabia się albo na odciążaniu innych czy też przeciwdziałaniu lenistwu, albo na sprzedawaniu przyjemności – dodaje Iwona Firmanty.

Chodzi o to, żeby spojrzeć na siebie trochę bardziej kreatywnie – masz lekkie pióro, umiejętności copywriterskie, a nie chcesz dłużej pracować na etacie w wydawnictwie? Twoje umiejętności mogą się przydać osobom, które mają wiedzę, odniosły sukces w swoim fachu i marzą o napisaniu książki, a nie mają czasu, żeby usiąść i spisać swoje przemyślenia. A może interesujesz się zdrowym stylem życia, czytasz specjalistyczne książki – pomyśl o założeniu bloga, który będzie motywował innych do wprowadzania zdrowych nawyków.

Druga opcja to sięgnięcie do dzieciństwa i próba odkurzenia swoich pasji – co lubiłam kiedyś robić? Co mi zawsze sprawiało przyjemność? Może np. zawsze chciałam pomagać innym, ale zamiast na wymarzoną psychologię za namową rodziny poszłam na rachunkowość? Warto na chwilę przyciszyć głos rozsądku i przypomnieć sobie, co nas tak naprawdę zawsze kręciło, przychodziło z lekkością i sprawiało radość. Albo skupić się na bieżących pasjach: – Jeżeli mamy osobę, która wykonuje swój zawód jako tako, żeby mieć tylko na rachunki, ale np. ma pasję rowerową, to może się okazać, że jeżdżąc hobbystycznie np. 200 km dziennie, może zdobyć sponsorów – mówi Iwona Firmanty. – Mając sponsorów, może z kolei zarabiać na testowaniu rowerów, koszulek itp. Jeżeli chcemy zarabiać na swojej pasji, to bosko, tylko zróbmy to w taki sposób, żeby nam ona nie obrzydła – przestrzega trenerka.

Personal branding: Wyciśnij cytrynę do cna

Fajny pomysł na siebie to już dużo, ale trzeba jeszcze zadbać o to, żeby nie rzucić się przedwcześnie na głęboką wodę. Iwona Firmanty radzi, żeby zanim odejdziemy ze starej firmy, wykorzystać ją jeszcze do zbudowania swojego wizerunku, czyli do personal brandingu. – Świadomi własnej wartości, będziemy lepiej rozdawać karty, nieważne, czy planujemy zmianę branży, firmy czy przejście na freelancing – mówi Iwona Firmanty. – Dlatego póki jesteśmy jeszcze w organizacji, zbierzmy wszystkie dowody społeczne na to, że byliśmy i jesteśmy świetni, przynieśliśmy określony zwrot z inwestycji, a zatem jesteśmy cennymi fachowcami.

A zatem spisujemy wszystkie dotychczasowe osiągnięcia, żeby stworzyć mapę swoich sukcesów. To mogą być dyplomy, pochwały czy nawet projekty, które niekoniecznie przełożyły się na pieniądze, ale pozwoliły zdobyć fajne doświadczenie. – Następnie robimy „instrukcję obsługi” osób, przy których powinniśmy się wykazać takimi kompetencjami, żeby stały się naszymi osobami referencyjnymi – mówi Iwona Firmanty.

Nic tak nie uwiarygodni naszej marki, jak lista osiągnięć i pozytywne opinie wystawione w dotychczasowym miejscu pracy – i to niezależnie od tego, czy będziemy chcieli później pokazać się od najlepszej strony przed HR-owcem podczas rekrutacji do innej firmy, czy będziemy promować w Internecie swoje usługi jako freelancer.

Dobrym pomysłem jest też wykorzystywanie obecnej firmy do zdobycia kompetencji potrzebnych w nowym miejscu. – Można pójść do szefa i zaproponować, że chcemy zrobić dla niego nieodpłatnie coś, co przyda nam się w nowej branży – np. marzymy o pracy w szkoleniach, nie mamy doświadczenia, ale proponujemy szkolenie dla naszych kolegów z pracy – mówi Iwona Firmanty. – To nic, że zrobimy je za darmo – potraktujmy to jak inwestycję, która zwróci się z nawiązką w przyszłości. Możliwość wystąpienia przed grupą, sprawdzenia siebie jest bezcenna.

Inny pomysł to pomoc kolegom z sąsiedniego działu, np. pracujemy w dziale finansów, a ciągnie nas do marketingu – pójdźmy i spytajmy, czy nie przyda się dodatkowa osoba do jakiegoś projektu. Dla nich to bonusowa siła robocza, a dla nas cenny wpis do CV.

Nie odpuszczaj na finiszu

Ostatni etap to przeniesienie pomysłu z fazy wizji do etapu realizacji. – Osobom, które chcą założyć własny biznes, rekomenduję rozwiązanie, że jestem w jednej firmie, a buduję kolejną – mówi Iwona Firmanty. – Ja ten model przeszłam i się sprawdził, bez żadnych kredytów czy finansowego wsparcia osób z zewnątrz – z ciężkiej pracy mojej i zespołu ludzi, którzy mi zaufali. Kiedy inni kończyli swój dzień pracy, u mnie zaczynał się drugi etat. I wtedy nie było opcji, że się nie chce. Była chęć działania i motywacja zadbania o coś swojego, co dzisiaj jest moim źródłem dochodu i pozwala zatrudniać zespół świetnych ludzi.

Jak podkreśla Iwona Firmanty, w momencie gdy szefostwo już wie, że mamy plan B, nie powinniśmy odpuszczać, tylko tym bardziej pokazać, że jesteśmy kompetentnymi i odpowiedzialnymi ludźmi: – Każdy, kto zarządza firmą, ma podstawowy cel – zwrot z inwestycji. I owszem, może kogoś lubić, ale jeżeli ten ktoś chce odejść, to szef chce mieć pewność, że nie będzie miał luki kadrowej.

Szycie nowych butów, czyli kreowanie zawodowego planu B, jeżeli tylko pozwolimy sobie na pewną dozę otwartości i spontaniczności, może się przerodzić w ciekawą podróż w głąb siebie – uruchamiając wewnętrznego wizjonera, czyli zaprzęgając wyobraźnię do stworzenia nowych celów, możemy odkryć całkiem nowe lądy, których zupełnie się po sobie nie spodziewaliśmy. I tylko od nas zależy, co zrobimy ze  swoim odkryciem dalej – przejdziemy do realizacji czy pozostaniemy na etapie snucia marzeń.

Iwona Firmanty, trenerka umiejętności osobistych, coach kadry menedżerskiej, psycholog, socjolog, ekspertka z zakresu umiejętności interpersonalnych, komunikacji, wystąpień publicznych i budowania relacji. 

  1. Styl Życia

Praca w życiu człowieka - czym jest i jaką pełni dziś rolę?

Zmieniaj to, co możesz zmienić, akceptuj to, czego zmienić nie możesz. Nie pozwól, by o twoim życiu decydował lek. (Fot. iStock)
Zmieniaj to, co możesz zmienić, akceptuj to, czego zmienić nie możesz. Nie pozwól, by o twoim życiu decydował lek. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Obecny kryzys zmusił nas do restartu kariery. Musieliśmy obniżyć poprzeczkę zarobków, ale i oczekiwań. Stanąć w obliczu nowych wyzwań, a także zadać sobie niewygodne pytania. Czy da nam to inne spojrzenie na rolę pracy w naszym życiu – pytamy coach Kamilę Rowińską. 

Wszyscy znaleźliśmy się dziś w nowej sytuacji zawodowej. Jeśli udało nam się utrzymać pracę, którą mieliśmy przed pandemią, to bardzo rzadko na takich samych warunkach. Mamy obniżone pensje albo dołożone obowiązki. Może musieliśmy zacząć świadczyć usługi, których wcześniej nie świadczyliśmy, może byliśmy na przymusowym i bezpłatnym urlopie. A może tę pracę straciliśmy – i to właściwie bez naszej winy. Wielu z nas czuje się przez ten kryzys oszukanych. Ale przecież nic nam nie zostało dane na zawsze. Wszyscy jesteśmy częścią jednego ekosystemu i jeśli zmienia się w nim jedna, choćby niewielka rzecz – ma ona wpływ na pozostałe elementy. Także to, co mamy dziś, tylko w założeniu jest na zawsze. I tak jak nauczyliśmy się akceptować wszystkie zmiany na lepsze, a często wręcz ich nie zauważać – mam na myśli rozmaite profity typu karty Multisport, wycieczki zagraniczne czy owocowe środy w pracy – tak samo powinniśmy pogodzić się z tym, że zmiany bywają też na gorsze.

Poza tym nie tylko pracownicy są obecnie w momencie wielkich zmian, ale i pracodawcy. Oni też zostali zaskoczeni. Celowo unikam tu sformułowania, którego pani użyła: „oszukani”. Oczywiście możemy się czuć oszukani, ale pytanie: przez kogo? Najwłaściwszą odpowiedzią byłoby: przez samych siebie. Bo zakładaliśmy, może jednak błędnie, że pewne rzeczy mamy zagwarantowane.

Tymczasem to zmiana jest jedyną pewną rzeczą w naszym życiu. Lubię powtarzać, że życie jest treningiem, ale jest też testem. Trenujemy i trenujemy, pracując albo prowadząc przedsiębiorstwo, odrabiamy zadania domowe z innowacyjności, umiejętności inwestycji, prowadzenia zespołu czy bycia zaangażowanym i proaktywnym. Aż nagle przychodzi egzaminator i robi nam test – może być nim choroba, kryzys gospodarczy lub taka zmiana, na jaką nikt z nas nie był chyba gotowy, czyli pandemia. W ten sposób egzaminator sprawdza, jacy tak naprawdę jesteśmy i jak sobie radzimy w trudnych sytuacjach. I to jest dla nas ogromna szansa na rozwój. Wymagająca wysiłku, ale proces rozwoju z reguły jest niewygodny.

Moja firma również musiała poszerzyć swoją strefę komfortu. Ja i moi pracownicy przez ostatnie trzy miesiące – u nas akurat nie zmieniły się wynagrodzenia – musieliśmy dać z siebie więcej, żeby zarobić tyle samo. I godzę się z tym – uznałam, że mieliśmy czas dobrobytu, teraz nadszedł czas sprawdzianu i nie jest wcale powiedziane, że ten dobrobyt nie wróci – a u niektórych nadal trwa. Dlatego proponowałabym, by spojrzeć na aktualną zmianę jako na ciekawe doświadczenie – jeśli pracodawca sprawiedliwie nas traktuje, a pandemia nie jest tylko pretekstem, żeby nam obciąć jakieś przywileje, to wszyscy musimy się teraz trochę powstrzymać z oczekiwaniami. I to moim zdaniem jest OK.

Sądzę, że obecna sytuacja w wielu branżach doprowadzi do urealnienia zarobków – choćby w sektorze IT. Już wcześniej były głosy, że doszło tu do zbyt dużego rozpasania. Aż przykro było patrzeć na to, jak wyśrubowane pensje mają programiści w porównaniu z tym, ile zarabiał na przykład profesor na uczelni.

Poruszyła pani temat pracodawców. Dla wielu młodych przedsiębiorców jest to pierwszy większy kryzys w ich karierze, muszą sobie poradzić z koniecznością zwalniania pracowników. Co jest dla nich najtrudniejsze? Niepewność. Niektórzy zostali zmuszeni do tego, by planować swój biznes z tygodnia na tydzień, a dla przedsiębiorcy funkcjonowanie bez długoterminowej strategii jest bardzo trudne – nie wie, na ilu pracowników będzie go stać i jak długo uda mu się utrzymać zespół. Powiem tak: zgrane i kreatywne zespoły, które razem wzięły odpowiedzialność za zmianę; gdzie każdy pracownik wyszedł poza to, co zwykle robi, i dołożył swoją cegiełkę do wspólnego wysiłku – poradzą sobie w kryzysie najlepiej. I mam tu na myśli także firmy gastronomiczne, najbardziej dotknięte przez pandemię. Powtórzę to znowu: dla mnie ten, ale i każdy inny kryzys jest ogromną szansą.

Ja upatruję w nim szansę na to, by zmienić folwarczny sposób zarządzania ludźmi, w którym pracownik nie ma nic do gadania, bo szef mu każe. Kończyłam zarządzanie w 2004 roku i już wtedy uczono mnie, że ludzie nie bez powodu stanowią zespół i że każdy odpowiada za to, jaki jest sukces firmy. Żeby ludzie czuli się zaangażowani, muszą mieć jednak większy obraz: znać nie tylko wizję, misję i cel działania firmy, ale też wiedzieć na co dzień, jak to wszystko, co robią, przekłada się na ten cel.

W obliczu nagłych zmian to odzyskanie poczucia sprawstwa, o którym pani mówi, jest szczególnie ważne. Jeśli jako pracownik mam poczucie, że ode mnie też zależy los przedsiębiorstwa czy istnienie mojego stanowiska – mam większą motywację do pracy. Gdyby tylko udało się nam to zachować na stałe. Na przykład mój zespół jest budowany właśnie w ten sposób. Ja pracuję z Gdyni, część zespołu jest w Warszawie, a część w Gliwicach. Kiedy wybuchła pandemia, każdy z tych zespołów miał sam ustalić, w jaki sposób może ciąć koszty oraz być bardziej produktywny. Czyli każdy pracownik dostał zadanie: „pomyśl, jak możesz na siebie zarobić w tym trudnym okresie”. Sądzę, że ważne jest, by raz na jakiś czas zadać sobie pytanie: po co ja to robię? Nawet jeśli pracuję na tzw. początkowym czy podstawowym stanowisku i nie mam za sobą awansu. Przypomnieć sobie, czy i jak istotna jest moja praca.

Dobrze byłoby, gdybyśmy częściej zadawali sobie to pytanie, zamiast wciąż tylko biec po więcej. Mam wrażenie, że przez ostatnie 10 lat przesyciliśmy się wszystkim: ilością bodźców, doświadczeń, podróży, relacji, informacji... Może teraz znajdziemy czas na to, by zastanowić się, co tak naprawdę jest ważne. Wiele osób, które miało przydomowe ogrody, dopiero podczas lockdownu mogło zaobserwować, jak ten ogród rośnie, jak zmienia się każdego dnia. Mieliśmy okazję zobaczyć, czego naprawdę uczą się nasze dzieci, gdzie się uczą i czy nam taka szkoła odpowiada. Albo podróże – ciągle dokądś jechaliśmy lub lecieliśmy, bo było to względnie tanie. Ale nie wszystko, co jest tanie, jest nam potrzebne.

Mam wrażenie, że robiliśmy i doświadczaliśmy więcej, ale na płytszym poziomie. Oglądaliśmy jakiś film, ale już się nie zastanawialiśmy, kto go nagrał i dlaczego, jaka historia za tym stoi – bo włączaliśmy kolejny. Dlatego nawet jeśli będziemy mieć teraz mniej pieniędzy, bardziej nas to ubogaci. Zwrócimy wreszcie uwagę na to, na co je wydajemy. Może przestaniemy marnować jedzenie? A zamiast wizyty w galerii handlowej pójdziemy do lasu? Może na wakacje pojedziemy do małego pensjonatu, a nie do hotelu z opcją all inclusive?

I może też ustalimy wreszcie, jakie miejsce w naszym życiu zajmuje praca. Bo mam wrażenie, że oczekiwaliśmy od niej zbyt wiele. Na przykład, że będzie stanowić o naszej wartości. Żyjemy w kapitalistycznym świecie, gdzie sukces dla wielu osób ma jedno imię – ja mam trochę odmienną wizję sukcesu, ale dla większości osób oznacza on zamożność i spełnienie zawodowe. Teraz dowiedzieliśmy się, że wystarczy, że jedna rzecz się zmienia i już nie jesteś potrzebny czy potrzebna. Nie wiem, czy przykład, który podam, jest fortunny, ale okazało się, że w kryzysie nie bardzo potrzebni są nam celebryci, do tej pory zarabiający niestworzone pieniądze. Zaczęliśmy doceniać ludzi, na których naprawdę możemy liczyć, a nie wirtualnych znajomych. Zobaczyliśmy coś więcej poza pracą, bo zostaliśmy wydarci z delegacji, wyjazdów integracyjnych, bankietów, kawek, biznesowych lunchów czy wielogodzinnych bezsensownych narad, które można odbyć teraz o wiele szybciej na Zoomie czy Teamsie. Przekonaliśmy się, że wiele ruchów, które wykonujemy w naszym życiu, jest zupełnie bezcelowych. To takie bieganie z pustymi taczkami.

Wielu musiało się też pożegnać z marzeniem o zmianie pracy i cieszyć się, że utrzymało starą. Podam tu przykład mojego męża, który był właśnie na takim etapie. Miał doskonałą posadę w Komisji Europejskiej, ale wziął bezpłatny urlop, by zrealizować swoje marzenie o byciu pilotem linii lotniczych. W kwietniu rozpoczynał już swoje pierwsze loty jako stażysta – miał mundur, czapkę i grafik. I nagle po sześciu latach katorżniczej pracy i wydaniu masy pieniędzy, a nawet całkowitym przeorganizowaniu naszego życia – LOT poinformował, że na razie zawiesza rejsy i dopiero za kilka miesięcy dowiemy się, co dalej. Być może mój mąż będzie musiał pogodzić się z tym, że już tym pilotem nie zostanie. Kiedy patrzę na niego, to widzę, jak bardzo jest tym rozczarowany, ale też jak bardzo ważny jest to moment w jego wewnętrznym rozwoju.

Kamila Rowińska, trenerka i coach. Prezeska i założycielka Fundacji Kobieta Niezależna. 

Kiedy rzeczywistość się zmienia

Życie brytyjskiego dziennikarza George‘a Monbiota z dnia na dzień przekręciło się o 180 stopni. Wszystko za sprawą diagnozy raka prostaty. A jednak, jak twierdzi, mimo że to był dla niego ogromny cios, twórczo sobie z nim poradził. Stosował się bowiem do trzech zasad dobrego życia, które odkrył w tym trudnym dla siebie czasie:

  • Myśl raczej o tym, o ile mogłoby być gorzej, niż o tym, o ile mogłoby być lepiej.
  • Zmieniaj to, co możesz zmienić, akceptuj to, czego zmienić nie możesz.
  • Nie pozwól, by o twoim życiu decydował lęk.
Źródło: Ulrich Schnabel „Siła wewnętrznej wolności” (wyd. Muza)

Strategia wspaniałej piątki

Jak utrzymać wewnętrzną kontrolę, kiedy czujesz, że wszystko się wali? Coach Jens Corssen poleca pewną strategię:

  • Wyrzuć z siebie emocje.
  • Powiedz: „Tak bywa”.
  • Postanów sobie, że ta sytuacja cię czegoś nauczy.
  • Wymyśl osiem możliwości poradzenia sobie z tą sytuacją.
  • Rozważ wszystkie osiem opcji i świadomie wybierz jedną z nich.
Źródło: Ulrich Schnabel „Siła wewnętrznej wolności” (wyd. Muza)

  1. Psychologia

W jaki sposób połączyć pracę z przyjemnością?

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
– Życie nie zaczyna się dopiero po pracy, żyjesz przez cały czas. Kiedy to zrozumiesz, w sposób naturalny zadbasz o sferę zawodową tak, żeby się nie skrzywdzić - twierdzi life coach Joanna Godecka.

 

Czy pracę i przyjemność można w ogóle połączyć? – spytasz. Można, a nawet trzeba – twierdzi Joanna Godecka. – Nie istnieje podział na życie prywatne i to zawodowe. Życie to życie, jest jedno - dodaje.

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością, co możesz robić bez przerwy i niemal bez wysiłku, i zadbaj o to, żeby twoja praca zawierała te elementy. Proste. Dajmy na to, lubisz siedzieć w kawiarni i patrzeć na ludzi. Co cię w tych ludziach najbardziej interesuje? Może to, jak są ubrani? Może zgadujesz, kim dla siebie są, jakie relacje tworzą? Może po prostu słuchasz, w jaki sposób i o czym mówią? Zatem twoim atutem jest obserwowanie ludzi. To może być twój punkt wyjścia. Bo wiele wskazuje na to, że potrafisz i – co ważniejsze – lubisz obserwować. Może dobrze wyłapujesz trendy i mogłabyś prowadzić modowego bloga albo zająć się projektowaniem ubrań? Obserwowanie ludzi, ich zachowań, ich życia przydaje się też w marketingu, PR, w dziennikarstwie oraz w pisaniu książek. A także w szeroko rozumianej psychologii. Wnioski wzrokowca to twarde dane, które można wykorzystać w wielu dziedzinach. W nich właśnie możesz się spełnić.

Kariera a czerpanie przyjemności z pracy

Dobrze jest wziąć też pod lupę swoje przekonania na temat tego, czy rzeczywiście jest w tobie zgoda na to, żeby dostawać wynagrodzenie za coś, co sprawia ci przyjemność. Może praca to dla ciebie jednak duży wysiłek, zmęczenie, stres oraz masa wyrzeczeń i dopiero gdy przejdziesz tę trudną drogę, dajesz sobie prawo do odpoczynku? Z takim przekonaniem zapewne nie oprzesz kariery na przyjemności.

– Z moich obserwacji wynika, że pokutują w nas trzy błędne przekonania na temat kariery – twierdzi Joanna Godecka. – Pierwsze z nich mówi o tym, że kariera jest uwarunkowana ciężką pracą. Mnóstwo osób podkreśla, że niemal nocują w swojej firmie, a na pewno harują od świtu do nocy. Drugi mit – żeby zrobić karierę, trzeba być wredną suką, kogoś wygryźć, iść po trupach. I wtedy albo tych trupów wypatrujemy, albo stwierdzamy, że nie jesteśmy kimś, kto w ten sposób będzie robił karierę, i w ogóle jej nie robimy. Trzeci mit zakłada, że trzeba mieć farta, po prostu w czepku się urodzić. Wiadomo, szczęściarzy jest wśród nas stosunkowo niewielki procent, więc wielka kariera jest nie dla nas.

Tego typu przekonania, często nie do końca nawet uświadamiane, są przyczyną albo braku kariery, albo kariery, która nas zupełnie nie satysfakcjonuje, nie mówiąc już o sprawianiu przyjemności. Dlatego dobrze, żebyś zastanowiła się także nad tym, co dla ciebie oznacza sukces.

Cena sukcesu

Ktoś może powiedzieć, że odniósł sukces, bo pracuje na prestiżowym stanowisku, ma dom za miastem oraz na wybrzeżu, sportowe samochody i co roku wakacje na końcu świata. Ktoś inny może być zdania, że odniósł sukces, bo wstaje rano z uśmiechem, czuje, że jest wolny, robi to, co kocha, i jest otoczony fajnymi ludźmi.

– Nasze rozumienie sukcesu jest spaczone i skazuje na wspinanie się na szczyty po zdobycze głównie materialne – mówi Joanna Godecka. – Osób, które mają władzę, prestiż, są opiniotwórcze, nikt nie pyta, jak się z tym czują, bo zakładamy, że to właśnie jest szczęście. Ale czy rzeczywiście?

Nazywanie sukcesem rezultatu działań zawodowo-finansowych jest jednowymiarowe. – Czym sukces jest dla mnie? – zastanawia się Joanna Godecka. – Jest robieniem tego, co naprawdę sprawia mi przyjemność. To również ustawienie prawidłowych proporcji między komercjalizacją tego, co robię, a czerpaniem z tego radości. Często zdarza się, że kiedy przyjemność zamieniamy na narzędzie do zarabiania pieniędzy, zaczynamy za bardzo kalkulować i frajda gdzieś nam się rozpływa. Czyli potrzebny jest kompromis między pasją a jej komercjalizacją. Sukcesem jest, jeżeli możemy się na krańcu naszego życia zatrzymać i powiedzieć, że mieliśmy fajne życie, że niczego nie żałujemy. Chyba nie ma człowieka na kuli ziemskiej, który na łożu śmierci powiedziałby: „szkoda, że nie zostawałem dłużej w pracy”.

Miej świadomość, że uważając materialno-prestiżowe wartości za najistotniejsze, często odcinasz się od całej reszty swoich potrzeb: emocjonalnych, intelektualnych, kontaktu z naturą, sztuką, innymi ludźmi. Cierpią wówczas głębsze potrzeby relacyjne, mające na względzie wymianę uczuć, a nie informacji: co zrobiłam, co kupiłam, co mam w swoich ambitnych planach.

– Czasem ludzie starają się godzić taki schematycznie postrzegany sukces z resztą życia, ale jeżeli bardzo go pożądają, równowaga zaczyna się niebezpiecznie chwiać, ponieważ czas niepoświęcony pracy zaczynają uważać za bezproduktywny i rezygnują z innych aktywności, gubiąc po drodze przyjemność z życia – tłumaczy life coach.

Niepotrzebna kalkulacja

Tak możemy skończyć, jeśli wybieramy swoją aktywność zawodową, kalkulując: „Lubię malować i mam do tego talent, ale jaki artysta teraz zarabia kasę, chyba lepiej pójdę na stomatologię, bo ludzie zawsze będą mieli dziury w zębach”. Jeśli decydując się na jakąś pracę, wychodziliśmy z tego poziomu, raczej jesteśmy skazani na brak przyjemności w życiu zawodowym.

– Znam ludzi, którzy zarabiają naprawdę duże pieniądze i nie znoszą tego, co robią. Obiecują sobie, że za jakiś czas rzucą to w diabły, ale ciągle ten moment odkładają, bo potrzeby materialne rosną – mówi Joanna Godecka.

Większą szansę na to, że praca przyniesie nam przyjemność, mamy wtedy, gdy zamiast na względy prestiżowe czy finansowe postawimy na preferowany styl życia. Są ludzie, którzy dobrze czują się w strukturach, instytucjach, ramach. Lubią rano elegancko się ubrać i wyjść do pracy. Uważają, że gdy siedzą w domu, życie im ucieka. Innych to głęboko unieszczęśliwia i lepiej jest dla nich, jak pracują na własną rękę, w wolnych zawodach. Dlatego tak ważna jest świadomość siebie, własnego rytmu.

– Wszyscy mamy unikatowe cechy – mówi Joanna Godecka. – Osoba, która jest elastyczna, nie będzie czerpać przyjemności z pracy, jeśli narzucone jej będą sztywne godziny i spora kontrola. Ktoś taki potrzebuje dywersyfikacji działań, płynnego zarządzania czasem. Natomiast ktoś, kto uwielbia planować, poczuje się jak ryba w wodzie, ustalając stałą formułę działania dla innych. Warto poznać swoje predyspozycje i jednocześnie potrzeby. Jeden człowiek w chaosie czuje się rozbity, a drugi go potrzebuje, bo mu się z tego chaosu co chwila coś wyłania.

Odwagi!

Mamy też prawo powiedzieć sobie, że dziedzina, którą się zajmowaliśmy, przestała nas już fascynować. Można stwierdzić, że pasja się wypaliła i nie myśleć o tym w kategoriach straty, bo zainwestowałam czas, pieniądze, zdobyłam cenne doświadczenia i teraz będę musiała zaczynać od początku. Dajmy sobie prawo do zmian. – Nie można być życiowym konformistą. Jeżeli chcesz mieć przyjemność z pracy, trzeba być odważnym, zaryzykować – podpowiada Joanna Godecka. – Bo są takie pasje, w których od razu nie odniesiemy sukcesu rozumianego jako mnóstwo pieniędzy. Ale jeśli naprawdę chcemy to robić i godzimy się, że będziemy przez jakiś czas żyć bez nadmiaru wszystkiego, to odważnie wchodzimy na tę drogę. Jeśli jesteśmy połączeni ze swoją głębią energetyczną, ze swoimi emocjami, ze swoimi potrzebami, to zawsze wybieramy swoją ścieżkę.

Nie oczekujmy jednak, że będziemy podobali się wszystkim. Są ludzie, którzy dla otoczenia są niezrozumiali, bo robią coś swojego, często niszowego. Inni pukają się w głowę, gdy to widzą, ale to ci odważni śmieją się ostatni, bo mają z pracy przyjemność.

Jeśli chcemy połączyć przyjemne z pożytecznym i pracę z zabawą, nasza motywacja nie może wynikać z lęku czy asekuracji. Działajmy z miejsca pozytywnego wyzwania. Myślmy tak: „Robię to, bo chcę spróbować”, „To sprawia mi frajdę”, „Mam odwagę to robić”. Nie nastawiajmy się na przetrwanie, w życiu nie chodzi o to, żeby nie dać się zniszczyć, pogrążyć, wyjść obronną ręką.

– Zapragnijmy przeżyć swoje życie jak najfajniej. Niech przygody, które nam się w nim zdarzają, będą twórcze i inspirujące – mówi Joanna Godecka.

  1. Styl Życia

Nie wiesz jak osiągnąć sukces? Sprawdź, co cię blokuje

Największe blokady naszych sukcesów to przekonania tkwiące w naszych głowach. (Fot. iStock)
Największe blokady naszych sukcesów to przekonania tkwiące w naszych głowach. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Mówi się, że niektórzy ludzie przyciągają powodzenie. To prawda, podobnie jak to, że niektórzy je odpychają. Pora zdemaskować największe blokady sukcesu.

Wiele się dziś mówi o tym, jak pochodzenie, wykształcenie, a nawet płeć blokują możliwości rozwoju zawodowego. Największe blokady naszych sukcesów to jednak nie żaden szklany sufit, czyli zewnętrzne okoliczności, ale przekonania tkwiące w naszych głowach. Chcesz się przekonać, jakie są twoje? Zacznijmy od paru pytań. Zastanów się, czy zgadasz się z którymś z tych stwierdzeń:

  • W Polsce dostać pracę bez znajomości? Niemożliwe!
  • Talent to podstawa sukcesu.
  • Człowiek jest kowalem własnego losu? Bzdura! Pewnych rzeczy nie przeskoczysz.
  • Mało kto osiąga dziś sukces, a nawet jeśli, to kosztem zdrowia lub rodziny.
Jeśli choć raz kiwnęłaś głową, należysz do osób, które uważają, że w życiu o wszystkim decyduje zespół czynników zewnętrznych, a nie my sami. Tylko jak w takim razie zamierzasz odnosić sukcesy? Przekonania decydują o naszym życiu bardziej niż czyny. Dlatego zacznij od solidnych porządków swojej głowie. Doceń siłę twoich myśli.

Moc wyobraźni

O czym lubisz fantazjować? Wyobrażasz sobie, że wygrywasz w lotto czy raczej, że kończysz drugie studia i rynek pracy o ciebie zabiega? Między tymi dwoma marzeniami jest ogromna różnica. Taka jak pomiędzy byciem biernym obserwatorem swojego życia, a jego kreatorem. Możesz marzyć, że jesteś już na emeryturze i masz święty spokój lub że rozkręcasz nowy biznes. Pragnienia napędzają naszą podświadomość, sterują nią i ustalają azymut działań. Jeśli śnisz o emeryturze, nie dziw się, że sukces w twoim życiu się nie zjawia. Marzenia to magnes wydarzeń, ale też ich skuteczna blokada. Kiedy snujesz swoje wizje przyszłości, uważaj, w jakiej roli się w nich stawiasz.

Cień przeszłości

Rozbita rodzina, wymagający ojciec, nadopiekuńcza matka… Dość wyliczania, czego nie dali ci rodzice, o ile miałaś gorszy start. To tylko usprawiedliwienie niechęci do wysiłku. Co było, się nie odstanie. Teraz ty i tylko ty decydujesz o swoich życiowych wyborach. Nawet brak miłości w dzieciństwie czy toksyczni rodzice nie mają już nic wspólnego z tym, że zamiast poświęcać choć godzinę dziennie na własny rozwój (naukę języka, kurs czy warsztat), oglądasz na kanapie seriale, jedząc czipsy.

Strefa komfortu

Chcesz być lepsza – musisz odrzucić strategie, które stosowałaś do tej pory, zejść z utartej ścieżki. Pragniesz założyć własną szkołę jogi? Będziesz musiała zrezygnować z etatu, uciąć to, co dawało ci poczucie bezpieczeństwa. Porzucenie strefy komfortu jest absolutnie konieczne, aby w twoim życiu nastąpiły zmiany. Jeśli jesteś mniej więcej zadowolona ze swojego związku, mniej więcej starcza ci pieniędzy od wypłaty do wypłaty, masz miej więcej satysfakcjonujące życie – to jesteś w strefie komfortu. Żeby stać się człowiekiem sukcesu, trzeba ryzykować. Bez tego drepcze się w miejscu.

Lęk przed samotnością

Ludzie sukcesu zawsze są samotni, narażeni na surowe oceny, plotki, zawiść i wielką ludzką niechęć. Owszem, jest w tym dużo racji. Osoby, które spełniają swoje marzenia, skupiają na sobie wiele negatywnych emocji, ponieważ są uosobieniem wysiłku, którego innym nie chciało się podjąć. Boisz się, że jeśli odniesiesz sukces, przyjaciele się odwrócą? Pomyśl, co ci po relacji z kimś, kto jest dla ciebie serdeczny tylko dlatego, że w niczym go nie przewyższasz?

Rachunek zysków i strat

Żeby dostać – trzeba dać, żeby zarobić, trzeba zainwestować. W przyrodzie panuje harmonia, tylko czasem nie chcemy jej dostrzec, bo obnaża nasz strach przed błędnym inwestowaniem: czasu, sił, pieniędzy. „Nie wiem, czy jest sens robić te uprawnienia, komu to dziś potrzebne?” – taki styl myślenia sprawia, że nawet gdy sukces zapuka do twoich drzwi, nie wpuścisz go do środka. Pomyśl, sportowcy ćwiczą całymi dniami, bez żadnej pewności, że ich trud się opłaci.

Niechęć do nauki

To nie tak, że jak już skończyłaś studia: jedne, drugie czy trzecie, to masz już spokój do końca życia. Bez względu na dziedzinę, w jakiej chcesz osiągnąć sukces, powinnaś cały czas uczyć się czegoś nowego. Ludzie sukcesu gromadzą jak najwięcej wiedzy i umiejętności. Poza tym, jeśli wykształcisz w sobie nawyk stałej nauki, cokolwiek się stanie, będziesz spokojna. Bo skoro wszystkiego można się nauczyć w krótszym lub dłuższym czasie, nie ma co obawiać się zmian, reorganizacji, nowych wyzwań. Dlatego tylko pozornie nauka salsy nie ma nic wspólnego z awansem w banku. Ma! Ci, którzy lubią się uczyć, inaczej pracują i mają inne podejście do zadań, a świat to wyczuwa.

Ludzie w twoim otoczeniu

To niezwykle ważne, z kim się codziennie kontaktujesz. Styl myślenia innych, tematy rozmów, widzenie świata, obszary zainteresowań – są zaraźliwe i sprawiają, że jesteś (lub nie) gotowa na sukces. Warto zwrócić uwagę, że są takie środowiska, szkoły czy kluby, gdzie wychowuje się zwycięzców. Dlatego uważnie dobieraj znajomych. Stroń od ludzi, którzy ciągną cię w dół. Przebywanie wśród osób, które są otwarte na sukces, zmieni twoje podejście do zwycięstwa.

Pozycjonowanie

Ten termin, zaczerpnięty z psychologii sukcesu, oznacza ustawianie samego siebie w konkretnej roli. Pozycjonowanie dotyczy wszystkich obszarów życia. Swoje działania, stopień zaangażowania, ilość poświęconego im czasu i uwagi, dobieramy do tego, jak sami się postrzegamy. Wszystko jedno, czym się zajmujesz, w każdym zawodzie możesz być „taka sobie” albo „znakomita”. Określają cię nie tyle same okoliczności, sytuacja na rynku pracy, predyspozycje czy inni ludzie, co ty sama.

  1. Styl Życia

Personal branding. Jak zaprezentować się pracodawcy?

Odpowiednie przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej ułatwi zaprezentowanie swoich najmocniejszych stron (Fot. iStock)
Odpowiednie przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej ułatwi zaprezentowanie swoich najmocniejszych stron (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Chcesz dostać pracę? Mów i myśl: jestem w tym dobra! Tym bardziej, że na rozmowie rekrutacyjnej masz mało czasu na odegranie ważnej roli, której efektem, jeśli dobrze pójdzie, będzie angaż. Jak się do takiej rozmowy przygotować i jakich błędów nie popełniać, pytamy Katarzynę Bąkowicz, ekspertkę od personal brandingu.

Powiedzmy, że od dłuższego czasu szukam pracy, ale wciąż bez efektu. O co powinnam zadbać, żeby ją wreszcie dostać? Pierwszy etap to zdefiniowanie, czego ja chcę. A więc trzeba zacząć od rozmowy z samą sobą. Co wiem? Że nie chcę dłużej wykonywać obecnego zajęcia. Czego muszę się dowiedzieć? Co chcę robić dalej. Jakiej pracy szukam. Jakie mam kwalifikacje, żeby ją wykonywać. Czy to ma być coś, co już wcześniej robiłam. Czy coś zupełnie nowego. Czy chcę iść na etat. Czy chcę założyć własną firmę. Gdy już to wiem, przechodzę do kolejnego etapu, związanego już z personal brandingiem, czyli do tworzenia CV…

Zatrzymajmy się na chwilę przy pojęciu „personal branding”, które zyskuje ostatnio coraz większą popularność. Specjaliści podkreślają, że dotyczy każdego z nas. Na czym polega budowanie marki osobistej? Zastępczo do personal branding używa się pojęcia „kreowanie wizerunku”. Tylko że kreowanie wizerunku ma zwykle negatywne konotacje i odnosimy je do osób publicznych – polityków, sportowców, dziennikarzy. Natomiast personal branding dotyczy każdego, kto chce wejść w jakąś zawodową przestrzeń. Pierwszym jego elementem jest CV – ono pokazuje pracodawcy, kim jesteś. Chodzi o to, aby dostarczyć informacji, które są niezbędne do wykonywania pracy, jaką on może ci zaoferować. Pokazać, że jesteś osobą, której szuka. Zatem to nie może być chaotyczny zbiór informacji o różnych pracach wakacyjnych, chyba że kilka razy byłaś kelnerką i teraz chcesz pracować w korporacji spożywczej, gdzie ten fakt może pomóc.

Przy czym zaznaczam, że nie jestem zwolenniczką stwierdzenia, że liczy się tylko pierwsze wrażenie.  Choć faktycznie w przypadku rozmowy o pracę jest ono bardzo ważne. Całą sobą – od stroju, przez zachowanie, postawę, sposób mówienia, treść i formę – komunikujesz: „jestem w tym dobra”.

Jak rozumiem chodzi o spójność - żeby nasz wizerunek nie był oderwany od tego, co chcemy zakomunikować rekruterowi. Tylko jak powinno wyglądać w praktyce przygotowanie do takiego spotkania? Pierwsza rzecz - musimy wiedzieć, do jakiej firmy idziemy. Czym ta firma się zajmuje, ale też jaki styl ubioru, zachowania i komunikowania się tam obowiązuje. Nie będzie tego w informacji o firmie na stronie internetowej, ale odczytamy to ze zdjęć i grafiki. Dużo powie nam też sama branża - jest różnica pomiędzy agencją reklamową a ministerstwem. Dostosowujemy się do tego - jeżeli firma przestrzega określonego dress code'u, nie zakładamy jeansów i trampek. Natomiast jeżeli jest to agencja reklamowa, możemy pozwolić sobie na większą swobodę. Choć trzeba dodać, że delikatna elegancja zawsze i wszędzie jest stosowna.

Dobrze jest też się dowiedzieć, ile czasu dostaniemy na autoprezentację. Informacji można zasięgnąć od sekretarki, która nas umawia na spotkanie. Bo inaczej mówimy, gdy mamy pięć minut, a inaczej, gdy mamy godzinę. Z taką wiedzą lepiej się przygotujemy. Warto przed spotkaniem usystematyzować swoją wiedzę na temat samej siebie - odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego chcę tu pracować? Co mogę dać tej firmie? Co firma może dać mnie? Dlaczego to ma być opłacalne dla obu stron? Dlaczego ta firma ma mnie zatrudnić? Coraz częściej właściwą odpowiedzią na ostatnie pytanie jest: Dlatego, że mam wysoki poziom umiejętności miękkich. Przypuszczalnie w danej firmie podstawą jest kontakt z klientem, zatem nie moje doświadczenie będzie ważne, ale fakt, że szybko się uczę i dobrze się komunikuję z innymi.

No dobrze, powiedzmy, że odrobiłam pracę domową i zrobiłam już rozeznanie we własnych kwalifikacjach i oczekiwaniach, dowiedziałam się też sporo na temat firmy, do której aplikuję. O co powinnam zadbać podczas samej rozmowy? Przede wszystkim nie bójmy się zadawać pytań i dawać sobie czasu na zastanowienie się nad odpowiedzią, kiedy to my jesteśmy o coś pytanie. Nie musimy odpowiadać natychmiast. Najpierw musimy zrozumieć, o co nas zapytano, wymyśleć odpowiedź i dopiero wtedy jej udzielić. Nikt za 30 sekund namysłu nie wyrzuci nas za drzwi. Możemy zapytać nawet: "Dlaczego zadaje mi pan takie pytanie?", "Jakie to ma znaczenie z pana perspektywy?" - oczywiście w atmosferze życzliwości. Bo celem rozmowy rekrutacyjnej jest wymiana informacji pomiędzy obiema stronami, sprawdzenie siebie nawzajem.

Na rozmowie wstępnej, tak jak podczas każdej komunikacji międzyludzkiej, podstawą jest uważność i świadomość, czyli słuchanie tego, co ktoś mówi, i udzielanie odpowiedzi na zadane pytania. Trzeba mieć również świadomość konsekwencji tego, co mówimy. Jeżeli powiem mojemu szefowi: "Nigdy się nie spóźniam", to nie mogę okazać się potem notorycznym spóźnialskim. Chcesz być słowna? Powiedz: "Ramowy wymiar pracy nie jest elementem, który świadczy o moich kompetencjach". Na pewno dużo lepiej są postrzegane osoby, które są przewidywalne - spokojne, ale kreatywne, osadzone w kategoriach powszechnie rozumianej normalności, ani nadmiernie ekspresyjne, ani flegmatyczne. Dlatego najlepiej sprawdza się też spokojny sposób komunikacji - słucham, mówię, słucham, mówię. Rozmawiam z innymi tak, jak sama chcę, żeby ze mną rozmawiano.

A postawa - czy ma znaczenie? Jak powinnam na przykład siedzieć? Wiadomo - żeby nam się dobrze rozmawiało, musi nam się dobrze siedzieć. A żeby nam się dobrze siedziało, musimy mieć prosty kręgosłup. Niezależnie od tego, na czym siedzimy, trzymamy kości pośladków wbite w podłoże i nie opieramy pleców o oparcie. To gwarantuje w miarę prostą postawę. Dzięki temu wyglądamy na bardziej kompetentnych, a układ formacyjny działa sprawniej i swobodniej wydobywa się głos. Pomimo stresu nie dostaniemy zadyszki i nie będziemy się męczyć podczas rozmowy. A jeżeli nie czujemy się pewnie, możemy zaproponować spotkanie na neutralnym gruncie, np. w kawiarni na dole w biurowcu, dzięki czemu nie przychodzimy w roli gościa czy petenta. Spotykamy się na równej płaszczyźnie, a duża ilość bodźców dookoła i wspólne wypicie herbaty rozluźnia obie strony i ułatwia nawiązanie kontaktu. Warto sprawdzić, czy taka możliwość istnieje.

Czy to prawda, że komunikacja niewerbalna może mieć nawet większe znaczenie niż werbalna? Komunikujemy się zawsze, z każdym i w każdy możliwy sposób. Dlatego ja nie rozdzielam komunikacji werbalnej od niewerbalnej. Spójrzmy na świat zwierząt - one komunikują się za pomocą dźwięków. Nie mówią, ale komunikują się. Na przykład miauczenie kota może wyrażać: smutek, ból, rozpacz, radość, zadowolenie... Poznajemy to po brzmieniu głosu. My, ludzie, działamy tak samo. Najpierw odbieramy parametry dotyczące głosu - jego wysokość, barwę, tempo, melodię i dopiero do tego dokładamy słowa i sprawdzamy, czy te słowa pokrywają się z tym, co wcześniej zinterpretowaliśmy. A to, jak brzmi nasz głos, zależy od tego, jak się zachowujemy. Gdy kot miauczy radośnie, nie ma nastroszonej sierści i podniesionego do góry ogona. A kiedy jest zły, nie leży rozwalony na plecach. My robimy tak samo. Gdy stoję wyprostowana i swobodna, mój głos brzmi pewnie. Jeżeli jestem zgarbiona i ściśnięta, głos jest niepewny. Jedyną rzeczą, która niszczy nasz wizerunek, jest jego niespójność. Bo jesteśmy całością. I w całości jesteśmy odbierani i interpretowani.

Załóżmy, że nadal czuję się niepewnie i przed rozmową kwalifikacyjną chciałabym jeszcze skorzystać z konsultacji u fachowca. Jak znaleźć dobrego specjalistę od personal brandingu? Taki ktoś musi być trochę coachem, trochę psychologiem, także specjalistą od marketingu i komunikacji. Bo wizerunek to wnętrze człowieka przeniesione na zewnątrz. Budowanie go obejmuje oczywiście dobór koloru wizytówek, długości spódnicy i nowej fryzury, ale samymi tymi elementami niczego nie zbudujemy. Cechą podstawową wizerunku musi być jego spójność i naturalność. Pozostajemy tą samą osobą, ale zaczynamy pokazywać siebie w takim świetle, że wyglądamy lepiej. Personal branding jest pracą na poziomie wewnętrznym i zewnętrznym, bo z powodu swoich cech osobowości preferujemy pewien rodzaj stroju i zachowania. Dobry specjalista od personal brandingu przygotuje do wszystkich sytuacji, jakie mogą nas spotkać, i nauczy reagowania na nie. Cały proces jest oparty na stuprocentowej spójności i naturalności. Dzięki temu zmiana, jaka się dokonuje, jest wiarygodna dla otoczenia, i wygodna dla nas.

Katarzyna Bąkowicz: coach, logopeda, specjalistka od komunikacji medialnej i biznesowej, ekspertka od personal brandingu, prowadzi szkolenia z komunikacji wewnętrznej, zewnętrznej oraz prezentacji, buduje wizerunek organizacji (PR, CSR), a także wspiera liderów indywidualnymi procesami rozwojowymi.

Rozgrzewka dla niepewnych siebie, czyli personal branding w kilku krokach

Spójrz w lustro. Zacznij od kontaktu z samą sobą. Przyjrzyj się sobie. Jak wyglądasz? Jak mówisz do osoby w lustrze? Czy kogoś przypominasz? Czy prosto stoisz? Czy nie za bardzo machasz rękami? A może trzymasz je zwieszone? Jak byś zobaczyła siebie w telewizji, to co byś o tej osobie pomyślała? Czy to jest fajna babka?

Popatrz na siebie krytycznie. I wypisz na kartce listę swoich cech. Jeżeli znajdziesz tam słowo „pedantyzm”, które uważasz za zaletę, bo dzięki niej twoje mieszkanie wygląda jak galeria, a ty sama znasz na pamięć wszystkie terminy spotkań – zastanów się, czy to pasuje do twojego miejsca pracy. Jeżeli w danej firmie liczy się kreatywność i fantazja, to twoje poukładanie nie jest tam potrzebne. Więc pomyśl, gdzie i do czego możesz się przydać. Kto może potrzebować dobrze zorganizowanej kobiety?

Zbuduj siebie na nowo. Zastanów się, kim chciałabyś być. Jak chcesz być postrzegana? Jaki ma być twój wizerunek? Kogo byś z siebie zbudowała? Czy np. rola bizneswoman to jest twoja rola? Czy może lepiej odnajdujesz się w wolnym zawodzie? Zastanów się, jakie masz cechy i do czego możesz ich użyć. W jakim obszarze zawodowym można je najlepiej wykorzystać?