1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Światło, spokój, prostota - estetyczna rzeczywistość Magdaleny Karpińskiej

Światło, spokój, prostota - estetyczna rzeczywistość Magdaleny Karpińskiej

Magdalena Karpińska za zamkniętymi drzwiami pracowni, najważniejszego pokoju w swoim mieszkaniu. (Fot. Jakub Pajewski, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Magdalena Karpińska za zamkniętymi drzwiami pracowni, najważniejszego pokoju w swoim mieszkaniu. (Fot. Jakub Pajewski, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Światło, spokój, prostota. I sztuka. To niezbędne składniki estetycznej rzeczywistości, w której żyje i pracuje malarka Magdalena Karpińska.

Malarka Magdalena Karpińska w swojej pracowni, w tle obrazy jej autorstwa. (Fot. Jakub Pajewski, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec) Malarka Magdalena Karpińska w swojej pracowni, w tle obrazy jej autorstwa. (Fot. Jakub Pajewski, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)

Dobrze czuje się w otoczeniu światła i spokoju. Przynajmniej kiedy jest w domu. W monochromatycznych, pełnych słońca wnętrzach jej mieszkania nie ma wielu przedmiotów. Świadomie dokonała wyboru takiej estetyki. Białe ściany i zasłony, duże przeszklone drzwi, dębowe klepki w staromodną jodełkę, czarne powierzchnie kuchennych szafek w podkreślającym jasność kontraście z nielicznymi białymi przedmiotami.

Jedyną ozdobą w przedpokoju jest półka ze zbiorem kamieni i muszli. (Fot. Jakub Pajewski) Jedyną ozdobą w przedpokoju jest półka ze zbiorem kamieni i muszli. (Fot. Jakub Pajewski)

Jak mówi, nie lubi chaosu, jej zdaniem przedmioty muszą mieć wartość sentymentalną albo być potrzebne. To założenie realizuje dziś w praktyce, choć wychowała się we wnętrzu o zupełnie innym klimacie. W domu pradziadków na warszawskim Żoliborzu, gdzie ściany były kolorowe, półki z książkami sięgały sufitu, a każdy metr wolnej przestrzeni wypełniały przedmioty, obrazy i cenne pamiątki. Tradycja rodzinna nie stała się jednak dla Magdaleny Karpińskiej ograniczeniem, jest w jej życiu kotwicą, a nie kulą u nogi. Z domu dzieciństwa wyniosła przekonanie, że w życiu ważna jest sztuka. Zarówno ta, którą się tworzy samemu, jak i ta zdobiąca przestrzeń, w której żyjemy.

Biel ścian i zasłon została przełamana czarnymi detalami i rodzinnymi pamiątkami. (Fot. Jakub Pajewski) Biel ścian i zasłon została przełamana czarnymi detalami i rodzinnymi pamiątkami. (Fot. Jakub Pajewski)

W jej mieszkaniu na Starych Bielanach strefa prywatna i strefa pracy są wyraźnie oddzielone. Ta pierwsza emanuje spokojem. Zdobią ją obrazy przyjaciół, zdjęcia bliskich. Ta druga mieści się w pracowni. Za jej drzwiami panuje pewien nieład, typowy dla stanu twórczego poszukiwania, ale nie bałagan. Wszystko tu służy pracy. Na ścianie kilka niedokończonych obrazów, wokół pędzle, barwniki, blejtramy. Magdalena tworzy na płótnie i na papierze, jej ulubioną techniką jest tempera żółtkowa, którą maluje się warstwami, uzyskując ich lekką czystość. Jej abstrakcyjne obrazy, efekt artystycznego i intelektualnego przetworzenia rzeczywistości, nie mają nazw. „Interesuje mnie, jak ludzie je interpretują – mówi. – Czasami widzą to co ja, a czasem coś zupełnie innego. Nie chcę ich ograniczać, dlatego nie daję obrazom tytułów”.

Odrestaurowane meble z lat 60., jasne tkaniny i warszawskie Bielany za oknem. (Fot. Jakub Pajewski) Odrestaurowane meble z lat 60., jasne tkaniny i warszawskie Bielany za oknem. (Fot. Jakub Pajewski)

Magdalena malarką chciała być od dzieciństwa. Przez chwilę tylko w liceum zastanawiała się, czy nie spożytkować talentu w praktyczniejszym zawodzie. Ale ostatecznie ukończyła malarstwo na warszawskiej ASP. Dziś pracuje dużo i intensywnie. Dlatego poza pracownią woli otaczać się sztuką  przyjaciół: Róży Litwy, Edgara Bąka, Katarzyny Przezwańskiej. Na ścianach w swoim domu wiesza nieliczne własne dzieła, te, na które „może już patrzeć z zewnątrz”. Wtedy stają się dopełniającym elementem wyrafinowanej estetycznie przestrzeni, w której żyje i pracuje.

Jej obrazy nie mają tytułów. 'Interesuje mnie, jak ludzie je interpretują. Nie chcę ich ograniczać' - mówi Magdalena Karpińska. (fot. Jakub Pajewski) Jej obrazy nie mają tytułów. "Interesuje mnie, jak ludzie je interpretują. Nie chcę ich ograniczać" - mówi Magdalena Karpińska. (fot. Jakub Pajewski)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Z wizytą u Vivian Hoorn

„Właściwie to ja po prostu robię tak, jak czuję! Lubię na przykład połączenia elementów nowoczesnych i vintage” – mówi Vivian. (Fot. Westwing)
„Właściwie to ja po prostu robię tak, jak czuję! Lubię na przykład połączenia elementów nowoczesnych i vintage” – mówi Vivian. (Fot. Westwing)
Zobacz galerię 15 Zdjęć
Kim jest Vivian Hoorn? Zawodowo fotografuje, jest dyrektorem kreatywnym w agencji reklamowej, a popularność zdobyła jako influencerka. Za sprawą jej niezwykłego wyczucia stylu, ma szerokie grono fanów, którzy śledzą jej profil @vivanhoorn. Dzięki firmie Westwing udało się nam obejrzeć wnętrze jej pięknego domu w Amsterdamie. 

Kim jest Vivian Hoorn? Zawodowo fotografuje, jest dyrektorem kreatywnym w agencji reklamowej, a popularność zdobyła jako influencerka. Za sprawą jej niezwykłego wyczucia stylu, oraz promocji idei body positive ma szerokie grono fanów, którzy śledzą jej profil @vivanhoorn. Dzięki firmie Westwing udało się nam obejrzeć wnętrze jej pięknego domu w Amsterdamie. 

Swoim profilem instagramowym inspiruje kobiety na całym świecie. Zachęca do dbania o siebie, swoje samopoczucie i otoczenie. W swoich wpisach promuję ideę body positive, której głównym przesłaniem jest akceptacja samej siebie oraz zaprzestanie narzucania kanonów piękna, co negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne kobiet.

W jednym z postów pisze:  “Kiedy byłam młodsza, moim największym marzeniem było zostać modelką. W agencjach mówiono mi, że muszę schudnąć... Byłam młoda, słuchałam ich. Przez wiele lat byłam skoncentrowana na ciele. Żałowałam, że nie spotkałam wówczas kogoś, kto by mnie zainspirował do zmiany myślenia, powiedziałby mi “Wyglądasz więcej niż wystarczająco dobrze”. Na szczęście przyjaciele i rodzina, zawsze mnie wspierali. Moim największym marzeniem teraz jest zmienić negatywne myślenie o sobie wielu kobiet.  Zainspirować ich do zaopiekowania się sobą. Od momentu, gdy zacząłem wierzyć w siebie, wszystkie moje marzenia się spełniły.♥ “

 

  1. Styl Życia

Niech żyje wolność! Z wizytą u projektantki wnętrz Cathy-Anne Gerulewicz

Po lewej: Cathy-Anne Gerulewicz. Po prawej: wejście do salonu jej paryskiego mieszkania na warszawskim Powiślu. (Fot. Jakub Pajewski, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Po lewej: Cathy-Anne Gerulewicz. Po prawej: wejście do salonu jej paryskiego mieszkania na warszawskim Powiślu. (Fot. Jakub Pajewski, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Zobacz galerię 12 Zdjęć
Każdy z nas jest inny, więc i każde wnętrze powinno być inne. Unikajmy szablonów, nie bójmy się zmian, łączenia stylów. Ważne, żebyśmy we własnym domu czuli się dobrze, to przecież nasz kokon – mówi Cathy-Anne Gerulewicz, Francuzka od 20 lat projektująca wnętrza w Polsce.

Cathy-Anne Gerulewicz projektuje wnętrza i importuje do Polski tkaniny, przedmioty oraz meble. To zawód i biznes, ale tak naprawdę dużo więcej, czyli misja.

Cathy-Anne Gerulewicz w swoim paryskim mieszkniu na warszawskim Powiślu. (Fot. Jakub Pajewski, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec) Cathy-Anne Gerulewicz w swoim paryskim mieszkniu na warszawskim Powiślu. (Fot. Jakub Pajewski, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)

Cathy-Anne chce pokazać Polakom, na czym naprawdę polega francuski styl dekoracji, i zachęcić do stosowania jego zasad. „Bo wie pani, że nie chodzi o to, żeby wnętrza były szaro-białe z przecieranymi, bielonymi drewnianymi meblami?” – pyta z nadzieją w głosie. Niby wiem, ale lepiej sprawy doprecyzować. Więc na czym polega ten francuski styl?

Po pierwsze, na swobodzie. Na tym, że zestawiamy stare z nowym, klasykę z nowoczesnością, luksusowe ze zwyczajnym, efektowne ze skromnym.

Na ścianach przedpokoju szarobłękitna tapeta Memoires firmy Elitis, inspirowana zwierzęcą sierścią. (Fot. Jakub Pajewski) Na ścianach przedpokoju szarobłękitna tapeta Memoires firmy Elitis, inspirowana zwierzęcą sierścią. (Fot. Jakub Pajewski)

Po drugie, na oryginalności, na tym, że chcemy, żeby nasze mieszkanie wyglądało inaczej niż wszystkie mieszkania.

W wejściu do salonu zestaw zaskoczeń: obraz Lecha Batora, biała kolia z muszli i motyle pod szklanym kloszem. (Fot. Jakub Pajewski) W wejściu do salonu zestaw zaskoczeń: obraz Lecha Batora, biała kolia z muszli i motyle pod szklanym kloszem. (Fot. Jakub Pajewski)

Po trzecie, na zmienności, wiemy przecież, że nic nie jest na stałe, i wnętrza jak my sami też mogą się zmieniać, choćby wtedy, kiedy się nam znudzą.

Kanapę wykonano na zamówienie i obito tkaniną Casamance, a kolorowe poduchy są z materiałów Misia, Elitis, Le Manach. Salon oświetla żyrandol Grand Nuage projektu Hervego Langlais'go. W roku stoi przedmiot mityczny - kupiony na aukcji stary kufer podróżny Louis Vuitton. (Fot. Jakub Pajewski) Kanapę wykonano na zamówienie i obito tkaniną Casamance, a kolorowe poduchy są z materiałów Misia, Elitis, Le Manach. Salon oświetla żyrandol Grand Nuage projektu Hervego Langlais'go. W roku stoi przedmiot mityczny - kupiony na aukcji stary kufer podróżny Louis Vuitton. (Fot. Jakub Pajewski)

„Przecież inaczej się ubieramy, jak mamy 20 lat, a inaczej, kiedy mamy 40, ja nie noszę już mini, a kiedyś nosiłam, z wnętrzami dzieje się podobnie”, dodaje Cathy-Anne. Zmiany niekoniecznie muszą być rewolucyjne, ale już nowa tapeta, poduszki na kanapie czy lampa potrafią nieźle namieszać.

Konsola z bibelotami. Na zdjęciu złota lampa Fractale. (Fot. Jakub Pajewski) Konsola z bibelotami. Na zdjęciu złota lampa Fractale. (Fot. Jakub Pajewski)

Konsola z bibelotami. Na zdjęciu pamiątki rodzinne - świeczniki łosie i stare bombki. (Fot. Jakub Pajewski) Konsola z bibelotami. Na zdjęciu pamiątki rodzinne - świeczniki łosie i stare bombki. (Fot. Jakub Pajewski)
„Przecież wnętrza mają żyć, nie mogą pochodzić z katalogu, nie mogą być sztywne, bo powinny wyrażać nas. Jeśli tak się nie stanie, to jak możemy czuć się dobrze we własnym mieszkaniu?”, pyta właściwie retorycznie Cathy-Anne.
W Polsce mieszka od 20 lat. Dekorowanie wnętrz i swoją życiową misję znalazła dopiero tutaj, wcześniej studiowała zarządzanie w Paryżu, Nowym Jorku i Tokio. Niezawodny gust wyniosła z rodzinnego domu. W Warszawie założyła firmę SML Concept, showroom i została przedstawicielką francuskich firm z najwyższej dekoratorskiej półki. Reprezentowany przez nią producent tkanin Pierre Frey należy do stowarzyszenia Comité Colbert, tak jak Hermès, Chanel, Louis Vuitton – to śmietanka francuskiego piękna i jakości. „Jakość jest nam potrzebna, warto doceniać firmy i produkty, które istnieją od dziesięcioleci, a posługują się technikami znanymi od wieków. Pierre Frey ma w swoim katalogu osiem tysięcy pozycji! Tkaniny nie są tanie, ale to inwestycja w niezwykłą jakość i piękno, które będą trwały”, tłumaczy Cathy-Anne.

Ściany sypialni zdobi okleina Chance firmy Elitis, do złudzenia przypominająca paryskie stukaterie. Kontrastujące zasłony z tkaniny Zadig firmy Elitis, poduszki z tkanin Pierre Frey i Le Manach. (Fot. Jakub Pajewski) Ściany sypialni zdobi okleina Chance firmy Elitis, do złudzenia przypominająca paryskie stukaterie. Kontrastujące zasłony z tkaniny Zadig firmy Elitis, poduszki z tkanin Pierre Frey i Le Manach. (Fot. Jakub Pajewski)

Jej mieszkanie to wizytówka pełnego eleganckiej swobody stylu, który projektantka propaguje. I bez wątpienia ona sama czuje się w nim dobrze. „Uwiodły mnie te deski na podłodze, szerokie, zwyczajne, pokryte patyną – dodaje gospodyni. – Kiedy weszłam pierwszy raz, od razu wiedziałam, że chcę tu mieszkać”. Jesteśmy w dużym mieszkaniu w Warszawie, na Powiślu, w jednej z najpiękniejszych tutejszych starych kamienic. Eleganckiej, z wieloma klatkami, o paryskim charakterze, z ogrodem w podwórzu. Przez wielkie balkonowe okno widać właśnie to podwórko, do innych w mieście niepodobne, służące przyjemności, odpoczynkowi, a nie parkowaniu samochodów. „Lubię tę dzielnicę, mieszkam tu od 12 lat. Wisła jest blisko, mam swoje sklepy i bary, tu trwa prawdziwe, a nie anonimowe życie”, mówi projektantka.

Drewniana bieliźniarka pochodzi z domu babci gospodyni. (Fot. Jakub Pajewski) Drewniana bieliźniarka pochodzi z domu babci gospodyni. (Fot. Jakub Pajewski)

Figurki na parapecie pochodzą z Afryki. (Fot. Jakub Pajewski) Figurki na parapecie pochodzą z Afryki. (Fot. Jakub Pajewski)

Mieszkanie Cathy-Anne zaskakuje różnorodnością stylów, jest pełne życia i fantazji. Jedna ze ścian dużego salonu została wyłożona lustrami, na drugiej, pokrytej tapetą, przypominającej pałacową boazerię, wiszą stare ikony i telewizor, na trzeciej – nowoczesne i kolorowe obrazy, a czwarta jest widokiem na podwórko, ramą obrazu latem ozdobioną barwnymi hortensjami.

Charakter salonowi nadaje tapeta Pleats firmy Elitis. (Fot. Jakub Pajewski) Charakter salonowi nadaje tapeta Pleats firmy Elitis. (Fot. Jakub Pajewski)

Charakter salonowi nadaje tapeta Pleats firmy Elitis. (Fot. Jakub Pajewski) Charakter salonowi nadaje tapeta Pleats firmy Elitis. (Fot. Jakub Pajewski)

Wszystko to tworzy wnętrze jedyne w swoim rodzaju. Zgodne z zasadą, że prawdziwa elegancja to nonszalancja, a nie ostentacja. A doskonałość? Doskonałość, jak mówi Cathy-Anne Gerulewicz, nie istnieje i w ogóle jej do niczego nie potrzebujemy. Ważna jest wolność i osobowość. I w życiu, i we wnętrzach.

  1. Styl Życia

Złota wolność Milleny Davies

Eklektyczne wnętrza i przedmioty najwyższej jakości to styl Milleny Davies. Ta kanapa pochodzi z Anglii, poduchy wypełnione są pierzem. Od nich zaczęła indywidualną drogę. (Fot. Jakub Pajewski)
Eklektyczne wnętrza i przedmioty najwyższej jakości to styl Milleny Davies. Ta kanapa pochodzi z Anglii, poduchy wypełnione są pierzem. Od nich zaczęła indywidualną drogę. (Fot. Jakub Pajewski)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Millena Davies przez lata była projektantką luksusowych wnętrz. Ta praca dawała jej sukces, ale nie poczucie spełnienia. Dla siebie została malarką.

Kiedy jej córki dorosły, postanowiła zrealizować pragnienie, które drzemało w niej przez całe życie. „Zdecydowałam, że teraz zostanę artystką, człowiekiem wolnym, będę tworzyć, co chcę i jak chcę”. Millena Davies mówi to wprost i z satysfakcją. Bo nie dość, że zrobiła to, co chciała, to w dodatku z sukcesem. Jest co prawda na początku tej poświęconej wyłącznie sztuce drogi, na poważnie zaczęła malować trzy lata temu, ale już wie, że to był słuszny wybór.

Millena Davies 
jest artystką w drodze. Kiedyś pracowała 
w Londynie, dziś także w Polsce. Urodziła się na Mazurach i tam ma malarską pracownię. Najwięcej jej prac można zobaczyć na Instagramie 
@millenademille. Komoda w różnych odcieniach srebra to jeden z jej designerskich. (Fot. Jakub Pajewski) Millena Davies 
jest artystką w drodze. Kiedyś pracowała 
w Londynie, dziś także w Polsce. Urodziła się na Mazurach i tam ma malarską pracownię. Najwięcej jej prac można zobaczyć na Instagramie 
@millenademille. Komoda w różnych odcieniach srebra to jeden z jej designerskich. (Fot. Jakub Pajewski)

Sztuka towarzyszyła jej od zawsze, od dzieciństwa. Mała dziewczynka w Szczytnie uwielbiała rysować, licealistka w Iławie miała zawsze najładniejszy pokój. „Bez firanek, tylko granatowe welurowe zasłony, od młodości miałam dobry gust”, śmieje się, wspominając młodość na Mazurach. Ta cecha później bardzo jej się przydała. Chciała pójść do liceum plastycznego, nie udało się, marzyła o studiach na ASP, ale się nie odważyła. Trafiła na prawo i choć z jej pasjami niewiele miało to wspólnego, gruntowne wykształcenie później się przydało. Później, czyli w Anglii, gdzie wyjechała na początku lat 80. Tam założyła rodzinę, zadomowiła się w innym świecie i została dekoratorką wnętrz.

Millena Davies projektuje meble, tworzy obrazy, no i ramy do nich. (Fot. Jakub Pajewski) Millena Davies projektuje meble, tworzy obrazy, no i ramy do nich. (Fot. Jakub Pajewski)

„Nie mogę pani pokazać tych mieszkań i domów, należą do takich klientów, którzy nie mają zwyczaju publicznie się chwalić”, mówi Millena Davies. Międzynarodowa elita finansowa, prestiżowe adresy, wielkie budżety, ten zawód był dla niej szkołą odpowiedzialności w działaniu i w wydawaniu pieniędzy, okazją do tworzenia pięknych rzeczy. Wrodzony dobry gust i plastyczne zdolności przydały się, zaprojektowane przez nią wnętrza, jak mówi, nawet po latach mają klasę, nie wyszły z mody, są ponadczasowe i wygodne. „Zawsze miałam oko do jakości i wyobraźnię”, przyznaje Millena.

Złota Wenecja: zasnuty złotą mgłą pejzaż i stylowa, o cienkich nóżkach kanapka w nowoczesnym obiciu. (Fot. Jakub Pajewski) Złota Wenecja: zasnuty złotą mgłą pejzaż i stylowa, o cienkich nóżkach kanapka w nowoczesnym obiciu. (Fot. Jakub Pajewski)

Projektowanie wnętrz stało się sposobem na życie, dobrym zawodem, ale całkowitej satysfakcji artystycznej nie dawało. „Dla klienta nigdy nie projektuje się jak dla siebie”. Więc co dla siebie? Okazało się, że początkiem indywidualnego artystycznego projektu było złocenie. „Zawsze to lubiłam, doszłam do wielkiej wprawy, tworzyłam własne techniki, często używałam złoceń we wnętrzach. Zdobiłam meble, komody, szafy, ściany”. Jak sama mówi, „została alchemikiem”. Na pokrytych złotymi płatkami powierzchniach pracuje kolorowymi woskami.

Polerowane powierzchnie łączące srebro, złoto i kolory to znak rozpoznawczy Milleny Davies. (Fot. Jakub Pajewski) Polerowane powierzchnie łączące srebro, złoto i kolory to znak rozpoznawczy Milleny Davies. (Fot. Jakub Pajewski)

Nakłada je, zdrapuje, przeciera, poleruje, mnoży warstwy i faktury. Tak powstają jej obrazy: efektowne i niezwykłe krajobrazy, przestrzenie budzące skojarzenia, wzory uwodzące finezją błysków i kolorów.

Z połyskującymi obrazami i meblami dobrze komponują się ciemne ściany. I pełne fantazji przedmioty. (Fot. Jakub Pajewski) Z połyskującymi obrazami i meblami dobrze komponują się ciemne ściany. I pełne fantazji przedmioty. (Fot. Jakub Pajewski)

Sprzedawała je w Anglii, wystawiała w prestiżowych galeriach w Londynie, a teraz podpisała duży kontrakt i liczy, że otworzą się przed nią też inne kraje. Do pracy jedzie do Siemian nad Jeziorakiem, do domu swoich rodziców. Millena Davies przyjeżdża do pracowni w mazurskiej głuszy na miesiąc, dwa. Czasem całymi dniami nikogo nie spotyka. „To nie problem. Kiedy pracuję, muszę być sama”. Słucha głośnej muzyki, tańczy, tworzy swoje złote obrazy. I czuje się wolna.

  1. Styl Życia

Spokój pod miastem

Ola Buczkowska-
Przeździk, scenografka i fotografka w swoim domu w Konstancinie (Fot. Jakub Pajewski)
Ola Buczkowska- Przeździk, scenografka i fotografka w swoim domu w Konstancinie (Fot. Jakub Pajewski)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Ten podwarszawski dom od ponad stu lat należy do tej samej rodziny. Kiedyś letniskowy, dziś całoroczny, przez lata był unowocześniany, ale zachowała duszę i pozostaje azylem dla Oli Buczkowskiej - Przeździk i jej bliskich.

Konstancin-Jeziorna jest dla Oli Buczkowskiej- Przeździk czymś innym niż dla większości jego mieszkańców. Nie jest symbolem statusu społecznego ani manifestacją sukcesu. Nie jest też podmiejską pułapką izolującą od życia wielkiego miasta. Od dzieciństwa jest dla niej rodzinnym gniazdem.

Centralną przestrzenią mieszkania jest teraz jadalnia z balkonowym oknem. Króluje w niej duży biały stół, przy którym toczy się życie rodzinne: posiłki, zabawa, nauka. Biała jest też podłoga, która nadaje wnętrzu lekkość i jasność. (Fot. Jakub Pajewski) Centralną przestrzenią mieszkania jest teraz jadalnia z balkonowym oknem. Króluje w niej duży biały stół, przy którym toczy się życie rodzinne: posiłki, zabawa, nauka. Biała jest też podłoga, która nadaje wnętrzu lekkość i jasność. (Fot. Jakub Pajewski)

Stara willa, w której mieszka Ola, to współczesna mutacja domu zbudowanego przez jej pradziadka, dr. Wejnerta, jednego z założycieli konstancińskiego uzdrowiska. Powstała w latach 20. XX wieku, stoi, jak wszystko tu wówczas, na piaszczystej działce porośniętej sosnami. Drewniana i skromna, służyła rodzinie warszawskiego lekarza jako dom letniskowy. Z czasem wiele tu się zmieniło. Wokół wyrosły z jednej strony potężne rezydencje z wysokimi płotami, a z drugiej – bloki stanowiące fragment Stoceru, słynnego szpitala ortopedycznego, zbudowanego w czasach PRL. Działka się skurczyła, została przymusowo wywłaszczona, starych sosen tez mniej niż dawniej, często łamały się pod ciężarem śniegu. Dom jest dziś jakby ukryty miedzy sąsiadującymi z nim rzeczywistościami z różnych epok. Czas zmieniał nie tylko otoczenie, ale też sama wille. Podzielono ja na dwie niezależne części, które należały do dwóch córek doktora: Ireny, babci Oli, i Lili. Dziś tylko połowa domu pozostaje w rękach rodziny. Był remontowany i rozbudowywany. Na parterze jest mieszkanie mamy, Anny Buczkowskiej, artystki, twórczyni gobelinów, a na pietrze – właśnie Oli, scenografki ™i fotogra™fki. Spędziła tu niemal całe życie, poza przerwa na studia w Łodzi i krótkim epizodem mieszkania w centrum Warszawy.

Biała kuchnia doskonale zaaranżowana w małej przestrzeni przez studio projektowe Izy Buckiej, udekorowana rysunkami córek Mai i Hani (Fot. Jakub Pajewski) Biała kuchnia doskonale zaaranżowana w małej przestrzeni przez studio projektowe Izy Buckiej, udekorowana rysunkami córek Mai i Hani (Fot. Jakub Pajewski)

Domowa kolekcja ceramiki – ręcznie robiony serwis do kawy pochodzi z Majoliki Nieborów. (Fot. Jakub Pajewski) Domowa kolekcja ceramiki – ręcznie robiony serwis do kawy pochodzi z Majoliki Nieborów. (Fot. Jakub Pajewski)

Na półkach z książkami zbiór albumów poświęconych sztuce. (Fot. Jakub Pajewski) Na półkach z książkami zbiór albumów poświęconych sztuce. (Fot. Jakub Pajewski)

Na piętro prowadza stare drewniane schody pomalowane gołębioszara olejna farba. I stopnie, i metalowa poręcz pamiętają dawne dzieje, kiedy na pietrze był letni apartament dziadków Oli. Potem, w latach 80., rodzice dostosowali przestrzeń do codziennego użytku, dzieląc ja na dwie sypialnie – dla siebie i córek.

Mały stolik vintage, na nim ceramiczne pamiątki autorstwa ojca Oli. (Fot. Jakub Pajewski) Mały stolik vintage, na nim ceramiczne pamiątki autorstwa ojca Oli. (Fot. Jakub Pajewski)

Po kolejnej transformacji domu góra stała się niezależnym mieszkaniem. Są tu nowoczesna cześć kuchenna z białymi blokami szafek, pokój dla córek Oli i sypialnia w subtelnych, przygaszonych kolorach.

Lniana pościel to kompozycja kilku odcieni zgaszonych barw. Papierowy lampion, przywieziony z podroży do Paryża, daje miękkie, ciepłe światło. (Fot. Jakub Pajewski) Lniana pościel to kompozycja kilku odcieni zgaszonych barw. Papierowy lampion, przywieziony z podroży do Paryża, daje miękkie, ciepłe światło. (Fot. Jakub Pajewski)

Choć mieszkanie jest pełne życia, bo zamieszkane przecież także przez dwie energiczne dziewczynki i ich zabawki, pozostaje jednocześnie spokojne, skromne. I pogodnie jasne dzięki wykorzystaniu przezroczystych tkanin, starych luster, szklanych drzwi i naturalnego światła. 

Dominującej bieli towarzysza zgaszone błękity i róże, szarości i beze. Przesuwane oszklone drzwi pozwalają wyciszyć wieczorem sypialnie dzieci, ale nie zamykają optycznie przestrzeni. (Fot. Jakub Pajewski) Dominującej bieli towarzysza zgaszone błękity i róże, szarości i beze. Przesuwane oszklone drzwi pozwalają wyciszyć wieczorem sypialnie dzieci, ale nie zamykają optycznie przestrzeni. (Fot. Jakub Pajewski)

Ola uwielbia stare lustra – zdobią ściany, pełniąc też użyteczną funkcje. (Fot. Jakub Pajewski) Ola uwielbia stare lustra – zdobią ściany, pełniąc też użyteczną funkcje. (Fot. Jakub Pajewski)

Razem z miękkim światłem z trzech stron wpadają tu cisza i powietrze przesycone sosnowymi olejkami. I spokój. Dla rodziny Oli stary dom pozostaje azylem pomimo zmian wokół i w życiu. Może czekają go kolejne, może w ogrodzie powstanie pracownia. Ale to przyszłość.

Ozdoba łazienki jest ogromne lustro wypełniające niewielka przestrzeń odbitym światłem. Rośliny wprowadzają kolor na białym tle wnętrza.(Fot. Jakub Pajewski) Ozdoba łazienki jest ogromne lustro wypełniające niewielka przestrzeń odbitym światłem. Rośliny wprowadzają kolor na białym tle wnętrza.(Fot. Jakub Pajewski)

Ola i jej mąż, tez fotograf, tworzą wspólnie ‘firmę Budzik Studio, pracują głównie na planach zdjęciowych, tworzą książki, katalogi, reportaże. Dużo podróżują całą rodziną. A dom zawsze na nich czeka.

 

  1. Styl Życia

Wiosenne dekoracje wielkanocne - pomysły na świąteczną aranżację wnętrz

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Wielkanoc i zbliżająca się wiosna to idealne powody, aby poświęcić nieco czasu aranżacji wnętrz. Nawet kilka dodatków może odmienić nasze mieszkanie czy dom.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Elegancja w każdym calu

Obecnie w aranżacji wnętrz panują zróżnicowane trendy. Z jednej strony od kilku sezonów popularnością cieszy się skandynawski minimalizm w stylu hygge. Z drugiej strony popularne są proste, geometryczne formy, oszczędność środków i monochromatyczność. Gdzieś po środku znajduje się elegancka estetyka. Z jednej strony pozwala ona poczuć się w tak urządzonym wnętrzu bardzo swobodnie i przyjaźnie, z drugiej strony - bogactwo formy przy jej jednoczesnym nieprzeładowaniu sprawia, że ekskluzywne wnętrza dają nam poczucie luksusu, którego nie wydobędziemy z aranżacji skandynawskich. W takich wnętrzach świetnie sprawdzą się na przykład .

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Welurowe obicia foteli i kanap, monochromatyczne stoły i stoliki oraz lampy w stylu vintage sprawią, że nasz salon będzie wyglądał jak nowoczesna interpretacja snu o Wielkim Gatsbym. Klasyczny styl glamour czerpie także ze stylistyki afrykańskiej czy Dalekiego Wschodu, nadając takim formom nowoczesny kształt. Istotne jest, aby w takim wnętrzu zadbać o odpowiednie oświetlenie - niekoniecznie na pierwszy plan musi wysuwać się światło dzienne. Klimatyczne lampy rozstawione w kilku miejscach pokoju sprawią, że atmosfera będzie bardziej kameralna. Dobrym pomysłem jest także kontrast kolorystyczny - jeśli decydujemy się na ciemniejsze meble (szmaragdowa zieleń, szarości czy czerń znakomicie się sprawdzą), warto rozjaśnić pokój kolorem ścian.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Złoto, srebro i prostota

Złoto kojarzy się z przepychem i bogactwem. Z drugiej jednak strony, w modernistycznych aranżacjach stało się bardzo popularne, nie powodując jednocześnie przeładowania formy. Jeśli chcesz ożywić mieszkanie, . Wyobraź sobie obity miękkim aksamitem fotel w morskiej zieleni, idealnie pasujący na zasadzie kontrastu to wnętrz urządzonych w szarościach czy beżach. Siedzisko fotela osadzone jest na złotych, metalowych nóżkach i to właśnie ten element ostatecznie decyduje o stylu całego elementu. Złote są również stelaże lamp, a nawet klosze, przywołujące na myśl estetykę lat dwudziestych.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Jeśli lubimy blask, ale nie do końca odpowiadają nam złote dodatki, warto pomyśleć o charakterystycznym dla stylu nowojorskiego srebrnym wykończeniu. W amerykańskich aranżacjach z łatwością odnajdziemy nikiel - przydaje on pewnej surowości, a z drugiej strony idealnie komponuje się z elementami takimi jak wiosenne kompozycje z bukszpanem. Rośliny we wnętrzu to dobry pomysł, żeby pokazać, że zmienia się pora roku i ożywić całą aranżację.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Wielkanoc w wielkim stylu

Jak w eleganckim i stylowym wnętrzu zaznaczyć wiosnę i nadchodzącą Wielkanoc? Na szczęście popularne są obecnie ozdoby również wpisujące się w ten elegancki styl. Z mody nie wychodzą też nigdy świeże kwiaty - elegancki bukiet białych tulipanów wprowadzi do wnętrza wiosnę, będąc idealnym elementem aranżacji. Można też pokusić się o delikatne ozdoby okien - płaskie wiszące elementy - w bieli, złocie czy pastelowych kolorach będą się dobrze prezentować.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Dekorowanie mieszkania w eleganckim stylu warto zacząć od przemyślenia aranżacji stołu. Na jasnym obrusie można położyć kontrastujący bieżnik - na przykład złoty. Istotne znaczenie będzie mieć także zastawa. Elegancka, monochromatyczna porcelana, szkło, kryształ - tych elementów szukasz. A co z typowo wielkanocnymi dekoracjami? "Złoty trend" znalazł swoje miejsce także wśród ozdób.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

W sklepach bez trudu znajdziemy na przykład złote zające czy figurki - pisanki, które możemy postawić na wielkanocnym stole. Jeśli zależy nam na nieco bardziej "surowym" wrażeniu, możemy wykorzystać gałązki wierzby, tak zwane bazie i bez dodatkowych ozdób umieścić je w wazonie z nieprzezroczystego szkła lub porcelany. Kilkoma zaledwie detalami wprowadzimy do domu świąteczny nastrój, jednocześnie nie zaburzając przyjętej aranżacji.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Wiosenny powiew świeżości we wnętrzu

Nie sposób nie wspomnieć też o tak zwanym spring decor, który z łatwością dostrzeżemy w stylu francuskim. Francuskie wnętrza są niezwykle szykowne i również nie można odmówić im elegancji, są one jednak przytulniejsze - sporo w nich bieli, drewna, elementów retro. W takich aranżacjach pastelowe kolory, wazony pełne świeżych tulipanów czy nawet artystyczna ceramika ze świątecznymi motywami znajdą swoje idealne miejsce.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Eleganckie wnętrza w stylu klasycznego glamour nie lubią przede wszystkim bałaganu, który zaburza oszczędność form. Na przykład książki, tak zwane coffee table books sprawdzą się świetnie, natomiast przedmioty niemające swojego miejsca będą po prostu zawadzać. Warto mieć to na uwadze, aranżując wnętrze.