1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Wiejskie życie Kasi Miller

Wiejskie życie Kasi Miller

Katarzyna Miller uwielbia piękne wnętrza, mogłaby je projektować zawodowo, ale tylko dla osób o podobnym guście, bo jak sama mówi, nie jest minimalistką. (Fot. Celestyna Król)
Katarzyna Miller uwielbia piękne wnętrza, mogłaby je projektować zawodowo, ale tylko dla osób o podobnym guście, bo jak sama mówi, nie jest minimalistką. (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Niełatwo tu trafić, ale jak już się dotrze, chciałoby się zostać na długo. Psychoterapeutka Katarzyna Miller oprowadza nas po swoim sielskim domu w Kazimierzu Dolnym i opowiada o miłości do przedmiotów. 

Kazimierz Dolny odwiedzam regularnie od czterdziestu paru lat, jak nie więcej. I za każdym razem ogarniała mnie tu mieszanka uczuć silna i pierwotna, niemal z trzewi. Radość, tęsknota, ekscytacja… No totalne zakochanie. Patrzyłam na jakieś miejsce, na chałupinkę malusieńką i myślałam: „Boże, żebym choć to mogła mieć. Postawiłabym sobie na trawie fotelik, stoliczek, posadziłabym jakieś kwiatuszki i bym tak sobie siedziała”.

Kwiaty wypełniają zarówno dom jak i werandę. (Fot. Celestyna Król) Kwiaty wypełniają zarówno dom jak i werandę. (Fot. Celestyna Król)

Raz było tak, że akurat nazbierałam pieniędzy i okazało się, że jest tu do kupienia maleńki domeczek. Pomknęłam jak na skrzydłach z myślą: „Kupuję! Wreszcie mnie stać”. Mój Edek orzekł: „To jest ruina”, koleżanka, która akurat budowała dom, wsadziła palucha w mur i powiedziała: „Jeśli chcesz to wyburzyć i wybudować na nowo…”. Załamałam się, bo miałam pieniądze na kupno, nie na remont. Zrezygnowałam, odpłakałam swoje i westchnęłam: „No, trudno”. Po czym znów odłożyłam trochę pieniędzy. Miałam upatrzony domek kanadyjski i działkę w Płońsku. Ale zadzwonił nasz przyjaciel, architekt Waldemar Doraczyński: „Słuchajcie, jest działka, którą zdecydował się sprzedać... – i tu będzie romantyczna historia – nieszczęśliwy mąż. Cztery lata temu stracił żonę, mieszkali w domku z ogrodem, ale odkąd ona umarła, jego noga tu nie postała”. Pojechaliśmy i zobaczyliśmy dżunglę. Dzikie wino zakryło płaszczem chatkę i cały ogród, niemalże je zadławiło. Jak ja w tym wszystkim zobaczyłam nasz dzisiejszy dom, nie wiem, ale trzy lata później tu stanął.

Widok na dom od strony werandy zamkniętej. (Fot. Celestyna Król) Widok na dom od strony werandy zamkniętej. (Fot. Celestyna Król)

Z widokiem na dolinę

Najpierw wymyśliłam chałupę chałupiastą, niedużą, wygodną, z ciemnego drewna. Ale Waldek poznał nas ze świetnymi cieślami, Piotruś Ogórek nimi zarządzał. Jeździli po okolicy i zbierali stare drewno. Dzięki nim nasz dom zrobiony jest z odzyskanego modrzewia. Środek jest z nowej sosny.

Za kominkiem w salonie sprytnie ukryto wejście na górę. (Fot. Celestyna Król) Za kominkiem w salonie sprytnie ukryto wejście na górę. (Fot. Celestyna Król)

Wszystko miałam w głowie, wiedziałam, że będzie kuchnia połączona z salonem dla gości, no i nasze pokoje, ale włączył się Eduś: „Ma być góra. Będę się z niej wychylał, by mówić ci, co masz robić” [śmiech]. I tak wizja niedużej chałupy zaczęła się rozrastać. I teraz dół jest mój, a góra jego. Zmieściła się tam też – jak lubię ją nazywać – świetlica, czyli czytelnia, i pokoiki gościnne dla moich przyjaciółek. Błękitno-biały i żółty jak jajeczko.

Uwielbiam projektować, wnętrza to moja miłość.
Mogłabym urządzać wnętrza to zawodowo, ale byłyby to domy dla szczególnego typu osób. Bo ja nie jestem minimalistką. Wymyśliłam na przykład patent, że łazienki powinny do siebie przylegać. Wtedy robi się prostokąt, który dzieli się na pół. A Edek wymyślił, że u nas nie wiadomo właściwie, gdzie są schody na górę, zaoszczędziliśmy w ten sposób dużo miejsca.

Od początku było wiadomo, że w kazimierskim domu będzie panował niebieski. (Fot. Celestyna Król) Od początku było wiadomo, że w kazimierskim domu będzie panował niebieski. (Fot. Celestyna Król)

Co jest dla mnie kwintesencją domu? Kanapy, fotele, leżaki, hamaki, stoły, stoliczki, kredensy. Żeby było gdzie usiąść, coś zjeść i porozmawiać. Dom na wsi musi mieć też taras. My mamy dwa. Na zakrytym lubię siedzieć podczas burzy – ale takiej fest, z piorunami – owinięta w koce. A jak trzeba obejrzeć zachód słońca, to wychodzimy na taras odkryty. Boże, co to jest za spektakl – Paramount Pictures normalnie. Kiedyś chciałam mieszkać w samym środku Kazimierza, a dziś jestem taka szczęśliwa, że mam widok na dolinę, że mam spokój, ciszę.

Letnie śniadania smakują równie dobrze w przestronnej kuchni, jak i na tarasie. (Fot. Celestyna Król) Letnie śniadania smakują równie dobrze w przestronnej kuchni, jak i na tarasie. (Fot. Celestyna Król)

Jestem kredensiarą

Trochę tu Prowansji, trochę dworku i całkiem sporo mieszczańskiego salonu, bo ja jestem bardzo mieszczańska w sensie stylu. Lubię, jak we wnętrzach łączy się stare z nowym, ale niezbyt nowoczesnym. No i kolor. To dla mnie baza życia. Chętnie tworzę wyspy kolorystyczne, widać to zwłaszcza w moim warszawskim mieszkaniu. Jak się okazało, że dom kazimierski będzie miodowy, od razu zobaczyłam niebieskie okiennice i drzwi – kolor capri. Gdyby był mniejszy, pewnie byłby cały biało-niebieski: trochę grecki, trochę szwedzki, a trochę marynarski.

Łazienka na dole jest bardziej stonowana, oliwkowo-biała. (Fot. Celestyna Król) Łazienka na dole jest bardziej stonowana, oliwkowo-biała. (Fot. Celestyna Król)

Dom na wsi dla mnie musi być usadzony, jakby stał tu nie wiadomo od kiedy. Dużo rzeczy kupowałam na warszawskim Kole, w Lublinie na targu staroci i w galerii Lirka w Warszawie. Tam zobaczyłam biały kredens z kryształowymi szybkami. Chciałam, by tu było ślicznie, kupiłam więc kolejny, niebieski, i jeszcze jeden, malutki, który dosłownie czekał na mnie na targu.

Kolekcja porcelany, oczywiście z dominantą błękitu. (Fot. Celestyna Król) Kolekcja porcelany, oczywiście z dominantą błękitu. (Fot. Celestyna Król)

Jestem kredensiarą, mogłabym mieć z dziesięć kredensów. Ale największy mój świr to filiżanki. Mam ich niewiarygodną ilość. Co  musi mieć filiżanka, żeby mi się spodobała? No, musi mi się spodobać. I jeszcze karafki uwielbiam, w kuchni mam całą półkę biało-niebieskich przecudnych mleczników. Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką.

Na dole króluje błękitny kredens – kupiony i przemalowany w galerii Lirka przy Brackiej 18 w Warszawie. (Fot. Celestyna Król) Na dole króluje błękitny kredens – kupiony i przemalowany w galerii Lirka przy Brackiej 18 w Warszawie. (Fot. Celestyna Król)

Frykasy i obrazy

Co jest kazimierskiego u mnie w domu? Ptaszki i żaby z metalu, ze dwa garnki kamienne… Cuda i cudeńka z Lawendy Agnieszki Głowackiej na rynku. Nalewki są kazimierskie, od Marka Stonia, choć nie tylko. No i to fantastyczne jedzenie! Ania Łuczywek z Mlecznej Drogi robi kozie sery jak francuskie, a Basia z Lipowej Doliny – świetne pasztety, nóżki, ćwikłę. Kulebiaki, cebularze, koguty i chleby na zakwasie są od Basi Sarzyńskiej z jej słynnej kazimierskiej piekarni. Na rynku mamy też pyszne miody i kwiaty od pana Mirka i pana Stasia. Jak się mieszka w Kazimierzu, trzeba mieć też tutejszych malarzy. Na wejściu nad komódką mam więc Janusza Michalaka. Jest Jagódka Kołodziejska, Jurek Krzysztoporski, Krzyr, Tadzio Strzępka, Uta Gnatowska, „Subik”, czyli Marcin Sobkowiak. Moje ukochane motywy to woda i droga, pejzaże – bez ludzi. Chyba że na portretach.

Przestronna kuchnia daje pole do kulinarnych popisów. (Fot. Celestyna Król) Przestronna kuchnia daje pole do kulinarnych popisów. (Fot. Celestyna Król)

Prowadzę dwa domy i dwa życia – warszawskie, czyli miejskie. I kazimierskie, czyli wiejskie. Oba uwielbiam. Warszawę wolę w tygodniu, Kazimierz latem i w weekendy. Tu czas płynie inaczej, rzeczy mają inną proporcję, ja jestem kimś innym. Jestem starsza, spokojniejsza, chyba trochę smutniejsza, bardziej refleksyjna. No i tu czuję się częścią przyrody. Cała jestem w liściach, kwiatach i w ptakach. 

„Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką”, mówi Kasia. (Fot. Celestyna Król) „Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką”, mówi Kasia. (Fot. Celestyna Król)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Oznaki, że czas się rozstać. Kiedy związek nie ma sensu? – rozmowa z psychoterapeutką Katarzyną Miller

Kłótnie, oziębłość, brak empatii... Kiedy związek nie ma sensu? Jak odejśc od męża bez poczucia winy? (fot. iStock)
Kłótnie, oziębłość, brak empatii... Kiedy związek nie ma sensu? Jak odejśc od męża bez poczucia winy? (fot. iStock)
Zdrada? Nuda? Wieczne kłótnie? - Czy to oznaki, że czas się rozstać? Może masz dosyć tej emocjonalnej huśtawki. Albo – wprost przeciwnie – tej ciszy i chłodu. Tylko skąd wiedzieć, czy decyzja o rozstaniu nie będzie przedwczesna? Czy nie okaże się tylko próbą ukarania drugiej osoby? Wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Dlaczego ludzie się rozstają? Kiedy związek nie ma sensu?
Pamiętam, dlaczego rozstałam się z moim pierwszym i jedynym mężem, bo potem już nie chciałam wychodzić za mąż. Był taki czas, po kilkunastu latach związku, kiedy wracałam do domu, stawałam na dole pod wysokim blokiem i patrzyłam w górę, na światło, które się paliło w pokoju mojego męża, i czułam, że nie chcę tam wejść. Nie chcę wejść do klatki, a potem do windy, by wjechać nią na nasze piętro i wejść do mieszkania, bo on w nim był. Nie chodziło o to, że go nie znoszę czy że on mi coś zrobił ani o to, że będziemy się kłócić, tylko że ja nie mam po co tam wchodzić, bo będzie jak zawsze. Ogarniała mnie niemoc wręcz fizyczna. Czułam, że tego się nie da już dłużej ciągnąć. To oczywiście jeśli chodzi o mnie. Ludzie rozstają się z wielu różnych powodów. Na przykład jedno drugie oszukiwało lub zdradziło – dla niektórych to rzecz nie do przejścia. Albo już się tak nawzajem naobrażali, że nie mają do siebie szacunku…

Często w gniewie mówimy sobie słowa, których nie można już cofnąć.
Tu nawet nie chodzi o ostre, krzywdzące słowa, tylko o przewagę komunikatów odrzucających, typu „Już nie mogę na ciebie patrzeć”, „Kiedy się wreszcie ode mnie odczepisz?”, „Jesteś moją największą pomyłką”. O taką ilość niedobrych słów, które pokazują, że w sercu lub w duszy zachodzi bardzo destrukcyjny proces wobec uczucia, które nas kiedyś łączyło. Weźmy też poprawkę na to, że dość często ludzie wiążą się ze sobą z przymusu, np. z powodu zbyt szybkiej i nieplanowanej ciąży albo dlatego, że ktoś długo był sam i wreszcie trafił się ktoś nim zainteresowany – i mówię tu zarówno o mężczyznach, jak i kobietach. Wtedy ten związek nie jest serdeczny już od początku. Poza tym jest duża różnica pomiędzy odrzucaniem drugiej osoby a kłóceniem się, i to nawet z użyciem ostrych słów. Kłótnie świadczą o tym, że ciągle mi zależy. Chcę drugą osobę zranić lub jej oddać, bo mnie boli. Jest przecież mnóstwo małżeństw, które kłócą się bez przerwy, w myśl zasady „nie mogę żyć z tobą, nie mogę żyć bez ciebie”. Ludzi może łączyć ze sobą także bardzo silna negatywna więź. Natomiast żeby się rozstali, uczucia, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, muszą wygasnąć – przynajmniej u jednego z partnerów.

Mówisz o procesie, który może trwać parę miesięcy lub lat, ale ludzie rozstają się też pod wpływem czegoś, co wydarzyło się dzień przed.
Bardzo dużo ludzi działa reaktywnie. Po jakimś dotkliwym zranieniu przez partnera lub partnerkę muszą się zemścić. I tą zemstą jest rozstanie. Czyli chcę, by cię jak najbardziej zabolało, ale to wcale nie oznacza, że później nie będę tęsknić, żałować czy że przestanę o tobie myśleć.

Rozstają się w afekcie.
Dokładnie tak. Nie zabiłam cię w afekcie, ale się z tobą rozstałam, bo wiedziałam, że bardziej zaboli. Ale wtedy to nie jest tak naprawdę rozstanie. Tylko kara, demonstracja tego, że tym razem partner przegiął. Dla kontrastu istnieje też mnóstwo związków na zasadzie „moje 375. ostrzeżenie, że się z tobą rozstanę”. Myślę, że ludzie bardzo często i z dużą wprawą grają groźbą rozstania. Zarówno przed partnerem, jak i przed sobą. Mówią na przykład: „Nie podoba ci się, to idź sobie do innej”.

Ja znam przykład, kiedy ona ciągle mówi: „Ja już tego dłużej nie zniosę i wyprowadzę się”. Ale się nie wyprowadza…
To jest spust, który można nacisnąć, ale ponieważ można, to lepiej tego nie robić, bo będzie po ptokach. Jednak sam fakt, że mogę, sprawia, że czuję się bardziej niezależna i wolna lub czuję, że mogę cię czymś przestraszyć, ukarać. Nawet jeśli ona mówi to po raz 55., to on za każdym razem czuje takie małe kujnięcie.

Czy dla par, które trzymają ze sobą tylko negatywne więzi, nie lepiej by było, by się jednak rozstały? Kiedy związek nie ma sensu?
Nikt nie może powiedzieć, co by było dla nich lepsze. Skąd ja mam to wiedzieć? Nie ma jednego dobrego przepisu na związek. Mam kolejną pacjentkę, która jest uzależniona od męża. On ma pewne zalety, inaczej by się prawdopodobnie z nim nie związała, ale dużo pije i bardzo jej dokucza. Ona zresztą jemu także. Moim zdaniem to jest takie właśnie małżeństwo, które jeszcze długo będzie naparzać się ze sobą – słownie i mentalnie. Ona bardzo dobrze wie, że nie może się z nim rozstać, bo kiedy zostaje sama, to wtedy szaleje. Jak odejść od takiego męża? Mówię jej więc: „Masz wygodę w tym sensie, że kiedy z nim jesteś, to jesteś wściekła na niego. Jeśli się z nim rozstaniesz, będziesz wściekła na siebie”. Ta kobieta, która grozi, ale jednak się nie wyprowadza, też boi się zostać sama i na ten moment wybiera to, co jest dla niej nie tyle nawet lepsze, co łatwiejsze – bo to zna. Gdyby ludzie się nie bali nowego, sądzę, że rozstawaliby się znacznie szybciej i znacznie częściej. Od wielu lat prowadzę swoiste badania terenowe podczas spotkań w grupach kobiet. Wszędzie się pytam, ile z uczestniczek ma szczęśliwą matkę, i wszędzie jest tak samo – podnosi się pięć, sześć rąk. Nawet jak jest 500 osób na sali.

O czym to świadczy?
Że bardzo dużo, jeśli nie większość, małżeństw tkwi w związkach, w których obie strony są niezadowolone. Pytam o matki, bo pracuję z kobietami, ważne jest więc dla mnie, czy mają od kogo czerpać wzór szczęśliwego związku. Niektóre z dziewczyn mówią: „Moja mama uczy się być szczęśliwa, bo ja weszłam na drogę rozwoju i pokazałam jej, że pewne rzeczy można zmienić, i teraz mamy o wiele lepszy kontakt”. To jest bardzo piękne, ale też rzadkie – mówią tak 3 osoby na 300. Smutne jest to, że wzorce związków dwóch praktycznie obcych sobie osób, ale mieszkających razem, przekazują dzieciom nie najlepszy obraz świata. Uczą je żyć z kimś bez satysfakcji i przyjemności, ale w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, że robią to, co trzeba robić: mają dom, samochód, wakacje, kupują sobie co chwila jakieś rzeczy. Wtedy dość dużo potrzeba, by się rozstać, prawda? A jednocześnie dziś jest to o wiele prostsze. Obecnie obserwujemy dużą falę rozwodów. Robią to głównie młodzi ludzie, którzy, mając wzór rodziców tkwiących w nieudanym związku, mówią: „My tacy nie będziemy, my będziemy żyli inaczej”. Tylko nie wiedzą, jak to „inaczej” ma wyglądać. Na pewno chcą się wiązać ze sobą z powodu miłości, którą bardzo często mylą z pożądaniem. Mają wizję miłości romantycznej, czyli takiej z fajerwerkami, kolacjami i różami, a nie prawdziwej, polegającej na akceptacji – siebie i drugiej osoby – bez odświętnego opakowania. Dlatego gdy kończy się romantyczny okres wzajemnego zachwytu – doznają poczucia porażki.

To dla nich oznaki, że czas się rozstać.

Najczęściej o rozwód występują kobiety. Dlaczego?
Bo na przykład dociera do nich, że trzeba chronić nie tylko siebie, ale i dzieci. Mam na myśli takie sytuacje, w których orientują się, że nie mogą w ogóle liczyć na faceta, nie mówiąc już o typach przemocowych. Co prawda dziewczyny, które wiążą się z takimi mężczyznami, są typem ofiary i bardzo długo w takim związku wytrzymują, ale w zależności od głębokości „uszkodzenia” dziewczyny jest w niektórych z nich granica „tego już nie zniosę”. I bardzo często tym czymś jest zdrada. Co mnie akurat zawsze najbardziej zastanawia: czemu godzą się na bicie, poniżanie, oszukiwanie, a nie mogą znieść rywalki? Jakby dostawały największego kopa w podbrzusze właśnie, jakby tym obraził ich najbardziej jak mógł. Czują się tak dlatego, że nie doznały kobiecej solidarności w relacjach z matką. Gdyby więzi między rodzicami i dziećmi były bardziej kultywowane i budowane, mielibyśmy nie tylko mniej rozwodów, ale też inną atmosferę. Wystarczy spojrzeć na polskie filmy. Mój Edek ostatnio przechodził koło telewizora i rzucił: „O, kłócą się. Polski film”. Oczywiście miał rację. Niestety, ogromną rolę w małżeństwie gra to, że druga osoba nam jest potrzebna do tego, by ktoś był winien, że nam jest źle w życiu. I dopóki jest potrzebna, dopóty można to znieść. Ale wierzę, że tak jak ja w opisanej przeze mnie na początku scenie, każdy wewnątrz siebie wie, kiedy wyładował mu się już akumulator.

Niedawno rozmawiałam z koleżanką, która właśnie takie coś poczuła. Mąż powiedział jej, że nie wie, czy ich małżeństwo ma sens, że musi to przemyśleć. Spytała, kiedy będzie wiedział, czy chce z nią być. Powiedział, że da jej znać za tydzień. Następnego dnia obudziła się i spytała samą siebie: „A właściwie, czemu to on ma decydować?”. Zdała sobie sprawę, że od dłuższego czasu nie może na niego liczyć, że to ona wszystko daje w tym związku. Przez cały dzień ciało jej wypacało coś jakby toksynę, ale wieczorem już wiedziała: to ona nie chce z nim być. I wtedy poczuła ulgę, jakby ktoś jej zdjął wielki wór z ramion.
Brawo dla tej pani! Odnalazła siebie. Zrozumiała, że swoją przyszłość uzależniała od męża, a to przecież tylko ona decyduje o swoim życiu. Ruszyła jej energia, siła. Zyskała świadomość, wgląd i poczucie, że ona istnieje nie tylko poprzez niego. Bo trzeba wam wiedzieć, że jest pewien szczególny typ rozstań – z wiecznymi chłopcami. Dopóki jest miło i fajnie, to im się chce. A jak robi się za dużo obowiązków, trzeba za coś odpowiadać – to oni wtedy się duszą. Muszą odpocząć, zastanowić się – tak mówią. A tak naprawdę zostawiają kobietę samą, z domem czy nawet długami na głowie. A ich po prostu małżeństwo przestało bawić. Dorosłym ludziom odpowiedzialność sprawia satysfakcję, daje poczucie sprawczości, bezpieczeństwa. Niedojrzali unikają odpowiedzialności.

Jak odejść od męża? Czy fakt, że on się zmienił, że nie jest taki jak kiedyś, może być dobrym argumentem do rozstania?
Ja się właśnie z tego powodu rozstałam. Bo on stał się zupełnie inny niż był na początku. Nic mu się nie chciało, ani wychodzić, ani zapraszać ludzi do nas. Do tego miał przy mnie wygodnie jak w domu u mamusi. Tylko ja nie chciałam w wieku 40 lat kłaść się do grobu. Bez złości, ze smutkiem i poczuciem winy, że jednak go krzywdzę, bo porzucam, uznałam, że tak dłużej już nie mogę. Oczywiście bywa i tak, że kobiety wiążą się z kimś, chcąc go zmienić, a po kilku latach okazuje się, że to im się nie uda. Dlatego fakt, że on się nie zmienił, też może być argumentem do rozstania. Damom z tendencją do przerabiania panów przypominam, że oni już są wychowani. Tak jak są.

Czyli nie zawsze powód musi być tak jaskrawo oczywisty, że on ciebie krzywdzi, umniejsza, molestuje?
Albo ty go krzywdzisz czy molestujesz… Myślę, że bardzo częstym powodem rozstań jest niedobranie, zwłaszcza jeśli produkuje taki rodzaj chłodu i obojętności, które są zabójcze. Ludzie zaczynają się omijać z niechęcią, pogardą i jednostronną krytyką. I w gruncie rzeczy plują sobie wtedy w lustro, no bo ciągle tu jestem, prawda? Po co? Po to, by ktoś był winien?

Po czym poznać, że to już koniec? Kiedy związek nie ma sensu? Jakie uczucie o tym świadczy?
Na pewno pogarda. Lekceważenie, politowanie, oceny – bardzo negatywne i bardzo z góry – kiedy przestajesz już w ogóle dostrzegać zalety tej drugiej strony. Kiedy już nie rozmawiacie ze sobą jak partnerzy, tylko plujecie na siebie, albo w ogóle nie rozmawiacie, bo po co, skoro wiecie już dobrze, co drugie powie. No i kiedy wyrządzacie sobie różne przykrości. Na przykład jedna pani non stop cięła panu koszule. Poza tym ważną oznaką jest brak nadziei i brak złudzeń. Bo widzisz, nasze związki bardzo często karmią się iluzją. Ona jest największa w chwili, gdy się poznajemy. W wielu przypadkach jeszcze długo trwa, a potem znika i okazuje się, że nie jest nam już po drodze ze sobą. Często przypomina mi się rozmowa z Adamem Hanuszkiewiczem. Powiedział mi: „Miałem 20 lat, gdy się zakochałem w mojej pierwszej żonie. I każdą następną kochałem miłością wielką i prawdziwą, z każdą z nich chciałem być do końca życia. Tylko że każdą z nich kochałem na innym etapie tego życia. I potem przychodził nowy etap i coś się nam rozłaziło. Nie rzucałem ich dla innej kobiety, tylko coś się między nami kończyło. Ktoś inny był na tym nowym etapie potrzebny”.

A co może tylko pozornie wskazywać, że to już koniec związku, a tak naprawdę jest jeszcze do uratowania?
Zdrada. Wbrew pozorom może być bardzo ożywcza dla związku. Kłótnie też mogą być mylnym znakiem. Gadanie po ludziach dookoła może być mylne – narzekasz bez przerwy koleżance na męża, ona nie wytrzymuje: „To się z nim rozstań”, „Ale przecież ja go kocham” – mówisz oburzona, bo chciałaś się tylko wygadać. Kryzys jest też mylnym znakiem – choroba, utrata pracy czy kogoś bliskiego potrafi zupełnie odmienić naszego partnera, ale zamiast się z nim rozstawać, lepiej go wtedy wesprzeć, być też „na złe”. Jeśli są silne emocje, to zwykle znaczy, że coś nas jeszcze łączy. Najgorsza jest pustynia emocjonalna. Z drugiej strony zbyt mocne emocje mogą doprowadzić do zawału. Ale jeśli ciało ci mówi, że już dłużej nie wytrzyma, to go słuchaj. Ciała zawsze trzeba słuchać. Jeśli jesteście w kuchni i każde sobie coś robi, ale przechodząc obok siebie, nawet się nie dotykacie, jeśli nie bierzesz od niego noża, tylko czekasz, aż on go odłoży, jeśli oba ciała się unikają i obchodzą się szerokim łukiem – to jest bardzo ważny komunikat.

Czterej Jeźdźcy Apokalipsy - oznaki, że czas się rozstać

John M. Gottman, badacz psychologii par, ustalił, że są cztery zachowania, które niczym Czterej Jeźdźcy Apokalipsy – tworzą silną prognozę dla rozpadu związku:

  • krytykowanie, które zawiera uogólnione negatywne opinie;
  • unikanie otwartej komunikacji;
  • defensywność, zamykanie się w sobie;
  • pogarda wobec drugiego.

Kiedy i jak odejść od męża, jeśli związek nie ma sensu? Jak się rozstać, aby obie strony czuły się usatysfakcjonowane i wiedziały, że była to dobra decyzja? Czy kiedy zdecydujemy, że związek nie ma przyszłości, oznacza to definitywny koniec relacji? Na te problemy nie ma niestety jednego, uniwersalnego rozwiązania – wszystko zależy od sytuacji w danym związku, od rozmowy pomiędzy połówkami i od ich nastawienia wobec całej relacji. Tylko dogłębna i spokojna analiza twojej sytuacji pomoże ci znaleźć odpowiedzi na pytania, jak odejść od męża, kiedy się rozstać, kiedy związek nie ma sensu. Bez względu na to, czy wybierzesz koniec, czy nie, najważniejsze jest, abyś czuła, że jesteś w stanie pokierować swoim życiem i że jesteś w stanie odnaleźć szczęście.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Styl Życia

Kolory lata w dodatkach do domu

Fot. https://unsplash.com/
Fot. https://unsplash.com/
Mocne barwy i wyraziste wzory królują nie tylko w letniej modzie. Także wystrój wnętrz, zmienia się w lecie, przyciągając uwagę soczystymi kolorami i roślinnymi motywami, które wprowadzają beztroski charakter wakacji.

Kolorowe dodatki do domu – co jest modne tego lata?

Poszewki na poduszki w kolorze koralowym, czy intensywnej żółci, to coś, co na pewno ożywi nasze wnętrze latem i sprawi, że już od progu będziemy w dobrym humorze. A jeśli do tego na poszewce pojawi się kolorowa papuga – wakacyjny nastrój murowany.

Myślisz, że nic nie jest w stanie ożywić twojego szarego salonu? Nie wypróbowałeś żółtych poduszek z Pepco z motywem kwiatów, które zestawione ze stolikiem kawowym w tym samym kolorze mogą zupełnie odmienić twoje wnętrze i wnieść do niego prawdziwy powiew lata. Nie masz ochoty kupować nowego stolika? Nie szkodzi. Zawsze możesz położyć na stół żółtą matę, która go rozjaśni. Do tego dokup pokrowce na krzesła i zobacz, jak twój salon rozkwita, a wraz z nim wzrasta poziom twojego dobrego humoru. Kolor żółty podniesie nie tylko twój nastrój, ale i poziom dobrej energii. Jest on bowiem tą barwą, która ożywia i aktywizuje do działania. Jeśli czujesz, że po pracy najchętniej leżałbyś tylko na kanapie, postaw na słoneczny kolor w dodatkach (w nadmiarze, np. położony na wszystkich ścianach – mógłby cię przytłoczyć). Jasna, ale niezbyt intensywna żółć pozytywnie będzie działać na twój system nerwowy, wzmocni go a ciebie pobudzi do działania.

Z czym jeszcze kojarzy się nam lato? Z morzem, a więc kolorem niebieskim. W mieszkaniu doskonale komponuje się on z białą barwą. Gdy zaaranżujemy nasze wnętrze w biało-niebieskich kolorach możemy uzyskać albo marynistyczny efekt lub też nawiązać do greckich wysepek, chociażby Santorini, której białe domki na tle niebieskiego Morza Egejskiego znane są z pocztówek i zdjęć w folderach na całym świecie. Kochasz Grecję? Spróbuj więc za pomocą sprytnych trików przenieść ją do domu. Śródziemnomorskie klimaty to powiewne jasne tkaniny, moskitiery, połączone z prostymi, wyrazistymi w kolorze meblami barwy białej lub niebieskiej. Do tego idealnie pasuje niebieski dywanik pod kanapą lub lekka, półprzezroczysta zastawa w kolorze błękitu. Jeśli planujesz letnie przyjęcie, tego typu zestaw naczyń, z barwionego szkła, przyda ci się nie tylko, jeśli urządzasz domówkę. Równie pięknie będzie prezentował się on na ogrodowym party, na jasnym stole, do którego przysunięte zostaną np. wiklinowe krzesła.

Fot. https://unsplash.com/Fot. https://unsplash.com/

Kiedy żar leje się z nieba, dobrze ukryć się w zacienionym salonie i uciąć sobie małą drzemkę. A jeśli drzemka ta odbywa się w prawdziwej dżungli – relaks zapewniony. Aby stworzyć sobie tego typu dżunglę, zwykle potrzeba dużej liczby roślin. Nie każdy ma jednak czas i umiejętności, by przez cały rok doglądać zieleni w doniczkach. Rozwiązaniem są tu sztuczne roślinki, które do złudzenia przypominają prawdziwe, a przy tym nie wymagają podlewania. Poza tym tropikalną roślinność można stworzyć sobie jeszcze w inny sposób – za pomocą dodatków w postaci tekstyliów z nadrukowanymi liśćmi palm oraz egzotycznymi ptakami. Motywy roślinne wciąż nie wychodzą z mody, dlatego w sklepach nie brakuje poduszek z tropikalną roślinnością ani też ozdobnych pudełek, na których widnieją papugi. Nie brak też dekoracyjnych figurek w kształcie egzotycznych zwierząt typu nosorożec, czy też innych ozdób nawiązujących do atmosfery gorącej Afryki.

>> W najnowszej kolekcji Pepco żar tropików bez problemu znajdziesz wszystkie niezbędne dodatki do domu.

Akcesoria do domu i na balkon – czyli jak urządzić letnią imprezę w najlepszym stylu

Fot. https://unsplash.com/Fot. https://unsplash.com/

Marzy ci się mini-party na balkonie, ale nie wiesz, jak zaaranżować przestrzeń, żeby wszyscy czuli się komfortowo, a beztroski nastrój udzielił się już od wejścia? Wypróbuj sprawdzone patenty na wprowadzenie dużej liczby poduch, na których przyjemnie będzie się oprzeć w wiklinowym fotelu lub na składanym krześle. Do tego zapewnij gościom prawdziwą ucztę dla oczu w postaci kolorowych akcesoriów, które będą tak soczyste w barwie jak owoce królujące na stołach letnią porą. W tym celu wybierz obrus z ceraty z motywem tropików lub jednolity obrus, który obciążysz, dla lepszego efektu i zabezpieczenia przed sfrunięciem – kolorowymi obciążnikami w postaci różowych flamingów czy też żółtych cytryn. Do tego dobierz kolorowe naczynia – różnobarwne szklanki do soku oraz duży, szklany słój na wodę (lub inny napój) z motywem tropikalnej dżungli (dostępny w najnowszej kolekcji Pepco).

Nie zapominaj o detalach takich jak barwne otwieracze do butelek, czy mieszadełka do drinków w najróżniejszych odcieniach. Co jeszcze nada twojej imprezie bardziej wakacyjnego tonu? Oczywiście lody w cukierkowych opakowaniach albo w formie kolorowej tuby lub też przezroczystych pojemniczków z patyczkami w kształcie różowego flaminga lub niebieskiego misia (wszystko dostępne w najnowszej kolekcji Pepco). Metalowy koszyk na owoce też powinien działać na wyobraźnię. Dlatego nie kupuj go w jakimś mdłym kolorze, lecz pójdź w róż lub inny odcień, który podkreśli zabawowy charakter całego przyjęcia.

>> Najciekawsze propozycje znajdziesz na stronie Pepco

Dekoracja do domu na lato? Kwiaty w wazonie

Nic tak nie ozdobi wnętrza twojego mieszkania w lecie jak kwiaty. Świeżo ścięte, ustawione w wazonie są najlepszą dekoracją domu. Dzięki nim wprowadzisz do domu powiew świeżości i zadbasz o przyjemną atmosferę. Kiedy ty i domownicy potrzebować będziecie energii i zapragniecie odrobiny słońca w mieszkaniu, wstaw do wazonu żółte mieczyki, a kiedy najdzie cię na odrobinę romantyzmu, wybierz czerwone róże. Jeśli ścinasz kwiaty z własnego ogródka, pamiętaj, że najlepiej robić to wczesnym rankiem. Przed włożeniem należy jednak łodygi przyciąć pod kątem i najlepiej pod strumieniem bieżącej wody. Dlaczego? Bo to zapobiegnie przedostawaniu się do rośliny pęcherzyków powietrza i opóźni proces więdnięcia. Jaka woda będzie najkorzystniejsza do wazonu? Letnia, czyli w temperaturze 30 stopni. Jeśli chcesz przedłużyć żywotność kwiatów, wstaw do wazonu specjalne substancje pokarmowe oraz substancje dezynfekujące, które nabędziesz w kwiaciarni.

Fot. https://unsplash.com/Fot. https://unsplash.com/

A co zrobić kiedy nie masz talentu do hodowania kwiatów, a bardzo chcesz ozdobić nimi pokój? Możesz zdecydować się na sztuczne kwiaty, które do złudzenia będą przypominać te prawdziwe. W Pepco możesz już zakupić kwiat kwitnącej magnolii lub gałązkę chryzantemy, która przepięknie będzie wyglądać w szklanym wazonie. Można tam nabyć również bukiet wiosennych kwiatów z dekoracyjnymi dodatkami lub tulipanów w najróżniejszych kolorach. Kiedy umieścisz te kwietne kompozycje na stole, sprawisz, że całe wnętrze się ożywi i będzie ci przypominać, że trwa najpiękniejsza pora roku – czyli lato – i warto z jej uroków korzystać.

  1. Styl Życia

W sercu miasta

(Fot. Celestyna Król)
(Fot. Celestyna Król)
Choć to ścisłe centrum, wokół jest dużo zieleni, a samo mieszkanie jasne, pełne słońca. Agnieszka i Marek znaleźli tu swoje miejsce. Ale, jak mówią, kochają zmiany. Nie wykluczają więc kiedyś przeprowadzki… na Azory.

Zależało nam na tym, żeby przestrzeń dzienna była jak największa. Tu spędzamy większość czasu. Zwłaszcza teraz, kiedy praca przeniosła się z biur do domu – mówią Agnieszka i Marek.

Szukali tego mieszkania długo. Bo, jak mówią, poprzeczkę mają zawieszoną wysoko. Musiało być w konkretnym miejscu. Ścisłe centrum Warszawy, dokładnie kwadrat ulic Hoża, Poznańska, Wilcza. W końcu znaleźli. W kamienicy z 1934 roku. Agnieszka i Marek są pasjonatami starych kamienic. W okolicy pojawiają się luksusowe plomby z apartamentami, podziemnym garażem, wielkim holem i konsjerżem, oni wolą jednak inny klimat. Mieszkają tu już cztery lata.

Agnieszka i Marek przy wielofunkcyjnym stole w salonie.(Fot. Celestyna Król)Agnieszka i Marek przy wielofunkcyjnym stole w salonie.(Fot. Celestyna Król)

– Miejsce jest idealne. Bo z jednej strony – tłumaczy Marek – samo centrum, restauracje, kluby, życie miejskie, co sobie wysoko cenimy, a jednocześnie cisza, nie ma sąsiadów zaglądających nam w okna, co cenimy sobie jeszcze bardziej.
Sąsiedzi nie zaglądają, za to zagląda słońce. Mieszkanie jest jasne, wręcz świetliste. To trzecie piętro, ekspozycja południowa. Widać wschód słońca z jednej strony, a jak się dobrze wychylić, to i zachód z drugiej. I wspaniała perspektywa, zieleń.

Fotel „z odzysku” z nową tapicerką w ulubionym kolorze Agnieszki plus stolik do gier z ukrytą tajemniczą skrytką.(Fot. Celestyna Król)Fotel „z odzysku” z nową tapicerką w ulubionym kolorze Agnieszki plus stolik do gier z ukrytą tajemniczą skrytką.(Fot. Celestyna Król)


Marek: – Wychodzę z założenia, że wewnątrz mieszkania można zmienić właściwie wszystko, łącznie z układem pomieszczeń, ale nic nie zrobimy z tym, co za oknem. A my za oknem mamy przestrzeń. W takim miejscu to unikatowe.
Mieszkania to teren Markowi dobrze znany, tym zajmuje się zawodowo. – Nie jest to praca zgodna z moim wykształceniem, to efekt przypadku, pasji i zakrętu życiowego. Zacząłem robić to, co lubię, innym się spodobało, i tak to już trwa od dziesięciu lat. Czyli kupuję w śródmieściu Warszawy mieszkania do remontu, remontuję i sprzedaję. Pierwsze kupiłem dla siebie – żeby zacząć nowe życie. Sam je odnawiałem, remontowałem, urządzałem. Kiedy skończyłem, przyszedł do mnie przyjaciel ze swoją znajomą. I jej się to mieszkanie tak spodobało, że namówiła mnie, żebym jej je sprzedał. Musiałem więc szukać nowego dla siebie, tak się to zaczęło. Zawsze mam uczuciowy związek z każdym mieszkaniem, którym się zajmuję. Nie chodzi mi o to, żeby jak najszybciej zarobić jak najwięcej.

Otwarta przestrzeń od samego wejścia do mieszkania, lampa z targu na Kole, z odnowionym abażurem. Wszechobecne książki i albumy są nieodłączną częścią życia mieszkańców.(Fot. Celestyna Król)Otwarta przestrzeń od samego wejścia do mieszkania, lampa z targu na Kole, z odnowionym abażurem. Wszechobecne książki i albumy są nieodłączną częścią życia mieszkańców.(Fot. Celestyna Król)

W swoim mieszkaniu Agnieszka i Marek dużo nie zmieniali. Nie było to konieczne. – Zachowaliśmy to wszystko, co się dało zachować – opowiada Marek. – Pewnie dziewięć osób na dziesięć zerwałoby starą skrzypiącą podłogę i położyło nowy parkiet, ale dla nas ta podłoga to walor. Choć był dylemat – przekładać czy ma skrzypieć? Ja byłem orędownikiem skrzypiącej. Teraz, kiedy skrzypi, Agnieszka się budzi, ale coś za coś.

– Za to można śmiało chodzić po deskach w szpilkach i nie przejmować się, jeśli się wyleje wino – dodaje Agnieszka. – Tylko na bosaka się nie da, bo drzazgi wchodzą w stopy.
Zostawili też stare okna i kaflowe piece, które robią olbrzymie wrażenie. Tak naprawdę cały zakres remontu to była łazienka i kuchnia.
Pomieszczenia są trzy. Duży salon z rozkładanymi drzwiami do sypialni i jeszcze jedna dodatkowa sypialnia. Agnieszka: – Zawsze zależy nam na tym, żeby przestrzeń dzienna była jak największa. Do sypialni można wejść z dwóch stron – z salonu i z holu.

Sypialnia – tu też, jak w całym mieszkaniu, miks starego z nowym. Stare meble Agnieszka i Marek często zdobywają na targach, targowiskach, aukcjach, niektóre pochodzą z remontowanych przez Marka mieszkań. Zdjęcie nad łóżkiem to praca własna, żartobliwie nazywana „Niebo za euro” – z jednej z licznych podróży Agnieszki i Marka.(Fot. Celestyna Król)Sypialnia – tu też, jak w całym mieszkaniu, miks starego z nowym. Stare meble Agnieszka i Marek często zdobywają na targach, targowiskach, aukcjach, niektóre pochodzą z remontowanych przez Marka mieszkań. Zdjęcie nad łóżkiem to praca własna, żartobliwie nazywana „Niebo za euro” – z jednej z licznych podróży Agnieszki i Marka.(Fot. Celestyna Król)

Zasada, którą się kierują przy urządzaniu, to: „mieszamy stare z nowoczesnym”. – Lubimy rzeczy, które gdzieś u kogoś stały, mają za sobą jakąś historię – opowiada Marek. – A ponieważ często kupujemy mieszkania urządzone, zdarza się, że coś z mebli nam zostaje. W garażu mojego ojca zamiast samochodu stoją tacy „ocaleńcy” i czekają na swój moment. Oczywiście wiadomo, że współczesne meble też są i ładne, i często bardziej funkcjonalne, więc mieszamy.

Stare meble często kupują na starociach – nawet jak rzecz jest zaniedbana, wystarczy sobie wyobrazić, jak może wyglądać po renowacji. Zresztą hasło „stare” nie oznacza tylko międzywojnia czy secesji. To także późnogomułkowska szafka z Czechosłowacji pod sprzęt RTV w salonie. – Podobają się nam różne rzeczy z różnych epok – mówią zgodnie.

Kolejny fotel „z odzysku”, w tle jedna z ulubionych prac właścicieli pod znamiennym tytułem „Rekultywacja” Janusza Orzechowskiego. Głównym bohaterem wnętrza jest jednak zabytkowy kaflowy piec.(Fot. Celestyna Król)Kolejny fotel „z odzysku”, w tle jedna z ulubionych prac właścicieli pod znamiennym tytułem „Rekultywacja” Janusza Orzechowskiego. Głównym bohaterem wnętrza jest jednak zabytkowy kaflowy piec.(Fot. Celestyna Król)

Wspólna pasja to sztuka. Zwłaszcza młoda sztuka. – Kupujemy na aukcjach, ale też w kameralnych galeriach, dużo jest takich miejsc na mapie Warszawy – mówi Agnieszka. – Lubimy adrenalinę. Ale jeśli się nie uda zdobyć wymarzonej rzeczy na aukcji, dzięki galeriom kontaktujemy się z artystami i kupujemy bezpośrednio od nich. Lubiliśmy bardzo Targowiska Sztuki, które odbywały się w Arkadach Kubickiego. Tam wystawiali się studenci ASP. Tęsknimy za tymi imprezami, oby szybko wróciły!

Kuchnia – serce mieszkania. To jedyne pomieszczenie, którego okna wychodzą na dziedziniec, gdzie pory roku wyznacza ogromny stary kasztanowiec w centrum podwórka.(Fot. Celestyna Król)Kuchnia – serce mieszkania. To jedyne pomieszczenie, którego okna wychodzą na dziedziniec, gdzie pory roku wyznacza ogromny stary kasztanowiec w centrum podwórka.(Fot. Celestyna Król)

Teraz, w czasie pandemii, mieszkanie to także miejsce pracy. – Na szczęście mamy w salonie wielofunkcyjny stół. To nasz wspólny gabinet – śmieją się. – Myśleliśmy, żeby jedno z nas przeniosło się z robotą do drugiej sypialni, ale jednak lepiej nam tu, razem. Cieplej i milej.
Mieszkanie jest wspaniałe, ale czy to oznacza, że jest „na zawsze”? – Lubimy zmiany. Gdzieś w marzeniach była kiedyś przeprowadzka na Azory – mała kamienica z kilkoma pokojami na wynajem, dla turystów. Pandemia takie pomysły zatrzymała, ale kto wie, co będzie. Jeśli coś ciekawego pojawi się na horyzoncie, będziemy myśleć – zapewniają. 

  1. Styl Życia

Sprawdzone sposoby na udekorowanie wnętrz

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Dekorowanie jest ostatnim szlifem wieńczącym prace aranżacyjne. To dzięki dodatkom i akcesoriom przestrzeń nabiera charakteru, wyrazu i indywidualności. Wnętrza bez dodatków są pozbawione klimatu, dlatego zobacz co zrobić, aby w nowo urządzonym lokum zapanowała wyjątkowa atmosfera.

Urządzanie wnętrz - co warto wiedzieć?

Na wizualizacjach wszystkie projekty prezentują się perfekcyjnie, jednak gdy przychodzi do ich realizacji, pojawia się często jeden problem - zbyt patetyczny i pozbawiony życia wygląd. Wybawieniem okazują się wtedy dodatki, z których pomocą można szybko odczarować niekorzystną aurę. Często słyszane hasło: „czegoś mi tu brakuje” można z powodzeniem wyrzucić ze swojego słownika, o ile zdecydujemy się na dobór odpowiednich akcesoriów. I wcale nie muszą to być zbędne bibeloty, które są jedynie pożywką dla gromadzącego się kurzu. W tej roli genialnie spisują się bowiem rozmaite tekstylia, które, choć pozornie nie odgrywają pierwszych skrzypiec, to wspaniale ożywiają przestrzeń. Oprócz dywanów, czy miękkich koców, na uwadze warto mieć zasłony okienne. Nie dość, że dodają przestrzeni przytulności, to są przy okazji funkcjonalne - ograniczają dostęp słońca i chronią przed wzrokiem z zewnątrz.

Co zrobić, aby wnętrze nabrało charakteru?

Jeśli chcesz, aby w Twoim domu pojawił się niepodrabialny klimat, nie nastawiaj się na odwzorowywanie. Wybierając dodatki i akcesoria stawiaj wyłącznie na to, co jest w pełni zgodne z Tobą i Twoimi upodobaniami. Jeśli nie chcesz malować ścian na kolorowe odcienie, wykorzystaj zasłony okienne. Nie tylko staną się oryginalnym akcentem pomieszczenia, ale także pomogą określić panujący we wnętrzu styl. Razem z kwiecistymi poduchami w pastelowych kolorach sprawią, że sypialnia nabierze iście romantycznego ducha. Ciemne kotary to must have w salonie typu loft, ale też dobry pomysł w przypadku stylizacji zaczerpniętych z glamour lub stylu nowojorskiego. Z kolei zasłony okienne w zygzaki lub pionowe pasy otaczające minimalistyczną sofę pomogą natychmiast przywołać aranżację skandynawską, bez konieczności dekorowania ścian krzykliwymi tapetami. Aby poczuć się luksusowo, nie trzeba wcale importować połyskujących na złoto ramek. W zupełności wystarczą zwiewne firany, dzięki którym poczujesz nutę elegancji i dworski sznyt.

Charakter wnętrza tworzą przede wszystkim te rzeczy, które nie tylko dobrze się prezentują, ale przy okazji służą też innym celom. Jeśli w otaczających nas akcesoriach można więc dostrzec jakąś dodatkową funkcjonalność, znaczy to, że są warte uwagi.

  1. Styl Życia

Sprzedaż mieszkania w 2021 roku krok po kroku. O czym pamiętać?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Przeprowadzka, budowa domu, zakup większego mieszkania – powodów dla których postanawiamy sprzedać mieszkanie, którego jesteśmy właścicielem, jest dużo. Jeżeli do sprzedaży nieruchomości podchodzimy pierwszy raz, to możemy czuć się przytłoczeni ilością informacji na temat całego procesu. Eksperci mFinanse zebrali kilka najważniejszych wskazówek dla sprzedających mieszkanie.

Zdecyduj, co jest dla Ciebie ważne

Podobnie jak przy kupnie mieszkania, także przy sprzedaży musimy określić, co jest dla nas ważne. Oczywiście celem jest sprzedaż nieruchomości, ale możemy do tego celu dotrzeć na różne sposoby:

  • Zastanów się, czy zależy Ci na szybkiej sprzedaży.

Jeżeli wyjeżdżasz, lub potrzebujesz szybko środków ze sprzedaży, powinieneś szukać kupujących, którzy np. nie korzystają z kredytu hipotecznego przy zakupie. Otrzymanie środków z banku może bowiem trwać nieco dłużej niż otrzymanie ich od kupującego, który już ma zgromadzone środki i płaci gotówką.

  • Przemyśl, za ile chcesz sprzedać.

Oczywiście im atrakcyjniejsza cena, tym szybciej znajdzie się kupiec. Jeśli zależy Ci na szybkim sfinalizowaniu transakcji, atrakcyjna cena szybko przyciągnie wielu potencjalnych kupców. Jeśli jednak nie zależy Ci na czasie, a dodatkowo zwrócisz uwagę na odpowiednie przygotowanie mieszkania do sprzedaży, finalna kwota może być dla Ciebie bardziej korzystna.

Przygotuj dokumenty dotyczące mieszkania

Kupującemu mieszkanie zależy na tym, żeby stan prawny nieruchomości był uregulowany i nie budził żadnych wątpliwości. Dlatego przygotowując się do sprzedaży zbierz wszystkie dokumenty dotyczące mieszkania: akt własności, akt notarialny, księgę wieczystą nieruchomości oraz dokumentację techniczną np. rzut mieszkania. Przygotuj także informację o tym, kto jest zameldowany w mieszkaniu oraz zaświadczenia o niezaleganiu z czynszem.

Jak wskazują eksperci mFinanse, przy ustalaniu ceny mieszkania warto również je wycenić korzystając z usług rzeczoznawcy. Taki dokument pozwoli Ci na ustalenie ceny sprzedaży w oparciu o rzeczywistą wartość nieruchomości.

Stwórz ogłoszenie sprzedaży

Ogłoszenie sprzedaży możemy przygotować samodzielnie, jeśli nie chcemy korzystać z usług pośredników nieruchomości. Jak to zrobić, żeby ogłoszenie przyciągało uwagę potencjalnych kupców?

Zacznij od zrobienia zdjęć mieszkania. Fotografie każdego pomieszczenia pozwolą potencjalnym kupcom na określenie, czy mieszkanie faktycznie spełnia ich wymagania i oczekiwania. Rozkład pokoi, to jak urządzona jest kuchnia i łazienka, będą dla nich ważne przy podejmowaniu decyzji o kontakcie z Tobą. Zanim zaczniesz robić zdjęcia uporządkuj też przestrzeń – puste kuchenne blaty i poukładane rzeczy w salonie sprawią, że mieszkanie będzie na zdjęciach wyglądało atrakcyjniej. Warto dodać także zdjęcia np. samego bloku i klatki schodowej.

Przygotowując opis mieszkania zwróć uwagę na dodanie informacji o powierzchni każdego z pomieszczeń. Jeśli kuchnia jest otwarta na salon lub w łazience jest okno, to także dopisz taką informację w ogłoszeniu, bo to może być właśnie to, czego poszukuje przyszły nabywca.

Przygotuj się na formalności

Kiedy znajdziesz już kupca na swoje mieszkanie przygotuj się do finalizacji transakcji, przede wszystkim od strony formalnej. Co to znaczy? Eksperci mFinanse wskazują kilka ważnych punktów:

  • Umowa przedwstępna – zawierasz ją z przyszłym kupującym. To dokument, który potwierdza, że w określonym czasie zawrzecie umowę przyrzeczoną kupna-sprzedaży. Umowa przedwstępna jest zabezpieczeniem dla obu stron transakcji – w przypadku sprzedającego daje potwierdzenie, że kupujący nie zrezygnuje z dnia na dzień. Umowa zawiera również informację o kwocie zaliczki, która jest potwierdzeniem intencji kupującego.
  • Umowa przyrzeczona kupna-sprzedaży – finalna umowa w której przenosisz na kupującego prawo własności do nieruchomości. Umowę przyrzeczoną powinieneś zawrzeć w formie aktu notarialnego w obecności notariusza.
  • Formalności podatkowe – jeżeli już sprzedałeś mieszkanie, pamiętaj o dopełnieniu formalności związanych z podatkiem. Zgodnie z prawem zbywca nieruchomości ma obowiązek zapłaty podatku od jej sprzedaży. Wysokość podatku jest stała i wynosi 19% od dochodu. Co ważne, samodzielnie powinieneś ten podatek wyliczyć i zgłosić na odpowiednim druku PIT do urzędu skarbowego. Istnieje możliwość skorzystania z ulgi podatkowej np. jeśli środki pozyskane ze sprzedaży przeznaczysz na zakup innego mieszkania. Warto jednak pamiętać, że o takim fakcie także należy poinformować urząd.