Wrzesień ma w sobie coś z nowego początku. Zapełniamy kalendarze, wracamy do biur, planujemy treningi, kupujemy karnet na siłownię i obiecujemy sobie, że tym razem naprawdę znajdziemy czas na wszystko. Przez chwilę łatwo uwierzyć, że potrzebujemy kolejnego planu naprawczego. Ja po wakacjach postanowiłam zrobić coś odwrotnego. Zamiast pytać, co jeszcze mogę do swojego życia dodać, zaczęłam się zastanawiać, czego tak naprawdę potrzebuję. I właśnie dlatego przez ostatnie tygodnie towarzyszył mi HUAWEI WATCH GT 7.
Nigdy nie byłam zwolenniczką rewolucji rozpoczynających się w poniedziałek lub wraz z pierwszym dniem nowego roku, a tym bardziej tych wrześniowych, kiedy po wakacyjnym luzie próbujemy w ciągu kilku dni wrócić do idealnego rytmu snu, pracy, treningów i zdrowego odżywiania. Lubię ruch, ale doskonale wiem też, że ciało nie zawsze potrzebuje kolejnego ambitnego wyzwania. Czasem potrzebuje spaceru, dłuższego snu lub lekkiego rozciągania. A czasem po prostu dnia, w którym niczego nie musimy nadrabiać.
I właśnie ta perspektywa urzekła mnie najbardziej podczas pierwszych chwil z zegarkiem HUAWEI WATCH GT 7. Nie traktuję go bowiem jako kolejne narzędzie do odhaczania celów. Jest raczej moim codziennym towarzyszem, który pomaga zauważyć, jak naprawdę, pod kątem aktywności i potrzeb mojego organizmu, wygląda mój dzień. Monitorowanie aktywności, snu, stresu czy parametrów związanych z regeneracją daje szerszy obraz niż sama liczba kroków. Do tego funkcja oceny aktualnej formy może podpowiedzieć, kiedy warto zwiększyć intensywność treningu, a kiedy lepiej postawić na odpoczynek.
(Fot. materiały partnera)
Po wakacjach łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że trzeba natychmiast „wrócić do formy”. Tymczasem może lepiej wrócić po prostu do ruchu? Do roweru zamiast samochodu, wieczornego biegu, dłuższego spaceru po pracy czy weekendu spędzonego poza miastem. HUAWEI WATCH GT 7 ma ponad 110 trybów sportowych, więc można potraktować go zarówno jako wsparcie dla regularnego treningu, jak i zachętę do sprawdzania nowych aktywności. Szczególnie spodobały mi się rozwiązania związane z jazdą na rowerze oraz funkcje przygotowane z myślą o sportach zimowych (czy ktoś jeszcze, podobnie jak ja, już we wrześniu planuje wyjazd na narty?).
Jest jeszcze jedna rzecz, którą doceniłam dopiero w codziennym użytkowaniu: bateria. HUAWEI WATCH GT 7 ma jedną, zaskakująco luksusową cechę – pozwala na długo zapomnieć o ładowaniu. Wersja 46 mm działa do 21 dni na jednym ładowaniu, a model 41 mm do 14 dni. Można zatem wyjechać na weekend, zaplanować spontaniczny wyjazd czy po prostu przeżyć intensywny tydzień bez zastanawiania się, gdzie jest ładowarka.
Wrzesień dobitnie przypomina mi też, że mój dzień rzadko mieści się w jednej kategorii. Rano spotkanie w biurze, po południu rower, wieczorem kolacja ze znajomymi. W weekend spacer, wyjazd za miasto, może pierwszy chłodniejszy trekking. Dlatego coraz mniej przekonują mnie rzeczy stworzone wyłącznie do jednej okazji. HUAWEI WATCH GT 7 dobrze odnajduje się właśnie pomiędzy światami. Sportowy charakter nie oznacza tu konieczności rezygnowania z bardziej miejskiego stylu. Różne warianty kolorystyczne i paski pozwalają dopasować zegarek do siebie.
(Fot. materiały partnera)
Do tego dochodzą funkcje, które po prostu ułatwiają dzień. Zegarek współpracuje zarówno z iOS, jak i Androidem, a dzięki płatnościom Curve Pay można zostawić portfel w domu, idąc na trening czy szybkie zakupy. Lubię technologię najbardziej wtedy, kiedy nie wymaga ode mnie dodatkowej uwagi. Kiedy zamiast organizować mi życie, pomaga mi po prostu przejść przez nie trochę płynniej.
(Fot. materiały partnera)
Po kilku tygodniach z HUAWEI WATCH GT 7 myślę o wrześniu trochę inaczej. Nie jak o miesiącu, w którym trzeba zacząć wszystko od nowa, ale jak o dobrym momencie, żeby sprawdzić, co nam właściwie służy.
Może powrót do formy nie musi oznaczać ambitniejszego planu treningowego, wcześniejszego wstawania i kolejnej listy rzeczy do zrobienia. Może czasem chodzi o coś znacznie prostszego: lepiej słuchać swojego organizmu, znaleźć przestrzeń na ruch i nauczyć się rozpoznawać moment, w którym warto przyspieszyć – i ten, w którym dobrze jest zwolnić.