1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Jak poradzić sobie z utratą pracy?

Jak poradzić sobie z utratą pracy?

123rf.com
123rf.com
Dzięki rozwojowi nowoczesnych technologii i łatwemu dostępowi do informacji na całym świecie, wokół nas wszystko coraz szybciej się zmienia. Ten globalny trend dotyczy również zjawiska pracy i zatrudnienia. Dlatego z utratą pracy należy radzić sobie, jeszcze zanim się ją straci.

Praca ma coraz bardziej tymczasowy charakter, coraz częściej pracuje się projektowo, często całe firmy są po prostu pojedynczymi projektami. Rzadko się zdarza, aby jakaś firma przez długi czas robiła to samo – każda z nich musi dostrajać swoją ofertę do potrzeb rynku, szybko zmieniających się potrzeb klientów oraz ścigać się z rozwijającą się ofertą konkurencji. Tempo zmian i rozwoju wpływa na podejście pracodawców do zatrudnienia. Od etatu wolą oni  mniej ryzykowne i tańsze w danej sytuacji formy zatrudniania i wydaje się, że to zjawisko będzie się pogłębiać. Zatrudnianie na etat jest ryzykowne ze względu trudność zakończenia współpracy, zwłaszcza dla małych firm. Dla dużych mniej, ale wielość zmian, restrukturyzacji, dostosowywanie się do zmieniających się potrzeb i warunków rynkowych sprawia, że nawet w dużych korporacjach praca nie jest pewnikiem.

Do nieuchronnej utraty pracy - czy raczej konieczności zmiany - należy się przygotować. Przede wszystkim poprzez zrozumienie i zaakceptowanie faktu, że warunki pracy na świecie stają się coraz mniej stabilne czy tego chcemy, czy nie i że osobiście nie mamy na to wielkiego wpływu, po prostu tak jest. Wiedza i akceptacja pewnych zjawisk, zwłaszcza niekorzystnych dla nas, do jakich należy możliwość utraty pracy, pozwala nam się przygotować na ich negatywne skutki.

O czym zatem warto pamiętać ?

  1. Trzeba zgromadzić środki pozwalające przetrwać okres poszukiwania pracy, biorąc pod uwagę spodziewany w danej branży czas poszukiwania, a także okres uczenia się, bo nie od razu w nowej firmie osiągniemy pełną wydajność.
  2. Należy istnieć w środowisku zawodowym poza pracą, na przykład na profesjonalnych portalach społecznościowych, w różnych stowarzyszeniach czy towarzystwach skupiających osoby parające się tą samą lub pokrewną profesją. Takie kontakty i spotkania służą podtrzymywaniu kontaktów, dbałości o interesy danej grupy zawodowej, wzajemnej komunikacji, wymianie informacji.
  3. Warto dbać o swoją „wartość” na rynku pracy. Żaden zawód nie jest już gwarancją dożywotniego zatrudnienia, dlatego należy inwestować w swój rozwój zawodowy. Służą temu wszelkie szkolenia, kursy, studia w zakresie umiejętności twardych, jak i miękkich. Najlepiej jeśli dobierane są pod kątem rozwoju na rynku danych usług. Dokształcanie się sprawia, że czujemy iż możliwości wykonywania jakiegoś zawodu są w nas, nie czujemy się tak bardzo zależni od swojego obecnego „klienta”, w tym wypadku pracodawcy.
Pamiętajmy również o tym, że z firmą, w której pracujemy nie należy nadmiernie wiązać się  emocjonalnie. Możemy lubić szefa, swoich współpracowników, swój zawód. Jednak ani dobre kontakty z szefem, ani silne zaangażowania w działalność firmy na jakimś etapie jej działalności, nie gwarantują  „wdzięczności” z drugiej strony. Szef może się zmienić, a nowy może mieć inną wizję działalności. Jednym słowem,  niezależnie od tego jak ciężko będziesz pracował, nie oznacza, że ostatecznie zostaniesz z firmą przy najbliższej restrukturyzacji. Uzależnienie emocjonalne od konkretnego pracodawcy (czyli firmy) jest z zasady nierozsądne i w sytuacji zmian może skutkować silnym stresem lub depresją.

Na sprawę zwolnienia warto również spojrzeć od strony językowej. Już samo określenie „utrata pracy” niesie za sobą dramatyczną konotację związaną z jakimś ostatecznym końcem. Wyobrażamy sobie, że ktoś kto stracił pracę, pozostał bez dochodów, zarazem bez żadnych  oszczędności oraz kontaktów, staje w trudnej sytuacji życiowej, z której trudno mu się wydobyć. W rzeczywistości nie „tracimy pracy”, lecz rozwiązujemy umowę z konkretnym pracodawcą. Tracimy koszty poniesione podczas poszukiwania nowej pracy.

Jeśli już dostaniemy wypowiedzenie bez uprzedniego przygotowania się, należy zadbać o swój stan emocjonalny, dać sobie chwilę na przemyślenie i przeżycie tego faktu, porozmawiać z zaufanymi osobami, czyli zadbać o wsparcie psychiczne, a potem już bardziej racjonalnie podejść do sprawy i zrobić swoiste badanie rynku. Może praca, którą dotąd wykonywaliśmy już się nie sprzedaje? Może należy się przekwalifikować, nabyć nowe umiejętności zawodowe? Należy rozsiać wieści o tym, że szuka się pracy i odnowić w tym celu (a może nie tylko?) wszelkie kontakty towarzyskie, zawodowe. Wiemy już, że w dzisiejszych czasach nie jest to nic nadzwyczajnego, a już tym bardziej wstydliwego, że szukamy możliwości zarobku w przypadku, gdy skończyły się nam poprzednie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Stres związany ze zwolnieniem z pracy wykorzystaj w wartościowy sposób

Zwolnienie z pracy wiąże się zwykle z ogromnym stresem, który na dłuższą metę wyniszcza nasz organizm. (fot. iStock)
Zwolnienie z pracy wiąże się zwykle z ogromnym stresem, który na dłuższą metę wyniszcza nasz organizm. (fot. iStock)
Myśleć pozytywnie w sytuacji, gdy z powodu pandemii coraz więcej osób traci pracę? Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Jednak warto podjąć wysiłek, choćby ze względu na nasze zdrowie.

Stres wynikający ze zwolnienia z pracy należy do tak zwanego stresu przewlekłego. Taki stres działa przez długi czas, a konsekwencją jego działania mogą być choroby psychosomatyczne i zaburzenia psychiczne. Każda negatywna myśl, która w tym czasie przychodzi nam do głowy, przez organizm odbierana jest jako stres i wzbudza kaskadę hormonów stresowych (adrenalina, noradrenalina, kortyzol), które z kolei wykonują swoje zadania, zgodnie z ich przeznaczeniem. Adrenalina między innymi podnosi ciśnienie krwi, powoduje przyspieszenie czynności serca, czasami może przyczyniać się do wystąpienia zaburzeń rytmu serca. Noradrenalina ma podobne do adrenaliny działanie na nasz organizm, tylko znacznie silniejsze. Kortyzol powoduje podniesienie poziomu glukozy, którą potrafi wyprodukować z kwasu pirogronowego i dwutlenku węgla czy z aminokwasów. Jednorazowo to nic złego, ale jeśli ten proces trwa długo, to może przyczynić się do rozwoju cukrzycy.

Po co mówić tyle o negatywnych aspektach stresu przewlekłego, który jest wynikiem utraty pracy?

Mówimy o tym dlatego, że to najlepsza metoda radzenia sobie ze stresem po utracie pracy – świadomość, co ja sobie robię złego kiedy negatywnie myślę o mojej obecnej sytuacji. Jedna przykra myśl włącza całą kaskadę hormonów stresowych, której my nie możemy zatrzymać. Najbardziej skuteczna metoda - to tak działać, aby nie wzbudzać jej w ogóle.

Jak to zrobić?

Pierwsza zasada – przestać myśleć negatywnie.

Druga zasada – podnieść ręce do góry i krzyknąć z radością – Jak świetnie, że straciłem pracę! Czekają na mnie teraz nowe możliwości!

Wydaje się absurdalne? Jednak wówczas w naszym organizmie nie włącza się reakcja stresowa. Włącza się natomiast kreatywność. Nasz mózg zaczyna pracować dla nas. Przychodzą nam do głowy nowe pomysły, pojawiają się rozwiązania, których wcześniej nie widzieliśmy.

Dlaczego tak się dzieje? Bo jak udowadniają badania – jeśli poziom stresu rośnie, to poziom inteligencji spada. Dlatego tak ważne jest, aby nasz mózg był w fazie bez stresu.

Trzecia zasada – proponowana przez Profesora Martina Seligmana, twórcę psychologii pozytywnej – to uświadomienie sobie, jakie mam przekonanie o sobie w sytuacji utraty pracy. W większości uważamy, że jesteśmy beznadziejni, co często słyszę od moich pacjentów. Co wtedy zrobić? Można w to uwierzyć i nic dobrego się wtedy nie wydarzy lub możemy zakwestionować to błędne przekonanie.

Jak to zrobić? Trzeba sobie przypomnieć jakie mieliśmy w przeszłości sukcesy. Nie muszą to być oczywiście wielkie rzeczy typu wygranie w Lotto miliona złotych. To mogą być drobiazgi, które my za sukcesy uznajemy. Na przykład: chodząc do szkoły zdałem do następnej klasy, choć z matematyki wcale nie było łatwo, ukończyłem szkołę podstawową z wyróżnieniem, dostałem się na studia itd. Trzeba znaleźć bardzo dużo mniejszych i większych powodów do dumy. Ta długa lista naszych osiągnięć spowoduje, że poczujemy się lepiej. Dostaniemy dawkę dodatkowej energii, której wcześniej nie było. Wówczas nie zgodzimy się mentalnie ze stwierdzeniem, że jestem beznadziejny, bo mamy wiele dowodów na to, że tak nie jest. Poczujemy dodatkową siłę do działania. Skąd weźmie się ta siła? Poprzez zapisywanie naszych sukcesów w naszym mózgu zacznie wydzielać się dopamina – neurotransmiter w mózgu, który między innymi odpowiedzialny jest za wywoływanie motywacji do działania. Zwiększona ilość dopaminy w momencie utraty pracy jest dla nas niezbędna. Wtedy nasz mózg staje się kreatywny. Znajduje nowe rozwiązania. Szuka dla nas nowych możliwości.

To, co słyszę od moich pacjentów, to że w większości przypadków, w ocenie z perspektywy czasu dobrze się stało, że stracili pracę. Nowa praca daje im nowe możliwości i zwykle są bardzo zadowoleni. Niejednokrotnie cieszą się, mówiąc, że to dobrze, że stracili wtedy pracę, bo nigdy by sami nie odeszli, a teraz jest o wiele lepiej niż dotychczas.

Dobrze się dzieje, że czasami ktoś podejmuje za nas trudne decyzje, których my z obawy przed zmianą, nie podjęlibyśmy nigdy.

Elżbieta Bonder, lekarz chorób wewnętrznych, specjalizująca się w leczeniu chorób wynikających z działania przewlekłego stresu i ucząca pacjentów aktywnej profilaktyki powstawania chorób psychosomatycznych, autorka programu Stop Stres.

  1. Psychologia

Jak zachowywać się, gdy grozi ci zwolnienie z pracy?

W sytuacji zagrożenia zwolnieniem ludzie często wykonują nerwowe ruchy. (Fot. iStock)
W sytuacji zagrożenia zwolnieniem ludzie często wykonują nerwowe ruchy. (Fot. iStock)
W sytuacji zagrożenia zwolnieniem ludzie często wykonują nerwowe ruchy, donoszą, spiskują, oczerniają. Jednak takie rozpaczliwe działania zazwyczaj kończą się tym, czemu miały zapobiec: rozwiązaniem umowy o pracę.

Julia nie radziła sobie z wypełnieniem założeń szefa co do wyników sprzedażowych – nie była w stanie zdobyć oczekiwanych kontraktów i po pewnym czasie otrzymała inne zadania – z jednej strony odetchnęła, że nie musi już brać na siebie odpowiedzialności za kontakty ze strategicznymi klientami, z drugiej – miała wrażenie, że to pierwszy krok na równi pochyłej w dół. Poczuła, że grunt osuwa jej się pod nogami – zmniejszyły się zarobki, a raty kredytu – nie. Dodatkowo frustracja i stres oraz poczucie wstydu z powodu „awansu w dół” powodowały, że dalsze niepowodzenia w pracy postrzegała jako skutek złej woli współpracowników, których postępowanie spychało jej zdaniem firmę w przepaść. Należało coś z tym zrobić, ale do tego potrzebna była decyzja „góry”. Kilka kolejnych rozmów z szefem o tym, co nie działa jak należy, miało spowodować, że kierownictwo nabierze do niej zaufania i zrozumie, jak jest oddana i niezbędna firmie. Jednak po kilku miesiącach otrzymała wypowiedzenie. Co o tym mogło zadecydować?

Szefie, to ja jestem OK

Kiedy nie radzimy sobie w grupie, szukamy pomocy u zewnętrznego autorytetu, który ma władzę i może narzucać rozwiązania, rozsądzając, kto jest w porządku, a kto nie. Julia – skupiona na swoim stresie – dużo energii przeznaczała na jego „obsługę”, pracy poświęcając niewystarczającą ilość czasu, więc rezultaty jej działań zawodowych były marne. Z biznesowego punktu widzenia jej praca nie przynosiła korzyści firmie. Lęk przed utratą posady narastał, a wraz z nim chęć pozbycia się napięcia. Mając rys osobowości, który nie bardzo ufa sobie, a innym jeszcze mniej – Julia nie szukała wsparcia, współpracy i rozmowy o rozwiązaniach wspólnie z teamem, tylko skupiła się na odsunięciu katastrofy od siebie. Jako że spodziewaną katastrofą było zwolnienie z pracy, jej działanie skoncentrowało się na przekonaniu zwierzchnika, że to, co się dzieje, to nie jej wina: „Ja jestem OK, to z nimi jest coś nie tak”. Takie komunikaty przekazywała w rozmowach z szefem. Z punktu widzenia jej koleżanek i kolegów nie było to nic innego, jak zwykłe donosicielstwo. Z jej punktu widzenia była to próba zawalczenia o ochronę siebie. Rozpaczliwość takiej postawy polega na tym, że zazwyczaj prędzej czy później pracodawca zaczyna przyglądać się faktom, a nie emocjonalnym donosom. A faktami są tu wyniki pracy. Donoszenie w takim przypadku na dość krótko odsuwa katastrofę w czasie.

Podatny grunt

To, że jakiś problem znajduje swoje ujście w zastosowaniu takich rozpaczliwych schematów działania, wiąże się najczęściej z rodzajem kultury organizacji. Żeby ziarno dojrzało, muszą pojawić się określone warunki. Żeby ktoś mógł donosić, ktoś musi donosów słuchać. Te firmy, które stosują prostą zasadę savoir-vivre’u, że nie rozmawia się o kimś za jego plecami, nie stwarzają warunków dla rozwoju donosicielstwa. Jednak badania przeprowadzone w Polsce przez portal praca.wp.pl, w których wzięło udział prawie 6 tysięcy internautów, dają do myślenia.

Wynika z nich, że 29 proc. pracowników donosi szefowi o tym, co robią inni. Natomiast 21 proc. rozsiewa plotki w celu zepsucia innym reputacji. Na ile więc pewne zachowania są wynikiem jednostkowej tendencji do posługiwania się donosem, a na ile wynikają ze stworzonych przez firmę warunków, do końca nie wiadomo. Przy rozpatrywaniu tego zjawiska warto pamiętać o dwóch stronach medalu.

Nie panikuj!

Dlaczego niektórzy donoszą? Panika powoduje, że zaczynamy się zachowywać, jakby rzeczywiście w danym momencie zagrożone było co najmniej nasze życie, jeśli wręcz nie życie członków całej naszej rodziny. W dzisiejszych czasach bezpieczeństwo finansowe bardzo często utożsamiane jest z bezpieczeństwem w szerszym znaczeniu tego słowa, a utrata pracy postrzegana jest na równi z symboliczną śmiercią. Wobec takiej perspektywy łatwo przełączyć się na „rozpaczliwy” styl działania. Kurczowe trzymanie się dotychczasowego rozwiązania i nieumiejętność przekroczenia bariery strachu powoduje, że nie ma mowy o jakichkolwiek próbach przekraczania granicy komfortu, które stymulują rozwój i pozwalają znaleźć kreatywne rozwiązania. Panika wyłącza logiczne myślenie i doprowadza do stanu, kiedy łatwo popaść w działanie oparte na schemacie czysto wojennym: „Jedni przeżyją, inni zginą. Ja chcę przeżyć za wszelką cenę”.

Co zatem robić, żeby nie ulec panice? Po pierwsze nie działać pod wpływem emocji. Kiedy czujemy, że biorą górę nad rozumem, warto ochłonąć, stosując jakąś wypróbowaną technikę – liczenie do stu albo przypominanie sobie, że jest się cętką na szyi żyrafy, medytowanie lub ćwiczenie oddechu. Jednym słowem, należy doprowadzić się do stanu, kiedy uda się znowu włączyć zdrowy rozsądek. Potem, używając tego rozsądku, dobrze jest zweryfikować płynące z wewnątrz komunikaty o zagrożeniu naszego jestestwa. Kiedy targają nami emocje, dobrze jest też mieć czego się trzymać. I tu pomocne okazują się zasady, które kiedyś uznaliśmy za swoje, pod którymi się podpisujemy i chcemy, żeby tak samo były stosowane przez nas, jak i w stosunku do nas.

Trzymanie się wywiedzionej z savoir-vivre’u zasady: najpierw rozmawiamy z tym, z kim mamy konflikt i szukamy wspólnie rozwiązania, zamiast uciekać się do interwencji „z góry”, przyczynia się z jednej strony do propagowania tej dobrej praktyki w firmie, a z drugiej pozwala bez obaw spotkać się ze swoim odbiciem w lustrze następnego poranka. Takie nieobarczone wstydem spotkanie dobrze wpływa z kolei na zwiększenie poczucia własnej wartości, a to daje siłę do powiedzenia „nie” praktykom donosów i plotek, nawet jeśli w firmie jest na to przestrzeń i przyzwolenie.

Nowe rozdanie równa się nowa szansa

Chociaż Julia popełniła większość możliwych błędów, takich jak: mała wiara w swoje możliwości, popadanie w panikę w trudnej sytuacji czy chodzenie na skargę zamiast poszukiwania rozwiązania razem z innymi zainteresowanymi i poniosła konsekwencje swojego działania w rozpaczliwym stylu w postaci utraty pracy i zaufania byłych kolegów – to ciągle jeszcze ma szansę przyjrzeć się schematom, w jakie była uwikłana, i popracować nad zmianą nawyków. Jeżeli to się uda, nowa praca może okazać się właśnie wybawieniem, bo daje jej szansę na to, by w nowym miejscu zacząć funkcjonować w inny sposób.
„Wierzę, że dopóki ja służę życiu, życie służy mi” – mawia Marshall Rosenberg, propagator porozumiewania się w dojrzały, nietoksyczny sposób.
Za tymi słowami stoi przekonanie, że jeżeli wchodzimy w relacje z innymi w sposób oparty na zaufaniu i szacunku do samych siebie i do otoczenia – to rozwijają się one harmonijnie i przynoszą dobre rezultaty dla wszystkich stron. Kiedy zachowujemy się w sposób manipulacyjny albo przemocowy – sytuacje życiowe prędzej czy później wskażą nam nieskuteczność takiej postawy. Ta prawidłowość sprawdza się i w pracy, i w relacjach prywatnych, niestety – albo na szczęście.

  1. Psychologia

Stres w pracy - jak sobie z nim radzić?

Po rozpoznaniu tego, co służy, a co nie służy twojej zdrowej aktywności zawodowej, zastanów się, jakie zmiany możesz zainicjować sama, pracując nad własnym rozwojem osobistym, a jakie mogłabyś postulować w ramach organizacji firmy. (fot. iStock)
Po rozpoznaniu tego, co służy, a co nie służy twojej zdrowej aktywności zawodowej, zastanów się, jakie zmiany możesz zainicjować sama, pracując nad własnym rozwojem osobistym, a jakie mogłabyś postulować w ramach organizacji firmy. (fot. iStock)
Zdarza ci się czuć w pracy jak łódeczka puszczona na wzburzony ocean? Huragan szaleje, znikąd wsparcia (szef zajęty swoimi sprawami), a na dodatek boisz się, że zaraz utoniesz. Co zrobić, by odzyskać właściwy kurs?

Zdarza ci się czuć w pracy jak łódeczka puszczona na wzburzony ocean? Huragan szaleje, znikąd wsparcia, a na dodatek boisz się, że zaraz utoniesz. Jak radzić sobie ze stresem w pracy?

Justyna od dłuższego czasu obserwowała, jak Ania, jej koleżanka z działu, coraz bardziej się spala w pracy i żyje w ogromnym napięciu, które rykoszetem odbija się również na Justynie. Atmosfera w zespole stawała się coraz bardziej nieprzyjemna. Ania, odkąd została kierowniczką nowego projektu, zostawała często po godzinach, ciągle była przemęczona, zmartwiona i jak mantrę powtarzała: „Jak ja dam radę to skończyć w terminie, żeby się wszystko na dodatek kupy trzymało?!”. Z rozmów z dyrektorem wracała zdenerwowana i Justyna miała wrażenie, że po drodze nieraz płakała, co starała się jednak skrzętnie ukrywać przed koleżankami. „Aniu, wyluzuj trochę, bo się wykończysz” – Justyna, mówiąc to, starała się wesprzeć koleżankę, lecz jej reakcja wprawiła Justynę w osłupienie, bo dawna Ania nigdy by tak do niej się nie odezwała: „Lepiej pilnuj swoich spraw, żebyś sama się nie wykończyła”.

Stres w pracy - dotrzyj do źródeł

Jeżeli ktoś nieustannie żyje w napięciu i z tego powodu odczuwa poważny dyskomfort psychiczny, a najczęściej również somatyczny (od duszności, poprzez bóle i zawroty głowy, kołatania serca, po nudności, biegunki, zaparcia oraz cały szereg innych dolegliwości, jak np. – rzadko kojarzone ze stresem – poczucie mrowienia, cierpnięcia, swędzenia), to mówienie mu „wyluzuj, stary/stara” jest najkrótszą drogą do niekontrolowanego wybuchu złości. Żeby móc przestać żyć w napięciu, nie wystarczy po prostu wyluzować. Trzeba najpierw rozpoznać źródło tego napięcia i pracować świadomie z przyczyną, a nie jedynie skutkiem.

Inny scenariusz postępowania prowadzi poprzez używanie środków redukujących napięcie, takich jak papierosy, alkohol, narkotyki czy niektóre leki – na dłuższą metę skutkuje to jedynie uzależnieniem od tych środków i pogorszeniem zdrowia oraz stanu psychicznego. Wtedy rzeczywiście może nas ominąć wiele z tego, co życie ma nam do zaproponowania.

Stres w pracy - skąd się bierze napięcie?

To, na ile sytuację w pracy postrzegamy jako trudną i ważną, zależy z jednej strony od cech osobowościowych, z drugiej od środowiska pracy – tego, jak jest ona zorganizowana i jakich bodźców dostarcza. Jeśli jesteś nadmiernie miła i pracujesz w miejscu, gdzie stawiane są ci wysokie wymagania ilościowe (za dużo do zrobienia) i jakościowe (ma być perfekcyjnie) bez jednoczesnej wspierającej kontroli twojej pracy (informacji zwrotnych od przełożonych, wsparcia w sytuacjach przekraczających twoje możliwości), to twoje życie w pracy będzie przebiegać w stanie nieustannego napięcia, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Co można zrobić, by wyrwać się z tego zaklętego kręgu?

Dobrze byłoby zacząć od remanentu, przyglądając się sposobowi, w jaki funkcjonujesz w pracy, oraz temu, jak działa firma, w której pracujesz. Po rozpoznaniu tego, co służy, a co nie służy twojej zdrowej aktywności zawodowej, zastanów się, jakie zmiany możesz zainicjować sama, pracując nad własnym rozwojem osobistym, a jakie mogłabyś postulować w ramach organizacji firmy. Już słyszę te wszystkie głosy protestu wypominające, że pracownik wobec szefa jest jak mrówka wobec słonia i nie ma nawet co próbować czegokolwiek zmieniać. Jednak doświadczenie pokazuje, że firmy bardzo często podejmują działania naprawcze i reorganizacyjne pod wpływem informacji, że dobrzy pracownicy myślą o odejściu. Nie jest to więc bez znaczenia dla żadnej ze stron, jak przebiega współpraca.

Stres w pracy - dobry i zły

Nie chodzi o to, by nie odczuwać żadnego pobudzenia ani stresu – to świadczyłoby o tym, że pożegnaliśmy się z życiem. Lekarz Hans Hugo Selye, który wprowadził pojęcie „stresu” do użycia, wykazał jednocześnie, że jest to naturalna, normalna reakcja biologiczna każdego żywego organizmu. Stres pobudza do działania, ale też informuje o przeciążeniu. Chodzi o to, by uchwycić granicę, kiedy szala przechyla się na stronę przeciążenia, i nie brnąć dalej w ślepy zaułek.

Co ważne, badania Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego pokazują, że kobiety mają większą niż mężczyźni tendencję do „internalizowania” stresu i uznawania własnej winy w sytuacjach, które powodują jego występowanie. Z poziomu pracy nad sobą bardzo pomocne jest więc wykształcenie nawyku „niekupowania” poczucia winy, kiedy wcale nie leży ona po jednej stronie. Procesy wewnątrz firmy mogą być źródłem stresu niezależnie od naszej osobistej postawy życiowej, warto nauczyć się je rozpoznawać i mieć świadomość, co nie działa w danej sytuacji.

Stres w pracy -  poproś o feedback

Według koncepcji Roberta Karaska i Toresa Theorella w procesie powstawania stresu zawodowego decydujące znaczenie mają poziom wymagań oraz sposób, w jaki te wymagania są kontrolowane. Pewnie nie wszystkim wyda się oczywiste, że najwyższy poziom stresu generują sytuacje, kiedy stajemy wobec wysokich wymagań nieidących w parze z wysokim poziomem kontroli. Jak swoboda działania może u kogokolwiek aktywować stres? Otóż tak właśnie się dzieje. Wysoki poziom zdrowej kontroli polega na tym, że szef stawiający określone wymagania na bieżąco informuje nas, jak z jego punktu widzenia przebiega praca, czy jego zdaniem podążamy w kierunku, gdzie na końcu pojawi się oczekiwany rezultat. Udziela rad i wsparcia, kiedy wymagania przerastają nasze możliwości, a nie wtrąca się, kiedy widzi, że sprawy mają się dobrze, jednak dostarcza feedbacku, że jest OK, co pozwala pracownikowi spokojnie zajmować się pracą, a nie wątpliwościami „Co będzie, jeżeli okaże się, że coś zrobiłam źle?”.

Kiedy brakuje jasności w przedstawieniu wymagań i rzeczowej kontroli realizacji zawierającej elementy wsparcia, pracownik może czuć się jak mała łódeczka puszczona na wzburzony ocean – wiadomo, że gdzieś jest pożądany port, jednak brak jasności kierunku, w którym trzeba płynąć, znikąd wsparcia, a dojmującym uczuciem staje się lęk przed utonięciem (w przypadku pracowników jest to zazwyczaj strach przed utratą pracy i związany z nim brak poczucia bezpieczeństwa).

Instrukcja obsługi siebie

W opisanym przykładzie Ania doświadcza pracy w takich właśnie realiach: zupełnie nowy projekt, za który ma odpowiadać, zestresowany dyrektor, który sam nie bardzo wie, jak „ugryźć zagadnienie”, niemogący tym samym dać wspierających rad pracownikowi, presja czasu i wynikające już z osobistego charakteru Ani przekonanie, że jeśli coś, w czym uczestniczy, nie działa idealnie, to z pewnością wina leży po jej stronie. Wszystkie elementy niezbędne do wygenerowania wysokiego poziomu stresu zbiegły się w tej jednej sytuacji. Jednej, ale nie wyjątkowej, bo niezwykle powtarzalnej w wielu firmach.

To, od czego należałoby zacząć, to rozprawić się z poczuciem winy, dostrzegając, że trudności rozkładają się na różne osoby i różne zagadnienia. Kolejnym krokiem jest przeniesienie energii z „bania się” na działanie pod tytułem: jaka moja potrzeba nie jest zaspokojona, co zrobić, żeby ją zaspokoić? Co byłoby dla mnie wspierające? Może tabelka z czasem pracy stałaby się argumentem, za przydzieleniem jej jakiejś osoby do pomocy? A może propozycja zakupu przez firmę programu usprawniającego działania, które Ania wykonuje teraz „na piechotę”? Albo pomysł zaproszenia doradcy, który pomógłby im obojgu wdrożyć się w nowe zagadnienie?

Każde działanie zmierzające do znalezienia konstruktywnego rozwiązania zmniejsza poziom stresu. Pozostawanie w tym samym miejscu i dalsze denerwowanie się powoduje przejście procesu na etap stresu przewlekłego, co zwykle skutkuje wypaleniem zawodowym.

Stres w pracy - jak się nie wkręcać?

Bycie sobą to bycie świadomym swoich potrzeb w stopniu nie mniejszym niż potrzeb otoczenia oraz zabieganie o to, by były one zaspokajane w sposób niezbędny do prawidłowego funkcjonowania – bez konieczności tkwienia w sytuacji nieustannego napięcia. Jeżeli wykonasz wysiłek rozpoznania sytuacji i stwierdzisz, jakie działania są konieczne, by zapewnić ci przynajmniej minimum komfortu w pracy, a następnie te działania wprowadzisz w życie, to oprócz satysfakcji z dobrze wykonanego zadania możesz zyskać dostęp do tego, co życie ma ci do zaproponowania, zamiast zadowalać się okruchami. Warto spróbować.

 

  1. Styl Życia

Jabra Elite 85t – słuchawki, po które sięgasz z przyjemnością

Słuchawki douszne Elite 85t opracowano z wykorzystaniem najnowszej dostępnej na rynku technologii redukcji hałasu, by zapewnić całkowitą kontrolę nad sposobem słyszenia dźwięków z otoczenia. (Fot. materiały partnera)
Słuchawki douszne Elite 85t opracowano z wykorzystaniem najnowszej dostępnej na rynku technologii redukcji hałasu, by zapewnić całkowitą kontrolę nad sposobem słyszenia dźwięków z otoczenia. (Fot. materiały partnera)
Genialne brzmienie, perfekcyjna funkcjonalność i minimalistyczny wygląd – takie są bezprzewodowe słuchawki Jabra Elite 85t. Odkąd miałam okazje je przetestować, najchętniej bym się z nimi nie rozstawała.

Materiał partnera.

Muszę przyznać, że nie wiedziałam, jak bardzo potrzebuję słuchawek bezprzewodowych, dopóki pierwszy raz nie użyłam Jabra Elite 85t. I nie ma w tym ani grama kokieterii – z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to sprzęt, który zadowoli każdego, kto przez większość dnia korzysta z kilku urządzeń elektronicznych, pracując potrzebuje ciszy i skupienia, w wolnych chwilach jest aktywny i lubi posłuchać muzyki w dobrej jakości, a od akcesoriów elektronicznych oczekuje perfekcyjnego działania.

Zanim jednak o moich wrażeniach z użytkowania, kilka słów o samych słuchawkach. Jabra Elite 85t to słuchawki douszne, bezprzewodowe. Wyróżnia je przede wszystkim zaawansowana technologia aktywnej redukcji szumów Jabra Advanced Active Noise Cancellation (ANC)TM (o tym w dalszej części artykułu). To sprzęt najwyższej jakości marki, która jest liderem na rynku osobistych i biurowych rozwiązań audio.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Minimalizm i elegancja

Design słuchawek robi wrażenie od samego początku, już za sprawą opakowania. Dostajemy bowiem malutkie pudełko w stonowanych barwach, które powstało z dbałością o środowisko (za to duży plus!), a na nim podstawowe instrukcje użytkowania słuchawek. W środku znajduje się minimalistyczne etui ze słuchawkami, kabel do ładowania, zapasowe nakładki i… tyle. Zamiast długich, papierowych instrukcji, wypunktowane kolejne kroki do uruchomienia sprzętu.

Same słuchawki Jabra Elite 85t dostępne są w czterech kolorach: złoto-beżowym, miedziano-czarnym oraz czarnym i szarym. Mnie przypadł do gustu pierwszy z nich. Matowe wykończenie i ciekawy odcień gold-beige sprawia, że słuchawki prezentują się elegancko i oryginalnie, a przy tym nie rzucają się nadmiernie w oczy. Po założeniu prezentują się równie dobrze – genialnie wpasowują się w kształt ucha, minimalnie wystają ponad nie, a kolor pięknie stapia się ze skórą. Ponadto mają na wpół otwartą konstrukcję z otworami wentylacyjnymi pozwalającymi obniżyć ciśnienie, co pozwala uniknąć wrażenia „zakorkowanych” uszu.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Jak korzystać z Jabra Elite 85t?

Najlepiej zacząć od ściągnięcia na swój telefon aplikacji Jabra Sound+, która przede wszystkim ma pomóc w personalizacji funkcji słuchawek tak, by były jak najlepiej do nas dopasowane. Znajdziemy w niej całą masę przydatnych funkcji: od możliwości zmiany tonów i barwy dźwięku, poprzez regulowanie poziomu redukcji szumów i sprawdzenie naładowania słuchawek oraz futerału, aż po Find My Jabra, czyli niezastąpioną pomoc w przypadku zgubienia sprzętu. Wszystko w prostej, przejrzystej formie, która nikomu nie powinna sprawić trudności.

Po sparowaniu z wybranym przez nas urządzeniem, słuchawki łączą się z nim wręcz błyskawicznie. Bez problemu można z nich również korzystać na kilku urządzeniach jednocześnie, co było dla mnie szczególnie dużą zaletą w pracy, gdzie korzystam zarówno z komputera, jak i telefonu. Słuchawkami steruje się również bardzo łatwo – przy pomocy dyskretnych przycisków, znajdujących się na górnej części urządzenia.

Funkcjonalność Jabra Elite 85t, czyli wszystko, czego potrzebujesz

Funkcje, które kryją w sobie słuchawki Jabra Elite 85t najtrafniej można opisać dwoma słowami – najwyższa jakość. Odtwarzany poprzez tak małe urządzenie dźwięk jest nadzwyczaj szczegółowy, a w samym brzmieniu bardzo mocno podkreślane są niskie tony. Słuchawki wzorowo spisują się również podczas połączeń głosowych.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Jednak zdecydowanie największą zaletą Jabra Elite 85t, a jednocześnie ogromnym zaskoczeniem, jest funkcja Advanced Active Noise Cancellation (ANC), czyli aktywna redukcja szumów i hałasu, która spełnia swoje zadanie znakomicie. Po jej włączeniu nie dochodzą do nas absolutnie żadne dźwięki z otoczenia – ani pogawędki koleżanek i kolegów, siedzących obok nas w biurze, ani odgłosy remontu u sąsiadów zza ściany, gdy pracujemy zdalnie. Dla kogoś, kto pracując potrzebuje maksymalnego skupienia, ta funkcja to wybawienie. A gdy nie czujemy już potrzeby całkowitego odizolowania się od otaczającej nas rzeczywistości, wystarczy jednym kliknięciem uruchomić kolejną przydatną funkcję – HearThrough, czyli możliwość podsłuchiwania dźwięków z otoczenia. Obie te funkcje można w pełni regulować i dostosowywać do swoich preferencji. Co więcej, nawet gdy mamy je nieustannie włączone, bateria słuchawek wytrzymuje 5,5 godziny, a za pomocą stacji ładującej można wydłużyć ten czas do 25 godzin. Słuchawki obsługują też funkcję bezprzewodowego ładowania.

Elite 85t to sprzęt dobry na co dzień i okazjonalnie, do pracy i do odpoczynku w każdych warunkach (dosłownie, bo słuchawki są wodoodporne!). Docenią go zarówno prawdziwi pasjonaci sprzętów elektronicznych, jak i przeciętni użytkownicy, którzy, tak jak ja, dzięki nim odkryją szereg najnowocześniejszych funkcji, uprzyjemniających życie.

  1. Styl Życia

Jak być finansowo odpowiedzialnym?

Nie myślmy o tym, co tracimy, oszczędzając (te wszystkie okazje i przyjemności), ale co zyskujemy (stabilność finansową). (Fot. iStock)
Nie myślmy o tym, co tracimy, oszczędzając (te wszystkie okazje i przyjemności), ale co zyskujemy (stabilność finansową). (Fot. iStock)
Nigdy nie będę bogata! Dlaczego? Bo co miesiąc powtarza się ta sama historia. Podobna do poniższych? Jeśli tak – mamy na to radę. Zapytaliśmy ekspertki, jak zaradzić codziennym trudnościom finansowym.

Wśród kobiet, które znam, tylko jedna zasługuje na miano Perfekcyjnej Finansistki. To Ania, moja nauczycielka angielskiego. Nie narzeka na brak pieniędzy, nie zaciska pasa na tydzień przed wypłatą, duże wydatki planuje z wyprzedzeniem, sukcesywnie realizuje swoje marzenia o zagranicznych podróżach, kolejnym kierunku studiów, kupnie nowego samochodu, mieszkania czy nowej sukienki. Do sklepu nie wychodzi bez spisanej listy, wie, co ile kosztuje i nigdy nie przepłaca. Ale Ania to chlubny wyjątek. Reszta moich koleżanek, mnie nie wyłączając, ma większe i mniejsze problemy ze swoim portfelem. I wszystkie chętnie byśmy się ich pozbyły.

Kłopot nr 1: „Jakoś się rozchodzą”

Znasz to? Pod koniec miesiąca zaglądasz na konto i z przerażeniem stwierdzasz, że zostało ci nie tysiąc – jak święcie wierzyłaś – ale sto złotych do pierwszego. Jak?! Skąd?! Przecież byłaś taka oszczędna. Nie jadałaś poza domem i nie miałaś żadnych poważnych wydatków, a tu katastrofa. Otóż, jak w wielu innych, tak i w kwestii pieniędzy, diabeł tkwi w szczegółach.

– Sytuację, w której kobieta mówi: „nie wiem, gdzie mi się rozchodzą pieniądze”, można porównać do takiej, w której kobieta mówi: „znowu mi przybyło dwa kilo, a tak się pilnowałam” – mówi psycholog ekonomiczny Agata Gąsiorowska. – Owszem, nie zjadła dziś obiadu, ale tego, że „w międzyczasie” skubnęła bułkę i poprawiła batonikiem, już nie pamięta. Wprawdzie kupuje w najtańszym sklepie, i to większe opakowania, żeby nie przepłacać, ale nie odnotowuje już takich wydatków jak kolorowe pismo czy kolejna kawa w kawiarni. Dlatego, tak jak chcącym schudnąć zaleca się zapisywanie wszystkiego, co zjedli, tak też dobrym sposobem na niekontrolowane wydatki jest zapisywanie każdego zakupu, albo – jeszcze lepiej – zbieranie każdego paragonu, nawet tego z kawiarni czy kiosku.

Wtedy łatwo wytropić dziedziny, na które wydajemy najwięcej i poczynić stosowne cięcia. Ku naszemu zdziwieniu może się bowiem okazać, że znaczne kwoty co miesiąc przepuszczamy na tak niewinne hobby jak zdrapki, że bardziej będzie się nam opłacało, jak kilka razy wrócimy tramwajem zamiast taksówką, a domowy budżet – i zdrowie – uratuje zerwanie z nałogiem palenia papierosów.

Zdaniem Izabeli Kielczyk, coach i psycholog biznesu, nierozsądnym wydatkom sprzyja używanie... kart płatniczych i kredytowych. Tracimy wtedy namacalny kontakt z pieniędzmi. Posługując się kawałkiem plastiku, stopniowo przestajemy pamiętać, czy chodziło o 50 czy 100 złotych… – Dlatego doradzałabym jak najczęściej płacić gotówką – mówi. – Wtedy naprawdę widzimy pieniądze, które mamy zamiar wydać, znacznie częściej przychodzi refleksja: „300 złotych za takie coś, to chyba jakiś żart!”.

Poleca też pewien eksperyment: – Weź do ręki całą wypłatę, odlicz pieniądze na rachunki i ponownie weź do ręki to, co ci zostało. Zmierz, zważ, możesz nawet policzyć banknoty. Zobaczysz, że trzy razy się zastanowisz, zanim je wydasz. Potem oddziel, ile chcesz przeznaczyć na jedzenie, ubrania i inne wydatki. I też fizycznie to poczuj.

A słynne listy na zakupy? Pomagają w organizowaniu domowego budżetu? – Zależy od intencji, w jakiej je robimy – mówi Agata Gąsiorowska. – Jeżeli po to, by utrwalić w pamięci rzeczy, które musimy kupić, ale poza tym jesteśmy otwarte na zakupy spoza listy – to w niczym to nie pomoże. Jeżeli natomiast robimy listę po to, by się jej trzymać, to taka praktyka ma większy sens. Można sobie też wgrać na komórkę program, który pomaga podliczać zakupy, albo wręcz porównuje ceny w różnych sklepach, ale jedno to wgrać, a drugie to z niego korzystać.

Kłopot nr 2: „Gdzie ja miałam głowę?”

Mechanizm za każdym razem jest podobny. Widzisz w sklepie cudowne buty (kurtkę, torbę, spodnie), takie, o jakich zawsze marzyłaś. W wyobraźni zakładasz je na rodzinne spotkanie, zauważasz, jak idealnie pasują do sukienki, którą ostatnio kupiłaś. Do tego są przecenione! Decyzja zapada w pięć sekund. A potem… W domu okazuje się, że nogi ci puchną po pół godzinie chodzenia w nowym zakupie, a kolor nie jest tak intensywny jak wydawał ci się w sklepie. I buty „jak marzenie” lądują na samym dnie szafy.

– Kobiety zbyt emocjonalnie podchodzą do zakupów – wyrokuje Agata Gąsiorowska. – Oczywiście to podejście nie ujawnia się podczas codziennych zakupów, jak masło i chleb, ale zawsze gdy idziemy kupić sobie „coś ładnego”. Wówczas częściej dokonujemy nieprzemyślanych zakupów, ponieważ wyobrażamy sobie, jak będziemy szczęśliwe, gdy dana rzecz wejdzie w nasze posiadanie. To zupełnie przesłania nam racjonalne myślenie. Odczucia, które pojawiają się, gdy rozpakowujemy zakupy w domu i myślimy: „Gdzie ja miałam głowę?”, porównałabym do kaca.

Jak zatem powstrzymać się przed nierozsądnym wydatkiem? – Zastanowić się, ile musiałabym pracować, żeby kupić daną rzecz – radzi Gąsiorowska. – Jeżeli odpowiedź brzmi: „dwie godziny”, to może rzeczywiście warto, ale jeśli odpowiedź będzie brzmiała: „tydzień” – nasze podejście może się już zmienić.

Izabela Kielczyk radzi, by – zanim podejdziemy do kasy – zadać sobie kilka pytań. „Po co jest ci to potrzebne?”, „Co ci to da?”. – Zapewne padnie odpowiedź: „Będę szczęśliwsza”. Wtedy warto ze sobą ponegocjować. Powiedzieć: „Dobrze, ale ile już razy w tym miesiącu dałaś sobie przyzwolenie na takie przyjemności?”. To dobry pomysł, by określić miesięczną liczbę zachciankowych zakupów lub sumę, jaką na nie możemy przeznaczyć – mówi. I dodaje: – Jeżeli zauważysz, że zbyt często jakiś zakup ma ci sprawiać przyjemność i dawać szczęście, zastanów się, czy nie możesz uzyskać tego w inny, „tańszy” sposób: iść na spacer, przeczytać książkę. A jeśli zdarza ci się to patologicznie – może powinnaś odwiedzić psychologa.

Kłopot nr 3: „Nie umiem odmawiać”

Psychologowie podkreślają, że kobiety mają duży kłopot z tym, by odmówić pożyczki pieniędzy, bo boją się, że przestaną być lubiane. Więc pożyczają wbrew sobie lub stosują milion uników, wijąc się w tłumaczeniach jak piskorz, co powoduje, że rzeczywiście można stracić do nich zaufanie.

– Wystarczy powiedzieć „nie” i nie podawać uzasadnienia – mówi Izabela Kielczyk. – Owszem, jest ryzyko, że ktoś się obrazi, ale może nie warto żałować tej znajomości. Kobiety boją się stracić relację, ale czy o każdą warto w taki sposób walczyć?

– To pokłosie wychowywania dziewczynek na „miłe” kobiety – twierdzi Agata Gąsiorowska. – Mężczyźni mniej się przejmują tym, co inni będą o nich myśleć. Potrafią oddzielić sprawy merytoryczne od spraw interpersonalnych. Powinnyśmy się tego od nich uczyć.

Dlatego, gdy przychodzi do nas ktoś i prosi o pożyczkę, oszacujmy koszty takiej inwestycji i ewentualne ryzyko, na bok odkładając emocje.

– Jeżeli nie masz pieniędzy na to, by je komuś pożyczyć, sytuacja jest prosta – mówisz: „Nie mam”. Dużo trudniej się robi, gdy pieniądze masz, ale nie chcesz ich pożyczyć, bo jest to za duża suma albo nie masz zaufania do drugiej osoby – przyznaje Agata Gąsiorowska. – Ja jestem zwolenniczką mówienia prawdy, nawet jeżeli miałoby to naruszyć relacje. Jeśli ktoś zawiódł twoje zaufanie, dlaczego masz mu znowu pożyczać? Jeśli jednak masz problem z powiedzeniem mu tego prosto w oczy, dobrym sposobem jest „odwrócenie kota ogonem”. Możesz więc powiedzieć, że aby pożyczyć taką sumę, musisz zerwać lokatę i ponieść koszty. Jeśli je pokryje – proszę bardzo. Założę się, że w takiej sytuacji przynajmniej część osób wycofa się z pożyczki.

Często boimy się pożyczać, bo mamy problemy z późniejszym egzekwowaniem długu, zwłaszcza jeśli pożyczka została udzielona bliskiej osobie. Jak asertywnie upominać się o zwrot?

– Niestety takie rzeczy trzeba uzgadniać na samym początku, wyznaczając konkretny termin zwrotu – mówi Agata Gąsiorowska. – My natomiast robimy tak, że pożyczamy i liczymy, że ktoś nam odda w najbliższym czasie, albo rzucamy: „oddasz, kiedy będziesz miała”. To nie daje nam żadnej podstawy do ubiegania się o pieniądze. Dlatego wyznaczajmy terminy, nawet jeśli pożyczamy pieniądze bliskim osobom. A im dalsza relacja, tym częściej powinniśmy zastanowić się, czy nie podpisać obustronnego porozumienia.

Kłopot nr 4: „Nie umiem oszczędzać”

Dlaczego akurat wtedy, gdy człowiek postanowi co miesiąc odkładać określoną kwotę, świat się sprzysięga, by się to nie udało? Nieoczekiwane wydatki, cudowna podróż, którą grzech sobie darować, albo urodzaj urodzin bliskich. I plany oszczędnościowe biorą w łeb.

– My, Polacy, jesteśmy przekonani, że nie stać nas na oszczędzanie w sensie finansowym, natomiast prawda jest taka, że nie stać nas na oszczędzanie w sensie umysłowym – mówi Agata Gąsiorowska. – Oszczędzanie wymaga podejmowania codziennie decyzji: „Nie kupię tego”, a to obciążające. To tak, jakbyśmy siedzieli przed pysznym ciastkiem i non stop sobie mówili, że nie możemy go zjeść. Ale skoro jestem na diecie, to w ogóle nie powinnam myśleć o ciastkach ani ich oglądać. Podobnie jest z pieniędzmi.

Nie myślmy o tym, co tracimy, oszczędzając (te wszystkie okazje i przyjemności), ale co zyskujemy (stabilność finansową).

Izabela Kielczyk, choć przyznaje, że przed niepohamowanymi wydatkami może nas uchronić fizyczny kontakt z pieniędzmi, w kwestii oszczędzania doradza dokładnie odwrotną praktykę.

– Najlepiej ustalić sobie stały przelew na konto oszczędnościowe. I nie obracać realnymi pieniędzmi – radzi. – Bo gdy wypłacimy konkretną sumę z konta, weźmiemy ją do ręki i będziemy chcieli wpłacić na rachunek, to może się zdarzyć, że po drodze będziemy „zmuszeni” jednak uszczknąć parę banknotów. Pieniędzy, które oszczędzamy, lepiej nie dotykać, utrudnić sobie do nich dostęp. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Opowiada też o ciekawym trendzie. Ostatnio coraz więcej osób organizuje sobie coś w rodzaju alarmów przed zbyt dużymi wydatkami. Funkcję przypominaczy pełnią bransoletki czy zawieszki z napisem „Oszczędzam”. Są też specjalne programy na komórkę, które sygnałem kilka razy dziennie przypominają o tym, że jesteś na finansowej diecie. – To przyjmuje swoistą formę samokontroli: „Pamiętaj, zobowiązałaś się. Nie wydawaj za dużo” – mówi.

Agata Gąsiorowska potwierdza, że kontrola przy oszczędzaniu jest konieczna i że czasem może dziać się ona bez naszej woli albo nawet jej wbrew. – Doskonałym tego przykładem jest tzw. oszczędzanie kontraktowe. Bardzo popularne jest w Wielkiej Brytanii, choć to wcale nie nowa rzecz – mówi.

– Kiedyś biedne rodziny zakładały (zwykle przed świętami) coś w rodzaju kas oszczędnościowych. Każdy się zobowiązywał, że będzie co tydzień wpłacał tam określoną sumę, za którą po jakimś czasie będzie mógł kupić na przykład gęś. Co ważne, były też przewidziane kary za niewpłacenie określonej sumy. Zwykle poległo to na tym, że jeśli zabrakło jednej czy dwóch rat, przepadały całe do tej pory wpłacone pieniądze. I na tym właśnie polega oszczędzanie kontraktowe. Zawieram umowę z jakąś instytucją, na podstawie umowy odkładam pieniądze, ale jeśli nie przestrzegam jej założeń, to jakiś procent tej sumy zostaje mi zabrany. Na tej zasadzie skonstruowane są chociażby indywidualne konta emerytalne. To bardzo skuteczne oszczędzanie, człowiek cztery razy się zastanowi, zanim nie odłoży odpowiedniej sumy.

Wspomina też o drugim sposobie, jakim jest założenie subkonta z utrudnionym dostępem, na przykład rachunku oszczędnościowego i stałego zlecenia przelewu zasilającego takie konto. Tuż po otrzymaniu pensji z konta głównego jest przelewana na rachunek określona suma pieniędzy. Tylko raz w miesiącu można wypłacić dowolną kwotę bez ponoszenia kosztów, a każdy następny jest objęty dużą prowizją. Psycholog doradza, by oszczędzać nawet małe sumy, ale konsekwentnie. – Ich braku nie odczujemy, ale docenimy wysiłek, kiedy po pół roku uzbieramy fajną sumę na wakacyjny wyjazd – przekonuje.