1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zwolnienie z pracy – i co dalej?

Zwolnienie z pracy – i co dalej?

Przerwa w pracy może stać się wielką szansą, żeby zrobić mały „stop” i pomyśleć, w jaki sposób chcemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Przerwa w pracy może stać się wielką szansą, żeby zrobić mały „stop” i pomyśleć, w jaki sposób chcemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Strata pracy zawsze łączy się z lękiem przed nieznanym. Co zrobić, by z optymizmem spojrzeć w przyszłość? Trzymać się zasady siedmiu kroków, opracowanej przez coach Małgorzatę Kniaź.

Krok pierwszy: odżałowanie straconej pracy

Utrata pracy kojarzy mi się z żałobą – mówi Małgorzata Kniaź, trener biznesu i coach. – Coś miałam i tego nie mam. Straciłam poczucie bezpieczeństwa, które dawała mi praca. Straciłam też kontakt z ludźmi, z którymi już się nie będę tak często spotykać. Może straciłam też insygnia władzy. Jeżeli praca budowała moją pewność siebie, poczucie wartości, to również zostało zachwiane. Jest to na pewno duża strata, którą trzeba się zająć.

Dlatego w momencie utraty pracy najpierw trzeba zaakceptować lęk i pozwolić sobie na przeżycie żałoby. Dać sobie prawo do smutku, obaw, żalu, nie walczyć z nimi. Konieczna jest akceptacja tego, co się właśnie stało poprzez kontakt z bolesnymi uczuciami. Potrzebny jest czas, żeby pożegnać się z jakimś etapem, który wiązał się z tą pracą. Zgodzić się, że życie się zmienia, i to jest dobre. Lepiej też porzucić pretensje do byłego szefa, firmy, losu czy sytuacji gospodarczej, bo to blokuje naszą energię. Żeby myśleć o tym, co jest tu i teraz oraz o przyszłości, trzeba odciąć się od tego, co było. Dopóki będziesz tkwić w przeszłości, nie znajdziesz w sobie siły, żeby efektywnie zająć się szukaniem nowej pracy.

Krok drugi: uwolnienie lęku

Nie jesteś w stanie skutecznie działać, jeśli znajdujesz się pod wpływem paraliżującego lęku, którego możesz doświadczać przy stracie pracy. – Często w takich sytuacjach w procesie coachingu pozwalam klientowi przejść przez czarny scenariusz – mówi Małgorzata Kniaź. – Wspólnie zastanawiamy się, co się stanie, jeśli nie znajdzie on nowej pracy przez dłuższy czas. Odpowiadamy na pytania, kto mu może pomóc, z czego może teraz zrezygnować, jaki ma plan B. Czy na przykład jest możliwa renegocjacja spłaty kredytu z bankiem. Gdy dotkniemy dna, łatwiej wtedy skoncentrować się na szukaniu nowych rozwiązań. Warto jest taki scenariusz przepracować, bo uwalnia on nas od stałego blokującego myślenia: „Boże, co będzie, jeśli nie znajdę pracy?!”. Jeśli już to wiesz, nie musisz się tym więcej zajmować.

Krok trzeci: przywitanie zmiany

Możesz konstruktywnie zastanowić się, co dalej, i pokusić się o głębszą refleksję. Po co tak naprawdę straciłam pracę? Jaka zmiana ma zajść w moim życiu? Jest ona przecież jedynym jego stałym elementem i jeśli tak zdecydujesz, może być powodem do radości. – Ze straty pracy może naprawdę wyniknąć coś dobrego – uważa Małgorzata Kniaź. – Na co dzień zwykle brakuje nam czasu, żeby zastanowić się, czy idziemy w tym kierunku, w którym chcielibyśmy iść.

Przerwa w pracy może stać się wielką szansą, żeby zrobić mały „stop” i pomyśleć, w jaki sposób chcemy się rozwijać. Bo może straconą pracę wykonywałaś trochę siłą rozpędu, ale od dawna nie byłaś już w niej sercem. Być może w skrytości marzysz, żeby zrobić jakiś kurs, spróbować sił w nowej sferze. Może potrzebujesz zadbać o siebie na głębszym poziomie. – W procesie coachingu jedno z trudniejszych pytań brzmi: „Co chciałabyś robić?” – mówi Małgorzata Kniaź. – Jeśli nie masz o tym pojęcia, warto zadać sobie pytania pomocnicze: „Co robiłabym, gdybym nie miała obowiązków, gdybym nie musiała od razu zarabiać pieniędzy, gdyby wszystko było możliwe?”. Wtedy łatwiej jest dotrzeć do pasji, która może być drogowskazem, w jakim kierunku dalej rozwijać karierę. Idealnie jest łączyć pracę z pasją. Dobrze, kiedy nie jest jedynie trudem zarabiania na chleb, tylko nadaje sens życiu i byciu. Zazwyczaj, kiedy władzę nad nami ma lęk, w panice szukamy zajęcia, które szybko przyniesie nam określoną sumę na koncie. Tymczasem można sięgnąć po pasję, która też przyniesie nam pieniądze.

Krok czwarty: inwentaryzacja zasobów

Głębsze refleksje na temat tego, co chciałabyś w życiu robić, powinny być równoległe z bardziej przyziemnymi zabiegami. Lęku o przetrwanie nie pozbędziesz się tak zupełnie, materia rządzi się swoimi prawami. Dlatego w momencie straty pracy zadbaj o zawartość konta, zastanów się, na jaką pomoc możesz liczyć. Może będziesz musiała na jakiś czas zrezygnować z dotychczasowego standardu życia, zredukować wydatki, zmienić przyzwyczajenia. Zamiast chodzić do kina, oglądać telewizję? Zamiast jeść na mieście, stołować się w domu? Kiedy dokładnie zaplanujesz sobie swoje finanse, uzyskasz wewnętrzny spokój, który da ci siłę, żeby działać.

Krok piąty: poinformowanie świata o szukaniu pracy

Działanie to podstawa – mówi Małgorzata Kniaź. –  Wiadomością o tym, że szukasz pracy, podziel się ze wszystkimi możliwymi znajomymi i poproś, żeby oni przekazali ją dalej. Siej ziarna. Nie wiadomo, które z nich upadnie na żyzną glebę. Pracodawcy poszukiwanie pracownika najczęściej zaczynają od rozpytywania wśród znajomych, czy ktoś może polecić zaufaną, sprawdzoną osobę. Najchętniej przyjmowani do pracy są ludzie właśnie z polecenia. Dlatego sieć kontaktów jest tak cenna w momencie utraty pracy. Ta droga może nam przynieść zupełnie niespodziewane propozycje. A jest dość mała szansa, że bierne odpowiadanie na ogłoszenia przyniesie oczekiwane efekty.

Krok szósty: plan B

Kiedy czas poszukiwania pracy przedłuża się, odnajdź w sobie pokłady elastyczności. – Z moich kontaktów z coachami z Australii czy zachodniej Europy wynika, że tamtejsi ludzie nie boją się tak bardzo jak my różnych kierunków działania – mówi Małgorzata Kniaź. – Tam inżynier czy finansista, jeśli nie może znaleźć pracy w swoim zawodzie, staje się na jakiś czas kierowcą taksówki, kurierem lub oprowadza wycieczki po zabytkach. Żadna praca nie hańbi. Każde wyjście na zewnątrz to kolejne doświadczenia i kontakty, które mogą doprowadzić nas do pracy marzeń. Warto zgodzić się na tymczasowe rozwiązanie, nie rezygnując ze swojej wizji. Gdy nie możesz znaleźć stałego zatrudnienia, pomyśl na przykład o założeniu własnej działalności. Przy pewnej dozie przedsiębiorczości i samodyscypliny możesz liczyć na sukces. W obecnych czasach jest to dobry kierunek rozwoju. Jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej usługowym i można uruchomić jakiś rodzaj usługi naprawdę za niewielkie pieniądze. Chociażby lepić pierogi i założyć firmę cateringową czy wstawiać na Allegro robione na drutach poszewki na poduszki. A może właśnie tym sposobem uda się połączyć pasję z pracą?

Krok siódmy: skuteczne działanie

Odnośnie do działań – trzymaj się planów, najlepiej dziennych i tygodniowych. Dokładnie planuj, jakie ruchy w danym dniu wykonasz – do kogo zadzwonisz, z kim się spotkasz, gdzie złożysz swoje CV. Przeszukuj Internet, nawiąż kontakt z head hunterami – warto uruchomić wszystkie kanały dotarcia. Bywaj na konferencjach branżowych, forach networkingowych, zwróć się o pomoc do różnych stowarzyszeń czy organizacji. I nie trać kontaktu z firmą, z której zostałaś zwolniona, palenie za sobą mostów nie jest korzystne. Może teraz jest tam właśnie restrukturyzacja i cięcie kosztów, ale niewykluczone, że za jakiś czas firma będzie potrzebowała pracowników. Wtedy osoba już znana i doświadczona ma większe szanse, żeby otrzymać posadę. Koncentruj się na mniejszych krokach i trenuj uważność – to uspokaja.

– Ścisły plan szukania pracy może być bardzo przydatny dla osób, które długo pracowały w jakiejś strukturze dającej oparcie w postaci codziennej rutyny – mówi Małgorzata Kniaź. – Tę strukturę w kryzysowej sytuacji trzeba zastąpić inną. Potrzebna jest tu praca z konkretnymi celami. Niektórzy nie są przyzwyczajeni do dużej ilości wolnego czasu i odpoczynek może ich męczyć. Potrzebujemy pewnej dozy stresorów, żeby być wydajnymi. Musimy mieć bodźce, żeby wstać, zadbać o siebie i wziąć się do działania. Dużym zagrożeniem dla osób dłużej pozostających bez pracy jest apatia prowadząca do depresji.

Ekspert: Małgorzata Kniaź, certyfikowany trener biznesu i coach, specjalistka w dziedzinie zarządzania, menedżer.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Sytuacja kryzysowa - jak radzić sobie w trudnych sytuacjach życiowych?

Ilustracja Rafał Kucharczuk
Ilustracja Rafał Kucharczuk
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sytuacje kryzysowe - choroba, rozwód, utrata pracy, upadek firmy – i rozpada nam się znany do tej pory świat. Zobaczyć w sytuacji kryzysowej coś pozytywnego? To ostatnia rzecz, jaka przychodzi nam do głowy. A może jednak?

Maj 2020, hotel Jaworowy Dwór w Trębkach Nowych. Pusto, cicho, tylko zieleń bezczelnie domaga się podziwu. A podziwiać nie ma kto, bo od połowy marca hotel zamknięty z powodu pandemii. Właścicielka Bożena Szok z dnia na dzień została bez środków do życia. Musiała zwolnić część pracowników, ponieważ wszystkie rezerwacje zostały anulowane. Przeżywa ten kryzys podwójnie – także jako prezes Stowarzyszenia Hotele Historyczne w Polsce, skupiającego 49 hoteli z duszą rozsianych po całym kraju, które są w podobnej sytuacji.

– Usiąść i płakać? To nie ja – śmieje się Bożena. – Przeszłam w życiu tyle kryzysów, więc przejdę i ten.

Ten pierwszy zaczął się, kiedy miała 33 lata, w przeddzień ferii zimowych jej bliźniaków, wtedy pierwszoklasistów. Cała rodzina spakowana na narty, a ona zauważa wybroczyny na całym swoim ciele. Postanawia przed wyjazdem skontrolować się u lekarza. Z pierwszych badań wynika, że to białaczka. Jeszcze tego samego dnia zostaje w szpitalu, spędzi tam, z przerwami, 13 lat. Kolejni lekarze i kolejne badania, w końcu diagnoza: małopłytkowość. Inwazyjne leczenie powoduje spadek odporności i inne choroby: zakrzepicę, raka węzłów chłonnych i skóry. A jakby tego było mało, uaktywnia się jeszcze wirus zapalenia wątroby typu C. – Moje życie to choroba i okruchy radości pomiędzy – podsumowuje tamten czas.

Jednym z takich okruchów są wakacje w Chorwacji w 2003 roku. Z mężem i dziećmi zwiedzają cały basen Morza Śródziemnego, pływając łodzią motorową. Pewnego dnia mąż Bożeny doznaje lekkiego urazu znamienia na plecach, ale rana długo się nie goi. Po powrocie do Polski okazuje się, że to czerniak. Pół roku później ma przerzuty do mózgu, a po półtora roku umiera. Świat Bożeny rozpada się na kawałki. Dzieci są już dorosłe, studiują, syn w Australii. Wydawałoby się, że karta w końcu się odwróci. Nic z tego. Bożena znów ląduje w szpitalu. Kiedy jej stan się pogarsza, dzwoni telefon ze szpitala w Sydney. Obcy głos informuje ją beznamiętnie, żeby przyjechała pożegnać się z synem, który w ciężkim stanie trafił do szpitalu z powodu powikłań po mononukleozie.

– To był najbardziej traumatyczny moment w moim życiu – mówi. – Totalny cios. Syn w końcu z tego wyszedł, ale ja myślałam wtedy, jeden jedyny raz, że już się nie podźwignę.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Zrozumieć, co się z nami dzieje

Agnieszka Mościcka-Teske z Uniwersytetu SWPS potwierdza: – Ryzyko, że kryzys może kogoś zabić albo całkowicie wyczerpać, niestety, istnieje. Teraz na przykład obserwujemy wzrost zaburzeń depresyjnych i lękowych, a przypuszczamy, że za jakiś czas będzie przybywać zaburzeń po zespole stresu pourazowego (PTSD) – czyli u części osób obecny kryzys przełoży się na długotrwałą negatywną zmianę ich życia. Na kryzysy można bowiem spojrzeć z dwóch perspektyw: z perspektywy bezpośredniej reakcji na trudne sytuacje i tej długofalowej, zmieniającej oś w torze naszego życia, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

Każdy z nas doświadcza kryzysów, wśród których są te rozwojowe, czyli związane z ukończeniem szkoły, początkiem i zmianą pracy, pojawieniem się dziecka, przekroczeniem pewnego wieku (stąd kryzys wieku średniego). Erik Erikson, amerykański psycholog ubiegłego wieku, wyróżnił osiem kryzysów w życiu człowieka, a każdy powiązał z określonym etapem życia. Począwszy od pierwszego, gdy dziecko oddziela się od matki, a skończywszy na kryzysie związanym ze starzeniem się. Towarzyszą im często niepokoje egzystencjalne, pytania o sens i cel życia.

– To niełatwe przeżycia, ale stajemy przed nimi wszyscy – mówi Agnieszka Mościcka-Teske. – Są też jednak takie kryzysy, które nie zdarzają się każdemu, katastroficzne, związane z jakimś dramatycznym wydarzeniem, które zmieniają poważnie funkcjonowanie ludzi i ich stan emocjonalny.

Psycholożka zauważa, że te pierwsze, rozwojowe, są konieczne, żeby wejść na dalszy etap życia, żeby się rozwinąć. Jedni przechodzą je lepiej, inni gorzej, natomiast te katastroficzne są trudne dla większości z nas. Ważne, żebyśmy wiedzieli, co się z nami dzieje.

– Pierwsza reakcja na kryzys może być intensywna, podobna do szoku, zawsze składa się z reakcji emocjonalnej i poznawczej – wyjaśnia psycholożka. – Nasz sposób przeżywania i myślenia bywa wtedy rozpięty na wysokiej amplitudzie: od radości do smutku, od złości do odrętwienia emocjonalnego. Czasami możemy mieć poczucie, że to wszystko nie dzieje się naprawdę, że nas nie dotyczy i że my sami jesteśmy kimś innym, niż byliśmy do tej pory. Ludzie reagują tak w stanie zagrożenia.

Ten mechanizm nazywamy w psychologii derealizacją i depersonalizacją. Z grubsza polega na tym, że nasz mózg próbuje radzić sobie, oddzielając nas od realiów, fundując nam odczucie, że jesteśmy obok, że to nie my uczestniczymy w danej sytuacji, a to, co się właśnie rozgrywa, to jakiś ponury film. Czasami mózg „zamraża” nas fizycznie – leżymy na kanapie i nie możemy ruszyć ręką ani nogą. Nasze procesy poznawcze ulegają wtedy dezorganizacji, chaosowi, mamy problemy z koncentracją, kojarzeniem, utrzymaniem uwagi.

Psychologowie podkreślają, że to naturalne reakcje i że trzeba je zaakceptować. Agnieszka Mościcka-Teske: – One nie są nam dane przypadkowo. Mają nas przestawić na inne tory funkcjonowania, zmienić nasz dotychczasowy sposób myślenia, poziom energii, który wkładaliśmy w różne aktywności. Bez przesady można powiedzieć, że więcej problemów może rodzić udawanie, że nic się nie dzieje, niż pozwolenie sobie na przeżywanie prawdziwych emocji.

Coach Monika Kraft: – Nawet w najgłębszym kryzysie warto się zatrzymać i zastanowić. Co to wszystko znaczy? Dlaczego akurat na tej ścieżce się wyłożyliśmy i właśnie w ten, a nie inny sposób. Może trzeba iść inną ścieżką, może biegać inaczej, w innych butach?

W kryzysie powinniśmy więc, po pierwsze, uświadomić sobie, co się z nami dzieje, na przykład, że przeżywamy lęk. Po drugie, rozpoznać reakcje ciała, które się z nim wiążą, na przykład to, że ściska mnie w gardle na dźwięk karetki za oknem. Po trzecie, uznać, że ten symptom jest czymś naturalnym, a nie, że to oznaka mojej słabości. Po czwarte, pozwolić sobie na odczuwanie tych emocji. Bo jeśli nie damy sobie prawa do ich ekspresji, to one nie znikną w magiczny sposób, tylko będą utrzymywać się w naszym organizmie w postaci paraliżującego napięcia.

Każdy kryzys staje się tak naprawdę okazją do tego, żeby wejść na sto procent w odczuwanie ciała, zmysłów, emocji. (Ilustracja Rafał Kucharczuk) Każdy kryzys staje się tak naprawdę okazją do tego, żeby wejść na sto procent w odczuwanie ciała, zmysłów, emocji. (Ilustracja Rafał Kucharczuk)

– Nie da się oszukać naturalnych reakcji ciała i mózgu w odpowiedzi na zagrożenie – przestrzega psycholożka. – Nawet jeśli będziemy wspaniale grać, że nic się nie dzieje, to i tak fizjologia zrobi swoje. Pozwolenie jej na działanie to najbardziej naturalny sposób przejścia przez sytuację kryzysu. Warto pamiętać – i to po piąte – że w kryzysie, obok zmiany w warstwie emocjonalnej, pojawia się też zmiana naszej aktywności. Może spaść nasza produktywność, może nic nam się nie chcieć, możemy nie wykazywać elastyczności w działaniu. I to też jest OK. W kryzysie katastroficznym nasze siły nastawione są bowiem bardziej na to, żeby się ratować, a nie na to, żeby się rozwijać. Nie działajmy wbrew organizmowi. Z czasem możemy wrócić nawet do większego poziomu aktywności.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Nie poddawać się

Intrygujące jest to, że jedni od razu się poddają, inni walczą do upadłego. Bożena Szok: – Stosowałam się przykładnie do zaleceń lekarzy, ale choroba była jakby z boku. W samym centrum było zawsze życie. Może to mnie ratowało, że zawsze myślałam pozytywnie, że chciałam iść do przodu, coś robić, także dla innych, a nie rozpamiętywać, dlaczego coś mnie spotkało.

Rok 2007, Bożena jest leczona w Instytucie Hematologii i Transplantologii. Wokół młode dziewczyny z zaawansowanymi białaczkami. Patrzy, jak cierpią, jak gasną w oczach. Zaczyna opowiadać im o swoich podróżach z rodziną dookoła świata i o tej ostatniej z mężem do Peru i Boliwii, o książkach, filmach, o teatrze. Słuchają z zainteresowaniem. Bożena zastanawia się, co jeszcze dla nich zrobić. Może salon piękności? Koleżanki przynoszą jej całe pudła kosmetyków, suszarki, szczotki.

– Pierwszego dnia kręciłyśmy loki na perukach, drugiego był temat: odżywiamy i pielęgnujemy dłonie, kolejnego robiłyśmy sobie masaże stóp. Po tygodniu podłączone do kroplówek skakałyśmy na łóżkach. Ale każdego dnia było nas mniej, jak w nierealnym świecie. Przeniosłam wtedy salon do sali obok, potem na cały oddział. Jak wychodziłam ze szpitala, to lekarze poprosili mnie, żebym odwiedzała pacjentki, bo tak dobrze działa na nie moja terapia. Przychodziłam przez kilka lat.

W kryzysie zawsze wybierała działanie. Kiedy dowiedziała się, że mąż ma przerzuty i że nie ma dla niego ratunku, zabrała go do domu, zorganizowała potrzebne sprzęty, opiekę lekarską. W jego pokoju zawsze stały świeże kwiaty, grała muzyka. Starałam się być silna także dla dzieci, które przygotowywały się do matury.

– Powiedziałam im całą prawdę. Dzięki temu w ostatnich miesiącach patrzyli na tatę ze świadomością, że odchodzi, pielęgnowaliśmy go na zmianę. Nie rozpaczałam przy nich. Zapewniałam ich, że cokolwiek się stanie, zawsze będziemy razem. I że nadal będziemy podróżować po świecie jak wcześniej z ojcem. W pierwsze wakacje po jego śmierci wyprawiliśmy się we trójkę na Sycylię.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Znaleźć swój potencjał

Skąd czerpać siły, energię, gdy świat się wali? Bożena odpowiada: – Z tego, co wyniosło się z domu. Ona wyniosła wolność. Nikt nie przeszkadzał jej w braniu odpowiedzialności za swoje pomysły. Rajd rowerowy? Proszę bardzo. Podchody z czwórką młodszego rodzeństwa? Jak najbardziej. Kiedy coś jej się udało, rozpierała ją radość, a kiedy nie wyszło – próbowała ponownie. Potem już wiedziała, że zawsze sobie poradzi.

– Dom to podstawa – twierdzi Bożena. – Ale jak ktoś miał słabe dzieciństwo, to też nie stoi na straconej pozycji. Każdy ma jakiś potencjał, jakieś talenty, trzeba tylko postarać się je odnaleźć.

Wcześniej źródłem jej siły był mąż. Wzajemnie się inspirowali i wspierali. Pewnego dnia stanęli przed zrujnowanym dworkiem w szczerym polu w Trębkach Nowych i on zapytał: „Może go odbudujemy?”. Ona odpowiedziała bez wahania: „No pewnie!”. I tak uratowali zabytek dziedzictwa narodowego, tworząc najpierw w tym miejscu dom dla siebie, potem biznes.

– Z moim mężem wszystko było możliwie. Taka miłość zostaje na resztę życia. Ale to nie znaczy, że zamknęłam się na nowe uczucie. Mam wspaniałego partnera. Chyba jestem szczęściarą – śmieje się.

Cała ona. Nigdy się nie załamała. Wracała do domu ze szpitala i starała się żyć normalnie. Robiła wszystko na maksa, jakby jutro był koniec świata. W najtrudniejszym momencie choroby zaczęła uczyć się włoskiego, żeby móc rozmawiać, podróżując do Włoch, czytać przepisy z włoskich książek kucharskich, bo uwielbia gotować. Nie przestawała marzyć, na przykład o tym, że pojedzie na wakacje i założy narty wodne, co do tej pory jej się nie udało, a uprawia wiele sportów.

W poradzeniu sobie z kryzysem niezwykle ważne jest wsparcie społeczne, zarówno rodziny, przyjaciół, jak i to profesjonalne. (Ilustracja Rafał Kucharczuk) W poradzeniu sobie z kryzysem niezwykle ważne jest wsparcie społeczne, zarówno rodziny, przyjaciół, jak i to profesjonalne. (Ilustracja Rafał Kucharczuk)

– W najtrudniejszych chwilach pomagali mi, oczywiście, przyjaciele. Czasem wystarczył mały znak: telefon, makowiec zawiązany czerwoną wstążką, i od razu robiło się lepiej. Rok po śmierci męża nasz przyjaciel Piotr Łyszkiewicz zaprosił mnie na pierwszą edycję swojego festiwalu Ladies’ Jazz do Gdyni. Jestem tam co roku od 15 lat. Nie mogę radzić nikomu, jak przeżyć kryzys, ale wiem jedno: trzeba być szczerym wobec siebie. Jak mamy ochotę popłakać, płaczmy, jak potańczyć, róbmy to, jak chcemy być sami, odizolujmy się, byleby nie na długo, bo energia pozytywnych ludzi bardzo się w takich chwilach przydaje. Nawet w samym środku beznadziei trzeba szukać powodów do radości, choćby małych. Cieszyłam się jak dziecko na przykład z tego, że kiedy chorowałam, przyjaciele pomogli mi na święta wielkanocne przenieść łóżko z sypialni na piętrze do salonu na parterze i że mogłam być z nimi. Zawsze wymyślałam coś, na czym mogłabym się skupić, żeby nie zajmować się nieszczęściami. Wierzyłam, że one miną. No i zawsze ratowały mnie koty i jazz.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Wyjść poza schematy działania

Agnieszka Mościcka-Teske wyjaśnia, że reakcja na kryzys zależy od wielu czynników. Po pierwsze, od tego, na ile uderza on w coś, co jest dla nas cenną wartością. Im mocniejsza jest zagrożona wartość, tym bardziej przeżywamy jej utratę. Po drugie, ważne jest nasze doświadczenie radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, ale nie takimi, które by obciążały psychikę we wczesnych okresach rozwojowych, jak przemoc. Po trzecie, liczy się stan zdrowia, odporność fizyczna, siła. I po czwarte, ważne są nasze cechy indywidualne, które nazywamy zasobami, jak optymistyczne podejście do życia (ale nie polegające na ślepej wierze), przekonanie, że świat jest uporządkowany, że jestem skuteczna. W radzeniu sobie z kryzysem pomagają też dobre doświadczenia w relacjach z ludźmi, sukcesy na koncie, takie na miarę naszych możliwości. Bardzo ważne jest też coś, co nazywa się rezyliencją, czyli prężnością psychiczną, która polega między innymi na umiejętności radzenia sobie ze stresem, byciu świadomym swojego stanu emocjonalnego oraz na pozwalaniu sobie na jego odczuwanie i interpretację. Jeśli rozumiem, co się ze mną dzieje, mogę dzięki temu zrozumieć także to, co się może dziać z innymi ludźmi.

Ktoś może powiedzieć: „Nie radzę sobie z kryzysem, bo nie mam odpowiednich cech”. – Rzeczywiście, temu komuś może być trudniej, ale dobra wiadomość dla niego jest taka, że całe życie można wzmacniać swoje zasoby – odpowiada psycholożka.

W jaki sposób? Na przykład poprzez podejmowanie wyzwań, które wymagają od nas wyjścia poza strefę komfortu i utarte schematy działania. Stresujemy się przed nowymi rozwiązaniami? Mimo to je podejmujmy, bo w ten sposób uczymy się zaradności. Boimy się trudnych decyzji? Ale one budują naszą autonomię, która z kolei daje nam poczucie niezależności. Sami możemy wypracować sobie także inną ważną umiejętność, która pomaga, zwłaszcza w pierwszych momentach kryzysu, czyli uważność na siebie. Jest nam źle? Pomyślmy, czego chce nasze ciało: spać, poćwiczyć, przytulić się do kogoś. I adekwatnie zareagujmy.

Psychologowie zauważają, że poradzenie sobie z kryzysem może być naszym cennym zasobem. Buduje bowiem poczucie sprawczości, skuteczności. Dlatego tak ważne, żeby uczyć tego już małe dzieci. Czyli żeby ich nie wyręczać, nie pozbawiać trudnych doświadczeń, choć, oczywiście, nie mogą to być trudności permanentne, wywołujące traumy.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Szukać wsparcia

W poradzeniu sobie z kryzysem niezwykle ważne jest wsparcie społeczne, zarówno rodziny, przyjaciół, jak i to profesjonalne. Psychoterapeuci zalecają unikanie ludzi pogłębiających nasze lęki, narzekających, a otaczanie się tymi, którzy działają na nas uspokajająco, dają poczucie bezpieczeństwa.

– W każdym kryzysie tkwi jakaś szansa – zapewnia Agnieszka Mościcka-Teske. – Pewnych działań nigdy byśmy nie podjęli, gdyby nie trudna sytuacja. Ona zmusza nas do zmiany, staje się konieczną lekcją rozwoju. Bo w procesie każdej zmiany tak naprawdę poszukujemy samego siebie, tego – jak to określa znany amerykański psycholog Martin Seligman – czym w istocie jesteśmy. Dzięki kryzysom zbliżamy się do naszych najbardziej indywidualnych potrzeb, które pozwolą nam żyć swoim życiem. Warto przez nie przejść choćby po to, żeby to odkryć.

Monika Kraft: – Każdy kryzys staje się tak naprawdę okazją do tego, żeby wejść na sto procent w perfect sense, w odczuwanie ciała, zmysłów, emocji. Zacząć widzieć, słyszeć to, co widzieliśmy, słyszeliśmy sto razy, ale co do nas nie docierało. To wspaniała szansa na prawdziwy kontakt ze sobą. Czego chcę od życia, innych, siebie? Czy żyję swoim życiem, czy cudzym? Każdy kryzys niesie wiele informacji, z których możemy skorzystać i zmienić swoje życie albo nie skorzystać i popaść w stagnację, bezruch, czyli odciąć się od swojej mocy. I wtedy nawet Budda nam nie pomoże. Bo trzeba otworzyć drzwi od środka, żeby tam ktoś mógł zajrzeć. A poza tym świat bez trudności byłby nudny, ludzie nie mieliby motywacji do działania. Kryzysy są dla nas niesamowitą informacją rozwojową, żebyśmy mogli odnaleźć siebie i dopiero na tej podstawie budować naszą aktywność.

Johanna Kern, polska reżyserka i trenerka motywacji od lat mieszkająca w Kanadzie, pisze na swoim blogu: „Jeśli twój umysł zaprząta lęk, pomyśl: To są tylko myśli, a myśli można odmienić. Nigdy nie poddawaj się, myśląc o jutrze, tylko dlatego, że coś wydaje się niemożliwe dzisiaj”.

Bożena Szok: – Kiedyś moja ciotka powiedziała: „Za jaką karę to wszystko cię spotkało”. A ja tak na to nie patrzę. Dla mnie każdy kryzys to jakaś nauka. Dzięki temu wszystkiemu, przez co przeszłam, nauczyłam się cieszyć z każdego przeżytego dnia, doceniać to, co mam. Wielu ludzi straciło teraz pracę, wiele firm jest w kryzysie. Kto pierwszy się podniesie i zacznie działać, odniesie sukces. Co ja robię? Już na początku zaangażowałam się w prace nad tarczą antykryzysową dla naszej branży. Sprzedajemy vouchery na pobyty w późniejszych terminach. Ramię w ramię z moimi pracownikami pielę ogród, sadzę kwiaty, robię porządki, żeby Jaworowy Dwór był przygotowany na przyjazd gości. Ten czas nie jest łatwy, ale staram się wykorzystać go do przemodelowania firmy i swoich nawyków. Najgorsze, co można sobie zafundować, to wymówki, że nic się nie da zrobić. Zawsze się da.

  1. Zdrowie

Stres związany ze zwolnieniem z pracy wykorzystaj w wartościowy sposób

Zwolnienie z pracy wiąże się zwykle z ogromnym stresem, który na dłuższą metę wyniszcza nasz organizm. (fot. iStock)
Zwolnienie z pracy wiąże się zwykle z ogromnym stresem, który na dłuższą metę wyniszcza nasz organizm. (fot. iStock)
Myśleć pozytywnie w sytuacji, gdy z powodu pandemii coraz więcej osób traci pracę? Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Jednak warto podjąć wysiłek, choćby ze względu na nasze zdrowie.

Stres wynikający ze zwolnienia z pracy należy do tak zwanego stresu przewlekłego. Taki stres działa przez długi czas, a konsekwencją jego działania mogą być choroby psychosomatyczne i zaburzenia psychiczne. Każda negatywna myśl, która w tym czasie przychodzi nam do głowy, przez organizm odbierana jest jako stres i wzbudza kaskadę hormonów stresowych (adrenalina, noradrenalina, kortyzol), które z kolei wykonują swoje zadania, zgodnie z ich przeznaczeniem. Adrenalina między innymi podnosi ciśnienie krwi, powoduje przyspieszenie czynności serca, czasami może przyczyniać się do wystąpienia zaburzeń rytmu serca. Noradrenalina ma podobne do adrenaliny działanie na nasz organizm, tylko znacznie silniejsze. Kortyzol powoduje podniesienie poziomu glukozy, którą potrafi wyprodukować z kwasu pirogronowego i dwutlenku węgla czy z aminokwasów. Jednorazowo to nic złego, ale jeśli ten proces trwa długo, to może przyczynić się do rozwoju cukrzycy.

Po co mówić tyle o negatywnych aspektach stresu przewlekłego, który jest wynikiem utraty pracy?

Mówimy o tym dlatego, że to najlepsza metoda radzenia sobie ze stresem po utracie pracy – świadomość, co ja sobie robię złego kiedy negatywnie myślę o mojej obecnej sytuacji. Jedna przykra myśl włącza całą kaskadę hormonów stresowych, której my nie możemy zatrzymać. Najbardziej skuteczna metoda - to tak działać, aby nie wzbudzać jej w ogóle.

Jak to zrobić?

Pierwsza zasada – przestać myśleć negatywnie.

Druga zasada – podnieść ręce do góry i krzyknąć z radością – Jak świetnie, że straciłem pracę! Czekają na mnie teraz nowe możliwości!

Wydaje się absurdalne? Jednak wówczas w naszym organizmie nie włącza się reakcja stresowa. Włącza się natomiast kreatywność. Nasz mózg zaczyna pracować dla nas. Przychodzą nam do głowy nowe pomysły, pojawiają się rozwiązania, których wcześniej nie widzieliśmy.

Dlaczego tak się dzieje? Bo jak udowadniają badania – jeśli poziom stresu rośnie, to poziom inteligencji spada. Dlatego tak ważne jest, aby nasz mózg był w fazie bez stresu.

Trzecia zasada – proponowana przez Profesora Martina Seligmana, twórcę psychologii pozytywnej – to uświadomienie sobie, jakie mam przekonanie o sobie w sytuacji utraty pracy. W większości uważamy, że jesteśmy beznadziejni, co często słyszę od moich pacjentów. Co wtedy zrobić? Można w to uwierzyć i nic dobrego się wtedy nie wydarzy lub możemy zakwestionować to błędne przekonanie.

Jak to zrobić? Trzeba sobie przypomnieć jakie mieliśmy w przeszłości sukcesy. Nie muszą to być oczywiście wielkie rzeczy typu wygranie w Lotto miliona złotych. To mogą być drobiazgi, które my za sukcesy uznajemy. Na przykład: chodząc do szkoły zdałem do następnej klasy, choć z matematyki wcale nie było łatwo, ukończyłem szkołę podstawową z wyróżnieniem, dostałem się na studia itd. Trzeba znaleźć bardzo dużo mniejszych i większych powodów do dumy. Ta długa lista naszych osiągnięć spowoduje, że poczujemy się lepiej. Dostaniemy dawkę dodatkowej energii, której wcześniej nie było. Wówczas nie zgodzimy się mentalnie ze stwierdzeniem, że jestem beznadziejny, bo mamy wiele dowodów na to, że tak nie jest. Poczujemy dodatkową siłę do działania. Skąd weźmie się ta siła? Poprzez zapisywanie naszych sukcesów w naszym mózgu zacznie wydzielać się dopamina – neurotransmiter w mózgu, który między innymi odpowiedzialny jest za wywoływanie motywacji do działania. Zwiększona ilość dopaminy w momencie utraty pracy jest dla nas niezbędna. Wtedy nasz mózg staje się kreatywny. Znajduje nowe rozwiązania. Szuka dla nas nowych możliwości.

To, co słyszę od moich pacjentów, to że w większości przypadków, w ocenie z perspektywy czasu dobrze się stało, że stracili pracę. Nowa praca daje im nowe możliwości i zwykle są bardzo zadowoleni. Niejednokrotnie cieszą się, mówiąc, że to dobrze, że stracili wtedy pracę, bo nigdy by sami nie odeszli, a teraz jest o wiele lepiej niż dotychczas.

Dobrze się dzieje, że czasami ktoś podejmuje za nas trudne decyzje, których my z obawy przed zmianą, nie podjęlibyśmy nigdy.

Elżbieta Bonder, lekarz chorób wewnętrznych, specjalizująca się w leczeniu chorób wynikających z działania przewlekłego stresu i ucząca pacjentów aktywnej profilaktyki powstawania chorób psychosomatycznych, autorka programu Stop Stres.

  1. Psychologia

Czy da się zwolnić pracownika z szacunkiem? 

Dla zwalnianych forma nie jest tak bardzo ważna jak to, co usłyszeli podczas rozmowy z pracodawcą. (Fot. iStock)
Dla zwalnianych forma nie jest tak bardzo ważna jak to, co usłyszeli podczas rozmowy z pracodawcą. (Fot. iStock)
Złe rozstanie z pracownikiem jest jak rozwód z orzekaniem o winie, a co za tym idzie, wywlekaniem wszystkich brudów. Jak temu zapobiec? Odpowiedzi szukają: psycholog Ewa Klepacka-Gryz w rozmowie z psychologiem Anną Jarzębską, wieloletnią byłą menadżerką korporacji, mentorem kariery, doradcą zawodowym. 

Nie tak dawno świat obiegła informacja o wielkiej korporacji , która podczas telekonferencji na Zoomie zwolniła 450 pracowników. To było jak rzeź niewiniątek: wszystkich pracowników zgromadzono przed monitorami ich komputerów a potem nieznany głos poinformował, że ze względu na sytuację firmy związaną z pandemią wszyscy zostali zwolnieni. Następnie odebrano im dostępy do korporacyjnych systemów, poczty itp…

Groźba zwolnienia, obniżone pensje, przymusowy urlop - to zjawiska, z którymi zetknął się, lub zetknie wielu z nas, bo kryzys dopiero się zaczął, bo pracodawcy czują się niepewni, bo nikt nie wie, co będzie dalej. 

To oczywiste, że lepiej rozstać się w taki sposób, żeby w sytuacji przypadkowego spotkania na ulicy nie musieć przechodzić na drugą stronę. Ale czy takie rozstania są możliwe? I jak to zrobić?
Zwalnianie z pracy to trudny moment nie tylko dla pracownika, ale i często dla pracodawcy. Aby wesprzeć pracownika którego się zwolniło firmy często kupują dla nich outplacement czyli proces, w którym od początku do końca zaopiekowane są nie tylko takie kwestie jak wiedza na temat rynku pracy, czy dobre CV, ale i  emocje pracownika. Tylko dzięki dobrze przeprowadzonemu procesowi człowiek jest w stanie płynnie wejść na rynek pracy. To bardzo ważne, zwłaszcza dla tych którzy od dawna na nim nie byli np. wieloletni (10+ lat) pracownicy jednej firmy.

Dlaczego im jest szczególnie trudno?
Bo nie wiedzą jak się w tej sytuacji odnaleźć, bo już dawno nie musieli szukać pracy, bo wydaje im się, że nowe CV wystarczy aby znaleźć super pracę, a to jest jedynie „opakowanie”, bo stresują się swoją sytuacją finansową i brakiem pracy, tak bardzo, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej nie są w stanie ,,wydukać” podstawowych informacji na swój temat, bo stresowa gula w gardle odbiera im głos.

Co to znaczy dobre rozstanie z pracownikiem? Czy można się dobrze rozstać na Zoomie albo w innej wirtualnej przestrzeni?
Dla moich klientów, którzy ostatnio dostali wypowiedzenie, forma nie jest tak bardzo ważna jak to, co usłyszeli podczas rozmowy z pracodawcą. Czy zostali zwolnieni z szacunkiem dla nich i ich pracy, i przede wszystkim ich emocji. Czy zostało zauważone i docenione ich dotychczasowe zaangażowanie, czy poczuli, że są uszanowani w tej sytuacji.

Wiesz, myślę, że w dzisiejszych czasach ta rozmowa, ten proces jest trudny dla obydwu stron. Sama nie mam pomysłu jak można to zrobić w przyjazny sposób?
Na przykład: Jest nam przykro, że musimy to zrobić. Taką jednak podjęliśmy decyzję, ponieważ nie damy rady utrzymać nadal twojego stanowiska w obecnej sytuacji finansowej firmy Bardzo dziękujemy ci za zaangażowanie, oddanie swoim obowiązkom, etc…(wymieniamy zasługi pracownika). Dam ci referencje, jeśli ich potrzebujesz. Wesprzemy cię w poszukiwaniu nowej pracy (outplacement) i życzymy ci powodzenia bo nadal w ciebie wierzymy.

To brzmi rzeczywiście z szacunkiem i uważnością na drugiego człowieka. Myślisz, że to pomoże osobie zwalnianej?
Nawet jeśli pracownik w tym momencie tego wszystkiego nie usłyszy bo np. będzie zajęty swoimi emocjami, to z perspektywy czasu zrozumie w jaki sposób został potraktowany i też to doceni.

No i prawdopodobnie wypowiedzenie nie uderzy tak mocno w jego poczucie wartości. Choć emocje i tak na pewno się pojawią. W końcu strata pracy (na skali wydarzeń stresujących) jest porównywalna do śmierci kogoś bliskiego i wrzuca nas w proces żałoby, z którym wiążą się silne emocje.
To prawda. Pojawia się niedowierzanie, wręcz wyparcie tej informacji, złość, smutek, rozpacz i wiele innych.

A w pracy emocje nie są w cenie. Wiele z moich pacjentek twierdzi, że np. podczas ocen pracowniczych dostają informacje, że są zbyt emocjonalne, albo histeryczne. Dlatego wypowiedzenie z pracy, przez internet i pozostanie samemu z emocjonalnym koktajlem, na dodatek w obliczu pandemii czyli zagrożenia zdrowia i życia musi być ogromną traumą.
Jeśli chodzi o emocjonalność w pracy to sama doświadczyłam reakcji na nią. Kiedy mój szef poinformował mnie o zwolnieniu, a ja spokojnie ustaliłam z nim do kiedy zostanę (wymagał tego proces, który prowadziłam) i co jeszcze zrobię, powiedział: ,,Dziękuję ci za bezemocjonalne i profesjonalne podejście”.

Odebrałaś to jako komplement?
Po czasie zrozumiałam, że on mi dziękuje za to, że się nie rozsypałam podczas tej rozmowy, bo to on nie poradziłby sobie z moimi emocjami.

 Ano właśnie, nasza emocjonalność to bardziej problem naszych zwierzchników.
Myślę, że tu głównie chodzi o różnice emocjonalne pomiędzy mężczyznami i kobietami. 

Być może mężczyznom zwłaszcza posiadaczom władzy jest trudniej z kobiecymi emocjami. Ale kobieta szefowa, która musi powiedzieć pracownikowi o obniżeniu pensji albo przymusowym urlopie, choć doskonale wie, że pracownik tu w niczym nie zawinił. I na dodatek musi zrobić to w taki sposób, żeby go nie stracić. A druga strona czyli pracownik musi rozważyć, czy jest w stanie rzeczywiście przyjąć tę propozycję bez emocjonalnej szkody a nie tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia.
To prawda, że to trudne i że ta trudność dotyka nas wszystkich, ale na szczęście ludzie w środowiskach biznesowych w tych trudnych czasach bardzo się wspierają np. dzielą swoją wiedzą w darmowych webibnarach czy proponując konsultacje pro bono. 

Na zakończenie poproszę cię o jakąś jedną dobrą radę dla wszystkich; tych zwalnianych i tych zwalniających, tych którzy tracą pracę i tych którzy nie są w stanie pracować za obniżoną pensję.
Pomimo tego, że obecnie świat (nie tylko rynek pracy) nie jest stabilny, a może właśnie dlatego warto zatrzymać się na chwilę refleksji, zastanowić nad sobą, zadać sobie pytanie czego mnie ta sytuacja pandemii nauczyła nowego o sobie, co bym w związku z tym chciała zmienić w swoim życiu i w którym kierunku zmierzam? To nam da napęd do otwarcia kolejnego nowego rozdziału, nie tylko zawodowo.

Ja dodałabym, żeby nie tracić energii na waleniem głową w mur czyli narzekanie, szukanie winnego, czarnowidztwo. Świat, nawet ten w pandemii jest jaki jest, ani dobry ani zły i to my sami nadajemy mu znaczenie.  

Ewa Klepacka-Gryz – psycholog, terapeutka, autorka wielu poradników psychologicznych. Prowadzi warsztaty dla osób cierpiących na choroby psychosomatyczne, kobiet w trudnych sytuacjach życiowych oraz par w kryzysach. Polecamy najnowszą książkę Ewy Klepackiej-Gryz „Kiedy Twoja wrażliwość staje się zaletą”.

  1. Psychologia

Stres w pracy - jak sobie z nim radzić?

Po rozpoznaniu tego, co służy, a co nie służy twojej zdrowej aktywności zawodowej, zastanów się, jakie zmiany możesz zainicjować sama, pracując nad własnym rozwojem osobistym, a jakie mogłabyś postulować w ramach organizacji firmy. (fot. iStock)
Po rozpoznaniu tego, co służy, a co nie służy twojej zdrowej aktywności zawodowej, zastanów się, jakie zmiany możesz zainicjować sama, pracując nad własnym rozwojem osobistym, a jakie mogłabyś postulować w ramach organizacji firmy. (fot. iStock)
Zdarza ci się czuć w pracy jak łódeczka puszczona na wzburzony ocean? Huragan szaleje, znikąd wsparcia (szef zajęty swoimi sprawami), a na dodatek boisz się, że zaraz utoniesz. Co zrobić, by odzyskać właściwy kurs?

Zdarza ci się czuć w pracy jak łódeczka puszczona na wzburzony ocean? Huragan szaleje, znikąd wsparcia, a na dodatek boisz się, że zaraz utoniesz. Jak radzić sobie ze stresem w pracy?

Justyna od dłuższego czasu obserwowała, jak Ania, jej koleżanka z działu, coraz bardziej się spala w pracy i żyje w ogromnym napięciu, które rykoszetem odbija się również na Justynie. Atmosfera w zespole stawała się coraz bardziej nieprzyjemna. Ania, odkąd została kierowniczką nowego projektu, zostawała często po godzinach, ciągle była przemęczona, zmartwiona i jak mantrę powtarzała: „Jak ja dam radę to skończyć w terminie, żeby się wszystko na dodatek kupy trzymało?!”. Z rozmów z dyrektorem wracała zdenerwowana i Justyna miała wrażenie, że po drodze nieraz płakała, co starała się jednak skrzętnie ukrywać przed koleżankami. „Aniu, wyluzuj trochę, bo się wykończysz” – Justyna, mówiąc to, starała się wesprzeć koleżankę, lecz jej reakcja wprawiła Justynę w osłupienie, bo dawna Ania nigdy by tak do niej się nie odezwała: „Lepiej pilnuj swoich spraw, żebyś sama się nie wykończyła”.

Stres w pracy - dotrzyj do źródeł

Jeżeli ktoś nieustannie żyje w napięciu i z tego powodu odczuwa poważny dyskomfort psychiczny, a najczęściej również somatyczny (od duszności, poprzez bóle i zawroty głowy, kołatania serca, po nudności, biegunki, zaparcia oraz cały szereg innych dolegliwości, jak np. – rzadko kojarzone ze stresem – poczucie mrowienia, cierpnięcia, swędzenia), to mówienie mu „wyluzuj, stary/stara” jest najkrótszą drogą do niekontrolowanego wybuchu złości. Żeby móc przestać żyć w napięciu, nie wystarczy po prostu wyluzować. Trzeba najpierw rozpoznać źródło tego napięcia i pracować świadomie z przyczyną, a nie jedynie skutkiem.

Inny scenariusz postępowania prowadzi poprzez używanie środków redukujących napięcie, takich jak papierosy, alkohol, narkotyki czy niektóre leki – na dłuższą metę skutkuje to jedynie uzależnieniem od tych środków i pogorszeniem zdrowia oraz stanu psychicznego. Wtedy rzeczywiście może nas ominąć wiele z tego, co życie ma nam do zaproponowania.

Stres w pracy - skąd się bierze napięcie?

To, na ile sytuację w pracy postrzegamy jako trudną i ważną, zależy z jednej strony od cech osobowościowych, z drugiej od środowiska pracy – tego, jak jest ona zorganizowana i jakich bodźców dostarcza. Jeśli jesteś nadmiernie miła i pracujesz w miejscu, gdzie stawiane są ci wysokie wymagania ilościowe (za dużo do zrobienia) i jakościowe (ma być perfekcyjnie) bez jednoczesnej wspierającej kontroli twojej pracy (informacji zwrotnych od przełożonych, wsparcia w sytuacjach przekraczających twoje możliwości), to twoje życie w pracy będzie przebiegać w stanie nieustannego napięcia, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Co można zrobić, by wyrwać się z tego zaklętego kręgu?

Dobrze byłoby zacząć od remanentu, przyglądając się sposobowi, w jaki funkcjonujesz w pracy, oraz temu, jak działa firma, w której pracujesz. Po rozpoznaniu tego, co służy, a co nie służy twojej zdrowej aktywności zawodowej, zastanów się, jakie zmiany możesz zainicjować sama, pracując nad własnym rozwojem osobistym, a jakie mogłabyś postulować w ramach organizacji firmy. Już słyszę te wszystkie głosy protestu wypominające, że pracownik wobec szefa jest jak mrówka wobec słonia i nie ma nawet co próbować czegokolwiek zmieniać. Jednak doświadczenie pokazuje, że firmy bardzo często podejmują działania naprawcze i reorganizacyjne pod wpływem informacji, że dobrzy pracownicy myślą o odejściu. Nie jest to więc bez znaczenia dla żadnej ze stron, jak przebiega współpraca.

Stres w pracy - dobry i zły

Nie chodzi o to, by nie odczuwać żadnego pobudzenia ani stresu – to świadczyłoby o tym, że pożegnaliśmy się z życiem. Lekarz Hans Hugo Selye, który wprowadził pojęcie „stresu” do użycia, wykazał jednocześnie, że jest to naturalna, normalna reakcja biologiczna każdego żywego organizmu. Stres pobudza do działania, ale też informuje o przeciążeniu. Chodzi o to, by uchwycić granicę, kiedy szala przechyla się na stronę przeciążenia, i nie brnąć dalej w ślepy zaułek.

Co ważne, badania Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego pokazują, że kobiety mają większą niż mężczyźni tendencję do „internalizowania” stresu i uznawania własnej winy w sytuacjach, które powodują jego występowanie. Z poziomu pracy nad sobą bardzo pomocne jest więc wykształcenie nawyku „niekupowania” poczucia winy, kiedy wcale nie leży ona po jednej stronie. Procesy wewnątrz firmy mogą być źródłem stresu niezależnie od naszej osobistej postawy życiowej, warto nauczyć się je rozpoznawać i mieć świadomość, co nie działa w danej sytuacji.

Stres w pracy -  poproś o feedback

Według koncepcji Roberta Karaska i Toresa Theorella w procesie powstawania stresu zawodowego decydujące znaczenie mają poziom wymagań oraz sposób, w jaki te wymagania są kontrolowane. Pewnie nie wszystkim wyda się oczywiste, że najwyższy poziom stresu generują sytuacje, kiedy stajemy wobec wysokich wymagań nieidących w parze z wysokim poziomem kontroli. Jak swoboda działania może u kogokolwiek aktywować stres? Otóż tak właśnie się dzieje. Wysoki poziom zdrowej kontroli polega na tym, że szef stawiający określone wymagania na bieżąco informuje nas, jak z jego punktu widzenia przebiega praca, czy jego zdaniem podążamy w kierunku, gdzie na końcu pojawi się oczekiwany rezultat. Udziela rad i wsparcia, kiedy wymagania przerastają nasze możliwości, a nie wtrąca się, kiedy widzi, że sprawy mają się dobrze, jednak dostarcza feedbacku, że jest OK, co pozwala pracownikowi spokojnie zajmować się pracą, a nie wątpliwościami „Co będzie, jeżeli okaże się, że coś zrobiłam źle?”.

Kiedy brakuje jasności w przedstawieniu wymagań i rzeczowej kontroli realizacji zawierającej elementy wsparcia, pracownik może czuć się jak mała łódeczka puszczona na wzburzony ocean – wiadomo, że gdzieś jest pożądany port, jednak brak jasności kierunku, w którym trzeba płynąć, znikąd wsparcia, a dojmującym uczuciem staje się lęk przed utonięciem (w przypadku pracowników jest to zazwyczaj strach przed utratą pracy i związany z nim brak poczucia bezpieczeństwa).

Instrukcja obsługi siebie

W opisanym przykładzie Ania doświadcza pracy w takich właśnie realiach: zupełnie nowy projekt, za który ma odpowiadać, zestresowany dyrektor, który sam nie bardzo wie, jak „ugryźć zagadnienie”, niemogący tym samym dać wspierających rad pracownikowi, presja czasu i wynikające już z osobistego charakteru Ani przekonanie, że jeśli coś, w czym uczestniczy, nie działa idealnie, to z pewnością wina leży po jej stronie. Wszystkie elementy niezbędne do wygenerowania wysokiego poziomu stresu zbiegły się w tej jednej sytuacji. Jednej, ale nie wyjątkowej, bo niezwykle powtarzalnej w wielu firmach.

To, od czego należałoby zacząć, to rozprawić się z poczuciem winy, dostrzegając, że trudności rozkładają się na różne osoby i różne zagadnienia. Kolejnym krokiem jest przeniesienie energii z „bania się” na działanie pod tytułem: jaka moja potrzeba nie jest zaspokojona, co zrobić, żeby ją zaspokoić? Co byłoby dla mnie wspierające? Może tabelka z czasem pracy stałaby się argumentem, za przydzieleniem jej jakiejś osoby do pomocy? A może propozycja zakupu przez firmę programu usprawniającego działania, które Ania wykonuje teraz „na piechotę”? Albo pomysł zaproszenia doradcy, który pomógłby im obojgu wdrożyć się w nowe zagadnienie?

Każde działanie zmierzające do znalezienia konstruktywnego rozwiązania zmniejsza poziom stresu. Pozostawanie w tym samym miejscu i dalsze denerwowanie się powoduje przejście procesu na etap stresu przewlekłego, co zwykle skutkuje wypaleniem zawodowym.

Stres w pracy - jak się nie wkręcać?

Bycie sobą to bycie świadomym swoich potrzeb w stopniu nie mniejszym niż potrzeb otoczenia oraz zabieganie o to, by były one zaspokajane w sposób niezbędny do prawidłowego funkcjonowania – bez konieczności tkwienia w sytuacji nieustannego napięcia. Jeżeli wykonasz wysiłek rozpoznania sytuacji i stwierdzisz, jakie działania są konieczne, by zapewnić ci przynajmniej minimum komfortu w pracy, a następnie te działania wprowadzisz w życie, to oprócz satysfakcji z dobrze wykonanego zadania możesz zyskać dostęp do tego, co życie ma ci do zaproponowania, zamiast zadowalać się okruchami. Warto spróbować.