Ekologiczny archipelag marzeń: Seszele

fot. iStock

Seszele to jedno z nielicznych miejsc na Ziemi, które nie wymagają retuszu w Photoshopie. Są tu białe jak mąka plaże, niewiarygodnie przejrzysta woda i zagrożone w innych miejscach na Ziemi gatunki roślin i zwierząt.

Przywykliśmy, że zdjęcia w katalogach biur turystycznych to jedno, a rzeczywistość zastana zaraz po przylocie na miejsce to jednak trochę inna bajka. Nigdzie nie ma przecież aż tak czystego piasku i lazurowej wody. A nawet jeśli gdzieś jest, to niechybnie na zamkniętych prywatnych plażach tylko dla VIP-ów. Jeśli coś dostępne jest dla turystów przelewających się nieprzerwaną falą od świtu do nocy, musi przecież nosić owej nieprzebranej fali ślady. Naprawdę musi?

Na Seszelach udała się rzecz niezwykła. Ochronę naturalnych zasobów łączy się tu z tzw. zrównoważoną turystyką. Ale po kolei. Na gigantyczny rezerwat przyrody, jakim są Seszele, składa się 115 w zdecydowanej większości bezludnych wysepek położonych na Oceanie Indyjskim. Między wschodnimi wybrzeżami Afryki a Madagaskarem. Ponad połowę kraju objęto przyrodniczą ochroną, a 40 procent znajduje się pod kuratelą UNESCO. Jest co chronić. W zamierzchłej geologicznej przeszłości Seszele wraz z Afryką, Ameryką Południową, Australią, Indiami, Madagaskarem i Antarktydą tworzyły kontynent. Odłączyły się od stałego lądu, zanim jeszcze ewolucja gatunków nabrała tempa. I tak przez miliony lat w sposób naturalny na tutejszy ląd nie dotarł żaden ssak, nie licząc zaopatrzonych w skrzydła nietoperzy (grillowane nietoperze są dziś zresztą jednym z miejscowych przysmaków). To na Seszelach żyje najliczniejsza populacja żółwi olbrzymich. I tylko tu rosną palmy lodoicji seszelskiej, znanej bardziej jako coco de mer (kokos morski). To symbol kraju równie charakterystyczny co dosadny. Nie sposób nie dostrzec podobieństwa podwójnych 20-kilowych orzechów do damskich pośladków. To skojarzenie w wersji soft: co bardziej dociekliwi będą szukać innych porównań. Te unikatowe rośliny są chronione do tego stopnia, że każdy, kto ma na swojej ziemi palmę kokosa morskiego, musi zgodzić się na wizyty państwowych kontrolerów sprawdzających, czy nie ubyło jej orzechów. Zrywanie ich dla własnych celów jest surowo wzbronione. To właśnie takie podejście sprawia, że Seszele naprawdę są eko. Oczywiście, nie zawsze tak było, kraj przetrwał czasy wycinki tropikalnych palm, zagrażającej wielu innym gatunkom. Wyspy mają też swoją mroczną, okupioną krwią niewolników historię. Dziś jednak stanowią wzór dla regionu – z darmową służbą zdrowia i rządowymi dopłatami do czynszów i transportu dla mieszkańców. A także z rozsądnie obmyślanym planem rozwoju turystyki. Seszele nie zdecydowały się na masowego turystę. Ciężko znaleźć tu oferty all inclusive. Z jednej strony na trzech głównych wyspach powstają luksusowe resorty, z drugiej – kameralne hoteliki i kwatery oferujące domową atmosferę. Seszele są wymagające. Oczekują od turysty albo bardzo pojemnego portfela, albo autentycznego zaangażowania w zaplanowanie podróży i odkrywania wysp na własną rękę. Tu plaże są publiczne. I jednocześnie czyste. Bez żadnego Photoshopa.

Jak dolecieć?

Najwygodniejsze połączenia z Polski obsługują linie Qatar Airways. Wylatujemy z Warszawy po 18.00, na miejscu jesteśmy ok. 9 rano (różnica czasowa to dwie godziny do przodu, kiedy obowiązuje u nas czas letni, i trzy godziny w okresie zimowym). Po drodze przesiadka w stolicy Kataru. Cena: od 3 tys. zł w górę. Nie obowiązują wizy.

Gdzie się zatrzymać?

Baza noclegowa skupia się na trzech głównych wyspach: Mahé, Praslin i La Digue. Luksusowe resorty (m.in. Le Méridien Fisherman’s Cove na Mahé, Raffles na Praslin czy Le Domaine de La Reserve na La Digue) to wydatek minimum 1400 zł za noc. W dużo skromniejszych, ale zadbanych guest house’ach znajdziecie zakwaterowanie już za 240 zł.

Co i jak zwiedzać?

Na wyspie Mahé mieści się stolica Victoria z tamtejszym charakterystycznym rondem z wieżą zegarową. Główną atrakcją Seszeli jest jednak przyrodaSesz. Na miejscu można wynająć samochód (obowiązuje ruch lewostronny!), a między głównymi wyspami podróżujemy samolotem (125 euro w obie strony) lub promem (32 euro). Najlepsze miejsca do nurkowania to m.in. Ste. Anne Marine National Park, Anse Source D’Argent, Anse Royale.

Populacja wysp to ok. 90 tysięcy mieszkańców, potomków afrykańskich niewolników, Francuzów, Brytyjczyków i wielu innych nacji. Językiem urzędowym jest kreolski, większość miejscowych mówi też po francusku, a spora część po angielsku, którego Seszelczycy obowiązkowo uczą się w szkole.

Przysmakiem tutejszej kuchni są świeżo złowione grillowane ryby, m.in. bardzo popularne na Seszelach lucjany.

Jedna z tutejszych atrakcji turystycznych to nurkowanie. I choć bogactwo egzotycznych ryb jest porażające, proces obumierania koralowców to na Seszelach realny problem. Rozpoczęto program rewitalizacji rafy.