fbpx

Iga Świątek: „Niczego nie odpuszczam”

Iga Świątek: "Niczego nie odpuszczam"
– Decyzja o sportowym życiu? Właściwie nie musiałam jej podejmować. Tenis mi wychodził, dlaczego miałabym rezygnować z czegoś, w czym jestem dobra? (Fot. BE&W)

Ten rok należy do niej. 19-letnia Iga Świątek, jako pierwsza Polska w historii wygrała prestiżowy turniej Rolanda Garrosa.

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.

Jeśli masz 18 lat i grasz w IV rundzie turnieju wielkoszlemowego, to wiele to znaczy. Ona wysoko zajdzie! – tak Simona Halep, jedna z najlepszych tenisistek świata, oceniła w ubiegłym roku Igę Świątek. Samo dotarcie na ten szczebel turniejowej drabinki to sukces, który rzadko bywa udziałem polskich tenisistek.

Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z wielkimi gwiazdami tenisa, trudno mi było opanować emocje. Zachowywałam się jak ich fanka, a nie rywalka. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że przecież zasłużyłam, żeby tam być, że mogę grać z nimi jak równy z równym. Ciągle jestem tym podekscytowana, ale z turnieju na turniej mniej – śmieje się Iga. I dodaje: – Nie byłam pewna, czy się w tym odnajdę, tenis juniorski to jednak inna liga. Ten rok był testowy – chciałam sprawdzić, czy się do takiego życia nadaję.

Test wypadł pozytywnie. Czy czegoś żałuje? Niewykorzystanej szansy? Jakiejś przegranej? – Nie, bo wszystkie błędy czegoś uczą. Wyciągam wnioski i następnym razem jestem lepsza. Nawet porażka z Simoną Halep – rywalka nie dała mi szansy, nie miałam czasu powalczyć – a jednak właśnie ten mecz nauczył mnie, jak się zachowywać na dużych stadionach. Następnym razem już wiedziałam, jak do tego podejść. Porażka to okazja do nauki.

Iga jest perfekcjonistką. Otwarcie o tym mówi. A perfekcjoniści łatwo się przecież z porażkami nie godzą. – To nie do końca tak. Mój perfekcjonizm oznacza, że zawsze staram się działać na sto procent. Trochę to męczące, fakt. Ale nie zadręczam się, jak mi się coś nie uda. I czasem udaje mi się osiągnąć poczucie spełnienia, ale muszę zrobić coś naprawdę super.

Kiedy miała cztery lata, już biegała po korcie. Nie, jeszcze nie odbijała piłeczki, wtedy grała jej starsza o trzy lata siostra. Ale tata chciał, żeby dziewczyny wspólnie szły tą drogą. Nie udało się, Agacie przeszkodziła kontuzja, ale Iga połknęła tenisowego bakcyla. Choć dopiero cztery lata temu stwierdziła, że to fajny sposób na życie. Wcześniej motywowała ją obserwacja siostry, to był jej stały impuls do pracy nad sobą. – Decyzja o sportowym życiu? Właściwie nie musiałam jej podejmować. Tenis mi wychodził, dlaczego miałabym rezygnować z czegoś, w czym jestem dobra? Wiele osób w moim wieku nie wie, w czym się sprawdzają, czasem przez lata szukają. Ja miałam komfort: to zawsze było jasne.

Sport, ten zawodowy, traktowany na sto procent, zawsze oznacza wyrzeczenia. – Jasne, są. Spore. Choć teraz, kiedy już dużo osiągnęłam, jest łatwiej, w szkole bardziej mi pomagają, wiedzą, że u mnie tenis jest na pierwszym miejscu.

A jemu wszystko musi być podporządkowane. Bo to przecież nie tylko treningi, także to, co się je, jak się śpi. Nawet – jak się myśli. Dlatego do planu tygodnia Iga włączyła pracę z psychologiem. Pomaga opanować tremę, powściągnąć ekscytację, wyćwiczyć koncentrację, nie pogubić się podczas wielkich turniejów. Co nie jest łatwe. – Kiedy pierwszy raz grałam na dużym stadionie w finale juniorskiego Wimbledonu, to było przeżycie. Tysiące ludzi, ekrany, billboardy… Trudno mi było to ogarnąć.

Na co dzień plan dnia jest napięty. Pobudka wcześnie, bo trzeba spod Warszawy dojechać do szkoły, kłaść się nie można zbyt późno, bo organizm musi być wypoczęty. Treningi – dwa dziennie. Fizjoterapia. Życie towarzyskie, siłą rzeczy, mocno ograniczone. – Przyjaciele rozumieją, że czasem jestem, ale częściej mnie nie ma. Spotykamy się, kiedy możemy. A jak nie możemy, to dziś też nie jest to taki problem. Dzięki Internetowi można gadać, będąc na dwóch krańcach świata. Kiedyś te ograniczenia mi przeszkadzały, teraz się przyzwyczaiłam, poza tym rozumiem, że coś muszę poświęcić. Takie życie ma wady i zalety. Wady oswoiłam, zalety doceniam. Tak jest łatwiej.

Marzenia? Iga się nie zastanawia: medal igrzysk olimpijskich i cztery tytuły w Wielkim Szlemie. Na realizację tych marzeń ma jeszcze sporo czasu.

Iga Świątek, ur. w 2001 roku, tenisistka. W 2016 roku jako 15-latka wygrała turniej zawodowy w Sztokholmie, rok później – w Bergamo. W 2018 roku została mistrzynią juniorskiego Wimbledonu, ma też złoty medal w deblu (z Kają Juvan, Letnie Igrzyska Olimpijskie Młodzieży w Buenos Aires). Rok 2019 to był start w „dorosłym tenisie”. Udany. Finał w Lugano, udział we wszystkich turniejach Wielkiego Szlema. Iga razem z Urszulą Radwańską są ambasadorkami akcji Dzieciaki do Rakiet, promującej tenis w szkołach.