fbpx

Kraina filantropów

Kraina filantropów
Bill i Melinda Gatesowie wydają na program medyczny więcej niż WHO. (Fot. East News)

MacKenzie Bezos wywołała wielką wrzawę, deklarując, że odda na cele charytatywne połowę z 37 mld dol. uzyskanych wskutek rozwodu z Jeffem, szefem Amazona. Nie jest wyjątkiem – Amerykanie należą do ścisłej czołówki najhojniejszych społeczeństw świata.

W ubiegłym roku mieszkańcy USA wsparli potrzebujących kwotą 427,7 mld dol. Gdy chodzi o jałmużnę, są równie nietuzinkowi jak w sferze wiary czy poglądów. Brak funduszy nie doskwiera żadnym organizacjom, nawet tym dbającym o bezdomne chomiki (The Critter Connection), trenującym małpy, by pomagały niepełnosprawnym (Helping Hands: Monkey Helpers for the Disabled) czy dostarczającym wózków inwalidzkich psom (Gunnar’s Wheels). Korporacje były wprawdzie o 5,4 proc. miłosierniejsze niż dwa lata temu, fundacje o 7,4 proc., lecz wciąż mówimy o sumach nieznacznych wobec globalnej (odpowiednio 20,05 mld i 75,8 mld). Innymi słowy: trzy czwarte grosiwa wysupłały tak zwane osoby fizyczne.

Maleje natomiast liczba darczyńców przeciętnych, bo kurczy się klasa średnia. Potrzeby rosną, grono osób skłonnych wypisać czek maleje. Bogacze zamiast wspomagać niedojadających imigrantów, wolą wykładać jednorazowo duże sumy na cele wzniosłe, a zarazem spektakularne, jak remont opery czy kupno obrazu mistrza dla ulubionego muzeum. Rywalizacja o ich serca i portfele staje się coraz bardziej bezwzględna.

Mackenzie Bezos, rozwiedziona dziś z właścicielem Amazona. Jej plan: 20 mld dol. na cele charytatywne. (Fot. East News)

Wróg publiczny numer jeden

Powstała cała kasta filantropologów, którzy analizują adekwatne mechanizmy psychologiczne, by później z ramienia różnych fundacji naukowo nakłaniać sponsorów do sypnięcia kasą. Najstarszy ośrodek badawczy parający się wyłącznie owym zagadnieniem to Center of Wealth and Philanthropy przy Boston College. Tamtejsi spece już w latach 70. zauważyli, że – ogólnie rzecz biorąc – nuworysze dają, żeby zaszpanować czy rozreklamować biznes, a topowi miliarderzy wspierają słabszych z potrzeby serca.

Bogacze bywają różni i hołdują różnym filantropozofiom. Wyznawca zasady, że lepiej dać biednemu wędkę niż rybę, nigdy nie pomoże ulicznemu żebrakowi, nawet dziewczynce z zapałkami w Wigilię. Miliarderzy fundujący gmachy użyteczności publicznej swego imienia budzą politowanie kolegów, którzy nie lubią ostentacji. Patroni sztuk pięknych z wyższością traktują orędowników leczenia narkomanii.

Twórca CNN Ted Turner, zasilając miliardem dolarów programy socjalne ONZ, wywołał burzę w Atlancie, gdzie sieć ma kwaterę główną. Ojców miasta wkurzyło obdarowanie „instytucji zdominowanej przez komunistów, islamistów i antysemitów”. Datki społeczne zawsze budzą niechęć formacji lansującej odmienną wizję naprawy świata. Najboleśniej odczuwa gniew ideologicznych wrogów George Soros, który zbił fortunę dzięki genialnemu wyczuciu giełdy i wydał na krzewienie demokracji 12 mld.

George Soros, giełdowy potentat w walce o demokrację. (Fot. East News)

Zaczął od fundowania stypendiów czarnoskórej młodzieży z RPA. Próbował w przyspieszonym tempie ucywilizować kraje postkomunistyczne, zakładając Open Society Institute plus liczne fundacje (np. Batorego w Polsce). Przez pewien czas dotował opiekę medyczną, oświatę, naukę, kulturę i promocję praw obywatelskich w upadłym ZSRR hojniej niż rząd USA. W pełni pokrył koszty leczenia gruźlicy wśród więźniów, poprawił opiekę nad kobietami w ciąży i noworodkami, sfinansował trzy czwarte książek tudzież czasopism zamawianych przez biblioteki oraz szkoły, zapewnił zwykłym Rosjanom dostęp do Internetu, umożliwił zdobywanie nowych kwalifikacji byłym żołnierzom. Podarował też ćwierć miliarda Central European University w rodzinnym Budapeszcie. Za jego pieniądze studiował nauki polityczne na oksfordzkim Pembroke College Viktor Orbán, który teraz wykorzystuje sponsora jako największy – poza imigrantami – straszak na elektorat.

O jednym takim, co ukradł jałmużnę

W filantropii motywy szlachetne i altruistyczne splatają się z przyziemnymi. Kto ma większe serce: Soros czy Oseola McCarty, 91-letnia praczka z Hattiesburga, która przekazała oszczędności całego życia (150 tys. dol.) The University of Southern Mississippi? Jedni dają, bo współczują. Inni chcą zobaczyć własne nazwisko na tablicy pamiątkowej, odpokutować grzechy, grać rolę demiurga zmieniającego bieg cudzych losów. Wszyscy zaś mogą odpisać darowizny od podstawy opodatkowania.

Turner, przekazując ONZ swój słynny miliard, zaproponował, by pisma, które sporządzają listy najbogatszych ludzi i firm, uzupełniały je rankingami najhojniejszych. Uznał, że zachęci to krezusów do dzielenia się dobytkiem nie tyle dla satysfakcji, ile raczej z obawy, że inni okażą się lepsi. Pierwsze zestawienia publikowały „Slate Magazine”, „The American Benefactor” i „Fortune”. Dziś zamieszczają je wszystkie liczące się magazyny ekonomiczno-finansowe.

Michael Bloomberg, człowiek, który zaczynał od zera, a potem stworzył najpotężniejszą agencję informacyjną świata i został burmistrzem Nowego Jorku, rozdaje 300 mln rocznie. Macierzystej uczelni Johns Hopkins University sprezentował 1,8 mld dol. Jako jeden z pierwszych przyłączył się do kampanii Zobowiązanie Ofiarności (The Giving Pledge, TGP) rozpoczętej w 2010 r. przez dwóch najbogatszych wówczas ludzi świata – Billa Gatesa (Microsoft) i Warrena Buffetta (Berkshire Hathaway Inc.). Przez półtora miesiąca nakłonili oni 40 osób i rodzin, w tym 34 miliarderów, do oddania co najmniej połowy majątków na cele charytatywne. Dziś liczba zaprzysiężonych przekroczyła 200, łączna suma zapisów – pół biliona.

Bloomberg podarował 1,8 mld uniwersytetowi, który ukończył. (Fot. Forum)

Kapitalizm kreatywny

Eksmałżonka aktualnie najzamożniejszego na świecie – mimo podziału majątku – Jeffa Bezosa podpisała zobowiązanie zaraz po rozwodzie. W szczerość jej intencji nikt nie wątpi, bo już wcześniej nakłoniła męża do wysupłania 2 mld dla bezdomnych, nielegalnych imigrantów, weteranów wojennych walczących o stanowiska publiczne, ofiar raka i choroby Alzheimera. Zaś 37 mld na odchodne wcale nie jest sumą wygórowaną. Kiedy brała z Jeffem ślub, był posiadaczem garażu służącego za siedzibę start-upowi Amazon, z którego wszyscy się śmiali, bo kto niby chciałby kupować w Internecie książki.

Wśród sygnatariuszy Zobowiązania Ofiarności znaleźli się założyciel eBay – Pierre Omidyar z żoną Pam i dawny numer 2 w Microsofcie – Paul Allen. Nie brak też miliarderów, którzy wspierali słuszne cele na własną rękę, jak Ronald O. Perelman (właściciel Revlonu), Turner Sandy Weill (bankowy konglomerat Citigroup), Larry Ellison (software’owy gigant Oracle). Stare pieniądze reprezentowali Barron Hilton i David Rockefeller. Całkiem nowe – najpotężniejszy człowiek w mediach Barry Diller, założyciel m.in. Fox Broadcasting Company i mąż projektantki mody Diane von Furstenberg. Na ich tle Bill Gates jest charytatywnym neofitą. Wcześniej myślał wyłącznie o robieniu pieniędzy, niszczeniu konkurencji i monopolizacji rynku systemów operacyjnych. Zbudował dom wart 125 mln z basenem o głębokości 20 metrów i nagłośnieniem umożliwiającym słuchanie muzyki pod wodą bez utraty jakości dźwięku. Kupował najfajniejsze zabawki i najcenniejsze skarby kultury, jak zapiski Leonarda da Vinci, zwane Kodeksem Hammera (30,8 mln dol.). Dziennikarze wpadli na pomysł, żeby sprawdzić, ile rozdaje. Okazało się, że nic. Nie wiadomo, urażona ambicja, wyrzuty sumienia, naciski świeżo poślubionej żony czy wszystkie czynniki naraz sprawiły, że założył Bill & Melinda Gates Foundation (B&MGF). Ponieważ nie umie robić nic połowicznie, połknął bakcyla i wkroczył na drogę eskalacji dobroczynności. Fundacja działa jak wzorowe przedsiębiorstwo, a szef sprytnie inwestuje pieniądze w celu maksymalizacji zysków przeznaczanych na zbożne cele. „W kapitalizmie kreatywnym losy wszystkich uczestników gry rynkowej są od siebie zależne. – twierdzi. – Pomagając innym, pomagamy sobie”.

Prezes Berkshire Hathaway zobowiązał się przekazać fundacji Gatesów 85 proc. majątku, Bloomberg – wszystko, i to przed śmiercią. Dlaczego właśnie jej, a nie Czerwonemu Krzyżowi? Najbogatsi rozumieją pożytki płynące z kumulacji kapitału: milion uchyla wiele drzwi, miliard otwiera na oścież wszystkie. Ponadto tradycyjne fundacje marnotrawią pieniądze na skandaliczne wynagrodzenia dla prezesów, dyrektorów i pociotków dyrektorów. Założyciel Microsoftu pensji nie potrzebuje, a zarządzać pieniędzmi umie lepiej od niego parę osób na świecie.

Dobro i piękno

Buffett uważa, że budowanie dynastii finansowych jest niemoralne: „Dzieci miliarderów powinny dziedziczyć tyle, by mogły robić to, na co mają ochotę, a nie tyle, by nie robić nic”. Dwaj synowie i córka „Wyroczni z Omaha” nie zostaną zatem bez grosza. Będą pobierać pensje jako prezesi instytucji dobroczynnych założonych przez tatę, który powiada: „Śmieszy mnie, gdy rozparci w klubowych fotelach miliarderzy narzekają na zgubne efekty opiekuńczości państwa, choć sami zostawiają spadkobiercom bony żywnościowe na tysiące lat życia”.

W wyniku zsumowania pieniędzy Buffetta i Gatesa powstała megaorganizacja charytatywna, pięć razy bogatsza od drugiej co do wielkości. Unowocześnia oświatę, zapewnia dostęp do szkół dzieciom z ubogich rodzin, walczy z malarią i AIDS. Jakie sumy wchodzą w grę? Sam program medyczny fundacji wydaje tyle samo co Światowa Organizacja Zdrowia ONZ (WHO) zasilana przez 193 kraje. Najwięcej pieniędzy dostają spece od wirusa HIV. Polska zawdzięczała Gatesom 28 mln dol. (112 mln zł) na unowocześnienie bibliotek. Sporo, biorąc pod uwagę, że budżetowe wydatki na ów cel wynosiły wówczas 297 mln zł. Informatyk lubi nowinki. Za jego pieniądze Eric Lam z Rutgers University uczył pomidory produkcji leków antywirusowych. Thomas Baker z Pennsylvania State University zarażał moskity katarem, by nie mogły wywąchać ludzi i roznosić malarii.

Filantropia to nie tylko dobro, lecz również piękno, co wedle filozofów na jedno wychodzi. Gdyby nie bogaci dobroczyńcy, w Nowym Jorku nie powstałyby jedne z najwspanialszych muzeów planety, jak Metropolitan Museum of Art czy MoMA. Do najbardziej znanych nowojorskich fundatorów sztuki należy dziś Ronald Lauder. Spadkobierca kosmetycznego imperium mamy Estée założył poświęconą malarstwu niemieckiemu i austriackiemu Neue Galerie. Przybytek mieści się w dawnym pałacyku Vanderbiltów, dwie przecznice od Met, nieopodal równie sławnych muzeów – Guggenheima i The Frick Collection.

Perłą w koronie spektakularnej kolekcji jest portret Adele Bloch-Bauer pędzla Gustava Klimta. Lauder zapłacił 135 mln dol., ale było warto. Halucynogenny kwadrat utrzymany w łagodnych odcieniach zieleni, nakrapiany zgeometryzowanymi wzorkami i bogato lamowany złotem to dekadencki klejnot, typowy dla Klimta miks realizmu i abstrakcji, rozśpiewany, rozbiegany, muzyczny. Adele ma wyrazistą, bladą twarz, mocny makijaż, lekko rozchylone usta, wielkie migdałowe oczy. Jej niezwykłość w połączeniu z dramatyczną historią odzyskiwania obrazu przez potomków ograbionych przez nazistów właścicieli i hojnością Laudera uczyniły z portretu Adele jeden z najsłynniejszych obrazów świata.

Gates i Buffett chcą zarazić szczodrobliwością nowobogackich z Azji. Trudno przewidzieć, czy coś wskórają. Nawet w Ameryce wielu miliarderów odmówiło. Dlaczego? Buffett wymienia różne przyczyny. Niektórym zależy na trzymaniu darowizn w tajemnicy, ale tych podobno najłatwiej przekonać. Inni nie chcą zbędnych kontaktów z rządową biurokracją, uważają, że fortuna winna przypaść potomstwu, lub nie mają czasu, by kontrolować wtórnych dystrybutorów jałmużny. „Nie stawiamy na nich krzyżyka – mówi Buffett. – Każdy święty ma przeszłość, każdy grzesznik ma przyszłość”.

 

4. Mackenzie Bezos, rozwiedziona dziś z właścicielem Amazona. Jej plan: 20 mld dol. na cele charytatywne.