fbpx

Dlaczego ich nie lubimy?

123RF.com

To, co komunikują otoczeniu nasze ciała, ma znaczenie także w miejscu pracy. Ludzie oceniają nas bowiem nie tylko na podstawie naszych kwalifikacji, osiągnięć czy doświadczeń zawodowych. Równie ważny przekaz płynie z naszej postawy i zachowania. W ten sposób mówimy „mam o sobie dobre mniemanie” czy „można na mnie polegać”.
Wiadomo: w biurze spotyka się codziennie wiele osobowości, charakterów. Prędzej czy później ustali się między tak różnymi ludźmi specyficzna „polityka biurowa”: układ sympatii i antypatii. W nawiązaniu właściwych relacji ze współpracownikami, w znalezieniu własnej pozycji w biurowej hierarchii pomaga – lub przeszkadza – właśnie mowa ciała. Może wręcz przesądzać o atmosferze w miejscu pracy i sympatii naszych kolegów.

Jeśli chcemy być w pracy lubiani (a któż nie chce…), musimy nauczyć się wysyłać właściwe sygnały. Niewłaściwe – mogą zrujnować nasze wysiłki, by stać się członkiem zespołu, kimś, kogo inni uważają za „swojego człowieka”. Czego unikać? Niech ostrzeżeniem będą dla nas dwa przykłady: Paweł i Robert. Obaj są świetnymi fachowcami. Starają się być pomocni i koleżeńscy. Niestety, ani Paweł, ani Robert nie są specjalnie lubiani. Przyjrzyjmy się komunikatom, „wysyłanym” przez ich ciała, a zrozumiemy powód ich niewielkiej popularności.

Ten, który góruje

Paweł uchodzi za przystojnego mężczyznę: ma zawsze wyprostowaną, napiętą jak struna sylwetkę. Głowę nosi wysoko, celując podbródkiem do góry. Kiedy coś argumentuje, jego gestykulująca, otwarta i skierowana ku dołowi wnętrzem dłoń porusza się pomiędzy nim a rozmówcą. Gdy chce coś wskazać, np. w omawianych aktach, robi to zamkniętą dłonią, zwróconą grzbietem ku górze z wystawionym palcem wskazującym. Czasem zamiast palca używa długopisu, ma zwyczaj lekko nim stukać w rytm swoich słów podczas dyskusji. Dla podkreślenia swoich przemów często unosi palec wskazujący. Gdy przychodzi z jakąś sprawą do kolegi, opiera dłonie o jego biurko i pochyla się głęboko w stronę rozmówcy, górując nad powierzchnią stołu lub siada na jego brzegu. Zdarza mu się rzucić notatkę koledze na biurko.

– Paweł całym ciałem promieniuje poczuciem wyższości. Wysoko zadarty podbródek komunikuje rozmówcy „traktuję cię z góry”. Ten gest często budzi nasz podświadomy sprzeciw. Gestykulowanie otwartą, zwróconą ku dołowi dłonią to sposób na podkreślenie własnego autorytetu, tego, że to co mówimy, ma charakter ostateczny. Wyciągnięty palec wskazujący, czasem zastępowany długopisem, czyli „biurowym szponem”, to rodzaj „kija”, który ma zmusić słuchacza do uległości. Uniesiony do góry dla podkreślenia słów to palec-przemądrzalec, znamionuje kogoś, kto zawsze wie lepiej, a zatem osobę zarozumiałą. Rytmiczne uderzanie palcem czy długopisem jest natomiast jednym z najbardziej irytujących gestów i silnie podkreśla naszą rację, manifestując, że nie będziemy na dany temat dyskutować. Taki gest spotyka się z automatycznym sprzeciwem i niezadowoleniem. Podobny, instynktowny sprzeciw, opór i protest budzi pogwałcenie naszych praw terytorialnych, a takim pogwałceniem jest przekładanie przedmiotów na czyimś miejscu pracy, a także siadanie czy opieranie się o biurko i pochylanie się głęboko nad nim. Rzucenie papierów na biurko to także akt, naruszający nietykalność terytorialną, zaburzający porządek, jaki mamy w naszym miejscu pracy – uważa Urszula Gościcka, psycholożka, trenerka, prowadząca szkolenia m.in. z zakresu prezentacji i autoprezentacji.

Gdy Paweł się z kimś wita, z radością wyciąga w kierunku rozmówcy dłoń i podchodzi z wyciągniętą ręką, ale już samą dłoń często podaje niedbale. Lubi też podczas powitania jedną ręką ująć dłoń rozmówcy, a drugą schwycić go serdecznie za łokieć czy ramię lub ująć dłoń rozmówcy w obie swoje dłonie w taki sposób, że dłoń Pawła znajduje się na wierzchu.

– Sposób witania się Pawła jest serdeczny, ale kryje się w nim coś więcej. Jeśli ktoś chwyta nas za dłoń i łokieć czy ramię, tak naprawdę wyraża dominację, chęć kontrolowania naszych poczynań i reakcji. Uwaga, to powitanie charakteryzuje osobę o skłonności do manipulowania. Dominację wyraża także schwycenie dłoni rozmówcy obiema swoimi, przykrycie jej i takie ustawienie, że nasza jest na wierzchu. Witanie kogoś z wyciągniętą na całą długość ręką to chęć zachowania dystansu, zablokowanie rozmówcy swobody ruchu. Niedbale podana dłoń przy silnej, wyprostowanej sylwetce to komunikat „nie chcę bliższych kontaktów, ograniczmy się do załatwienia interesu” – mówi trenerka.

Wzdłuż trzech zewnętrznych krawędzi swojego biurka Paweł ustawił zdjęcia z wakacji, stosy książek i akt, przybory do pisania, kalendarze i stojaki z wizytówkami. Kiedy ktoś przychodzi z nim porozmawiać, Paweł zaprasza go do małego stolika nieopodal, a nie do swojego biurka. Przed sobą zawsze kładzie tylko jedne akta – tej właśnie sprawy, której dotyczyć będzie prowadzona rozmowa. Kiedy dyskusja się przedłuża, ma zwyczaj machać nogą, założoną na nogę czy stukać w dłoń lub stolik długopisem.

– Zdjęcia i inne przedmioty ustawione wzdłuż krawędzi biurka to „zasieki”, mające bronić rozmówcy dostępu do Pawła. On nie ma ochoty wpuszczać kogokolwiek na swoje terytorium. Decyzje podejmie niezależnie od tego, co od nas usłyszy i tylko od niego będzie ona zależała. Fakt, że rozmowa odbywa się w kąciku gościnnym, pozwala Pawłowi uniknąć zobowiązań, na które nie ma ochoty. Pojedyncze akta to komunikat „o innych sprawach porozmawiamy dopiero wtedy, kiedy załatwimy tę, nie wcześniej”. Machanie nogą i stukanie długopisem to oznaki zniecierpliwienia, mówią „skończmy już wreszcie, mam ważniejsze zajęcia” – interpretuje Urszula Gościcka.

Jednym słowem: Paweł nie jest specjalnie lubiany, ponieważ – choć stara się odgrywać dobrego kolegę – jego ciało zdradza, że postawa ta nie jest do końca prawdziwa. Język ciała bez słów ostrzega rozmówcę „kontroluję sytuację. Będę się starał tobą manipulować, czuję się od ciebie lepszy”. Zdaniem specjalistów od mowy ciała już sam zwyczaj rozmawiania z wysoko uniesionym podbródkiem często wystarczy, by poczuć się jak osoba traktowana z góry; a Paweł wysyła wiele sygnałów świadczących o zarozumiałości. Stąd koledzy Pawła mają powody, by czuć się w jego towarzystwie nieswojo.

Wiecznie poddany

Robert jest mniej przebojowy, choć jest doskonałym fachowcem w swojej dziedzinie. Podczas powitania z reguły nie wysuwa ręki pierwszy, dopiero gdy ktoś wyciągnie do niego dłoń, decyduje się odwzajemnić powitalny gest. Jego uścisk jest lekki, szybko i przelotnie ujmuje dłoń rozmówcy pomiędzy cztery palce i kciuk i niemal natychmiast przerywa kontakt. Po powitaniu szybko ucieka wzrokiem i odwraca nieco całe ciało. Kiedy wchodzi do pokoju kolegów, po przekroczeniu progu i zrobieniu dwóch kroków zatrzymuje się na chwilę, zanim wejdzie dalej. Kiedy ktoś wchodzi do pokoju, w którym on pracuje, Robert lekko unosi się z krzesła, ale nie wychodzi gościowi naprzeciw. Teczkę z dokumentami zazwyczaj nosi przed sobą, zaciskając palce obu dłoni na rączce neseserka.

– Asceza gestów u Roberta podczas powitania to oznaka onieśmielenia i emocjonalnego zablokowania. Rodzaj uścisku dłoni świadczy o tym, że nie ma on ochoty na podjęcie prywatnych stosunków. Ucieczka wzrokiem i ciałem to komunikat „czuję się gorszy, jestem zdenerwowany”. Wahanie podczas odwiedzania kolegów z pracy – czytaj: wkraczania na czyjeś terytorium – oznacza obawę przed wydłużającą się drogą ucieczki. Obawa ta owocuje zakłopotaniem i utratą pewności siebie. Uniesienie się z krzesła, ale pozostanie za barierą biurka to gest, oznaczający „witam cię, gościu, ale przygotuj się na to, że zachowam rezerwę”. Trzymanie neseserka obiema dłońmi przed sobą świadczy o niepewności, teczka zaczyna pełnić rolę tarczy ochronnej – tłumaczy Urszula Gościcka.

Podczas rozmowy Robert często splata dłonie na wysokości twarzy – gdy siedzi. Kiedy stoi, zakłada ręce za plecy, także je splatając. Siedząc przy biurku przeczesuje włosy palcami, zamyślony gryzie długopis. W firmowej stołówce rzadko przysiada się do grupy kolegów, ale kiedy się na to zdecyduje, zawsze siada po tej samej stronie stołu, co inni, nigdy naprzeciwko – nawet, jeśli wymaga to specjalnego zachodu, np. obejścia stołówki dookoła. Podczas spotkań zespołu siada zawsze w miejscu, z którego widać wszystkich; nigdy natomiast nie zajmuje miejsca u szczytu stołu, przy jego krótszej krawędzi bądź pośrodku krawędzi najdłuższej. Jego stopy pod stołem wykonują specyficzny „taniec”: oplatają nogi krzesła, wiercą się, wyprostowują i znów podkurczają.

– Splecione dłonie często oznaczają, że dana osoba stara się zapanować nad swoimi emocjami. Dodatkowo splecione na wysokości twarzy sprawiają, że trudno jest z nią nawiązać kontakt. Przeczesywanie włosów znamionuje niepokój, spowodowany trudnościami w podjęciu decyzji, gryzienie długopisu – zaniepokojenie. Schowane za plecami dłonie dają do zrozumienia, że ich „właściciel” czuje się nieco wyobcowany. Siadanie po przeciwnej stronie stołu jest wyrazem rywalizacji, siadanie po tej samej stronie „osłabia” atmosferę, oznacza niechęć do rywalizacji i konfrontacji. Oplecione wokół krzesła nogi to oznaka niepewności, poszukiwanie zakotwiczenia. Ruchy stóp świadczą o chęci wyplątania się z danej sytuacji, pójścia sobie; stopy stają się ruchliwe zwłaszcza wtedy, kiedy chcemy, a nie możemy odejść – uważa Urszula Gościcka.

Kiedy ktoś pogania go lub przerywa podczas wypowiedzi, Robert ucieka spojrzeniem, rzadko protestuje i rzadko nalega. Gdy rozmawia z kimś przy jednym stole lub biurku – nawet gdy jest to jego własne miejsce pracy – Robert przekłada papiery i przedmioty na stole, by zrobić najwięcej miejsca gościowi, a swoje papiery kładzie jak najbliżej własnej krawędzi stołu. Ręce zwiesza równolegle do boków. Na nogach ma z reguły szerokie i wygodne buty, choć ubiera się sztywno i przepisowo.

– Brak protestu podczas przerywania czy poganiania to symbol poddania. Z reguły traktujemy czas jako nasze terytorium i bronimy się, gdy ktoś próbuje nam go zabrać lub wywierać na nas presję czasową. Odwrócenie spojrzenia w takiej chwili to ucieczka od tego, że ktoś się za bardzo do nas zbliża. Robert akceptuje podważanie jego autorytetu, nie walczy o pozycję. Położenie papierów jak najbliżej swojej krawędzi stołu to próba zajęcia jak najmniejszej ilości miejsca; oznaka skromności i wycofania – z reguły uznajemy, że niewidzialna granica terytorialna przebiega w połowie. Ktoś, kto ogranicza swoje terytorium, będzie ograniczał także swoje roszczenia i ma małe szanse zaistnieć podczas dyskusji. Wygodne buty w połączeniu ze sztywnym strojem mówią „zrobię, czego się po mnie spodziewają, ale będę za wszelką cenę unikać komplikacji” – mówi Urszula Gościcka.

Jednym słowem: Robert nie zdobył sympatii kolegów, ponieważ jest pełen rezerwy, wycofany. I choć Robert nikomu nie odmówi pomocy, nie jest uważany za dobrego kolegę. Współpracownicy traktują go nieco z góry i nie darzą specjalnym szacunkiem, uważając za mało istotnego członka zespołu i nie licząc się z jego zdaniem. Przyczyną jest zapewne towarzyska bierność Roberta i jego nieśmiałość, ale także komunikat, który wysyła jego ciało: „nie biorę udziału w życiu biurowym. W hierarchii stoję na niskiej pozycji i nie mam zamiaru tego zmieniać”.