Małgorzata Kożuchowska: Inna ja

Zdjęcia Adam Pluciński/MOVE

Legendarny francuski reżyser Jacques Lassalle nazwał ją wielką aktorką teatralną. Ale to role w serialach „M jak miłość”, „Rodzinka.pl” czy „Druga szansa” przyniosły jej popularność. Teraz zagrała w nowym filmie Patryka Vegi „Plagi Breslau”, wraca do Teatru Narodowego i znowu wszystko ma przed sobą.

„To aktorzyca” – powiedziała o tobie wielka aktorka Hanna Skarżanka, u której boku zagrałaś na trzecim roku studiów w telewizyjnym spektaklu Wiesława Komasy. Co to właściwie znaczy?

To aktorka, która gra na stówę bez asekuracji. Pełnokrwista. Szukająca wyzwań. Podejmująca walkę.

Kiedy grałaś te pierwsze role, umiałaś zawalczyć?

Po dyplomie dostałam rolę w musicalu „Człowiek z La Manchy” w reżyserii Jerzego Gruzy w Teatrze Dramatycznym. Okazało się, że będę grała na zmianę z trzema aktorkami. Kiedy ćwiczony był jakiś numer muzyczny, wchodziły po kolei na scenę pani pierwsza, pani druga, pani trzecia. Siedziałam na widowni. Za każdym razem musiałam się zgłosić: „Przepraszam, jeszcze ja”. „O Boże…” – mówił Jerzy Gruza. Dałabym wszystko, aby ktoś mnie stamtąd zabrał, żebym na tę scenę nie musiała wychodzić. Wstydziłam się, nie byłam taka pewna siebie: „Wow, wejdę i rozwalę system”. Pierwszy raz w życiu grałam w teatrze i byłam jedną wielką tremą. Ale walczyłam.

Jesteś fajterką?

Walkę mam w charakterze.

Kiedy to odkryłaś?

O, zawsze to miałam. Patrick Yoka, reżyser „Rodzinki.pl”, śmieje się, że trzeba mieć w sobie geny frontmana, żeby pociągnąć kilka sezonów serialu i się nie wykończyć. W domu byłam najstarsza, więc decydowałam, w co się z siostrami bawimy, ale też czułam odpowiedzialność. To się potem przełożyło na społeczność szkolną. Byłam przewodniczącą klasy i nawet prezydentem szkoły.

Zagrałaś w nowym filmie Patryka Vegi. Charakteryzacja całkowicie cię zmieniła, a dziennikarze pytali, czy to nie zaszkodzi twoim kontraktom… Żenująca rzeczywistość, w której aktor musi się tłumaczyć z charakteryzacji. Ale pomyślałem, że może jesteś w gorsecie swojego wizerunku. Czy on cię nie uwiera?

Mnie nie, ale myślę, że innych tak – inaczej byś o to nie pytał. Gorset wizerunku, jak to plastycznie nazwałeś, nie ma jednak żadnego wpływu na moją wewnętrzną wolność, na moje zawodowe wybory. Rano mogę w dresach i trampkach jechać na plan, przez pół dnia grać prostytutkę morderczynię, która ucieka z zakładu psychiatrycznego, po południu wrócić do domu i szaleć na trampolinie z moim synem, a wieczorem odpicować się na czerwony dywan. Pytanie za sto punktów: Kim tego dnia jestem naprawdę? Dresiarą, kilerką, mamą czy damą na salonach? Odpowiedź jest prosta: ciągle tą samą Małgorzatą Kożuchowską, zakładam maski, zmieniam się zewnętrznie, ale pozostaję sobą.

(…)

Więcej we wrześniowym numerze magazynu Zwierciadło

Wydanie 09/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.